Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Rzym lśni bogactwem i tonie w intrygach.
Neron, odurzony władzą, wielbiony jest za wygląd i błyskotliwy umysł, jednak budzi strach z powodu nieprzewidywalnego temperamentu. Jego imperium rozciąga się od leśnych ostępów Brytanii po pustynie Partii, lecz wrogowie zawsze czają się gdzieś blisko – dowódcy legionów, senatorowie, lud, który oklaskuje go w cyrku, ale przeklina na ulicach.
Władzy się z nikim nie dzieli, tylko się ją przejmuje. Usunął już niejednego wroga, w tym także swoją matkę Agrypinę. Tymczasem teraz na północy zagraża mu Boudika, królowa plemienia Icenów, która wszczęła rewoltę przeciwko Rzymowi. A nieco bliżej Gajusz Juliusz Windeks, wyższy urzędnik rzymski, który jawnie potępił zepsucie Nerona i stanął na czele galijskiego powstania przeciwko cesarzowi.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 497
TEGO AUTORA POLECAMY RÓWNIEŻ:
TRYLOGIĘ „NERON”
NERON
TYRAN
INFERNO
SERIĘ „ATEŃCZYK”
BRAMY ATEN
PROTEKTOR
SERIĘ „ZŁOTY WIEK”
LEW
IMPERIUM
Alanowi Brayowi
Dziewczyna się poślizgnęła na mokrym bruku dziedzińca, ale od razu podniosła się niezdarnie, ze strachu nawet nie krzyknąwszy. Zresztą brakowało jej tchu, by krzyczeć. Nie oglądała się za siebie, bo gniewne wrzaski senatora słyszała zaledwie kilka kroków za plecami. Miała czternaście lat i otumaniona panicznym strachem nawet nie wiedziała, w którą stronę uciekać.
Zobaczyła go nagle, jak wymachiwał wściekle uchem rozbitej przez nią wazy, wartej ponoć więcej, niż zapłacono by za nią samą na targu niewolników. Matka ostrzegała tysiąc razy, że ma nie dotykać postumentu, ale namalowane figurki tak bardzo ją fascynowały. Wodziła palcami po tych liniach za każdym razem, gdy kazano jej wysprzątać komnatę. Były tam też słowa, imiona, które matka wypowiadała szeptem na jej prośbę. Achilles… Hektor… Helena. Jej imię.
Senator był ociężały i bardzo stary, miał ponad pięćdziesiąt lat, ona zaś była chuderlawa i pokraczna. Podczas biegu piekło ją od wcześniejszego upadku i może dlatego zdołał ją dogonić. Sadziła długimi susami, patrząc to w lewo, to w prawo, jakby to miało jej pomóc w ucieczce, jakby dzięki temu mogła wskoczyć na wysoki mur otaczający domostwo i po prostu pofrunąć. Z daleka dobiegały ją pokrzykiwania matki.
Eleni pokonała jeszcze jeden zakręt, ale tu właśnie poczuła palce starucha na szyi, usłyszała jego oddech i zrobiła unik. Krzyknęłaby, gdyby starczyło jej oddechu. Ścieżką idącą w lewo dobiegłaby do stajen. Tam była furtka i gdyby akurat stała otworem, udałoby jej się dotrzeć do drogi. A tymczasem…
Zobaczyła przed sobą gładki mur i spróbowała doskoczyć do szczytu. Czasami dzieci niewolników wspinały się tam i urządzały sobie wyścigi, zwłaszcza w dni wolne od pracy. Eleni nie była wysoka i nie miała pod ręką żadnej podpory; zdesperowana podskoczyła jak najwyżej, ale zdołała tylko dotknąć najwyższej płytki i padła jak długa na ziemię.
Senator Lucjusz Pedaniusz stał nad nią, dysząc jak pies; był purpurowy na twarzy i myślała, że oczy zaraz wyskoczą mu z oczodołów. Dźgał ją kawałkiem rozbitego naczynia z furią, która zakrawała na szaleństwo.
– Ty to zrobiłaś! – ryknął, używając głosu niczym broni. – Ty rozbiłaś wazę! Wiem, że ty. Jak śmiesz uciekać! Patrz! Patrz, co zrobiłaś! Tego się nie da naprawić. Ta waza miała pięćset lat i kosztowała więcej niż kilkanaście takich jak ty. Ty głupia, nic niewarta…
Eleni, widząc zbliżającą się matkę, pobladła ze strachu. Senator nie zareagował, kiedy ukazała się po jego prawej, zakradając się lękliwie, jakby mogła osłonić córkę przed jego gniewem. Eleni wyciągnęła ku niej rękę, ale z gardła mężczyzny wydobył się niemal wilczy skowyt. Przycisnął ostrą krawędź glinianej skorupy do jej podbródka.
– Powinienem cię zabić! – warknął. – W jednej chwili zniszczyłaś więcej, niż warte jest całe twoje życie. I nawet tego nie ogarniasz rozumem.
Nachylił się nad nią. Eleni znowu poczuła ostry ból i zdjęta paniką rzuciła się na niego z paznokciami.
– Domine, proszę! – usłyszała matczyny głos.
Ale matka nie mogła nic zrobić. Obie były jego własnością, od narodzin aż do śmierci. Mógł rozedrzeć gardło młodej niewolnicy, bo był w swoim prawie.
Eleni patrzyła w jego nabiegłe krwią oczy, tak pociemniałe, że wydawały się czarne. Wypełniły całe pole jej widzenia, gdy wbijał w nią ucho od wazy. Nagle jego źrenice zwęziły się, brwi opadły jakby z niezrozumienia albo zaskoczenia. Odsunął się, a Eleni odetchnęła z rozpaczliwą ulgą, dotykając dłońmi szyi. Zobaczyła, że są czerwone od krwi.
Gdy znowu zadarła głowę, ujrzała matkę skamieniałą z przerażenia. Senator też się obrócił, by na nią spojrzeć, spojrzeć po raz pierwszy. Opuścił rękę i wyciągnął nóż sterczący mu spomiędzy żeber. Uniósł go w górę ze zdumieniem, chwiejąc się.
– Coś ty zrobiła? – zapytał, dziwnie spokojnym głosem, niemalże zrezygnowanym.
Zrobił kilka kroków, po czym osunął się na kolana, a potem całym ciałem zwalił się na ziemię.
Eleni zobaczyła, że matka szlocha, gwałtownie potrząsając głową. Ona też jakby straciła wszystkie siły. Kiedy senator upadł, zrobiła głęboki wdech i z jej gardła wyrwał się straszliwy okrzyk, wycie osamotnienia i straty. Córka próbowała ją objąć, ale została odepchnięta.
Czyjeś ręce zabrały Eleni, osaczyły ją gniewne twarze. Razem z matką zostały zawleczone do domu.
„Gdzie moje dawne ja, któremu tak niewiele przysparzało zadowolenia?”
Seneka, w: Tacyt, Roczniki
Morze pod nim było zimne i czarne jak atrament, a odbicia gwiazd na jego powierzchni rozmazywały się i rozpadały. Neron zląkł się nagle, że jest tak daleko od lądu. Wiedział, że ryzykuje, pływając nocą, i prędkimi ruchami ruszył w stronę brzegu.
Poczuł, że coś dotyka jego stóp. Cokolwiek to było, napierało na niego długim szorstkim cielskiem. Delikatnie był wciągany pod powierzchnię wody. Tuż nad czubkami jego palców obróciła się srebrna tarcza. Coś trzymało go za nogi; nie odważył się sprawdzić, co to takiego. Jego matka młóciła stopami w wodzie, z rozpuszczonymi włosami i rozdętą suknią. Agrypina szydziła z jego strachu, a była tak blisko, że mogła go pocałować.
Nie utonie, a już na pewno nie na jej oczach! Nie będzie go osądzała! Kopnął to, co trzymało go za nogi, wkładając w to całą szaleńczą siłę młodości. W tym momencie nie bał się ani bólu, ani ewentualnych obrażeń. Górę brała jego wola, jego wściekłość. Wyrwał ciało, żeby wybić się na powierzchnię i zaczerpnąć jeszcze jeden oddech.
Coś owinęło się wokół jego ud. Wiedział, że to jakiś wąż, płaski stwór z kołnierzem, ociekający mlecznymi pasmami trucizny. Na nic się zdała jego młodość i siła – wąż go pojmał bez trudu.
Matka uśmiechnęła się z zadowoleniem. Jego słowo przypieczętowało jej los. To Neron wydał rozkaz, na mocy którego wrzucono ją do morza razem z jej służką. Do tego morza. Czuł, że siła go zawodzi, że do jego ciała zakrada się odrętwienie. Zwoje cielska zacisnęły się wokół jego piersi, ale już i tak było po nim. Spojrzał w twarz Agrypiny i chciał powiedzieć, że strasznie żałuje. I że się cieszy. Siostra cesarza Kaliguli, żona cesarza Klaudiusza… jego matka. Dopóki żyła, stanowiła zagrożenie. Nikt nie był równie zepsuty albo tak niebezpieczny.
Dopłynęła bliżej, łypiąc srebrnymi oczyma. Próbował przeraźliwie krzyknąć, bo za nic nie chciał, by go dotykała. Ostatnie tchnienie wypłynęło z niego donośnym rykiem i wiedział, że zaraz do jego ciała dostanie się morska woda.
Obudził się o świcie, zaplątany w poskręcaną pościel. Jego wzrok spoczął na bransolecie, którą zawsze nosił, prezent od matki. Pasek wężowej skóry osadzonej w żywicy migotał złotymi refleksami, na podobieństwo owadów zatopionych w bursztynie. Zamrugał. Gdzieś blisko budziły się wszystkie pałace i świątynie miasta. Bijące serce świata cuciło go. Setki tysięcy mężczyzn i kobiet całowało się właśnie na pożegnanie, skazane na rozłąkę przez pracę i potrzebę zdobywania jedzenia.
Młody cesarz słyszał kroki żołnierzy i krzątaninę niewolników rozpoczynających dzień. Miał wrażenie, że w ogóle nie spał, i przez jakiś czas tylko leżał, gapiąc się w sufit. Koszmary nie chciały go opuścić. Nie pozwalały odpocząć, dlatego przez cały dzień chodził wyczerpany. Pamiętał pojawiającą się w nich twarz matki, przemawiającej do niego w zielonej wodzie, miotającej oskarżenia. Postanowił, że opowie o tym Senece. Starzec znał się po trosze na wszystkim, a w każdym razie tak mówił. Brzmiało to śmiesznie, kiedy Neron był jeszcze mały, ale z czasem okazało się zgodne z prawdą.
Może Senece uda się coś wymyślić, żeby go te sny przestały dręczyć. Burrus twierdził, że trzeba trochę poczekać, ale przecież minęły już miesiące. Wino nie pomagało, a sok z maku tylko wszystko pogarszał.
Przetarł twarz dłonią. Oczywiście zauważono, że się obudził, i do komnaty wkroczyła milcząca kolumna cesarskich niewolników. Dwóch otwarło okiennice, wpuszczając światło brzasku, a dwóch innych ustawiło krzesło balwierskie.
Neron dwukrotnie zaklaskał w dłonie, po trosze po to, by się rozbudzić, po trosze, by ich przymusić do prędszych ruchów. Przyjął tacę z kwadratowymi ściereczkami i udał się do prywatnej toalety. Były tam cztery siedziska, ale używał ich tylko on i teraz załatwiwszy potrzebę podtarł się nimi – nie żadną żołnierską gąbką na patyku! Ledwie zwrócił uwagę na niewolników, którzy weszli po nim do małej izdebki, gotowi natychmiast tam wszystko idealnie wysprzątać. Pozostawił na posadzce opaskę na biodra i nagi jak dziecko wkroczył z powrotem do głównej komnaty.
Praca niewolników była pobudką dla całego Palatynu. Jeszcze przed świtem przynosili drabiny do wszystkich pomieszczeń, aby zdejmować pajęczyny, odkurzać, czyścić srebra. Inni rozpalali ogień w kuchniach, przygotowując jedzenie na cały dzień. Taka praca rozpoczynała się w każdym domu zresztą, czy to bogatym, czy biednym, już o brzasku. Tylko pijacy przesypiają słońce, mawiał Seneka. Biały dzień był drogocenny tak dla konsula, jak i żebraka.
Neron rozważał, czy nie udać się do innych części siedziby cesarskiej, gdzie czekały na niego baseny i podgrzewane łaźnie. Na wschodzie zobaczył na widnokręgu złotą kreskę. Nie, nie ma czasu na relaksowanie się w cieple, spodziewano się go już w senacie. Dał znak osobistym niewolnikom i przynieśli wiadra pełne gorącej i zimnej wody, gdy stał z rękoma wyciągniętymi na boki, a oni oblewali go i szorowali. Niczym doborowego byczka, bo wszak był dobrze umięśniony i miał zgrabną sylwetkę. Na koniec wypluł pachnącą wodę do złotej misy i cały lśniąc od świeżej oliwy, zasiadł na krześle, by poddać się zabiegom balwierza Talamusa. Umościł się wygodnie na oparciu i dwóch niewolników oporządziło go sprawnie – wyczyścili uszy, wyświecowali je i na końcu sprawdzili nos. Wysmarowali też włosy oliwą, po czym ułożyli je w drobne pukle, z których Neron był dumny, bo choć zakrawało to na próżność, to przecież kojarzyły mu się z lwią grzywą. Połowa senatu miała lśniące brązowe łysiny sterczące niczym wyspy z morza. Szczerze czuł, że jest przyszłością Rzymu, kiedy zasiadał pośród tych starców. Pomyślawszy to, parsknął śmiechem, gdy tymczasem Talamus ostrzył brzytwę z hiszpańskiej stali, oddychając przez nos.
Neron skinął głową, udzielając mu pozwolenia. Talamus zamaszystym gestem wyjął ręcznik z parującego wiadra i ułożył go na twarzy cesarza. Zapiekło, ale Neron wytrzymał. Po zdjęciu ręcznika Talamus wtarł mu w policzki odrobinę oliwy z oliwek i zabrał się do pracy z brzytwą. Żaden władca Rzymu nie nosił brody od czasów Juliusza Cezara. Zresztą, ta moda zaczęła się pewnie już w czasach tamtego starego wilka, w każdym razie stała się popularna. Neron był raczej miłośnikiem współczesnych greckich trendów, ale Seneka tak się przeraził na myśl o tym, że najważniejszy człowiek w Rzymie miałby chodzić nieogolony, że Neron w końcu obiecał, iż nawet nie będzie o tym myślał. Zawarli kompromis – Neron zachowa swoje pukle woźnicy rydwanów, ale za to będzie się co rano golił.
