Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
41 osób interesuje się tą książką
Grudniowa Tymianowa jest pozbawiona kolorów, zapachów i dźwięków, trochę jakby zamiera, czas płynie wolniej, a noc nastaje niemal zaraz po obiedzie. Życie towarzyskie toczy się teraz głównie podczas odwiedzin w domach, a przyjezdni rzadko o tej porze roku zapuszczają się w tę okolicę. W Wolnej Chacie Bukowinie przebywa tylko jedna gościni – pani Jagoda, a Chyżę Łanię wypełnia smutek... Tych kilka zimowych miesięcy jest jednak szansą, by korzystać z chwili wytchnienia i odzyskać spokój po trudnych wydarzeniach, które dotknęły wieś i jej mieszkańców latem. Czy jednak na pewno? Może pomogą weczyrky, nieco zapomniany łemkowski zwyczaj? A może zadziała magia zbliżających się świąt?
Wszyscy starają się po swojemu, choć wspólnie, w gronie bliskich, radzić sobie z kłopotami. Ogromnym wsparciem w trudnych momentach staje się ksiądz Daniel, który dba o swoją owczarnię. Kiedy się okazuje, że sąd rozumie zbrodnię i karę inaczej niż lokalna społeczność, Marta zaczyna podejrzewać, że ktoś usiłuje skrzywdzić osoby, na których jej zależy. Mnóstwa emocji dostarcza również pojawienie się córki Tekli. Czy Boże Narodzenie będzie czasem szczęśliwych czy tragicznych powrotów? Kto wniesie do swojskiej scenerii najwięcej egzotyki – gwiazdy TikToka, znana artystka czy rodowita Afrykanka? I jakie tajemnice kryje jeszcze pamiętnik „bosorki”?
Czwarty tom cyklu Pogranicze pachnie nie tylko igliwiem, cynamonem i goździkami, ale także… niepokojem. Gdy zima trzyma cały świat w uścisku, a moroz bierze Tymianową we władanie, baśniowa śnieżna szata może cieszyć oczy albo zakryć ślady czających się w pobliżu bestii. Jednak siła przyjaźni i miłości jest w stanie roztopić nawet najtwardszy lód – ten, który rodzi się w nieczułych sercach…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 290
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tom 1: Bosorka
Tom 2: Powiertucha
Tom 3: Watra
Tom 4: Moroz
Tom 5: Nadija
Tom 6: Kyczera
Tom 7: Rodyna
Redakcja i korekta
Anna Seweryn
Redakcja techniczna, skład i łamanie
Grzegorz Bociek
Opracowanie wersji elektronicznej
Karol Bociek
Projekt okładki i stron tytułowych
Anna Slotorsz
Ilustracje na okładce
© Kathrine Andi | stock.adobe.com
Ilustracje w książce powstały za pomocą oprogramowania generatywnej sztucznej inteligencji Midjourney.
Kody QR, które znajdują się przy ilustracjach, zawierają łącze html prowadzące do pliku w formacie MP4 i należy je otwierać na urządzeniu z aktualną przeglądarką oraz dostępem do Internetu.
Wydanie I, Katowice 2026
tekst © Natalia Przeździk, 2026
© Wydawnictwo Dobre Strony
ISBN 978-83-8461-010-7
Wydawnictwo Dobre Strony
ul. Uniwersytecka 13
40-007 Katowice
+48 884 666 213
Wszystkim tym, których ciemności trwają za długo
i czasem wydaje się, że świt nigdy nie nadejdzie.
Jest mroczno. Góry w wielkiej ciszy stoją
jak tu i tam sterczące skrzydła aniołów.
W dole trzy domki przysiadły niby małe pieski, co się wszystkiego boją
Niebieska sieć lasu zaraz zacznie nowy, milczący połów.
I słychać tylko, jak jemiołuszki gwarzą cienko,
pędzące z wiatrem w głogów czerwonych karetach.
Pod lasem młodnikiem, niby listek wąski, jesienny,
lis sunął tam, gdzie pieje kurnikowa meta…
Jerzy Harasymowicz, Pejzaż zimowy
Cały dom pachniał cynamonem już od października. W listopadzie dołączyły goździki i pomarańcze, których ogniste głowy leżały na półmiskach, rozstawione wszędzie – na stole, parapetach, nawet na półkach. Na szczęście nie mieliśmy zwierząt, które mogłyby je strącić, ale Marysi już kilka razy zdarzyło się sięgnąć po jedną z książek i przy okazji zrzucić na podłogę zgrabnie ułożoną piramidkę owoców przebitych wonnymi krzyżykami.
Najpiękniejszy aromat pojawił się jednak w grudniu, tuż przed mikołajkami. Choinka! Wniosła do domu cząstkę lasu. Tego lasu, za którym tak tęskniłam, gdy zima trzymała cały świat w lodowym uścisku. Brakowało mi wędrówek po okolicznych wzgórzach, szumu wiatru w koronach drzew, charakterystycznej woni ściółki. To wszystko miało wrócić wiosną. Na razie byliśmy skazani na tkwienie w czterech ścianach i krótkie wypady, z których wracaliśmy przemarznięci na kość, marząc jedynie o kubku gorącej czekolady.
Oczywiście prosiłam o pomoc w kupnie drzewka Maćka, ale ten jak zwykle mnie zbył. Wiedziałam, jak to będzie. Był gotowy zwlekać z tym aż do Wigilii, by na końcu rozłożyć ręce i stwierdzić bezradnie: „No teraz to już za późno! Może za rok? Po co nam choinka?”. Ale ja nie wyobrażałam sobie świąt bez niej, podobnie jak Marysia.
Nie wszystko w Wolnej Chacie Bukowinie układało się tak, jak sobie wymarzyłam. Ale przecież była ze mną ona, moja córeczka, która wnosiła w codzienność światło nawet podczas najbardziej ponurych dni. Dla niej warto było się postarać i wyczarować najpiękniejsze Boże Narodzenie. I mikołajki, bo to właściwie od nich zaczynałyśmy zawsze najlepszy zimowy czas.
Choinkę przywiózł mi do domu niedawno poznany leśniczy, Rysiek. Trochę gburowaty i milczący, ale w gruncie rzeczy całkiem porządny. Poleciła mi go kobieta, która pracuje w lokalnym sklepie. Straszna plotkara, więc nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się ją polubić. Ale trzeba przyznać, że wie wszystko o życiu tutaj i prawdopodobnie nieraz będę musiała zwrócić się do niej z prośbą o pomoc.
Co do mnie, nadal czuję się tu obco. Witam sąsiadów z dołu, staram się być miła, jednak mam wrażenie, że ciągle widzą we mnie jedynie jako panią z miasta. Zastanawiam się, czy to się kiedyś zmieni. Może nigdy nie stanę się jedną z nich?
W połowie drogi do centrum Tymianowej mieszka jedna mama. Ma dwie małe córeczki, niestety sporo młodsze od Marysi. Zastanawiałam się nawet, czy do niej nie zagadać, w końcu zawsze to raźniej, gdy ma się blisko jakąś przyjazną osobę. Ale jest w tej dziewczynie coś, co mnie onieśmiela. Mówi do swoich dzieci w tym dziwnym języku miejscowych, choć słyszałam, że z mężem rozmawia po polsku, normalnie. Trudno do tego przywyknąć.
Tak czy inaczej, cieszę się, że zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę. Marysia jest tu przeszczęśliwa, a skoro jej jest dobrze, to i mnie niczego więcej nie trzeba. Mogę mieszkać tu sama, bez żadnych przyjaciół – byleby z nią. Chcę patrzeć, jak rośnie, jak staje się kobietą, jak przeżywa pierwsze miłości.
Jest zupełnie inna niż ja. Otwarta, zawsze uśmiechnięta, pewna siebie. Nie boi się mówić tego, co myśli, nie boi się pytać, nie boi się przepraszać. Czasem nie mogę się nadziwić, jak to możliwe, że ze mnie mógł powstać taki niezwykły człowiek, tak odrębny, tak godny miłości. Ja chyba nigdy nie czułam się warta kochania, nie w jej wieku. Ale teraz to nie jest istotne. Bycie jej mamą to najlepsze, co mogło mi się przydarzyć. I najważniejsze, żeby ona była szczęśliwa. A czy można być bardziej szczęśliwym w grudniowy poranek niż podczas wspólnego ubierania choinki?
Ustawiłyśmy ją w rogu jadalni. Leśniczy pomógł nam ją przymocować do stojaka, bo Maciek oczywiście nie zamierzał wyjść z pokoju, gdzie pracował.
– Mogę zrobić coś jeszcze? – spytał ten cały Rysiek, patrząc z zakłopotaniem to na mnie, to na roześmianą Marysię.
– Nie trzeba, dziękujemy bardzo – odparłam, mając nadzieję, że pozwoli nam celebrować ten wyjątkowy moment tylko we dwie.
Najwyraźniej to wyczuł, bo po chwili już go nie było. A my mogłyśmy przystąpić do działania. Stanęłyśmy razem nad wielkim pudłem z ozdobami.
– Najpierw lampki! Rozplączesz?
– Zrobimy to razem. Jesteś już duża, pomagasz! – zdecydowałam.
Chociaż co roku pod koniec stycznia zwijałam starannie kabel, na początku grudnia zawsze był zaplątany. Podejrzewałam, że do pudła zakrada się jakaś specjalna grupa złośliwych krasnali, która metodycznie skręca sznur obwieszony światełkami.
W końcu udało nam się go rozsupłać i rozwiesić. Potem przyszedł czas na bombki, które u mnie w domu zawsze nazywało się bańkami, i tak też mówiłyśmy na nie z Marysią.
– Podaj banieczkę w kształcie lisa! Damy ją tu, powyżej anioła!
– To jeszcze księżyc! Tutaj, obok srebrnych gwiazdek!
Kiedy byłam mała, ojciec na czubku umieszczał szklany szpic. Ja postanowiłam trochę się wyłamać – zawieszałam tam szklane czerwone serce. Kupiłam tę bombkę wtedy, gdy byłam w ciąży z Marysią. I od tamtej pory zawsze zdobiła najwyższe gałązki. Tak, by nikt jej nie stłukł. Była symbolem moich nowych świąt. Pełnych radości, której nigdy nie zaznałam jako dziecko – ale teraz chciałam znajdywać w sobie siłę, by dawać ją mojej dziewczynce.
Nie byłam specjalnie wierząca. Nie celebrowałam narodzin małego Jezuska. Ale odkąd pojawiła się córeczka, ten zimowy czas był dla mnie okresem świętowania rodzinności. W Dzieciątku w żłóbku widziałam każde małe dziecko, które przychodziło na świat, czasem niechciane. Miałam zamiar zrobić wszystko, by Marysia nigdy nie poczuła się odepchnięta, zraniona. Pragnęłam być blisko niej, zawsze…
– Zawieś serduszko – powiedziała poważnie, podając mi ozdobę. Znała jej historię.
Stałyśmy z zadartymi głowami i kontemplowałyśmy swoje dzieło. Choinka skrzyła się kolorami, mieniła światłem. I wypełniała całą jadalnię zapachem lasu.
– Lubisz święta, mamuś?
– Uwielbiam – odparłam. – Ale tylko wtedy, kiedy ty jesteś ze mną.
Przytuliła mnie mocno.
– No przecież jestem!
Roześmiałam się, choć łzy wzruszenia stanęły mi w oczach.
– To dobrze. I nie waż się nigdzie znikać – zażartowałam. – Dopiero gdy dorośniesz!
– Wiesz co, mamuś? Ja nawet wtedy będę z tobą – powiedziała poważnie. – W święta trzeba być razem, prawda?
– Prawda… – Pochyliłam się i oparłam brodę na jej głowie.
Poczułam zapach rumiankowego szamponu i jak zwykle zimny supeł nieprzemijającego lęku, ulokowany w okolicach żołądka i towarzyszący mi, odkąd pamiętam, nieco się rozluźnił.
„Jak dobrze mieć przy sobie kogoś, kto zamienia każdy dzień w ciąg małych cudów” – pomyślałam i po raz kolejny podziękowałam losowi za to, że dał mi Marysię.
Okładka
Strona tytułowa
Cykl
Strona redakcyjna
Dedykacja
Cytat
Prolog
Okładka
Strona tytułowa
Tom
Prawa autorskie
Dedykacja
