Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2012

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Pałac z piasku - Sarah Morgan

 

Bella to najbardziej szalona z sióstr Balfour. Gdy wywołała kolejny skandal, ojciec wysłał ją do centrum medytacji na pustyni, aby przemyślała swoje postępowanie. Ona jednak za wszelką cenę starała się uciec do cywilizacji. Kiedy nadarzyła się okazja, wykradła piękną klacz z pilnie strzeżonych pobliskich stajni i ruszyła w stronę miasta. Niestety zabłądziła. Ta ucieczka kosztowałby ją życie, gdyby przypadkiem nie natknął się na nią szejk Zafik Al-Rafid…

Opinie o ebooku Pałac z piasku - Sarah Morgan

Fragment ebooka Pałac z piasku - Sarah Morgan

Sarah Morgan

Pałac z piasku

Tłumaczyła Joanna Pawełek-Mendez

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Piach, piach, wszędzie nic, tylko piach.

Ojciec nie mógłby jej wywieźć w bardziej odludne miejsce, nawet gdyby ją wysłał na księżyc. Choć gdyby to było możliwe, Bella nie miała wątpliwości, że bez wahania podpisałby czek. Uśmiechnęła się gorzko na tę myśl, zanurzając bose stopy w rozgrzanym piasku i wpatrując się w bezkresny horyzont. Z drugiej strony, czuła się tutaj, jakby naprawdę była na księżycu czy na Marsie, więc co za różnica.

Dlaczego musiał odesłać ją właśnie do centrum medytacji o śpiewnej, arabskiej nazwie w samym środku pustyni? Dlaczego nie mógł wybrać jakiegoś sympatycznego spa na Piątej Alei?

– Bella?

Słysząc głos swojego „duchowego przewodnika”, Bella aż jęknęła z żalu i rozczarowania. Czy to już? Przecież dzień się nawet jeszcze nie zaczął.

Odwróciła się niechętnie. To nie jego wina, przypomniała sobie stanowczo. Nie powinnam wyładowywać na nim swojej złości i frustracji.

– Zawsze tak wcześnie wstajesz, Atif?

– Przed świtem jest najlepszy czas na medytację.

Bella stłumiła ziewnięcie.

– Osobiście wolę zacząć dzień od filiżanki mocnej czarnej kawy.

– Możesz o wiele lepiej zacząć dzień, jeśli tylko postarasz się skupić na tym, co cię otacza – pouczył ją Atif. – Nie ma nic piękniejszego i lepiej nastrajającego od patrzenia na wschód słońca na pustyni. Nie czujesz, jak przepełnia cię spokój?

– Szczerze mówiąc, czuję, że jeszcze chwila i oszaleję – wymruczała. Bezwiednie sięgnęła do kieszeni, szukając swojego iPhone’a, ale przypomniała sobie zaraz, że został skonfiskowany. Podobnie zresztą jak komputer i iPod. Wszystko, co mogłoby jej pozwolić na skomunikowanie się ze światem zewnętrznym. Bezsilnie zacisnęła pustą dłoń. Czując lekkie ukłucie, po chwili przyjrzała się swoim paznokciom, pełna dezaprobaty. Gdyby miała wybierać między filiżanką kawy a manikiurem, bez wahania zdecydowałaby się na to drugie.

– Mieszkasz tutaj na stałe?

– Przebywam tu, dopóki nie poczuję, że czas ruszyć dalej.

– Ja ruszyłabym dalej po kilku minutach, gdybym tylko mogła! Jestem tu dopiero od dwóch tygodni, a czuję się, jakbym dostała wyrok dożywocia.

Jak ojciec mógł jej to zrobić? To przez niego była teraz zupełnie odcięta od świata. Pozostawiona sama sobie właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzebowała wsparcia i bliskości drugiego człowieka.

Szokujące odkrycie, jakie zrobiła zaledwie dwa tygodnie temu, dokonało w niej ogromnych emocjonalnych spustoszeń i pozostawiło ją kompletnie otępiałą. Wiedziała, że już nigdy nie będzie taka jak dawniej. Poczuła rozdzierający ból.

Nie powinnaś była tego robić, Bella.

Podobnie jak ciekawska Pandora, otworzyła pudełko i uwolniła całe zło. Teraz płaciła za to ogromną cenę.

– Pozwalasz, aby silne emocje trzymały cię w swoich szponach, niczym sęp – zauważył Atif spokojnym tonem, którego zawsze używał podczas sesji medytacyjnych. – Jesteś zła na ojca, ale on wysłał cię tutaj dla twojego dobra.

– Wysłał mnie tutaj za karę, bo nie mógł już dłużej znieść mojego widoku – stwierdziła, obejmując się ramionami. Jak mogła drżeć w tak gorącym miejscu? – Cała rodzina nie mogła już na mnie patrzeć. Zszargałam nasze nazwisko i reputację. Nie po raz pierwszy zresztą.

Nikt się jednak ani przez chwilę nie zastanowił, jak to obrzydliwe wydarzenie odbiło się na niej. Nikt nie wziął pod uwagę jej uczuć, a to jeszcze pogłębiło jej poczucie osamotnienia.

Przypominając sobie wszystko, co się wydarzyło tego wieczoru, zanim się zaczął doroczny bal organizowany przez jej ojca, Bella poczuła ucisk w gardle. Nie wiedziała, jak jej siostra Oliwia czuła się po tym wszystkim. Niestety, odebrano jej prawo nawet do tego, aby mogła bronić samą siebie. Oczywiście nie powinna mówić takich rzeczy, ale gdyby Oliwia zachowała się inaczej...

– Czy mógłbyś zwrócić mi na chwilę telefon? Muszę wysłać wiadomość. Tylko jedną. Proszę. – Poczuła, że koniecznie musi się skontaktować z siostrą i to jak najszybciej. – A może mogłabym skorzystać z komputera? Od dwóch tygodni nie sprawdzałam poczty mejlowej.

– Wiesz, że to niemożliwe.

– Ale ja tu oszaleję, Atif! Dookoła tylko piach i ta wszechogarniająca cisza! – Rozejrzała się i zatrzymała swój wzrok na kilku pomalowanych na biało budynkach, które dostrzegła w oddali w ubiegłym tygodniu. – Te budynki, tam, wyglądają na stajnie. Może mogłabym wybrać się na konną przejażdżkę? Choć na godzinkę.

– Te stajnie nie należą do centrum medytacji. Są prywatną własnością.

– Dziwne miejsce na trzymanie koni – stwierdziła cicho, dostrzegając strażników kręcących się dookoła stajni. Dlaczego potrzebni są uzbrojeni strażnicy w stajniach na odludziu?

– Skoro więc nie mogę pożyczyć konia, czy mógłbyś mi oddać mój iPod? Byłoby mi łatwiej się zrelaksować, gdybym mogła posłuchać mojej ulubionej muzyki.

– Milczenie jest złotem.

– Tutaj wszystko jest złotem – odburknęła sfrustrowana. Spojrzała jeszcze raz na mieniące się w słońcu wydmy i przyszedł jej do głowy szalony pomysł. – Czy możesz mi coś powiedzieć o tym mieście, które mijaliśmy w drodze tutaj?

– Rządzi nim szejk Al-Rafid. Jest słynne i ma za sobą bogatą przeszłość.

– Naprawdę? – spytała niezobowiązująco, choć jedyne, co ją interesowało, to jak szybko mogłaby się do niego dostać i czy mają tam dostęp do szerokopasmowego internetu.

– Szejk jest bardzo zdolnym władcą. Mimo że mają nieograniczony dostęp do ogromnych złóż ropy naftowej, nie zapomina o przeszłości i tradycji swojego pustynnego plemienia. Obok najnowocześniejszych budynków, jakie można zobaczyć na Manhattanie, znajdują się tam perły arabskiej architektury. Oczywiście najpiękniejszy jest pałac Al-Rafid, ale nie można go zwiedzić, bo mieszka w nim szejk Zafik z rodziną. Bardzo chroni swoją prywatność.

– Ma szczęście, że może mieszkać w mieście. Najwidoczniej też nienawidzi wszechobecnego piachu.

– Wręcz przeciwnie. Szejk Zafik kocha pustynię. Nie zapomniał o swoich korzeniach. Każdego roku spędza samotnie tydzień na pustyni. To jest jego czas medytacji. Spoczywa na nim ogromny ciężar odpowiedzialności.

Odpowiedzialność.

Czy to nie było ostatnie słowo, jakie usłyszała od ojca, zanim znalazła się na wygnaniu?

– Ten twój szejk ma też już pewnie osiem żon i kilkudziesięciu potomków.

– Jego Wysokość jeszcze nie wybrał sobie żony. Zresztą, jego przeszłość jest dość skomplikowana.

– To pewnie i tak nic w porównaniu z moją.

– Matka szejka była uwielbianą przez wszystkich księżniczką. Niestety zmarła, gdy Zafik był jeszcze dzieckiem.

– Umarła? – Bella poczuła znajome ukłucie bólu w sercu. Ona też straciła matkę, gdy była jeszcze małą dziewczynką. Bella pomyślała nagle, że chce się dowiedzieć czegoś więcej o tym szejku. – Czy jego ojciec ożenił się ponownie?

– Tak, ale oboje zginęli w tragicznym wypadku samochodowym, gdy Jego Wysokość był zaledwie nastolatkiem.

Stracił więc dwie matki.

Bella patrzyła przed siebie zamyślona, podziwiając, jak wschodzące słońce ozłaca piaski pustyni coraz silniejszym blaskiem. Czuła jakąś dziwną bliskość z tym tajemniczym szejkiem. Był gdzieś tam, pośród tego morza pustyni, w oazie swojego złotego pałacu. Czy i on zastanawiał się, jaka była jego matka? Czy i on odkrył przypadkiem tajemnice, które nigdy nie powinny były ujrzeć światła dziennego?

Ale żal nie miał już teraz najmniejszego sensu. Przeszłości nie da się cofnąć ani odwrócić tego, co zrobiła. Przez te wszystkie godziny, które spędziła na medytacji, Bella stanowczo unikała jednego tematu.

Tematu własnej matki.

Później. Później zastanowi się nad tym wszystkim. Teraz ból był jeszcze zbyt świeży.

– Więc ten twój szejk – zaczęła, odgarniając nieposłuszne kosmyki, które opadały jej na oczy – był chyba bardzo młody, gdy został władcą.

– Miał wtedy osiemnaście lat. Ale od zawsze przygotowywano go do tej roli.

– Biedak. Miał chyba nieszczególne dzieciństwo. Chociaż raczej niczego mu nie brakowało. Dlaczego się jeszcze nie ożenił? Skoro ma ropę naftową, musi być bajecznie bogaty. A może jest tak brzydki i odpychający, że żadna go nie chce?

– Jego Wysokość niedawno skończył trzydzieści lat i jest uważany za jednego z najprzystojniejszych mężczyzn.

– Więc dlaczego? – spytała Bella, przyglądając się kątem oka wielkiej jaszczurce, która szybko sunęła po piasku w ich stronę.

– Na pewno kiedyś się ożeni, ale najwyraźniej nie ma powodów do pośpiechu.

– To zrozumiałe. Małżeństwo to może być prawdziwy koszmar. Mój ojciec żenił się trzykrotnie. Powinno mu już wystarczyć, ale kto wie... – Bella wzruszyła ramionami z niechęcią.

– Musisz pozbyć się tej złości, Bella. Nie powinnaś pozwalać, aby emocje tobą kierowały.

– Taka już jestem – odpowiedziała buńczucznie. – Spróbuj żyć w rodzinie z przyrodnim rodzeństwem, trzema matkami i ojcem takim jak mój. Może wtedy zrozumiesz, jak trudno zachować równowagę ducha.

– Właśnie wtedy, gdy życie stawia przed tobą największe wyzwania, musisz zachować równowagę. Czas poświęcony medytacji w samotności to jak prawdziwa oaza, gdy zewsząd otacza cię burza uczuć i emocji.

– Nie mam nic przeciwko kilku dniom w spokojnej oazie – mruknęła. – Palmy, basen, w którym można się wykąpać, żadnego piasku i uprzejmi kelnerzy roznoszący drinki z lodem. To całe słońce byłoby o wiele bardziej znośne, gdybym mogła cieszyć się nim pod parasolem z Margheritą w dłoni.

Atif pokręcił głową z dezaprobatą.

– Zostawię cię teraz, Bella. Spróbuj się wyciszyć. Widzimy się o dziewiątej. Joga, pamiętasz?

Joga. Och, jak wspaniale! Bella patrzyła z niemą złością za swoim przewodnikiem, który zniknął w namiocie. Mimo że słońce nie było jeszcze wysoko, wszystko się w niej gotowało. Musi znaleźć sposób, by jak najprędzej się stąd wydostać.

Odwróciła się, chcąc wrócić do swojego namiotu i obmyślić plan ucieczki, gdy nagle zauważyła coś dziwnego. Wszyscy strażnicy, którzy wcześniej kręcili się przy stajniach, nagle zniknęli. Plan powstał w jej głowie z prędkością błyskawicy. Nikt jej tutaj nie znał, ale jeśli udałoby jej się dotrzeć do stajni i wejść tam z odpowiednią dozą pewności siebie, mogłoby to wyglądać, jakby tam pracowała.

Pozwalając sobie na chwilę fantazji, zobaczyła siebie, jak pędzi na końskim grzbiecie przez pustynię. Szybko pokonała kilkaset metrów, brnąc w głębokim piachu i wysypując go konsekwentnie z sandałków. Pewnym krokiem minęła znak przy wejściu kategorycznie zabraniający wstępu osobom nieuprawnionym. Po chwili znalazła się w przestronnym i kosztownie urządzonym wnętrzu. Zdała sobie sprawę, że właściciel stajni na niczym nie oszczędzał, aby zapewnić komfortowe warunki swoim ulubieńcom. Rozejrzała się dookoła, czy ktoś nie zauważył jej wtargnięcia, ale w stajniach nie było nikogo.

Bardzo dziwne, pomyślała. Gdzie się wszyscy podziali? Wiedziała z doświadczenia, że w stajniach zawsze panuje ruch i nieustannie pracuje w nich mnóstwo osób. Jeden z koni wysunął głowę z boksu i zarżał zachęcająco. Bella podeszła bliżej.

– Jesteś tutaj sama? Witaj, moja piękna – dodała, zauważając, że ma do czynienia z wyjątkowej urody klaczą. – Jak się dziś czujesz? Odbyłaś już swoją obowiązkową sesję medytacji? Wypiłaś filiżankę ziołowej herbaty?

Koń położył pieszczotliwie łeb na jej ramieniu, a Bella poczuła się nagle o wiele lepiej. Tak dobrze, jak nie czuła się od wielu tygodni. Znajomy zapach konia uspokoił ją o wiele bardziej niż niezliczone godziny jogi i medytacji w pozycji lotosu.

– Jesteś naprawdę przepiękna – stwierdziła, wchodząc do boksu i dokładnie oglądając klacz. – Czysta arabska krew. Dlaczego ktoś trzyma cię na takim odludziu? Też masz pewnie dosyć tego więzienia. Znam to uczucie. Swoją drogą, gdzie się wszyscy podziali? Zostawili cię tutaj zupełnie samą?

Bellę nagle ogarnęło złe przeczucie. Była niemal pewna, że za chwilę stanie się coś bardzo złego. Rozejrzała się uważnie dookoła i potrząsnęła głową w zniecierpliwieniu.

– Nic się nie dzieje – stwierdziła uspokajającym tonem, odwracając się z powrotem do konia. – Jeśli czegoś się nauczyłam w ciągu tych dwóch tygodni na pustyni, to tego, że tutaj nic się nigdy nie dzieje.

Klacz przestępowała niecierpliwie z nogi na nogę, a Bella głaskała jej piękną sierść, podzielając to naturalne pragnienie wolności. Miała ochotę wsiąść na grzbiet konia i gnać przed siebie, zostawiając wszelkie nieprzyjemne myśli daleko w tyle. W sumie... dlaczego nie? A gdyby wybrała się konno do najbliższego miasta? To nie powinno być daleko. Pamiętała drogę. Mniej więcej... A gdy już tam dotrze, odeśle konia z powrotem, z podziękowaniami dla właściciela.

Miała nadzieję, że po tej eskapadzie Atif będzie na nią tak zły, że nie będzie już chciał dłużej za nią odpowiadać. Wtedy będę wolna, pomyślała z nadzieją, przygotowując już klacz do podróży. Szalona Bella, jak zwykle impulsywna i nieprzejmująca się konsekwencjami swoich działań.

– Wiesz, ludzie zawsze podejrzewają mnie o najgorsze. Nie możemy ich przecież rozczarować, prawda?

– Znowu, Zafik? Jeśli znów chcesz spędzić tydzień sam na pustyni, to zabierz ze sobą chociaż swoją osobistą straż.

– Jeśli miałbym ze sobą straż, to nie byłbym już sam, prawda, Rachid? – odparł sucho Zafik, nie patrząc na brata i nie przerywając pakowania. – To jedyny tydzień w całym roku, kiedy mogę się poczuć jak mężczyzna, a nie jak władca. Ty przejmiesz na ten czas wszystkie obowiązki.

Młodszy brat szejka zbladł, jakby nagle poczuł się przygnieciony ogromnym ciężarem odpowiedzialności.

– Może lepiej by było, gdybyś przełożył swoje wakacje? Wiesz, że negocjacje w sprawie wydobycia nowo odkrytych złóż ropy naftowej są w najtrudniejszej fazie. Oczekują, że znacznie obniżymy nasze oczekiwania.

– Więc czeka ich rozczarowanie.

– Naprawdę zamierzasz wyjechać właśnie teraz? W kluczowym momencie negocjacji? To najgorszy możliwy termin.

– Mylisz się, Rachid – zauważył Zafik, uśmiechając się podstępnie. – Wręcz przeciwnie. To najlepszy moment.

– A co zrobimy, jeśli w ogóle zrezygnują z wydobycia i przeniosą się gdzie indziej?

– Nie zrobią tego.

– Jak możesz być tego pewien? Skąd wiesz? Jak to możliwe, że zawsze wiesz, co należy zrobić? – dopytywał się Rachid, patrząc na brata z zazdrością. – Wiesz, chciałbym być taki, jak ty. Nikt nie potrafi cię przejrzeć. Nigdy nie ujawniasz innym swoich emocji – kontynuował cicho, towarzysząc bratu w drodze do stajni pełnych najlepszych koni wyścigowych.

– Nie można powiedzieć tego samego o moim ulubionym koniu – zauważył Zafik, podchodząc do jednego z boksów, z którego dochodziło niecierpliwe rżenie. – Batal nigdy nie stara się kontrolować swoich emocji.

– Prawdę mówiąc, wszyscy w stajniach się go boją.

Zafik pogłaskał pieszczotliwie swojego faworyta. Ogier nastroszył uszy i niecierpliwie przestępował z nogi na nogę.

– Mam wrażenie, że Batal potrzebuje paru dni wolności tak samo jak ja.

– Czy ty się nigdy niczym nie przejmujesz? – zapytał Rachid, zdradzając swoją frustrację. – Czy kiedykolwiek odczuwałeś niepokój i wątpliwości, które mnie towarzyszą nieustannie?

Zafik zastanowił się chwilę i cień uśmiechu pojawił się w kąciku jego ust. Mógł się przyznać bratu, że jego dzieciństwo było nieustannym treningiem poczucia odpowiedzialności i obowiązku.

– Zaufanie pojawia się stopniowo, wraz z doświadczeniem – stwierdził krótko, kładąc ramię na szyi ogiera, który momentalnie się uspokoił.

– Konie i kobiety – wyszeptał Rachid, patrząc na brata z podziwem. – Jak ty to robisz?

Zafik zignorował pytanie, siodłając Batala i sprawdzając dokładnie, czy jest gotowy do długiej podróży.

– Wrócę za pięć dni – rzucił krótko, dosiadając ogiera. – Masz możliwość, by zdobyć trochę doświadczenia w rządzeniu. Nie zmarnuj tej szansy.

Nie dając bratu ani chwili więcej na ewentualne sprzeciwy, Zafik nie powstrzymywał już dłużej Batala, który galopem opuścił stajnie, od razu kierując się w stronę pustyni.

– Widzę, że tobie też spieszno opuścić mury miasta – wymruczał Zafik radośnie, czując nagły przypływ adrenaliny, wywołany nieskrępowanym pędem na końskim grzbiecie.

Pustynia otworzyła się przed nimi, oferując schronienie przed przytłaczającymi problemami związanymi z rządzeniem krajem i opiekowaniem się młodszym rodzeństwem. Ich potrzeby, w miarę dorastania, stawały się coraz bardziej skomplikowane. Zafik był ich opiekunem i czuł się wobec nich tak samo odpowiedzialny, jak wobec wszystkich mieszkańców swojego małego państwa.

Po jedenastu wyczerpujących miesiącach wywiązywania się ze swoich obowiązków bardzo potrzebował zostawić to wszystko za sobą i cieszyć się kilkoma dniami spokoju w samotności, na które w pełni zasługiwał, a na które bardzo rzadko sobie pozwalał.

Żadnych problemów. Żadnych obowiązków.

Tylko pustynia.

Zgubiłam się.

Gorąco, pragnienie, piasek, palące słońce, pragnienie, piasek...

Czy nie powinna już dotrzeć do miasta? Jechała od kilku godzin, a krajobraz ciągle wyglądał tak samo. Chyba oszalała, myśląc, że będzie w stanie sama znaleźć drogę do miasta. Jej gardło było bardziej suche niż pustynia, serce waliło coraz słabszym rytmem, a oczy piekły ją niemiłosiernie. To, czego najbardziej w tej chwili potrzebowała, to małej oazy z zimną wodą i palmami, w których cieniu mogłaby schronić się przed nieubłaganym słońcem. Ale wokół otaczał ją wyłącznie nagrzany piasek i gorąco, które potęgowało pragnienie z minuty na minutę.

Od dawna już przestała kierować koniem, który jednak nadal szedł przed siebie, jakby dążąc ku wyraźnemu celowi.

– Przepraszam cię – wyszeptała, pochylając głowę i chowając twarz w miękkiej grzywie. – Nie dbam o swój los, ale bardzo przepraszam, że naraziłam cię na to wszystko. Szkoda, że nie mam przy sobie nawigacji satelitarnej. Zatrzymaj się już. To nie ma sensu. Powinniśmy się poddać.

Klacz zarżała krótko z dezaprobatą i nadal szła przed siebie. Bella była zbyt słaba i wykończona, aby się jej sprzeciwiać. Tak bardzo chciało jej się pić, że byłaby wdzięczna choćby za kilka kropel ziołowej herbaty, której nie znosiła. Dotarło do niej, że powinna się przygotować na śmierć. Jej ciało zostanie przysypane przez piasek i być może odkryte za kilkaset lat przez pustynnych archeologów. Czuła, jak kręci jej się w głowie i mimo krańcowego wyczerpania, uśmiechnęła się, widząc już dramatyczne nagłówki w prasie bulwarowej: „Szalona Bella Balfour zaginęła na pustyni”.

Nagle zrobiło jej się ciemno przed oczami i ostatnią rzeczą, jaką zobaczyła, zanim zsunęła się bezsilnie z konia, był ogromny czarny cień, zbliżający się do niej nieuchronnie.

Śmierć, pomyślała na wpół świadoma, i upadła na piasek bez czucia.

ROZDZIAŁ DRUGI

Zafik zeskoczył z konia i wydał mu cichy rozkaz. Ogier zatrzymał się natychmiast i stanął bez ruchu z dumnie uniesionym łbem. Rozpoznając w mgnieniu oka drugiego konia, jego niepokój obrócił się w niepohamowaną furię.

– Amira... – Jego głos brzmiał jednak łagodnie, gdy podchodził powoli do swojej ulubionej klaczy, wyciągając rękę w uspokajającym geście. – Co ty tu robisz, tak daleko, pośrodku pustyni?

Klacz pozwoliła mu przejąć lejce, które Zafik przywiązał do swojego siodła.

Później, powtarzał sobie, starając się powstrzymać narastający gniew. Ktoś za to zapłaci. Teraz jego priorytetem była ta dziewczyna.

Była najbardziej nieprawdopodobnym złodziejem rasowych koni, jakiego widział. Wystarczyło mu jedno spojrzenie na jej bawełniany kostium ze spodniami, aby się zorientować, że nie miała zielonego pojęcia o przetrwaniu na bezlitosnej pustyni. Nie miała żadnej ochrony przed palącym słońcem.

Zafik uśmiechnął się lekceważąco. Po tych wszystkich groźbach i ostrzeżeniach tylko na to ich było stać? Nie mogli znaleźć nikogo lepszego, aby ukraść jego najbardziej cennego konia?