Ostatni upadek - Magdalena Zimniak - ebook + audiobook + książka
NOWOŚĆ

Ostatni upadek ebook i audiobook

Magdalena Zimniak

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Magdalena Zimniak po raz kolejny zabiera czytelników w fascynującą podróż po ciemnych zakamarkach ludzkiego umysłu.

Gdy popularna pisarka Adrianna Leman odkrywa, że jej tożsamość jest oszustwem, postanawia rozpocząć życie od nowa. Rezygnuje ze znanego nazwiska i wyprowadza się z rodzinnego Gdańska. W nowym miejscu czuje, że odnalazła sens i z nadzieją patrzy w przyszłość. Sielanka jednak nie trwa długo.

Policja dostaje zawiadomienie o ciele kobiety znalezionym na placu budowy, a dziecko ofiary znika bez śladu. Nadkomisarz Krystyna Farkas z ekipą rozpoczyna poszukiwania. Czy za śmiercią pisarki i zaginięciem jej córeczki stoi ktoś z przeszłości, która Ada chciała zostawić za sobą?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 400

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 5 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Kamila Brodacka

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dla Pawła –

najlepszego męża, jakiego znam.

Od autorki

 

Powieść, którą oddaję w Państwa ręce, jest powiązana z dwiema poprzednimi książkami, ale można ją czytać bez ich znajomości. W Kształcie demona (wyd. 2024) po raz pierwszy pojawia się ekipa nadkomisarz Krystyny Farkas, natomiast Pęknięta kra (wyd. 2025) jest opowieścią o bliźniaczkach Brzozowskich. Jeśli Państwo jej nie czytali, a chcieliby przeczytać, warto by zacząć od niej. Jeśli zostawią Państwo Pękniętą krę na później, główne wydarzenia będą Państwo już znali.

Cokolwiek Państwo zdecydują, życzę zadowolenia z lektury!

Prolog

Ada

– Test ciążowy poproszę.

Od jakiegoś czasu dziwnie się czuję. Poranne mdłości, zawroty głowy, nawet wymioty. Przestałam łykać tabletki, chociaż nie uzgodniłam tego z Mirkiem. Mój mąż od dawna przebąkiwał o dziecku, więc gdyby się zdarzyło, byłby zachwycony. Ja również powinnam być. Tyle że nie pamiętam, kiedy i dlaczego odstawiłam antykoncepcję. To nie była świadoma decyzja. Zamiast nadziei czuję niepokój.

– Czternaście złotych.

Uśmiechnięta aptekarka podaje mi paczuszkę z obrazkiem słodkiego dzidziusia. Wyciągam kartę, płacę i wsuwam test do torebki. Kieruję się w stronę domu, gdy nagle zmieniam zdanie. Idę do kawiarni, w której czasem siadam, wypijam kawę i szukam natchnienia, przyglądając się ludziom. Rzucam spojrzenie na salę i przemykam do toalety. Zapewne nie jestem jedyną, która podczas spaceru biegnie do kawiarnianej łazienki i nic nie zamawia, ale kelnerzy mnie znają, niektórzy nawet czytają moje książki. Nie pogadamy. Nie tym razem. Zamykam się w kabinie i studiuję instrukcję. Wszystko jest: pojemniczek, pipetka, sam test. Kładę go na podłodze, bo nie ma innej równej powierzchni. Nanoszę cztery krople moczu do odpowiedniego okienka i czekam. Już po upływie minuty są dwie kreski. Stoję jednak nadal i patrzę na wynik, jakbym się bała, albo miała nadzieję, sama już nie wiem, że się zmieni. W końcu chowam go do torebki i biegnę do samochodu zaparkowanego przed domem.

Pogrążony w pracy Mirek nie zauważy, że odjeżdżam. Okno w jego gabinecie wychodzi na morze. Jakkolwiek by to brzmiało, najpierw muszę porozmawiać z rodzicami. Ja, prawie trzydziestoletnia kobieta, mężatka od kilku lat. W głowie mi szumi, przychodzą obrazy, z którymi nie wiem, co mam zrobić. Spieszę się. W instrukcji jest napisane, że jeśli minie więcej niż dziesięć minut, wynik nie jest już wiarygodny. Na szczęście nie ma korków. Jestem w ogrodzie rodzinnego domu po dziewięciu minutach. Dziewięciu minutach od wyjścia z kawiarni, więc to pewnie już za późno. Nadal widać dwie kreski. Podaję mamie, która wyszła do ogrodu, gdy tylko zobaczyła, że podjeżdżam. Ma na sobie sprane dżinsy i starą koszulkę. Gdzie podziały się czasy, gdy dbała o siebie? Patrzy na test, przenosi na mnie spojrzenie.

– Kochanie.

Uśmiecha się, ale z wysiłkiem. Tak nie reaguje kobieta, która jest szczęśliwa, że niedługo zostanie babcią.

– Muszę wiedzieć.

Nie pyta co.

– Chodźmy do domu.

Sadza mnie przy stole, parzy herbatę. Wdycham zapach, gdy stawia przede mną filiżankę. Pamiętam go z dawnych czasów. Zimowa, z imbirem, goździkami, miodem i pomarańczą. Kojarzy mi się z domem, bezpieczeństwem i moją siostrą. Coś jest nie tak. Bardzo nie tak. Może to hormony.

– Co chcesz wiedzieć?

– Wszystko – mówię, chociaż to nic nie znaczy.

Ojciec wchodzi do domu obładowany zakupami.

– Co się stało?

– Jestem w ciąży – oznajmiam.

Uśmiecham się szeroko, aż bolą mnie szczęki. Tata stawia torby na ziemi, podchodzi i mnie przytula.

– Będę dziadkiem!

Udaje. Wcale się nie cieszy. Chwytam strzępy obrazów, w głowie brzmią zapomniane słowa.

– Musimy jechać na cmentarz – mówię.

– Na grób Agnieszki – dopowiada mama.

Wstrząsam się. Chcę powiedzieć, żeby mama nie żartowała w ten sposób. Tylko że to nie żart. Muszę jeszcze raz usłyszeć prawdę. Teraz nie jestem ważna, nawet Agnieszka nie jest ważna. Tylko dziecko.

– Tak.

 

Siadam ostrożnie na brzegu cmentarnej ławki.

Agnieszka Brzozowska, żyła lat dziewiętnaście. Zginęła śmiercią tragiczną czwartego czerwca dwa tysiące czternastego roku.

Każde słowo jest jak sztylet, a przecież nie jestem zdziwiona. Czytam najpierw po cichu, potem powtarzam na głos.

– Opowiedz – zwracam się do taty.

Ojciec mówi zmęczonym głosem. Historia jest ta sama. Zawsze ta sama. Moja bliźniaczka zginęła w górach, zepchnięta z dachu przez mężczyznę, w którym byłam zakochana. Otwieram usta, żeby powiedzieć, że może to ja ją zabiłam, ale zatrzymuję słowa. Mówiłam to już tyle razy i rodzice zawsze przekonywali mnie, że to niemożliwe. W tej chwili nie liczy się nawet to, że być może zamordowałam osobę, którą kochałam najbardziej na świecie. Teraz ważne jest tylko to miniaturowe życie we mnie. Myślę dziś na tyle jasno, że dotykam kwestii zazwyczaj ukrytych tak skrzętnie, że nie zdaję sobie sprawy z ich istnienia.

– Czy ja… czy… czy mam rozdwojenie jaźni?

Przecież wiem.

– Czasem grasz rolę Agnieszki. Jedziesz do Warszawy i prowadzisz jej życie.

Wiem, jakie życie prowadzi moja siostra – czy też ja – w Warszawie, a przynajmniej znam jego wycinki. Jeszcze dziś rano uważałam, że znam je z opowiadań. Coś ściska mnie w krtani. Podwójne życie. Jeden partner siostry, drugi mój.

– Nie wiem, kto jest ojcem.

Rodzice się nie odzywają, niepewni, jakich użyć słów.

– Macie przy sobie jakiś długopis?

Mama wyciąga z torebki pióro, które dostała od ojca w dawnych, zapomnianych czasach, i mi podaje. Rozwieram lewą dłoń i piszę. Jak najszybciej zrobię sobie tatuaż. Gdybym zapomniała, będę miała to wyryte na zawsze.

Nazywam się Adrianna Brzozowska. Moja siostra Agnieszka zginęła 4 VI 2014 r. Jest pochowana na Cmentarzu Oliwskim.

Pokazuję rodzicom.

– Teraz nazywasz się Leman – mówi mama cicho.

– Chcę wrócić do poprzedniego nazwiska. Załatw to z Mirkiem, proszę. Muszę skoncentrować się na dziecku. Zatrzymam się u was kilka dni, a potem pojadę do Warszawy. Chcę być samodzielna.

– A terapia? – przypomina tata.

– Aniela kogoś mi poleci.

Aniela jest moją terapeutką i wie o mnie wszystko albo tyle, ile byłam w stanie jej powiedzieć. Rodzice uzupełnili braki.

– Dziecko potrzebuje ojca.

Patrzę w oczy taty, twarde mimo troski. Sama czuję się twarda.

– Wiem, że najlepiej, kiedy ojciec uczestniczy w życiu dziecka. Dlatego kiedy już urodzę, zrobimy badania i zbadamy ojcostwo. Na razie muszę – czuję, że za chwilę się rozsypię, więc kończę szybko – dojść do ładu ze sobą.

Rodzice, przyzwyczajeni do ulegania mi, zawożą mnie do swojego domu. Jeszcze tego samego dnia idę do fryzjera, obcinam włosy krótko i proszę o zafarbowanie na rudo. Nie ma śladu po blondynce ze starannie wyprostowanymi pasmami. Włosy układają się w fale. Nie będzie długich loków, jakie nosiłam jako Agnieszka.

Umawiam się z tatuatorem za dwa dni.

Nazywam się Adrianna Brzozowska. Moja siostra Agnieszka zginęła 4 VI 2014 r. Jest pochowana na Cmentarzu Oliwskim. To będzie tatuaż na prawej ręce. Zastanawiałam się, co umieścić na lewej. Napis o ciąży nie miałby sensu, bo za dziewięć miesięcy będzie nieaktualny. W końcu decyduję się na: Życie jest piękne. Mam dziecko.

Kiedy poznam już płeć, każę wytatuować imię.

 

Już nie śpię, ale na razie tylko przekręcam się na drugi bok. Chcę jeszcze chwilę poleżeć, chociaż jest mi niedobrze. Widocznie wczoraj zjadłam coś nieświeżego. Zadzwonię dziś do Agnieszki i umówię się z nią w naszym sekretnym domu w Zakopanem. Tęsknię za nią. Otwieram oczy i siadam zdezorientowana. Jestem w pokoju, który dzieliłam kiedyś z bliźniaczką. Nie to jednak ścina mi krew w żyłach. To kartki porozwieszane na ścianie:

 

Nazywam się Adrianna Brzozowska. Moja siostra Agnieszka zginęła 4 VI 2014 r. Jest pochowana na Cmentarzu Oliwskim.

Jestem w ciąży. Gdy urodzę, zrobię badania i dowiem się, czy ojcem jest Mirek, mój mąż, czy Bartek, mężczyzna, którego uważałam za partnera Agnieszki.

Cierpię na rozdwojenie jaźni. Żyję życiem swoim i Agnieszki.

 

Cały pokój w tych kartkach. Kładę ręce na brzuchu. Tak, jestem w ciąży. Pamiętam test i jego wynik. Cała reszta to manipulacja, chociaż charakter pisma jest mój. Sięgam po telefon, żeby zadzwonić do siostry, ale widzę, co nabazgrałam na dłoni. Czytam. Przenoszę wzrok na drugą rękę.

Pędzę do łazienki i wymiotuję. Podnoszę się i patrzę na obcą rudą kobietę w lustrze. Myję krótko zęby i wciągam na siebie wczorajsze ubranie. Zbiegam na dół.

– Zawieź mnie na cmentarz – rzucam w kierunku mamy. Przyglądam się jej pooranej zmarszczkami, przedwcześnie postarzałej twarzy i dodaję: – Albo sama pojadę. Przepraszam za ten rozkazujący ton.

Mama wstaje. Jeśli ktoś mną manipuluje, to nie ona.

– Chętnie się przejadę.

Na cmentarzu nic nie zmieniło się od ostatniej wizyty. Nigdy się nie zmienia.

– Jesteś dziś umówiona z Anielą – przypomina mama.

– Tak. Dziękuję.

Mama waha się, zanim wypowiada następne zdanie:

– Nie wiem, czy… Wydaje mi się, że nie powinnaś przeprowadzać się do Warszawy. Tu jesteśmy przy tobie, a tam będziesz zdana tylko na siebie.

– O to chodzi. Muszę być samodzielna.

 

Proszę Anielę o polecenie kogoś w Warszawie. Psychoterapeutka wstaje i grzebie w szufladzie. W końcu wraca i podaje mi wizytówkę.

– Wanda prowadzi gabinet hipnozy. To kontrowersyjna terapia, szczególnie przy dysocjacyjnych zaburzeniach tożsamości, ale odnosi sukcesy. W trakcie hipnozy można dotrzeć do traumatycznych momentów i rozprawić się z nimi.

Wiem, co to dysocjacyjne zaburzenie tożsamości. To ja i Agnieszka w jednym ciele. Nie obchodzi mnie, na czym polega kontrowersja. Wolę dowiedzieć się, że zabiłam siostrę, niż budzić się codziennie, sądząc, że ona żyje, albo spędzać życie jako ona. Nie chcę już być chora psychicznie, chociaż wcześniej to było wygodne. Kiwam głową.

– Porozmawiasz z tą terapeutką o mnie?

– Tak.

 

Gdy jestem już przed drzwiami gabinetu, uświadamiam sobie, że konieczny jest trzeci tatuaż. Trzecia informacja, żebym wiedziała, gdzie szukać. Podaję miłemu mężczyźnie dwie kartki z propozycjami tatuaży. Zanim zdąży spojrzeć, wskazuję na nadgarstek.

– Chcę jeszcze jeden napis, tutaj – mówię z uśmiechem, którym udaje mi się oszukiwać naiwniaków.

– Co ma na nim być, Ado? – pyta spokojnie.

– Zaraz wrócę. Na chwilę jeszcze pójdę do toalety. Wiesz, jestem w ciąży – dodaję tonem wyjaśnienia i podnoszę się, nie patrząc na niego.

Nagle nachodzą mnie wątpliwości. Moja tożsamość się rozmazuje. Idę swobodnym krokiem i dopiero gdy zamykam za sobą drzwi kabiny, zaczynam się trząść. Podciągam sukienkę, rozwieram szeroko nogi i przyglądam się znakowi szczególnemu. Wracam biegiem, jakbym się bała, że za chwilę zapomnę.

– Jesteś w ciąży? – upewnia się tatuator, podnosząc na mnie spojrzenie znad kartek. – Nie wiem, czy…

Kręcę głową.

– Chwileczkę.

Piszę szybko.

Po wewnętrznej stronie prawego uda mam znamię.

Podaję kartkę mężczyźnie.

– Posłuchaj – mówi poważnie, nie patrząc, co napisałam. – Jeśli jesteś w ciąży, wolałbym nie wykonywać żadnych tatuaży. Pomimo wszelkich środków ostrożności, które stosuję, pozostaje ryzyko.

Słyszałam o ryzyku poddawania się tatuażom w ciąży i okresie karmienia. Dlatego wybrałam gabinet, który został uznany za najbezpieczniejszy. O którym czytałam na forum, który kobiety w ciąży odwiedzały i polecały. Pokazywały zdjęcia swoich bobasów. Zdrowych. Ryzyko w gruncie rzeczy nieudowodnione.

– W moim przypadku największym ryzykiem byłoby, gdybym zapomniała, kim jestem. Wiem, że masz produkty, które nie zawierają parabenów, ftalanów i retenoidów. Wiem, że przestrzegasz zasad higieny. Czytałam wpisy kobiet…

– Jesteś pewna, że narażenie dziecka na nieprzebadane pod tym względem substancje jest dobre? – przerywa mi tatuator. – Tusze przechodzą do krwiobiegu. I co z tego, że czytałaś wpisy kobiet, którym się udało? Na pewno są też kobiety, które piły i paliły w ciąży, a urodziły zdrowe dzieci. Tyle tatuaży – wskazuje na kartki – tyle liter? Ból i stres matki też szkodzą dziecku.

Osuwam się na fotel, który był dla mnie przygotowany.

– To co mam zrobić? – pytam jak idiotka. – Nie mogę zapomnieć.

Tatuator przygląda mi się ze współczuciem.

– A co najbardziej sprawi, że będziesz pamiętać?

– Nie wiem – mówię z rozpaczą. Wszystko wydaje mi się ważne. Najważniejsze, żebym wiedziała, kim jestem. Będę pisała kartki. Będę rozkładała je wokół siebie. Będę… – To znamię.

Tak, znamię nie pozostawi wątpliwości. Agnieszka go nie miała.

– Dobrze. W takim razie pstryknij zdjęcie, a ja postaram się wykonać tatuaż jak najdelikatniej. Może zrobię sam obwód?

Kiwam głową i znów idę do łazienki.

 

Noc mija bez koszmarów, chociaż świeża rana boli. Rano załatwiam nowy numer telefonu. Nie mogę rozmawiać z Mirkiem. Później. Później też spotkam się z Bartkiem – partnerem mojej siostry. To znaczy z moim, kiedy grałam jej rolę. Przez internet wynajmuję mieszkanie w Warszawie. Właścicielka zgadza się zrobić to na odległość, bo wpłacam sporą zaliczkę. Umawiam się na podpisanie umowy i przekazanie kluczy za trzy dni. Mam nadzieję, że to nie będzie żadne oszustwo, a nawet jeśli, trudno. Najwyżej przenocuję kilka razy w hotelu.

Decyduję sie na dwa pokoje – myślę już o czasach, gdy dziecko będzie spać w osobnym pomieszczeniu, a poza tym mam sporo pieniędzy na koncie.

Przyjaciółka Anieli znajduje dla mnie czas już w kolejną środę.

 

Piszę powieść, którą wydam pod panieńskim nazwiskiem. Tak jakby debiut. Nikt nie ma prawa powiązać mnie z Adrianną Leman, autorką dziewiętnastu książek.

 

Nazywam się Adrianna Brzozowska. Moja siostra Agnieszka zginęła 4 VI 2014 r. Jest pochowana na Cmentarzu Oliwskim.

 

Piszę to, aż przestaję rozumieć, o co chodzi.

Część pierwsza.Zaginione dziecko

Rok później

Emilia

Źle się czuję. Często źle się czuję, ale zazwyczaj znajduję energię, żeby żyć. Od soboty rano boję się jednak tak bardzo, że przeszkadza mi to w codziennych czynnościach. Nie wzięłam prysznica wczoraj ani dzisiaj. Nie posmarowałam twarzy kremem. Nie uczesałam się. Siadam do stołu z mężem, ale nie jestem w stanie jeść.

– O co chodzi? – zapytał w sobotę przy obiedzie, widząc, że rozgrzebuję jedzenie na talerzu.

– Nic. – Uśmiechnęłam się. – Trochę boli mnie żołądek.

Powinnam postarać się bardziej. Wystarczy, że ja umieram w środku. Nie będę przerzucać tego na niego.

Podczas kolejnych posiłków wypełniałam już usta jedzeniem, a potem szłam do łazienki i wypluwałam wszystko do muszli klozetowej. Robert i tak wie, że nie mówię mu prawdy, ale nie naciska. W przeszłości próbował i nie prowadziło to do niczego dobrego.

Gdybym umarła naprawdę, to już by nie bolało. Pokusa pojawia się i znika natychmiast. Nie mogę umrzeć. Mam córkę i wnuczkę. O mężu prawie nie myślę, chociaż gdyby mnie zabrakło, ta siła, z którą mnie podtrzymuje, załamałaby się, runęła. Z Roberta nie byłoby co zbierać.

Ponownie wybieram numer Ady. Ponownie nie odbiera. Nie odbiera od soboty i nie oddzwania, a dziś jest poniedziałek. Od kiedy przeprowadziła się do Warszawy, to się nie zdarzyło. Wychodzę do ogrodu, żeby Robert nie słyszał mojej rozmowy. Odszukuję kontakt. Współlokatorka Ady jest miłą dziewczyną i dała mi numer od razu, kiedy ją poprosiłam. Miałam nadzieję, że nigdy nie poczuję potrzeby, żeby z niego skorzystać.

– Halo? – słyszę jej dziewczęcy głos. Mam wrażenie, że jest w nim strach.

– Dzień dobry, pani Marto – staram się mówić spokojnie. – Tu Emilia Brzozowska. Mama Ady.

– Dzień dobry. Wiem, pani Emilio. Mam zapisany pani telefon.

– Czy widziała się pani dzisiaj z moją córką?

Zalega cisza. Serce rozsadza mi klatkę piersiową.

– Nie – odpowiada w końcu Marta. – Nie widziałam jej od piątku.

– Co?

– W sobotę miała przyjechać do Karbowa. Próbowałam się z nią skontaktować, ale nie odbierała. Zadzwoniłam nawet na policję.

– Boże.

To jedyne, na co mnie stać. Nadal trzymam telefon przy uchu, jakbym miała nadzieję, że współlokatorka mojej córki powie coś, co odkręci jej wcześniejsze słowa.

– Proszę się nie martwić. Jestem pewna, że jest wytłumaczenie.

Rozłączam się. Opanowuję się na tyle, żeby wstać i iść do Roberta. Siedzi przed komputerem, coś sprawdza. Minimalizuje obraz, gdy wchodzę.

– Nie wiem, gdzie jest Ada.

Jego twarz blednie.

– Co to znaczy?

Ton nadal jest spokojny. Panowanie nad głosem doprowadził do perfekcji. Osuwam się na fotel i kiwając się w przód i w tył, opowiadam o rozmowie ze współlokatorką naszej córki.

– Dzwoniłaś do Mirka?

Patrzę na Roberta szeroko otwartymi oczyma. Może Ada rzeczywiście wróciła do męża. Może dostała już wyniki badań na ojcostwo i doszła do wniosku, że dziecko powinno dorastać w pełnej rodzinie. Biorę komórkę, wybieram numer zięcia. Zgłasza się natychmiast.

– Czy Ada jest z tobą? – pytam bez wstępów.

– Nie – odpowiada i czeka.

– Widziałeś ją ostatnio?

– W czwartek pojechałem, żeby pobrali ode mnie wymaz do tego testu na ojcostwo. Wtedy…

– Wiem – przerywam mu. – Widziałeś ją potem?

– Nie. Wtedy byliśmy w kawiarni, może jakieś pół godziny, czterdzieści minut. Dlaczego… – Zawiesza głos.

– Mówiła ci o swoich planach na weekend?

– Chyba miała pojechać do matki swojej współlokatorki. Cieszyła się na to. Ale…

– Nie mamy z nią kontaktu. Nie pojechała do matki Marty. Damy ci znać, jeśli czegoś się dowiemy. Gdyby się z tobą skontaktowała, powiedz nam.

Nie słucham jego zapewnień, rozłączam się bez pożegnania.

– Bartek – mówię i wybieram kolejny numer.

– Halo?

W głosie Bartka brzmi oczekiwanie. Pewnie sądzi, że przekażę mu teraz wiadomość, kto jest ojcem dziecka Ady.

– Czy miałeś ostatnio kontakt z Adą?

– W czwartek rozmawialiśmy, bo…

– Wiem. – Ta rozmowa przebiega identycznie jak poprzednia. Coś muszę zmienić, może rezultat będzie inny. – Później. Po piątku.

– Nie. Agnieszka powiedziała, że…

– Ada! – mówię ze złością.

Nienawidzę, gdy miesza imiona. To nie jego wina, ale i tak tego nienawidzę.

– Tak. Przepraszam. Ada powiedziała, że poinformuje mnie, gdy już będzie wynik.

– Dobrze. – Nic nie jest dobrze. – My też nie mamy z nią kontaktu. Jej współlokatorka również nie. Damy ci znać, jeśli czegoś się dowiemy. Gdybyś otrzymał od niej wiadomość, powiedz nam.

Nawet się nie rozłączam. Telefon wysuwa mi się z palców i upada na podłogę.

– Skontaktuję się z Białkowskim – mówi Robert.

Miłosz Białkowski, prywatny detektyw, który informował nas, co się dzieje z Adą, gdy znikała na długie miesiące. Miałam nadzieję, że nigdy już nie będziemy musieli korzystać z jego usług. Kiwam głową, a mój mąż sięga po swoją komórkę.

Nadkomisarz Krystyna Farkas

Krystyna uśmiechnęła się do Zbyszka, otwierając drzwi taksówki.

– Na pewno nie chcesz, żebym poszedł z tobą? – spytał niepewnie.

Wzruszała ją jego nieśmiałość, którą przejawiał tylko w kontaktach z nią i tylko czasami.

– Nie, nie – odpowiedziała. – Muszę trochę ogarnąć mieszkanie po tygodniowej nieobecności. – Uniosła rękę, widząc, że Zbyszek zamierza protestować. – Sama. Zobaczymy się jutro w pracy.

Pocałowała go w usta i wysiadła. To były najlepsze wakacje w jej życiu, chociaż trwały tylko tydzień. Wyspa Santorini przed sezonem jawiła się jak raj. Grecy niewiele mówili po angielsku, ale ich gościnność urzekła Krystynę. To samo dotyczyło widoków i starożytnej historii, a nawet kąpieli w morzu, które o tej porze roku nie było jeszcze bardzo ciepłe. Najbardziej jednak podobało jej się, że Zbyszek był przy niej cały czas. Niekiedy wyobrażała sobie nawet, że są małżeństwem. No ale urlop się skończył i kilka spraw należało przemyśleć.

Zbyszek, podobnie jak Krystyna, zaliczył jedno małżeństwo. Tylko że on miał dziesięcioletnią córkę i to Krystynę przerażało. Sąd pozwolił mu zajmować się dzieckiem co drugi weekend i przez miesiąc wakacji. Czasem negocjował z byłą żoną więcej widzeń. Początkowo Krystyna nie chciała poznać dziewczynki, twierdząc, że podczas chwil z ojcem Maja nie powinna z nikim dzielić się jego obecnością. Jakieś dwa tygodnie przed wakacjami dała się jednak namówić na wspólny weekend ze Zbyszkiem i jego córką. Maja okazała się uroczą dziewczynką i Krystyna ją polubiła, ale nadal czuła się przerażona, prawie bezbronna. Dlatego zdecydowanie przeciwstawiła się prośbie partnera, żeby zamieszkali wspólnie. Myśl o dwóch weekendach w miesiącu pod jednym dachem z dzieckiem skutkowała paniką. Przez tydzień greckich wakacji panika ucichła, ale teraz wróciła. Była jednak zbyt zmęczona, żeby się nad tym zastanawiać. Nawet się nie rozpakowała. Wzięła prysznic i zasnęła natychmiast, gdy wślizgnęła się do chłodnej pościeli.

