Listy do przyjaciółki - Jarosław Mikołajewski - ebook
lub
Opis

Niemal pięćdziesiąt nowych wierszy Jarosława Mikołajewskiego.

Czy twórczość poety zmierza w stronę mroku? Od pewnego czasu w każdym kolejnym tomie coraz mniej beztroski i zachwytu. Fascynacja coraz częściej jest podszyta niepokojem, a uśmiech – goryczą. Rośnie za to temperatura: miłość do bezlitosnej rzeczywistości jest gorętsza, a żal, że ona umyka – bardziej dojmujący.

Mikołajewski pisze tak, jakby każdy jego tomik miał być ostatnim.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 30


Opieka redakcyjna: WALDEMAR POPEK
Korekta: MONIKA ŚLIZOWSKA, ANETA TKACZYK
Projekt okładki i stron tytułowych: MAREK PAWŁOWSKI
Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ
Skład i łamanie: Infomarket
© Copyright by Jarosław Mikołajewski © Copyright by Wydawnictwo Literackie, 2017
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-06623-2
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków tel. (+48 12) 619 27 70 fax. (+48 12) 430 00 96 bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 e-mail: [email protected] Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl
Konwersja: eLitera s.c.

kochany tatusiu

mam wiadomość miłą

dla ciebie ale

nie dla mnie

wybiera się w twoje

strony

trochę znanych mi osób

kilkoro z rodziny reszta to

znajomi

nie wszystkich znałeś

ale ich polecam

i zadbaj o nich bo bardzo

wychudli

to dobra okazja żeby coś

podesłać

tylko powiedz co

naprawdę chciałbym coś

zrobić dla ciebie

nie widzimy się już od

lat dwudziestu i pięciu i

nie wiem co mogłoby ci

się przydać

choćby na wymianę

lubiłeś czekoladę

apaszki

carmeny które rzuciłeś żeby nie mieć raka

(powiedz swemu

sercu nieźle się uśmieje)

ałun nie wiem czy jeszcze

produkują poszukam tylko

powiedz że wciąż

się golisz

dobrą wódkę zdjęcie

mamy (doskonale wygląda)

i wnuczek którym nie

zdążyłeś zaśpiewać jedzie

jedzie pan zelman ani morze

nasze

nie proś tylko o rzeczy

ulotne i słowa bo chyba

są za ciężkie jak na limit

bagażu

jeden stuk jeden

orzech dwa stuki pocztówka

z warszawy z widokiem

na pałac

dissipatio

obnoszę głowę coraz

bardziej jak durszlak

na krawędziach otworów

efekt błyskawicznego spalania

spawania

co niczego nie spawa tylko mnoży

popiół

spalony na proch

nic

przepalone na nic

biała

tłusta sadza momentalnych pożarów

byle ruch ją zwiewa

mój albo powietrza

albo czasu który jednak

jest bo zabiera

szukam technologii

utrwalania popiołu

nie znalazłem żadnej

prócz kartki

często nie donoszę

prochu do tej kartki

jeszcze częściej nie chce

mi się kroku zrobić

myślę że nie warto

i ta myśl zostaje

razem z tęsknotą za czymś co już nawet

nie wiem czym było

nn

nie tyle nagle

co niespodziewanie

dowiedział się że niedługo

ma zniknąć z powierzchni

tego świata

były procedury

taktowność

tonacja w jakiej

katecheci uczą

odmawiać świadkom jehowy

grzeczna i stanowcza

najpierw

poczuł żal

tyle rzeczy niedopisanych

tyle niezaczętych

nieskończonych

po chwili niedługiej

pomyślał że niedokończone

jest wszystko

on sam i świat

cały

póki zniknięcie nie zakończy

dzieła

które nie ma końca

a potem

a potem będzie to

świat inny

też niedokończony

o coś

i o kogoś

o jakieś i czyjeś

zniknięcie

odebrał swoją pociechę

i wcale przyjemności

nie sprawiła mu myśl

że inni też znikną

nie

to było odczucie

z gatunku braterskich

do nieznanej w metrze

a ty?

czy i ciebie niepokój

liże siną wargą kiedy telefon

zaszywa się w ciemność a gwiazda północna

wyświetlacza gaśnie na dłużej niż droga

komety do świtu?

skąd ten plaster pod nieschludnie

spuszczonym ramiączkiem i palec

odciśnięty na łokciu?

dlaczego ci w dłoniach drży wypis

szpitalny bo nie od stukotu kół

których toczność raczej uspokaja

rozbieganie oczu

co nie wiedząc na czym się zatrzymać

ślizgają się jak bity krążek

cymbergaja?

powiedz

coś powiedz tą nieznośną szparą

ust rozchylonych z przesuszenia

dziąseł

upomnij się o dzwonek

czułej wiadomości w rodzaju

kocham cię tęsknię i czekam

i swoim wyznaniem zastąp nieuchronną

odpowiedź na pytanie szarych konduktorów

którzy proszą o dowód

zamiast

nie mam biletu powiedz mam

to życie i zaraz przystanek wyjdę na

powierzchnię a na niej jest cała różnorodność

ludzi tak pięknych i czułych jak

kwiaty w ogródku babci za jej domkiem

jak chatka z piernika

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki