Misja Feniks - Ewa Karwan-Jastrzębska - ebook + audiobook + książka
NOWOŚĆ

Misja Feniks ebook i audiobook

Ewa Karwan-Jastrzębska

5,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Z PalazzoVecchio znika obraz Stradana „Pracownia alchemika". Pod warstwą farby kryje się drugie malowidło oraz tajemnica warta więcej niż skarby Medyceuszy.

W tym samym czasie w warszawskiej kamienicy „Fenix" przy placu Wilsona czternastoletnie bliźniaki, Julka i Julek, poznają tajemniczego antykwariusza Aureliusza Tarabellę: Włocha z sygnetem przedstawiającym feniksa i porcelanowym rudym kotem, który czasem zaczyna mruczeć.

Stara księga wciągnie ich w labirynt regałów, a renesansowy obraz otworzy bramę do karnawałowej Florencji XVI wieku. Krok za nimi podąża Bractwo Czarnego Kruka, od pięciuset lat polujące na recepturę eliksiru długowieczności.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 185

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 4 godz. 37 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Kamil Pruban

Oceny
5,0 (10 ocen)
10
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
FascynacjaKsiazkami

Nie oderwiesz się od lektury

Historia porywa tajemniczością,pomysłami bohaterów i dynamiczną akcją.Moc wrażeń gwarantowana 🤌🏻
00
Mergaite

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna historia, która rozbudza ciekawość i sprawia, że ma się ochotę razem z bohaterami odkrywać kolejne sekrety. Wciąga bez względu na wiek.
00
Marta_Kocisz

Nie oderwiesz się od lektury

Ciekawa, pełna przygód historia z sympatycznymi bohaterami i mnóstwem zagadek. Lekka, wciągająca i bardzo klimatyczna.
00
Azazel_duch

Nie oderwiesz się od lektury

Wciągająca historia z tajemnicami, historią i odrobiną magii. Idealna dla dzieci, ale dorośli też będą się dobrze bawić.
00
PsotaOlga

Nie oderwiesz się od lektury

Świetnie napisana opowieść pełna zagadek i nieoczywistych tropów. Przygoda, historia i tajemnice w bardzo udanym połączeniu.
00



1.

Był gorący czerwcowy wieczór. W kuchni, której okna wychodziły na Plac Wilsona, przy ciężkim dębowym stole siedzieli Julka i Julian, rozmawiając przyciszonymi głosami na temat wakacji. Nie mogli się doczekać wyjazdu z przyjaciółmi lub z rodzicami, najlepiej gdzieś na południe. Michał, ich tata, przysłuchiwał się rozmowie z zagadkowym uśmiechem.

Nikt by nie zgadł, że dzieci są bliźniakami. Julka miała kasztanowe włosy i była wyższa, Julian, blondyn, był drobnym czternastolatkiem, ale wszyscy mówili, że niedługo przerośnie siostrę.

Mama wstała od stołu, aby wyjąć z piekarnika deser. Zapach owoców sprawił, że wszystko inne przestało mieć znaczenie i trzy pary oczu skupiły się na truskawkach zanurzonych do połowy w cieście.

Julka cicho westchnęła.

– Wiem, co czujesz – jęknął brat. – Jest jeszcze gorące.

– Agata, nie bądź okrutna – poprosił mąż. – Zrób coś z tym ciastem, włóż do lodówki na przykład albo podmuchaj.

Agata uśmiechnęła się i stanowczym ruchem odsunęła wędrujące w stronę deseru ręce bliźniaków. Potem rozstawiła talerzyki do ciasta. Wiedzieli, że trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.

– Nasza kuchnia wygląda, jakby ktoś przeniósł ją prosto z winnicy, gdzieś z maleńkiej zapomnianej przez wszystkich hiszpańskiej wioski – odezwała się Julka, patrząc na kwiaty namalowane na terakocie, której ceglana barwa przywodziła na myśl spalone słońcem krajobrazy.

Na kaflach z powtarzającą się wypukłością krągłego wzoru widniały kiście winogron, które do złudzenia przypominały prawdziwe owoce. Drewniane tabliczki z wybitymi medalami winnic, oderwane od skrzyń z hiszpańskimi winami, zdobiły ściany, przypominając o cieple ziemi, która rodziła winogrona.

– Chciałbym tam kiedyś pojechać. – Julek wyraźnie się ożywił. – Spotkałbym jakiegoś toreadora i wziąłbym udział w korridzie.

– Ale masz marzenia. – Julka z politowaniem spojrzała na brata. – Biedne byki, co to jest, żeby tłum chłopaków biegał z pikami za Bogu ducha winnym stworzeniem.

Czternastoletnia Julka miała ukształtowane poglądy na wiele spraw i choć bywała impulsywna, starała się zachować obiektywizm. Jej młodszy o cztery minuty brat odznaczał się większym temperamentem, więc często brały w nim górę emocje.

Julian wstał od stołu i podszedł do okna. Dom po przeciwnej stronie ulicy tonął w mroku, ale na parterze, tam, gdzie znajdował się pusty sklep do wynajęcia, dostrzegł teraz światło.

– Julka, zobacz! – Brat przyciągnął ją do okna i teraz już oboje obserwowali przesuwające się światło świecy, którą ktoś musiał przenosić, bo pojawiała się to w jednym, to w drugim oknie, wyznaczając trasę wędrówki tajemniczego gościa.

– Spójrz, tam ktoś jest. – Julka zwróciła się do taty, który siedział przy stole i przeglądał na iPadzie wiadomości.

– Zawsze gdzieś ktoś jest – odpowiedział z roztargnieniem. – Znalazłem dzisiaj bardzo interesującą informację.

Odwrócił ekran tabletu i pokazał widoczną na nim reprodukcję obrazu obok zdjęcia ciemnowłosego mężczyzny.

– Posłuchajcie, co się wydarzyło we Florencji. „Kradzież obrazu z kolekcji Medyceuszy! Tajemnica zaginionego obrazu! Obraz Pracownia alchemika Giovanniego Stradana, znajdujący się w studiolo w Palazzo Vecchio, zniknął ze słynnej florenckiej galerii. Wcześniej, w czasie prac konserwacyjnych, został prześwietlony promieniami podczerwieni i okazało się, że pod warstwą farby jest inne malowidło. Odtworzenie go za pomocą bardziej zaawansowanych technik nie przyniosło jednak spodziewanych rezultatów. W tajemniczy sposób obraz pojawiał się i zanikał, a pracujący nad nim Filippo Antoniazzi, wybitny historyk sztuki, stwierdził, że kryje się w tym jakaś zagadka. Jednocześnie w środowiskach dalekich od naukowych rozeszły się wieści, że scena pokazana na obrazie jest fragmentem procesu powstawania eliksiru długowieczności, sportretowany alchemik zaś prawdopodobnie doszedł do kresu swych poszukiwań, a one, zdaniem współczesnych badaczy, zakończyły się sukcesem.

W kręgach władzy znalazły się osoby twierdzące, że Interpol powinien rozpocząć poszukiwania człowieka, którego portret został uwieczniony przez florenckiego malarza. Koncepcja ta zyskała tak wielką popularność, że decydujemy się, podobnie jak media na całym świecie, opublikować hipotetyczny wizerunek człowieka żyjącego w szesnastym wieku. Czyżby nadal żył? Teraz poszukiwany jest też obraz, który w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął ze studiolo, gdzie blisko pięćset lat temu książę Francesco de Medici prowadził doświadczenia alchemiczne i kolekcjonował obrazy tematycznie związane ze swymi zainteresowaniami. Gdzie jest teraz Pracownia alchemika?”.

Michał usadowił się wygodnie na krześle.

– I co wy na to? – spytał. – Najciekawsze jest to, że badania prowadzi mój serdeczny przyjaciel Filippo. Ale do rzeczy. Jak myślicie, co to wszystko znaczy?

– Mówię wam, ten alchemik żyje – odezwał się Julian. – Kto by nie skorzystał z takiej okazji? Pomyśl, Julka, żyć pięćset lat, znać tylu ciekawych ludzi, może królów... i wiedzieć więcej niż inni... Sam bym tak chciał.

– Nie każdy byłby w takiej sytuacji szczęśliwy. – Agata kroiła ciasto, a jej ruchy stawały się wolniejsze, jakby się nad czymś głęboko zastanawiała. – Wyobraźcie sobie, że ci, których znamy, znikają z naszego życia, a my musimy iść ciągle przed siebie.

Julka podeszła do okna i położyła dłonie na parapecie. Księżyc zaglądał do kuchni, a po przeciwnej stronie ulicy znów było kompletnie ciemno.

„Puste prostokąty okien, czarne jak źrenice olbrzymów” – pomyślała i wstrząsnął nią dreszcz.

Roztarła zziębnięte ramiona i odwróciła się, z ulgą stwierdzając, że wszyscy siedzą przy stole w złotym kręgu światła lampy wiszącej nisko nad dębowym blatem.

– Ciekawe, kto zabrał obraz? – zapytała. – Kto i po co?

– Mógł to zrobić jakiś zwariowany poszukiwacz receptury na uzyskiwanie złota – zgadywał brat. – Wyobraził sobie, że mając obraz, odnajdzie klucz do tajemnicy.

– A co ty o tym sądzisz, tato? – dociekała Julka.

– Myślę, że rozwiązanie tej historii ukryte jest w obrazie.

Michał był z wykształcenia etnografem i historykiem sztuki. Gdyby ktoś chciał odnaleźć w obecnych czasach przykład człowieka renesansu, drugiego Leonarda da Vinci, to bliźniaki natychmiast wskazałyby właśnie jego. I rzeczywiście. Studiował zwyczaje Indian Ameryki Środkowej, jednocześnie zaś zajmował się sztuką włoskiego renesansu. Był malarzem hobbystą, a także miłośnikiem filozofii i alchemii. Gdyby więc zapytano, kto jest w stanie rozwiązać zagadkę obrazu Pracownia alchemika, Julka i Julek bez wahania odpowiedzieliby, że do tego zdolny jest tylko Michał, ich tata.

Julkę i Julka łączyło wiele cech. Bardzo ze sobą związani, mieli własny świat, do którego nikt nie miał dostępu. Wyczuwali swoje myśli i ilekroć któreś czuło się gorzej, drugie zaczynało czuć się podobnie. Kłótnie wybuchały o drobiazgi, dlatego najczęściej, aby uniknąć sporów, zdawali się na los. Tak było i tym razem, kiedy mama podjęła stały temat wieczoru.

– Myślę, że najciekawsze koncepcje przychodzą do głowy w łóżku. – Agata spojrzała znacząco na bliźniaki.

– Orzeł czy reszka? – rzuciła Julka, podrzucając w górę monetę.

– Orzeł! – odpowiedział bez zastanowienia brat.

Rozległ się brzęk i na stole wylądowała moneta. Tym razem Julek nie miał szczęścia. Reszka skazała go na pójście do łazienki przed siostrą. Lekko obrażony zamknął się tam i długo stamtąd nie wychodził. Wreszcie zniecierpliwiony Michał zapukał do niego, chcąc upewnić się, czy wszystko w porządku.

– Oczywiście – odparł syn, ale głos miał dziwnie stłumiony, więc tata poważnie już zaniepokojony ponownie zastukał w drzwi.

– Już kończę! – zawołał Julek i uchylił drzwi, uśmiechając się szeroko.

Za jego plecami z białej lśniącej muszli wydostawały się kłęby syczącej piany.

– Co tym razem tam wlałeś? – spytał Michał, zrezygnowany. – Jakąś swoją tajemniczą mieszankę?

– To tylko eksperyment – bronił się Julek. – Bez eksperymentów nie ma odkryć.

– Ciekawe, jak mama zareaguje na to odkrycie. Zobacz, co zrobił twój syn! – zawołał Michał, odsuwając się od drzwi, aby ją przepuścić.

Agata wtargnęła jak wiatr, łapiąc po drodze ręcznik. Rzuciła nim w syna, a potem pochyliła się nad muszlą, aby przekonać się, co tym razem wymyślił.

– Julian wygląda jak mumia. – Julka zachichotała. – Odwiń go, mamo, to sprawdzimy, czy się dobrze zakonserwował.

Julka – w przeciwieństwie do brata bliźniaka, który nie mógł żyć bez codziennych doświadczeń chemicznych, czym doprowadzał rodziców do białej gorączki – interesowała się wszystkim, co miało coś wspólnego z historią. Dzieje ludzkości sięgające czasów starożytnych nie kryły przed nią żadnych tajemnic. Wizja brata w charakterze dobrze zakonserwowanego faraona wydała jej się więc niezwykle kusząca.

– Odpuść sobie tę mumię! – krzyknął rozzłoszczony Julek. – Pamiętaj, siostro, że to nie ty, a ja odkryję eliksir długowieczności!

Agata poprosiła, żeby przestał się wygłupiać, bo jest już późno i jeżeli będzie tak hałasował, za moment zjawią się tu wszyscy sąsiedzi. O dziwo, uspokoił się, usiadł przy biurku i pochylił się nad notatnikiem. Za chwilę na kartce pojawiły się skomplikowane szkice jakieś tajemniczej konstrukcji składającej się z rurek i szklanych probówek połączonych ze sobą tak, że tworzyły całość.

Tymczasem Julka zniknęła w łazience i po chwili, ku niezadowoleniu brata, zaczęła nucić ulubione fragmenty utworów Jana Sebastiana Bacha, których nauczyła się od Agaty.

Pokoje bliźniaków połączone były drzwiami. Julka i Julek zawsze zostawiali je otwarte. Chyba że byli na siebie obrażeni. Gdy więc teraz leżeli już pod kołdrami, wpatrując się w księżyc wędrujący ponad dachami domów, i czekali na sen, Julka przypomniała sobie, że w pustym dotąd sklepie na parterze przeciwległej kamienicy pojawiło się światło.

– Julek – odezwała się przyciszonym głosem – tam ktoś musi mieszkać.

– Właśnie coś zaczynało mi się śnić – wymamrotał zaspany brat. – Jakiś wariat mnie gonił po starym moście. I ty też tam byłaś.

– To już śpij, przepraszam. – Julka owinęła się szczelnie kołdrą. – Śpij już, śpij...

• • •

Julkę obudził jakiś głos. Tata rozmawiał przez telefon i dźwięki rozmowy dobiegające z biblioteki sprawiły, że otworzyła oczy całkowicie wybita ze snu. Wstała z łóżka i podeszła na palcach do drzwi łączących dwa pokoje. Zamknęła je cicho, nie chciała bowiem budzić brata, któremu wyraźnie znowu coś się śniło, bo pogwizdywał w poduszkę. Włożyła szlafrok i wyszła na korytarz. Gdy mijała bibliotekę, usłyszała słowa, które sprawiły, że zwolniła kroku i zatrzymała się.

– Nie mogę uwierzyć – mówił Michał. – Jesteś tego pewien? Przecież istnieje tylko jeden obraz.

Przez chwilę milczał i słychać było tylko tykanie zegara.

– W dokumentach, w bibliotece? Czyli książę Francesco de Medici zamówił dwa obrazy. – Słuchał odpowiedzi przez parę chwil. – I Stradano namalował drugą część Pracowni alchemika?

Julka wsunęła się cichutko do biblioteki, a tata, uśmiechając się do niej, machnął ręką, aby nie odzywała się ani słowem.

– A ten drugi obraz, pod spodem... Sądzisz, że brakuje tam jakichś motywów? Ach, uchylone drzwi, rozumiem...

Julka spojrzała na drzwi, których nie zamknęła za sobą, wchodząc do biblioteki, i uniosła pytająco brwi. Michał pokręcił przecząco głową.

– Masz ciekawą teorię. No dobrze. Do usłyszenia, Filippo, będziemy w kontakcie. Dziękuję za wiadomości. – Odwrócił się i przygarnął córkę ramieniem. – Zmykaj do łóżka, jeszcze za wcześnie na wstawanie, są przecież wakacje.

– Ale rozmawiałeś o obrazie, słyszałam – powiedziała Julka, która świetnie znała język włoski, bo tata nauczył ją języka mistrzów renesansu.

– Wygląda na to, że były dwa, tylko drugiego nikt nie widział. Filippo Antoniazzi, studiując dokumenty Medyceuszy, odkrył zamówienie na dyptyk.

– A może pod Pracownią alchemika ukrywa się duch drugiego obrazu? – zapytała z powagą Julka.

– Nigdy w moich badaniach nie wykluczałem istnienia duchów – odpowiedział równie poważnie Michał. – A teraz wracaj do łóżka.

Julka, wchodząc do pokoju, zerknęła na zegarek i ze zdumieniem stwierdziła, że jest dopiero szósta rano. Wsunęła się pod kołdrę i od razu zasnęła.

2.

Do kamienicy stojącej wśród starych domów przy Placu Wilsona, gdzie zbiegały się ulice trzech wieszczów, rzeczywiście ktoś się wprowadził. O dziewiątej rano obudził Juliana dźwięk dzwoneczka, który wisiał przy drzwiach wejściowych do sklepu będącego jednocześnie mieszkaniem nowego właściciela.

Bliźniaki zgodnie wyskoczyły z łóżek i po chwili stały już przy oknie w pokoju chłopca. Gęste liście zasłaniały ten fragment ulicy, więc choć Julka i Julian wychylali się przez parapet najdalej, jak mogli, niewiele byli w stanie zobaczyć. Między gałęziami drzew mignęło coś ciemnego, jakiś kształt, który nie dawał się rozpoznać, a potem wszystko zniknęło. Julek przetarł zaspane oczy i zawiedziony powlókł się z powrotem pod kołdrę.

Sklep po przeciwnej stronie ulicy miał już swoją historię i mieszkańcy ulicy Mickiewicza doskonale wiedzieli, że każdy, kto próbuje prowadzić tu jakiś interes, z góry skazany jest na niepowodzenie. Julka i Julek już dawno zauważyli, że właściwie cały ten dom jest jakiś dziwny. Jego lokatorzy tak rzadko pojawiali się w oknach, że sprawiał wrażenie wymarłego, jakby ci, którzy postanowili tam zamieszkać, ciągle gdzieś wyjeżdżali. Wieczorami pogrążony był w kompletnych ciemnościach.

Czasem tylko paliło się światło w mieszkaniu starszego pana mieszkającego nad sklepem. Miał chyba kłopoty z zaśnięciem. Rano opowiadał kwiaciarce sny, jakie nawiedzały go o świcie, a ona kiwała ze zrozumieniem głową, poprawiając wielki parasol, w którego cieniu rozkwitały kolorowe kwiaty. Kiedyś, dawno temu, udało się bliźniakom usłyszeć fragment takiej rozmowy i nie spały potem całą noc. Ostatnio podobno mówił, że śniły mu się jakieś zwierzęta, które szeregiem wychodziły z obrazu, oplatając go ciasnym kręgiem. Były to ptak feniks, ropucha, jaszczur i lew.

Julka nadal wyglądała przez okno, mając nadzieję, że coś wypatrzy. Sklep był jednym z mitów epoki dzieciństwa. Zawsze wyobrażali sobie, że tam mieszkają potwory i znajduje się przejście do innego świata. Raz nawet zakradli się nocą do piwnicy, aby przedostać się na drugą stronę tunelem pod jezdnią. Julek powiedział, że podziemna droga istnieje i prowadzi wprost pod interesujący ich sklep. Przejścia nie było, ale za to zatrzasnęły się drzwi i musieli głośno krzyczeć, aby ktoś ich usłyszał. Rodzice śmiali się z nich przez najbliższe pół roku.

– Ciekaw jestem, jak długo tym razem zostanie tu nowy właściciel. – Julek nie wytrzymał i wstał, aby podejść do okna, przy którym stała zamyślona Julka.

Zawsze chciał wszystko dokładnie wiedzieć i reprezentował typ ludzi, którzy nie spoczną, dopóki nie uzyskają konkretnej odpowiedzi.

– Też jestem ciekawa, ale lepiej się nie zakładaj, bo i tak przegrasz. – Uśmieszek Julki zdradzał, kto ma z reguły w takich sprawach lepsze wyczucie sytuacji.

– Przypominam, droga siostro, że ostatnio prawie wygrałem. – Julian wyraźnie miał ochotę się obrazić, ale Julka zaczęła się śmiać i poczucie humoru zwyciężyło. W dodatku sięgnęła po niezawodny argument z dzieciństwa i chwyciwszy brata wpół, rzuciła go na łóżko z krzykiem:

– Mam cię, mam!

Wrzask, jaki temu towarzyszył, sprowadził na parapet kota, który zeskoczył z dachu, i po chwili mieli publiczność. Kot prężył się w oknie, wyginał grzbiet i przeraźliwie miauczał. Konkurencja była zbyt duża, więc przerwali zabawę, aby mu się przyjrzeć.

– Nie znam tego kota – powiedział Julek, krztusząc się ze śmiechu – i uważam, że jest okropnie wścibski.

Kot spojrzał mu w oczy i skoczył z powrotem na dach, miaucząc przy tym tak okropnie, jakby ktoś przydepnął mu ogon.

– Ale hałaśliwy! – zauważyła Julka, z trudem łapiąc oddech. – Mam przeczucie, że kiedyś go jeszcze spotkamy.

– No dobra, rozejm. – Julian wstał z łóżka i ostentacyjnie otrzepał ubranie. – Też to czuję, siostro.

I rzeczywiście. To „kiedyś” nastąpiło bardzo szybko, bo po śniadaniu wybrali się do nowego sklepu, z kurtuazyjną wizytą oczywiście, i zobaczyli, że w oknie wystawowym siedzi ten właśnie kot. Obok niego zaś stoją gramofon na stare czarne płyty, fotel obity materiałem w egzotyczne kwiaty oraz obraz w ciężkiej złotej ramie, przedstawiający morską burzę i przechylony żaglowiec, sprawiający wrażenie tonącego.

– Mam wrażenie – stwierdziła rezolutnie Julka – że nasz sklep będzie teraz miejscem, w którym kupuje się stare rzeczy.

– A może zwierzęta? – spytał z nadzieją Julek, podchodząc bliżej, aby przyjrzeć się kotu.

Kot patrzył nieruchomo przed siebie i nawet nie drgnął mu wąs. Chłopiec przyłożył nos do szyby i ze zdumieniem spostrzegł, że nie jest to zwykły kot. Był bowiem z porcelany, rudy jak wiewiórka i nieruchomy jak stojący obok fotel.

– Przecież jeszcze niedawno przeraźliwie miauczał – szepnął Julek z niedowierzaniem. – O co tu chodzi?

Zawahał się przez chwilę i pchnął delikatnie drzwi, które otworzyły się z przeciągłym skrzypieniem i odsłoniły wnętrze sklepu. Skrzypieniu towarzyszył dźwięk dzwoneczka zawieszonego tuż pod framugą.

– Słyszysz? – Julka złapała brata za rękaw. – Czy słyszysz ten dźwięk? Brzmi jak dzwonki w starym kościółku. Pamiętasz, w górach był taki, zabytkowy...?

– Tak, tak – odpowiedział niecierpliwie Julian i wciągnął siostrę do środka.

Gdy tylko przekroczyli próg, powiało chłodem, miejsce, w którym się znaleźli w ten gorący czerwcowy ranek, miało inny, niepokojący klimat.

Towarzyszyło temu dziwne uczucie zimna ogarniające zazwyczaj wtedy, gdy schodzi się do podziemnych grot w skałach, które szczególnie latem wydają się niezwykłą przestrzenią.

Sklep przypominał skład różnych przedmiotów leżących w stosach. Z pootwieranych pudeł wychylały się figurki i bibeloty, a ich historie aż prosiły o opowiedzenie. Panował tu kompletny bałagan. Ale jednak w tym chaosie czuło się czyjąś obecność, co sprawiło, że bliźniaki, choć zaciekawione, nie wchodziły głębiej, nie wiedząc, co tam odkryją.

Julian, chwytając Julkę za rękę, odwrócił się w stronę wystawy, aby dokładniej przyjrzeć się kotu, który tak go zaintrygował.

– Podoba się wam mój kot? – usłyszeli za plecami cichy głos. – Nic dziwnego. Przywiozłem go ze słonecznej Florencji. Chcecie go obejrzeć z bliska?

Odwrócili się gwałtownie i ujrzeli przed sobą starszego pana w długim szarym płaszczu pamiętającym lepsze czasy, w białym fularze i błyszczących lakierkach, których noski pokonały z pewnością niejeden krawężnik. W jego oczach malowała się ciekawość.

– My... my... – zająknęła się Julka – chcieliśmy tylko zobaczyć, kto tu się wprowadził. Bo, widzi pan – mówiła coraz śmielej – mieszkamy naprzeciwko, tu, na poddaszu, i często spoglądamy w okna tego sklepu. Ja mam na imię Julka, a to mój brat Julek.

– Aureliusz Tarabella. Witam młodych kolekcjonerów w moich skromnych progach – odezwał się uprzejmie właściciel. – Wybaczcie ten nieład... niedawno się tu wprowadziłem, a przyjechałem z bardzo daleka. – Wskazał stosy kartonowych pudeł i pootwieranych skrzyń. – Jeśli chcecie coś zobaczyć, to zapraszam.

– Nie chcielibyśmy przeszkadzać, pan z pewnością dopiero się rozpakowuje. – Julka chwyciła brata za rękę i cofnęła się o krok.

– Ja tam chętnie coś zobaczę – zbuntował się Julian i lekceważąc znaczące spojrzenie siostry, wciągnął ją do środka.

We wnętrzu sklepu panował półmrok. Światło płynące z ulicy oświetlało jedynie fragment biurka przysuniętego do okna i zastawionego różnymi drobnymi przedmiotami. W głębi stały dwie szafy, jedna zamknięta, druga z uchylonymi drzwiami, i widać było, że na jej półkach panoszą się jakieś tajemnicze pudła. Drzwi prowadzące na zaplecze też miały dzwoneczek, który, teraz nieruchomy, błyszczał w smudze światła.

– To moja przystań, mój spokojny ląd – powiedział nowy właściciel sklepu. – A wy jesteście moimi pierwszymi gośćmi.

– Więc jednak to jest antykwariat... – Julka westchnęła i rozejrzała się raz jeszcze.

– Tak – odparł gospodarz. – A ja jestem antykwariuszem.

– Antykwariat... – Julian wymówił to słowo, jakby odkrył jakiś nowy świat.

Słońce skryło się za chmurami i nagle zrobiło się zupełnie ciemno. Kurz uniósł się w powietrzu i przez chwilę nic nie było widać. Miało się wrażenie, że ktoś spuścił zasłonę, chcąc zakryć jakąś tajemnicę. Julka pochyliła się nad leżącą na fotelu księgą otwartą na rycinie przedstawiającej wielką bibliotekę – istny labirynt regałów wypełnionych tysiącami tomów.

Julian, zerkając na antykwariusza, który uważnie im się przyglądał, podszedł do siostry i zajrzał jej przez ramię. Gdy jego oczy spotkały się z obrazem w książce, poczuł coś dziwnego, najpierw lekki zawrót głowy, a potem podłoga zaczęła uciekać mu spod stóp.

– Julka! – krzyknął, chwytając ją w ostatniej chwili za łokieć. – Coś się dzieje!

Znajdowali się teraz wśród zakurzonych półek, w wielkiej bibliotece pełnej starych woluminów, w miejscu, którego nie znali, i gdyby pozostawiono im jakiś wybór, nigdy nie zdecydowaliby się go poznać.

– Gdzie my jesteśmy!? – zawołał Julek, wstrząśnięty. – Co się stało!?

– Nic nie widzę! – poskarżyła się Jula. – Ciemno tu i pachnie książkami.

Korytarze spowijał mrok, który nie wydawał się przyjazny, w regałach coś trzeszczało, jakby przebiegały tamtędy stada korników szukających wyjścia z labiryntu. Woń starych książek przywodziła na myśl piwnice ich domu, w których latem otwierano drzwi, aby pozbyć się zapachu stęchlizny.

– Mówiłam, żeby tam nie wchodzić – syknęła Julka. – Takie antykwariaty to podejrzane miejsca – dodała spokojniej. – Zawsze musisz być taki ciekawski?

– Gdybym nie był taki ciekawski, nie ruszalibyśmy się z naszego pokoju – zauważył Julek. – Czytałabyś te swoje książki i nigdy nie wychyliłabyś nosa za drzwi.

– Mógłbyś sobie darować. – Julka rzuciła mu kwaśny uśmiech. – Zaraz coś wymyślę i jakoś się stąd wydostaniemy.

– Mam chyba scyzoryk, no i zapałki oczywiście – ucieszył się Julian, wyciągając z kieszeni przedmioty, z którymi rzadko się rozstawał.

Ostrożnie potarł zapałką o kartonik i nagle żółty płomień oświetlił ściany pułapki. Blask małego ognika wydobył z ciemności tajemnicze rysunki wijące się na grzbietach kilku książek.

Były tam liście i zwierzęta, drzewa i strumienie, księżyc i słońce. Sceny obejmowały siedem tomów stojących w szeregu na uginających się pod ich ciężarem półkach. Nagle zapałka zgasła. Chłopak pospiesznie zapalił następną. Rozległ się trzask i wtedy w wątłym świetle ukazała się stara, zakurzona naftowa lampa. Stała tuż przy regale i Julek pomyślał, że mieli wyjątkowe szczęście, że udało im się ją zauważyć. Na zielonym dnie pojemnika widać było niewielką ilość nafty, w której tkwił zużyty knot.

– Musiała służyć wielu badaczom ksiąg – powiedziała cicho Julka. – Masz jeszcze kilka zapałek? – zapytała.

– Mam trzy – odpowiedział Julian. – Tylko trzy i ani jednej więcej.

Niemal w odpowiedzi na jego słowa zapałka zgasła i tym razem ciemność wydała się głębsza i groźniejsza, jakby coś czaiło się między regałami i czyhało na nich w mroku.

Julka kucnęła, po omacku sięgnęła po lampę i uniosła ją ostrożnie. Była ciepła. Pomyślała, że jeszcze przed chwilą ktoś jej używał.

– Julek – odezwała się zduszonym głosem – ona nie stoi tu tak długo, jak mogliśmy sądzić.

Brat ścisnął siostrę za rękę i szepnął jej do ucha:

– Myślę, że ktoś tu jest.

Jula zdjęła klosz lampy i postawiła go na podłodze. Potem wyprostowała knot i sięgnęła po pudełko, które bez słowa sprzeciwu wręczył jej Julek. Płomień zapałki był nadspodziewanie duży, tak duży, że dziewczyna drgnęła i bezwiednie wypuściła ją z rąk.

– Co ty robisz? – jęknął Julek. – Daj, ja zapalę. – I przytknął przedostatnią zapałkę do kartonika. Tym razem płomień był równy, a drewienko spalało się powoli, więc dotknął nim knota i czekał, aż ten się rozżarzy.

Patrzyli w napięciu na coraz krótszy koniec patyczka, który czerniał, skręcał się, aż wreszcie zgasł i świat pogrążył się w ciemnościach.

– Ostatnia – oznajmił posępnie Julek.

– Poczekaj – powstrzymała go siostra i wyjęła knot z lampy, aby zamoczyć jego koniec w kilku kroplach nafty. Włożyła go z powrotem do szklanej kuli. – Zapalaj!

Brat zamknął oczy i odetchnął głęboko. Potem zapalił zapałkę i nie czekając, aż płomień urośnie, zbliżył ją do knota. Przez ułamek sekundy wydawało się, że nic z tego nie będzie. Coś zaskwierczało, syknęło, lecz w ostatniej chwili mały nieśmiały płomyczek pojawił się na zakurzonym sznureczku, aby w następnym momencie zapłonąć. Lampa rozbłysła.

Julka ostrożnie nałożyła szklany klosz i pokręciła z niedowierzaniem głową.

– Udało się – westchnęła z ulgą. – Jednak się udało.

Julian powoli wypuścił długo wstrzymywany oddech. Teraz mogli już zrobić kilka kroków, aby zorientować się w przestrzeni labiryntu. Julka doszła do skrzyżowania korytarzy i wtedy w perspektywie dostrzegła kolejne ulice książek. Pobiegła więc jeszcze dalej i z przerażeniem stwierdziła, że jest ich nieskończenie wiele.

– Jesteśmy w pułapce, która nie ma wyjścia – powiedziała tak rzeczowo, jakby nie było w tym nic dziwnego. – Myślę, że jeśli mielibyśmy je znaleźć, to nie między półkami.

Julian zbliżył się do wielkiego regału, na którym leżała tylko jedna książka. Uniósł wysoko lampę, oświetlając zakurzone brzegi tomu. Lampa przygasła, lecz po chwili uwięziony w niej płomień rozświetlił półki. Leżał tam potężny wolumin pokryty skórą.

– Musisz to zobaczyć, siostrzyczko! – zawołał. – Nigdy nie widziałem tak wielkiej księgi.

Julka podeszła bliżej i delikatnie musnęła palcami jej grzbiet. W tej samej chwili księga zsunęła się z półki i z trzaskiem spadła na podłogę, tuż pod stopy dziewczyny. Przez chwilę stronice przewracały się, jak gdyby ktoś nie mógł się zdecydować, którą z nich wybrać. Kurz opadł i rodzeństwo ujrzało dziwny rysunek. Przedstawiał on ptaka, który unosił się nad popiołami, trzymając w dziobie kielich. Pod rysunkiem widniał tekst:

W cieniu moich złotych skrzydeł

troje ludzi wiecznie stoi.

Zgadnij teraz moje imię,

a z pułapki cię wyzwoli.

– Zagadka! – zawołała Julka.

– Raczej jakiś żart! – Julian wzruszył ramionami i dodał pod nosem: – Jestem pewny, że właśnie on, ten podstępny antykwariusz, nas zahipnotyzował – wymówił z przerażeniem to słowo – i teraz myśli, że we wszystko uwierzymy.