Teraz zaciskał szczęki, a Talamus pracował. Niektórzy balwierze tak bardzo się bali, że mogliby zaciąć swych wysoko urodzonych klientów, że ich praca trwała wieki. Ten był wprawdzie stary, ale wciąż miał szybkie ruchy. Neron zwyczajnie się zdziwił, gdy poczuł ukłucie. Spojrzał na Talamusa, który stężał w bezruchu.
– Jest bardzo źle? – spytał cesarz.
– To mała ranka, domine, na podbródku. Tylko kropelka krwi – odparł golibroda, jąkając się.
Talamus już sięgał po swoje przybory, wśród których miał pasma pajęczyny nasączone w oliwie i occie. Neron nic nie powiedział, kiedy paseczek tej substancji został przyklejony do jego twarzy. W duchu był z siebie zadowolony, że nie zareagował wybuchem. Rozmyślał wcześniej o senacie i to go tak rozkojarzyło, że gniew zaraz mu minął. Seneka byłby z niego dumny.
Kiedy golenie dobiegło końca, balwierz stanął i czekał pokornie, nadal cały się trzęsąc. Neron potarł szczękę i skinął głową. Talamus ukląkł z ulgą, jeszcze raz przepraszając jąkającym się głosem, aż w końcu cesarz uciszył go gestem dłoni. Nic nie mogło mu zepsuć nastroju w taki dzień.
Krzesło zostało wyniesione i cztery kobiety o macierzyńskim wyglądzie ubrały Nerona w nową przepaskę biodrową, długą tunikę i togę w barwie oślepiającej bieli. Nie było mu w smak, że to wszystko było takie ciężkie, ale mus to mus. Nigdy nie nosił tego samego stroju dwa razy; czuł, że jego umysł się uspokaja od tego nieskazitelnie czystego odzienia. Wyszkolił swych niewolników i dzięki temu każdy poranek przebiegał niemal doskonale, zgodnie z jego życzeniem. Dotknął podbródka w tym miejscu, gdzie zacięło go ostrze brzytwy. Ten epizod zakłócił rytm. Być może należało odesłać Talamusa na emeryturę i poszukać kogoś młodszego. Neron skrzywił się pod wpływem tej myśli. Wybieranie kogoś na tyle zaufanego, by mógł stanąć obok cesarskiego gardła z brzytwą, to nie przelewki.
Neron usiadł na krześle obok drzwi, gdzie zawiązano mu sandały, a gdy poderwał się energicznie, niewolnicy teatralnie odskoczyli, unosząc dłonie do twarzy. Uśmiechnął się do nich szeroko. Tę zabawę urządzał każdego ranka, a oni dobrze odgrywali swoje role. W tym momencie był Odyseuszem, Achillesem… Przed oczyma stanęła mu skwaśniała twarz Seneki, wytężył więc umysł w poszukiwaniu jakiegoś rzymskiego bohatera w miejsce greckich. Był Cezarem podczas bitwy pod Farsalos. Był Horacjuszem Koklesem broniącym mostu na Tybrze, gotowym oddać życie za Rzym.
Ruszył w stronę ogromnych odrzwi z brązu. Zanim je otworzono, zatrzymał się jeszcze, by w tej ostatniej chwili dla siebie sprawdzić wszystko, zanim pokaże twarz światu. W tym momencie podbiegł do niego niewolnik, ukląkł i podał szklanicę czystej wody. Neron zaczekał, aż degustator się napije, po czym przyjął resztę, póki jeszcze się nie ociepliła. Takie ostatnio wynalazł sobie ulubione zajęcie, że stale szukał najczystszej górskiej wody. Przejrzysta ciecz widoczna w tym naczyniu została sprowadzona z Galii. Najpierw ją przecedzano i gotowano, a potem mieszano z pokruszonym lodem. Była teraz tak zimna, że aż rozbolało go gardło i zrobił głośny wdech, uśmiechając się do nich skąpo w ramach nagrody za te trudy.
Drzwi się otwarły. Niewolnicy za jego plecami odetchnęli z ulgą, a dopiero potem zabrali się do sprzątania prywatnych komnat cesarza.
Neron kiwnął głową w stronę ulubionych doradców, ustawionych według ich pozycji oraz wagi spraw, którymi się zajmowali. Wiedział, że mają zwyczaj przepychać się i kłócić o miejsce za drzwiami do jego prywatnej siedziby. Godził się na to, bo taka rywalizacja sprawiała, że wykazywali się bystrością umysłu i oszczędzali mu czasu. Najpierw do jego uszu docierały rzeczy najważniejsze.
Po chwili razem ze stadkiem doradców kroczył pod arkadą, do której napływała woń jaśminu i szum płynącej wody. Napawał się tym wszystkim, jednocześnie zauważając, że Grek, którego zatrudnił na stanowisku głównego kwestora zarządzającego finansami, nie idzie na samym przedzie. I dobrze. Faon sprawdzał się znakomicie w swej roli, ale Neron nie lubił zaczynać dnia od problemów z walutą i pożyczkami.
Zerknął ukradkiem na prefekta pretorianów, tuż za prawym ramieniem. Burrus był stałym elementem jego świty i rzadko ustępował miejsca innym, jeśli nie zachodziła jakaś wielka potrzeba. Jego obecność rozpraszała jakiekolwiek obawy, dokładnie tak, jak powinno być. Neron zerknął na Epriusa Marcellusa stojącego po jego lewicy. Prokurator był łysy i brzydki jak pies, z tą pobrużdżoną i ogorzałą twarzą od lat spędzonych pod rzymskim słońcem. Trzymał w rękach zwoje papirusu owinięte wstęgami barwy cesarskiej purpury i czekał cierpliwie, aż cesarz pokaże, że dostrzega jego obecność.
Neron westchnął i przyspieszył kroku. Omal nie obejrzał się przepraszająco na Senekę. Jego nauczyciel nie był już młodym człowiekiem, ale od zawsze towarzyszyła mu dolegliwość, która także teraz spowodowała, że rzęził i miał czerwoną twarz, gdy dotarli do Forum u stóp wzgórza. Neron zacisnął zęby. Sprawy omawiane w senacie nie mogły czekać. Senatorzy oczekiwali, że będzie ich zaszczycał swoją obecnością raz w tygodniu i że obdarzy całkowitą uwagą. Seneka będzie musiał po prostu cierpieć albo zostać z tyłu. Każdy się z czymś zmagał w taki czy inny sposób. Burrus stracił na wojnie dwa palce. Senece ściskało się gardło przy byle wysiłku fizycznym, przez co zawsze żył ze śmiercią na ramieniu. A on sam… Neron pomyślał o srebrnych oczach matki i dreszcz go przeszedł.
Otworzyły się skrzydła ostatniej bramy i wyprowadził swą grupę na uliczny bruk. Dołączyło do nich kilkunastu pretorianów idących w idealnie równej formacji, żeby pilnować bezpieczeństwa cesarza. I jak każdego ranka miał przed sobą widok, który zapierał mu dech w piersiach. Przez chwilę stał w miejscu, radując się jego urodą.
Roztaczał się przed nim widok na cały Rzym, miasto zamieszkane przez milion dusz, niewolników, ludzi wolnych i wyzwoleńców, garncarzy, malarzy i strategów wojennych. Ze szczytu Palatynu widział Circus Maximus, świątynie przy Forum, akwedukty, które dostarczały miastu wodę – oraz same wzgórza rojące się od ludzi, którzy już handlowali, wytwarzali różne przedmioty i kupowali żywność, mimo że słońce dopiero co rozświetliło horyzont. Neron czuł się wolny od wszelkich trosk, gdy dawał znak prokuratorowi.
– Epriusie – zagaił.
Mężczyzna odezwał się natychmiast, był bowiem weteranem porannych szarż w dół wzgórza.
– Senat zbiera się, by wysłuchać argumentów w kwestii morderstwa senatora Lucjusza Pedaniusza. Jako że sprawa dotyczy zabicia senatora, wasza cesarska mość będzie proszony o wydanie wyroku.
– Podaj mi główne tezy – rzucił Neron. Mimo hałaśliwego marszu pretorianów słyszał, że Seneka oddycha coraz gorzej.
– Otóż… zginął z ręki własnej niewolnicy. Kobieta została pojmana i czeka na karę. Nie ma dyskusji co do tej zbrodni.
– W takim razie jaki mam tu wydać wyrok?
– Senator Pedaniusz posiadał ponad czterystu niewolników, domine. Prawo i obyczaj nakazuje uśmiercić wszystkich po takim morderstwie.
Neron zmełł przekleństwo. Niemal czuł spojrzenie Seneki na plecach.
– Mężczyzn, kobiety i dzieci? – zapytał.
Eprius przytaknął, dotykając zwojów, które znał już na pamięć.
– Dziewięćdziesiąt kobiet, domine, w wieku od czternastu do sześćdziesięciu lat. Czterdzieścioro ośmioro dzieci, w tym również bękarty senatora, ale Pedaniusz już nie żyje, więc nie może potwierdzić ojcostwa…
– Rozumiem. Niech tak będzie, wysłucham argumentów.
Eprius pokłonił się i wycofał, ustępując miejsca ulubionym architektom Nerona. Cesarz omiótł spojrzeniem tych dwóch. Powiadano, że Sewer i Celer pracują i mieszkają razem, połączeni intymnością wszelkiej odmiany. Zdarzały się chwile – zazwyczaj wtedy, gdy żona albo kochanka rozzłościły się na niego – kiedy się zastanawiał… Życie w męskim otoczeniu mogło przynosić swoiste korzyści, ale z drugiej strony cena za to byłaby dość wysoka. Uśmiechnął się pod wpływem tej myśli.
Młody cesarz prawie całą drogę szedł na czele grupy. Nie bardzo miał ochotę poruszać jakiś nowy temat, ale ostatecznie się ugiął.
– Sewerusie.
– Teatr na drugim brzegu Tybru jest już niemal ukończony, domine – odparł natychmiast zapytany. On też zauważył, że doszli już prawie do Forum. – Nalegam tylko, byś przystawił swą pieczęć na ostatnich rachunkach. Trudno było znaleźć pozłotę dobrej jakości, ale…
– Spotkaj się z Faonem – wszedł mu w słowo Neron. – Faonie? Wyraź zgodę na te rachunki.
Zerknął na Burrusa i dostrzegł znajomą kamienną minę. Zacisnął zęby i obrócił się w stronę architektów.
– Weźcie obaj dodatkową zapłatę za tę pracę. Niech to będzie jedna piąta kosztów budowy. Pierwszego następnego miesiąca zaaranżuję tam coś, jakieś prywatne przedstawienie. Burrusie, nie musisz się tak na mnie krzywić. Tylko dla przyjaciół i rodziny.
Pretorianin pochylił głowę i obaj architekci zostali z tyłu. Neron zauważył, że młodszy obejmuje towarzysza i potrząsa nim z zadowoleniem. Gdybyż wszystkie jego zadania były takie proste…
Tego ranka cała grupa dotarła na Forum wyjątkowo szybko, dlatego nie wszyscy zostali wysłuchani. Neron zatrzymał się przed wejściem do budynku Curia Iulia. Już nie byli sami: zebrała się tu spora grupa obywateli nadstawiających uszu, by przysłuchiwać się debatom toczącym się w środku. Na widok cesarza mężczyźni i kobiety zesztywnieli z czcią.
Neron spojrzał na swych doradców, po raz kolejny zauważając, z jakim wysiłkiem Seneka oddycha.
– Dziś rano skazałem cię na zbyt wielki wysiłek, stary przyjacielu – rzekł cicho.
Filozof potrząsnął głową.
– Odzyskam siły. Moim obowiązkiem… jest być u twego boku.
Nie był to wcale wyraz adoracji i Neron wiedział, że został ofuknięty. Seneka umiał być subtelny, ale młody cesarz pragnął jego aprobaty, bo nauczyciel był pod niektórymi względami dla niego jak ojciec. Chłopcy potrzebują ojca, a jego… cóż, ledwo pamiętał mężczyzn, których poślubiała matka. Tylko Klaudiusza pamiętał naprawdę dobrze, a oprócz tego jakieś mgliste sielankowe chwile i klejenie rydwanu. Zachmurzył się. Boginie losu odebrały mu ojców, dlatego musieli go wszystkiego uczyć obcy mężczyźni. Szukał ich i znalazł Senekę i Burrusa, bo im mógł ufać.
– Muszę tam wejść – powiedział. – Burrusie? Toruj przejście. Znajdź miejsce na ławach obserwatorów dla Seneki.
Prefekt ukłonił się i wszedł do środka. Jego pojawienie się na pewno uczuliło senatorów na obecność Nerona, jeśli jeszcze nie usłyszeli, że przybył. Wiedział, że zostanie przyjęty z należytą czcią i szacunkiem. Nie ze względu na niego samego, jak to mu kładł do głowy Seneka chyba z tysiąc razy, lecz przez wzgląd na doniosłość pełnionej przezeń funkcji. Był princepsem, tym, który w Rzymie zajmował pierwsze miejsce. Był cesarzem i skupiał w swych rękach całą władzę.
Wszedł do gmachu senatu przez drzwi, których nigdy nie zamykano. Obywatele Rzymu mieli prawo usłyszeć, co się mówi w tym miejscu i jakie zapadają decyzje, gdyż miały wpłynąć one na ich życie. Teoretycznie senat mógł się spotykać w dowolnym miejscu, ale tradycja była jak ten szlam usuwany z dna Tybru i dlatego preferowali budynek zwany Curia Iulia. Przebudowany przez Augusta po wielkim pożarze miał elewację ze wspaniałego białego marmuru i stanowił najważniejszy obiekt Forum.
Sześciuset senatorów siedziało już na swych miejscach, przyszli bowiem wcześniej, żeby je sobie zagwarantować; na widok cesarza zebrali fałdy białych tog i powstali. Neron zatrzymał się, gdy herold oznajmił jego przybycie, po czym ruszył naprzód, w samo serce mrocznego wnętrza.
Pod ścianami stały setki innych uczestników obrad, ściśniętych ramię przy ramieniu. Debaty chcieli tego dnia wysłuchać przedstawiciele wyższej magistratury, edylowie i trybuni ludu. Do Nerona dotarło, że każdy ma niewolników, a jego wyrok będzie dotyczył ich wszystkich.
Dotarł do środka sali, ale nie zamierzał na razie stawać na mównicy. Zasiadł na oddzielnym siedzisku, starannie układając fałdy togi. Mógł przywdziać purpurę, ten kolor był zarezerwowany dla cesarzy, ale Seneka uważał, że jest zbyt majestatyczna. Neron pomyślał z cierpkim niezadowoleniem, że opinie tego człowieka męczą go niekiedy jak obsesyjne wspomnienia. Co by się stało, gdyby przywdział purpurę następnego dnia? Czy to nie kłamstwo z tym udawaniem, że niczym się nie odróżnia od przeciętnego senatora? To rozumowanie mu się spodobało i stwierdził, że przyda mu się w kolejnej dyspucie z Seneką. Potrząsnął głową, zadowolony, że obserwujący go ludzie nie wiedzą, o czym myśli. Seneka wyszkolił mu umysł, Burrus dbał o jego kondycję fizyczną, a jednak obaj stale rzucali mu kłody pod nogi. Czasami odnosił wrażenie, że narzucane przez nich wzorce są po prostu nie do osiągnięcia. Miał dwadzieścia dwa lata i życie rzymskiego cesarza okazało się trudniejsze poza wszelkie wyobrażenia. Taki Klaudiusz prawie wcale nie spał, z tego, co Neron się orientował. Jego matka…
Odruchowo spojrzał ukradkiem na boczne drzwi. Agrypina, kiedy jeszcze żyła, kazała zawiesić tam zasłonę, obrzydlistwo jej własnego pomysłu. Nikt z obecnych nigdy nie wiedział, czy ona tam jest, ukryta za ścianą z tkaniny, wzbudzając oburzenie bogów i naruszając prawa Rzymu swoim bezwstydem. Ta kobieta nigdy nawet nie próbowała żyć zgodnie z ideałami wzorowej Rzymianki.
Neron poczuł ścisk w gardle, jakby oplotły go jej włosy. Podrapał się po podbródku zadraśniętym podczas golenia; oderwał pasemko pajęczyny, wałkując je w palcach. Z wysiłkiem odzyskał spokój i dał znak Lentulusowi, że może zaczynać.
Konsul Kossus Lentulus nie był dobrym mówcą, ale to akurat odpowiadało cesarzowi, który już czwarty rok z rzędu pełnił funkcję drugiego konsula. Kiedy przemawiał do senatu w tej roli, starał się sprawić, by jego głos dźwięczał im w uszach – nie chciał, by Lentulus wypadł od niego lepiej na scenie. Lentulus wyraźnie rozumiał marionetkowy charakter tej roli. Tradycja wymagała, aby każdego roku wybierano dwóch konsulów. Neron sam siebie wyniósł na stanowisko, stale bowiem słyszał od senatu, że musi zasięgnąć rady u obu konsulów, zanim wyrazi zgodę na podjęcie danych działań. Tak było znacznie prościej – i przekonał się, że niemal zawsze to on przykłada konsularną pieczęć do własnych planów.
Lentulus chrząknął.
– Drogą głosowania, przeprowadzonego dziś w tej szacownej izbie, wnioskowano o wydanie wyroku. W związku ze sprawą okropnej zbrodni, której ofiarą padł senator Pedaniusz, los jego niewolników podlega prawom Dwunastu Tablic. Ten, kto po przebudzeniu widzi stojących przed nim niewolników, rozumie na pewno, po co one istnieją.
Neronowi znienacka przyszedł na myśl Talamus i jego brzytwa. Podał się z napięciem do przodu.
Lentulus milczał przez chwilę, czekając, aż wszyscy przyswoją jego słowa.
– Bunt niewolników może zniszczyć miasto do cna, jak byle wojna, o czym w przeszłości przekonała się Sparta. Kara została wpisana do ustawy prawnej; niewolników danego domu skazuje się na egzekucję, publiczną i okrutną, co służyć ma ochronie nas wszystkich. Jeśli jakiś niewolnik zamierza się nożem na swego pana, to inni niewolni ludzie z jego otoczenia pohamują go, a może nawet zabiją ze strachu przed utratą własnego życia. To dobre prawo, które dobrze nam wszystkim służy. Domagam się zatem wyroku przeciwko temu domowi. Niechaj niewolnicy senatora Pedaniusza zostaną zabrani na miejsce publicznych egzekucji. Niechaj ich los stanie się przykładem dla wszystkich rzymskich niewolników, niech wrazi się w pamięć kolejnym pokoleniom. Niechaj to będzie lekcja. Proszę o udział mądrości bogów w naszych rozważaniach.
Konsul złożył ukłon przed cesarzem i usiadł. Teraz powstał prokurator Eprius, wciąż trzymając swe papirusowe zwoje. Neron umościł się wygodniej, zagryzając dolną wargę. Pragnął okazać litość, ale argumenty podane przez drugiego konsula okazały się jasne i oczywiste. Trudno się tu było spierać.
– Patres conscripti, wasza cesarska mość. Neronie Klaudiuszu Cezarze… przyjaciele – zaczął Eprius. – Dwanaście Tablic to podwaliny tego miasta. Wyryto je w brązie, a jednak są dziełem dziesięciu śmiertelników, którzy tego dokonali czterysta lat temu z okładem. Nadal możemy spłacać długi niewolnikami, a także zabijać przy narodzinach zdeformowane dzieci, ale to są filary państwa i dzięki nim powstaje zdrowa populacja. Po co wychowywać dziecko, które całe życie będzie żebrakiem? Albo pozwalać dłużnikowi wymigiwać się od spłaty długu? Faktem jednak pozostaje, że od stulecia nie mieliśmy procesu o czary użyte do zniszczenia plonów, zakaz picia bez umiaru zaś jest traktowany na ogół jako żart.
Zaczekał, aż fala śmiechu przetoczy się przez salę.
– Panowie, te prawa stworzyli ludzie tacy jak my. Jeśli ich nie będziemy podważać, będą nami rządzić, a my damy się zniewolić. Nie, winniśmy oceniać stan rzeczy po męsku. Taki nasz obowiązek, bo całe cesarstwo patrzy na nas, na tę salę i te ławy, oczekując mądrości. Jest jeszcze taka sprawa, że spadkobiercy senatora Pedaniusza domagają się kompensaty. Twierdzą, że czterystu niewolników stanowi cenny składnik schedy po nim, które to stwierdzenie jest jak najbardziej zasadne.
Neron spostrzegł, że Eprius zwraca baczną uwagę na reakcję zgromadzonych w trakcie przemowy. Ten brzydki człowieczek był doświadczonym prawnikiem. Gdy zauważył, że jego wywód się nie podoba, prawie niedostrzegalnie zmienił taktykę.
– Proponuję zatem szlachetny kompromis, który nie spowoduje większej szkody. Niechaj niewolnicy płci męskiej zostaną poddani egzekucjom, panowie. Będzie to narzucona przez naszego czcigodnego konsula lekcja dla tych w niewoli. Nasza lekcja. Może zrekompensujemy rodzinie tę stratę. Sugeruję z kolei, by kobiety i dzieci zostały zwrócone spadkobiercom. Będą mogli je sprzedać albo zatrzymać.
Senatorowie wydawali się teraz podzieleni, na ile Neron mógł stwierdzić. Niektórzy głośno wychwalali Epriusa za to, że znalazł rozwiązanie dla niewygodnego problemu. Inni jednak siedzieli z kamienną twarzą albo kręcili głową, jawnie się nie zgadzając. Bo prawda była taka, że ludzie bali się swoich niewolników. Jeśli członek danego domu mógł zabić właściciela i nie ponieść za to straszliwej kary, to w takim razie nikt z nich nie był bezpieczny. Przecież każdy ze znajdujących się na tej sali co rano wystawiał gardło pod dotyk brzytwy… i po tym zdarzeniu pewnie jeden z drugim zacznie się zastanawiać, czy aby ta poranna godzina nie jest jego ostatnią.
