4,99 zł
Opowiadanie kryminalne „warszawskiego Sherlocka Holmesa" z pierwszej połowy XX wieku, podane z pierwszej ręki. Daniel Bachrach, aspirant Urzędu Śledczego w Warszawie, wspomina sprawę kryminalną, którą prowadził. Do londyńskiej policji zgłasza się bardzo majętny fabrykant Drews. Od dłuższego czasu w domu mężczyzny giną różne przedmioty. Początkowo były to rzeczy znikomej wartości, jednak ostatnio z ogniotrwałej kasy zniknęło osiemset pięćdziesiąt funtów szterlingów. Nad utratą tak dużej sumy pieniędzy Drews nie mógł przejść obojętnie. Jednak po przesłuchaniu służby i rodziny śledztwo stanęło w martwym punkcie. Kradzieże ustały i prawdopodobnie wszyscy zapomnieliby o sprawie, gdyby nie zabójstwo nieznajomej kobiety nieopodal komisariatu. W jaki sposób bestialski mord wiąże się z kradzieżą kosztowności Drewsa?
Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów, z których pochodzi.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 34
Daniel Bachrach
Saga
Skandal w arystokracjiJęzyk, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów, z których pochodzi. Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2019, 2020 Daniel Bachrach i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726534788
1. Wydanie w formie e-booka, 2020
Format: EPUB 2.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.
SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont
Aczkolwiek w mojej długoletniej praktyce policyjnej miałem bardzo dużo spraw, które laikom mogą się wydać wprost wytworem bujnej wyobraźni, to jednak opisany obecnie przeze mnie przypadek jest również historią z prawdziwego zdarzenia i miał miejsce w czasie mojej działalności w policji angielskiej.
Pewnego ranka zgłosił się do City of London Police, gdzie wówczas pracowałem, znany i bardzo bogaty fabrykant, Drews, z informacją o systematycznych kradzieżach, jakie od dłuższego czasu zdarzają się w jego domu. Jak wynikało z przekazanej treści, początkowo ginęły z mieszkania mało wartościowe przedmioty i dlatego nie składał doniesienia na policji, jednakże w przeddzień jego przybycia do nas zginęło mu z ogniotrwałej kasy osiemset pięćdziesiąt funtów szterlingów. Suma, nawet dla niego, człowieka bogatego, dość poważna.
– Przyznam się panom – rozpoczął Drews, zwracając się do inspektora Bartelsa i do mnie – że aczkolwiek jest to większa suma, to nie chodzi mi tak o te pieniądze, jak o ujęcie sprawcy, i jestem nawet gotów całkowitą tę kwotę poświęcić jako nagrodę, gdyż, przyznacie panowie sami, przykro jest mieć w swoim domu złodzieja i nie wiedzieć, kto to jest.
– W zupełności pana rozumiemy, panie Drews – odpowiedział inspektor Bartels – i postaramy się wyjaśnić te zagadkowe kradzieże oraz zdemaskować złodzieja. Zechce nam pan powiedzieć, kiedy mniej więcej miała miejsce pierwsza kradzież?
– O ile sobie przypominam, przed około trzema miesiącami zginął zegarek mojej żony. Byliśmy dotychczas przekonani, że żona zgubiła go na ulicy i nie przykładaliśmy do tego zbyt wielkiej wagi; po kilku dniach jednak bawiąca u mnie w gościnie zamężna córka zauważyła, że zginął jej drogocenny pierścionek z brylantem, który zostawiła przy łóżku w swoim pokoju. Wykluczone jest, aby go zgubiła, pamiętała bowiem dokładnie, że położyła go na stoliku przed udaniem się na spoczynek.
– Czy oprócz tego coś jeszcze zginęło? – zapytałem.
– Tak jest. Przed dwoma tygodniami synowi mojemu zginęła złota papierośnica. Że została ona skradziona, nie ma również żadnych wątpliwości. Syn mój przypomina sobie dokładnie, że po obiedzie napełnił ją papierosami, a kiedy wieczorem, wychodząc na miasto, chciał ją wziąć ze swojego biurka, zauważył, że znikła. Ostatnia jednak, najbardziej zagadkowa, kradzież miała miejsce wczoraj, gdy zauważyłem zniknięcie z kasy ogniotrwałej ośmiuset pięćdziesięciu funtów.
– Czy kasa była zamknięta na klucz? – zapytał inspektor Bartels.
– Tak jest i klucz od niej miałem zawsze przy sobie. Tylko kiedy kładłem się w nocy, klucz od kasy znajdował się wraz z innymi kluczykami na moim nocnym stoliku.
– Czy dla otwarcia kasy wystarczyło tylko użyć klucza, czy też zamek wymagał zastosowania szyfru? – zapytałem.
– Jest to kasa starego typu i otwiera się tylko kluczem, muszę jednak zaznaczyć, że posiada bardzo skomplikowany zamek i jestem przekonany, że nie da się otworzyć podrobionym kluczem.
– Zechce nam pan teraz powiedzieć, panie Drews, ile służby pan posiada w domu i czy nie ma pan jakichś podejrzeń?
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