Wstała przed budzikiem nastawionym jak zwykle na szóstą. Zjadła śniadanie i przejrzała internet. Nie znalazła niczego, co by ją zaciekawiło, ale skrollowanie telefonu w jakiś sposób uspokoiło rozedrgane nerwy.

Na komendzie była już aspirantka Ewa Robińska, która powitała Krystynę szerokim uśmiechem.

– Dzień dobry, Krysiu. Jak dobrze, że jesteś.

Krystyna obrzuciła dziewczynę spojrzeniem.

– Wolałabym jeszcze być na wakacjach. Ale zapraszam do mojego pokoju. – Rysy nadkomisarz zmiękły. – Cieszę się, że cię widzę.

– Dobrze ci było, co?

Ton aspirantki był porozumiewawczy. Krystyna nie rozmawiała z młodszą koleżanką o nowym partnerze, ale zdawała sobie sprawę, że jej związek z informatykiem jest tajemnicą poliszynela. Akurat z Ewą może kiedyś porozmawia. Nie teraz.

– Dobrze – odpowiedziała sucho. Nie chciała być niemiła, nie w stosunku do Robińskiej. – Coś ciekawego się wydarzyło?

Ewa się zawahała.

– W robocie dosyć spokojnie.

Krystyna uśmiechnęła się tak ciepło, jak potrafiła, chociaż w okazywaniu życzliwego zainteresowania nie czuła się zbyt mocna.

– Ej, o co chodzi?

– Nic specjalnego. Po prostu…

W tej chwili do pokoju wpadł podkomisarz Ireneusz Zawadzki.

– Hej, Kryśka! – powiedział, ledwo patrząc na szefową, więc Krystyna nie kłopotała się odpowiedzią. – Przyszło zgłoszenie o odnalezieniu ciała na niedokończonym osiedlu na Białołęce. Młoda kobieta. Jestem umówiony z komendantem za piętnaście minut w sprawie jakiegoś głupiego raportu, ale to przesunę.

– Nie – zaprotestowała Krystyna. – Idź. Ja pojadę z Ewą.

Młodsi policjanci wymienili spojrzenia. Krystyna nie próbowała bawić się w psychologa, ale pomyślała z czułością: dzieciaki!

– Ćwiklińska już zawiadomiona – dodał Irek.

– I przyjedzie?

Zawsze dobrze współpracowało się z prokurator Ćwiklińską, która lubiła być poinformowana, ale śledztwo zostawiała policjantom.

– Tak. Technicy już w drodze.

 

Kobieta leżała przy pięciopiętrowym, prawie skończonym budynku. Idealne miejsce na samobójstwo albo morderstwo. Oczywiście w nocy, bo w dzień robota wrzała. Osiedle jeszcze nie powstało, najbliższe zamieszkane domy znajdowały się w sporym oddaleniu. Być może w weekend przychodziły tu młode małżeństwa, żeby popatrzeć, jak posuwa się budowa, jednak góry piasku wokół rusztowań zasłaniały widok. Plac budowy otaczało ogrodzenie. Według przepisów powinno być zamknięte. Mądre przepisy, zapobiegały tego rodzaju wypadkom.

Robotnicy stali teraz z boku, przyglądając się technikom fotografującym ciało.

– W jaki sposób ona się tu dostała? – zapytała ostro Krystyna.

– Musiała przeleźć przez płot – odpowiedział jeden z pracowników podobnym tonem. – Sam zamykałem bramę w piątek.

– Tak, zamykał – potwierdził jego kolega. – Wyjeżdżaliśmy razem.

– Kto ją znalazł? – zapytała Krystyna.

Niski mężczyzna o rozbieganych oczach powiedział, jąkając się:

– Ja. Był… byłem dziś p… pierwszy.

– I brama była zamknięta?

– T… tak. Zamknięta.

Może kłamał, żeby chronić kolegów. Krystyna postanowiła zająć się tym później.

– Pan zawiadomił policję?

– Ja n… nie… b… byłem… z… zaraz p… przyszedł k… kierownik.

– Który z panów jest kierownikiem?

– Kierownik jest teraz tam. – Inny mężczyzna wskazał budkę.

– I to on zawiadomił policję? – dociekała Krystyna.

– Tak – odpowiedział ten, który znalazł ciało.

– A pan? O której pan tu był?

– Ja… n… nie wiem. Z… za d… dwadzieścia siódma?

– O której zaczynają panowie pracę?

– O siódmej.

– I dlaczego przyszedł pan tak wcześnie?

Robotnik rozejrzał się wokół. Koledzy przyglądali mu się, prawie jakby mężczyzna był oskarżony o zrzucenie odnalezionej kobiety z dachu stawianego przez nich budynku.

– Lubię przyjść do pracy przed wszystkimi – odpowiedział prawie zaczepnie, nie zająknąwszy się ani razu.

– Jasne – powiedziała Krystyna i uśmiechnęła się do świadka, po czym spojrzała ostro na pozostałych. – Ja też to lubię. Czy zaprowadzi mnie pan do kierownika? Chciałabym zadać wam obu jeszcze kilka pytań.

– O… oczywiście.

Krystyna rzuciła okiem na srebrnego Mercedesa, który zatrzymał się tuż przed budową.

– Ćwiklińska przyjechała – zwróciła się do Ewy. – Pogadaj z nią. Mam nadzieję, że patolog też zaraz będzie.

Mężczyzna w budce podniósł się na jej widok.

– Nadkomisarz Krystyna Farkas – przedstawiła się.

– Andrzej Markowski. Jestem kierownikiem budowy.

– Usiądźmy – rzuciła.

Oni byli u siebie, ona obca, więc to oni powinni proponować zajęcie miejsca. Czuła się niezręcznie w takich sytuacjach, pewnie dlatego nadrabiała oschłością.

– A pan jak się nazywa? – spytała mężczyznę, który ją przyprowadził.

– K… Kamil B… Bogucki.

Zapisała oba nazwiska i zwróciła się do kierownika:

– To pan zawiadomił policję?

– Tak.

– O której pan tu był?

– Mniej więcej za kwadrans siódma. Z daleka zobaczyłem Kamila i coś do niego zawołałem, ale nie zareagował. Stał tam, jakby wrósł w ziemię. Dopiero kiedy podszedłem, zobaczyłem ciało.

Mężczyzna robił przerwy, zmieniał intonację, jakby chciał dodać temu, co mówi, dramatyzmu. Albo był bardzo zdenerwowany i nadrabiał pseudoaktorstwem. Właściwie dlaczego schował się w budce, kiedy przyjechała policja?

– Nie dotykali jej panowie?

– Ja na pewno nie. Wiem, że nie wolno. Od razu to powiedziałem Kamilowi.

Krystyna przeniosła spojrzenie na Boguckiego.

– Dotykał jej pan?

– N… nie w… wiem.

– Technicy pobiorą od panów odciski palców.

Twarz Boguckiego zbladła.

– J… ja… ch… chyba j… jej dotykałem.

– Proszę o tym opowiedzieć – powiedziała zimno Krystyna.

– W… wydawało mi się, ż… że ją znam.

– Co to znaczy, że się panu wydawało?

Mężczyzna pokręcił głową.

– P… p… po p… prostu mi s… się wydawało.

Krystyna wbiła w budowlańca ostry wzrok.

– Proszę wyrażać się jaśniej.

Robotnik patrzył na Krystynę umęczonym wzrokiem, po czym przeniósł spojrzenie na baniak z wodą.

– M… mogę s… się n… napić?

Policjantka wzruszyła ramionami.

– Oczywiście.

Mężczyzna nalał wody do plastikowego kubeczka i wypił kilkoma łykami. Wrócił do stołu. Wziął kilka wdechów i znów, jak przy kolegach, zaczął mówić bez jąkania.

– Mam pamięć do twarzy. Nigdy nie zapominam, nawet jeśli widziałem kogoś raz. Nie wiem, czy to jest ta kobieta, bo ma inne włosy, ale jeśli nie ona, to jakaś sobowtórka. Była w telewizji.

– W telewizji? Czyli kim jest?

– Pisze książki.

– I jak się nazywa?

Tym razem on wzruszył ramionami.

– Skąd mam wiedzieć? Mam pamięć do twarzy, nie do nazwisk.

– A więc nie spotkał jej pan nigdy osobiście?

– Nie – odpowiedział z urazą.

– A czytał pan jej książki?

– Nie. – To padło zbyt szybko. Być może w środowisku budowlańców czytanie książek nie było w modzie. – Mówiłem, że nie wiem kto to.

Pokiwała tylko głową.

– W jaki sposób ona się tu znalazła? – zwróciła się do kierownika budowy. – Jak pan myśli?

– Myślę, że spadła.

– Czyli musiała w jakiś sposób wejść.

– Mamy składaną drabinę. Kiedy wychodziłem z budowy w piątek, była złożona. Teraz jest rozłożona tak, żeby można było wchodzić – powiedział nerwowo Markowski.

– A w jaki sposób znalazła się na placu budowy, skoro brama jest zamykana?

Kierownik nie wzruszył ramionami, ale Krystyna miała wrażenie, że ledwie powstrzymał się od tego gestu.

– Musiała przejść przez ogrodzenie.

Farkas widywała takich. Nadrabiał nonszalancją, ale był przerażony.

– Naprawdę? – mruknęła. – Widziałam to ogrodzenie. Jest wysokie i wydaje się niezbyt wygodne, żeby przez nie przechodzić. Musiałaby być bardzo zdeterminowana, żeby to zrobić.

– Może była? – zasugerował Markowski.

– Po co? – Wbiła w mężczyznę lodowaty wzrok. – Ma pan jakąś teorię?

– Nie. – Wreszcie jego głos zadrżał. – Nie mam

– Zrozumiałabym, gdyby to był jakiś nastolatek. Ale dorosła kobieta?

– Może chciała umrzeć? – powiedział bez jąkania Bogucki.

Krystyna przeniosła na niego wzrok.

– Tutaj? Trochę to dziwne, żeby samobójczyni wdrapywała się na taki płot. Są inne sposoby. Mniej kłopotliwe.

Żaden z mężczyzn już się nie odezwał. Krystyna opuściła budkę. Prokuratorka, pogrążona w rozmowie z technikami, skinęła jej głową. Kamil Jaworski, patolog, klęczał przy zwłokach. Ewa stała tuż przy nim. Krystyna podeszła do ekipy. Wymieniła uścisk dłoni z Ćwiklińską i poprosiła, żeby ktoś pobrał odciski palców od dwóch przesłuchanych przez nią mężczyzn.

– Będę musiała już lecieć – powiedziała prokuratorka. – Mam wezwanie do kolejnej sprawy.

– Jasne. Prześlemy wszystko mailem. Dziękuję, że byłaś tak szybko.

Krystyna odprowadziła Ćwiklińską wzrokiem i zwróciła się do Ewy:

– Wiadomo kto to?

– Miała w torebce portfel z dowodem na nazwisko Adrianna Brzozowska.

– Jakieś znaki szczególne?

Patolog odwrócił głowę.

– Tatuaż na nadgarstku. Dziwny. Przypomina znamię.

– A gdzie jest torebka?

Ewa wskazała na któregoś z techników.

– Wzięli ją stąd, ale są zdjęcia. W zasadzie dziewczyna miała torebkę na ramieniu. Tak jakby podczas upadku ją trzymała.

– Spadła? – Krystyna zwróciła się do patologa.

– Na to wskazują jej obrażenia – powiedział mężczyzna. – Więcej będę mógł powiedzieć po sekcji.

– Może ktoś ją zepchnął?

– Może. Więcej po sekcji.

– Kiedy umarła?

– To też po sekcji.

– Mniej więcej – naciskała Krystyna.

Mężczyzna obrzucił nadkomisarz niechętnym spojrzeniem. Krystyna zdawała sobie sprawę, że Jaworski nie lubi „mniej więcej”.

– To ważne – dodała.

– Przypuszczam, że w nocy z piątku na sobotę, ale musicie uzbroić się w cierpliwość, żeby poznać szczegóły.

– Dzięki. – Skinęła głową. – Coś jeszcze było w torebce?

– Tak. Komórka, różne klucze i kartki, bardzo dziwne. Popatrz.

Krystyna ujęła aparat i przeglądała zdjęcia.

– „Nazywam się Adrianna Brzozowska. Moja siostra Agnieszka zginęła 4 VI 2014 r. Jest pochowana na Cmentarzu Oliwskim” – przeczytała i przeszła do kolejnej fotografii. – „Życie jest piękne. Mam córeczkę. Emilka jest sensem”.

Aspirantka Ewa Robińska

Ewa spojrzała na szefową z troską.

– Dobrze się czujesz?

Krystyna była bardzo blada, ale nie to zaniepokoiło aspirantkę. W oczach starszej policjantki Ewa dostrzegła strach. A nawet coś więcej niż strach. Coś, co zupełnie nie pasowało do wizerunku nadkomisarz.

– Dobrze – odpowiedziała szorstko Krystyna. Wyraz jej twarzy był już prawie normalny. – Jeśli ona naprawdę miała córkę, naszym priorytetem jest teraz znalezienie jej. Sprawdź, gdzie ta kobieta mieszkała i czy nikt nie zgłosił jej zaginięcia.

Ewa bez słowa odeszła na bok i wybrała numer Irka. Nie odbierał, widocznie nadal był u komendanta. Zadzwoniła więc do Ani, dziewczyny, która siedziała dziś na recepcji. Streściła, czego dowiedzieli się na placu budowy, i poprosiła o jak najszybsze informacje. Ania oddzwoniła po niecałych dziesięciu minutach.

– Posłuchaj – powiedziała z nutą dumy w głosie. – W sobotę około trzynastej dzwoniła niejaka Marta Rogulska. Powiedziała, że umawiała się ze swoją współlokatorką Adrianną Brzozowską w Karbowie koło Brodnicy. Tam mieszka matka Rogulskiej. Kiedy Brzozowska nie dojechała o dziesiątej, Rogulska zaczęła się martwić. Próbowała dzwonić do współlokatorki na komórkę, ale tamta nie odbierała. Dziś dziewczyna była na komendzie i rozmawiała z oficerem dyżurnym.

– Jakieś istotne informacje?

– Myślę, że tak. Brzozowska miała przyjechać z córką.

– A więc naprawdę miała dziecko.

– Tak. Córeczkę Emilkę, cztery miesiące, która była zaledwie dwa miesiące młodsza od dziecka Rogulskiej.

– Tamta też miała dziecko?

– Tak, półroczne, ale dziewczynka mieszkała z jej matką. Rogulska zajmowała się córką prawie wyłącznie w weekendy, bo…

– Dobrze – przerwała jej Ewa. – Podaj mi telefon do tej Rogulskiej.

Ania przedyktowała.

– Czy Brzozowska miała przyjechać samochodem? – spytała aspirantka.

– Tak. Granatowym Audi. Mam numer rejestracyjny.

– Aniu, jesteś rewelacyjna! Wykonałaś kawał świetnej roboty! – pochwaliła Ewa.

– Dzięki. – Wyczuła, że tamta się uśmiecha. – Podać ci ten numer czy przesłać esemesem?

– Esemesem, proszę.

Ewa poczekała na wiadomość i wróciła do szefowej. Krystyna rozmawiała z robotnikami i technikami. Jej oczy może nie zdradzały już strachu, ale ruchy były zbyt szybkie, zbyt nerwowe.

– I co? – Nadkomisarz odwróciła się do aspirantki. – Dobrze – rzuciła, gdy Ewa przekazała informacje. – Ja umówię się Rogulską, a ty roześlij do wszystkich jednostek alert, że poszukujemy tego samochodu.

– J… ja go w… widziałem.

Obie policjantki odwróciły się w stronę niskiego mężczyzny.

– Co?! Gdzie?!

Krystyna nadal wydawała się nienaturalnie pobudzona.

– M… mówiłem, ż… że m… mam fot… to… tograf… ficzną p… pamięć. Tam stoi.

Obie policjantki pobiegły we wskazanym kierunku. Rzeczywiście na parkingu stało Audi oznaczone numerami, które podała Ania. W środku pusty fotelik dziecięcy.

– Sprawdź, czy w torebce jest klucz do samochodu – powiedziała Krystyna. – I przynieś go.

Wyglądała, jakby opadła z sił. Ewa już nie zastanawiała się nad stanem szefowej. Jeden z techników podał aspirantce klucz do auta.

Robińska otworzyła samochód już z daleka. W środku leżała dziecięca czapeczka i paczka pieluch. W bagażniku torba z bielizną i dwiema damskimi bluzkami oraz kilka sztuk śpioszków.

– Wygląda na to, że naprawdę wybierała się z dzieckiem do koleżanki – powiedziała Ewa. – Z jakiegoś powodu wysiadła tutaj. Może miała jakiś atak nerwowy? Sądząc po tatuażu i kartkach w torebce, nie była zbyt normalna.

– To nie tłumaczy, dlaczego nie ma tu dziecka – odpowiedziała Krystyna z wściekłością, której nie próbowała nawet tłumić, a której Ewa nie rozumiała.

Była pewna, że gniew szefowej nie jest wymierzony w nią. Prawdopodobnie Krystyna czuła się sfrustrowana sytuacją, bo chodziło o czteromiesięcznego niemowlaka, który nie był w stanie zadbać o siebie sam. Ewa również martwiła się o malutką Emilkę, ale zachowanie szefowej wydawało jej się nieprofesjonalne. Tak jakby miejsce nadkomisarz zajęła inna kobieta. Znerwicowana i niestabilna.

– Na pewno chcesz umówić się z Rogulską? – zapytała. – Może ja do niej zadzwonię?

– Nie – odpowiedziała Krystyna przez zaciśnięte szczęki. – Prześlij mi ten numer.

– Przynieść ci wody?

Usta Krystyny były suche i popękane, a oczy zapadnięte. Ewie przyszło do głowy, że szefowa jest odwodniona. Może to była kwestia przystosowania się do warunków po wakacjach.

– Po prostu prześlij mi ten numer, kurwa!

Ewa nie dyskutowała więcej. Krystyna uśmiechnęła się przepraszająco.

– Wybacz, nie chciałam być agresywna. Woda dobrze mi zrobi, więc proszę, przynieś.

Robińska skierowała się do radiowozu. Zawsze trzymała w skrytce dwie butelki muszynianki i nie dbała o to, że któryś z policjantów może się do nich dobrać, co oczywiście się zdarzało, więc musiała regularnie uzupełniać zapasy. Wyciągnęła jedną, ale zdążyła ujść zaledwie kilkanaście kroków, gdy nadkomisarz minęła ją biegiem.

– Sorry, muszę wziąć samochód, bo już się umówiłam. Niech technicy prześlą fotografie i przyciśnij Jaworskiego. Musi traktować tę sprawę priorytetowo.

– Kluczyki! – zawołała Ewa.

– Rzuć!

Robińska z westchnieniem wykonała polecenie. Rzuciła też butelkę, bo była prawie pewna, że Farkas nie otworzy skrytki.

– Niech któryś z chłopaków cię odwiezie!

Krystyna ruszyła z piskiem opon.

Nadkomisarz Krystyna Farkas

Farkas zaparkowała przed odnowionym blokiem na Leszczyńskiej. Jeden z szyldów głosił „Klinika leczenia hipnozą. Doktor Wanda Zarzycka”. To tu Marta pracowała jako rejestratorka. Policjantka wcisnęła domofon i natychmiast została wpuszczona. Leczenie hipnozą, coś podobnego. Jakim trzeba być desperatem, żeby się na coś takiego zdecydować, myślała, wchodząc po schodach. Sama myśl, że ktoś miałby grzebać w jej psychice, kiedy byłaby w transie, budziła nieprzyjemny dreszcz. Za nic nie chciałaby się poddać innemu człowiekowi, a taki sposób wydawał jej się najgorszy.

Otworzyła drzwi na czwartym piętrze, gdzie ponownie był szyld kliniki, i znalazła się w holu. Za niewysoką ladą siedziała młoda kobieta z długimi, bardzo ciemnymi, niemal czarnymi włosami. Okolone gęstymi rzęsami piwne oczy patrzyły niespokojnie.

– Dzień dobry – powiedziała policjantka. – Pani Marta?

– Tak – szepnęła brunetka. – To ja.

– Nadkomisarz Krystyna Farkas. Rozmawiałyśmy przed chwilą.

Rejestratorka pokiwała głową.

– Tak. Czy Ada… Czy wiadomo, co z nią?

– Obawiam się, że nie żyje.

– O Boże. – Dziewczyna przyłożyła obie ręce do ust, a jej oczy wypełniły się łzami. – Miała wypadek? A co z Emilką?

– Gdzie możemy porozmawiać? – odpowiedziała pytaniem Farkas.

– Tutaj. – Wpuściła policjantkę i ponownie zamknęła blat. – Pani doktor właśnie zaczęła sesję, a następna pacjentka jest umówiona za godzinę. Proszę usiąść.

Wskazała trzęsącą się dłonią fotel obok siebie. Krystyna usiadła i przyjrzała się rejestratorce. Dziewczyna była bardzo blada i miała przekrwione oczy. Typowa oznaka niewyspania.

– Czy poznaje pani tę kobietę? – spytała policjantka, podsuwając Rogulskiej zdjęcie ofiary.

– O Boże, tak. To Ada. – Marta się trzęsła. – O, Boże. Co się stało?

– Leżała na placu budowy na Białołęce. Najprawdopodobniej spadła lub została zrzucona.

Krystyna schowała telefon. Marta kręciła głową, a jej lśniące włosy rozsypały się wokół twarzy, która wydawała się teraz prawie biała.

– Ale jak? Dlaczego? – Wierzchem dłoni otarła łzy. – Boże. – Wyprostowała się, jakby coś do niej dotarło. – A gdzie jest dziecko?

– Próbujemy się dowiedzieć – powiedziała sucho Krystyna. – Czy wie pani, dlaczego współlokatorka poszła na ten plac budowy?

– Ja… nie mam pojęcia. Nie wiem nawet, co to za miejsce. Ada miała przyjechać w sobotę rano do Karbowa. Czekałyśmy na nią.

– Zacznijmy od początku. – Krystyna powiedziała to bardziej do siebie niż do kobiety obok. – Kiedy poznała pani Adriannę Brzozowską?

– Poznałyśmy się, gdy moja Kasia miała trzy miesiące – powiedziała spokojniej. To trzy miesiące temu.

– Pani córka, tak? – upewniła się Krystyna.

– Tak. Maleństwo Ady miało zaledwie miesiąc. – Marta uśmiechnęła się na wspomnienie. – To nas do siebie zbliżyło.

– W jaki sposób się poznałyście?

– Tutaj.

Krystyna uniosła brwi.

– Tutaj?

Dziewczyna przełknęła głośno.

– Tak. Wróciłam do pracy po ciąży, a Ada przyszła na terapię. Wanda prosiła mnie wcześniej, żebym zajęła się maleństwem. Zgodziłam się oczywiście. Ada była pełna obaw, że zostawia dziecko z nieznajomą osobą, ale przysięgłam na wszystkie świętości, że się stąd nie ruszę, a jeśli pojawią się jakiekolwiek problemy, po prostu wejdę i przerwę sesję. Ona jeszcze się wahała, ale zamknęłam drzwi wejściowe i dałam jej klucz.

– Tak po prostu? A gdyby przyszedł jakiś pacjent?

Rejestratorka wzruszyła ramionami.

– Następna pacjentka była umówiona piętnaście minut po zakończeniu sesji. No i Wanda uspokajała Adę, mówiła, że zna mnie na tyle dobrze, że sama by zaufała mi z dzieckiem.

– Doktor Zarzycka ma dzieci?

– Nie – odpowiedziała szybko rejestratorka i odwróciła wzrok.

Ciekawa reakcja.

– I zaczęłyście razem mieszkać? Pani i Adrianna?

– Ada to zaproponowała. Myślę, że Wanda… to znaczy pani doktor wspomniała jej, że szukam pokoju. No i Ada powiedziała, że ona wynajmuje duże mieszkanie i chętnie udostępni mi pokój. Podała bardzo niską cenę, ale pomagałam jej przy dziecku, więc…

– Wie pani, z jakiego powodu Brzozowska się leczyła? – przerwała jej Krystyna.

– Nie wiem. Ada sama nie mówiła, a ja nie pytałam. Myślę, że trzeba zapytać Wandę… to znaczy panią doktor.

– Zapytam – zapewniła Krystyna. – Kto jest ojcem?

Usta Marty wykrzywiły się w grymasie.

– Mojej Kasi?

Wydawała się na skraju wytrzymałości. Nic dziwnego, jej współlokatorka została znaleziona martwa. Mimo to pytanie wydało się Krystynie absurdalne. No chyba że dziewczyna miała jakiś kompleks.

– Nie. To mnie nie interesuje. – Krystyna zorientowała się, że zabrzmiało to obcesowo, więc spróbowała się uśmiechnąć. – Chodzi mi o ojca Emilki. – Ponieważ Rogulska patrzyła pustym wzrokiem, policjantka dodała: – Córeczki Adrianny Brzozowskiej.

– Ona chyba nie była pewna. To znaczy Ada.

– Ale… – zaczęła Krystyna.

– To znaczy mówiła, że miała męża i kochanka. Nie wiedziała, który z nich jest ojcem. Zrobiła badania, ale wyniki miały być dopiero w tym tygodniu.

– Jak oni się nazywali? – Wolała doprecyzować, bo rejestratorka nie sprawiała wrażenia zbyt bystrej. – Mąż i kochanek.

– Mąż Mirek, kochanek Bartek. Nazwisk nie znam.

Może zresztą dziewczyna była w szoku i dlatego zdolność logicznego myślenia została przyhamowana. Krystyna zazwyczaj nie ferowała takich wyroków po kilku minutach. Tyle że teraz nie było zazwyczaj.

– Zapewne mąż to Mirosław Brzozowski?

Tym razem to Rogulska spojrzała na Krystynę, jakby podejrzewała, że policjantka nie grzeszy inteligencją. Role się odwracały.

– Nie sądzę. Rodzice Ady nazywają się Brzozowscy.

– A spotkała pani kiedyś któregoś z tych mężczyzn?

– Nie. Nigdy.

– Ma pani pomysł, z kim Adrianna mogła zostawić dziecko? Może z jednym z tych mężczyzn?

– Na pewno nie – powiedziała zdecydowanie. – Dopóki nie pozna… dopóki nie miała wyniku testów, nie chciała. To była taka jej fanaberia. Tak to nazywała. Poza tym… – Zawahała się. – Sądzę, że do nikogo nie miała wystarczającego zaufania. Tylko do rodziców, ale dzisiaj jej mama dzwoniła… – Urwała nagle i znów przyłożyła dłonie do ust. – Jej mama się o nią martwi. Ktoś musi ją zawiadomić. Ja nie dam rady.

Oddech dziewczyny zrobił się chrapliwy, twarz posiniała. Krystyna przestraszyła się, że Marta hiperwentyluje.

– Dobrze. My to zrobimy. Ma pani adres do rodziców?

Oddech rejestratorki powoli się wyrównywał.

– Tak. Adres i telefon.

Krystyna wpisała do komórki i przesłała dane Ewie.

To rodzice Brzozowskiej. Niech ktoś jedzie do nich. Zadzwonię później.

– Uważa pani, że współlokatorka mogła popełnić samobójstwo? – spytała, odkładając telefon.

– Nie. Nie wiem. Nie wydaje mi się, ale znam ją zaledwie trzy miesiące – zastrzegła.

Krystyna skinęła głową.

– Była ostatnio smutna?

– Nie.

– Nie wspominała o niczym, co mogło wytrącić ją z równowagi?

– Nie. Wydawało mi się, że cieszy się z naszej znajomości. Że jej to pomaga. Że czeka na nasz weekend w Karbowie.

Marta pociągnęła nosem.

– No tak – mruknęła Krystyna. – Ale gdyby chciała się zabić, zapewne wcześniej zadbałaby, żeby dziecko było bezpieczne, prawda?

Krystyna zdawała sobie sprawę, że czeka na potwierdzenie, żeby się uspokoić. Mało profesjonalna postawa. Od rana zachowywała się w sposób, który do niej nie pasował.

– Tak – powiedziała dziewczyna bez przekonania. – Tak myślę.

– Czy wie pani, jaką diagnozę miała postawioną pani współlokatorka?

– Nie. Nie mam pojęcia.

– Wyglądała na chorą psychicznie?

– Nie. Raz tylko… – Dziewczyna się zawahała.

– Proszę mówić. Wszystko może być ważne.

– Kiedyś, jakiś miesiąc temu, wstała rano zupełnie zdezorientowana. Wyszła z pokoju z dzieckiem na rękach, ale trzymała je jakoś inaczej. Gdy mnie zobaczyła, pytała, kim jestem. „Ada, nie pamiętasz mnie? Jestem twoją współlokatorką”. Patrzyła nieprzytomnym wzrokiem, więc zawiozłam ją do doktor Zarzyckiej. Nie protestowała. Gdy wyszła z gabinetu, była już spokojna.

– I to się nie powtórzyło?

– Nie. Nigdy.

– Czym Brzozowska się zajmowała?

– Pisała książkę.

Mężczyzna z budowy mówił, że widział ją w telewizji. Ale kiedy Krystyna przejrzała Google, nie znalazła informacji o Adriannie Brzozowskiej.

– Była pisarką?

– Pisała pierwszą książkę. Nie wiem, czy taką osobę nazywa się pisarką.

Pierwsza książka? Co osoba, która niczego nie wydała, robiłaby w telewizji? To nie grało.

– A skąd miała pieniądze? Terapia, mieszkanie. To wszystko kosztuje.

– Nie wiem. Nie rozmawiałyśmy o takich sprawach.

– Dobrze. O której będzie pani w domu? Musimy zabezpieczyć komputer współlokatorki.

– Powinnam być około siedemnastej.

– Ktoś przyjdzie. Proszę podać adres.

Gdy Krystyna kończyła zapisywać, drzwi się otworzyły i weszła młoda kobieta. Przywitała się z rejestratorką i usiadła.

– To kolejna pacjentka – wyjaśniła Rogulska przepraszająco.

– W porządku. W zasadzie nie mam więcej pytań. Poczekam na panią doktor. Wejdę przed panią – zwróciła się do kobiety w poczekalni.

– Słucham?

– Wejdę przed panią – powtórzyła policjantka. – Jestem z policji.

– Nie wiem, czy… – zaczęła Marta.

– Tu chodzi o dziecko – powiedziała Krystyna z naciskiem. – Wyjdę zadzwonić do partnerki. Będę na dworze. Gdyby się okazało, że sesja skończyła się wcześniej, proszę dać mi znać.

– Nie sądzę, żeby…

– Proszę dać mi znać – powtórzyła Krystyna i wyszła.

Ewa już jechała do Gdańska. Nadkomisarz streściła rozmowę z Rogulską i obiecała, że przekaże wszystkie informacje od lekarki. O ile je z niej wydobędzie.

Napisała też esemesa do Irka, żeby pogrzebał w przeszłości Brzozowskiej. Wszystko mogło być ważne. Odpowiedź przyszła natychmiast.

Zrobi się, szefowo.

Uśmiechnęła się, lecz za moment wrócił strach. Nie przetrwa nocy sama. Wybrała numer Zbyszka.

Bądź dzisiaj ze mną. Proszę.

To jak przyznanie się do słabości. Nie lubiła pokazywać, że jest bezbronna, ale tym razem zrobi wyjątek. Wysłała. Zbyszek odpisał natychmiast.

Pojedziemy razem z pracy?

Nie mogła umawiać się w ten sposób. Nie przy tej sprawie.

Spotkajmy się już u mnie. Nie wiem, o której będę.

Dała Zbyszkowi klucz już jakiś czas temu, więc informatyk da sobie radę. Jej mężczyzna. Pokręciła głową na to napuszone określenie. Pieprzyć to. Jeśli napuszone określenia pomagają, będzie ich używać.

Wróciła na czwarte piętro. Sesja skończyła się o czasie. Krystyna nie czekała za zaanonsowanie i wkroczyła do gabinetu, nie zważając na słaby protest Rogulskiej.

– Nadkomisarz Krystyna Farkas – przedstawiła się i wyciągnęła legitymację.

Lekarka podniosła się i spojrzała na przybyłą z przestrachem. Była mniej więcej w wieku Krystyny, średniego wzrostu, szczupła i zadbana. Brązowe włosy miała upięte w wysoki kok.

– Czy coś się stało?

– Obawiam się, że pani pacjentka Adrianna Brzozowska nie żyje.

Zarzycka opadła na fotel.

– Ada nie żyje? Ale… Jak? Co się stało?

– Została znaleziona na placu budowy na Białołęce. Najprawdopodobniej spadła lub została zrzucona.

Lekarka wpatrywała się w policjantkę z przerażeniem.

– To straszne – powiedziała w końcu. – To na pewno Ada?

Farkas podsunęła kobiecie to samo zdjęcie, które oglądała rejestratorka.

– To ona?

– Tak – szepnęła lekarka.

Oczy wypełniły jej się łzami. Niektórzy ludzie potrafią płakać na zamówienie.

– Będę musiała zadać pani kilka pytań.

– Nie wiem, czy… Obowiązuje mnie tajemnica zawodowa.

– Tajemnica nigdy nie jest zupełna. Dobrze pani wie, że dostanę pozwolenie. Teraz im szybciej czegoś się dowiemy, tym większa szansa na odnalezienie małej Emilki.

– Emilki nie ma? – Lekarka zdjęła spinkę z włosów, jakby nagle to był zbyt wielki ciężar. – Dobrze, niech pani pyta.

– Dlaczego Brzozowska leczyła się u pani?

– Moja koleżanka z trójmiasta prosiła mnie o przyjęcie tej pacjentki. Wcześniej sama się nią zajmowała.

– Też za pomocą hipnozy?

– Nie, nie. Aniela jest konwencjonalną terapeutką.

– Poproszę nazwisko poprzedniej psychoterapeutki.

– Aniela Rotasińska.

Krystyna zanotowała.

– No dobrze. A co dolegało Adriannie Brzozowskiej?

– Cierpiała na dysocjacyjne zaburzenie osobowości.

– Słucham?

– U niej to była tak zwana osobowość wieloraka. Rozdwojenie jaźni. Nie mogła pogodzić się ze śmiercią siostry bliźniaczki. Jej mózg wybrał takie rozwiązanie, żeby radzić sobie z traumą. Żyła życiem swoim i swojej siostry.

– A więc prowadziła podwójne życie? – upewniła się Farkas. – Odgrywała też swoją siostrę?

– Właśnie. Dwie równoległe egzystencje. Dopóki nie zaszła w ciążę. Wtedy stwierdziła, że musi wrócić do zdrowia ze względu na dziecko.

– Dlatego znaleźliśmy w jej torebce kartki, że nazywa się Adrianna Brzozowska i że ma dziecko.

– Tak. Pisała takie kartki. Żeby nie zapomnieć.

– I nie zapominała?

– Zazwyczaj nie – odpowiedziała lekarka lakonicznie.

Krystyna przypomniała sobie rozmowę z Rogulską.

– Pani rejestratorka powiedziała, że kiedyś przywiozła tu Brzozowską kompletnie zdezorientowaną. Czy wtedy zapomniała, kim jest?

– Tak. Wtedy wydawało jej się, że jest Agnieszką.

Policjantka przetrawiała przez chwilę tę informację.

– A więc do czego potrzebna była jej hipnoza? – zapytała w końcu.

– Do dwóch rzeczy. Musiała dotrzeć do drugiej osobowości, scalić ją z pierwszą.

– I udało się?

– Nie do końca. Podczas sesji nawiązywałam kontakt z ukrytą normalnie częścią jaźni i Ada pamiętała po przebudzeniu słowa, zdania, które wypowiadała, ale zawsze mówiła „ona” czy „Agnieszka”. Podchodząc rozumowo, zdawała sobie sprawę, że siostra nie żyje, ale na poziomie emocjonalnym nie potrafiła tego zaakceptować.

– To trochę trudne – powiedziała Krystyna.

– Tak – odrzekła Zarzycka sucho. – To było dla niej bardzo trudne.

Krystyna się otrząsnęła. Nie czas zagłębiać się w psychiczne zawirowania zmarłej kobiety. Do tej pory nie dawały żadnej wskazówki, co Brzozowska mogła zrobić z dzieckiem. Albo ktoś, kto ją zabił. Chyba że „ukryta część jaźni” mogła podpowiedzieć to lekarce.

– No dobrze. Czy ma pani w takim razie pomysł, co któraś z nich, Brzozowska albo, jak nazwę tę jej drugą osobowość dla ułatwienia, jej bliźniaczka, mogła zrobić z dzieckiem?

Po raz pierwszy Krystyna dostrzegła o oczach Zarzyckiej niechęć.

– Co to znaczy „zrobić z dzieckiem”?

– Jeśli zdecydowała się popełnić samobójstwo, może komuś to dziecko podrzuciła?

– Samobójstwo? Nie sądzę. Poza tym Ada nie podrzuciłaby dziecka nikomu. Może rodzicom. Skontaktowali się państwo z nimi?

– Ktoś od nas już do nich jedzie. Ale matka pani Adrianny dzwoniła do pani Marty, więc nie przypuszczam, żeby dziecko było z nią. Nie sądzi pani, że popełniła samobójstwo?

– Nie. I nie oddałaby dziecka nikomu – powiedziała lekarka zdecydowanie.

– No to może jej druga osobowość? Jej bliźniaczka?

– Nie – odpowiedziała krótko lekarka.

– Jest pani tego pewna?

– Tak. – Zarzycka się zawahała. – Chyba że dostała wcześniej informację, kto jest ojcem.

– Dobrze. – To już było coś, czego można się chwycić. – Pani Marta wspominała o mężu i kochanku. Czy to dwóch partnerów, jeden Adrianny, drugi jej siostry bliźniaczki?

Krystyna mówiła, jakby sama była szalona. Lekarka jednak nawet nie mrugnęła powieką.

– Tak.

– Zna pani nazwiska?

– Ada nie używała nazwisk. O mężu, to znaczy o byłym mężu, mówiła Mirek, o partnerze Agnieszki Bartek.

Mąż i kochanek. Tak określiła ich Rogulska. Irek i Ewa z pewnością dowiedzą się więcej.

– A ta druga rzecz?

– Słucham?

– Powiedziała pani, że hipnoza potrzebna jej była do dwóch rzeczy.

– Tak, rzeczywiście – przyznała Zarzycka. – Chciała dotrzeć do momentu, gdy jej siostra zginęła. Pamiętała, że ona, to znaczy Ada, pojechała do Zakopanego ze swoim chłopakiem. – Spojrzała na policjantkę i Krystynie ponownie wydawało się, że we wzroku lekarki jest niezrozumiała wrogość. – Wszystko znajdzie pani w aktach. W każdym razie ten facet był wcześniej chłopakiem Agnieszki, a Agnieszka wraz ze swoją matką próbowała wyjaśnić śmierć innej dziewczyny. Zdobyła dowody na winę tego mężczyzny i pojechała w góry ostrzec siostrę. Została zrzucona z dachu, ale Ada nie pamiętała tego momentu. Nie była pewna, czy to ten facet popchnął jej bliźniaczkę, czy ona sama. Powiedziała, że bez względu na wszystko musi się dowiedzieć. No więc jej w tym pomagałam.

– I dowiedziała się?

– Podczas ostatniej sesji powiedziała: „Zrzucił ją”. Po wybudzeniu się nie pamiętała już tego. Próbowała też dowiedzieć się tego innymi kanałami.

– Jakimi?

– Odwiedziła tego mężczyznę w więzieniu. Został skazany i przyznał się do winy, ale Ada i tak miała wątpliwości.

– Zapytała go, czy to on zabił?

– No nie. Nie chciała tego sugerować. Prosiła, żeby opowiedział.

– I opowiedział?

– Nie dosłownie. Jednak wywnioskowała, że to on zabił. A poza tym śmiał się z niej.

– Dlaczego?

– Przypuszczam, że mścił się za lata w więzieniu.

Krystyna pokręciła głową. Musi poczytać te akta. Musi dotrzeć do skazanego za zabójstwo bliźniaczki Adrianny Brzozowskiej. Tylko teraz nie widziała związku z najważniejszą kwestią.

– A więc co mogło stać się z dzieckiem?

Tym razem była przekonana, że lekarka popatrzyła na nią z nienawiścią.

– Nie wiem – odpowiedziała Zarzycka zupełnie normalnym tonem.

Może to spojrzenie przewidziało się Krystynie.

– A co sądzi pani o swojej rejestratorce?

– O Marcie? – Zarzycka wzruszyła ramionami. – Jest bardzo miła. Bardzo inteligentna.

– Naprawdę? – zapytała policjantka z powątpiewaniem.

– Naprawdę. Pracuje tutaj i większość pieniędzy wysyła matce, która zajmuje się jej córeczką, ale część odkłada na studia. Przygotowuje się do egzaminu na medycynę. Bardzo jej kibicuję.

– Jej matka zajmuje się dzieckiem i mieszka poza Warszawą? – upewniła się Krystyna.

– Nie wszystko jest idealne – odpowiedziała ostro lekarka. – Czasem wybiera się optymalne wyjście. Radzę nie oceniać.

– Nie mam takiego zamiaru.

– Ona to robi, żeby córce zapewnić najlepszą przyszłość – dodała lekarka łagodniej.

 

Na komendzie czekał już Irek z mnóstwem papierów.

– Adrianna Brzozowska jeszcze niedawno nazywała się Leman – zaczął.

Krystyna zmarszczyła lekko brwi.

– Coś mi to nazwisko mówi.

– Podobno była popularna pisarką.

– Aha, więc to nie debiut – powiedziała Farkas, uderzając się otwartą dłonią w czoło.

– Słucham?

– Współlokatorka Brzozowskiej powiedziała, że Adrianna pisała powieść. To wyjaśnia też, skąd miała pieniądze. Z poprzednich książek.

– Pewnie tak, ale jej mąż prowadzi dużą, świetnie prosperującą firmę budowlaną. Chociaż wróciła do poprzedniego nazwiska, nie mieli rozwodu.

– Jak nazywa się jej mąż?

– Mirosław Leman, mieszka w Gdańsku.

– Świetna robota – pochwaliła Krystyna i opowiedziała, czego dowiedziała się w klinice.

Irek skinął głową.

– Wyślę Ewie wiadomość, żeby przesłuchała też Lemana – powiedział.

– Tak. I Anielę Rotasińską, psychoterapeutkę, która poprzednio zajmowała się Brzozowską.

– Zrobi się. – Zerknął na nią z uśmiechem i dodał: – Zbyszek już sprawdza telefon Brzozowskiej.

Jego uśmiech był cholernie irytujący.

– Dobrze – powiedziała ostro. – Trzeba wysłać kogoś po jej komputer. Współlokatorka będzie w mieszkaniu o siedemnastej.

– Pójdę tam. Przy okazji się rozejrzę.

Redakcja

Agnieszka Czapczyk

 

Korekta

Bożena Sigismund

 

Skład i łamanie wersji do druku

Marcin Labus

 

Projekt graficzny okładki

Mariusz Banachowicz

 

© Copyright by Skarpa Warszawska, Warszawa 2026

© Copyright by Magdalena Zimniak, Warszawa 2026

 

Wydanie pierwsze

ISBN: 9788384301487

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

 

 

WYDAWCA

Agencja Wydawniczo-Reklamowa

Skarpa Warszawska Sp. z o.o.

ul. K.K. Baczyńskiego 1 lok. 2

00-036 Warszawa

tel. 22 416 15 81

[email protected]

www.skarpawarszawska.pl

@skarpawarszawska

 

Przygotowanie wersji elektronicznejEpubeum

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Od autorki

Prolog

Ada

Część pierwsza. Zaginione dziecko

Emilia

Nadkomisarz Krystyna Farkas

Aspirantka Ewa Robińska

Nadkomisarz Krystyna Farkas

Strona redakcyjna

Punkty orientacyjne

Spis treści

Dedykacja