Młodzieżowa Agencja Detektywistyczna. Tom 1. Na tropie wandali - Agnieszka Pruska - ebook + audiobook

Młodzieżowa Agencja Detektywistyczna. Tom 1. Na tropie wandali ebook i audiobook

Agnieszka Pruska

4,5

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Marek i Janek Uszkierowie na wakacjach zaprzyjaźniają się z Zosią i Pawłem. Pewnego razu okazuje się, że w ośrodku, w którym wypoczywają wraz z rodzicami, ktoś zniszczył sprzęt. Policja nie znajduje zbyt wiele śladów. Ale od czego są spostrzegawczość i umiejętności dociekliwych dzieci? Aby rozwikłać zagadkę, przyjaciele zakładają Młodzieżową Agencję Detektywistyczną i ruszają tropem sprawców. Komu zależy na tym, by ośrodek nie działał jak należy? Kim są tajemniczy osobnicy, którzy pojawiają się w okolicy i dziwnie się zachowują? I co ma do tego przerażająca czaszka z różą?

Autorka bestsellerowych powieści policyjnych o śledztwach gdańskiego komisarza Barnaby Uszkiera, zaprasza do wysłuchania „Na tropie wandali”. To jest pierwsza zagadka dzieci komisarza Uszkiera – Marka i Janka – którzy są na wakacjach z rodzicami. To jest niezwykła przygoda dla całej rodziny!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 302

Rok wydania: 2023

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 27 min

Rok wydania: 2023

Lektor: Agnieszka Pruska

Oceny
4,5 (38 ocen)
25
8
4
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Ewaor

Dobrze spędzony czas

Fajna, szalona kryminalna sprawa dla nastolatek.
00
AlicjaKrzton

Nie oderwiesz się od lektury

KOCHAM !!
00
IzabelaLewandowska

Nie polecam

Najnudniejsza, najbardziej rozwleczona książka, jaką miałam kazję czytać moim dzieciom, może gdyby była o połowę krótsza, moja opinia byłaby lepsza. Nic się nie dzieje przez wiele rozdziałów, opisy w ilościach hurtowych przytłaczają, a to, że 10-11 letnie dzieci same biegają po lasach, pływają kajakami itp. wydaje się w ogóle abstrakcyjne.
00
Bananananananananana

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna
00
allsees

Nie oderwiesz się od lektury

polecam
00

Popularność




@lindcopl

e-mail: [email protected]

Tytuł oryginału:

Na tropie wandali

Tom 1

„Młodzierzowa Agencja Detektywistyczna”

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Książka ani jej część nie może być przedrukowywana ani w żaden inny sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Wydawnictwa Lind&Co Polska sp. z o o.

Wydanie I, 2023

Projekt okładki:

Beata Kulesza-Damaziak, studio KARANDASZ

Copyright © dla tej edycji:

Wydawnictw0 Lind&Co Polska sp. z o o, Gdańsk, 2023

ISBN 978-83-67718-33-2

Opracowanie ebooka Katarzyna RekWaterbear Graphics

Nowi przyjaciele

W sobotę koło południa wyładowany bagażami samochód komisarza Uszkiera zatrzymał się pod jednym z pawilonów ośrodka wypoczynkowego położonego niedaleko Olsztynka. Komisarz, jego żona i dwaj synowie mieli spędzić tu najbliższe trzy tygodnie.

– Wypakujcie bagaże, my pójdziemy się zameldować – polecił synom Barnaba Uszkier.

Marek i Janek błyskawicznie wyjęli wszystko z samochodu. Woleli, żeby rodzice nie widzieli niektórych przywiezionych przez nich rzeczy. Bardzo starannie dobrali to, co mogło im się przydać na wakacjach, a niektóre z tych przedmiotów mogły obudzić pytania rodziców. Poza tym śpieszyło im się, chcieli obejrzeć ośrodek, najlepiej bez nadzoru rodziców. Gdy wrócili rodzice z kluczami do pokojów, młodzi Uszkierowie szybko wnieśli swoje walizki do środka, rozejrzeli się i byli gotowi do zwiedzania ośrodka. Janek wahał się, czy zabrać deskorolkę, chciał sprawdzić, czy jest gdzie pojeździć.

– Nie liczę na to, że mają skatepark czy skateplazę, ale może jest chociaż coś, co da się wykorzystać jako rampę.

– Zawsze zostaje ci jeszcze parking przed szlabanem, tam prawie nie było samochodów.

– Nuuudy – orzekł Janek, zapalony skater. – Nie biorę dechy.

Weszli do pokoju rodziców i uprzedzili, że idą zwiedzić ośrodek. Nie chcieli niczego pominąć, więc zwiedzanie terenu rozpoczęli od bramy, którą wjechali. Stanęli przed szlabanem i popatrzyli na drogę dojazdową.

– Myślisz, że uda się jeszcze dzisiaj zobaczyć, co jest dalej?

– A co ma być? Wyjazd na szosę, przecież jechaliśmy tędy – wzruszył ramionami Janek.

– Nie o to mi chodzi. Trzeba się zorientować, jak wygląda las naokoło ośrodka i czy są inne wyjścia. Możemy po obiadokolacji pójść tam razem ze starymi, niech mają spacer rodzinny. A teraz ośrodek, chodź!

– A ten las przy ośrodku?

– Rano się tam rozejrzymy. Byle nie o świcie, są wakacje, a ja zamierzam wieczorem pograć – w Marku odezwał się namiętny gracz. - Zobacz, dobrze, że mieszkamy pod lasem, łatwiej będzie wymknąć się w nocy po cichu. Okna są od drugiej strony, tylko od łazienek koło drzwi.

– A gdzie ty chcesz iść?

Janka niepokoiły niektóre pomysły brata, był zdecydowanie ostrożniejszy.

– Już pękasz? Dzieciak!

– Odczep się! Dorosły się znalazł! – Janek szybko szukał argumentów. – Chodzi mi o to, że najlepiej od razu wymyślić, co powiemy starym, gdyby nas nakryli. Bo inaczej będzie awantura.

– Wyluzuj, ja tylko sprawdzam możliwości. Ale wieczorem, gdy jest już ciemno, można trafić na różne ciekawe rzeczy, Dobrze wiedzieć, jak się wymknąć z pokoju.

– Teraz pomost? Ścigamy się? – zaproponował Janek.

Wystartowali jak do biegu na setkę i popędzili w dół wzniesienia, na którym stały budynki. Nogi ich same niosły, tym bardziej że ostatni odcinek był najbardziej stromy. Wypadli zza zakrętu, minęli wypożyczalnię i… zderzyli się z kimś stojącym na samym brzegu. Wszyscy wylądowali w jeziorze, dobrze, że na płyciźnie. Po chwili prychając, ocierając z twarzy wodę i wyplątując w włosów wodorosty, stali i przyglądali się sobie. Marek i Janek zepchnęli do wody swoich rówieśników.

– Kretyni! – syknęła blondynka w miniówce i trampkach do kolan. – Ślepi jesteście?

– Sorry – bąknął speszony Janek. – To nienaumyślnie.

– No uf, bo już się bałam, że macie taki zwyczaj – nie darowała sobie wściekła dziewczynka.

– Kurde, no głupio wyszło. Ścigaliśmy się i nie zdążyliśmy wyhamować – tłumaczył Marek.

– To może chociaż wyjdźmy na brzeg? – zasugerował milczący do tej pory chłopak.

Nie była to głupia propozycja, bo cała czwórka ociekała wodą. Chłopcy ściągnęli koszulki i wykręcili je, gorzej było z resztą ubrań.

– Będę musiała teraz przez trzy dni suszyć buty!

– Nie przesadzaj, ciepło jest, trampki wyschną ci w jeden dzień! – pocieszył blondynkę Janek.

Skoro już się poznaliśmy, to może… – zaczął Marek.

– Fajny sposób zawierania znajomości!

– Siostra, wyluzuj, wszyscy ucierpieli, nie ty jedna.

- Przebierzmy się i za kwadrans spotkajmy przed hotelem, OK? – dokończył starszy z Uszkierów.

– Dwadzieścia minut.

– Co będziesz robiła tak długo? – spytał zaskoczony Janek.

– A co cię to obchodzi?

– Nie, no właściwie…

– Zośka, nie bądź taka tajemnicza – wzruszył ramionami nowy znajomy Uszkierów i od razu wyjaśnił: – Włosy musi wysuszyć.

Rozmowę kończyli, wspinając się już po skarpie. Po pierwsze, mokre ubranie to nic przyjemnego i im szybciej się przebiorą, tym lepiej, a po drugie ich spektakularne lądowanie w wodzie wzbudziło śmiech stojących na pomoście. A nikt nie lubi, gdy ktoś się z niego śmieje.

Pod hotelem pojawili się równocześnie. Uszkierowie w ramach przeprosin zaprosili nowych znajomych na lody, a ci mimo tak niefortunnego początku znajomości nie chowali urazy. Okazało się, że są niewiele starsi od Marka i Janka, bo Zosia miała jedenaście, a Paweł trzynaście lat. Wkrótce okazało się, że Myczkowscy też pochodzą z Gdańska, a do Mierek przyjechali na trzy tygodnie.

– Jesteście przyrośnięci do kompów czy od czasu do czasu robicie coś innego? – spytał Janek. – By my, mimo że Marek namiętnie gra, w co się tylko da, mamy w planach zwiedzanie okolicy na własną rękę.

– Nie mam laptopa, a komputer został w domu – powiedziała z lekkim żalem Zosia. – Jak wyjeżdżamy, to muszę żebrać, żeby Paweł dał mi swój choć na chwilę.

– Bo komputer jest osobisty, a nie żeby każdy miał do niego dostęp, raz mi namieszałaś, to pół dnia porządki robiłem.

– To było dawno!

– No więc jak? Dacie się namówić na łażenie po okolicy? – Marek przerwał sprzeczkę rodzeństwa.

– Damy. Ale nie wiem, co starzy na to. Wy możecie sami chodzić, gdzie chcecie?

– Tak. Mamy taki układ, że do pięciu kilometrów możemy, ale musimy być pod telefonami i nie wymyślać nic niebezpiecznego – wyjaśnił Marek.

– Fajnie macie. Nas bardziej pilnują. Pewnie ze względu na Zośkę, bo dziewczyna.

– Albo na ciebie, bo chłopacy mają głupsze pomysły – odcięła się Zosia.

– Jakby wam nie pozwolili, to zawsze można pogadać z naszymi starymi, żeby przekonali waszych – zaproponował Janek.

– Spróbujemy – zapewnił Paweł i zmienił temat. – Obejrzeliście już ośrodek?

– Nie, właśnie chcieliśmy zacząć o tego pomostu z żaglówkami, ale…

– Ale wtrąciliście nas do jeziora – roześmiała się Zosia. – Właściwie możemy zacząć od miejsca, gdzie się poznaliśmy.

Porozmawiali z panem Olkiem, który opiekował się sprzętem wodnym i rowerami, dowiedzieli się w jaki sposób można wypożyczyć kajak lub rower i obejrzeli żaglówki. A potem poszli dalej oglądając pawilony i budynki hotelowe. Zwiedzili hotel, basen i nawet zajrzeli do SPA, a potem ruszyli w stronę stojącego w pewnym oddaleniu budynku.

– Fajnie byłoby mieszkać w takim apartamentowcu – stwierdził Janek. – I zobaczcie, jaki ekstra pomost z grillem.

– Zwariowałeś? Nie mielibyśmy pokoju z osobnym wejściem, a starzy cały czas mieliby na nas oko – zaprotestował Marek

Wracali skrajem ośrodkowego lasu położonego na skarpie za budynkami. Chwilę obserwowali hotel i nowych wczasowiczów, a gdy dochodzili już do bramy prowadzącej na teren ośrodka zapikały komórki Uszkierów.

– Rodzice – wyjaśnił Janek. – Mamy wracać, bo niedługo obiadokolacja.

– A potem idziemy ze starymi na spacer, ale możemy spotkać się, jak wrócimy.

– No to jesteśmy umówieni.

Wymienili się numerami telefonów i rozeszli w różne strony.

Na spacer z rodzicami wyszli od razu po posiłku. Najpierw szli szosą w stronę Mierek, a po chwili odbili w prawo. Leśnymi drogami, asfaltowymi i bitymi, idąc na azymut, przeszli około czterech kilometrów. Być może była jakaś krótsza trasa, ale przecież dopiero rozpoznawali teren i nigdzie się nie śpieszyli. Marek przypomniał o znajdującej się niedaleko prywatnej wsi, której byli ciekawi, a Janek zasugerował, żeby pojechać do Szwaderek, bo tam podobno są dobre wędzone ryby i miód. Rodzice popatrzyli na nich zaskoczeni, zawsze zdumiewało ich, jak szybko dzieci zdobywają przeróżne informacje. Gdy wracali spotkali dwie kobiety z psami: owczarkiem niemieckim i golden retrieverem. Okazało się, że psy i ich właściciele też mieszkają w ośrodku, a teraz idą na wieczorny spacer. Janek i Marek przeprowadzili szybki wywiad na temat owczarka Nikodema i goldenki Eski. Dowiedzieli się, co lubią jeść, w jakim są wieku i jakie mają zwyczaje, a potem dwie razem z rodzicami wrócili do ośrodka.

– To my teraz jeszcze trochę rozejrzymy się po ośrodku, a potem skoczymy popatrzeć, jak grają w bilard – ni to oznajmił, ni spytał Marek.

– Macie dać znać, że już jesteście i ma to być przed północą – zastrzegł komisarz Uszkier. – Śniadanie o dziewiątej, więc za pięć macie wyjść z pokoju.

– Jasne. Tato, a ty umiesz grać w bilard?

– Trochę.

– Nauczysz nas? Możemy zarezerwować na jutro? Po kolacji?

– Dobrze.

Rodzice weszli do pokoju, a bracia popatrzyli na siebie porozumiewawczo. Zosia i Paweł już na nich czekali, wieczór, a i cały pobyt, zapowiadał się ciekawie

Poranne odkrycie

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji