Pętla kłamstw - Agnieszka Siepielska - ebook + audiobook + książka

Pętla kłamstw ebook i audiobook

Siepielska Agnieszka

4,7

Opis

Można błądzić, ale nie należy oszukiwać samego siebie.

Twoje życie będzie wyglądać jak ta szachownica. Będziesz zmuszona myśleć nad każdym ruchem i niszczyć przeciwnika, choćby wbrew własnej woli.W innym przypadku przegrasz i wszystko pójdzie na marne.

Ava i Mitchell są małżeństwem od czterech lat, ale ich związek przechodzi poważny kryzys. Kiedy w życie kobiety wkraczają bracia Bennett, Ava wdaje się w gorący romans ze starszym z nich, Masonem. Mężczyzna wprowadza ją w zupełnie inny wymiar, ukazując co do tej pory traciła. A gdyby wszystko, co uważała za rzeczywistość, wszystko, w co do tej pory wierzyła, miało okazać się kłamstwem?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 221

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 17 min

Lektor: Agnieszka Siepielska

Oceny
4,7 (431 ocen)
338
61
23
6
3
Sortuj według:
Patusia17722

Nie polecam

Co za bzdura, tragicznie zbudowane zdania, beznadziejna historia. Masakra
40
Monia7291

Nie oderwiesz się od lektury

WOW! WOW! I WOW! 😱 To było mocne. Tylko gdzie drugi tom?! Tak nie można robić czytelnikowi!
40
Pola_Szpojankowska

Nie polecam

Najpierw długo, długo nuuda, a potem taka akcja, że nie wiadomo o co chodzi. Nie warto czytac
10
jasinaa

Nie oderwiesz się od lektury

Jazda bez trzymanki i tyle w temacie. Czekam na kontynuację
00
Han_Mar

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna! Wciąga od 1 strony, zaskakuje z każdą kolejną.
00

Popularność




Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redakcja: Beata Kostrzewska

Redaktor prowadzący: Grażyna Muszyńska

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Barbara Milanowska (Lingventa), Renata Jaśtak

© by Agnieszka Siepielska

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2021

ISBN 978-83-287-1848-7

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2021

fragment

Przedsłowie

Kochani Czytelnicy,

zapraszam Was gorąco do przeczytania historii, która wpadła mi do głowy ot tak. Niemafijna, niemotocyklowa, zupełnie inna, a jednak długo nie dawała mi spokoju. Jednak czegoś mi w niej brakowało – aż do pewnego wieczoru, kiedy mój mąż z synem grali w szachy. I właśnie wtedy kliknęło, wszystko ułożyło się w całość. Tak powstał prolog, a potem już tylko pisałam. Dla Was.

Witajcie w świecie Avy i Masona, a może powinnam napisać Avy i Mitchella? Zobaczcie, przekonajcie się sami.

Buziole

Aga

Prolog

Gdyby nie promienie słońca, wdzierające się nachalnie w prześwity między zasłonami w odcieniach malachitu, w pokoju panowałby zupełny mrok. I bez tego komnata była ciemna. Zabytkowe łóżko, ogromna szafa czy sekretarzyk, a nawet drzwi, były nieomal czarne. Pomieszczenie zdobiły ciemnozielone tkaniny, a także tapeta w tym samym kolorze. Pokrywające ją drobne białe wzory były chyba najżywszym elementem wystroju.

Charles Cunningham siedział zwrócony tyłem do swojego łoża. Wodził wzrokiem po wielkiej szachownicy i stukając palcami o brzegi fotela, obmyślał kolejny ruch.

W wieku dziewięćdziesięciu czterech lat jego umysł działał bez skazy, pracował na pełnych obrotach i bez problemów.

Psiakrew – pomyślał. – Gdyby tylko jeszcze uparte serducho chciało współpracować.

Czego jednak mógł się spodziewać w tym wieku?

Starzec przesunął gońca i spojrzał na siedzącą naprzeciwko piękną młodą dziewczynę. Przygryzała dolną wargę, przeskakując wzrokiem z pionka na pionek, a jemu najzwyczajniej w świecie zachciało się śmiać.

Charles zdawał sobie sprawę z tego, że szachy ją nudziły, nawet nie potrafiła dobrze grać. Udawała zainteresowaną tylko po to, żeby zrobić staremu człowiekowi przyjemność.

W takie dni jak ten wolała wypchnąć go na wózku w głąb ogrodu, usiąść na ławce pod drzewem i zatruwać jego uszy wierszami Dantego do Beatrycze albo studiować Dumę i uprzedzenie, mrucząc pod nosem, jakim dupkiem był Darcy. Frustrowało go to, a jednocześnie za każdym razem z niecierpliwością czekał na ten moment. Uwielbiał naturę tej dziewczyny, niepoprawnej romantyczki o dzikiej duszy. Widział też, jak korci ją, by odsłonić okna i je otworzyć, żeby wpuścić trochę świeżego powietrza, aby przepędziło panujący w pomieszczeniu zaduch.

Normalnie by jej pozwolił, jednak nie tego dnia. Nie chciał widzieć, co traci, czego nie będzie dane mu już ujrzeć. Rozumiał, że nadchodzą ostatnie chwile. Skierował wzrok na sekretarzyk za plecami dziewczyny, gdzie leżało czarne pióro, przypominając mu, że musi dopiąć pewne sprawy i złożyć ostatni w swoim życiu podpis.

Wrócił spojrzeniem do osoby przed sobą i poczuł bolesny ucisk w klatce piersiowej.

– Dzisiaj już się pożegnamy, moja droga – przemówił z żalem.

Od razu zauważył niepokój w pięknych, dużych oczach swojej towarzyszki.

– Źle się pan czuje?

– Nie, ale te stare kości potrzebują odpoczynku – odpowiedział, poklepując drżącymi dłońmi swoje kolana.

Dziewczyna wstała więc powoli i jak za każdym razem podeszła do starca. Pochyliła się i złożyła niewinny pocałunek na jego policzku.

– W takim razie do zobaczenia w przyszłym tygodniu – oznajmiła, prostując się, po czym odwróciła się, aby odejść.

W tym momencie dłoń mężczyzny oplotła jej nadgarstek. Zaniepokojona zwróciła się ku niemu i zauważyła, że w drugiej ręce trzymał jeden z pionków. Królową.

– Weź to – rozkazał, wyciągając w jej stronę przedmiot.

– A… Ale ja nie mogę, to pamiątka rodzinna. Jak chce pan grać, jeśli…

– Jestem już na to za stary. Poza tym musisz coś wiedzieć i zapamiętaj, co ci powiem. Twoje życie będzie wyglądać jak ta szachownica. Będziesz zmuszona myśleć nad każdym ruchem i niszczyć przeciwnika, choćby wbrew własnej woli. W innym przypadku przegrasz i wszystko pójdzie na marne.

Słowa Cunninghama tylko potwierdziły jej wcześniejsze obawy. Czuła, że miało się stać coś złego. Nie chciała wychodzić, lecz dobrze wiedziała, że Charles był upartym człowiekiem, a kiedy coś powiedział, musiało być to zrealizowane.

Z żalem opuściła pokój i po chwili już mknęła przez korytarze rezydencji, a łzy zamazywały jej drogę.

Kiedy wsiadała do limuzyny, jak co tydzień odwożącej ją do domu, Charles nakazał jednemu z pracowników zadzwonić po notariusza.

Dzień później dziewczyna otrzymała wiadomość o śmierci staruszka.

Rozdział 1

„You can always sense with me

When things ain’t quite right

I barely speak I can’t seem

To sit still tight…”

Girl in the Mirror – Cheryl

AVA

Popijając kawę, cieszyłam się, że Mitchell wyjechał wcześniej do pracy. Teraz napawałam się ciszą, która w ostatnim czasie bywała rzadkością w naszym domu. Nawet nie miałam już siły zastanawiać się nad tym, co spowodowało, że kłótnie, takie jak na przykład ta z poprzedniego wieczoru, zdarzały się coraz częściej.

Zwykle wystarczyła jakaś pierdoła, typu nieumyty kubek pozostawiony w zlewie lub niewyprasowana koszula. Za każdym też razem kończyło się to tłumaczeniem, że Mitchell ciężko pracuje i jest zestresowany, zupełnie jakby to miało usprawiedliwiać jego wyżywanie się na mnie.

Poza tym co z tego? Ja też pracowałam, tyle że za darmo, i właśnie z tego powodu wybuchła mała wojna domowa. Poszło o pieniądze, na brak których przecież do tej pory nie mogliśmy narzekać.

Mitchell był właścicielem jednej z największych, najlepiej prosperujących firm ubezpieczeniowych z siedzibą blisko centrum Londynu. Mieszkaliśmy we własnym małym domu na obrzeżach miasta i nigdy dotąd nie narzekaliśmy na brak środków.

Zawsze starczało i co jakiś czas nawet udawało nam się odłożyć sporą sumę, z której potem korzystałam, pomagając prowadzić działalność charytatywną. Oczywiście wszystko za przyzwoleniem mojego męża. Właściwie to on na początku naszego małżeństwa uparł się na to, żebym dała sobie spokój z etatem, i zaproponował, abym pomagała w ośrodku, który należał do jego brata.

Wiedziałam, że Mitchell zaciągnął spory kredyt, by jeszcze bardziej rozwinąć swoją działalność, a skoro konkurencja wzrosła, dług trzeba było spłacać, a zyski, jak na razie, jeszcze nie wzrastały. Czy to jednak powód, aby wywracać nasze poukładane życie do góry nogami?

Do tej pory zazwyczaj po każdej kłótni brałam poduszkę, koc i spałam w salonie lub pokoju gościnnym, po czym rano wstawałam wypoczęta, a ciśnienie z powodu ostatniej wymiany zdań opadało. Jednak nie tego poranka.

Ból, jaki spowodowały jego słowa oraz nienawistne spojrzenie, pozostał. Następnie przemienił się w niewypowiedzianą złość, która niczym żrący kwas przedostała się do krwiobiegu i rozeszła po organizmie.

Po niemal nieprzespanej nocy miałam wrażenie, że moje ciało jest strasznie ociężałe. Jednak wewnątrz trzęsłam się jak osika i najzwyczajniej w świecie miałam ochotę zostać w domu, wrócić do łóżka i płakać tak długo, aż wyrzucę z siebie wszystko, co mnie frustruje. Pewnie tak właśnie bym zrobiła, gdyby nie to, że dzisiaj miał przyjechać po mnie Nick.

Słysząc dźwięk klaksonu, zerwałam się na równe nogi, umyłam kubek i odłożyłam go na suszarkę.

W pośpiechu włożyłam szary płaszcz, zarzuciłam na ramię pasek torebki i ujęłam w dłoń aktówkę. Chwyciłam pęk kluczy i wyszłam na zewnątrz, a chłodny, nieprzyjemny powiew wiatru z dużą siłą uderzył w moją twarz.

Negatywne uczucia nie odpuszczały, nadal dręczyły mnie do tego stopnia, że miałam problem z trafieniem kluczem do zamka. To, że jednak udało mi się zamknąć drzwi, uznałam za mały sukces.

Zbiegłam po stopniach i w pośpiechu ruszyłam do zaparkowanego na podjeździe samochodu, uciekając przed pogodową aurą, która zawsze z mozolnie prostowanych o poranku długich, czarnych włosów robiła siano.

Kiedy już znalazłam się w środku, zerknęłam przelotnie na kierowcę i rzuciłam zdawkowe dzień dobry. Odłożyłam bagaż na kolana, po czym ukradkiem oceniłam w lusterku, jak odbiły się na mnie efekty małej wojny domowej. Niestety, były aż nader widoczne. Opuchnięte powieki i podkrążone oczy mogły dawać do zrozumienia, że przeszłam jakieś tortury. Zaklęłam w myślach.

Czując na sobie palące spojrzenie przyjaciela, który był też moim szwagrem, odwróciłam głowę w kierunku okna, by nie musiał oglądać efektów mojej udręki.

Pojazd ruszył, a wnętrze wypełnił głos Adele śpiewającej Rolling in the Deep. Niemal parsknęłam, bo do głowy przyszła mi myśl, że ten na górze ma ze mnie niezły ubaw.

– Dobra, gadaj. Co tym razem zrobił mój braciszek? – zapytał w końcu Nick.

– Nic, nie wyspałam się, to wszystko – powiedziałam na odczepnego z nadzieją, że nie będzie drążył tematu.

– Mhm, tylko mi nie mów, że powodem jest całonocny, ognisty seks. – Zaśmiał się gorzko. – Jakoś nie wyglądasz na świeżo wypieprzoną.

Moja głowa odwróciła się w jego kierunku z taką prędkością, że usłyszałam strzelające kręgi.

– Nick! – krzyknęłam, masując obolały kark.

Czułam też, jak pieką mnie policzki.

– Och, daj spokój, Avo! – rzucił, skupiając wzrok na drodze. – Wiem, jaki potrafi być Mitch. Gdyby wszyscy faceci zachowywali się jak on, przeniósłbym się na kobiety.

Nick był gejem, co powodowało, że jego brat nie do końca go akceptował, a nawet starał się unikać przebywania w jego towarzystwie, co bywało trudne, bo tam, gdzie ja, tam i Nick. Zastanawiałam się, w którym momencie wszystko szlag trafił. To dzięki Nickowi poznałam Mitchella. Wtedy jeszcze było w porządku. Dopiero po naszym ślubie powoli zaczęło się sypać. Zachowanie mojego męża w stosunku do brata było okrutne i zawsze kończyło się komentarzami na temat jego orientacji seksualnej. Do tego jeszcze oliwy do ognia dolewała ich matka, która od początku szczerze mnie nie znosiła. Faworyzowała Mitchella, podczas gdy Nicka ledwo zauważała, co też miało wpływ na relację braci.

Czasami zastanawiałam się, czy rzeczywiście byli ze sobą biologicznie powiązani. Mitchella, z przywódczym charakterem, nadmierną pewnością siebie, można było uznać za przeciwieństwo brata. Nick z kolei oddałby ostatnią kroplę krwi, żeby pomóc drugiemu człowiekowi, a konając, prawdopodobnie zapytałby, w czym jeszcze może pomóc. To, a także fakt, że był blondynem o zawijającej się w pierścienie czuprynie oraz błękitnych oczach, powodowało, że czasami myślałam o nim jako o aniele, nie ludzkiej istocie.

– Mitch jest ostatnio trochę zestresowany, to wszystko – odpowiedziałam, broniąc męża, a może po prostu nie chciałam siać większego fermentu.

– Avo! – krzyknął Nick, uderzając dłonią w kierownicę. – Ty jesteś zestresowana, ja jestem zestresowany! Cholera! W tych czasach dzieciaki rodzą się zestresowane!

– Nick…

– Żaden Nick – przerwał mi. Obserwowałam, jak z każdą sekundą coraz mocniej zaciska dłonie, aż bieleją mu knykcie. – Każdy ma swoje problemy, ale to nie powód do wyżywania się na całym świecie.

Z tym postanowiłam nie dyskutować, bo mój przyjaciel miał rację. Wiedziałam, że zamartwia się o mnie, a jednocześnie obawiałam się, że problemy z Mitchellem poróżnią nas na dobre. Tego bym nie przeżyła.

Reszta drogi minęła nam w ciszy i choć bardzo starałam się już więcej nie zadręczać, to jednak nachodziły mnie miliony myśli, pytań o to, jak zmieniło się moje życie, odkąd poznałam Nicka i Mitchella. Wtedy mój mąż był dla mnie zbawieniem. Nie mogłam powiedzieć o nim tego teraz, po ostatnich wydarzeniach.

W końcu wjechaliśmy na parking centrum pomocy – piętrowy biały bliźniak, w którym działało jedynie kilkanaście osób. Niektórzy udzielali się na pełen etat, inni pomagali po pracy czy szkole.

Nick zaparkował przodem do wejścia, a ja przyglądałam się zdarzeniom rozgrywającym się przed sąsiednim wejściem.

– Będziemy mieć sąsiadów? – zapytałam, widząc mężczyzn wnoszących meble i kartony.

– Tak, to miała być niespodzianka. – Nick westchnął i po raz pierwszy tego poranka uśmiechnął się do mnie. – Pamiętasz, że szukałem prawników pro bono dla naszych podopiecznych?

– Mhm – mruknęłam, przeczuwając, że to, co usłyszę, będzie prawdziwą bombą. Podekscytowanie wzięło górę i zacisnęłam dłonie w pięści, oczekując na kolejne wieści.

– Nie uwierzysz, kto się zgodził… – powiedział śpiewnie, wyraźnie celowo przedłużając moment.

– No mów! – krzyknęłam, śmiejąc się.

– Bracia Bennettowie. – Oczy przyjaciela błyszczały z ekscytacji, natomiast mój dobry humor minął w jednej chwili, jakby wyssało go z wnętrza pojazdu. Z powagą przyglądałam się Nickowi, oczekując, aż krzyknie, że to żart. Jednak tak się nie stało.

Mason i Gabriel Bennettowie byli właścicielami największej i najlepszej kancelarii adwokackiej w Londynie. Ich terminarze wypchane były po brzegi na wiele miesięcy naprzód. Wiedziałam o tym, ponieważ rok wcześniej mój mąż sam zgłosił się do nich w sprawie klienta próbującego wyłudzić pieniądze z ubezpieczenia. Poza tym znał ich chyba każdy. Podobno nie przegrali jeszcze żadnej sprawy.

Parsknęłam z niedowierzaniem.

– Bennettowie? Ci bracia Bennettowie? – wyszeptałam, aby się upewnić, a kiedy Nick leniwym skinieniem głowy potwierdził, nie posiadałam się z radości. Chciałam rzucić się przyjacielowi na szyję, ale z jękiem odkryłam, że wcześniej nie odpięłam pasa.

– Omówimy to jeszcze później, a teraz chodź, czeka nas dużo pracy – powiedział już z powagą.

Wysiedliśmy z pojazdu i ruszyliśmy w kierunku naszego budynku. Gdy już znajdowaliśmy się przed drzwiami, Nick przyciągnął mnie do siebie i zamknął w objęciach, a wtedy całe wcześniejsze napięcie, które czułam, jakby ze mnie spłynęło. Chyba tego właśnie potrzebowałam.

– Wiesz, że cię kocham jak siostrę, prawda? – zapytał, a ja oparłam głowę na jego klatce piersiowej i za­mknęłam oczy.

– Wiem – potwierdziłam.

– I wiesz, że zawsze będę walczyć o twoje szczęście? – Przycisnął mnie mocniej do siebie. – Choćbym nawet miał walczyć o nie z tobą.

Uniosłam powieki i spojrzałam w górę.

– Co ja bym bez ciebie zrobiła? – wyszeptałam, na co uniósł brwi.

– Nie zadawaj głupich pytań. – Odsunął się, po czym pchnął mnie w kierunku drzwi. – A teraz do roboty.

Zaśmiałam się, wykonując polecenie.

Resztę dnia pracowałam bez wytchnienia, z nadzieją, że będzie lepiej. W ciągu całego tygodnia nie przybyło nam nowych podopiecznych, co mnie cieszyło, ale również i martwiło.

Wiedziałam, że gdzieś jest kobieta, nad którą znęcał się mężczyzna. Że jest ojciec z dziećmi, którego nie stać na opiekunkę, kiedy pracuje. Para staruszków, którym nie ma kto podać herbaty.

Nasz ośrodek zajmował się różnymi sprawami. Wszyscy stawaliśmy na głowie, żeby zapewnić odpowiednią pomoc potrzebującym. Każdy przypadek przypominał mi też o tym, skąd sama pochodziłam i jak wiele mimo wszystko zawdzięczałam swojemu mężowi.

Kiedy więc wróciłam do domu i zastałam Mitchella z bukietem białych róż, a jego piwne oczy przepełnione były skruchą, po raz kolejny wybaczyłam mu wszystko. Zjadłam razem z nim kolację, a potem poszliśmy do sypialni, gdzie bez protestu spełniłam swój małżeński obowiązek. Tylko tym razem finał był udawany. Tego nie potrafiłam mu dać.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Wydawnictwo Akurat

imprint MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz