Zgon wrześniowego solenizanta - Agnieszka Pruska - ebook + audiobook

Zgon wrześniowego solenizanta ebook i audiobook

Agnieszka Pruska

4,2

Opis

Szampańska impreza, dobrzy znajomi i nagła śmierć solenizanta. Czy można było się jej spodziewać? Kto jest najbardziej podejrzany? Maciej Gromski, podejmując współpracę z policją, z niedowierzaniem analizuje zachowanie przyjaciół.

SEZON NA ZBRODNIE to cykl wciągających opowiadań kryminalnych, pokazujących, że mordercy nie miewają urlopów ani przerw świątecznych. Nawet WE WRZEŚNIU… 

 

Agnieszka Pruska – autorka bestsellerowych powieści policyjnych o śledztwach gdańskiego komisarza Barnaby Uszkiera oraz komedii kryminalnych o dwóch nauczycielkach detektywkach.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 41

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 0 godz. 56 min

Lektor: Agnieszka Pruska

Oceny
4,2 (41 ocen)
20
12
8
0
1
Sortuj według:
grazyna2525

Nie oderwiesz się od lektury

Krótkie opowiadanie mistrzowsko przekazanym lektorem Panem Filipem na wakacje. Bardzo dobry pomysł na końcu podaje się kolejny tytuł części. Dziękuję za ułatwienie
00
MrGreen

Nie oderwiesz się od lektury

ok.
00
Agathepani

Dobrze spędzony czas

Ciekawa, krótka opowiastka kryminalna- przyjemnie się czytało.
00
zaczytana_panna

Nie oderwiesz się od lektury

Kolejne ciekawe opowiadanie autorki. Bardzo szybko się czyta, nie ma tu zdecydowanie miejsca na najmniejszą nudę.
00

Popularność




 

 

 

Stary Gromski nie krył rozczarowania po wysłuchaniu relacji z poszukiwań wnuczki zmarłego przyjaciela.

– A tak liczyłem, że ją znajdziesz.

– To nie moja wina, że Karolina zmieniła miejsce zamieszkania – bronił się Maciej. – Z Międzyzdrojów wyjechała już kilka lat temu. To naprawdę cud, że jej kolega z pracy zgodził się porozmawiać ze mną.

– Powtórz jeszcze raz, co mówił – poprosił dziadek. – Niech ja to sobie jakoś uporządkuję.

Maciek powtórzył rozmowę ze znajomym Karoliny Wąs. Według niego kobieta wyjechała z miasta w pośpiechu, nawet nie składając wypowiedzenia w pracy. Po prostu zniknęła z dnia na dzień. Spakowała wszystkie swoje rzeczy do mocno przechodzonego golfa i odjechała. Jedynie rozmówca Maćka wiedział dokąd. Na pytanie, dlaczego akurat jego obdarzyła takim zaufaniem, mężczyzna zmieszał się, a potem zdecydował na wyjaśnienia. Kiedyś siedział w więzieniu, nie przepadał za glinami i nauczył się, że język najlepiej trzymać za zębami. Już raz się przejechał na zbytniej gadatliwości, nie zamierzał więcej popełnić takiego błędu. Karolina wiedziała o tym i powiedziała mu dokąd jedzie, tak na wszelki wypadek, jak to określiła. Wybierała się w góry, do Jodłowa. Kogoś tam znała i liczyła na to, że to pomoże jej znaleźć pracę. Powiedziała też, że Jodłowo jest małe, nikt tam jej szukać nie będzie.

– Za to każdego obcego widać jak na dłoni – zawyrokował senior. – I mówisz, że wyjechała tak nagle, bo się czegoś wystraszyła?

– Tak, i to bardzo. Według tego faceta Karolina zawsze była niespokojna, taka przyczajona. Ale z Pawłem Flisakiem to podobno było coś poważnego i facet zdziwił się, że rzuciła chłopaka – wyjaśnił Maciej.

– Bała się i uciekła. Bezpieczeństwo było najważniejsze.

– Na to wygląda.

– Jedź tam!

– Teraz nie mogę. Dziadku, ja prowadzę firmę, mam nowe zlecenia, nie mogę tego zlekceważyć. Zatrudniam ludzi, muszę im płacić. Pojadę, ale jak ustawię im pracę.

– Kiedy?

– Nie wiem, Jak tylko będę mógł. Poza tym… – Maciek zamilkł na chwilę, a pogoniony przez dziadka wyjaśnił. – Mam kolegę, Jacka Macha, który mieszka niedaleko Jodłowa. Będę się z nim widział niedługo, w połowie września, na imieninach wspólnego znajomego.

– Tylko o niczym mu nie mów!

– Nie, nie o to chodzi. Chciałby się u niego zatrzymać. Wiesz, jako znajomemu miejscowego łatwiej mi będzie rozmawiać z ludźmi. A pewnie będę musiał poszukać Karoliny, wypytując o nią.

Z tym argumentem Edward Gromski się zgodził i Maciej odetchnął z ulgą.

Impreza, o której młody Gromski wspominał dziadkowi, odbywała się w kompleksie basenowym przy hotelu. Maciek współczuł hotelowemu ratownikowi, który klął pod nosem, patrząc z niesmakiem na bawiących się gości. Jak on miał ich upilnować, żeby się nie potopili ani nie połamali sobie niczego? Zapłacili, wynajęli basen z przyległościami, więc robili, co chcieli. Niby nie piją alkoholu na basenie, ale przecież w pomieszczeniu obok tak.

– Chodźcie, trzeba wznieść toast!

Goście opuścili basen i udali się do pokoju wypoczynkowego, który tego wieczoru pełnił rolę salonu. Z kilku stolików zrobiono bufet, towarzystwo rozsiadło się na plastikowych leżakach i krzesłach. Impreza trwała w najlepsze, ratownik miał coraz większe powody do niepokoju. Teoretycznie nie był odpowiedzialny za bezpieczeństwo tych ludzi, chyba że wpadłoby im do głowy utopić się w basenie, ale wizja złamanej na skutek poślizgnięcia się nogi lub ręki napawała go niepokojem. W pewnym momencie usłyszał podniesione męskie głosy dobiegające od strony pryszniców. Szum wody zagłuszał rozmowę, ale wściekłość obu mężczyzn dawało się zauważyć.

– Co się stało? – spytał zaniepokojony Gromski.

– Ktoś się kłóci, obawiam się...

– Jasne, tam jest mokro, wystarczy, że jeden popchnie drugiego i nieszczęście gotowe. Niech pan pilnuje basenu, sprawdzę.

Maciej, przyjaciel solenizanta, znał prawie wszystkich i miał nadzieję, że uda mu się zapobiec poważniejszej awanturze. Nagle spod pryszniców dobiegł rumor, a podniesione głosy zamilkły jak nożem uciął. Jacek Mach, kumpel jeszcze z czasów studenckich, siedział na kafelkach, drugiego mężczyzny już nie było. Gromski sprawdził, czy Machowi nic się nie stało, i podszedł do ratownika, żeby go uspokoić.

– Pokłócili się, poprzepychali, ale jak wszedłem, to już tylko jeden tam był. Był wściekły, ale nie miał ochoty powiedzieć ani z kim rozmawiał, ani o co się pokłócili. – Maciej tym stwierdzeniem zakończył rozmowę i zniknął w saunie.

Chciał porozmawiać z Machem o Jodłowie i możliwości zatrzymania się gdzieś w pobliżu, ale to nie był dobry moment. Zły na siebie stwierdził, że mógł to zrobić na początku imprezy, gdy Jacek był zupełnie trzeźwy. Omawianie, nawet bardzo oględne, powodów wizyty w tej chwili mijało się z celem. Postanowił spotkać się z nim w niedzielę.

Po wyjściu z sauny Gromski pominął odpowiednik beczki z zimną wodą i poszedł na basen, licząc na to, że będzie pusto. Nie rozczarował się, nie było nikogo. Szybko wszedł pod prysznic. Gdy zmieniał wodę z zimnej na cieplejszą, usłyszał, jak ktoś zamyka drzwi od łazienki i czymś je zastawia. O co chodzi? Jakiś żart? Wytarł się i podszedł do drzwi. Coś je skutecznie blokowało. Maciej wzruszył ramionami. Mógł wyjść przez szatnię i korytarz i tamtędy dostać się na basen. Nagle na basenie rozległ się krzyk, a potem plusk wody. Działo się tam coś niedobrego.

SEZON NA ZBRODNIE

W przygotowaniu kolejne tomy.

 

 

www.oficynka.pl

e-mail: [email protected]