Niekochalni. Lęk przed bliskością - Andrzej Gryżewski, Sylwia Sitkowska - ebook + audiobook

Niekochalni. Lęk przed bliskością ebook

Andrzej Gryżewski, Sylwia Sitkowska

4,0
29,90 zł

lub
Opis

Jak pozbyć się lęku przed bliskością i być wreszcie szczęśliwym.

Od ponad dekady lawinowo rośnie liczba singli. Coraz więcej osób ma problemy ze stworzeniem satysfakcjonującego związku. Nie sprzyja temu zawrotny pęd życia, jego konsumpcyjny styl przekładający się na relacje międzyludzkie, a także coraz powszechniejsze uzależnienie od mediów elektronicznych.

Jak się jednak okazuje, jednym z głównych powodów życia w samotności, czasem głęboko ukrytym, jest lęk przed bliskością.

Książka Niekochalni. Lęk przed bliskością Andrzeja Gryżewskiego, seksuologa i psychoterapeuty, oraz Sylwii Sitkowskiej, psycholożki i psychoterapeutki, poświęcona jest tej dojmującej bolączce naszych czasów.

Jak rozpoznać problem? Jakie ma on podłoże? Jak wpływa na seks i miłość? Jak wreszcie znaleźć partnera? Na wszystkie te pytania, a także wiele innych, znajdziesz odpowiedź w tej książce.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 207

Popularność




Dedy­ka­cja

 

 

 

 

 

 

 

Dla Cie­bie i dzieci w podzię­ko­wa­niu za to, że każ­dego dnia mogę uczyć się bli­sko­ści na nowo.

Syl­wia Sit­kow­ska

 

 

Książkę dedy­kuję oso­bom bli­skim mojemu sercu i tym, któ­rzy znaj­dują w sobie odwagę, by nie bać się bli­sko­ści. Życie zaczyna się tam, gdzie się koń­czy lęk.

Andrzej Gry­żew­ski

War­szawa, 22 lutego 2020

***

 

 

 

 

 

 

 

Przy­kłady zawarte w książce są oparte na praw­dzi­wych histo­riach. W tro­sce o pry­wat­ność boha­te­rów wszel­kie dane i szcze­góły zostały zmie­nione.

WSTĘP

 

Andrzej: Od kilku lat roz­ma­wiamy ze sobą – spo­ty­ka­jąc się zarówno pry­wat­nie, jak i na prze­róż­nych super­wi­zjach, kon­fe­ren­cjach, kon­gre­sach – o tym, jak zmie­niają się rela­cje spo­łeczne. W ostat­nim cza­sie wiele naszych roz­mów doty­czyło lęku przed bli­sko­ścią. Tego, że coraz wię­cej ludzi ma lęk przed bli­sko­ścią, więc wybie­rają pozorne formy kon­tak­tów spo­łecz­nych i rela­cji emo­cjo­nalno-sek­su­al­nych.

Syl­wia: Bli­skość jest jed­nym z naj­waż­niej­szych ele­men­tów rela­cji. Nie tylko związku roman­tycz­nego. Bli­skość z przy­ja­ciółmi, dziećmi, rodziną… Bada­nia naukow­ców z Harvardu (https://www.adult­de­ve­lop­ment­study.org/gran­tand­glu­eck­study) poka­zują, że o ten wła­śnie ele­ment rela­cji warto dbać naj­bar­dziej, gdyż jest jed­nym z naj­waż­niej­szych skład­ni­ków poczu­cia szczę­ścia w życiu. Namięt­ność prze­mija naj­szyb­ciej, ale gdy pomię­dzy ludźmi jest bli­skość, zwią­zek może na­dal dawać bar­dzo dużo satys­fak­cji. Gdy zatra­cimy bli­skość, zwią­zek staje się pusty. Dekla­ru­jemy, że bli­skość jest ważna, ale mamy wokół mnó­stwo dys­trak­to­rów, rze­czy, które odcią­gają nas od bez­po­śred­niego kon­taktu z dru­gim czło­wie­kiem. Jakże czę­sto z przy­ja­ciółmi, zna­jo­mymi, rodziną, uko­cha­nym kon­taktujemy się za pomocą mediów elek­tro­nicz­nych.

Andrzej: Nawet psy­cho­te­ra­pia prze­nosi się do inter­netu, co zmie­nia cza­sami jej prze­bieg. Kiedy pacjent dotyka obszaru, który jest dla niego nie­kom­for­towy, udaje, że na przy­kład przy­szedł kurier, i koń­czy sesję. Albo wyłą­cza komu­ni­ka­tor i tłu­ma­czy póź­niej, że padł inter­net. Dla­czego? Czuje, że za bar­dzo zbli­żył się do psy­cho­te­ra­peuty, że za dużo powie­dział, odczuwa lęk, boi się, że zosta­nie to wyko­rzy­stane prze­ciwko niemu, wsty­dzi się, że się otwo­rzył.

Syl­wia: Uwa­żam, że pomoc poprzez kanały inter­ne­towe powoli staje się normą i nie ma sensu przed tym ucie­kać. Sta­jemy się coraz wygod­niejsi, ist­nieje też duża grupa pacjen­tów, która ma utrud­niony dostęp do bez­po­śred­niej pomocy psy­cho­lo­gicz­nej, więc moż­li­wość uczest­ni­cze­nia w sesji czy w warsz­ta­tach inter­ne­to­wych jest dla tych osób zba­wienna. Sama aktu­al­nie pra­cuję nad kur­sem online, skie­ro­wa­nym do osób, które chcia­łyby odno­wić lub utrzy­mać bli­skość w swo­ich związ­kach. Kiedy książka ukaże się na rynku, kurs będzie już dostępny. Chcia­ła­bym w nim prze­ka­zać mię­dzy innymi to, że zależ­ność i sepa­ra­cja są natu­ral­nymi ele­men­tami każ­dej rela­cji – ważne jest, aby mieć tego świa­do­mość i umieć sobie pora­dzić z wyni­ka­jącą z tego fru­stra­cją. Z jed­nej strony zla­nie się z part­ne­rem nie jest zdrowe, z dru­giej – cza­sami można odsu­nąć się tak daleko, że powrotu już nie ma. Cienka linia pomię­dzy: jeste­śmy razem, ale nie jeste­śmy jed­no­ścią.

Andrzej: Zobacz, ile fil­mów i seriali doty­czy prób budo­wa­nia rela­cji. Pacjenci czę­sto opo­wia­dają, że nie­sa­mo­wi­cie poru­szył ich serial The Affair. To histo­ria dwóch mał­żeństw, które funk­cjo­nują w bar­dzo tok­syczny spo­sób, oba­wia­jąc się bli­sko­ści. W jed­nym związku nie ma miej­sca na prze­ży­wa­nie wypa­le­nia zawo­do­wego, w dru­gim na prze­ży­wa­nie żałoby po utra­cie dziecka.

Syl­wia: Na razie dotar­łam do trze­ciego odcinka (śmiech), ale istot­nie, cie­kawa jest kon­cep­cja opo­wia­da­nia tego samego zda­rze­nia z róż­nych per­spek­tyw. To poka­zuje, że jedną i tę samą sytu­ację każda z zaan­ga­żo­wa­nych w nią osób prze­żywa ina­czej.

Andrzej: A Zimna wojna Pawła Paw­li­kow­skiego? Kanwą tego filmu jest lęk przed bli­sko­ścią. Boha­te­ro­wie nie mogą się spo­tkać na krę­tych dro­gach życia i kariery zawo­do­wej. Jedyną moż­li­wość, by byli w pełni razem, daje wspólne samo­bój­stwo. Jestem ogrom­nym popu­la­ry­za­to­rem fil­mo­te­ra­pii. Pew­nie dla­tego tak dobrze doga­du­jemy się zawo­dowo z Kata­rzyną Mil­ler. Dla mnie papier­kiem lak­mu­so­wym tego, co się dzieje w spo­łe­czeń­stwie, są filmy, które dostają nomi­na­cje do Osca­rów. W roku 2020 Oscara dostał film Joker opo­wia­da­jący o męż­czyź­nie, który chce nawią­zać bli­ski kon­takt z dru­gim czło­wie­kiem, ale któ­rego spo­tyka pasmo przy­krych rela­cji, począw­szy od tok­sycz­nej prze­mo­co­wej matki, poprzez rówie­śni­ków i współ­pra­cow­ni­ków. Zna­mienna jest scena w auto­bu­sie, w któ­rej chce pocie­szyć smutną dziew­czynkę, a zostaje zaata­ko­wany przez jej matkę. W 2019 roku Osca­rem nagro­dzono film Green Book, opo­wieść o budo­wa­niu rela­cji mię­dzy twar­dym, pro­stym, bia­łym face­tem a ciem­no­skó­rym, wyra­fi­no­wa­nym, uta­len­to­wa­nym, homo­sek­su­al­nym arty­stą. To swo­ista instruk­cja, co zro­bić, by stwo­rzyć rela­cję i nie bać się bli­sko­ści, cokol­wiek się w niej zadzieje.

Syl­wia: Ładny obraz, pięk­nie uka­zu­jący rodzącą się bli­skość. Ma jedną rysę, wzmac­nia mit, że prze­ci­wień­stwa się przy­cią­gają. Bada­nia wszak poka­zują, że jest odwrot­nie. Łączą nas podo­bień­stwa i lepiej trzy­mać się podo­bieństw w dobie­ra­niu się w pary czy nawet przy­jaź­nie. Czę­sto to, co zachwy­cało, w póź­niej­szym cza­sie, gdy mija etap fascy­na­cji, zaczyna draż­nić. Łatwiej jest budo­wać bli­skość z ludźmi podob­nymi do nas. Wyobraźmy sobie zwią­zek bała­ga­nia­rza z pedan­tem. W począt­ko­wym eta­pie bała­ga­niarz może podzi­wiać pedanta za upo­rząd­ko­wa­nie, ład, schlud­ność. Z cza­sem jed­nak sta­nie się to dla niego trudne, na tle porządku zaczną się rodzić kon­flikty i to, co było kie­dyś godne podziwu, z cza­sem sta­nie się po pro­stu upier­dli­wo­ścią: „Dla­czego on się tak cze­pia, prze­cież to tylko jedna bluzka na krze­śle” itp. Podob­nie jest z pedan­tem: bała­ga­niarz może mu się jawić na początku jako kolo­rowy ptak, spon­ta­niczna, pełna ener­gii osoba. Po jakimś cza­sie jed­nak zaczną go dener­wo­wać poroz­rzu­cane ubra­nia lub roz­sta­wione wszę­dzie kubki. W takich związ­kach trud­niej jest utrzy­mać bli­skość, cho­ciaż przy dobrej woli i wza­jem­nej akcep­ta­cji nie jest to nie­moż­liwe.

Andrzej: Wśród innych popu­lar­nych fil­mów z ostat­nich lat, które poru­szały temat rela­cji i bli­sko­ści, wyróż­nia się Bohe­mian Rhap­sody, bio­gra­ficzna opo­wieść o Fred­diem Mer­cu­rym. Arty­sta rewe­la­cyj­nie funk­cjo­no­wał na sce­nie, ale jego życie oso­bi­ste, emo­cjo­nalne i sek­su­alne, było bar­dzo skom­pli­ko­wane i czę­sto­kroć w roz­sypce. Więk­szość naszych czy­tel­ni­ków zapewne oglą­dała Naro­dziny gwiazdy, opo­wieść o słyn­nym pio­sen­ka­rzu, który pogrą­żył się w destruk­cji, gdy oka­zało się, że jego part­nerka zaczyna osią­gać suk­cesy. Dobrze się czuł w związku z nią, gdy on był „wielką gwiazdą”, a ona funk­cjo­no­wała w roli maskotki. Zupeł­nie nie potra­fił odna­leźć się z nią w bli­sko­ści.

Syl­wia:Bohe­mian Rhap­sody to opo­wieść o czło­wieku roz­pacz­li­wie poszu­ku­ją­cym bli­sko­ści i akcep­ta­cji. Histo­ria jego pocho­dze­nia i doświad­cze­nia z domu rodzin­nego z jed­nej strony dały mu siłę, z dru­giej wytwo­rzyły dużą potrzebę bycia akcep­to­wa­nym. Pró­bo­wał to osią­gnąć przez całe życie. Miał wiel­kie szczę­ście, jego skar­bem byli przy­ja­ciele, któ­rzy pozwo­lili mu się odda­lić, a póź­niej wró­cić. To, o czym mówi­łam wcze­śniej, sepa­ra­cja i zależ­ność, wystę­pują rów­nież w przy­jaźni.

Naro­dziny gwiazdy to jesz­cze inna bli­skość. Bli­skość zro­dzona z lęku, kom­plek­sów. Próba budo­wa­nia rela­cji na oczach świata, co zazwy­czaj jest dodat­ko­wym utrud­nie­niem.

Andrzej: Wcze­śniej Oscara dostał film Kształt wody. Jest w nim poka­zana próba budo­wa­nia bli­skiej rela­cji z huma­no­idal­nym stwo­rem. Faj­nie uka­zane ABC przy­jaźni.

Przy­po­mnia­łem naj­gło­śniej­sze filmy z ostat­nich lat, bo uwa­żam, że są one swo­istą żywą kro­niką spo­łeczną. Ale sprzed kino­wego ekranu wrócę do mojego gabi­netu tera­peu­tycz­nego. Lęk przed bli­sko­ścią widzę codzien­nie u swo­ich pacjen­tów. Wiele osób nie jest w sta­nie być bli­sko w związku i stwa­rza w swoim życiu sub­sty­tuty rela­cji. Nie­któ­rzy godzi­nami oglą­dają por­no­gra­fię, inni godzi­nami kore­spon­dują na komu­ni­ka­to­rach z oso­bami, które znają jedy­nie wir­tu­al­nie, a jesz­cze inni sie­dzą na forach lub w ser­wi­sach spo­łecz­no­ścio­wych, mając wra­że­nie, że są z kimś bli­sko.

