Na tropie zwyrodniałych zbrodniarzy - Daniel Bachrach - ebook + audiobook

Na tropie zwyrodniałych zbrodniarzy ebook

Bachrach Daniel

0,0
3,99 zł

lub
Opis

Opowiadanie kryminalne „warszawskiego Sherlocka Holmesa" z pierwszej połowy XX wieku, podane z pierwszej ręki. Daniel Bachrach, aspirant Urzędu Śledczego w Warszawie, wspomina sprawę kryminalną, którą prowadził. Przed Wielkanocą do urzędu śledczego zgłasza się przerażony były właściciel sklepu kolonialnego. Mężczyzna, po sprzedaży interesu kilka lat wcześniej, zamieszkał z żoną w Warszawie, zaś ich syn znalazł pracę we Lwowie. Wraz ze świątecznymi życzeniami chłopak tłumaczy rodzicom w liście, że nie może ich odwiedzić, ale przesyła prezent. Nazajutrz okazuje się, że paczka skrywa makabryczną zawartość. W skrzynce znajduje się ludzka noga i ręka. Śledczy muszą dowieść, kim jest ofiara oraz kto nadał tajemniczą przesyłkę.

Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów, z których pochodzi.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 27

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Daniel Bachrach

Na tropie zwyrodniałych zbrodniarzy

Saga

Na tropie zwyrodniałych zbrodniarzyJęzyk, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi. Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2019, 2020 Daniel Bachrach i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726534672

1. Wydanie w formie e–booka, 2020

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Pewnego dnia dyżurny wywiadowca zameldował mi, że jakiś starszy mężczyzna chce się ze mną w bardzo ważnej sprawie natychmiast zobaczyć. Poleciłem go wprowadzić do swojego gabinetu. Po chwili na progu stanął człowiek, lat około pięćdziesięciu. Na jego twarzy było przerażenie.

– Czym mogę panu służyć? – zapytałem, wskazując mu krzesło.

– Przydarzyło nam się coś strasznego i sam nie wiem, jak zacząć.

Był bardzo wzburzony, toteż poprosiłem go, by się uspokoił i opowiedział dokładnie o co chodzi. Wreszcie wyciszył się i rozpoczął swoje opowiadanie.

Przyznaję szczerze, że to, o czym mi zameldował, było tak straszne, że nie dziwiłem się wcale jego przerażeniu. Oto co od niego usłyszałem:

– Byłem właścicielem sklepu kolonialnego. Uciuławszy nieco grosza, sprzedałem interes i kupiłem małą posiadłość za Warszawą, gdzie zamieszkałem wraz z żoną. Mamy jedynego syna. Pracuje on we Lwowie na posadzie. Wczoraj otrzymałem od syna list z życzeniami wesołych świąt (było to na święta wielkanocne), przy czym donosił nam, że niestety nie może w tym czasie przyjechać, ale nie zapomniał o nas i przysyła nam prezent. W kopercie leżał załączony kwit kolejowy na odbiór przesyłki. Dziś rano poszedłem na dworzec i odebrałem tę przesyłkę. Była to mała skrzynka, wagi około dziesięciu funtów. Po przybyciu do domu, zaciekawiony tym, co nam syn przysłał, otworzyłem ją przy żonie i oboje krzyknęliśmy na widok zawartości. W skrzynce znajdowały się ludzka noga i ręka, owinięte w rogożę. Żona moja na widok ten zemdlała, a ja stanąłem jak skamieniały. Kiedy ochłonąłem nieco, udałem się od razu na posterunek policji i zameldowałem o tym. Policjant spisał protokół i poradził mi, żebym natychmiast pojechał do Warszawy do wydziału policji kryminalnej i opowiedział o tym, co się stało.

– Gdzie znajduje się obecnie ta skrzynka? – zapytałem. – Została na policji.

W tej samej chwili wezwany zostałem do naczelnika, który właśnie przed chwilą przyszedł do biura. W jego gabinecie zastałem przodownika policji.

– Bardzo ciekawa sprawa, panie Bachrach – rozpoczął naczelnik, wskazując stojącą na stole skrzynkę.

– Właśnie jest u mnie odbiorca tej skrzynki. Przyszedł w czasie nieobecności pana naczelnika i sprowadzono go do mnie.

Zajęliśmy się zbadaniem zawartości skrzynki. Jak mi już powiedział przybyły, rzeczywiście w skrzynce znajdowały się noga i ręka ludzka, należące do kobiety, a raczej młodej dziewczyny.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.