Wydawca: MT Biznes Kategoria: Biznes, rozwój, prawo Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 287 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 8 godz. 16 min Lektor: Tomasz Boruszczak

Opis ebooka Mit przedsiębiorczości - Michael E. Gerber

Mit przedsiębiorczości to mit, w który wierzy większość ludzi zakładających małe firmy.

To tragiczne w skutkach łudzenie się, że jeśli ktoś zna się na pracy technicznej w firmie, może z powodzeniem prowadzić firmę wykonującą tę pracę.
Ten fenomenalny bestseller rozwiewa powszechny mit o zakładaniu działalności gospodarczej. Michael E. Gerber jest autorem popularnej serii książek biznesowych E-Myth. W tej książce dzieli się wnioskami płynącymi z wieloletniego doświadczenia we współpracy z ponad dwudziestoma pięcioma tysiącami małych przedsiębiorców. Gerber pokazuje, w jaki sposób błędne, lecz jakże powszechne założenia i wiedza techniczna przeszkadzają w prowadzeniu własnej firmy.
Autor przeprowadza nas przez wszystkie etapy cyklu życia firmy, od fazy zarodkowej do fazy rozkwitu i dojrzałości: światła w tunelu, które dane jest ujrzeć tylko najlepszym. Pokazuje, jak zastosować bogate doświadczenie sieci franczyzowych w każdym typie działalności (i niekoniecznie rozwijać firmę na zasadzie franczyzy). Co najważniejsze, Gerber uświadamia, czym różni się praca nad własną firmą od pracy we własnej firmie.
Ta książka pomoże ci rozwijać firmę w sposób produktywny i pewny.
Michael E. Gerber jest założycielem i dyrektorem zarządzającym firmy E-Myth Worldwide z siedzibą w Santa Rosa w Kalifornii, firmy, z której usług skorzystało już ponad 25 000 przedsiębiorców. Jest autorem bestsellerów biznesowych, takich jak The E-Myth Physician, The E-Myth Manager, The E-Myth Contractor oraz E-Myth Mastery. Jego warsztaty i seminaria z przedsiębiorczości przyciągają tysiące właścicieli i menedżerów małych firm na całym świecie.