Pro­blem nie­ko­chal­nych, ludzi oba­wia­ją­cych się bli­sko­ści, roz­rósł się w ostat­nich latach, do czego zna­cząco przy­czy­niły się por­tale spo­łecz­no­ściowe i sze­ro­ko­pa­smowy inter­net. Dla­tego pro­po­nuję, Syl­wio, żeby­śmy naszą książkę napi­sali, pochy­la­jąc się nad poszcze­gól­nymi odmia­nami lęku przed bli­sko­ścią, począw­szy od przy­czyn „nie­ko­chal­no­ści”, a koń­cząc na spo­so­bach jej zmiany w głę­bo­kie, praw­dziwe, satys­fak­cjo­nu­jące przy­jaź­nie, związki i rela­cje mię­dzy­ludz­kie.

Syl­wia: Bli­skość jest potrzebna. Bli­skość jest piękna. Bli­skość jest wspa­nia­łym uczu­ciem. Nie jest jed­nak łatwo utrzy­mać ją w dłu­go­ter­mi­no­wym związku. Więk­szość pro­ble­mów moich pacjen­tów spro­wa­dza się do rela­cji. Rela­cji z rodzi­cami, z dziećmi, z przy­ja­ciółmi, part­ne­rami, mężami, żonami. O ile trud­niej odciąć się od rodziny i dzieci (cho­ciaż i to się zda­rza), o tyle zmiana uko­cha­nego lub uko­cha­nej jest mniej­szym pro­ble­mem. Jeste­śmy w sta­nie znieść wiele w związku: zdrady, kłót­nie, ciche dni, jed­nak brak bli­sko­ści to rów­nia pochyła dla więk­szo­ści par.

Andrzej: To tyka­jąca bomba z opóź­nio­nym zapło­nem.

Syl­wia: Kiedy prze­sta­jemy się doty­kać, trosz­czyć o sie­bie, poma­gać sobie wza­jem­nie, zaczy­namy patrzeć na sie­bie z wro­go­ścią. Życie razem staje się nie do znie­sie­nia. Pary w tera­pii czę­sto mówią, że są jak „dobrze pro­spe­ru­jące przed­się­bior­stwo”, ale to za mało, by czuć się speł­nio­nym w związku. W naszej książce spró­bu­jemy przy­bli­żyć zacho­wa­nia, które odbie­rają bli­skość. Wiele z nich to zacho­wa­nia nie­uświa­do­mione, a prze­cież to świa­do­mość jest pierw­szym kro­kiem do zmiany.

LĘK PRZED BLI­SKO­ŚCIĄ

STYLE PRZY­WIĄ­ZA­NIA

Styl bez­pieczny – repre­zen­tuje go więk­szość ludzi (bada­nia wska­zują, że do 60 pro­cent). Dziecko ufa opie­ku­nom, wie, że są oni dla niego dostępni, gotowi do wspar­cia i opieki, czuje się bez­piecz­nie. Dzięki temu natu­ral­nie wykształca się w nim poczu­cie, że warte jest tro­ski i miło­ści. Ma odwagę pozna­wać oto­cze­nie, jest pewne sie­bie, chęt­nie nawią­zuje bli­skie kon­takty z innymi. W doro­słym życiu dobrze znosi zarówno swoją zależ­ność od innych, jak i zależ­ność innych od sie­bie. Nie wyka­zuje nad­mier­nego lęku przed porzu­ce­niem ani zbyt­nim przy­wią­za­niem. Doro­śli repre­zen­tu­jący ten styl przy­wią­za­nia mają naj­więk­szą szansę na two­rze­nie trwa­łych, zdro­wych rela­cji z innymi. Swo­ich rodzi­ców wspo­mi­nają jako tro­skli­wych i uczu­cio­wych.

Styl uni­ka­jący – doty­czy około 20 pro­cent ludzi. Two­rzy się w sytu­acji, gdy opie­kun nie poświę­cał dziecku zbyt­niej uwagi, dziecko było przez niego karane za próby nawią­za­nia kon­taktu fizycz­nego, miało poczu­cie odrzu­ce­nia przez opie­kuna. Dziecko uczy się igno­ro­wać i uni­kać opie­kuna, co w nega­tywny spo­sób wpływa na jego doro­słe życie: taka osoba czuje się skrę­po­wana bli­sko­ścią, jest nie­ufna w sto­sunku do innych ludzi, zaprze­cza potrze­bie więzi, może mieć skłon­ność do prze­lot­nych rela­cji sek­su­al­nych czy pra­co­ho­li­zmu. Jako doro­sły wspo­mina rodzi­ców jako kry­tycz­nych, wyma­ga­ją­cych.

Styl lękowo-ambi­wa­lentny – repre­zen­tuje go około 20 pro­cent ludzi. Two­rzy się w sytu­acji, gdy dziecko nie wie, czy matka przy­bę­dzie z pomocą, kiedy ono pła­cze, czy może pozo­stawi je w tej sytu­acji. Takie dzieci mają silną potrzebę bycia przez cały czas z opie­ku­nem. Gwał­tow­nie pro­te­stują w chwili roz­sta­nia, sama jego per­spek­tywa budzi w nich ogromny lęk. Gdy opie­kun wraca, oka­zują silną potrzebę kon­taktu, ale rów­no­cze­śnie gniew i złość. Jako doro­śli czę­sto czują się nie­warci miło­ści. Mają skłon­ność do chwiej­nych nastro­jów, zatra­ca­nia się w namięt­no­ści, a także miło­ści od pierw­szego wej­rze­nia.

Styl zdez­or­ga­ni­zo­wany – styl ten obser­wo­wany jest u osób, które w dzie­ciń­stwie doświad­czały nad­użyć, prze­mocy psy­chicz­nej bądź fizycz­nej. Rodzice tych dzieci zamien­nie oka­zują radość bądź wro­gość, bez faz przej­ścio­wych. Dziecko przez to trak­tuje rodzica jako obiekt bez­pieczny i niebez­pieczny. Pra­gnie jed­no­cze­śnie zbli­żyć się do rodzica i go unik­nąć. W życiu doro­słym osoby te mają silną potrzebę kon­troli oto­cze­nia. Ten typ przy­wią­za­nia naj­sil­niej pre­dys­po­nuje do poważ­nych zabu­rzeń psy­chicz­nych.

 

Andrzej: Na począ­tek powin­ni­śmy zadać pod­sta­wowe pyta­nie: jak two­rzy się lęk przed bli­sko­ścią?

Syl­wia: Nale­ża­łoby zacząć od tzw. teo­rii Bowlby’ego. Według tego zna­ko­mi­tego bry­tyj­skiego psy­chia­try, ist­nieją trzy style przy­wią­za­nia, które wytwa­rzają się w dzie­ciń­stwie i wpły­wają na całe życie.

W zależ­no­ści od tego, jak rodzic zacho­wuje się w sto­sunku do dziecka, taki styl przy­wią­za­nia ono przyj­muje i sto­suje w póź­niej­szym życiu. Jeżeli rodzic reaguje na potrzeby dziecka, przy­cho­dzi, kiedy dziecko pła­cze, jest czuły, roz­ma­wia z dziec­kiem już na eta­pie nie­mow­lęc­twa, w dziecku two­rzy się poczu­cie bez­pie­czeń­stwa. Rodzi się świa­do­mość, że na tym polega rela­cja z innymi ludźmi. Taka bli­skość jest dla dziecka nor­malna. Więk­szość osób ma bez­pieczny styl przy­wią­za­nia – bada­nia wska­zują, że ponad 60 pro­cent osób.

Andrzej: To budu­jąca wia­do­mość, ale może zdu­mie­wać. Zwłasz­cza psy­cho­te­ra­peutę. W mojej prak­tyce naj­czę­ściej bowiem spo­ty­kam ludzi mają­cych poza­bez­pieczne style przy­wią­za­nia.

Syl­wia: Cóż, trzeba sobie jasno powie­dzieć – w naszych gabi­ne­tach naj­czę­ściej gosz­czą takie wła­śnie osoby.

Andrzej: Stąd nasza skrzy­wiona per­spek­tywa. Nato­miast nie chcę kre­ować mitu, że na tera­pię idą wyłącz­nie osoby z pro­ble­mami, a ci, co nie cho­dzą, to są oka­zami zdro­wia.

Syl­wia: Dokład­nie tak. Jako psy­cho­te­ra­peuci jeste­śmy za pan brat ze sty­lem lękowo-ambi­wa­lent­nym, uni­ka­ją­cym i zdez­or­ga­ni­zo­wa­nym. Jako że naj­więk­sze pro­blemy w życiu poja­wiają się w kon­tak­tach z innymi ludźmi, tra­fia do nas nie­wiele osób z bez­piecz­nym sty­lem przy­wią­za­nia, gdyż takie osoby potra­fią w spo­sób natu­ralny nawią­zy­wać satys­fak­cjo­nu­jące, bli­skie rela­cje.

Andrzej: Ze smut­kiem muszę przy­znać, że mia­łem mało pacjen­tów z tym sty­lem przy­wią­za­nia.

Syl­wia: Muszę cię zasmu­cić, praw­do­po­dob­nie w przy­szło­ści rów­nież nie będziesz miał ich zbyt wielu. Ponad 70 pro­cent mło­dych doro­słych nawią­zuje takie same rela­cje z innymi ludźmi, jakie mieli z matką we wcze­snym dzie­ciń­stwie, pod warun­kiem że w pierw­szych dwu­dzie­stu latach życia nie wyda­rzyło się nic, co zmie­ni­łoby ten styl rela­cji, np. śmierć, roz­wód, prze­moc.

Dotych­czas pano­wała opi­nia, że raz wykształ­cony styl przy­wią­za­nia pozo­staje nie­zmienny do końca życia. Naj­now­sze bada­nia mówią jed­nak o tym, że styl przy­wią­za­nia może się zmie­niać. Oka­zuje się, że zmie­niają nas silne doświad­cze­nia oraz że łącząc się w pary, mamy na sie­bie silny wpływ. Styl przy­wią­za­nia zmie­nia się więc na sku­tek róż­nych życio­wych wyda­rzeń. Jeśli poczu­jemy się bar­dzo oszu­kani, ist­nieje ryzyko, że pojawi się u nas jakiś rys stylu uni­ka­ją­cego. Jeśli – mając styl bez­pieczny – „nie­chcący” wybie­rzemy part­nera z innym sty­lem przy­wią­za­nia, może się zda­rzyć, że pod wpły­wem sil­nych prze­żyć przej­miemy ele­menty jego stylu.

Andrzej: Według żela­znej zasady, że jeśli patrzysz w ciem­ność, to i ciem­ność patrzy w cie­bie. (śmiech) Prze­śledźmy, jak two­rzą się poszcze­gólne style.

Syl­wia: John Bowlby począt­kowo wyróż­nił trzy style przy­wią­za­nia, ale po jakimś cza­sie inni naukowcy uzu­peł­nili to zesta­wie­nie o styl czwarty.

Styl uni­ka­jący doty­czy około 20 pro­cent ludzi. Powstaje wów­czas, gdy opie­kun nie poświęca dziecku wystar­cza­ją­cej uwagi, dziecko jest przez niego karane za próby nawią­za­nia kon­taktu fizycz­nego i rodzi się w nim poczu­cie odrzu­ce­nia. Dziecko uczy się wów­czas igno­ro­wać i uni­kać opie­kuna, co kła­dzie się cie­niem na jego póź­niej­szym doro­słym życiu. Doro­sły, u któ­rego wytwo­rzył się ten styl, czuje się skrę­po­wany bli­sko­ścią, jest nie­ufny w sto­sunku do innych, zaprze­cza potrze­bie więzi, może wyka­zy­wać skłon­ność do prze­lot­nych rela­cji sek­su­al­nych lub pra­co­ho­li­zmu. Rodzi­ców wspo­mina jako kry­tycz­nych i bar­dzo wyma­ga­ją­cych.

Andrzej: W gabi­ne­cie ci pacjenci mówią mi, że w domu pano­wał „zimny chów”, tak że gorąca her­bata sty­gła od razu.

Syl­wia: Styl lękowo-ambi­wa­lentny rów­nież repre­zen­tuje około 20 pro­cent ludzi. Two­rzy się on wów­czas, gdy dziecko nie wie, czy matka przy­bę­dzie z pomocą, kiedy ono pła­cze, czy może pozo­stawi je w tej sytu­acji. Takie dzieci mają silną potrzebę nie­ustan­nego prze­by­wa­nia z opie­ku­nem. Gwał­tow­nie pro­te­stują w momen­cie roz­sta­nia, już sama per­spek­tywa roz­łąki budzi w nich nie­zwy­kle silny lęk. Gdy opie­kun wraca, oka­zują olbrzy­mią potrzebę kon­taktu, ale rów­no­cze­śnie gniew i złość. Jako doro­śli bar­dzo czę­sto czują się nie­warci miło­ści. Mają skłon­ność do chwiej­nych nastro­jów. To oni naj­czę­ściej zako­chują się „od pierw­szego wej­rze­nia” i zatra­cają się w namięt­no­ści.

Andrzej: Powiemy o tym póź­niej, ale zasy­gna­li­zuję tu, że z tej grupy wywo­dzi się bar­dzo dużo osób z oso­bo­wo­ścią bor­der­line. W związku tak „koły­szą łódką”, że można dostać cho­roby mor­skiej i meta­fo­rycz­nie wymio­to­wać za burtę bez­u­stan­nie – dzwo­niąc po kole­żan­kach i mówiąc, jakiego to łaj­daka ma się w domu.

