Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2007

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Nowa siła - Sarah Morgan

Doktor Josh Sullivan jest bardzo zadowolony ze swego kawalerskiego życia. Ma piękny dom nad morzem, nieustannie otacza go wianuszek kobiet - czy jest sens cokolwiek zmieniać? Zaczyna się nad tym zastanawiać, gdy poznaje sympatyczną Kat 0'Brien. Szybko dowiaduje się, że jego nowa koleżanka z pracy jest samotną matką. Josh, który dotąd unikał odpowiedzialności, pragnie się do niej zbliżyć. Kat jednak ma złe doświadczenia z ojcem swego synka i unika mężczyzn pokroju Josha...

Opinie o ebooku Nowa siła - Sarah Morgan

Fragment ebooka Nowa siła - Sarah Morgan

dla każdej kobiety, każdego dnia…

Więcej informacji znajdziesz na

www.harlequin.com.pl

Sarah MorganNowa siła

TłumaczyłZbigniew Kasprzyca

Droga Czytelniczko!

Powitałyśmy już nowy rok, pora wrócić do zwykłego trybu życia. A może także do swych ulubionych lektur? Oto nasze styczniowe propozycje:

Szpital w dżungli (Medical Duo) – David i Solaina uciekają od miłości: oboje uważają ją za groźne uzależnienie...

Peruwiańska misja (Medical Duo) – Moriah marzy o licznejrodzinie, Blake zaś na myśl o tym dostaje gęsiej skórki.

Dom marzeń (Medical) – mało brakowało, a z powodu swej

iecierpliwości Marc straciłby ukochaną kobietę.

Nowa siła (Medical) – Kat stara się pogodzić miłość do własnego dziecka z uczuciem do mężczyzny, który nie jest jego ojcem.

Zapraszam do lektury Ewa Godycka

Harlequin.Każda chwila może być niezwykła.

Czekamy na listy! Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21

Sarah Morgan

Nowa siła

TłumaczyłZbigniew Kasprzyca

Toronto · Nowy Jork · Londyn

Amsterdam · Ateny · Budapeszt · Hamburg

Madryt · Mediolan · Paryż

Sydney · Sztokholm · Tokio · Warszawa

Tytuł oryginału: Gift of a Family

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2005

Redaktor serii: Ewa Godycka

Opracowanie redakcyjne: Małgorzata Stafiej

Korekta: Urszula Gołębiewska, Małgorzata Stafiej

2005 by Sarah Morgan

for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzeżone.

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: COMPTEXT , Warszawa

Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona

ISBN 978-83-238-3803-6

Indeks 325260

MEDICAL – 371

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Tylko popatrz na tę dziewczynę. – Josh Sullivan nie mógł oderwać wzroku od zgrabnej postaci na desce surfingowej.

W odpowiedzi Mac rzucił mu zniecierpliwione spojrzenie.

– Lepiej patrz pod nogi. Zachowujesz się gorzej niż Promyczek.

Pies biegał po plaży, radośnie oszczekując plażowiczów.

– On potrzebuje psychiatry – dokończył Mac z rezygnacją.

– Niezła laska. – Josh nie przejął się słowami brata. Z uwagą śledził poczynania dziewczyny, która lekko ślizgała się po falach. Widział jej wyciągnięte ramiona, rozwiane długie włosy i wdzięczne krągłości pod czarną, opinającą ciało pianką. Podziwiał jej styl. Była naprawdę dobra, a przy tym wyglądała bosko.

– To powinno być zabronione – rzekł do siebie, rozdeptując zamek z piasku, dzieło przejętej grupki dzieci.

Tym razem brat zareagował ostro.

– Uważaj! Jakiś dzieciak budował ten zamek godzinami. – Mac potrząsnął głową. Spojrzał na brata, po czym z niepokojem podążył za jego wzrokiem. – Powinna płynąć bliżej brzegu. Ona nie wie, jak zdradliwe są prądy w tym miejscu – powiedział z troską w głosie.

Josh w duchu rozważał, czy Mac ma w ogóle świadomość tego, jak bardzo zmienił się od czasu małżeństwa z Louisą.

– Pływa nieźle, a fala jest idealna – odparł spokojnie.

Przez chwilę korciło go, aby pobiec do domu po deskę, lecz przypomniał sobie plan dnia. Po męczącym tygodniu w szpitalu postanowił zjeść porządny lunch, a potem miał do wieczora remontować łódkę. Jeszcze raz popatrzył na fale, żałując, że doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny.

Mac też zerkał na morze.

– Tam są jakieś małolaty. Co oni, do diabła, wyprawiają?

Josh wzruszył ramionami.

– Po prostu nieźle się bawią. Wyluzuj. Sam nieraz narażałeś się dla zabawy. Teraz też flirtowałbyś na fali ze śmiercią, gdyby żona cię nie ujarzmiła.

On robił to samo. W szpitalu widział wiele nieszczęść i w efekcie nabrał przekonania, że życie jest po to, aby korzystać z każdej okazji.

Słysząc te słowa, Mac zesztywniał ze złości.

– Moja żona wcale mnie nie ujarzmiła.

Josh klepnął brata po plecach.

– Prowadzi cię na smyczy, braciszku. – Taki pełen współczucia ton zawsze wyprowadzał Maca z równowagi. – Do tego na bardzo krótkiej.

Była to ulubiona rozrywka Josha. Cieszyło go prowokowanie starszego, rozsądnego brata.

Tym razem nie musiał długo czekać. W oczach Maca pojawił się niebezpieczny błysk.

– Na smyczy? – warknął. – Louisa niczego mi nie zabrania.

Josh spojrzał na brata z politowaniem.

– Przyznaj, że tej smyczy nie czujesz. To bardzo kobieca umiejętność. – Josh wyciągnął przed siebie opalone ręce w wymownym geście. – Potrafią zarzucić pętlę i zanim się zorientujesz, już po tobie.

– Za chwilę pożałujesz! – Oczy Maca zabłysły ostrzegawczo. – Chcesz powiedzieć, że Louisa zabrania mi czegokolwiek?

– Och nie, z pewnością nie otwarcie. – Josh pogroził mu palcem, robiąc przezornie krok w tył. – Kobiety są sprytne. Ty myślisz, że to twoja suwerenna decyzja, ale one działają podstępnie, więc niczego nawet nie zauważysz. Do tej pory chodziłeś z kumplami na piwo, aż tu któregoś dnia obojętnie mijasz ulubiony pub, bo pędzisz do domu na kolację. A tam nie ma piwka. – Spochmurniał. – Za to są świece, kryształowe kieliszki i dobre wino. Co za życie!

– Całkiem niezłe – sucho stwierdził Mac, schodząc z drogi malcowi z łopatką i wiaderkiem w rączce. – Czy muszę ci przypominać, że sam lubisz dobre wino prawie tak samo jak kobiety?

– Ponadto sport i szybkie samochody – mruknął Josh, przesuwając ręką po nieogolonej brodzie. – Weźmy, na przykład, samochody. Kobiety uwielbiają przejażdżki we dwoje, lecz tak naprawdę w czasie jazdy ciągle przygładzają włosy. Gdy odwrócisz wzrok, sprawdzają w lusterku fryzurę. A po ślubie, zanim zdążysz się zorientować, już siedzisz za kierownicą czegoś, co przypomina autobus, z mnóstwem drzwi i przeróżnych patentów dla bezpieczeństwa dzieci. Ohyda!

– Mój samochód nie przypomina autobusu.

– To tylko kwestia czasu. – Josh wzruszył ramionami. – Popatrz na ten ogromny brzuch twojej żony. Takie wielkie dziecko trzeba będzie czymś wozić.

– Louisa nie jest ogromna. – Mac ściągnął brwi.

– Nie powiedziałem, że Louisa jest ogromna, ale że ma ogromny brzuch – odparł Josh przymilnie. – Nic dziwnego. To dziewiąty miesiąc.

– Wcale nie jest ogromna. – Mac zaczynał tracić cierpliwość.

– W czasopiśmie medycznym opisano przypadek matki, która zamiast jednego dziecka, urodziła dwojaczki – dokończył Josh, z trudem zachowując niewzruszony wyraz twarzy. – Tak zwane ,,przekłamanie USG''. Płody ułożyły się jeden za drugim. Horror, prawda?

Mac rzucił się na brata i powalił go na piasek.

– Następnym razem, gdy coś podobnego przyjdzie ci do głowy, trzymaj się ode mnie z daleka – wycedził przez zęby. – A jeśli zdenerwujesz Louisę takimi opowiastkami, nie odpowiadam za siebie.

Skręcając się ze śmiechu, Josh nawet nie próbował wstać. Zastanawiał się, dlaczego ojcostwo zmienia dorosłych facetów w kupę galarety. Jednak, gdy dostrzegł prawdziwe zaniepokojenie na twarzy brata, spoważniał. Widać Mac traktuje to bardzo serio.

- Żartuję – wykrztusił. – Wiesz dobrze, że nie mam zamiaru jej denerwować. Uwielbiam ją. Mac, przecież to dzięki mnie ją poznałeś. Co się z tobą dzieje?

– Nie wiem. Może to perspektywa ojcostwa? – Mac odetchnął głęboko i pomógł bratu wstać. – Wierz mi, co innego jest dodawać otuchy pacjentkom, a co innego, gdy chodzi o własne dziecko. Nie da się tego porównać. Jestem zupełnie rozkojarzony, przyznaję. – Przesunął palcami po włosach i dodał w zadumie: – Martwię się o nią, martwię się o dziecko. Zobaczysz, jak to jest, jak sam zostaniesz ojcem.

– Ojcem? Ja? – Josh otrzepywał się z piasku. Już sam dźwięk tego słowa napawał go przerażeniem. – Pieluchy, nieprzespane noce, żegnaj sportowe autko z opuszczanym dachem! Dziękuję bardzo. Ojcostwo to nie dla mnie!

Mac rzucił mu zaciekawione spojrzenie.

– Naprawdę uważasz, że jesteś na to uodporniony? Myślisz, że możesz się spotykać z każdą dziewczyną, która wpadnie ci w oko, i nigdy się emocjonalnie nie zaangażujesz?

Josh się uśmiechnął.

– Jeszcze mi się to nie przytrafiło. Relacje męsko-damskie rozwijają się według pewnych reguł. Cała sztuka to prawidłowo rozpoznać poszczególne etapy. I nie dać się złapać.

– Etapy?

– Właśnie. Na początku jest iskrzenie. Spotykasz kogoś i wytwarza się między wami chemia, która zachęca do dalszych kroków. – Josh zdjął okulary słoneczne i mrugnął znacząco do brata. – A więc posuwasz się dalej...

– Mów za siebie – rzucił sucho Mac.

– Czy to moja wina, że kobiety na mnie lecą? A więc posuwasz się o krok dalej i zaczynacie widywać się częściej. Wtedy budzi się pożądanie. I to jest najprzyjemniejszy okres znajomości. – Josh uśmiechnął się do własnych myśli.

Mac wzniósł oczy do nieba, lecz Josh nie zwracał na niego uwagi.

– W pewnym momencie, zwykle pomiędzy chwilą, gdy po raz pierwszy zostawi u ciebie szczoteczkę do zębów, a dniem, gdy zacznie tęsknie oglądać się za każdym wózkiem dziecięcym na ulicy, następuje ledwie wyczuwalna zmiana atmosfery. Nie wolno przeoczyć tego momentu, jeśli chce się jeszcze długo i szczęśliwie pozostać kawalerem. Jeśli jednak zaśpisz, zobaczysz, jak twoja luba kupuje dziecięcy fotelik do samochodu.

Kończąc ten wywód, Josh aż się wzdrygnął. Mac nie krył przerażenia.

– Josh, ty masz trzydzieści dwa lata! Nigdy się nie ustatkujesz?

Josh ujrzał w myślach swój dom, a właściwie stary, stojący na plaży opuszczony hangar, gdzie kiedyś przechowywano łodzie, który udało mu się przekształcić w luksusowe mieszkanko. Zobaczył plazmowy telewizor, podrasowany samochód i swoją łódkę. Pomyślał o ciężkiej pracy w szpitalu i o tym, że jest panem swojego losu.

– Moje życie nie wymaga zmian.

– Uważasz, że jesteś szczęśliwy? Sam sobie sterem... – Przez chwilę głos Maca brzmiał poważnie. – Naprawdę tylko tyle żądasz od życia?

Josh uśmiechnął się chytrze.

– Rzadko bywam sam. A jak już tak się zdarzy... – Leniwym ruchem założył okulary. – Mam wtedy okazję odpocząć.

Mac z rezygnacją pokiwał głową.

– Kto jest tymczasem twoją wybranką? Ostatnio nikogo nie zauważyłem.

– Aktualnie jest wakat – rzucił lekko Josh. – Ale rozważam kilka kandydatek. Lubię proces rekrutacji.

– Kiedy ty wreszcie dorośniesz?!

– Kiedy w Kornwalii nie będzie dziewczyn. Mam czas.

Josh śledził wzrokiem plażowiczkę w skąpym bikini biegnącą w kierunku morza. Mac podążył za jego spojrzeniem.

– Jesteś głęboki jak kałuża podczas odpływu.

– Ja? – Josh położył rękę na sercu i zrobił obrażoną minę. – Nikt mnie nie rozumie. Jestem pełnym poświęcenia lekarzem, który próbuje odpocząć po ciężkiej pracy. Jak pomogłem ci uporządkować sprawy sercowe, zrobiłeś się taki odpowiedzialny, że teraz wolę nie pokazywać się z tobą w towarzystwie, żeby nie stracić opinii zepsutego playboya.

– Miłość nie wybiera – zauważył Mac łagodnie, rozglądając się za psem. – Któregoś dnia przyjdzie kolej na ciebie. A wtedy będę upajał się twoim upadkiem.

Josh popatrzył tęsknie na odległy horyzont. Morze mieniło się w promieniach letniego słońca, a fale z szumem wdzierały się na piasek.

Dziewczyna na desce zbliżała się do brzegu. Patrząc na jej sylwetkę, Josh wstrzymał oddech.

– Jak, do licha, ona utrzymuje równowagę z taką figurą?

– Tak jak ty – odparł Mac obojętnie. – Za pomocą stóp i balansowania ciałem.

– Nie mam takiego ciała – stwierdził Josh. – Jej budowa nie pozwala na utrzymanie równowagi. Zgodnie z teorią względności powinna upaść do przodu.

– Teoria względności?

– Właśnie. – Josh rzucił bratu dwuznaczny uśmiech. – Rozmiar jej tyłeczka względem...

– Rozumiem. – Mac pokiwał głową z politowaniem. – Ty zawsze o tym samym, prawda? Pewnie jest głupia jak but.

– Z takim ciałem, co za różnica.

Mac wytrzeszczył oczy.

– Nie rozumiem, dlaczego do tej pory żadna baba nie podbiła ci oka.

– Ponieważ żadna mi się jeszcze nie oparła – objaśnił Josh. Z uwagą śledził dziewczynę, która zeskoczyła z deski, odgarniając mokre włosy. – Idzie w naszą stronę. Zaraz mnie zauważy. Patrz i ucz się, bracie. Zdaje się, że wakat wkrótce będzie nieaktualny. – Uśmiechnął się podstępnie.

– Udzielę jej pierwszej pomocy, gdy zemdleje na widok twojego nadętego ego. Nie bierzesz pod uwagę faktu, że możesz jej się po prostu nie podobać?

– Chyba żartujesz. – Josh skrzywił się i wyprężył pierś. – Inteligencja i odwaga. Czego jeszcze może chcieć kobieta?

Patrzył z niedowierzaniem, jak dziewczyna rzuca deskę na fale i bez jednego spojrzenia w jego kierunku ponownie oddala się od brzegu.

– Nawet cię nie zauważyła – stwierdził Mac, spoglądając na zegarek. – Twoje libido wyraźnie potrzebuje kubła zimnej wody. Idziemy do domu. Możesz u nas wziąć prysznic. Zjemy lunch, a potem wrócisz tu pucować łódkę. – Przywołał psa.

Twarz Josha pojaśniała na myśl o posiłku.

– Może Louisa przygotowała jakąś hinduską potrawę? Uwielbiam, kiedy coś takiego gotuje.

– Nie mam pojęcia. Wbrew temu, co myślisz o życiu małżeńskim, nie muszę uzgadniać z żoną, co po stawi na stole. – Mac opędzał się od psa, który tuż obok postanowił otrzepać się z wody. – Ale nie liczyłbym na hinduską kuchnię – ciągnął. – W niedzielę jest zwykle pieczeń. Louisa jest bardzo tradycyjna. Promyczek, do nogi! Siad! Siadaj, durniu!

Josh zapytywał siebie w duchu, czy na świecie istnieje kobieta, która będzie miała taki wpływ na niego, jak Louisa na Maca. Chyba nie. W wyobraźni postawił się na miejscu brata, który miał wkrótce stać się po raz pierwszy ojcem. Nie ma nic gorszego. Zgoda, czasami myślał o dzieciach, ale nigdy poważnie. Za nic nie mógł dopasować dziecka do swojego stylu życia. I z pewnością nie zamierzał niczego w nim zmieniać.

Praca na oddziale ratownictwa nie pozostawia zbyt wiele czasu wolnego, a on niemal w pełni wykorzystuje go na naprawę łodzi i windsurfing. Nie zamierza poświęcać się zmienianiu pieluch. Jego życie jest idealnie ułożone. Nie brakuje mu atmosfery rodzinnego domu, mimo że lubi odwiedzać brata, a bratowa wie, jak uwić mężowi zaciszne gniazdko.

– Cokolwiek ugotuje, będzie wspaniałe. – Josh ruszył już w kierunku wydmy, za którą znajdował się dom Maca.

Zatrzymały go krzyki dochodzące z plaży. Odwrócił się i zobaczył na wodzie grupkę deskarzy. Zmrużył oczy i ujrzał, jak wynoszą na brzeg bezwładne ciało. Mimo odległości dostrzegł, że ten człowiek krwawi.

– Zdaje się, że ktoś dostał w głowę – rzekł spokojnie.

Mac zaklął pod nosem.

– I tak wygląda mój urlop – mruknął.

Ruszyli biegiem z powrotem na plażę. Josh dotarł na miejsce jako pierwszy.

– Ja się nim zajmę. – Rzucił się na kolana obok rannego, lecz dziewczyna, której wyczyny na desce podziwiali parę minut wcześniej, była szybsza.

Joshowi wystarczyło jedno spojrzenie, aby odnotował dwa fakty. Po pierwsze, że miała rude włosy, po drugie, że była nieprzeciętnej urody. Rzucił jej uśmiech, który niezawodnie gwarantował mu zainteresowanie płci pięknej.

– Jestem lekarzem.

– Ja też – odparła obojętnie. Taki rzeczowy ton powinien zniechęcić każdego faceta. – Zasłania mi pan światło.

Josh puścił mimo uszu chichot brata, zbyt zaintrygowany dziewczyną. Widok czarnej pianki opinającej jej ciało niepokojąco podnosił mu ciśnienie krwi. Było to ciało ze snów niegrzecznych chłopców.

Nie zwracała uwagi na Josha, skupiając się na rannym. Za to on z natężoną uwagą oceniał długość jej rzęs.

Rewelacyjnie długie.

– Krwotok z rany na przedramieniu. Musiał uderzyć się o skałę. Wpadł do wody i dostał deską w głowę. Widziałam, jak to się stało – powiedziała, badając ostrożnie ranę. – Tętnica. Do diabła, ma przeciętą tętnicę.

Gdy rozpięła rękaw pianki, krew trysnęła jak fontanna, lecz ona sprawnie ucisnęła krwawiące miejsce i uniosła bezwładną rękę.

– Rana jest głęboka. Trzeba zrobić opatrunek uciskowy. – Spojrzała na stojących wokół kolegów poszkodowanego. – Dajcie mi sznurówkę i podkoszulek.

Jeden z mężczyzn zbladł i zrobił krok do tyłu.

– To tylko krew – powiedziała ostrym tonem. – Szybko. Muszę zatamować krwotok. Ruszcie się!

Ktoś podał jej koszulkę. Dziewczyna wprawnym ruchem podwiązała ramię mężczyzny, po czym zajęła się raną na głowie.

Josh przesunął ręką po włosach. Docierało do niego, że oto po raz pierwszy w życiu w sytuacji wymagającej interwencji medycznej traktowany jest jak statysta. Bacznie wypatrywał najmniejszego błędu w działaniach pięknej lekarki, w każdej chwili gotów wkroczyć do akcji. Niestety, robiła wszystko sprawnie i nie potrzebowała jego pomocy.

– Czy pan mnie słyszy? – Jej głos był opanowany. – Jak pan się nazywa?

Mężczyzna skrzywił się i jęknął.

– Moja głowa...

– Już zajęłam się głową i ręką. – Jej smukłe palce badały czaszkę. – Proszę podać imię i nazwisko.

Ranny zamknął oczy, a ona pochyliła się niżej.

– Pan pił – stwierdziła z niesmakiem i obrzuciła ostrym spojrzeniem jego kolegów. – Pił przed wejściem do wody? – spytała.

– Odrobinę – odezwał się jeden z towarzyszy rannego. Był wyraźnie zakłopotany.

– Odrobinę? – Lodowate spojrzenie dziewczyny zbiło go z tropu. – Niech ktoś zadzwoni po karetkę. Trzeba go zabrać do szpitala. Nie potrafię ocenić, na ile jego stan to wina urazu. Jak on się nazywa?

– Dave. – Jeden z chłopaków wzruszył ramionami. – Wypił tylko dwa piwa.

– Przed wejściem do wody? Zdaje się, że nie wiedział, co robi. I wy też – rzekła z naganą w głosie, a potem zwróciła się do rannego. – Dave, założę panu opatrunek i zabierzemy pana do szpitala. Zrobią tam panu prześwietlenie i pozszywają co trzeba. Następnym razem niech pan pamięta: można pić albo pływać, lecz nie wolno robić obu tych rzeczy naraz. Potrzebuję jeszcze jedną koszulkę. Muszę opatrzyć ranę głowy.

Wreszcie dostrzegła Josha. Popatrzyła mu prosto w oczy i zamarła w bezruchu. Jej źrenice się rozszerzyły, a nieznana siła na moment złączyła ich spojrzenia.

Josh uważał się za wytrawnego znawcę kobiecej duszy i ciała, lecz teraz przyznał w duchu, że jeszcze nigdy nie widział tak pięknych oczu. Był jak zahipnotyzowany. Ona też nie odrywała od niego wzroku.

Mac przerwał to milczenie.

– Tu ziemia, tu ziemia. Wzywam wszystkich lekarzy...

Dziewczyna opuściła powieki. Jej policzki zaróżowiły się, ale nie z powodu gorącego, sierpniowego słońca.

– Czy ma pan może coś, czym można by opatrzyć tę ranę?

Josh miał trudności z koncentracją.

– To znaczy...?– zaczął niepewnie.

– Zdejmij koszulkę, Josh. – Uprzejmie podpowiedział mu Mac. – Trochę ochłoniesz. Wyglądasz, jakby było ci za gorąco.

– A może ty oddasz swoją?

– To prezent urodzinowy od Louisy – bronił się Mac. – Zresztą mnie nie jest gorąco.

Josh zaklął cicho i zdjął koszulkę. Nie bez satysfakcji zauważył, że dziewczyna podziwia jego muskularny tors.

Oceniał ją wzrokiem. Bogate doświadczenie z kobietami nieomylnie mu podpowiadało, że jest przedmiotem zainteresowania, a ta kobieta o zielonych oczach tylko udaje obojętność. Odczuwał wzajemne zauroczenie niemal jak fizyczne przyciąganie i wiedział, że ona też zdaje sobie z tego sprawę.

Po chwili nadjechała karetka.

– Ogólny stan oceniam na średnio ciężki. – Dziewczyna przekazywała wywiad zgodnie z procedurą. – Duży upływ krwi z tętnicy. Podajcie kroplówkę. Rana nadgarstka. Konieczna tomografia czaszki. Pacjent jest pod wpływem alkoholu. Nie zapomnijcie powiadomić o tym lekarza dyżurnego. – Josh podziwiał sprawność, z jaką wkłuła się w żyłę i umocowała wenflon. Następnie dała znak ratownikom. – W porządku. Teraz wasza kolej. – Gdy podnosiła się z kolan, jej mokre włosy błysnęły jak płomień.

Wyczekując chwili, gdy będzie mógł zamienić z nią dwa słowa, Josh zajął się rozmową ze znajomym ratownikiem, lecz chwilę później daremnie szukał jej wzrokiem. Zniknęła.

Zmarszczył czoło i rozejrzał się uważnie po plaży.

– A niech to diabli! – syknął.

Mac klepnął go po plecach.

– Cóż, bracie, katastrofa. Po raz pierwszy kobieta nie zwróciła na ciebie uwagi. Chyba sobie tego nie darujesz?

– Na pewno mnie zauważyła. – Josh nie przestawał się rozglądać. Przecież ona musi gdzieś tu być. Niepodobna tak rozpłynąć się w powietrzu. – Wiem, że wpadłem jej w oko.

Gdzie ona się podziała?

– I dlatego została tu chwilę dłużej, aby pogłębić tę znajomość – zażartował Mac. – Spójrz prawdzie w oczy, braciszku. Tym razem to ona odchodzi. Widziałem jej twarz, gdy próbowałeś to swoje ,,Jestem lekarzem''. Nie była pod wrażeniem. ,,Ja też. Zasłaniasz mi światło''. – Mac parsknął śmiechem. – Przy tym była naprawdę diabelnie sprawna. Nieźle byłoby mieć ją na oddziale. To dopiero wyjątek. Kobieta, która ciebie nie dostrzegła.

Josh zmrużył oczy, wspominając jej spojrzenie.

– Zauważyła mnie – stwierdził spokojnym głosem.

– Nie chce jednak podtrzymywać tej znajomości. – Mac nie przestawał drwić z brata. – Ale poza figurą, trzeba przyznać, niesłychaną, nie jest w twoim typie. Po pierwsze, potrafi zbudować poprawnie zdanie. Po drugie, jest lekarką, i to niezłą. A ty nie umawiasz się z lekarkami.

– Tylko dlatego, że nie znoszę rozmów o pacjentach przy kolacji. – Josh westchnął. – Bardziej interesują mnie przedstawicielki innych zawodów.

Ale nie wahałby się zrobić wyjątku dla dziewczyny o zielonych oczach.

Mac rzucił bratu złośliwe spojrzenie. Ruszyli do domu.

– Nie wiedziałem, że tak ważna jest dla ciebie konwersacja. Twoje akcje rozgrywają się w pościeli.

Josh skrzywił się.

– Masz rację. To najlepsze miejsce.