Eprius zasiadł na ławie z tyłu, między dwoma senatorami pogrążonymi w zajadłej kłótni. Neron zamyślił się, wspierając głowę na pięści. Czekali na niego, a on czuł, że gorący rumieniec wypełza mu na szyję. Wiedzieli, że jego wyrok może się okazać połowiczny, dlatego w tej chwili byli dość zadowoleni, jazgotali i wygłaszali uwagi, dźgając palcami powietrze. Neron zaklął bezgłośnie, wstał i podszedł do mównicy.
– Czcigodni senatorowie, obywatele Rzymu… – zaczął.
Umilkli, zanim skończył mówić. Nawet zgiełk miasta docierający przez otwarte drzwi przycichł. Neron zrobił głęboki wdech. W przekonaniu Seneki miał zaakceptować kompromis – wiedział o tym. Co jest dobrego w karaniu niewinnych kobiet i dzieci? Zapewne znajdowały się w innej części majątku senatora, nie wiedząc, że ich los został przypieczętowany podczas jednej chwili wypełnionej krwią i szaleństwem. Czemu mieliby ponosić publicznie śmierć za coś takiego? A jednak… Pomyślał o Talamusie i brzytwie, o swoim degustatorze, o całej grupie niewolników, którzy mogliby go przytrzymać i poderżnąć mu gardło podczas snu. Zacisnął dłonie na skraju mównicy, pochylając się do przodu.
– Wysłuchałem wszystkich wywodów… – zaczął.
Mógł okazać litość! Ci ludzie poznali Tyberiusza i Kaligulę. Ich rządy kończyły się morderstwami, drugie było jeszcze gorsze od pierwszego. Powiódł spojrzeniem w stronę miejsca, gdzie stali Seneka z Burrusem. Spojrzenie filozofa było pełne blasku, jakby uwięzło w nim światło Forum. Niemal słyszał głos starca mówiącego o godności niewolników. Jeśli ktoś sprzedaje człowieka za własne długi, to jego upadek jest nieunikniony, bo zdaniem Seneki niewolnicy także są ludźmi.
Młody cesarz przymknął oczy. Zbyt długo już milczał.
– Wychowaliśmy się wszyscy na prawach i tradycjach Rzymu – powiedział. – Chronią one lud przed okrucieństwem wysoko urodzonych, którzy nie mają nad sobą żadnych panów. Prawo użycza im sprawiedliwości, kiedy zostaną podle potraktowani. Mogą zwracać się do sądów z roszczeniami, wysłuchują ich przedstawiciele magistratury, trybuni występują w ich imieniu. Słowa konsula Lentulusa przypominają mi o mądrości tych, których nie ma już między nami. Ich zapatrywania nazwałbym ponadczasowymi. – Urwał, wiedząc, że w tym momencie rozczaruje Senekę. – Zastosuję to prawo zgodnie z jego literą. Niewolnicy, którzy należeli do senatora, zostaną zgładzeni na Forum, jeszcze przed zachodem słońca dzisiejszego dnia. Ich los posłuży jako ostrzeżenie dla niewolników wszelkich domostw w mieście i poza nim, dla wszelkich nacji podległych Rzymowi. Bogowie odtrącają tego, który podnosi rękę na swego pana. Niewolnicy służą i będą służyć wedle naszych rozkazów. Nie dopuszczam apelacji od tego wyroku. Ma on być dziś odnotowany pod pieczęcią konsularną i cesarską.
Senatorowie podnieśli się z miejsc i stali z pochylonymi głowami, gdy Neron kroczył pośród nich ku wyjściu, ku światłu dnia. Towarzyszyli mu Burrus i Seneka, a gdy wychynął na słońce, zeszli się w parę za jego plecami. Nie odważył się spojrzeć na żadnego, bo nie wątpił, że ujrzy na ich twarzach zawód. Przedstawiciele magistratury i pretorianie szli za nim jedną grupą, jakby był kometą wlokącą za sobą długi warkocz. Za nimi z kolei dołączyli liktorzy z niewielkich koszar na skraju publicznych włości, którym płacono za ochronę pretorów, westalek a także cesarzy. Neron nie spojrzał nawet na tych sześciu mężczyzn stąpających ciężko na samym końcu. Każdy na ramieniu niósł pęk rózeg z osadzonym w środku toporem, ale nie pamiętał, by któryś ostatnimi czasy rozwiązał rzemień opasujący pęk albo nawet użył rózeg; to był tylko symbol i ostrzeżenie, że nie wolno tknąć cesarza. Gdyby jakiś obywatel się na to poważył, liktorzy mogli narzucić posłuszeństwo toporem albo rózgami.
Cała grupa przeszła przez plac, kierując się do jego ulubionej łaźni, wielkiego budynku z kolumnadą od frontu. Neron zauważył nową twarz; jej właściciel wśliznął się między nich i ziewał jak ktoś, kto poszedł spać późno, a wstał wcześnie. Anneusz Serenus był jego najbardziej zaufanym przyjacielem i prefektem rzymskich wigilów. W teorii zwalczał pożary i polował na przestępców, w praktyce poczynał sobie bez umiaru. W całym Rzymie nie było takiego domu, do którego by nie wszedł, jeśli chciał przeprowadzić tam śledztwo. Żaden senator nie mógł przejść obok niego, nie zastanawiając się, czy nie zostanie zatrzymany i wypytany. Serenus przydał swemu stanowisku ważności, choćby dzięki temu, że sam cesarz go cenił.
– Dobrze czy źle? – mruknął do niego Neron.
Serenus wzruszył ramionami.
– Wszyscy się bali, że pozwolisz tym niewolnikom odejść wolno. Dopilnuję, by to się dokonało, choć wolałbym mieć trzy dni więcej.
– Wyjadę na wieś – oznajmił Neron. – Do majątku w Ancjum albo Mizenum.
Burrus odkaszlnął i Neron obrócił się w stronę najważniejszego pretorianina. Aż za dobrze znał tego człowieka.
– Mów, skoro musisz, Burrusie. Bez ogródek.
– Stało się, wasza cesarska mość. Nie możesz teraz odwołać swojej decyzji, bo okazałbyś słabość. To tyle ode mnie.
– Popełniłem błąd, twoim zdaniem? Mów! Rozkazuję ci.
– Mogłeś okazać litość kobietom i dzieciom, którzy nie brali w tym udziału. Eprius dał ci taką szansę, ale ją odrzuciłeś. A teraz mówisz, że wyjedziesz do jakiegoś spokojnego majątku, gdy będą trwały egzekucje? Powinieneś zostać, wasza cesarska mość, i przekonać się na własne oczy, jaką moc mają twoje słowa.
– A ty, Seneko? Zgadzasz się z tym? – natarł na swego nauczyciela Neron, już poczerwieniały ze zdenerwowania.
Starzec nadal rzęził, a oczy miał załzawione z wysiłku.
– Doprawdy, wydaje się, że nie skorzystałeś z szansy – odrzekł. – Mogłeś ich… ułaskawić. Senat przystałby na to. W końcu kierują się twoim przykładem.
– A więc obaj przeciwko mnie? – warknął Neron. – Przynajmniej ten jeden raz mówicie jednym głosem! A przecież zawsze chcecie, żebym był Rzymianinem, żebym szanował tradycję, prawo i… godność! Nie mogę grać na lirze ani śpiewać dla tłumów, bo moja reputacja mogłaby na tym ucierpieć. Nie mogę mówić o Grekach, o ich sztukach teatralnych i muzyce, ale kiedy wydaję wyrok całkowicie zgodny z Dwunastoma Tablicami, to się mylę?
– Prawo powinno nam służyć, a nie… – zaczął Seneka, znajomym jednostajnym tonem wykładu.
Neron dotarł do łaźni. Wsparł jedną dłoń na filarze i zebrawszy się w sobie, spojrzał na nich wyniośle.
– Stańcie tu, wszyscy. I czekajcie na słońcu, dopóki nie wrócę. Może wykorzystam ten czas na zastanowienie się nad tym, co mi powiedzieliście. Bo ja… – Zacisnął dłoń w pięść, nie posiadając się z gniewu. – Nawet nie wiecie, jak się staram… – Usłyszał słabość w swoim głosie i aż warknął z irytacji. A potem machnął ręką z obrzydzeniem i skinął głową na Serenusa. – Chodź ze mną! Chcę zmyć ten kurz i się najeść. A wy pozostali… zostańcie tu sobie.
Obaj z Serenusem weszli w chłodny mrok, gdzie czekała na nich woda we wszelkich odmianach, od zmrożonej po parującą, a także niewolnicy, którzy nacierali oliwą, szorowali i masowali bywalców przybytku gotowych płacić za takie usługi. Po chwili jednak Neron bez ostrzeżenia wyszedł znowu na zewnątrz.
Wycelował palec w stronę Burrusa, wyróżniając go spośród pozostałych.
– Moja kochanka, Poppea, jest brzemienna, Burrusie. To już widać i skoro oczekuje mojego potomka, to w takim razie nadszedł czas, bym się z nią ożenił. Skrzyknij kohortę i pójdźcie zebrać dobytek Oktawii. Życzę sobie, by dziś wieczorem już jej nie było na Palatynie. Skoro mam się przyglądać egzekucji czterystu niewolników, potrzebuję czegoś, co doda mi ducha. Takie są moje rozkazy.
Burrus wyglądał na ogłuszonego. Rzecz jasna wiedział o ciąży, ale nie miał pojęcia, że Neron zamierza rozwieść się z żoną. Zerkał na przechodniów i na tłum, który się zebrał, kiedy tam stali. Bardzo niewiele rzeczy w Rzymie odbywało się w prawdziwej prywatności, a plotki tego rodzaju rozchodziły się lotem ptaka po mieście i mogły zaraz dotrzeć do uszu samej cesarzowej. Pretorianin zniżył głos.
– Cały lud Rzymu wielbi twą małżonkę, domine, a jej ojciec Klaudiusz jest wciąż czczony jako bóg. Twoja własna matka była jego główną kapłanką.
– To może Poppea będzie teraz doglądała jego ognia – odrzekł szorstkim tonem Neron. Wciąż był zirytowany na nich i pragnął czym prędzej zanurzyć się w chłodnej wodzie, by zapanować nad złością.
– To ta sama Poppea Sabina, która nadal jest żoną Otona? – odezwał się nagle Seneka.
Neron aż się wzdrygnął pod jego spojrzeniem. Na to wyglądało, że Seneka dotąd o niczym nie wiedział; teraz z trudem znosił oburzenie na twarzy starca. Seneka był nauczycielem Otona, Serenusa i Nerona od czasów, gdy byli jeszcze niedorostkami.
Nie potrafił odpowiedzieć, tylko zachmurzony patrzył w dal ponad Forum.
– Każę oficjalnie zakończyć to małżeństwo. Oton jest wciąż w Luzytanii, już od dwóch lat. Wiem, że to ja jestem ojcem tego dziecka, Seneko. Nie możesz w to wątpić. Jeszcze dziś poślę do niego kuriera z listem napisanym osobiście przez Poppeę. Jestem pewien, że nie będzie nam stał na drodze.
Zerknął na Burrusa i z wysiłkiem ukrył wstręt, gdy zauważył, że pretorianin pociera się po szczęce okaleczoną, szponiastą dłonią przypominającą łapę wrony. Tego właśnie się nauczył od takich ludzi jak Seneka i Burrus. Opanowania.
– Myślałem, że dziś to uczcimy – powiedział. Zmusił się do uśmiechu, ale usta miał zaciśnięte, a jego oczy wciąż lśniły. – Od przebudzenia ta wieść miesi się we mnie. Myślałem, że wydam jakiś byle wyrok, którego domaga się senat, a potem będziecie mi gratulować, bo posucha nareszcie się skończyła. – Zawiesił głos, ale po chwili zaczął mówić głośniej. – W tej łaźni czeka na mnie jadło i wino! Zaprosiłbym tam was wszystkich, zanim wy… Ach, nie ma już o czym mówić. Serenus i ja zjemy sami, a wy postoicie sobie na słońcu. Albo nie, możecie się rozejść. Burrusie, zbierz dobytek mojej żony i każ go wysłać do portu w Ostii. Niech ona tam na mnie czeka. Przybędę się z nią rozwieść, kiedy będę gotów.
– Gdybyś zaufał memu osądowi, domine – zaryzykował Burrus – może zechciałbyś jeszcze raz się zastanowić… nie musisz przecież zadawać tej rany. Możesz przysposobić to dziecko, jeśli takie twoje życzenie, ale nie odrzucaj Oktawii. Lud…
– Lud i senat Rzymu zrobią, co każę – wszedł mu w słowo Neron i Burrus przestał mówić, bo nikt się nie sprzeczał z cesarzem, nawet prefekt jego straży przybocznej. – I choć wprawdzie ufam twemu osądowi, Burrusie, to jednak w tej kwestii się mylisz. Mogę nareszcie rozpocząć swe panowanie. Wolny od… wpływów. Takie są moje rozkazy. Możesz odejść.
Zawahał się, bo w głowie miał wir myśli. Chciał ułaskawić niewolników Pedaniusza, ale Burrus powiedział przecież, że wówczas okazałby słabość. Uwiązł w pułapce i ten dzień już był zepsuty. Wydawszy jakiś niezrozumiały odgłos, okręcił się na pięcie i wszedł do chłodnego wnętrza łaźni.
Serenus podążył jego śladem, nie oglądając się. Nic go nie obchodziły opinie Seneki i Burrusa. To Neron miał do nich słabość, nie on. Urządził sobie dobre życie i za nic nie miał ochoty go zmieniać. Słyszał, że Burrus nakazuje trzem pretorianom wejść do łaźni, ale już z oddalenia. Cesarz nie mógł się nigdzie przemieszczać bez osobistej ochrony. Serenus zdjął ściągniętą pasem tunikę, przepaskę z bioder i płaszcz. Był pewien, że porządna kąpiel, a potem kilka kielichów do lekkiego posiłku poprawią mu nastrój.
Oktawia płakała. Było to widać, bo miała spuchnięte oczy. Łzy zostały wytarte, a czyjeś wprawne dłonie domalowały nowe kreski kohlem. Neron zastanawiał się, czy jego własna twarz ukazuje oznaki smutku. Przybył do niej z Forum i choć wprawdzie kąpał się tego ranka, znowu czuł się lepki od potu. Po części to upał spowodował, że odzienie przylgnęło do jego skóry i że oliwa, którą został natarty, zjełczała. Nie… w tym było coś więcej. To było poczucie winy.
Jego żona stała przed nim niczym ogłupiałe cielę. Widział, że trzyma w dłoniach naszyjnik z rubinów wielkości przepiórczych jaj ofiarowany jej przez ojca. Owijała go sobie wokół palców niczym pasmo krwi. Wzdrygnął się, starając się nie myśleć o tym, co tego dnia widział. Wszyscy niewolnicy Pedaniusza zostali zabici. A on był zmuszony na to patrzeć – ich los przypieczętowały jego słowa, a jednak… a jednak… nie powinien był przekazywać tego zadania Serenusowi. Jego przyjaciel zrobił się mroczny i ponury, odzwierciedlając nastrój tłumu. W życiu nie widział, by wśród zgromadzonych ludzi zapadło nagle takie milczenie. Zazwyczaj wystarczało rzucać w ich stronę żetony i zaraz walczyli ze sobą, albo nawet dźgali się nożami, okazując nadzwyczajną wolę życia.
Dotarło do niego, że cały cuchnie dymem. Odór przesiąkł jego togę i włosy, a przy tym zostawił ślady sadzy na jego skórze, jakby doglądał stosu pogrzebowego. Na bogów, nie mógł powstrzymać obrazów, które przemykały mu przed oczyma, tych otwartych w krzyku ust. Bał się, że będą mu się teraz śniły, że jeszcze inne dłonie będą go wciągały w zieloną topiel.
– W takim razie powiedz to! – rzuciła rozkazującym tonem Oktawia. – Burrus mi powiedział, że chcesz mnie odtrącić. Żałuję tylko, że twoja matka nie żyje i tego nie słyszy! Albo mój ojciec. Bo oczywiście wtedy nie byłbyś cesarzem.
Nie należało tego mówić. Neron rzucił się w jej stronę i uchwycił dłońmi sznur rubinów. Nie zerwał go, ale w samym dotyku była pogróżka. Zastygła, bojąc się go, bojąc się woni krwi i ognia, którą biło od niego niczym żarem.
– Nawet o niej nie wspominaj, Oktawio. Ona odeszła i uwolniłem się. Jestem cesarzem, tak jak kiedyś twój ojciec.
Miała ochotę wychłostać go słowami, ale ona też nauczyła się panować nad sobą. Wprawdzie miała zaledwie dwadzieścia lat, ale niekiedy myślała, że rok spędzony na Palatynie jest jak cały żywot w innym miejscu. Strach potrafił postarzyć.
– Czemu mnie odsyłasz? – spytała.
Głos jej się łamał; opanowała się z wysiłkiem, bo nie chciała płakać. Nienawidził, kiedy płakała. Wyrzucał wtedy ręce w górę i twierdził, że ona nic nie rozumie, bo jest na to za głupia. A potem szedł poszukać swoich przyjaciół i wracał ileś dni później, śmierdząc winem i kurwami.
Zmusiła się do spokoju i łzy skrzące się w jej oczach nie pociekły po twarzy.
– Burrus powiedział, że Poppea spodziewa się twojego dziecka. Pewnie nie uwierzysz, ale moje serce aż podskoczyło pod wpływem tych wieści! Tysiąc nocy modliłam się, by moje łono się wypełniło… Skoro tak ma być, to ja się na to zgodzę. Pozwól mi tylko być nadal twoją żoną, Neronie. Możemy wychować to dziecko razem, a potem tylu jego braci albo sióstr, ile ona da radę urodzić. Czyż nie jest to wspaniała perspektywa? Proszę…
Spojrzał na nią z pogardą, widząc tylko desperację. Oktawia została niegdyś nazwana jego siostrą, zaraz po ślubie jego matki z cesarzem Klaudiuszem. Byli kuzynostwem, a jednak rzymscy plotkarze zabawiali się tym faktem całe lata.
Związek był sposobem na utarcie nosa spiskowcom i niczym więcej. Wyniósł go na piedestał, ale przy okazji także jego matkę. Tyle przynajmniej rozumiał. To nigdy nie było małżeństwo z miłości! Oktawia miała małe piersi, była blada i chuda i dlatego nigdy nie uważał jej za atrakcyjną, w odróżnieniu od Poppei. Mimo woli wydął wargę. Gdyby Oktawia została matką jego dzieci, rzuciłby jej cały świat do stóp. A tak… może sprawił to ten potworny widok na Forum, ale miał ochotę zadać jej ból, wylać na nią całą swoją złość i niechęć.
– Nie potrzebuję cię – oznajmił zimnym tonem. – Dociera to do ciebie? Mojej matki już nie ma wśród żywych i twojego ojca też nie. Zaczynam swoje długie panowanie w wieku dwudziestu dwóch lat! Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie dzieła mam w planach, Oktawio! I w tych planach nie ma dla ciebie miejsca. Nie, ożenię się z Poppeą Sabiną i to ona będzie rodzicielką potomków mojego rodu. To ona będzie ogrzewała moje łoże… czego ty nigdy nie potrafiłaś, nawet kiedy w nim leżałaś.
Słysząc to, zaczerwieniła się. Neron puścił rubiny, jakby je właśnie jej ofiarował.
– Jeśli sobie życzysz, jeśli masz coś do dodania, powiedz to teraz. Nakazuję ci to.
Spojrzała na niego gniewnie, ale bunt, jaki się w niej wcześniej narodził, równie prędko wyciekł.
– Postąpisz, jak zechcesz – odparła. – Nigdy mnie nie kochałeś, wiem o tym. Nie musisz być okrutny. Starałam się, ale nie byłam w stanie począć nowego życia. Nie masz pojęcia, jak ja się modliłam i jakie dziwne napary wypijałam, byle tylko począć. Tysiące razy dostawałam od nich wymiotów, ale zaciskałam zęby, w nadziei… Nieważne zresztą. A teraz ty mnie odrzucasz. Bardzo ciężko się tego słucha. – Przekrzywiła głowę, jakby naszła ją jakaś myśl. – Czy zwrócisz mi moje wiano? Majątek, który dał ci mój ojciec?
Tym razem to Neron odwrócił wzrok.
– Część z tego, ma się rozumieć. Przygotowałem akty własności kilku posiadłości. Będziesz żyła jak zawsze, choć… – Zacisnął zęby. – Nie będzie ci wolno wyjść po raz drugi za mąż, ani też wjechać do Rzymu. Uszanuj moją wolę. Zalecę stypendium z cesarskiego skarbca, milion rocznie. Mieszkaj sobie spokojnie w Herkulanum i…
– Mimo to musisz wypowiedzieć te słowa – przerwała mu.
Zadarła głowę, a on spostrzegł, ile odwagi ją to kosztowało. Przytaknął.
– Rozwodzę się z tobą, Klaudio Oktawio. Jako głowa naszego domostwa zrywam łączącą nas więź.
Zapadła się w sobie i wyglądała, jakby ją uderzył. Na swój sposób był to cios najpoważniejszy z wszystkich, jakich do tej pory w życiu zaznała. Przymknęła oczy i skinęła głową, jeszcze bledsza.
– Jak sobie życzysz – wyszeptała.
Była córką cesarza Klaudiusza, a potem żoną cesarza Nerona. W jednej chwili straciła to wszystko.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Tytuł oryginału: Inferno
Copyright © 2025 by Conn Iggulden
All rights reserved
Copyright © for the Polish e‑book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2025
Informacja o zabezpieczeniach
W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.
Redaktor: Małgorzata Chwałek
Opracowanie graficzne serii i projekt okładki: Ewa Skrzypiec
Fotografia na okładce: © Prisma/Universal Images Group via Getty Images
Wydanie I e‑book (opracowane na podstawie wydania książkowego: Inferno, wyd. I, Poznań 2026)
ISBN 978-83-8338-894-6
WYDAWCA
Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.
ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań, Polska
tel. +48 61 867 47 08, +48 61 867 81 40
e-mail: [email protected]
www.rebis.com.pl
Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer
