Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 417 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Milczysz, moja śliczna - Rhys Bowen

Molly Murphy debiutuje na deskach nowojorskiego teatru Casino w komedii muzycznej, która ma być wydarzeniem sezonu. Gra pilną uczennicę na pensji dla dziewcząt. Dla Molly to wyjątkowo trudna rola, bo przecież wcale nie jest aktorką. Została wynajęta jako detektyw i na zlecenie gwiazdy wodewili Blanche Lovejoy ma dowiedzieć się, czy za tajemniczymi wydarzeniami w teatrze stoi duch czy człowiek. To nie jedyna sprawa, jaką Molly prowadzi w Nowym Jorku podczas mroźnej i śnieżnej zimy w roku 1902. Rozwiązuje też inne zagadki. W tajemniczych okolicznościach znika siostrzeniec panny Van Woakem, student uniwersytetu Yale, a w Central Parku podczas romantycznego spaceru Molly i Daniel znajdują w śnieżnej zaspie dziewczynę. Kim jest – nie wiadomo, bo nikt nie potrafi z nią nawiązać kontaktu.

Molly lubi, gdy prowadzone przez nią śledztwa mają szczęśliwe zakończenie. W „Milczysz, moja śliczna“ dzielnie walczy o to do samego końca. Niestety nie dla wszystkich bohaterów powieść kończy się happy endem.

Opinie o ebooku Milczysz, moja śliczna - Rhys Bowen

Fragment ebooka Milczysz, moja śliczna - Rhys Bowen

Tytuł oryginału: TELL ME, PRETTY MAIDEN
Opracowanie redakcyjne: MIROSŁAW GRABOWSKI
Korekta: AGATA NOCUŃ, JAN JAROSZUK
Projekt okładki: WITOLD SIEMASZKIEWICZ
Skład i łamanie: PLUS 2 Witold Kuśmierczyk
Fotografie na okładce: © H. Armstrong Roberts/ClassicStock/Corbis/Fotochannels © Detroit Publishing Company
Copyright © 2008 by Rhys Bowen For the Polish edition Copyright © 2018, Noir sur Blanc, Warszawa
ISBN 978-83-65613-73-8
Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o. ul. Frascati 18, 00-483 Warszawa e-mail: nsb@wl.net.pl księgarnia internetowa: www.noirsurblanc.pl
Konwersja: eLitera s.c.

5

Była młoda i piękna. Drobną buzię okalały kasztanowe włosy. Miała na sobie jedynie białą suknię, cienkie pończochy i lekkie wieczorowe pantofle. Wyglądała w tym śniegu jak wielka porcelanowa lalka.

– Mam cię! Błagaj o litość! – usłyszałam za sobą głos Daniela. Dogonił mnie i od razu się zorientował, że nie jest mi do śmiechu.

– Co się stało?

W milczeniu wskazałam na ziemię.

– Rany boskie! – zawołał, chociaż zwykle nie pozwalał sobie na takie komentarze w moim towarzystwie. – Niczego nie dotykaj i odsuń się. Trzeba uważnie przyjrzeć się miejscu zbrodni. Muszą być jakieś ślady.

– Jakiemu miejscu zbrodni? – zapytałam.

– Młode panienki zazwyczaj nie spacerują w zimie bez ciepłego ubrania, a już na pewno nie w takich butach. Prawdopodobnie ktoś ją gdzieś ukatrupił, a następie tu przywiózł i porzucił ciało.

Ostrożnie podszedł do miejsca, w którym leżała dziewczyna, i zaczął oględziny.

– Dziwne – mruknął. – Nie widać żadnych śladów oprócz tych, które sama zrobiła. Jak to możliwe?

Kucnął w śniegu, wziął nadgarstek dziewczyny, po czym skoczył na równe nogi.

– Wyczuwam puls. Żyje! Szybko! Pomóż mi zdjąć płaszcz. Trzeba ją rozgrzać.

– Moja pelerynka jest grubsza – powiedziałam i zrzuciłam ją, zanim zdążył zaprotestować.

Pomogłam mu podnieść dziewczynę ze śniegu i owinąć szczelnie.

– Trzeba szybko działać – oznajmił. – Powinna dostać coś ciepłego do picia. Zostań z nią. Masz tu mój płaszcz, a ja co sił w nogach pobiegnę po Jonesa.

Kiedy zniknął, uklękłam w śniegu, kołysząc nieprzytomną dziewczynę w ramionach. Jej ciało było lodowate. Trudno uwierzyć, że nadal żyje – pomyślałam.

Nagle zamrugała i po chwili ze zdziwieniem rozejrzała się dookoła. Miała niesamowicie niebieskie, wielkie oczy, które jeszcze bardziej upodabniały ją do lalki.

– Już dobrze. Nic ci nie grozi – powiedziałam łagodnie. – Wezwałam pomoc. Jest w drodze.

Znów zamrugała oczami. Czułam się tak, jakbym trzymała w ramionach duże dziecko. Przyjrzałam się otoczeniu. Ponury, zimowy krajobraz! Nie do wiary, że jesteśmy w środku miasta i że tuż obok tłumy ludzi oddają się zimowym rozrywkom – pomyślałam.

Daniel dotrzymał słowa i wkrótce pojawił się na horyzoncie. Brnął przez zaspy, dzierżąc w ręku kubek gorącego kakao. Właśnie zaczynałam odczuwać brak swojej ciepłej pelerynki. Tuż za Danielem dreptał Jones, głośno sapiąc.

– Kto by się tego spodziewał! – zawołał.

– Odzyskała przytomność? – zapytał Daniel, kucając obok mnie.

– Na chwilę otworzyła oczy.

– Obudź się, moja droga – powiedział łagodnie Daniel. – Przyniosłem ci coś ciepłego do picia. Spróbuj.

Przytknął jej kubek do ust. Dziewczyna najpierw przestraszyła się, ale po chwili delikatnie oblizała wargi. Daniel ponowił próbę i tym razem wypiła łyk, a nawet dwa. Po kilku minutach opróżniła cały kubek, a następnie znów otworzyła oczy i w osłupieniu zaczęła się w nas wpatrywać.

– Powinniśmy cię zabrać do domu – stwierdził Daniel. – Powiesz nam, gdzie mieszkasz?

Patrzyła bez słowa.

– Jesteśmy w Central Parku. Pamiętasz, jak się tu znalazłaś?

Znów brak reakcji.

– Nic ci z naszej strony nie grozi – zapewnił Daniel. – Jestem oficerem policji. Jak masz na imię?

Spojrzała na mnie z takim samym zdziwieniem jak poprzednio.

– Powiedz nam, jak się nazywasz, a bezpiecznie odstawimy cię do domu. – Uśmiechnęłam się, próbując ją ośmielić.

Cisza.

– Może ma przy sobie jakiś dokument – wtrącił posterunkowy.

– To chyba mało prawdopodobne – zauważyłam. – Ubrana jest tylko w cieniutką sukienkę.

– Bez kieszeni?

Potrząsnęłam głową.

– Bez kieszeni.

– Może było tak – odezwał się Jones. – Wyszła na poranny spacer, ktoś ją napadł w ustronnym miejscu w parku, ukradł wierzchnie ubranie i dokumenty.

– Możliwe – przyznał Daniel. – Czy ktoś cię poturbował? Pozwól, że zobaczę, czy masz jakieś ślady na głowie.

Dotknął jej włosów, ale dziewczyna wzdrygnęła się niespokojnie.

– Może ja spróbuję – zaproponowałam.

Uśmiechnęłam się łagodnie.

– Pozwól mi popatrzeć, czy nie masz jakiegoś paskudnego guza na głowie – poprosiłam. – Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy.

Wyciągnęłam rękę, ale rzuciła się jak źrebak.

– Chyba widzę guz tuż za prawą skronią – powiedziałam – ale nigdzie nie ma krwi. Na śniegu są ślady tylko jednej osoby. Gdyby ktoś mocno uderzył ją w głowę, przecież nie wstałaby i nie poszła do parku. I popatrzcie na te pantofelki. Nie mogła się wybrać w nich na spacer.

– Musiała jakoś sama tu dotrzeć, a potem padła z zimna – stwierdził Daniel z zafrasowaną miną.

– Na pewno nie ma innych śladów? – Posterunkowy wpatrywał się w śnieżnobiałą połać, na której widać było tylko ślady butów prowadzące na południowy wschód. – A może coś gorszego się tutaj wydarzyło? Czy sukienka nie jest porwana?

Ze spojrzeń, jakie wymienili mężczyźni, mogłam się łatwo domyślić, o co mu chodzi.

Daniel zakasłał dyskretnie.

– Trudno będzie to stwierdzić, dopóki nie zbada jej lekarz lub sama nam nie powie.

– Na sukni nie ma i nie było żadnych śladów – oświadczyłam. – Dziewczyna leżała spokojnie, jakby we śnie.

– To i tak nie ma teraz znaczenia. Musimy ją jak najszybciej odstawić w ciepłe miejsce – powiedział Daniel. – Skoro nie wiemy, gdzie mieszka, trzeba ją zawieźć do najbliższego szpitala.

– Najbliżej jest niemiecki szpital Lenox Hill na Siedemdziesiątej Siódmej Wschodniej – zauważył Jones.

– To niedaleko – stwierdził Daniel. – Gdybyśmy ją zanieśli do bramy, można by złapać powóz, zamiast czekać na pogotowie. Tak będzie szybciej. Myślisz, Jones, że damy radę?

– Bez problemu – odparł policjant. – Jest lekka jak piórko. Proszę na nią spojrzeć: skóra i kości. Wygląda, jakby od miesiąca nie jadła przyzwoicie.

Miał rację. Na ciele nieznajomej nie było ani grama tłuszczu. Z łatwością mogłam objąć chudy nadgarstek kciukiem i palcem wskazującym jednej ręki. Nie wyglądała jednak na zaniedbaną i wygłodzoną, a jej suknia i buty były dobrej jakości.

– Powiedz nam, jak się nazywasz – poprosiłam jeszcze raz. – Chyba lepiej wrócić do domu niż trafić do szpitala, prawda?

Dziewczyna wpatrywała się we mnie pozbawionym wyrazu wzrokiem.

– Może nas nie rozumie – powiedział Daniel. – Może niedawno przybyła do miasta i nie zna angielskiego?

Przypomniałam sobie parę podstawowych zwrotów po francusku, a Daniel spróbował się z nią porozumieć po niemiecku, ale nic to nie dało. Nie zareagowała też, gdy mężczyźni podnieśli ją i zaczęli iść w stronę wyjścia. Znaleźliśmy ścieżkę przecinającą East Drive i ruszyliśmy po śliskiej nawierzchni. Zamoczyłam spódnicę i pończochy w śniegu, więc szczękałam z zimna zębami, mimo że miałam na sobie płaszcz Daniela.

Wkrótce znaleźliśmy się na Piątej Alei i zatrzymaliśmy powóz, który zabrał nas do szpitala na Siedemdziesiątą Siódmą. Dopiero kiedy Daniel wniósł ją na izbę przyjęć i ruszył szybko korytarzem wyłożonym białą glazurą, dziewczyna zaniepokoiła się i próbowała wyrwać. Była jednak tak słaba, że Daniel z łatwością utrzymał ją w ramionach. Wkrótce leżała w szpitalnym łóżku, owinięta w ciepłe koce i otoczona wianuszkiem pielęgniarek.

Właśnie zakładałam na siebie pożyczoną od Sid i Gus aksamitną narzutkę, gdy do sali wszedł brodaty lekarz i musieliśmy jeszcze raz opowiedzieć całą historię.

– W takim stroju na śnieg? – zdziwił się. – Co za głupota! – dodał z silnym niemieckim akcentem.

– Podejrzewamy, że znalazła się w parku wbrew swojej woli. Pewnie uciekła przed prześladowcą albo napastnikiem – powiedział Daniel.

– Ach, tak. Muszę ją zbadać. Proszę się odsunąć.

Pielęgniarki rozstawiły wokół łóżka parawan, ale lekarz nie zabawił za nim długo. Wyszedł prawie natychmiast, ocierając pot z czoła.

– Musiała przeżyć silny wstrząs. Nie pozwala się dotknąć.

– W takim razie może rzeczywiście została zaatakowana w parku?

– Raczej nie, sądząc po tym, co jednak udało mi się zobaczyć – odrzekł lekarz. – Ma na sobie bieliznę wiązaną troczkami. Przypuszczam, że każdy napastnik albo by je rozerwał, albo nie zawracał sobie głowy ich zawiązywaniem. Śmiem twierdzić, że żadna napaść tego rodzaju nie miała miejsca.

– To może napaść na innym tle – zasugerował Daniel. – Ktoś uderzył ją w głowę, przewróciła się i straciła przytomność.

– Nie sądzę. Poczekajmy jednak. Wpada w panikę, gdy tylko próbuję jej dotknąć. Będzie lepiej, jeśli damy biedaczce odpocząć przed kolejnym badaniem. Naprawdę nie macie pojęcia, kim ona jest?

– Nie odpowiedziała na żadne z naszych pytań, nie dała nam żadnych wskazówek – odparłam. – Według kapitana Sullivana powodem może być to, że nie zna angielskiego.

– Kapitana Sullivana? Jest pan żołnierzem, mein Herr?

– Policjantem – odrzekł cicho Daniel.

– Das ist gut. Czyli nie musimy składać raportu.

– Nie, proszę się tym nie przejmować. Rozumiem, że zostawiamy ją pod troskliwą opieką.

– Oczywiście.

– Oto moja wizytówka, doktorze. – Daniel sięgnął do kieszeni. – A jutro przyjdziemy ją odwiedzić.

– Mam nadzieję, że wkrótce poczuje się lepiej i do czasu waszej wizyty uda się nam skontaktować z rodziną. – Lekarz uśmiechnął się szeroko.

Zanim podążyłam do wyjścia, rzuciłam jeszcze okiem w jej stronę. Parawan odsunięto. Dziewczyna leżała nieruchomo, z szeroko otwartymi oczami. Wyglądała jak rzeźba wyciosana z białego marmuru.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Nakładem wydawnictwa Noir sur Blanc ukazały się następujące powieści Rhys Bowen:

PRAWO PANNY MURPHY2013

ŚMIERĆ DETEKTYWA2013

DO GROBOWEJ DESKI2014

PIENIĄDZE TO NIE WSZYSTKO2015

O MÓJ UKOCHANY!2016

DUBLIN, MOJA MIŁOŚĆ2017