Syl­wia: Kolejny styl poza­bez­pieczny – zdez­or­ga­ni­zo­wany – został dodany do modelu Bowlby’ego w póź­niej­szym cza­sie. Styl ten obser­wo­wany jest u osób, które w dzie­ciń­stwie doświad­czały prze­mocy psy­chicz­nej bądź fizycz­nej. Rodzice tych dzieci zamien­nie oka­zują radość bądź wro­gość, bez faz przej­ścio­wych. Powo­duje to, że dziecko trak­tuje rodzica jako obiekt jed­no­cze­śnie bez­pieczny i niebez­pieczny. Pra­gnie zarówno zbli­żyć się do rodzica, jak i go unik­nąć. Ten typ przy­wią­za­nia naj­sil­niej pre­dys­po­nuje do poważ­nych zabu­rzeń psy­chicz­nych.

I na koniec styl bez­pieczny, który – na szczę­ście – ma więk­szość ludzi. Dziecko czuje się bez­piecz­nie, ufa rodzi­com, wie, że są oni dla niego dostępni. Dzięki temu natu­ral­nie wytwa­rza się w nim prze­ko­na­nie, że jest warte tro­ski i miło­ści. Ma odwagę eks­plo­ro­wać oto­cze­nie i nawią­zy­wać bli­skie kon­takty z innymi. Nie oba­wia się opusz­cze­nia. W róż­nych sytu­acjach dobrze znosi swoją zależ­ność od innych ludzi oraz zależ­ność innych od sie­bie. Doro­śli, u któ­rych wykształ­cił się ten styl przy­wią­za­nia, mają naj­więk­szą szansę na stwo­rze­nie dłu­go­trwa­łych, zdro­wych rela­cji. Swo­ich rodzi­ców wspo­mi­nają jako tro­skli­wych i czu­łych.

Andrzej: Bez­pieczny brzmi świet­nie.

Syl­wia: Prawda? Budu­jące jest to, że ma go więk­szość ludzi… Ale w gabi­ne­cie widuję go w zde­cy­do­wa­nej mniej­szo­ści. Przy­kła­dowo, mam aktu­al­nie w tera­pii pacjentkę ze sty­lem lękowo-ambi­wa­lent­nym. Mię­dzy innymi ma trud­no­ści z zaak­cep­to­wa­niem tego, że mąż wycho­dzi spo­tkać się ze zna­jo­mymi. Jest to dla niej tak trudne, że jakiś czas temu, kiedy on się wybie­rał na spo­tka­nie z kole­gami, doznała ataku paniki – dusz­no­ści, pal­pi­ta­cje serca, drę­twie­nie koń­czyn, pełen zestaw obja­wów. Mąż zawiózł ją do szpi­tala, gdyż żadne z nich nie wie­działo, co się dzieje. Oczy­wi­ście z wyj­ścia ze zna­jo­mymi nici…

Pra­cuję z tą pacjentką nad tym, aby nauczyła się akcep­to­wać sytu­acje zwią­zane z wyj­ściem męża z domu. Nic poza jej emo­cjami nie wska­zuje na to, żeby mąż chciał ją zdra­dzić, oszu­kać lub zosta­wić, co wię­cej, mąż ma do niej naprawdę aniel­ską cier­pli­wość. Nie­stety, mimo jego zapew­nień i miło­ści, w chwi­lach roz­łąki u mojej pacjentki poja­wia się olbrzymi lęk, który ostat­nio zama­ni­fe­sto­wał się ata­kiem paniki. Dla­czego? Spójrzmy na jej rodzi­ców. Matka raz nado­pie­kuń­cza, raz zni­ka­jąca emo­cjo­nal­nie lub złosz­cząca się na swoją córkę, krzy­cząca, mówiąca raniące słowa, dodat­kowo pochło­nięta wła­snymi pro­ble­mami mał­żeń­skimi. Ojciec nie­obecny, więk­szość uwagi poświę­ca­jący pracy. Jego poja­wie­nia były niczym wizyty Świę­tego Miko­łaja. Raz na jakiś czas obda­rzał dzieci uwagą i pre­zen­tami, po to aby po chwili znów znik­nąć. Moja pacjentka weszła w świat z prze­ko­na­niem, że musi sobie zna­leźć kogoś, dzięki komu poczuje się wresz­cie bez­piecz­nie. Wyszła za mąż i chce prze­by­wać z mężem cały czas. Naj­le­piej dwa­dzie­ścia cztery godziny na dobę. Na szczę­ście, dzięki naszej pracy, tro­chę już mu odpusz­cza, zaczyna się zaj­mo­wać sobą i dostrze­gać, że można być z drugą osobą, nie­ko­niecz­nie będąc z nią „zla­nym”. Jed­nak do cał­ko­wi­tego uwol­nie­nia się od tok­sycz­nego prze­ko­na­nia, że tylko mąż może dać jej bez­pie­czeń­stwo, jesz­cze daleka droga.

Andrzej: Dla zilu­stro­wa­nia tematu przy­cho­dzi mi na myśl piękny przy­kład z kome­dii Sze­fo­wie wro­go­wie. Otóż drobny gang­ster, poma­ga­jący trzem fajt­ła­pom z kor­po­ra­cji pozbyć się ich tok­sycz­nego szefa, w trak­cie dyna­micz­nego pościgu poli­cyj­nego wyj­muje nagle tele­fon i pisze ese­mesy. Jeden safan­duła pyta go ze zdzi­wie­niem: „Co ty, czło­wieku, robisz? Zaraz nas roz­bi­jesz!”, a gang­ster na to: „Muszę napi­sać szybko ese­mesa do mojej laski. Jak nie jestem z nią w czę­stym kon­tak­cie, to jej odpie­prza”. (śmiech). Nato­miast mam pacjentkę z podob­nym pro­ble­mem. Jej rodzice byli leka­rzami. Uro­dziła się, gdy mieli po dwa­dzie­ścia trzy lata, jesz­cze stu­dio­wali. Kiedy moja pacjentka była mała, byli na „dorobku”. Jej ojciec stale był zde­ner­wo­wany. Pacjentka wspo­mina, że łatwo wpa­dał w złość. Ni­gdy nie wie­działa, kiedy nadej­dzie atak. Pamięta, jak złość w nim rosła, kumu­lo­wała się, roz­sze­rzały mu się noz­drza, wyglą­dał jak smok, który zaraz będzie ział ogniem. To zwia­sto­wało potężną awan­turę, któ­rej ona i jej rodzeń­stwo oczy­wi­ście się bar­dzo bali. A awan­tu­ro­wał się okrut­nie. Jak wybu­chał, to na całego. Był jak wul­kan: wybu­chał i lała się lawa. Matka pacjentki rów­nież była stale zde­ner­wo­wana, wciąż coś jej nie odpo­wia­dało, ale jej złość była inna. Pacjentka przy­rów­nuje ją do czaj­nika sto­ją­cego na gazie, w któ­rym nie­ustan­nie gotuje się woda i który cały czas natręt­nie gwiż­dże.

I wyobraź sobie: moja pacjentka miała dotych­czas kilku part­ne­rów i we wszyst­kich związ­kach funk­cjo­no­wała jak jej matka, czyli była nie­ustan­nie „odbez­pie­czona”. Pro­wo­ko­wała prze­różne dra­ma­tyczne histo­rie, na przy­kład to, żeby part­ner ganiał za nią po mie­ście. Nie­spo­dzie­wa­nie wsia­dała do auto­busu i odjeż­dża­jąc, machała part­nerowi, jed­no­cze­śnie poka­zu­jąc ręką fuck you. A wybie­rała sobie face­tów sil­nych fizycz­nie, któ­rzy rze­czy­wi­ście mogli za nią ganiać. No i mieli na to ochotę.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Copy­ri­ght © by Andrzej Gry­żew­ski i Syl­wia Sit­kow­ska 2020

All rights rese­rved

 

Copy­ri­ght © for the Polish e-book edi­tion by REBIS Publi­shing House Ltd., Poznań 2020

 

Infor­ma­cja o zabez­pie­cze­niach

W celu ochrony autor­skich praw mająt­ko­wych przed praw­nie nie­do­zwo­lo­nym utrwa­la­niem, zwie­lo­krot­nia­niem i roz­po­wszech­nia­niem każdy egzem­plarz książki został cyfrowo zabez­pie­czony. Usu­wa­nie lub zmiana zabez­pie­czeń sta­nowi naru­sze­nie prawa.

 

Redak­tor pro­wa­dzący: Mag­da­lena Cho­rę­bała

 

Opra­co­wa­nie tek­stu: Mag­da­lena Cho­rę­bała

 

Redak­tor: Kata­rzyna Raź­niew­ska

 

Pro­jekt i opra­co­wa­nie gra­ficzne okładki: Krzysz­tof Rych­ter

 

Foto­gra­fie na okładce

Isa­belle Lafrance / Tre­vil­lion Ima­ges

 

Wyda­nie I e-book (opra­co­wane na pod­sta­wie wyda­nia książ­ko­wego: Nie­ko­chalni. Lęk przed bli­sko­ścią, wyd. I, Poznań 2020)

 

ISBN 978-83-8188-730-4

 

Dom Wydaw­ni­czy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmi­grodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel.: 61 867 81 40, 61 867 47 08

fax: 61 867 37 74

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

 

Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer