Wydawca: MT Biznes Kategoria: Biznes, rozwój, prawo Język: polski Rok wydania: 2016

Paradoks euro Jak wyjść z pułapki wspólnej waluty? ebook

Stefan Kawalec   Ernest Pytlarczyk  

5 (1)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 332

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Paradoks euro Jak wyjść z pułapki wspólnej waluty? - Stefan Kawalec, Ernest Pytlarczyk

• Dlaczego Unia Europejska i wspólny rynek odniosły sukces i stanowią wielką wartość dla Europy?
• Dlaczego wspólna waluta jest zagrożeniem dla integracji europejskiej?
• Czy można „naprawić” strefę euro i spowodować, aby mogła ona bezpiecznie funkcjonować?
• Czy  można rozwiązać strefę euro, zachowując UE i wspólny rynek?
• Jaką strategię powinna przyjąć Polska wobec euro?

Paradoksem jest to, że „projekt euro”, który miał stanowić ukoronowanie procesu integracji europejskiej, rozsadza go od środka. Uporczywa obrona euro prowadzi do poważnych konfliktów i może spowodować dezintegra-cję UE i rozpad wspólnego rynku. Autorzy stawiają dramatyczną tezę, że jedynie zorganizowane rozwiązanie strefy euro i wprowadzenie nowego systemu koordynacji walutowej w Europie może uratować projekt integracji europejskiej. Przedstawiają propozycję przeprowadzenia tego procesu w taki sposób, aby zachować największe, epokowe osiągnięcia powojennej Europy: Unię Europejską i wspólny rynek.

Stefan Kawalec – ekonomista, były wiceminister finansów, współtwórca „planu Balcerowicza”. Był doradcą Banku Światowego i Międzynarodo-wego Funduszu Walutowego oraz instytucji rządowych i komercyjnych w kilku krajach. W okresie PRL działacz opozycji demokratycznej i „Soli-darności”, internowany w stanie wojennym. Obecnie prezes firmy doradz-twa strategicznego Capital Strategy. Ukończył matematykę na Uniwersyte-cie Warszawskim.

Ernest Pytlarczyk  – Główny Ekonomista w mBank S.A. Kieruje zespołem nagradzanym za najlepsze prognozy dotyczące polskiej gospodarki. Pra-cował na Uniwersytecie w Hamburgu, w Banku Centralnym Niemiec (Deutsche Bundesbank) we Frankfurcie oraz w Banku Handlowym w War-szawie S.A. Uzyskał tytuł doktora ekonomii na Uniwersytecie w Hambur-gu.

Opinie o ebooku Paradoks euro Jak wyjść z pułapki wspólnej waluty? - Stefan Kawalec, Ernest Pytlarczyk

Fragment ebooka Paradoks euro Jak wyjść z pułapki wspólnej waluty? - Stefan Kawalec, Ernest Pytlarczyk

Okładka

Strona tytułowa

PARADOKS EURO

Jak wyjść z pułapki wspólnej waluty?

Stefan Kawalec Ernest Pytlarczyk

Strona redakcyjna

Redakcja Anna Żółcińska

Projekt okładki Maria Puzyna i Jakub Puzyna

Koncepcja graficzna Wladzimier Michnievič

Autorzy fotografii i na skrzydełku okładki: zdjęcie Stefana Kawalca – fot. Monika Kościółek zdjęcie Ernesta Pytlarczyka – fot. Łukasz Król

Skład STUDIO MAGENTA, Nadzieja Michnievič

© Copyright for the Polish translation of Manifest Solidarności Europejskiej by Sergiusz Kowalski. Z pozwoleniem na powielanie i korzystanie z tłumaczenia pod warunkiem podania autora tłumaczenia

© Copyright by Stefan Kawalec i Ernest Pytlarczyk

© Copyright by Poltext sp. z o.o.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione. Wykonywanie kopii metodą elektroniczną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym, optycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Niniejsza publikacja została elektronicznie zabezpieczona przed nieautoryzowanym kopiowaniem, dystrybucją i użytkowaniem. Usuwanie, omijanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Warszawa 2016

Poltext sp. z o.o.

02-230 Warszawa, ul. Jutrzenki 118

tel.: 22 632-64-20

e-mail: wydawnictwo@poltext.pl

internet: www.poltext.pl

ISBN 978-83-7561-662-0 (format e-pub)

ISBN 978-83-7561-666-8 (format mobi)

ISBN 978-83-7561-670-5 (format pdf)

Wersja elektroniczna:

Karol Ossowski

Naszym najbliższymAgacie, Agnieszce, Dorocie, Feliksowi, Jakubowi, Joannie, Marii, Marcie i Witoldowi

Wstęp

Sytuacja jednak zrobiła się kłopotliwa – kryzys wspólnej waluty byłby teraz kryzysem całej Europy pod wszystkimi względami, gdyby więc miało się nie udać, wszyscy będą musieli udawać, że się udało.

Leszek Kołakowski, 2003[1]

Europa może być dumna ze swoich osiągnięć w drugiej połowie XX wieku. Po straszliwych doświadczeniach dwóch wojen światowych utworzenie Unii Europejskiej i wspólnego rynku było wielkim sukcesem. Przyniosło Europie pokój i rozwój gospodarczy. Unia Europejska stała się oazą stabilności, demokracji, poszanowania praw człowieka i dobrobytu. Jak magnes przyciągała nowych członków. Po rozpadzie bloku sowieckiego aspiracje poszczególnych państw do członkostwa w Unii Europejskiej i ułatwiony dostęp do wspólnego rynku europejskiego należały do kluczowych czynników, które przyczyniły się do powodzenia politycznej i gospodarczej transformacji byłych krajów socjalistycznych. Dziś od utrzymania Unii Europejskiej i wspólnego rynku zależy przyszła pomyślność gospodarcza poszczególnych państw europejskich, w tym także Polski.

Te osiągnięcia integracji europejskiej są dziś pod wieloma względami zagrożone. Jednym z kluczowych czynników zagrażających Unii Europejskiej są negatywne, odwrotne od oczekiwań konsekwencje wprowadzenia wspólnej waluty – euro.

Obecny kryzys mobilizuje znaczną część polityków i opinii publicznej do postulowania zdecydowanej obrony euro w przekonaniu, że niepowodzenie projektu wspólnej waluty byłoby początkiem rozkładu Unii Europejskiej i wspólnego rynku. Rozumiemy ten pogląd i podzielamy część przesłanek, którymi kierują się jego zwolennicy. Obawiamy się jednak, że utrzymywanie wspólnej waluty może przynieść efekty całkowicie odmienne od oczekiwań. Zamiast umocnić i scementować Unię Europejską, może doprowadzić do bardzo poważnych konfliktów i spowodować dezintegrację UE i rozpad jednolitego rynku. Obawiamy się, że Europa może stać się ofiarą niedostatecznego rozumienia przez polityków i opinię publiczną ekonomicznych konsekwencji jednolitej waluty i wynikających z tego politycznych skutków.

Europa jest złożona z państw tworzonych przez narody, używające różnych języków i scementowane przez odrębne tradycje historyczne i kulturowe. Państwa narodowe są głównymi ośrodkami identyfikacji i tożsamości obywateli, a także źródłami legitymizacji organów władzy. Budowa wspólnych instytucji europejskich w drugiej połowie XX wieku powiodła się dzięki temu, że instytucje te stwarzały wszystkim państwom członkowskim lepsze warunki do rozwoju. Było to możliwe dzięki oparciu procesu integracji na filozofii respektowania potrzeb wszystkich państw członkowskich, przyjmowaniu rozwiązań, które nikomu nie zagrażając, są korzystne dla wszystkich. Ta filozofia, której respektowanie umożliwiło sukces Unii Europejskiej i wspólnego rynku, załamała się wskutek wprowadzenia wspólnej waluty.

Przyjęcie euro pozbawiło kraje członkowskie kluczowych instrumentów polityki ekonomicznej i mechanizmów dostosowawczych, jakie zapewnia własna polityka monetarna i możliwość dostosowania kursu walutowego.

W sytuacji kryzysu brak własnej waluty okazał się bardzo bolesny. Gdy w 2010 roku wybuchł kryzys strefy euro, szacowano, że kraje południa strefy euro, tj. Grecja, Hiszpania, Portugalia i Włochy, aby odzyskać konkurencyjność międzynarodową, powinny obniżyć płace w swoich gospodarkach o 20–30 procent. Gdyby kraje te nie należały do strefy euro, poprawa konkurencyjności tego rzędu mogłaby się dokonać w krótkim czasie w wyniku osłabienia ich krajowych walut, nie powodując szkody w skali działalności gospodarczej i poziomie zatrudnienia. Tak stało się np. w Polsce na przełomie 2008 i 2009 roku, kiedy złoty osłabił się o około 30 procent. Płace w Polsce, choć w złotych pozostawały wciąż na tym samym poziomie, to w przeliczeniu na euro lub inne waluty partnerów handlowych obniżyły się o 30 procent. Poprawiło to konkurencyjność polskich firm. Był to prawdopodobnie najważniejszy czynnik, dzięki któremu w 2009 roku, w szczytowym roku światowego kryzysu finansowego, Polska była jedynym krajem w Europie, który osiągnął wzrost gospodarczy. Zagrożone kraje strefy euro nie mogły poprawić swojej konkurencyjności poprzez dostosowanie kursu walutowego, gdyż nie mają własnych walut. W związku z tym starały się poprawić swoją konkurencyjność poprzez tzw. wewnętrzną dewaluację, czyli politykę deflacyjną, mającą spowodować obniżenie krajowych cen i płac. Głównym instrumentem tej polityki jest zacieśnienie fiskalne, czyli z jednej strony podnoszenie podatków, z drugiej zaś – zmniejszanie wydatków publicznych, w tym obniżki płac w sektorze budżetowym i emerytur. Zakładano, że dzięki temu spadnie popyt w gospodarce, co wymusi obniżki płac w przedsiębiorstwach, przywracając tym krajom międzynarodową konkurencyjność. Jednakże, jak zauważają ekonomiści, płace są nieelastyczne w dół. Gdy spada popyt, firmy obniżają zatrudnienie. Nominalne obniżki płac są zaś rzadkością. W efekcie zastosowanej polityki wewnętrznej dewaluacji płace zmniejszyły się w niewielkim stopniu, natomiast obniżył się produkt krajowy brutto (PKB) i spadło zatrudnienie. W porównaniu z rokiem 2007, czyli ostatnim rokiem przed wybuchem światowego kryzysu finansowego, PKB realny w roku 2014 wyniósł 74 proc. w Grecji, 91 proc. we Włoszech, 93 proc. w Portugalii i 94 proc. w Hiszpanii. Dla porównania, ten sam wskaźnik wyniósł 105 proc. w Niemczech, 107 proc. w USA i 123 proc. w Polsce.

Szczególny niepokój powinno budzić podobieństwo dzisiejszej polityki „wewnętrznej dewaluacji”, prowadzonej dla obrony euro, z polityką deflacyjną stosowaną w czasach wielkiego kryzysu lat 30. XX wieku dla obrony walut powiązanych ze złotem. Wtedy to system waluty złotej ostatecznie się załamał, lecz – według dzisiejszych opinii ekonomistów – jego długotrwała obrona przyczyniła się do pogłębienia kryzysu, który doprowadził do upadku demokracji w wielu krajach i bliski był spowodowania upadku demokratycznego kapitalizmu na całym świecie. Skala i długotrwałość załamania gospodarki w dotkniętych kryzysem krajach strefy euro jest porównywalna, a w niektórych przypadkach nawet większa niż w okresie wielkiego kryzysu.

Paradoks, a zarazem pułapka przynależności do strefy euro polega na tym, że kraj znajdujący się w kryzysie i dramatycznie potrzebujący własnej waluty nie może bezpiecznie zrezygnować z euro, gdyż groziłoby to wybuchem paniki bankowej i załamaniem gospodarki. Kraje Południa pozostają więc w strefie euro i cierpią, gdyż nie mogą poprawić swojej konkurencyjności poprzez dostosowanie kursu walutowego. Inne kraje są zmuszone do udziału w kolejnych operacjach ratunkowych i muszą tolerować kompromisy, poświęcając ważne dla nich zasady prowadzenia rozważnej polityki finansowej. Sytuacja ta powoduje narastanie animozji między narodami europejskimi i wzrost poparcia dla nacjonalistycznych, populistycznych i antyeuropejskich ruchów politycznych. Krajobraz polityczny w poszczególnych krajach staje się coraz mniej przewidywalny. Każde wybory powszechne w kraju członkowskim mogą potencjalnie wywołać kryzys strefy euro, prowadząc do jej niekontrolowanego rozpadu. Rozwiązania centralizujące kompetencje w instytucjach unijnych kosztem państw członkowskich – uzasadniane wyższą koniecznością obrony euro – budzą rosnące niezadowolenie w wielu państwach członkowskich, stając się przyczyną tego, że Wielka Brytania rozważa opuszczenie Unii Europejskiej.

Uważamy, że potrzebna jest dyskusja o tym, czy euro jest dobrym rozwiązaniem dla Europy oraz jakie są drogi wyjścia z kryzysu strefy euro. Celem niniejszej książki jest pobudzenie takiej dyskusji. Staramy się w przystępny sposób wyjaśnić ekonomiczne aspekty funkcjonowania euro. Rozważamy również polityczne konsekwencje wprowadzenia wspólnej waluty. Poddajemy krytycznej analizie i kwestionujemy niektóre szeroko rozpowszechnione poglądy i przekonania dotyczące wspólnej waluty, m.in.:

Pogląd, że postęp w zakresie tworzenia tzw. unii fiskalnej wyposaży strefę euro w skuteczne instrumenty polityki gospodarczej, które pozwolą zrekompensować brak mechanizmów dostosowawczych związanych z walutami narodowymi.

Pogląd, że jednolita waluta i unia fiskalna mogą funkcjonować w Europie podobnie sprawnie jak w USA.

Pogląd, że dramatyczne problemy z konkurencyjnością, jakie wystąpiły w ostatnich latach w części krajów strefy euro, miały wyjątkowy charakter i w przypadku wzmocnienia architektury instytucjonalnej strefy euro podobne kryzysy nie będą powtarzać się w przyszłości.

Pogląd, że w konkurencji ze światowymi potęgami, takimi jak USA, Chiny czy Indie, Europa poradzi sobie lepiej, jeśli będzie miała jedną walutę, niż w przypadku wielu walut narodowych.

Przekonanie, że wejście do strefy euro umocni pozycję polityczną Polski w Europie.

Argumentujemy, że państwa członkowskie Unii Europejskiej, szczególnie kraje średnie i większe, aby móc bezpiecznie funkcjonować, powinny mieć własne waluty. Postulujemy kontrolowane rozwiązanie strefy euro po to, by uratować Unię Europejską i wspólny rynek.

 

Postulujemy kontrolowane rozwiązanie strefy euro po to, by uratować Unię Europejską i wspólny rynek. Jeśli zadanie rozwiązania strefy euro nie zostanie wykonane przez proeuropejskich i prorynkowych przywódców krajów Unii Europejskiej, to najprawdopodobniej dokonają tego ich antyeuropejscy i antyrynkowi następcy. W tym drugim przypadku Unia Europejska i wspólny rynek zostaną również zniszczone.

 

Rozwiązanie strefy euro poprzez wychodzenie z niej krajów mniej konkurencyjnych groziłoby wybuchem paniki i załamaniem systemu bankowego w tych krajach. Dlatego właściwa jest kolejność odwrotna, tzn. stopniowe wychodzenie ze strefy euro krajów lub grup krajów najbardziej konkurencyjnych. Pokazujemy, że rozwiązanie strefy euro i wprowadzenie nowego systemu koordynacji walutowej jest możliwe zarówno z technicznego, jak i z ekonomicznego punktu widzenia. Argumentujemy, że kontrolowane rozwiązanie strefy euro można przeprowadzić w sposób, który będzie ograniczał ryzyka związane z tym procesem i podtrzymywał zaufanie do instytucji europejskich.

W książce staramy się odpowiedzieć na następujące pytania:

Dlaczego Unia Europejska i wspólny rynek odniosły sukces i stanowią wielką wartość dla Europy?

Dlaczego wspólna waluta stanowi zagrożenie dla integracji europejskiej?

Czy można „naprawić” strefę euro i spowodować, aby mogła ona bezpiecznie funkcjonować?

Czy można rozwiązać strefę euro, zachowując UE i wspólny rynek?

Jaką strategię powinna przyjąć Polska wobec euro?

System walutowy nie jest jedynym czynnikiem decydującym o pomyślności gospodarczej kraju. Nie jest to z reguły czynnik najważniejszy. Są jednak sytuacje skrajne, gdy mamy do czynienia z systemem wyjątkowo niedostosowanym do uwarunkowań i potrzeb kraju. W takich sytuacjach system walutowy stać się może istotną przeszkodą w budowaniu pomyślności gospodarczej określonego państwa. Może stanowić przyczynę problemów gospodarczych, a w ich następstwie poważnych zaburzeń politycznych. Uważamy, że z taką właśnie skrajną sytuacją mamy obecnie do czynienia w części krajów strefy euro. Co więcej, sytuacja taka może w przyszłości potencjalnie wystąpić w każdym z państw strefy euro.

Powrót do walut narodowych, przy wprowadzeniu nowego systemu koordynacji walutowej, nie rozwiąże wszystkich problemów, przed którymi stoi Europa. Dostarczy jednak poszczególnym krajom instrumentów polityki gospodarczej ułatwiających im wejście na ścieżkę wzrostu gospodarczego i przezwyciężanie kryzysów, jakie mogą je spotkać w przyszłości. Usunie problemy, jakie stwarza jednolita waluta, i ułatwi skoncentrowanie uwagi na rozwiązywaniu innych problemów i wyzwań rozwojowych, przed którymi stoi Europa.

Jeśli zadanie rozwiązania strefy euro nie zostanie wykonane przez proeuropejskich i prorynkowych przywódców krajów Unii Europejskiej, to najprawdopodobniej dokonają tego ich antyeuropejscy i antyrynkowi następcy. W tym drugim przypadku Unia Europejska i wspólny rynek zostaną również zniszczone.

W traktacie akcesyjnym Polska zobowiązała się wprowadzić euro, lecz nie został określony termin, w którym musi to nastąpić. W praktyce Polska ma możliwość wyboru, gdyż, nie łamiąc zobowiązań traktatowych, może pozostawać poza strefą euro tak długo, jak zechce. Dzisiaj (na początku 2016 roku) zdecydowana większość polskich obywateli jest przeciwna wprowadzeniu euro. Sceptyczna wobec euro jest również większość parlamentarna ukształtowana po wyborach na jesieni 2015 roku. W tym świetle dyskusja o wejściu Polski do strefy euro wydać się może obecnie bezprzedmiotowa. Należy jednak pamiętać, że stanowisko opinii publicznej i rządzących elit w sprawie euro nie jest niezmienne, a w przeszłości ulegało istotnej ewolucji. W bliższej lub dalszej przyszłości, pod wpływem wydarzeń gospodarczych i politycznych w Polsce lub w Europie, kwestia wejścia do strefy euro znaleźć się może ponownie na agendzie politycznej w naszym kraju. Okres, w którym wprowadzenie euro nie znajduje się na najgorętszej linii sporów politycznych, można wykorzystać do spokojnej, rzeczowej dyskusji i lepszego zrozumienia kwestii dotyczących wspólnej waluty.

W książce wykorzystujemy wcześniejsze teksty i wypowiedzi autorów dotyczące euro, najważniejsze z nich wymienione są w aneksie 2.

CZĘŚĆ I. Od sukcesu Unii Europejskiej i wspólnego rynku do kryzysu strefy euro

Część I

Od sukcesu Unii Europejskiej i wspólnego rynku do kryzysu strefy euro

Unia Europejska i wspólny rynek – epokowe osiągnięcia EuropyEuro, zamierzone jako kolejny etap umocnienia UE i wspólnego rynkuStrefa euro na rozdrożu

1

RozdziałUnia Europejska i wspólny rynek – epokowe osiągnięcia Europy

Państwa i narody europejskie mają za sobą wielowiekową historię niszczących konfliktów. Dramatycznym okresem eskalacji tych konfliktów była pierwsza połowa XX wieku, kiedy to europejskie antagonizmy doprowadziły do wybuchu dwóch straszliwych wojen światowych.

Po II wojnie światowej liderzy Zachodu potrafili jednak wyciągnąć wnioski z ponurych doświadczeń historii. Rozpoczęta przy silnym wsparciu i kurateli Stanów Zjednoczonych, powojenna odbudowa Europy nastawiona była na przywrócenie demokracji politycznej, rozwój gospodarki i tworzenie warunków do pokojowej współpracy państw europejskich. Temu celowi służyło przełamywanie tendencji protekcjonistycznych i rozwój handlu międzynarodowego, a także dążenie do przezwyciężenia historycznego antagonizmu francusko-niemieckiego i włączenia nowego, demokratycznego państwa niemieckiego do zachodniego systemu gospodarczego, politycznego, a następnie również militarnego.

Z inicjatywy francuskiego komisarza planowania gospodarczego Jeana Monneta minister spraw zagranicznych Francji Robert Schuman ogłosił w dniu 9 maja 1950 roku słynną deklarację, przedstawiającą plan utworzenia wspólnego rynku węgla i stali, obejmującego Francję i Niemcy oraz kraje europejskie, które będą chciały do niego przystąpić. W efekcie na mocy traktatu paryskiego, podpisanego w 1951 roku, powstała Europejska Wspólnota Węgla i Stali (EWWiS), utworzona przez 6 krajów. Monnet, który został pierwszym szefem organu wykonawczego EWWiS, wspomina:

Sześć miesięcy po naszym zainstalowaniu mogłem oświadczyć przez radio: „Dziś od rana, 10 lutego 1953 roku nie ma już węgla niemieckiego, belgijskiego, francuskiego, włoskiego czy luksemburskiego, ale jest węgiel europejski, cyrkulujący swobodnie między sześcioma krajami traktowanymi jako jedno i to samo terytorium (…)”. To, że każdy mógł się zaopatrzyć u wybranego przez siebie dostawcy, po najlepszej cenie w całej Wspólnocie, oznaczało koniec epoki, w której wszystko było zorganizowane na odwrót, aby ograniczyć swobodny wybór nabywców i traktować ich nierówno, według narodowości lub przynależności do takiej czy innej grupy[2].

W 1958 roku powstała Europejska Wspólnota Gospodarcza (EWG) i zdecydowano o utworzeniu unii celnej, która w praktyce została wprowadzona w 1968 roku. W 1993 roku następczynią EWG stała się Unia Europejska. W miejsce barier celnych i autarkii, które dusiły gospodarkę Europy w okresie międzywojennym, powstał wspólny rynek europejski. Dane w tabeli 1, dotyczące sześciu czołowych krajów Europy Zachodniej, będących uczestnikami obu wojen światowych, pokazują, że poziom PKB na głowę mieszkańca w roku 1939, czyli 21 lat po zakończeniu I wojny światowej, stanowił średnio 135 proc. poziomu przedwojennego. Natomiast 21 lat po zakończeniu II wojny światowej, w roku 1966, poziom PKB na głowę mieszkańca w tych krajach stanowił średnio 184 proc. poziomu sprzed tej wojny. Rozwój gospodarczy Europy Zachodniej po II wojnie światowej okazał się więc znacznie pomyślniejszy niż miało to miejsce po I wojnie światowej. Tabela 1 pokazuje również, że kolejne dekady w okresie 60 lat po zakończeniu II wojny światowej były okresem szybkiego wzrostu gospodarczego.

Tabela 1.PKB na głowę mieszkańca w relacji do poziomu przedwojennego

Źródło: Opracowanie własne na podstawie Maddison Historical GDP Data, www.worldeconomics.com (dostęp: 17 lutego 2016).

Świadectwem powodzenia wspólnego rynku była zmiana stanowiska Wielkiej Brytanii, która w 1950 roku odmówiła udziału w negocjacjach prowadzących do utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, pozostając tym samym poza głównym procesem integracji europejskiej. W 1961 roku Brytyjczycy zdecydowali się zgłosić akces do EWG, jednak negocjacje w sprawie ich członkostwa zostały zerwane w 1963 roku wskutek sprzeciwu prezydenta Francji Charles’a de Gaulle’a. Brytyjczycy ponownie zgłosili akces w 1967 roku, i ponownie zostali zablokowani przez weto Francji. Dopiero trzecia próba, podjęta już po odejściu od władzy i śmierci de Gaulle’a, zakończyła się powodzeniem, i w 1973 roku Wielka Brytania stała się członkiem EWG.

 

Unia Europejska i wspólny rynek dały Europie pokój i rozwój gospodarczy. Unia Europejska stała się oazą stabilności, demokracji, poszanowania praw człowieka i dobrobytu. Jak magnes przyciągała nowych członków. Po rozpadzie bloku sowieckiego aspiracje poszczególnych państw do członkostwa w Unii Europejskiej i ułatwiony dostęp do wspólnego rynku europejskiego należały do kluczowych czynników, które przyczyniły się do powodzenia politycznej i gospodarczej transformacji byłych krajów socjalistycznych.

 

Sukces wspólnego rynku stał się praktyczną ilustracją tezy dowodzonej przez ekonomistów od czasów Davida Ricardo, że wymiana międzynarodowa jest – jak powiedzielibyśmy dzisiaj – grą o sumie dodatniej, czyli taką, w której korzyści mogą odnieść jednocześnie wszyscy uczestnicy[3].

Unia Europejska i wspólny rynek dały Europie pokój i rozwój gospodarczy. Unia Europejska stała się oazą stabilności, demokracji, poszanowania praw człowieka i dobrobytu. Jak magnes przyciągała nowych członków. Po rozpadzie bloku sowieckiego aspiracje poszczególnych państw do członkostwa w Unii Europejskiej i ułatwiony dostęp do wspólnego rynku europejskiego należały do kluczowych czynników, które przyczyniły się do powodzenia politycznej i gospodarczej transformacji byłych krajów socjalistycznych.

Dzisiaj, na początku 2016 roku, Unia Europejska liczy 28 państw, w których żyje ponad pół miliarda ludzi. W roku 2014 gospodarka Unii Europejskiej osiągnęła łączny produkt krajowy brutto wysokości 18,5 biliona USD i była większa niż gospodarka USA (PKB wysokości 17,4 biliona USD) oraz Chin (PKB wysokości 10,4 biliona USD)[4].

Rozmiar wspólnego rynku i dostęp do niego są kluczowymi czynnikami rozwoju państw członkowskich UE. Od utrzymania Unii Europejskiej i wspólnego rynku zależy przyszła pomyślność gospodarcza Europy. Znaczenie, jakie utrzymanie UE i dostępu do wspólnego rynku ma dla Polski, omawiamy dodatkowo w rozdziale 13 (podrozdział 1), gdzie podajemy dane dotyczące pierwszego dziesięciolecia przynależności Polski do UE, oraz w rozdziale 29, gdzie przypominamy niepowodzenia gospodarcze naszego kraju w okresie międzywojennym, spowodowane w znacznej mierze odcięciem od rynków zbytu.

2

RozdziałEuro, zamierzone jako kolejny etap umocnienia UE i wspólnego rynku

Wspólna waluta była kolejnym etapem procesu integracji, który w zamierzeniu miał umocnić i scementować Unię Europejską i wspólny rynek.

Koncepcja wspólnej waluty została po raz pierwszy skonkretyzowana w 1970 roku w przygotowanym na zlecenie szczytu unijnych przywódców raporcie komisji pod kierunkiem premiera i ministra finansów Luksemburga Pierre’a Wernera, lecz projekt ten nie został wówczas zrealizowany. Realizacji doczekała się natomiast kolejna propozycja wprowadzenia europejskiego pieniądza, sformułowana w 1989 roku w raporcie przewodniczącego Komisji Wspólnot Europejskich Jacques’a Delorsa. Uruchomiono proces negocjacji traktatowych i w 1992 roku w traktacie z Maastricht zdecydowano o wprowadzeniu w 1999 roku wspólnej waluty europejskiej. W 1995 roku szczyt przywódców unijnych w Madrycie ustalił, że wspólna waluta przybierze nazwę „euro”.

Część ekonomistów, szczególnie ekonomiści amerykańscy, przestrzegała przed skutkami gospodarczymi wprowadzenia euro[5]. W Europie przeważało jednak przekonanie, że wspólna waluta wzmocni Unię Europejską i ułatwi jej funkcjonowanie. Wprowadzenie jednolitej waluty miało położyć kres kłopotliwym wahaniom kursów walutowych między poszczególnymi krajami członkowskimi i uwolnić firmy, a także mieszkańców, od kosztów wymiany walut i ryzyka kursowego. Oczekiwano, że wspólna waluta ułatwi rozwój handlu i przepływy kapitałowe wewnątrz UE, dzięki czemu spowoduje przyspieszenie procesu konwergencji, czyli wyrównywania różnic w poziomie rozwoju gospodarczego między krajami członkowskimi. Wszystko to miało sprzyjać pogłębieniu i umocnieniu integracji europejskiej.

W poszczególnych krajach członkowskich perspektywa wspólnej waluty budziła wielorakie, niekiedy całkiem odmienne, nadzieje i obawy.

Elity francuskie traktowały wprowadzenie euro jako wielki sukces polityczny, gdyż dzięki temu kończył się żywot marki niemieckiej. Francuzów niepokoiła niepohamowana siła niemieckiej waluty i powtarzające się sytuacje, kiedy to musieli dokonywać dewaluacji swojej waluty wobec waluty niemieckiej. Gdy stopy procentowe w Niemczech ulegały zmianie, inne kraje, chcąc uniknąć poważnego zachwiania kursów swoich walut, musiały podążać śladem decyzji niemieckiego Bundesbanku. Opisane zjawisko uważano za przejaw niemieckiej hegemonii monetarnej w Europie. W jednej z dyskusji ze stroną niemiecką w 1987 lub 1988 roku Jacques Attali – doradca prezydenta Francji François Mitteranda – określił markę mianem „niemieckiej bomby atomowej”, sugerując, że powinna ona zostać poddana międzynarodowej kontroli[6]. W dniu 18 września 1992 roku, dwa dni przed francuskim referendum dotyczącym ratyfikacji traktatu z Maastricht, redaktor naczelny czołowego francuskiego dziennika „Le Figaro” na tytułowej stronie swojej gazety porównywał ten traktat do traktatu wersalskiego, który zakończył I wojnę światową[7]:

Przeciwnicy traktatu z Maastricht obawiają się również, że jednolita waluta i nowy centralny bank europejski usankcjonują dominację marki niemieckiej i Bundesbanku. Lecz jest dokładnie odwrotnie. Jeśli traktat wejdzie w życie, Niemcy będą musiały podzielić się władzą monetarną, z której dziś korzystają i której nadużywają, każąc innym płacić za koszty swojego zjednoczenia. W latach 20. mówiono: „Niemcy zapłacą”. Dzisiaj faktycznie płacą. Maastricht jest jak traktat wersalski, tylko osiągnięty bez wojny[8].

Dla Niemiec wprowadzenie euro nie było decyzją prostą. Z jednej strony wspólna waluta oznaczała zabezpieczenie konkurencyjności niemieckiego eksportu przez uniemożliwienie głównym partnerom handlowym w Europie poprawy konkurencyjności w wyniku dewaluacji. Z drugiej strony przekazanie kontroli nad walutą ze sprawdzonych rąk Bundesbanku do nowej międzynarodowej instytucji – Europejskiego Banku Centralnego – budziło obawy. Warunkiem, jaki postawiły Niemcy, było to, by EBC został ukształtowany na wzór Bundesbanku i mieścił się we Frankfurcie. Z kolei ceną za umieszczenie EBC na ziemi niemieckiej była w praktyce zgoda na to, by szefem banku został przedstawiciel innego kraju. Warto podkreślić, że jedynie 30 proc. obywateli chciało zastąpienia marki niemieckiej euro[9]. W 1998 roku 155 profesorów uniwersyteckich podpisało list wzywający do odłożenia wprowadzenia unii monetarnej, argumentując, że nie zostały stworzone odpowiednio trwałe warunki ekonomiczne niezbędne dla pomyślnego funkcjonowania wspólnej waluty[10]. Przywódcy polityczni Niemiec, a przede wszystkim Helmut Kohl (kanclerz w latach 1982–1998), byli jednak przekonani o konieczności wprowadzenia wspólnej waluty europejskiej. Kohl uważał, że jest ona potrzebna zarówno po to, by złagodzić obawy, jakie zjednoczenie Niemiec (dokonane w 1990 roku) mogło rodzić w Europie, a przede wszystkim we Francji, jak i po to, by zabezpieczyć zjednoczone Niemcy przed odrodzeniem się starych demonów nacjonalizmu[11].

Mieszkańcy krajów Południa postrzegali wejście do strefy euro jako awans do klubu bogatych i do oazy stabilności monetarnej, gdzie inflacja i dewaluacja nie zagrażają oszczędnościom.

Inauguracja euro nastąpiła w dniu 1 stycznia 1999 roku. W przeddzień ustalone zostały ostateczne kursy zamiany walut narodowych na euro. Euro pojawiło się na razie tylko w transakcjach bezgotówkowych, natomiast do rozliczeń gotówkowych dalej używano walut narodowych. W 2002 roku wprowadzono gotówkę w euro, a dawne waluty narodowe zostały wycofane z obiegu.

Operacja wprowadzenia euro do obiegu gotówkowego przebiegła bardzo sprawnie, lecz towarzyszyło jej dość powszechne przekonanie o wzroście cen. Badania statystyczne nie odnotowały generalnego wzrostu poziomu cen w wyniku wymiany walut, potwierdziły jednak znaczny wzrost w wybranych sektorach, w szczególności w usługach, takich jak restauracje, kina, pralnie i zakłady fryzjerskie[12]. Po tych doświadczeniach kraje, które w późniejszych latach wchodziły do strefy euro, m.in. Słowenia (2007), Słowacja (2009), Estonia (2011), Łotwa (2014) i Litwa (2015), podejmowały specjalne działania w postaci publicznego monitoringu po to, by zapobiegać przypadkom wykorzystywania zamiany walutowej do zaokrąglania cen w górę.

Nowa waluta została szybko zaakceptowana przez obywateli, firmy i opinię publiczną. Stała się czymś zrozumiałym, wręcz oczywistym. Podobnie jak posługiwanie się takimi samymi jednostkami miary i wagi. Euro, obok swobody poruszania się w ramach strefy Schengen, stanowi dla mieszkańców Europy najbardziej dostrzegalny i ułatwiający życie przejaw integracji.

Przez 10 lat wydawało się, że wprowadzenie nowej waluty przyniosło niezaprzeczalny sukces. W opublikowanym w 2008 roku raporcie Komisji Europejskiej poświęconym ocenie dziesięciolecia euro napisano:

Unia Gospodarcza i Walutowa jest ogromnym sukcesem. W ciągu 10 lat swojego istnienia wspólna waluta zapewniła stabilność makroekonomiczną, pobudziła integrację gospodarczą Europy (…), zwiększyła odporność na niekorzystne wstrząsy, stała się filarem regionalnej i globalnej stabilności[13].

Dobitnym przejawem przekonania, że euro odniosło bezsprzeczny sukces i wytrzymało próbę czasu, było opublikowane z datą grudniową 2009 roku studium pod auspicjami Komisji Europejskiej, pod znamiennym tytułem: „Euro: to się nie może zdarzyć; to zły pomysł; to nie będzie trwałe. Opinie o Unii Gospodarczej i Walutowej wyrażane przez amerykańskich ekonomistów w latach 1989–2002”[14]. Autorzy Lars Jonung i Eoin Drea po dokonaniu obszernego przeglądu literatury stwierdzają, że w latach 90. XX wieku akademiccy ekonomiści amerykańscy byli w większości krytyczni wobec projektu jednolitej waluty europejskiej. Ich studium nie jest jednak wyrazem wątpliwości wobec euro. Celem ich analizy nie jest dyskusja o ryzykach związanych ze wspólną walutą ani analiza tego, czy i w jakim stopniu amerykańska krytyka euro była zasadna. Wręcz przeciwnie. Autorzy zdają się przyjmować, że ponad dziesięcioletnia praktyka funkcjonowania wspólnej waluty wykazała w sposób oczywisty, że sceptycyzm amerykańskich ekonomistów wobec projektu euro był nieuzasadniony. Swoją uwagę koncentrują na próbie wyjaśnienia, dlaczego amerykańscy ekonomiści popełnili błąd intelektualny i nie byli zdolni przewidzieć sukcesu euro.

W kilka miesięcy później wybuchł kryzys strefy euro, którego przebieg dowodzi, że sceptycyzm ekonomistów amerykańskich wobec projektu jednolitej waluty w Europie nie był bezpodstawny.

3

RozdziałStrefa euro na rozdrożu

Po dekadzie funkcjonowania wspólnej waluty pojawiły się poważne problemy. Początkowo kłopoty krajów europejskich kojarzono głównie z efektami rozpoczętego w USA w 2008 roku światowego kryzysu finansowego. Widoczny kryzys strefy euro wybuchł w 2010 roku, gdy kilka krajów strefy – Grecja, Portugalia, Włochy, Hiszpania i Irlandia – napotkało poważne problemy ze sprzedażą swoich obligacji. Oprocentowanie, jakiego żądali inwestorzy, drastycznie wzrosło. Od tego czasu państwa strefy euro, Europejski Bank Centralny i cała Unia Europejska podejmują rozmaite działania dla złagodzenia i rozwiązania problemów zagrożonych gospodarek.

Po kilku latach zmagań z kryzysem strefa euro jako całość radzi sobie gorzej niż grupa krajów UE, które mają własne waluty, a także znacznie gorzej niż Stany Zjednoczone, w których kryzys się rozpoczął. W roku 2014 realny produkt krajowy brutto (PKB) w USA wyniósł 107 proc. poziomu z roku 2007, czyli z ostatniego roku przed wybuchem światowego kryzysu finansowego. Ten sam wskaźnik wyniósł 106 proc. w grupie krajów będących w UE, ale nie należących do strefy euro, i zaledwie 99 proc. w przypadku krajów należących do strefy euro. Olbrzymim problemem jest przy tym znaczne zróżnicowanie sytuacji gospodarczej wewnątrz samej strefy euro. Część krajów radzi sobie stosunkowo nieźle i PKB przekroczył w nich wyraźnie przedkryzysowy poziom. Jednocześnie jest grupa krajów, których gospodarki wciąż znajdują się znacznie poniżej przedkryzysowego poziomu, co ilustruje tabela 2.

Tabela 2.Sytuacja ekonomiczna w 2014 roku w porównaniu do roku 2007

Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Eurostatu i OECD (dostęp: 15 lutego 2016).

Skala i długotrwałość załamania gospodarki w krajach południa strefy euro jest porównywalna, a w niektórych przypadkach większa niż w okresie wielkiego kryzysu lat 1929–1933, który, co warto przypomnieć, doprowadził do upadku systemów demokratycznych w znacznej części Europy, w konsekwencji przyczyniając się do wybuchu II wojny światowej.

W oczywisty sposób nasuwają się fundamentalne pytania o genezę obecnego kryzysu, możliwe sposoby przeciwdziałania i związaną z tym dalszą przyszłość strefy euro, w szczególności zaś:

 

Skala i długotrwałość załamania gospodarki w krajach południa strefy euro jest porównywalna, a w niektórych przypadkach większa niż w okresie wielkiego kryzysu lat 1929–1933, który, co warto przypomnieć, doprowadził do upadku systemów demokratycznych w znacznej części Europy, w konsekwencji przyczyniając się do wybuchu II wojny światowej.

 

Na czym polega istota problemów zagrożonych krajów strefy euro?

Czy, i w jakim stopniu, euro przyczyniło się do obecnego kryzysu w Europie?

Czy przyczyną zapaści ekonomicznej części krajów strefy euro jest euro, czy też błędy poczynione przez te kraje?

Czy błędem było samo wprowadzenie euro, czy raczej sposób, w jaki to przeprowadzono, a w szczególności niekompletna architektura instytucjonalna strefy euro oraz wprowadzenie euro w krajach, które nie były do tego przygotowane?

Jakie są możliwe drogi wyjścia z kryzysu?

Czy euro będzie w przyszłości wzmacniać, czy osłabiać Unię Europejską?

Czy można „naprawić” strefę euro i spowodować, aby mogła ona bezpiecznie funkcjonować?

Czy można rozwiązać strefę euro, zachowując UE i wspólny rynek?

Jaką strategię wobec wspólnej waluty powinny przyjąć kraje Unii Europejskiej znajdujące się obecnie poza strefą euro?

W następnych częściach książki staramy się odpowiedzieć na te pytania. Odpowiedź naszą zaczynamy od wyjaśnienia znaczenia, jakie krajowa waluta i możliwość dostosowania kursu walutowego mają dla gospodarki kraju.

CZĘŚĆ II. Znaczenie krajowej waluty i możliwości dostosowania kursu walutowego

Część II

Znaczenie krajowej waluty i możliwości dostosowania kursu walutowego

Utrata konkurencyjności międzynarodowej i niemożność jej odzyskania przyczyną problemów zagrożonych gospodarek strefy euroKonkurencyjności międzynarodowej nie należy mylić z produktywnościąOsłabienie waluty i polityka deflacyjna - dwa alternatywne mechanizmy przywracania konkurencyjności międzynarodowejZnaczenie dostosowania kursu walutowego (przykład wycieczki rowerowej)Fatalne skutki obrony standardu złota poprzez politykę deflacyjną w epoce wielkiego kryzysuDewaluacja stanowi istotny element udanych programów dostosowawczych – wybrane doświadczenia w okresie powojennymPrzypadki, na których buduje się nadzieje na skuteczność polityki „wewnętrznej dewaluacji”Ryzyko nadużywania dewaluacji

4

RozdziałUtrata konkurencyjności międzynarodowej i niemożność jej odzyskania przyczyną problemów zagrożonych gospodarek strefy euro

Istotą problemów zagrożonych krajów strefy euro (oprócz Irlandii) jest utrata międzynarodowej konkurencyjności. Zjawisko to, najogólniej mówiąc, polega na tym, że płace w gospodarce stają się zbyt wysokie w stosunku do produktywności w sektorze wytwarzającym dobra podlegające wymianie międzynarodowej. W efekcie wytwarzane w kraju produkty zaczynają być wypierane z rynku krajowego i rynków zagranicznych przez produkty wytwarzane w innych krajach. Spada produkcja i zatrudnienie w sektorze produkującym dobra podlegające wymianie międzynarodowej. Dopóki spadek ten jest równoważony przez wzrost zatrudnienia i PKB w sektorach wytwarzających dobra niepodlegające wymianie międzynarodowej (w szczególności w budownictwie i w usługach), pogorszenie konkurencyjności nie musi powodować spadku zatrudnienia i spadku PKB w całej gospodarce, lecz objawia się pogorszeniem bilansu handlowego oraz salda na rachunku obrotów bieżących. Ujemne saldo bilansu handlowego i deficyt na rachunku obrotów bieżących mogą nie stwarzać problemu, dopóki nie pojawią się kłopoty z ich finansowaniem.

W latach 1998–2011 jednostkowy koszt pracy (wartość wynagrodzeń na jednostkę wytwarzanego produktu) w Grecji, Hiszpanii, we Włoszech, w Portugalii i Francji zwiększył się w relacji do jednostkowego kosztu pracy w Niemczech o 20–48 punktów procentowych.

Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych OECD (dostęp: 15 lutego 2016).

Pogorszenie konkurencyjności wymienionych krajów wobec Niemiec znalazło swoje odbicie w pogorszeniu sald bilansu handlowego i rachunku obrotów bieżących. W roku 2010 wymienione kraje miały deficyty obrotów handlowych wysokości od 2 do 13 proc. PKB, osiągając łącznie deficyt handlowy wysokości 201 mld euro, podczas gdy Niemcy uzyskały nadwyżkę handlową w wysokości 154 mld euro, co stanowiło 6 proc. ich PKB (por. tabela 3).

Tabela 3.Saldo bilansu handlowego i rachunku obrotów bieżących w 2010 roku

Obszar ekonomiczny

Saldo bilansu handlowego

Saldo rachunku obrotów bieżących

mld euro

% PKB

mld euro

% PKB

Strefa euro (jako całość – 19)

–12,5

–0,1

27,6

0,3

Niemcy

154,0

6,0

145,1

5,6

Grecja, Włochy, Hiszpania, Portugalia i Francja – łącznie

–201,4

–4,0

–159,0

–3,1

Grecja

–29,4

–13,0

–25,8

–11,4

Włochy

–30,0

–1,9

–55,8

–3,5

Hiszpania

–54,8

–5,1

–42,4

–3,9

Portugalia

–21,4

–11,9

–18,3

–10,2

Francja

–65,9

–3,3

–16,7

–0,8

Irlandia

42,4

25,5

–1,3

–0,8

Belgia

12,5

3,4

6,4

1,8

Holandia

43,6

6,9

46,4

7,4

Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Eurostatu i OECD (dostęp: 16 i 17 lutego 2016).

Choć w poszczególnych krajach wiele czynników w różnym stopniu przyczyniło się do utraty konkurencyjności, to we wszystkich krajach najważniejszym z nich był wzrost zadłużenia prywatnego: gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. W Grecji, Portugalii i we Włoszech dużą rolę odgrywały również wysoki deficyt budżetowy lub odziedziczony z przeszłości dług publiczny. W Hiszpanii, która – do chwili wybuchu światowego kryzysu finansowego – pod względem przestrzegania kryteriów z Maastricht dotyczących deficytu i długu publicznego wypadała lepiej niż Niemcy, wyłączną przyczyną utraty konkurencyjności była ekspansja zadłużenia prywatnego, napędzająca boom budowlany i wzrost płac.

 

W przypadku kraju posiadającego własną walutę poprawa konkurencyjności mogłaby dokonać się w krótkim czasie w wyniku osłabienia krajowej waluty, nie powodując szkody w skali działalności gospodarczej i poziomie zatrudnienia. Przykładem takiego dostosowania może być Polska, która jest członkiem UE, lecz nie należy do strefy euro. Zagrożone kraje znajdujące się w strefie euro nie mogą poprawić swojej konkurencyjności poprzez dostosowanie kursu walutowego, gdyż nie mają własnych walut.

 

Szacowano, że gdy w 2010 roku wybuchł kryzys strefy euro, kraje południa strefy euro – Grecja, Hiszpania, Portugalia i Włochy – aby odzyskać konkurencyjność międzynarodową, powinny obniżyć płace w swoich gospodarkach o 10–30 procent[15].

W przypadku kraju posiadającego własną walutę poprawa konkurencyjności tego rzędu mogłaby dokonać się w krótkim czasie w wyniku osłabienia krajowej waluty, nie powodując szkody w skali działalności gospodarczej i poziomie zatrudnienia. Przykładem takiego dostosowania może być Polska, która jest członkiem UE, lecz nie należy do strefy euro. W okresie kulminacji światowego kryzysu finansowego między jesienią 2008 a wiosną 2009 roku złoty polski osłabił się o około 30 procent. Dzięki temu w roku 2009 saldo polskiego handlu zagranicznego poprawiło się o 3 proc. PKB, co było prawdopodobnie najistotniejszym czynnikiem, dzięki któremu w 2009 roku Polska, jako jedyny kraj w UE, cieszyła się wzrostem gospodarczym, podczas gdy gospodarki wszystkich pozostałych krajów UE skurczyły się.

Zagrożone kraje znajdujące się w strefie euro nie mogą poprawić swojej konkurencyjności poprzez dostosowanie kursu walutowego, gdyż nie mają własnych walut. W związku z tym, zgodnie z zaleceniami Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, starają się poprawić konkurencyjność poprzez zacieśnienie fiskalne (tj. obniżenie wydatków budżetowych i podniesienie podatków), mające spowodować nominalny spadek płac, świadczeń i cen. Politykę taką określa się obecnie mianem „wewnętrznej dewaluacji”, choć mamy tu do czynienia z niczym innym, jak z polityką deflacyjną realizowaną narzędziami fiskalnymi.

W następnych rozdziałach tej części staramy się uzasadnić i wyjaśnić kluczowy dla zrozumienia problemu euro fakt, że w porównaniu z dostosowaniem kursu walutowego przywracanie konkurencyjności poprzez politykę deflacyjną jest znacznie mniej skuteczne, a jednocześnie znacznie bardziej kosztowne ekonomicznie i społecznie. Dla uniknięcia nieporozumień zaczniemy od krótkiego wyjaśnienia, co rozumiemy pod pojęciem międzynarodowej konkurencyjności gospodarki.

5

RozdziałKonkurencyjności międzynarodowej nie należy mylić z produktywnością

Konkurencyjność gospodarki to pojęcie bardzo popularne, lecz zarazem często różnie rozumiane. Dlatego trzeba wyjaśnić, w jakim znaczeniu pojęcie to jest stosowane w niniejszej książce.

Mówiąc o międzynarodowej konkurencyjności gospodarki, mamy na myśli zdolność danej gospodarki do wykorzystania posiadanego zasobu pracy w warunkach otwartego handlu międzynarodowego[16].

Tak rozumianej międzynarodowej konkurencyjności gospodarki nie należy utożsamiać ani mylić z produktywnością (wydajnością) pracy, gdyż są to pojęcia istotnie odmienne. Produktywność pracy – tj. wielkość produktu krajowego brutto wytwarzana przeciętnie podczas godziny pracy jednego pracownika – jest powiązana z poziomem rozwoju gospodarki mierzonym PKB na głowę mieszkańca. Kraje rozwinięte gospodarczo są bardziej produktywne niż kraje mniej rozwinięte. Tymczasem konkurencyjność międzynarodowa nie zależy od poziomu rozwoju gospodarczego kraju. Kraj na każdym poziomie rozwoju może być międzynarodowo konkurencyjny lub w innym momencie niekonkurencyjny. Dla przykładu, w 2014 roku Grecja i Hiszpania miały bardzo niską konkurencyjność międzynarodową, co odzwierciedlały wysokie stopy bezrobocia, które w obu krajach wynosiły ok. 25 procent. Wyższą od tych krajów konkurencyjność międzynarodową, odzwierciedloną znacznie niższym bezrobociem, miały wówczas zarówno Chiny, Tajlandia i Polska, gdzie produktywność pracy jest niższa niż w Grecji i w Hiszpanii, jak i Niemcy, gdzie produktywność pracy jest znacznie wyższa. Ilustruje to tabela 4.

Tabela 4.PKB na głowę mieszkańca, produktywność pracy i stopa bezrobocia w wybranych krajach w 2014 roku

Kraj

PKB na głowę

(tys. USD)*

Produktywność na godzinę pracy (USD)**

Stopa bezrobocia

(%)***

Niemcy

47,8

63,4

5,0

Hiszpania

29,8

51,0

24,5

Grecja

21,5

35,6

26,5

Polska

14,3

29,8

9,0

Chiny

7,6

9,2

4,1

Tajlandia

6,0

12,4

0,8

* Na podstawie The World Bank database (dostęp: 15 lutego 2016). ** Źródło: The Conference Board Total Economy Database™; Output, Labor and Labor Productivity, 1950–2015, May 2015. *** Źródło: indexmundi.com; na podstawie danych IMF: World Economic Outlook Database, April 2015.

Międzynarodowa konkurencyjność gospodarki zależy przede wszystkim od relacji między produktywnością pracy a poziomem płac, jaką uzyskują w danej gospodarce firmy w sektorze wytwarzającym dobra podlegające wymianie międzynarodowej. Gospodarka z niską produktywnością może być międzynarodowo konkurencyjna, jeśli ma odpowiednio niskie płace. Z drugiej strony gospodarka z wysoką wydajnością pracy może być niekonkurencyjna międzynarodowo, jeśli płace w niej są zbyt wysokie.

Międzynarodowa konkurencyjność gospodarki nie świadczy więc o aktualnym poziomie rozwoju ekonomicznego kraju i poziomie produktywności pracy, lecz o tym, czy posiada on zdolność do rozwoju i podnoszenia produktywności.

6

RozdziałOsłabienie waluty i polityka deflacyjna – dwa alternatywne mechanizmy odzyskania konkurencyjności międzynarodowej

Gospodarka niekonkurencyjna może teoretycznie poprawić konkurencyjność międzynarodową bądź poprzez wzrost produktywności pracy, bądź poprzez obniżenie płac w stosunku do płac u jej partnerów handlowych, bądź poprzez kombinację obu tych czynników.

Przy braku konkurencyjności trudno o inwestycje podnoszące produktywność gospodarki

Podniesienie produktywności jest oczywiście najbardziej pożądane, lecz w przypadku niekonkurencyjnej gospodarki niezmiernie trudne. Głównym wewnętrznym źródłem wzrostu produktywności są bowiem inwestycje firm tworzących nowe miejsca pracy lub modernizujących istniejący aparat produkcyjny. Sytuacja braku konkurencyjności gospodarki nie zachęca jednak do takich inwestycji. Po to, aby uruchomić strumień inwestycji zwiększających produktywność gospodarki, trzeba najpierw odzyskać konkurencyjność poprzez obniżenie płac w stosunku do płac u partnerów handlowych. Przy braku konkurencyjności, jeśli gospodarka nie jest w stanie obniżyć płac w relacji do swoich partnerów handlowych, grozi jej wpadnięcie w zaklęte koło: wzrost produktywności niezbędny dla odzyskania konkurencyjności nie następuje, gdyż brak konkurencyjności odstrasza inwestycje, które mogłyby poprawić produktywność.

Warto powtórzyć tę prostą prawdę: jeśli gospodarka jest niekonkurencyjna, gdyż produktywność pracy jest zbyt niska w relacji do płac, to w pierwszej kolejności trzeba przywrócić konkurencyjność, obniżając płace w relacji do płac partnerów handlowych. Wtedy gospodarka będzie mogła się rozwijać, co skutkować będzie wzrostem produktywności pracy i płac. Usiłowanie działania w odwrotnej kolejności, czyli liczenie na to, że w niekonkurencyjnej gospodarce wzrost produktywności przywróci konkurencyjność, można porównać do przysłowiowego „stawiania wozu przed koniem”.

Czasami konkurencyjność i produktywność gospodarki mogą się poprawić niejako same, bez podejmowania jakichkolwiek działań czy wysiłku. Ma to miejsce w przypadku zmian w koniunkturze międzynarodowej powodujących wzrost popytu i cen na eksportowane przez gospodarkę produkty.

Konieczna obniżka płac w relacji do płac u partnerów handlowych

Jeśli jednak takie szczęśliwe zmiany w koniunkturze międzynarodowej nie następują, to dla odzyskania utraconej konkurencyjności międzynarodowej konieczne jest obniżenie płac w relacji do płac u partnerów handlowych. Istnieją dwie metody, aby tego dokonać: osłabienie waluty krajowej lub deflacja, czyli obniżenie krajowych cen i płac. Osłabienie waluty może mieć formę dewaluacji (w przypadku gdy kurs waluty jest określany przez władze monetarne) lub samoczynnej deprecjacji (gdy kurs walutowy jest określany przez rynek). Deflacja może natomiast nastąpić jako efekt silnego ograniczenia popytu przez zacieśnienie fiskalne lub restrykcyjną politykę monetarną. Efektem zarówno osłabienia waluty, jak i deflacji jest obniżenie wartości płac i innych dochodów krajowych wyrażonych w walutach partnerów handlowych, co przyczynia się do poprawy bilansu handlowego.

Osłabienie waluty daje efekt natychmiastowy i powszechny

Istotną różnicą między omawianymi metodami jest to, że osłabienie waluty powoduje automatyczne obniżenie płac wyrażonych w walutach zagranicznych i poprawę konkurencyjności, co staje się impulsem do wzrostu produkcji krajowej, natomiast deflacja jest zjawiskiem znacznie bardziej rozłożonym w czasie.

Deflacja to proces długotrwały i niezmiernie kosztowny ekonomicznie i społecznie

Deflacja wymaga podjęcia tysięcy decyzji przez podmioty gospodarcze i zmiany milionów umów. Polityka deflacyjna musi najpierw, poprzez spadek popytu, spowodować spadek produkcji i w konsekwencji zatrudnienia po to, by rosnące bezrobocie mogło skłonić pracowników w sektorze prywatnym do zaakceptowania obniżek płac. W normalnej sytuacji trudno jest liczyć, że pracownicy dobrowolnie zgodzą się na zmianę kontraktów i obniżkę wynagrodzenia. Przy braku zgody pracowników pracodawca może teoretycznie wypowiedzieć im umowy o pracę i zaproponować zatrudnienie z niższym wynagrodzeniem. Sytuacja taka oznaczałaby poważny konflikt, którego efekty mogłyby być niekorzystne dla pracodawcy. Po pierwsze interesy pracowników chroni w takim wypadku prawo pracy. Pracownicy mogliby odwołać się do sądu i sąd mógłby uznać takie wypowiedzenie warunków pracy za bezskuteczne. Po drugie związki zawodowe mogłyby zorganizować protesty lub strajki paraliżujące funkcjonowanie firmy i przynoszące jej znaczne straty. Po trzecie, gdyby udało się utrzymać w mocy decyzję o wypowiedzeniu dotychczasowych warunków pracy, część pracowników – najbardziej wykwalifikowanych i pożądanych na rynku pracy – mogłaby zdecydować się na odejście z firmy. To z kolei oznaczałoby dla firmy konieczność poniesienia znacznych kosztów związanych z rekrutacją, szkoleniem nowych pracowników oraz faktem, że nowo zatrudnieni pracownicy mają w początkowym okresie z reguły niższą wydajność niż przeciętna wśród załogi.

W praktyce sytuacje obniżki wynagrodzeń w normalnie działającej i nieprzynoszącej strat firmie się nie zdarzają. Gdy spada popyt, firmy decydują się raczej na ograniczenie zatrudnienia, zwalniając pracowników, którzy są najmniej przydatni. Obniżki wynagrodzeń mają miejsce w przypadku firm, które ponoszą straty, nie są w stanie na bieżąco regulować zobowiązań wobec wierzycieli i stoją przed realną perspektywą upadku. W takiej sytuacji związki zawodowe i pracownicy godzą się czasami na obniżkę wynagrodzeń, aby umożliwić przetrwanie firmy i zachowanie miejsc pracy. Natomiast sytuacje, aby w niezagrożonej upadkiem firmie pracownicy zgodzili się na obniżkę wynagrodzeń po to, by umożliwić wzrost zatrudnienia i produkcji eksportowej, raczej w realnym świecie nie występują.

To, że płace nominalne stosunkowo łatwo rosną, kiedy sytuacja rynkowa stwarza presję na ich wzrost, natomiast nie spadają, gdy sytuacja rynkowa stwarza presję na ich obniżanie – innymi słowy, są elastyczne w górę, a nieelastyczne w dół – ekonomiści opisują już od dziesięcioleci[17].

Decyzje o obniżkach cen podejmowane są dopiero wówczas, gdy poszczególni przedsiębiorcy napotykają barierę popytu w postaci spadku sprzedaży. Pracownicy zaczynają akceptować obniżki płac wtedy, gdy wyraźnie rośnie bezrobocie. Spadek wartości cen i płac w przeliczeniu na waluty zagraniczne w procesie deflacji nigdy nie jest więc automatyczny i powszechny, tak jak ma to miejsce przy zmianie kursu walutowego. Ponadto spadek ten w wyniku deflacji następuje znacznie wolniej, niż może to wystąpić w przypadku osłabienia waluty, gdzie dostosowanie płac w całej gospodarce może odbyć się z dnia na dzień.

W przypadku gdy gospodarka generuje wysoki deficyt na rachunku obrotów bieżących i ustaną źródła jego finansowania, a nie następuje szybka poprawa konkurencyjności, niezbędna redukcja deficytu dokonuje się poprzez spadek zatrudnienia i produkcji. Stąd mniejsza i wolniej postępująca poprawa konkurencyjności poprzez deflację sprawia, że w przypadku konieczności ograniczenia deficytu handlowego dostosowanie takie poprzez politykę deflacyjną musi odbyć się kosztem głębszego spadku zatrudnienia i realnego PKB niż gdyby odbywało się to poprzez osłabienie waluty.

Poprawa konkurencyjności w wyniku deprecjacji waluty nie musi, lecz może być trwała

Osłabienie waluty jest ze swojej natury bardziej skutecznym i bez porównania mniej kosztownym społecznie i ekonomicznie instrumentem krótkookresowej poprawy konkurencyjności niż deflacja. Należy jednak podkreślić, że poprawa konkurencyjności w wyniku zmiany kursu walutowego nie musi być trwała. Tylko przy właściwej polityce fiskalnej i monetarnej osłabienie waluty może trwale poprawić konkurencyjność gospodarki i wprowadzić ją na ścieżkę wzrostu. Jeżeli brakuje takiego wsparcia, to uzyskana poprawa konkurencyjności może zostać szybko zjedzona przez inflację. Jednakże przy odpowiednio restrykcyjnej polityce makroekonomicznej osłabienie waluty może trwale poprawić konkurencyjność gospodarki.

Osłabienie waluty może równoważyć recesyjne skutki zacieśnienia fiskalnego

Deprecjacja waluty jest istotnym impulsem wzrostowym, który może w znacznym stopniu zrównoważyć recesyjne oddziaływanie zacieśnienia fiskalnego i monetarnego. W sytuacji kryzysowej osłabienie walut może zasadniczo złagodzić ekonomiczne i społeczne koszty programu dostosowawczego, który w innym wypadku mógłby być trudny lub niemożliwy do przeprowadzenia.

Instrument nieobojętny dla sąsiadów

Istotnym problemem jest fakt, że dewaluacja jest instrumentem nieobojętnym dla sąsiadów. Poprawia konkurencyjność danego kraju kosztem jego partnerów handlowych, zmuszając ich często również do osłabienia waluty. Konkurowanie krajów między sobą poprzez dewaluowanie waluty wprowadza zamieszanie i zakłócenia, nie przynosząc zwykle żadnych trwałych korzyści.

Warto jednak zwrócić uwagę, że poprawa bilansu handlowego kraju zawsze musi się odbyć kosztem partnerów handlowych, niezależnie od tego, czy następuje w wyniku osłabienia waluty, czy też polityki obniżenia popytu krajowego[18]. Problemy dla partnerów handlowych kraju poprawiającego bilans handlowy wynikają z samego faktu zmian w tym bilansie, niezależnie od polityki, która do tego doprowadziła. Dewaluacja waluty, w porównaniu z innymi instrumentami poprawy bilansu handlowego, różni się przede wszystkim tym, że jest to instrument możliwy do szybkiego użycia i stosunkowo skuteczny. Jeśli danemu krajowi uda się skutecznie poprawić bilans handlowy innymi metodami niż zmiana kursu walutowego, to nie jest to wcale mniej kłopotliwe dla partnerów handlowych.

Dewaluacja nie jest panaceum, lecz w sytuacji awaryjnej trudno sobie bez niej poradzić

Osłabienie waluty nie jest rozwiązaniem cudownym, które może zastąpić zdrową politykę makroekonomiczną. Jest instrumentem, który aby nie zaszkodzić zdrowiu gospodarki kraju i jego sąsiadów, nie powinien być nadużywany. Zdarzają się jednak sytuacje awaryjne, kiedy odbudowa gospodarki bez dewaluacji jest bardzo trudna i może okazać się niemożliwa.

W awaryjnych przypadkach, gdy nastąpi strukturalne osłabienie konkurencyjności, osłabienie waluty połączone z odpowiednią polityką fiskalną i monetarną leży w interesie danego kraju i jego partnerów. Jest znacznie lepiej, jeśli kraj poprawi swoją konkurencyjność, co umożliwi mu wzrost gospodarczy, wzrost handlu i obsługiwanie zadłużenia, niż gdyby miał na trwałe pogrążyć się w stagnacji i stać się jedynie obiektem pomocy ze strony wspólnoty międzynarodowej.

Zawarte w tym rozdziale tezy ilustrujemy w dalszych rozdziałach omówieniem wybranych doświadczeń historycznych związanych ze stosowaniem polityki dewaluacji oraz deflacji. Przedtem jednak przytoczymy przykład, który pozwoli bardziej plastycznie przedstawić niektóre aspekty mechanizmu dostosowania kursu walutowego.

7

RozdziałZnaczenie dostosowania kursu walutowego (przykład wycieczki rowerowej)

Mamy wrażenie, że znaczna część osób wypowiadających się na temat problemów ekonomicznych strefy euro nie rozumie tak naprawdę istoty problemu, jakim jest pozbawienie krajów członkowskich możliwości dostosowania kursu walutowego. Dlatego dla zobrazowania istoty problemu posłużymy się nieco uproszczoną analogią[19].

Zmianę kursu walutowego można porównać do przestawienia przerzutki w rowerze. Przerzutka nie zawsze jest potrzebna, a czasami może wręcz sprawić kłopot. Kolarze ścigający się na torze na krótkich dystansach używają rowerów bez przerzutki, gdyż nie mają ani czasu, ani potrzeby, żeby zmieniać biegi, a rower bez przerzutki jest lżejszy i bardziej niezawodny. Jednakże na dłuższym dystansie, w nierównym terenie, dobrze jest mieć przerzutkę.

Kraje strefy euro można sobie wyobrazić jako grupę osób, która wybrała się na wielodniowy rajd rowerowy na rowerach bez przerzutek, spodziewając się płaskiej trasy. Okazuje się jednak, że od czasu do czasu trzeba podjechać pod górę. Uczestnicy wycieczki nie mogą jednak na prowadzących pod górę odcinkach zmienić przełożenia w rowerze na mniejsze – co, stosując naszą analogię, byłoby odpowiednikiem dewaluacji – gdyż nie mają przerzutek. Część osób ma na takich odcinkach problemy i zamiast jechać, musi prowadzić rowery, co spowalnia poruszanie się całej grupy. Wieczorem na biwaku odbywa się narada. Niektórzy uczestnicy wycieczki mówią, że problemy wynikają z faktu, że grupa ma rowery bez przerzutek. Inni twierdzą, że problemy z jazdą nie wynikają z braku przerzutek, na co dowodem jest fakt, że część uczestników nie ma problemów z pokonywaniem wzniesień. Zgodnie z tą opinią źródłem problemów jest to, że niektórzy z uczestników nie przygotowali się odpowiednio do rajdu – są za mało wytrenowani i za ciężcy. Dyskusja o przerzutkach jest bezprzedmiotowa, gdyż nie ma innych rowerów i trzeba jechać na tych, które są. Grupa postanawia, że następnego dnia silniejsi będą wieźli bagaż słabszych, pod warunkiem jednak, że ci od razu zaczną nadrabiać braki przygotowania fizycznego i rozpoczną dietę, aby obniżyć wagę. W związku z tym pozbawia się ich kolacji, a zamiast tego aplikuje się porcję ćwiczeń fizycznych. (Stosując naszą analogię, można powiedzieć, że słabszych uczestników zobowiązano do realizacji strategii „wewnętrznej dewaluacji”).

Następnego dnia słabsi uczestnicy wycieczki w dalszym ciągu mają problemy z jazdą i dodatkowo narzekają na osłabienie z powodu wieczornej porcji gimnastyki i braku kolacji. Silniejsi uczestnicy są zirytowani tymi narzekaniami, a niektórzy z obciążonych dodatkowym bagażem także zaczynają mieć problemy z jazdą. Ta sytuacja i absurdalne dyskusje między uczestnikami wycieczki przypominają sytuację w strefie euro i niektóre z dyskusji na temat wpływu kursu walutowego i polityki „wewnętrznej dewaluacji” na konkurencyjność.

Przestawienie przerzutki, podobnie jak dewaluacja, nie jest rozwiązaniem cudownym. Gdy przestawiamy przerzutkę na mniejsze przełożenie, możemy łatwiej kręcić pedałami, lecz jedziemy wolniej. Posuwamy się wolniej, mimo że szybko kręcimy pedałami. Jednakże dzięki takiemu przestawieniu przerzutki, gdy droga się wznosi, możemy jechać i, mimo wszystko, posuwamy się szybciej, niż gdybyśmy musieli zejść z roweru i go prowadzić.

Tak jak przestawienie przerzutki na łatwiejsze ustawienie sprawia, że kręcąc tak samo szybko pedałami, jedziemy wolniej, tak dewaluacja sprawia, że stajemy się biedniejsi, gdyż za nasze pieniądze możemy kupić mniej towarów zagranicznych, a wyjazd zagraniczny staje się dla nas droższy. Jednakże, w sytuacji niedostatku konkurencyjności, dzięki dewaluacji gospodarka może odzyskać konkurencyjność i utrzymać miejsca pracy. Dzięki temu całe społeczeństwo może być bogatsze, niż byłoby, gdyby brak konkurencyjności spowodował spadek zatrudnienia i PKB.

Niektórzy ekonomiści uważają, że posiadanie własnej waluty i możliwości uciekania się do dewaluacji nie jest korzystne, gdyż zmniejsza motywację do podejmowania trudnych reform strukturalnych, zwiększających elastyczność gospodarki i przyczyniających się do wzrostu produktywności[20]. Analogią do takiego podejścia byłoby zachęcanie osoby dojeżdżającej do pracy na rowerze w terenie podgórskim do zamiany roweru na rower bez przerzutki, tak by świadomość braku przerzutki motywowała tę osobę do dbałości o kondycję fizyczną i do przestrzegania diety zapobiegającej nadwadze.

 

Dewaluacja sprawia, że stajemy się biedniejsi, gdyż za nasze pieniądze możemy kupić mniej towarów zagranicznych, a wyjazd zagraniczny staje się dla nas droższy. Jednakże, w sytuacji niedostatku konkurencyjności, dzięki dewaluacji gospodarka może odzyskać konkurencyjność i utrzymać miejsca pracy. Dzięki temu całe społeczeństwo może być bogatsze, niż byłoby, gdyby brak konkurencyjności spowodował spadek zatrudnienia i PKB.

 

Oczywiste jest, że tak jak przestawienie przerzutki nie uczyni ze słabego kolarza kolarza dobrego, tak zmiana kursu walutowego nie może zastąpić zdrowej polityki gospodarczej. Jednakże każdy kolarz, zarówno ten wytrenowany i szczupły, jak i ten, który udaje się na wycieczkę bez przygotowania i ma nadwagę, w nierównym terenie poradzi sobie znacznie lepiej na rowerze z przerzutką. Dlatego, udając się w długą drogę, której końca nie znamy, nie należy godzić się na wymontowanie przerzutki z naszego roweru, gdyż kiedyś możemy tego bardzo żałować. Podobnie, jak argumentujemy dalej w niniejszej książce, rezygnowanie z własnej waluty i możliwości dostosowania kursu walutowego nie jest rozsądnym działaniem.

Stosowana tu analogia zmiany kursu walutowego do przestawienia przerzutki ma oczywiście swoje ograniczenia. Jednym z nich jest fakt, że zmiana przerzutki przez rowerzystę ani nie utrudnia, ani nie ułatwia jazdy innym cyklistom. Natomiast dewaluacja nie jest krokiem obojętnym dla sąsiadów, o czym pisaliśmy w rozdziale 6. W rozdziale 25 wyjaśniamy, jak ograniczyć skutki tej niedogodności.

8

RozdziałFatalne skutki obrony standardu złota poprzez politykę deflacyjną w epoce wielkiego kryzysu

System waluty opartej na złocie, zwany standardem złota, wykształcił się w drugiej połowie XIX wieku i funkcjonował do wybuchu I wojny światowej w 1914 roku. W systemie tym waluty poszczególnych krajów miały sztywno określoną wartość w złocie, czyli tzw. parytet złota. Banki centralne, emitujące waluty, gwarantowały ich wymianę na złoto według stałych parytetów.

W systemie standardu złota podstawowym instrumentem przywracania konkurencyjności gospodarki i równowagi w obrotach międzynarodowych była polityka deflacyjna. Deficyt handlowy kraju, jeśli nie był finansowany napływem kapitału z zagranicy, powodował odpływ złota z rezerw banku emisyjnego, realizującego swoje zobowiązanie do wymiany waluty na złoto. W takim wypadku bank emisyjny, aby zapobiec zagrożeniu dla swojej zdolności do wymiany waluty na złoto, podnosił stopę procentową, zmniejszając podaż kredytu w gospodarce i powodując presję na obniżkę cen. Polityka deflacyjna obniżała popyt na towary importowane, poprawiała konkurencyjność gospodarki i bilans handlowy. Karl Polanyi[21], a za nim Barry Eichengreen poświęcili wiele uwagi wyjaśnieniu, dlaczego deflacja była skutecznym mechanizmem dostosowawczym w okresie przed I wojną światową, a przestała nim być w okresie międzywojennym. Zdaniem Eichengreena przed I wojną światową polityka banków centralnych podporządkowana była jednemu celowi, jakim było utrzymanie rezerw złota na poziomie gwarantującym wymienialność waluty na złoto według stałego parytetu. Dążąc do realizacji tego celu, bank centralny nie wahał się prowadzić polityki deflacyjnej, nie bacząc na żadne inne okoliczności. Prowadzenie nieskrępowanej polityki deflacyjnej ułatwiał fakt, że nie istniała wówczas żadna uznana teoria wyjaśniająca wpływ polityki banku centralnego na gospodarkę i poziom bezrobocia[22]. Bezrobocie zresztą, jako zdefiniowana kategoria ekonomiczna i społeczna, pojawiło się w dyskusjach dopiero na przełomie XIX i XX wieku[23]. Przed I wojną światową nie było powszechnych praw wyborczych, a w większości krajów prawo głosu było ograniczone do ludzi posiadających majątek. Bezrobotni nie byli świadomi faktu, że zostali pozbawieni pracy w wyniku polityki banku centralnego. Mieli także niewielkie możliwości przedstawienia swoich interesów w ówczesnym systemie politycznym[24]. Związki zawodowe i regulacje pracownicze były dopiero w powijakach, co sprzyjało elastyczności płac, a polityka deflacyjna mogła być skuteczna w ich obniżaniu[25]. Z tego punktu widzenia sytuacja w okresie międzywojennym była już istotnie inna. Wszystkie warstwy społeczne uzyskały prawo wyborcze, wzrosła siła związków zawodowych, bezrobocie stało się istotną kategorią ekonomiczną i problemem politycznym, i zaczęto łączyć je z polityką banku centralnego. Działania związków zawodowych i regulacje prawa pracy zmniejszyły swobodę obniżania płac. Wobec usztywnienia płac, dla osiągnięcia danego efektu w zakresie obniżki popytu w gospodarce potrzebny był większy wzrost bezrobocia niż w przypadku elastycznych płac. Coraz powszechniejsza stawała się świadomość konfliktu między celem utrzymania równowagi zewnętrznej a utrzymaniem dobrej koniunktury w kraju.

Spektakularną ilustracją nieskuteczności polityki deflacyjnej w okresie międzywojennym jest nieudana obrona przewartościowanego parytetu wymiany funta szterlinga w Wielkiej Brytanii w latach 1925–1931. W 1925 roku Wielka Brytania przywróciła zawieszoną po wybuchu I wojny światowej wymienialność funta na złoto. Przywrócono przedwojenny parytet funta do złota, choć ówczesne relacje cen w Wielkiej Brytanii do cen w innych krajach różniły się od przedwojennych. Przeciwko przywróceniu dawnego parytetu wymiany oponował John Maynard Keynes – wówczas jeden z ekspertów konsultowanych przez kanclerza skarbu Winstona Churchilla.

W pamflecie The Economic Consequences of Mr. Churchill (Skutki gospodarcze działań pana Churchilla) Keynes oceniał, że przywrócenie przedwojennego parytetu oznacza przewartościowanie funta o 10–15 proc., co obniży konkurencyjność brytyjskiego eksportu i spowoduje wzrost bezrobocia[26]. Według późniejszych ocen faktyczne przewartościowanie było nieco mniejsze, w granicach 5–10 procent[27]. Decyzja o przywróceniu przedwojennego, przewartościowanego parytetu jest powszechnie uważana za podstawową przyczynę wolnego wzrostu gospodarki i wysokiego bezrobocia w Wielkiej Brytanii w drugiej połowie lat 20. XX wieku[28].

W tym czasie Francja, która przywróciła wymienialność w 1926 roku, według nowego, niedowartościowanego parytetu, miała znacznie wyższy wzrost gospodarczy i niższe bezrobocie[29]. Przez sześć lat gospodarka i społeczeństwo brytyjskie ponosili olbrzymie koszty, broniąc przewartościowanej waluty. Aby chronić bilans handlowy i ograniczać wypływ złota z kraju, Bank Anglii musiał ograniczać podaż kredytu, a rząd – wprowadzać kolejne restrykcje fiskalne. Polityka deflacyjna dławiła gospodarkę. Bezrobocie przekroczyło 20 proc., a wysokie wydatki na zasiłki dla bezrobotnych podważały wysiłki rządu, dążącego do zrównoważenia budżetu[30].

Jesienią 1931 roku rząd przygotował kolejny pakiet oszczędnościowy, przewidujący obniżkę zasiłków dla bezrobotnych i wynagrodzeń w sektorze publicznym. Zapowiedź obniżki żołdu wywołała nagłośnione przez prasę protesty i objawy zbiorowego nieposłuszeństwa wśród załóg okrętów wojennych w bazie w Invergordon[31]. Pojawiły się wątpliwości dotyczące zdolności rządu do zrównoważenia budżetu, co nasiliło zjawisko ucieczki od funta na rynku walutowym. Wobec wyczerpywania się rezerw złota Bank Anglii zwrócił się do Rządu Jego Królewskiej Mości o zwolnienie z obowiązku zamiany funtów na złoto[32]. Rząd nie miał wyboru. We wrześniu 1931 roku Wielka Brytania odeszła od standardu złota i pozwoliła na dewaluację funta o około 30 procent. Ta wymuszona decyzja okazała się zbawienna dla gospodarki. Produkcja przemysłowa zaczęła szybko rosnąć, a w latach 1932–1937 bezrobocie zmniejszyło się prawie o połowę[33].

Wyjście Wielkiej Brytanii zachwiało systemem standardu złota, którego kraj ten stanowił ostoję. Wiele państw natychmiast podążyło w ślady Brytyjczyków. Stany Zjednoczone pozostawały w standardzie złota do 1933 roku, gdy prezydentem został Franklin Delano Roosevelt. Jednym z najistotniejszych posunięć w czasie pierwszego roku jego rządów było zawieszenie wymienialności dolara na złoto i dewaluacja dolara o 40 procent. W standardzie złota pozostało wówczas już tylko kilka krajów – a wśród nich Polska – które utworzyły w 1933 roku tzw. złoty blok, zobowiązując się do zachowania wymienialności walut na złoto i zachowania swobody przepływów kapitałowych. Z roku na rok powiększał się jednak kontrast między utrzymującą się recesją w krajach „złotego bloku” a przyspieszającym ożywieniem w krajach, które zdewaluowały swoje waluty. Tabela 5 pokazuje, że w krajach, których waluty zostały zdewaluowane wraz z funtem brytyjskim (obszar funta szterlinga) lub samodzielnie, produkcja przemysłowa w 1934 roku przekroczyła wyraźnie poziom z roku 1929, czyli najwyższy osiągnięty przed kryzysem, podczas gdy w krajach „złotego bloku” była wciąż o 22 proc. niższa niż przed kryzysem. W roku 1936 różnica średniego wskaźnika produkcji przemysłowej między krajami, które zdewaluowały swoje waluty, a krajami „złotego bloku” przekracza już 40 punktów procentowych.

Grupa krajów

1929

1932

1934

1936

„Złoty blok” (Francja, Belgia, Holandia, Polska i Szwajcaria)

100%

72%

78%

86%

Kraje stosujące ograniczenia w wymianie walutowej(Niemcy, Austria, Czechosłowacja, Węgry i Włochy)

100%

64%

79%

98%

Obszar funta szterlinga* (Wielka Brytania, Dania, Finlandia, Norwegia, Szwecja i Nowa Zelandia)

100%

91%

109%

128%

Inne kraje dewaluujące swoje waluty (USA, Brazylia, Chile, Gwatemala, Kolumbia, Kostaryka, Meksyk, Nikaragua, Salwador)

100%

83%

103%

127%

* Kraje, które związały kurs swoich walut z funtem brytyjskim lub używały funta jako własnej waluty.Na podstawie danych z: B. Eichengreen, Golden Fetters. The Gold Standard and the Great Depression 1919–1939, op. cit., s. 351, tabela 12.1. Liczby dla grup krajów są nieważonymi średnimi danych dla poszczególnych krajów.

„Złoty blok” przetrwał do 1936 roku, gdy jego lider – Francja – zdewaluował swoją walutę.

Odejście od standardu złota przynosiło zbawienne skutki nie tylko, a nawet nie przede wszystkim dlatego, że prowadziło do poprawy salda obrotów zagranicznych. Kraje, które porzuciły standard złota i uwolniły się od obowiązku wymiany waluty na złoto według sztywnego parytetu, uzyskały możliwość zastosowania bardziej ekspansywnej polityki monetarnej i fiskalnej. Mogły więc zwiększyć popyt krajowy i uruchomić w ten sposób olbrzymi potencjał ożywienia gospodarki istniejący w sytuacji głębokiej deflacji i niewykorzystanych mocy produkcyjnych. Tabela 6 pokazuje, że w grupie krajów obejmujących USA, główne gospodarki europejskie oraz Polskę w 1933 roku średni poziom cen wynosił zaledwie 65 proc. poziomu z roku 1929. Produkcja przemysłowa była średnio na poziomie 70 proc., a płace realne na poziomie 87 proc. poziomu z roku 1929.

Kraje

Ceny hurtowe

Produkcja przemysłowa

Płace realne*

USA

69,3%

63,9%

83%

Francja

63,6%

76,7%

95%

Niemcy

68,0%

60,7%

79%

Włochy

66,5%

73,7%

84%

Wielka Brytania

71,0%

88,2%

95%

Belgia

58,9%

71,4%

90%

Holandia

63,1%

69,1%

89%

Polska

61,4%

55,6%

78%

Średnia (nieważona)

65,2%

69,9%

86,6%

* Dane z poszczególnych krajów obejmują pracowników nie zawsze z porównywalnych sektorów gospodarki.Źródło: Opracowanie własne na podstawie: League of Nations, Economic Intelligence Service, 1936/37 Statistical Year-Book of the League of Nations, Geneva 1937.

W ówczesnych warunkach dewaluacja połączona ze stymulowaniem popytu krajowego w większości przypadków nie prowadziła do nadmiernej inflacji[34].

Eichengreen podkreśla, że choć odejście od wymienialności waluty na złoto było niezbędne dla przełamania recesji, to nie było wystarczające. Dopiero odrzucenie ówczesnej ortodoksji finansowej – dewaluacja oraz zastosowanie polityki nakręcenia popytu (poprzez ekspansję monetarną lub fiskalną) – pozwalało na szybki wzrost produkcji i zatrudnienia[35].

Kraje, które w sytuacji kryzysu finansowego zostały zmuszone do wprowadzenia ograniczeń w wymienialności waluty na złoto, lecz nie dokonały formalnej dewaluacji i nie porzuciły polityki deflacyjnej, nadal pozostawały w recesji. Takim przypadkiem były Niemcy w ostatnich latach okresu Republiki Weimarskiej. W lecie 1931 roku wyszły one ze standardu złota, wprowadzając ograniczenia walutowe, lecz nie dokonały dewaluacji marki. Hans-Werner Sinn twierdzi, że dewaluacja marki nie była możliwa ze względu na zobowiązanie w tzw. planie Dawesa, przyjętym na konferencji w Londynie w 1924 roku. Plan ten rozkładał na wiele lat płatności Niemiec z tytułu reparacji wojennych określonych w traktacie wersalskim, a jednocześnie zobowiązywał Niemcy do utrzymywania stałego kursu wymiany marki na złoto[36]. Istotnym czynnikiem było też świeże wspomnienie powojennej hiperinflacji i obawa, że dewaluacja zachwieje stabilnością waluty. Heinrich Brüning, kanclerz Niemiec w latach 1930–1932, tłumaczył brytyjskiemu premierowi Ramsayowi MacDonaldowi w czerwcu 1931 roku:

Trzeba albo pogodzić się z deflacją, albo zdewaluować walutę. My możemy rozważać tylko to pierwsze, gdyż sześć lat po doświadczeniu niesłychanej inflacji ponowna inflacja, nawet w ostrożnych dawkach, jest nie do przyjęcia[37].

Kanclerz Brüning w warunkach ponad 30-procentowego bezrobocia kontynuował politykę deflacyjną, obniżając płace w sektorze publicznym i świadczenia społeczne oraz podnosząc podatki. Tworzyło to grunt, na którym wkrótce do władzy doszedł Hitler.

W swojej fundamentalnej książce, analizującej wpływ systemu waluty opartej na złocie na wielki kryzys lat 30. XX wieku – której tytuł można przetłumaczyć jako „Złote kajdany. Standard złota i wielki kryzys 1919–1939”[38] – Barry Eichengreen pisze:

 

Doświadczenia obrony standardu złota powinny dawać do myślenia współczesnym liderom europejskim, którzy powtarzają, że utożsamiają przyszłość Unii Europejskiej i wspólnego rynku z projektem euro. Uwidaczniają one duże koszty ekonomiczne i społeczne oraz niewielką skuteczność polityki deflacyjnej jako instrumentu przywracania konkurencyjności przy usztywnionym kursie walutowym. Ilustrują, jak olbrzymie koszty ekonomiczne, społeczne i polityczne mogą być spowodowane ograniczeniami w myśleniu, jakie narzucili sobie liderzy gospodarczy i polityczni.

 

W latach 20. XX wieku standard złota uczynił międzynarodowy system finansowy bardziej kruchym, przez co stworzył grunt dla wielkiego kryzysu lat 30. System waluty opartej na złocie stał się mechanizmem przekazywania destabilizującego impulsu ze Stanów Zjednoczonych do reszty świata i wzmacniał ten początkowy, destabilizujący szok. Stał się główną przeszkodą w podejmowaniu równoważących działań. Standard złota stanowił twarde ograniczenie, które nie pozwoliło decydentom na zapobieżenie upadkom banków i powstrzymanie rozszerzania się paniki finansowej. Z tych wszystkich powodów międzynarodowy system waluty opartej na złocie był kluczowym czynnikiem kryzysu światowego. Z tych samych powodów ożywienie gospodarcze okazało się możliwe dopiero po odejściu od standardu złota[39].

Naszym zdaniem doświadczenia obrony standardu złota powinny dawać do myślenia współczesnym liderom europejskim, którzy powtarzają, że utożsamiają przyszłość Unii Europejskiej i wspólnego rynku z projektem euro.

Po pierwsze doświadczenia te uwidaczniają duże koszty ekonomiczne i społeczne oraz niewielką skuteczność polityki deflacyjnej jako instrumentu przywracania konkurencyjności przy usztywnionym kursie walutowym. W omawianym wyżej przypadku Wielkiej Brytanii prowadzona przez 6 lat polityka deflacyjna nie potrafiła sobie poradzić z poziomem cen zawyżonym o 5–10 proc. i nie doprowadziła do przywrócenia konkurencyjności kraju. Czy można się spodziewać, że dziś za pomocą tej polityki uda się przywrócić konkurencyjność gospodarek, w których poziom płac był zawyżony o 20–30 procent?

Po drugie doświadczenia obrony standardu złota ilustrują, jak olbrzymie koszty ekonomiczne, społeczne i polityczne mogą być spowodowane ograniczeniami w myśleniu, jakie narzucili sobie liderzy gospodarczy i polityczni. Wówczas przyjmowano, że system waluty opartej na złocie jest jedynym systemem gwarantującym zdrowy pieniądz, a utrzymanie przedwojennego parytetu funta szterlinga do złota jest niezbędne dla zachowania wiarygodności brytyjskiego systemu monetarnego. Wysocy przedstawiciele brytyjskiego Ministerstwa Skarbu do ostatniej chwili reagowali z oburzeniem na sugestie, że Wielka Brytania mogłaby odejść od ówczesnego parytetu wymiany funta na złoto[40]. Gubernator Banku Anglii, Montagu Norman, wiosną 1931 roku zabiegał w pogrążonych w wielkim kryzysie Stanach Zjednoczonych o pożyczkę, która mogłaby przedłużyć utrzymywanie wymienialności funta według tradycyjnego parytetu. Gdy to się nie udało, żalił się, że „Stany Zjednoczone są ślepe, nie podejmując kroków dla uratowania świata i systemu waluty opartej na złocie”[41]. Utożsamianie losów świata z ówczesnym systemem walutowym było błędne, gdyż jak wiemy, choć system waluty opartej na złocie załamał się, świat przetrwał. Natomiast uporczywe trwanie w systemie waluty opartej na złocie było kluczowym czynnikiem, który przyczynił się do pogłębienia i międzynarodowego rozprzestrzenienia wielkiego kryzysu, który prawie doprowadził do upadku demokratycznego kapitalizmu na świecie.

Dzisiaj kraj należący do strefy euro, który ma poważne problemy z konkurencyjnością i znajduje się w recesji, jest w podobnie dramatycznej sytuacji, jakby znajdował się w systemie waluty opartej na złocie. Skazany jest wyłącznie na prowadzenie polityki deflacyjnej, zwanej dziś „wewnętrzną dewaluacją”. Nie może poprawić swojej konkurencyjności przez dewaluację. Nie może użyć stymulacji monetarnej, gdyż nie ma własnej waluty i krajowej polityki monetarnej. Nie może użyć też stymulacji fiskalnej, gdyż podważałaby ona politykę „wewnętrznej dewaluacji”. Istotna różnica polega na tym, że wyjście z systemu standardu złota było stosunkowo proste. Natomiast wyjście ze strefy euro jest dla kraju znajdującego się w kryzysie zadaniem karkołomnym, o czym piszemy w dalszych rozdziałach.

9

RozdziałDewaluacja stanowi istotny element udanych programów dostosowawczych – wybrane doświadczenia w okresie powojennym

W tym rozdziale przypominamy ważne doświadczenia związane ze stosowaniem polityki deflacyjnej i dewaluacji w okresie powojennym: pouczający przypadek Argentyny w okresie 1991–2001, przypadek kryzysu azjatyckiego 1997 roku, kryzysu rosyjskiego z 1998 roku oraz kryzysu Europejskiego Systemu Kursów Walutowych (ERM) w roku 1992.

1. Argentyna 1991–2001: solidne rozwiązanie walutowe, które zakończyło się katastrofą