Opinie o ebooku Mit przedsiębiorczości - Michael E. Gerber

Cytaty z ebooka Mit przedsiębiorczości - Michael E. Gerber

Don Juan w Opowieściach o mocy : „Podstawowa różnica pomiędzy wojownikiem i zwykłym człowiekiem polega na tym, że cokolwiek się dzieje, wojownik uznaje to za wyzwanie, a zwykły człowiek – za błogosławieństwo albo za przekleństwo”.
Z mojego doświadczenia wynika, że wbrew powszechnej opinii, jeśli ktoś wyjątkowo dobrze radzi sobie w biznesie, to nie dlatego, że coś wie, ale dlatego, że odczuwa nienasyconą żądzę, by wiedzieć więcej.
Ci ludzie doprowadzili swoje firmy do upadku, ponieważ tracili czas, trzymając się kurczowo fałszywych, zakorzenionych przekonań. Najlepsi przedsiębiorcy, jakich spotkałem, to ludzie zdeterminowani, by poszerzać swoje horyzonty myślowe bez względu na koszty.
Z drugiej strony, mimo powszechnej skłonności do poszukiwania „czegoś wyższego”, najlepsi z najlepszych, których znam, są nadzwyczajnie przyziemni i pragmatyczni, dbają o szczegóły, mocno stąpają po ziemi i nie tracą kontaktu z szarą rzeczywistością. Wiedzą, że w biznesie chodzi nie tyle o dążenie do majestatycznej wielkości i o życie wzniosłymi ideami, ile o codzienną pracę – zaglądanie w każdy kąt i zakamarek firmy. O rozmowy telefoniczne handlowca z klientem, o robienie wysyłek i sporządzanie rejestrów kasowych.
Wielcy ludzie, których znam, zdają się intuicyjnie rozumieć, że jedyny sposób, by wzbić się wyżej, to skoncentrowanie się na mnóstwie pozornie nieznaczących, nieważnych i nudnych rzeczy, z których składa się każda firma (i każde życie!).
Oto prosta prawda o najwspanialszych przedsiębiorcach, których znam. Oni wszyscy mają jedną wspólną cechę: chcą wpływać na świat, wykonując drobne rzeczy dokładnie i tak, jak trzeba. Możliwość wpływania na świat jest ich pasją. To właśnie tej pasji jest poświęcona książka, którą trzymasz w ręku.
Anthony'ego Greenbanka, który w swojej książce The Book of Survival napisał: „Aby przeżyć w sytuacji nie do przeżycia, nie potrzebujesz refleksu kierowcy Grand Prix, mięśni Herkulesa ani umysłu Einsteina. Musisz po prostu wiedzieć, co robić”.
Koncepcja 1 . Istnieje powszechny mit – nazywam go mitem przedsiębiorczości ( E-Myth) – zgodnie z którym ludzie ryzykują kapitał i zakładają małe firmy po to, by osiągać zysk. To nie działa w ten sposób. Prawdziwe powody, dla których ludzie rozpoczynają działalność gospodarczą, mają mało wspólnego z przedsiębiorczością. To właśnie wiara w mit przedsiębiorczości jest głównym powodem, dla którego tak wiele nowo powstałych firm odchodzi z rynku. Zrozum ten mit i wyciągnij z niego wnioski, a poznasz sekret sukcesu małej firmy.
Koncepcja 2. Obecnie wśród małych firm mamy do czynienia z rewolucją. Nazywam ją rewolucją przekręć-kluczyk ( Turn-Key Revolution). Ona nie tylko zmienia sposób prowadzenia interesów na całym świecie, ale też wpływa na to, kto wchodzi w strefę biznesu, jak to robi i jakie ma szanse na przetrwanie.
Koncepcja 3. W sercu rewolucji przekręć-kluczyk istnieje dynamiczny proces, który my w E-Myth Worldwide nazywamy procesem rozwoju biznesu (Business Development Process). Proces ten, stosowany przez małego przedsiębiorcę systematycznie i celowo, ma moc zmieniania każdej małej firmy w niewiarygodnie efektywną organizację. Z naszego doświadczenia wynika, że mała firma, stosując ten proces w każdym swoim działaniu i kontrolując z jego pomocą swoje przeznaczenie, pozostaje młoda i rozkwita. A jeśli firma pomija ów proces – jak nieszczęsna większość – wówczas popada w stagnację, o jej powodzeniach i niepowodzeniach zaczyna decydować ślepy los. Taka firma ostatecznie upada, co jest nieuniknione.
Koncepcja 4. Każdy mały przedsiębiorca może krok po kroku, systematycznie wdrażać proces rozwoju biznesu i tym samym wzbogacać swoją działalność o naukę płynącą z rewolucji przekręć-kluczyk. Proces rozwoju biznesu pozwala prowadzić przedsiębiorstwo w sposób przewidywalny pod warunkiem, że przedsiębiorca chce zainwestować w firmę swój czas i należycie zadbać o jej sprawy.
Ta książka jest o tym, jak uzyskiwać rezultaty, a nie tylko o tym, co i jak zrobić. I ty, i ja wiemy, że poradniki typu „co i jak zrobić” się nie sprawdzają. Potrzebną pracę wykonują ludzie, a nie książki.
Ta książka jest o koncepcji – takiej, która mówi, że twoja firma nie jest niczym więcej niż wyraźnym odbiciem ciebie. Jeśli jesteś niedbały, twoja firma będzie niedbała. Jeśli jesteś niezorganizowany, twoja firma będzie niezorganizowana. Jeśli jesteś chciwy, twoi pracownicy także będą chciwi – będą dawać z siebie coraz mniej i prosić o coraz więcej. Jeśli masz słabe pojęcie o tym, co należy robić, twoja firma także będzie pod tym względem ograniczona.
Mit zakorzenił się w naszym społeczeństwie w postaci romantycznej wiary w to, że małe firmy zakładają przedsiębiorcy. Tymczasem to nieprawda. Skoro tak, to przez kogo są zakładane małe firmy? I dlaczego?
W twojej głowie to brzmiało mniej więcej tak: „Po co ja to robię? Dlaczego pracuję dla tego człowieka? Przecież znam się na tej działalności lepiej niż on. Gdyby nie ja, ta firma nie miałaby co robić. Nawet idiota potrafi prowadzić firmę. Pracuję dla idioty!”.
Kiedy wreszcie wirus przedsiębiorczości opuszcza cię, padasz ofiarą najbardziej destrukcyjnego założenia, jakie tylko można przyjąć, chcąc założyć firmę. Z tego założenia wychodzą wszyscy specjaliści techniczni rozpoczynający działalność gospodarczą. Jest to założenie, które determinuje całą drogę firmy, od wielkiego otwarcia do upadku. Fatalne założenie jest następujące: skoro rozumiesz pracę techniczną, rozumiesz, jak działa firma wykonująca pracę techniczną. Ponieważ założenie to jest fałszywe, jest ono fatalne.
Tragedia polega na tym, że gdy specjalista techniczny ulega błędnemu założeniu, firma, która miała uwolnić go od wad pracy dla kogoś innego, zniewala go. Nagle praca, na której specjalista tak dobrze się zna, staje się jedną z wielu, które trzeba wykonać we własnej firmie – do pracy technicznej dochodzi tuzin innych zadań, z którymi specjalista nie miał wcześniej do czynienia.
Specjalista techniczny zarażony wirusem przedsiębiorczości zajmuje się tym, co uwielbia robić i zamienia to w pracę. Praca wykonywana wcześniej z zamiłowania staje się rutynowa, a do tego dochodzi całe mnóstwo innych, bardziej przyziemnych zadań, na których specjalista nie zna się tak dobrze. Specjalista, zamiast trzymać się swojej specjalności wymagającej jego specyficznych umiejętności technicznych, na których opiera on swój biznes, wykonuje trywialną pracę – coś, co musi zrobić po to, by znaleźć czas na pozostałe obowiązki.
każdy specjalista techniczny zarażony wirusem przedsiębiorczości doświadcza dokładnie tego samego. Najpierw entuzjazmu, w drugiej kolejności strachu, potem zmęczenia, a na końcu rozpaczy. Czuje, że stracił nie tylko to, co było mu najdroższe, czyli zamiłowanie do pracy, lecz także cel i swoje „ja”.
Problem polega na tym, że każdy, kto rozpoczyna działalność, staje się jednocześnie trzema osobami: przedsiębiorcą, menedżerem i specjalistą technicznym. Problem jest jeszcze bardziej złożony z tego powodu, że każda z tych trzech osobowości, nie mając nad sobą szefa, chce przewodzić.

Fragment ebooka Mit przedsiębiorczości - Michael E. Gerber

Michael E. Gerber

Mit przedsiębiorczości

Dlaczego większość małych firm upada i jak temu zaradzić

Przekład Tomasz Rzychoń

Tytuł oryginału: THE E-MYTH REVISITED

Przekład: Tomasz Rzychoń

Redakcja: Beata Bociąg (Editio)

Projekt okładki: Amadeusz Targoński, targonski.pl

Skład: Editio

Copyright © 1995 Michael E. Gerber

Published by arrangement with HarperCollins Publishers.

All rights reserved.

Copyright © 2007 i 2014 for the Polish edition by MT Biznes Ltd.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione. Wykonywanie kopii metodą elektroniczną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym, optycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Niniejsza publikacja została elektronicznie zabezpieczona przed nieautoryzowanym kopiowaniem, dystrybucją i użytkowaniem. Usuwanie, omijanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Warszawa 2015

MT Biznes sp. z o.o.

ul. Jutrzenki 118, 02-230 Warszawa

tel. 22 632 64 20

www.mtbiznes.pl

sekretariat@mtbiznes.pl

ISBN 978-83-8087-025-3 (format e-pub)

ISBN 978-83-8087-026-0 (format mobi)

Opracowanie wersji elektronicznej:

PODZIĘKOWANIA

Pragnę wyrazić najszczerszą wdzięczność ludziom, z którymi współtworzyłem koncepcje wyrażone w tej książce. Dziękuję im za wsparcie, bez którego nie zdołałbym ukończyć tego dzieła.

Ilenie Gerber, mojej żonie, wspólniczce i redaktorce, bez której silnego poczucia celu, oddania prawdzie i uwielbienia pracy, tak w biznesie, jak i w pozostałych sferach życia, ani ta książka, ani nasza firma, ani nasze małżeństwo nie miałyby racji bytu.

Moje dzieci – Shana, Kim, Hillary, Sam i Alex Olivia – dały mi więcej niż ja im dałem. Nikt nie wie o tym lepiej niż ja, ich ojciec. Dziękuję im po stokroć!

Wszystkim moim byłym i obecnym współpracownikom w firmie E-Myth Worldwide, których zaangażowanie w przedstawione tu koncepcje i w przekazywanie wiedzy sobie nawzajem oraz klientom ożywiło słowa tej książki i tym samym nadało im znaczenie, nawet w miejscach, w których zdawało się to niewykonalne lub niekonieczne.

Tysiącom naszych klientów, którzy, zdając się od lat na naszą solidność, nauczyli nas – nie gorzej niż my ich – łączyć niepowtarzalność z doskonałością.

Nancy i Bobowi Dreyfusom, mojej szwagierce i szwagrowi, którzy nawet nie wiedzą, jak bardzo ich mądrość, miłość i życzliwość są bliskie mojemu sercu.

Virginii Smith, bystrej i troskliwej przyjaciółce z wydawnictwa HarperBusiness, która w najtrudniejszych chwilach podczas pisania tej książki użyczyła mi swojej łagodności, otwartości i dobrej woli, dzięki czemu mogłem być sobą nawet w tych momentach, w których najmniej tego chciałem i nie musiałem za to nikogo przepraszać ani niczego wyjaśniać.

I wreszcie dziękuję wszystkim moim Czytelnikom, którzy nadal z tak wielkim entuzjazmem wspierają moją pracę.

Dziękuję wam wszystkim.

PRZEDMOWA

W ciągu ostatnich piętnastu lat wiele się wydarzyło w mojej rodzinie, w mojej firmie i w moim życiu. Miało miejsce mnóstwo rzeczy wspaniałych i bolesnych. Jak powiedział Don Juan w Opowieściach o mocy: „Podstawowa różnica pomiędzy wojownikiem i zwykłym człowiekiem polega na tym, że cokolwiek się dzieje, wojownik uznaje to za wyzwanie, a zwykły człowiek – za błogosławieństwo albo za przekleństwo”. Jeśli to prawda, jestem zwykłym człowiekiem, który przypadkiem awansował do rangi wojownika, gdy Bóg napełnił go mocą.

W ciągu tych piętnastu lat otarłem się o katastrofę, tak w biznesie, jak w sferze finansowej w ogóle. Odniosłem też niewiarygodne zwycięstwa. Umocniłem trwające od szesnastu lat małżeństwo z żoną Ilene i uczyniłem z niego wspaniały związek. Zostałem ojcem dwojga nadzwyczajnych dzieci. Jednym z nich jest Sam, a drugim Alex Olivia (w sumie mam pięcioro dzieci; najmłodsze ma dziewięć, a najstarsze trzydzieści osiem lat). Córka Kim i zięć John obdarowali nas wnukami o imionach Sara, Elijah, Noah, Hannah i Isaiah. Podróżowałem po świecie, przemawiając do setek tysięcy małych przedsiębiorców w Australii, Kanadzie, Hiszpanii, Nowej Zelandii, Japonii, Puerto Rico, Meksyku, Indonezji i oczywiście w każdym z głównych miast Stanów Zjednoczonych. I dzięki temu wszystkiemu stałem się obiektem niepohamowanej wdzięczności i troski ze strony wszystkich tych, których drogi życiowe zetknęły się z moją i do których w ten czy inny sposób zdołałem się zbliżyć.

Krótko mówiąc, były to lata pełne radości, wyzwań, frustracji, potu, słabości, nudy, światłości i laurów. Patrząc wstecz, widzę, że był to czas niespodzianek – niespodzianek dla każdego, a w szczególności dla człowieka w moim wieku, ze skłonnością do wpadania na ścianę bez obawy o uszkodzenie przednich części ciała.

Jednak ta książka jest produktem nie piętnastu, ale dwudziestu czterech lat moich doświadczeń. Wszystko zaczęło się, gdy założyłem naszą firmę E-Myth[1] Worldwide. To ona zapoczątkowała mój punkt widzenia, którym dzielę się z wszystkimi czytelnikami tej książki.

Po opublikowaniu pierwszego wydania tej książki wielu moich czytelników – jak i małych przedsiębiorców będących klientami E-Myth Worldwide – zwróciło się, abym wyjaśnił ów punkt widzenia i tym samym umożliwił im wykorzystanie go w ich firmach. W niniejszym wydaniu odpowiadam na wiele spośród ich pytań. Dlatego zarówno nowi, jak i poprzedni czytelnicy mogą znaleźć w poszerzonej wersji tej książki coś, co doda im wigoru i wyostrzy ich zmysły.

Na najważniejsze z zadawanych mi pytań – o zasady budowania „prototypu franczyzy” rozwijane w kolejnych rozdziałach – odpowiadam w formie dialogu z cudowną kobietą o imieniu Sara (nie jest to jej prawdziwe imię), z którą spędziłem w minionych latach sporo czasu. Doświadczenie Sary w biznesie, jej cierpliwość, inteligencja i pasja pomogły mi wyczerpująco omówić dylematy małych przedsiębiorców – naszych klientów – oraz zmienić ich podejście i zreorganizować ich firmy. Sądzę, że odpowiadając na problemy i bardzo osobiste pytania Sary, zdołałem wyjaśnić czytelnikom mój punkt widzenia. Liczę, że osobowość Sary i jej problemy okażą się dla ciebie nie mniej interesujące niż dla mnie.

Jednak pozwól, że zanim poznasz Sarę, podzielę się z tobą paroma przemyśleniami na temat małych firm i ich właścicieli.

Ludzie często pytają mnie: „Czy właściciele nadzwyczajnych firm wiedzą coś, o czym nie wiedzą pozostali?”.

Z mojego doświadczenia wynika, że wbrew powszechnej opinii, jeśli ktoś wyjątkowo dobrze radzi sobie w biznesie, to nie dlatego, że coś wie, ale dlatego, że odczuwa nienasyconą żądzę, by wiedzieć więcej.

Z kolei większość upadłych firm, które znam, legła w gruzach przede wszystkim nie dlatego, że ich właściciele mieli zbyt małą wiedzę o finansach, marketingu, zarządzaniu i działalności operacyjnej, bo techniczne kompetencje w zarządzaniu firmą są na tyle proste, że można się ich łatwo nauczyć. Ci ludzie doprowadzili swoje firmy do upadku, ponieważ tracili czas, trzymając się kurczowo fałszywych, zakorzenionych przekonań. Najlepsi przedsiębiorcy, jakich spotkałem, to ludzie zdeterminowani, by poszerzać swoje horyzonty myślowe bez względu na koszty.

Gdy mówię o poszerzaniu horyzontów myślowych, nie chodzi mi tylko o biznes.

Chodzi o coś wzniosłego. O wizję i szczyt góry, którego nie dostrzeże nikt, kto ma wąskie horyzonty.

Chodzi o etyczny aksjomat, o zasadę moralną i uniwersalną prawdę.

Jednak ci, których nazywam nadzwyczajnymi przedsiębiorcami, niekoniecznie wyraziliby to w ten sposób. Wielu z nich nie potrafiłoby tego zrobić. Nawet gdyby chcieli, po prostu nie znaleźliby odpowiednich słów.

Ale tak czy inaczej, chodziłoby o jedno i to samo. O to, co widzisz w ich oczach. O to, czym promieniują ich ciała. O to, na co wskazuje tembr ich głosów.

Z drugiej strony, mimo powszechnej skłonności do poszukiwania „czegoś wyższego”, najlepsi z najlepszych, których znam, są nadzwyczajnie przyziemni i pragmatyczni, dbają o szczegóły, mocno stąpają po ziemi i nie tracą kontaktu z szarą rzeczywistością. Wiedzą, że w biznesie chodzi nie tyle o dążenie do majestatycznej wielkości i o życie wzniosłymi ideami, ile o codzienną pracę – zaglądanie w każdy kąt i zakamarek firmy. O rozmowy telefoniczne handlowca z klientem, o robienie wysyłek i sporządzanie rejestrów kasowych.

Wielcy ludzie, których znam, zdają się intuicyjnie rozumieć, że jedyny sposób, by wzbić się wyżej, to skoncentrowanie się na mnóstwie pozornie nieznaczących, nieważnych i nudnych rzeczy, z których składa się każda firma (i każde życie!).

Wykonuj te wszystkie przyziemne i nudne czynności jak należy i przykładaj się do nich. Znajduj w nich wyrazistą esencję i ulotną jakość odróżniającą każdą znaną ci wspaniałą firmę od jej miernych odpowiedników, których właściciele chcą jedynie przetrwać następny dzień.

Oto prosta prawda o najwspanialszych przedsiębiorcach, których znam. Oni wszyscy mają jedną wspólną cechę: chcą wpływać na świat, wykonując drobne rzeczy dokładnie i tak, jak trzeba. Możliwość wpływania na świat jest ich pasją. To właśnie tej pasji jest poświęcona książka, którą trzymasz w ręku.

To przewodnik dla ludzi, dla których tworzenie nadzwyczajnej firmy oznacza nieprzerwane podnoszenie poprzeczki, ciągłe badanie i eksperymentowanie, zmaganie się z siłami wewnętrznymi i zewnętrznymi – słowem, to wszystko, co swoją imponującą różnorodnością, ciągle nowymi niespodziankami i niewiarygodną złożonością nieustannie zadziwia tych z nas, którzy są prawdziwymi poszukiwaczami.

Jednak fascynacja rozwijaniem nadzwyczajnej firmy to nie to samo, co fascynacja sukcesem.

W każdym razie to nie to samo, co fascynacja sukcesem w powszechnym rozumieniu tego słowa. Nie chodzi o finisz, do którego docieramy i krzyczymy: „Dokonałem tego!”. Doświadczenie nauczyło mnie aż za dobrze, że na drodze rozwijania nadzwyczajnej firmy w miejscu finiszów nieustannie pojawiają się nowe starty.

Dlatego ta książka jest nie o finiszach, ale o startach, o niekończącej się grze, o zachwycaniu się i radości, o naszym człowieczeństwie, czyli o ciągłej ewolucji naszych zmysłów i świadomości, która towarzyszy nam tylko wtedy, gdy jesteśmy obecni duchem i ciałem w jednej chwili i miejscu.

Wierzę, że prowadzenie firmy jest jak spoglądanie w lustro, w którym widzimy siebie takimi, jacy jesteśmy, dostrzegamy naszą prawdziwą wiedzę i niewiedzę, i nasze odbicie: autentyczne i bezpośrednie.

Wierzę, że prowadzenie firmy jest metaforą drogi.

Kiedyś ktoś mądry powiedział: „Poznaj siebie samego”. Tę ponadczasową mądrość mogę uzupełnić tylko o jedną myśl, kierowaną do przedsiębiorców na odkrywczej ścieżce: „Szerokiej drogi i powodzenia!”.

Ewentualnie mógłbym w tym miejscu dodać pouczenie innego mądrego człowieka, Anthony'ego Greenbanka, który w swojej książce The Book of Survival napisał: „Aby przeżyć w sytuacji nie do przeżycia, nie potrzebujesz refleksu kierowcy Grand Prix, mięśni Herkulesa ani umysłu Einsteina. Musisz po prostu wiedzieć, co robić”.

Miłej lektury.

Michael E. Gerber

Santa Rosa, Kalifornia

WPROWADZENIE

„Myślę, że być może w każdej firmie jest ktoś, kto powoli wpada w obłęd”.

Joseph Heller, Coś się stało

Jeśli jesteś lub chcesz być właścicielem małej firmy, to ta książka jest dla ciebie.

To owoc tysięcy godzin pracy spędzonych przez nas w E-Myth Worldwide w ciągu ostatnich dwudziestu czterech lat.

To owoc naszego doświadczenia we współpracy z tysiącami małych przedsiębiorców i wypływającego zeń punktu widzenia.

Zgodnie z naszym punktem widzenia, małe firmy po prostu funkcjonują nie tak, jak należy, mimo że ich właściciele pracują bez wytchnienia.

Odkryliśmy, że mali przedsiębiorcy pracują o wiele ciężej, niż powinni.

Problem leży nie w tym, że mali przedsiębiorcy nie pracują, ale w tym, że wykonują niewłaściwą pracę.

Efekt tego jest taki, że większość firm kończy w chaosie – niekontrolowanym, nieprzewidywalnym i nieopłacalnym.

Spójrz na statystyki. Rotacja wśród przedsiębiorców jest zawrotna. Weźmy Stany Zjednoczone. Co roku działalność gospodarczą w tej czy innej formie rozpoczyna tu ponad milion ludzi. Ponad 40 procent tych firm opuszcza rynek w pierwszym roku działalności[2].

W ciągu pięciu lat upada ponad 80 procent, czyli 800 000 firm. Ale to jeszcze nie koniec złych wieści. Jeśli jesteś małym przedsiębiorcą i zdołałeś przetrwać pięć lub więcej lat, nie wzdychaj z ulgą – ponad 80 procent firm, które przetrwały pierwsze pięć lat, odchodzi w zapomnienie w ciągu kolejnych pięciu.

Dlaczego tak jest? Dlaczego tak wielu ludzi zakłada firmy i ponosi porażkę? Czy oni nie uczą się na cudzych błędach?

Jak to się dzieje, że choć jest dostępnych całe mnóstwo informacji o tym, jak osiągnąć sukces w biznesie, tak wielu ludzi rozpoczyna działalność gospodarczą i doprowadza swoje firmy do upadku? Niniejsza książka odpowiada na te pytania.

Opisuję w niej cztery gruntownie przemyślane koncepcje. Zrozum je i weź je sobie do serca, a zyskasz moc, z którą zbudujesz nadzwyczajną małą firmę. Będzie to ekscytująca przygoda, która da ci osobistą satysfakcję.

Jeśli zignorujesz te koncepcje, dołączysz do setek tysięcy ludzi, którzy co roku wpompowują energię, pieniądze i życie w nowe małe firmy, a nieco później odchodzą z rynku. I będziesz jednym z wielu, którzy walczą z całych sił tylko po to, by utrzymać się na powierzchni.

Koncepcja 1. Istnieje powszechny mit – nazywam go mitem przedsiębiorczości ( E-Myth) – zgodnie z którym ludzie ryzykują kapitał i zakładają małe firmy po to, by osiągać zysk. To nie działa w ten sposób. Prawdziwe powody, dla których ludzie rozpoczynają działalność gospodarczą, mają mało wspólnego z przedsiębiorczością. To właśnie wiara w mit przedsiębiorczości jest głównym powodem, dla którego tak wiele nowo powstałych firm odchodzi z rynku. Zrozum ten mit i wyciągnij z niego wnioski, a poznasz sekret sukcesu małej firmy.

Koncepcja 2. Obecnie wśród małych firm mamy do czynienia z rewolucją. Nazywam ją rewolucją przekręć-kluczyk ( Turn-Key Revolution). Ona nie tylko zmienia sposób prowadzenia interesów na całym świecie, ale też wpływa na to, kto wchodzi w strefę biznesu, jak to robi i jakie ma szanse na przetrwanie.

Koncepcja 3. W sercu rewolucji przekręć-kluczyk istnieje dynamiczny proces, który my w E-Myth Worldwide nazywamy procesem rozwoju biznesu (Business Development Process). Proces ten, stosowany przez małego przedsiębiorcę systematycznie i celowo, ma moc zmieniania każdej małej firmy w niewiarygodnie efektywną organizację. Z naszego doświadczenia wynika, że mała firma, stosując ten proces w każdym swoim działaniu i kontrolując z jego pomocą swoje przeznaczenie, pozostaje młoda i rozkwita. A jeśli firma pomija ów proces – jak nieszczęsna większość – wówczas popada w stagnację, o jej powodzeniach i niepowodzeniach zaczyna decydować ślepy los. Taka firma ostatecznie upada, co jest nieuniknione.

Koncepcja 4. Każdy mały przedsiębiorca może krok po kroku, systematycznie wdrażać proces rozwoju biznesu i tym samym wzbogacać swoją działalność o naukę płynącą z rewolucji przekręć-kluczyk. Proces rozwoju biznesu pozwala prowadzić przedsiębiorstwo w sposób przewidywalny pod warunkiem, że przedsiębiorca chce zainwestować w firmę swój czas i należycie zadbać o jej sprawy.

Firmę E-Myth Worldwide założyliśmy w 1977 roku. Od tamtej pory pomogliśmy wdrożyć proces rozwoju biznesu dwudziestu pięciu tysiącom małych przedsiębiorców, którzy zapisali się do naszego programu E-Myth Mastery Program™. Wdrożyliśmy nasz proces z powodzeniem tysiące razy.

Sądzę, że nie ma na świecie organizacji, która miałaby większe praktyczne doświadczenie we wdrażaniu nauki z rewolucji przekręć-kluczyk w małych firmach niż E-Myth Worldwide. Nasz proces rozwoju biznesu nie jest złotą różdżką. Wymaga ciężkiej pracy, lecz zawsze daje satysfakcję z włożonego wysiłku i kontrolę, która pozwoli ci wydobyć z twojej małej firmy to, czego chcesz.

Ta książka jest o tym, jak uzyskiwać rezultaty, a nie tylko o tym, co i jak zrobić. I ty, i ja wiemy, że poradniki typu „co i jak zrobić” się nie sprawdzają. Potrzebną pracę wykonują ludzie, a nie książki.

Ludzi skłaniają do pracy idee, dla których warto pracować oraz wiedza o tym, co należy zrobić.

Rady typu „co i jak zrobić” mają sens dopiero, gdy masz już koncepcję, według której prowadzisz firmę.

Ta książka jest o koncepcji – takiej, która mówi, że twoja firma nie jest niczym więcej niż wyraźnym odbiciem ciebie. Jeśli jesteś niedbały, twoja firma będzie niedbała. Jeśli jesteś niezorganizowany, twoja firma będzie niezorganizowana. Jeśli jesteś chciwy, twoi pracownicy także będą chciwi – będą dawać z siebie coraz mniej i prosić o coraz więcej.

Jeśli masz słabe pojęcie o tym, co należy robić, twoja firma także będzie pod tym względem ograniczona.

Dlatego jeśli twoja firma ma być inna – i nieustannie zmieniać się na lepszą – najpierw ty musisz stać się inną osobą, musisz się zmieniać. Jeśli nie chcesz się zmieniać, twoja firma nigdy nie da ci tego, czego chcesz.

Pierwsza zmiana, jaka powinna w tobie zajść, to zmiana spojrzenia na to, czym jest firma i czego wymaga jej prowadzenie.

Zrozum, na czym polega więź łącząca każdego dobrego przedsiębiorcę z jego firmą, a zapewniam cię, że twoja firma i twoje życie staną się bardziej aktywne i nabiorą nowego znaczenia.

Dowiesz się, dlaczego tak wiele firm nie spełnia marzeń ich założycieli.

Dostrzeżesz niemal magiczne możliwości, które otwierają się przed każdym, kto rozpoczyna działalność w odpowiedni sposób, z pełnym zrozumieniem tematu i niezbędnymi narzędziami.

Widziałem to już tysiące razy, w każdej branży, jaką możesz sobie wyobrazić. A mówię tu o ludziach, którzy w chwili rozpoczęcia działalności nie wiedzieli nic o biznesie. Życzę ci, aby po przeczytaniu tej książki przydarzyło ci się to samo.

CZĘŚĆ PIERWSZAMIT PRZEDSIĘBIORCZOŚCI I MAŁE FIRMY

1MIT PRZEDSIĘBIORCZOŚCI

„Odurzają się pracą tak, że nie widzą, kim naprawdę są”.

Aldous Huxley

Mit przedsiębiorczości kształtuje naszą świadomość społeczną. Zmienia naszą percepcję tak, że kojarzymy przedsiębiorcę z bohaterem.

Sprawia, że typowy przedsiębiorca staje się w naszych oczach samotnym siłaczem: idącym pod prąd mężczyzną lub kobietą, odważnie pokonującym niezwyciężone przeszkody, wspinającym się po pionowej, zdradliwej skale – wszystko po to, by stworzyć swoją własną firmę.

To szlachetna i wzniosła legenda, wychwalająca nadludzki wysiłek i potężny trud na rzecz ideałów wyższych niż samo życie.

Cóż, tacy ludzie z pewnością istnieją, lecz doświadczenie podpowiada mi, że są oni rzadkim gatunkiem.

Przez ostatnie dwadzieścia lat poznałem tysiące właścicieli firm i współpracowałem z nimi. Tylko nieliczni z nich wtedy, gdy ich poznawałem, byli prawdziwymi przedsiębiorcami.

Większość z nich zagubiła swoje wizje. Zapał do wspinaczki zmienił się w lęk wysokości. Twarze stały się kamienne. Radość ustąpiła miejsca zmęczeniu. Ale czyż oni wszyscy nie byli przedsiębiorcami?

W końcu każdy z nich założył swoją firmę. Przecież musieli mieć marzenia, skoro podjęli takie ryzyko.

Skoro tak, to gdzie podziały się ich marzenia? Dlaczego zmarniały? Co stało się z tymi ludźmi, którzy niegdyś zakładali swoje firmy? Odpowiedź jest prosta: duch przedsiębiorczości był w nich tylko przez moment. Przez ulotną chwilę. A potem ich opuścił. Niejednokrotnie na zawsze.

Jeśli duch przedsiębiorczości w nich przetrwał, to tylko jako mit wyrastający z błędnego przekonania o tym, kto rozpoczyna działalność i dlaczego.

To błędne przekonanie – nieporozumienie – kosztowało nasz świat więcej, niż możemy sobie wyobrazić. Tak wiele utraconych zasobów, możliwości i ludzkich istnień.

Ten właśnie mit, to nieporozumienie, nazywam mitem przedsiębiorczości. Mit zakorzenił się w naszym społeczeństwie w postaci romantycznej wiary w to, że małe firmy zakładają przedsiębiorcy. Tymczasem to nieprawda.

Skoro tak, to przez kogo są zakładane małe firmy?

I dlaczego?

Wirus przedsiębiorczości

Skąd wzięło się to nieporozumienie? Przyjrzyjmy się bliżej człowiekowi zakładającemu firmę. Nie po tym, jak ją zakłada, ale przedtem.

Gdzie byłeś, zanim rozpocząłeś działalność? A jeśli dopiero myślisz o założeniu firmy, to gdzie jesteś teraz?

Cóż, jeśli jesteś jak większość ludzi, których znam, pracowałeś dla kogoś innego. Co robiłeś? Prawdopodobnie miałeś pracę na stanowisku specjalisty – pracę techniczną – jak niemal każdy, kto zakłada firmę. Byłeś stolarzem, mechanikiem, maszynistą. Byłeś księgowym albo psim fryzjerem, planistą albo stylistą, fryzjerem męskim albo programistą, lekarzem albo autorem tekstów technicznych, artystą grafikiem albo księgowym, projektantem wnętrz albo hydraulikiem bądź handlowcem.

Cokolwiek robiłeś, wykonywałeś czynności techniczne. I zapewne byłeś w tym bardzo dobry. Ale robiłeś to dla kogoś innego.

Któregoś dnia, bez żadnej nagłej przyczyny, coś się stało. Może była to pogoda, urodziny, a może to, że twoje dzieci zdały maturę. Mogła to być wypłata, którą dostałeś w piątkowe popołudnie albo nieprzyjazne spojrzenie szefa, które wziąłeś za złą monetę. Być może poczułeś, że przełożony nie docenia twojego wkładu w sukces jego firmy.

To mogło być cokolwiek. Nieważne, co to było. Po prostu któregoś dnia, bez konkretnego powodu, nagle zaraziłeś się wirusem przedsiębiorczości. I życie nigdy więcej nie było już takie samo.

W twojej głowie to brzmiało mniej więcej tak: „Po co ja to robię? Dlaczego pracuję dla tego człowieka? Przecież znam się na tej działalności lepiej niż on. Gdyby nie ja, ta firma nie miałaby co robić. Nawet idiota potrafi prowadzić firmę. Pracuję dla idioty!”.

W chwili, gdy przywiązałeś się do tych słów i wziąłeś je sobie do serca, przypieczętowałeś swój los.

Od tamtej pory towarzyszyła ci nieustająca potrzeba odcięcia się od „pępowiny”.

Zaczęła cię prześladować wszechobecna myśl o niezależności. Idea bycia swoim własnym szefem, działania na własną rękę i śpiewania swojej własnej piosenki stała się twoją obsesją.

Kiedy raz dopadł cię wirus przedsiębiorczości, nie mogłeś się od niego uwolnić. Nie mogłeś się go pozbyć.

Musiałeś założyć swoją własną firmę.

Fatalne założenie

Kiedy wreszcie wirus przedsiębiorczości opuszcza cię, padasz ofiarą najbardziej destrukcyjnego założenia, jakie tylko można przyjąć, chcąc założyć firmę.

Z tego założenia wychodzą wszyscy specjaliści techniczni rozpoczynający działalność gospodarczą. Jest to założenie, które determinuje całą drogę firmy, od wielkiego otwarcia do upadku.

Fatalne założenie jest następujące: skoro rozumiesz pracę techniczną, rozumiesz, jak działa firma wykonująca pracę techniczną.

Ponieważ założenie to jest fałszywe, jest ono fatalne.

Tak naprawdę, to założenie jest głównym powodem, dla którego większość małych firm upada!

Praca techniczna w firmie i firma wykonują pracę techniczną to dwie całkiem różne rzeczy!

Jednak specjalista techniczny rozpoczynający działalność nie dostrzega tej różnicy.

Dla specjalisty technicznego zarażonego wirusem przedsiębiorczości firma to nie tyle biznes, ile miejsce, w którym można pracować.

I tak, stolarz, elektryk czy hydraulik zostaje zleceniobiorcą.

Fryzjer otwiera salon fryzjerski.

Autor tekstów technicznych zakłada firmę, która opracowuje teksty techniczne.

Stylista otwiera salon piękności.

Inżynier wchodzi w branżę półprzewodników.

Muzyk otwiera sklep muzyczny.

I każdy z nich jest przekonany, że skoro rozumie techniczną stronę swojej działalności, automatycznie ma wybitne kwalifikacje do prowadzenia firmy wykonującej dany rodzaj pracy.

A to po prostu nieprawda!

I znajomość technicznej strony biznesu, zamiast stać się najcenniejszym aktywem nowej firmy, staje się jej największym ciężarem: zobowiązaniem.

Jest tak, ponieważ gdyby specjalista techniczny nie znał się na technicznej stronie tego, co robi jego firma, musiałby nauczyć się zlecać tę pracę innym osobom.

I byłby zmuszony poznać biznesową stronę swojej działalności, zamiast samemu wykonywać pracę techniczną.

Tragedia polega na tym, że gdy specjalista techniczny ulega błędnemu założeniu, firma, która miała uwolnić go od wad pracy dla kogoś innego, zniewala go.

Nagle praca, na której specjalista tak dobrze się zna, staje się jedną z wielu, które trzeba wykonać we własnej firmie – do pracy technicznej dochodzi tuzin innych zadań, z którymi specjalista nie miał wcześniej do czynienia.

Mimo że specjalista, zakładając firmę, był pod wpływem wirusa przedsiębiorczości, pozostaje pracownikiem technicznym.

I wtedy marzenie przedsiębiorcy staje się zmorą specjalisty.

Widzisz młodą kobietę piekącą ciastka.

Widzisz młodą kobietę zakładającą firmę piekącą ciastka.

Widzisz, jak młoda kobieta zmienia się w starą kobietę.

Sara, gdy ją poznałem, prowadziła swoją firmę od trzech lat. Powiedziała mi: „To były najdłuższe trzy lata mojego życia”.

Sara założyła firmę pod nazwą „Wszystko o ciastkach” (to nie jest prawdziwa nazwa).

Lecz tak naprawdę jej firma nie zajmowała się wszystkim, co jest związane z ciastkami – zajmowała się tylko pracą polegającą na pieczeniu ciastek. Pracą wykonywaną przez Sarę. Sara uwielbiała tę pracę bardziej niż cokolwiek innego. A oprócz tego zajmowała się rzeczami, z którymi nigdy wcześniej się nie zetknęła.

Sara powiedziała mi:

– Tak naprawdę nienawidzę nie tylko zajmować się tym wszystkim [w tym momencie Sara rozłożyła ramiona, pokazując małą ciastkarnię, w której staliśmy], ale też nienawidzę [wyraźnie podkreśliła to słowo] pieczenia ciastek. Na samą myśl o ciastkach robi mi się niedobrze. Nie znoszę ich zapachu. Nie mogę na nie patrzeć.

I rozpłakała się.

W tym momencie w powietrze wdarł się słodki, świeży aromat ciastek.

Była siódma rano. Za trzydzieści minut Sara miała otworzyć „Wszystko o ciastkach”. Jednak myślami była gdzieś indziej.

Wytarła fartuchem łzy i opisała obrazek, który widziałem tysiące razy:

– Jest siódma rano. Czy masz pojęcie, że jestem tu od trzeciej nad ranem? I że musiałam wstać o drugiej w nocy, żeby się przygotować? Że kiedy przygotuję ciastka, otworzę sklep, obsłużę klientów, posprzątam, zamknę, zrobię zakupy, zrobię raport kasowy, pójdę do banku, zjem kolację i przygotuję ciastka do jutrzejszego wypieku, będzie dziewiąta trzydzieści albo dziesiąta wieczorem? A kiedy już to wszystko zrobię, kiedy każdy normalny człowiek powie: „Skończyłem na dziś”, będę musiała usiąść i wykombinować, jak zapłacę czynsz za następny miesiąc…

– A wszystko dlatego [znowu szeroko rozpostarła ramiona, by zaakcentować swoje słowa], że moi najbliżsi przyjaciele stwierdzili, że skoro pieczenie ciastek idzie mi tak dobrze i nie otwieram własnej piekarni, to muszę być niespełna rozumu. I co gorsza, ja im uwierzyłam! Widziałam w tym ucieczkę z okropnej pracy, jaką wcześniej miałam. Dostrzegłam szansę, by się uwolnić, robić to, co kochałam i robić to tylko dla siebie.

Była w transie. Nie chciałem jej przerywać. W ciszy czekałem, co powie dalej.

Zamiast mówić, kopnęła prawą stopą w stojący przed nią duży czarny piekarnik. I wybuchła:

– Cholera!

– Cholera! Jasna cholera!

Żeby zaakcentować złość, kopnęła jeszcze raz. Osunęła się na podłogę, wzięła głęboki oddech i prawie desperacko objęła się ramionami. Jej głos przeszedł w szept:

– I co ja teraz zrobię?

Wiedziałem, że pyta nie mnie, ale samą siebie.

Sara oparła się o ścianę i trwała tak przez dłuższą chwilę, wpatrując się w swoje stopy. W pustym pomieszczeniu słychać było głośne tykanie zegara ściennego. Słyszałem samochody na ruchliwej ulicy przed ciastkarnią. Miasto budziło się. Surowe promienie słońca wpadały do wnętrza przez czyste szyby, rozświetlając dębową podłogę przed kasą.

Widziałem, jak w smudze światła unosi się kurz, jakby zawieszony w miejscu do chwili, aż Sara przemówi.

Była po uszy w długach.

Aby otworzyć tę śliczną małą ciastkarnię, wydała wszystko, co miała, i jeszcze więcej.

Podłogi były z najlepszej dębiny.

Piekarniki były z najwyższej półki.

Wystawa była czarująca, kupiona za tyle, ile tylko Sara była w stanie zdobyć.

Włożyła w to miejsce serce, tak jak w pieczone ciastka. Pokochała pieczenie już jako młoda dziewczyna. Sztuki pieczenia ciastek uczyła ją ciotka, mieszkająca z rodziną dorastającej Sary.

Kiedy Sara była mała, w jej rodzinnej kuchni, którą zajmowała się ciotka, unosił się przepyszny, słodki aromat świeżo upieczonych ciastek. Ciotka wprowadziła Sarę w tajniki sztuki pieczenia: wyrabianie ciasta, mycie piekarnika, zraszanie mąki, przygotowywanie tacy, uważne krojenie jabłek, wiśni, rabarbaru i brzoskwiń. To była praca miłości.

Gdy Sara za bardzo się spieszyła, ciotka ją poprawiała. Powtarzała:

– Saro, kochanie, mamy na to całą wieczność. W pieczeniu ciastek nie chodzi o wykonanie pracy. Chodzi o pieczenie.

A Sara myślała, że to rozumie.

Teraz Sara wiedziała, że w pieczeniu ciastek chodzi o wykonanie pracy. Dla niej pieczenie ciastek się skończyło. W każdym razie tak sądziła.

Zegar nadal tykał empatycznie.

Obserwowałem, jak Sara coraz bardziej kurczy się w sobie.

Wiem, jakie to dla niej przytłaczające: popaść w długi i czuć się tak bezradną. Gdzie teraz była jej ciotka? Kto miał jej teraz doradzić, co robić dalej?

Najbardziej subtelnie, jak tylko potrafiłem, powiedziałem:

– Saro, czas nauczyć się wszystkiego o ciastkach od nowa.

Specjalista techniczny zarażony wirusem przedsiębiorczości zajmuje się tym, co uwielbia robić i zamienia to w pracę. Praca wykonywana wcześniej z zamiłowania staje się rutynowa, a do tego dochodzi całe mnóstwo innych, bardziej przyziemnych zadań, na których specjalista nie zna się tak dobrze. Specjalista, zamiast trzymać się swojej specjalności wymagającej jego specyficznych umiejętności technicznych, na których opiera on swój biznes, wykonuje trywialną pracę – coś, co musi zrobić po to, by znaleźć czas na pozostałe obowiązki.

Powiedziałem Sarze, że każdy specjalista techniczny zarażony wirusem przedsiębiorczości doświadcza dokładnie tego samego.

Najpierw entuzjazmu, w drugiej kolejności strachu, potem zmęczenia, a na końcu rozpaczy. Czuje, że stracił nie tylko to, co było mu najdroższe, czyli zamiłowanie do pracy, lecz także cel i swoje „ja”.

Sara spojrzała na mnie. Dostrzegłem w jej oczach ulgę: czuła, że ją przejrzałem, ale nie osądzałem. Powiedziała:

– Masz mój telefon. Ale co ja mam teraz zrobić?

Odparłem:

– Spokojnie. Krok po kroku. Sprawy techniczne nie są jedynym problemem, jaki musisz rozwiązać.

[1] Nazwa „E-Myth…” pochodzi od słowa „przedsiębiorczość” (ang. entrepreneurship), a nie od e-komercji czy e-biznesu. Zatem „E-Myth” oznacza dosłownie „Mit przedsiębiorczości” – przyp. tłum.

[2] Źródło: Departament Handlu USA (US Department of Commerce).

Koniec wersji demonstracyjnej.