4,99 zł
Opowiadanie kryminalne „warszawskiego Sherlocka Holmesa" z pierwszej połowy XX wieku, podane z pierwszej ręki. Daniel Bachrach, aspirant Urzędu Śledczego w Warszawie, wspomina sprawę kryminalną, którą prowadził. W Warszawie znaleziono zwłoki znanego przemysłowca. Początkowe przesłanki wskazują, że zmarły popełnił samobójstwo. Jednak dwa tygodnie po śmierci mężczyzny pojawiają się nowe zeznania, które sugerują, że ktoś mógł przyczynić się go tragicznego zdarzenia. Czy przemysłowiec został zamordowany? Kto mógł to zrobić? Przed znanym komisarzem urzędu śledczego Danielem Bachrachem kolejna zagadka do rozwiązania.
Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów, z których pochodzi.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 34
Daniel Bachrach
Saga
Kto zabił?Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi. Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2019, 2020 Daniel Bachrach i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726534726
1. Wydanie w formie e–booka, 2020
Format: EPUB 2.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.
SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont
Dowiedziono, że na sto wypadków morderstwa sprawca prawie zawsze pozostawia na miejscu przestępstwa ślady, czyli tak zwaną swoją „wizytówkę”, która doprowadza prędzej czy później do jego ujęcia. Nawet w wypadkach z góry dobrze zaplanowanego przestępstwa morderca popełnia jakiś błąd. Jakie są tego powody?
Wiadomo, iż przestępca stara się jak najszybciej opuścić miejsce popełnionego czynu i mimo zimnej krwi, czuje zawsze pewien niepokój. To właśnie te czynniki wpływają korzystnie na prowadzącego śledztwo, który w walce ze sprawcą, nie obawiając się niczego, zachować może spokój i zimną krew.
W roku 1920 wielkie wrażenie w Warszawie wywarł nagły zgon znanego przemysłowca, pana L. Przypuszczano początkowo, że zmarły popełnił samobójstwo. Sekcja zwłok wykazała otrucie arszenikiem.
W dwa tygodnie po śmierci pana L. wezwany zostałem do gabinetu naczelnika urzędu śledczego. Zastałem u niego mężczyznę w podeszłym wieku, którego mi naczelnik przedstawił jako prokurenta zmarłego.
– Słyszał pan zapewne o nagłym zgonie przemysłowca, pana L.? – rozpoczął naczelnik, prosząc, bym usiadł.
– Otóż obecny tu pan J. podejrzewa, że zmarły nie miał powodu do popełnienia samobójstwa i że padł ofiarą zbrodni. Przytacza przy tym pewne szczegóły i swoje spostrzeżenia, które po głębszym zastanowieniu się uznać należy, jako niepozbawione logiki. Oczywiście ze względu na osobę zmarłego i jego rodzinę postępować musimy bardzo ostrożnie, zechce pan zatem udać się z panem J. do swojego gabinetu, gdzie opowie panu wszystko, a potem naradzimy się wspólnie, co czynić dalej.
Opuściłem wraz z panem J. gabinet naczelnika i po przybyciu do siebie wydałem polecenie dyżurnemu wywiadowcy, by mi nie przeszkadzano.
– A zatem słucham pana – rozpocząłem.
– Nie wiem, czy podejrzenie moje nie jest wytworem fantazji, ale znałem zmarłego przeszło trzydzieści lat, gdyż tak długo pracuję w firmie. Przedsiębiorstwo nasze prosperowało bardzo dobrze, a zmarły do ostatniej chwili swojego życia cieszył się dobrym zdrowiem i był zawsze optymistycznie usposobiony. Jeszcze na dzień przed zgonem rozmawiał ze mną bardzo szeroko o swoich planach finansowych, w związku z którymi zamierzał w najbliższych dniach wyjechać za granicę.
– To jeszcze nie jest dowód, że pan L., w przypływie nagłego rozstroju nerwowego, nie popełnił samobójstwa, gdyż często spotykamy się z takimi wypadkami, kiedy taki akt jest dokonywany bez żadnej istotnej przyczyny. O ile zatem nie ma pan żadnych innych danych na poparcie swoich podejrzeń, wątpię bardzo, czy możliwe będzie wszczęcie śledztwa.
– Opowiem panu, na czym opieram swoje podejrzenia, panie komisarzu, a wtedy sam pan najlepiej będzie mógł osądzić.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
