Legendy zamków karpackich - Bartłomiej Grzegorz Sala - ebook

Legendy zamków karpackich ebook

Bartłomiej Grzegorz Sala

0,0
22,50 zł

lub
Opis

Legendy zamków karpackich to zbiór 65 ludowych i literackich podań, na nowo opracowanych piórem Bartłomieja Grzegorz Sali. Związane są one z zamczyskami polskich Karpat, wznoszącymi się od przedpola Beskidu Śląskiego po Bieszczady. Dotyczą warowni wyrosłych przed wiekami w głębi gór, w śródgórskich kotlinach lub w najbliższej okolicy karpackich wierchów; obiektów do dziś zachowujących swój blask, jak i pozostających w ruinie. Na kartach książki na nowo ożywają duchy i zjawy, święci i diabły, okrutni panowie i dzielni junacy, namiętni kochankowie i bezwzględni zbójcy.

Autor, historyk i etnograf, uzupełnia swe opowieści krótkim zarysem dziejów zamków, a także komentuje wykorzystane motywy w kontekście kulturowym, sięgając do źródeł poszczególnych wątków. W ten sposób praca nabiera elementów popularnonaukowych i edukacyjnych, nie tracąc swego literackiego charakteru.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 290




WSTĘP

Droga Czytelniczko, Szanowny Czytelniku! Oddając w Twoje ręce Legendy zamków karpackich, zobowiązany jestem do kilku słów wyjaśnienia. Moim celem było literackie opracowanie legend i podań wiążących się z zamkami polskich Karpat, a także osadzenie ich w kontekście historycznym i kulturowym. Koncepcja, aby najpierw skreślić pokrótce dzieje konkretnej warowni, a następnie przytoczyć związane z nią legendy, które nadają budowli jej własnego – nomen omen – ducha, po czym wskazać określone wzorce niektórych motywów, wydaje mi się dość czytelna.

Natomiast dobór obiektów zawsze jest w podobnych publikacjach przedmiotem takich czy innych kontrowersji. Książka ta obejmuje obiekty zachowane w całości lub w ruinie, ewentualnie zrekonstruowane (Wytrzyszczka). Mówiąc o polskich Karpatach, mam na myśli ich górskie pasma, z pominięciem pogórzy. Stąd znalazły się tutaj zamczyska położone pośród gór (Sucha Beskidzka, Niedzica, Czorsztyn, Zamek Pieniński, Rytro, Muszyna), w śródgórskich obniżeniach (Żywiec, Nowy Sącz) lub na skraju gór (Bielsko-Biała, Lanckorona, Myślenice, Dobczyce, Sanok, Manasterzec, Lesko). Postanowiłem jednak nie pomijać i tych, które wzniesiono w bliskim sąsiedztwie wierchów – na bezpośrednich przedpolach gór (Cieszyn, Czchów, Wytrzyszczka, Rożnów, Odrzykoń). Mam nadzieję, że owo krótkie wyjaśnienie kwestii terytorialnej będzie dla miłych Czytelników wystarczającym.

Mam również nadzieję, że niniejszy zbiorek zdoła zainteresować Czytelników opowieściami zaklętymi w posępnych murach karpackich zamczysk, stanie się dobrym uzupełnieniem wycieczki lub do takowej zachęci. Przede wszystkim jednak dostarczy pewnego rodzaju rozrywki, a przy okazji zdoła wzbudzić kulturalną wrażliwość, albowiem literackie legendy i ludowe podania także stanowią część naszego kulturowego dziedzictwa.

Bartłomiej Grzegorz Sala, styczeń 2013

CIESZYN. Pozostałości zamku Piastów cieszyńskich na Górze Zamkowej

radawny Cieszyn od wieków stróżuje nad kapryśną Olzą. Choć gród należy jeszcze do Pogórza Śląskiego, to stanowi prawdziwą bramę Beskidu Śląskiego, a oglądane z samotnej wieży Piastowskiej górskie panoramy nie mają sobie równych. Miasto to piękne, lecz nieszczęśliwe: choć minęły już przeszło dwie dekady od zjednoczenia Berlina, Cieszyn wciąż dzieli granica państwowa. Ponad zabytkowym grodem dumnie wznoszą się pozostałości piastowskiego zamku, których symbolem pozostaje znana z banknotów dwudziestozłotowych rotunda i wspomniana wieża, pragnąca sięgnąć obłoków niczym bliskie już wierchy Beskidu Śląskiego.

Zarys dziejów

Początki osadnictwa na Górze Zamkowej sięgają co najmniej V wieku p.n.e., gdy powstało tu grodzisko o charakterze strażniczym i refugialnym dla pobliskiej osady w Podoborzu.

Wczesnośredniowieczny Cieszyn był zapewne głównym – obok Grodźca – centrum plemiennego państwa Golęszyców, które w IX wieku podporządkowane zostało władcom wielkomorawskim, a u progu następnego stulecia czeskim. Wkrótce jednak z wielkopolskich dziedzin nadciągnął nowy pretendent do panowania nad Olzą – państwo Polan. Okres 989–1054 zapełniły polsko-czeskie walki o Śląsk, zakończone triumfem piastowskiego orła nad przemyślidzkim lwem. To właśnie w niespokojnym XI stuleciu w obrębie kasztelańskiego zapewne grodu powstała owa romańska perła, jaką po dziś dzień stanowi rotunda Świętego Mikołaja na Górze Zamkowej.

Cieszyn po raz pierwszy wymienia bulla protekcyjna papieża Hadriana IV z 1155 roku, potwierdzająca istnienie kasztelanii. Po zawirowaniach na Śląsku, związanych z powrotem synów Władysława II Wygnańca oraz kolejnymi podziałami i lokalnymi zjednoczeniami, kasztelania cieszyńska stała się w 1201 roku częścią dość rozległego księstwa opolsko-raciborskiego Mieszka I Plątonogiego. Jego następca, Kazimierz I, oficjalnie lokował Cieszyn około 1220 roku, a za Mieszka II Otyłego wokół miasta wyrosły wały i palisady. Po śmierci w 1281 lub 1282 roku Władysława I jego władztwo rozpadło się, zaś Cieszyn stał się stolicą odrębnego księstwa, którego pierwszym władcą został Mieszko I. Wkrótce przyjęło ono zwierzchnictwo czeskiej Korony Świętego Wacława.

Gruntownej przebudowy rezydencji książęcej na Górze Zamkowej dokonał trzeci książę cieszyński, Przemko I Noszak, w 1363 roku podejmujący w jej murach samego cesarza Karola IV. W owym czasie powstał rozległy zamek gotycki, łączący funkcje obronne i reprezentacyjne. Zamek dolny służył za usługowe podgrodzie, zaś zamek górny składał się z właściwej rezydencji piastowskich książąt z zachowaną do dziś wieżą, zabudowań dworskich oraz kaplicy będącej adaptacją jedenastowiecznej rotundy, którą przy tej okazji przebudowano. W 1374 roku książę na nowo lokował Cieszyn, za wzór przyjmując królewski Wrocław. W 1438 roku miasto otrzymało od księżnej Eufemii zwanej Ofką przywilej menniczy, a w 1454 roku Przemko II ugościł na zamku Elżbietę Habsburżankę, zdążającą do Krakowa na ślub z królem Kazimierzem IV Jagiellończykiem, wraz z jej orszakiem, liczącym przeszło dwa tysiące rycerzy.

Niezwykle istotne było panowanie księcia Kazimierza II, powinowatego Zygmunta I Starego, władającego też Pszczyną i Opawą, a pełniącego z ramienia królów czeskich godność namiestnika całego Śląska. Poszerzył on Cieszyn w kierunku wschodnim, wyznaczył nowe miejsce na rynek, zainicjował budowę ratusza, odnowił mury miejskie i wniósł Wyższą Bramę. Mniej szczęścia miał Wacław III Adam, gdy w 1552 roku część stolicy i samego zamku uległa pożarowi. Książę ów wprowadził w swym władztwie luteranizm, a próba restytucji katolicyzmu przez Adama Wacława nie powiodła się. Za to w 1603 roku zamek ponownie dosięgła łuna pożogi.

Po śmierci Fryderyka Wilhelma, na którym wymarła męska linia Piastów cieszyńskich, rządy objęła jego siostra Elżbieta Lukrecja. Z uwagi na pustoszącą Europę wojnę trzydziestoletnią było to panowanie tragiczne. W 1645 roku miasto i zamek zostały zdobyte przez Szwedów, a w roku następnym – przez wojska cesarskie, w 1647 roku zajęły je skandynawskie hufce, a po ciężkim ostrzale ponownie armia Habsburgów, co w dramatyczny sposób położyło kres świetności cieszyńskiego zamku. Po śmierci Elżbiety Lukrecji i ostatecznym wymarciu Piastów księstwo cieszyńskie rządzone było bezpośrednio przez królów Czech, ewentualnie wydzielane poszczególnym reprezentantom dynastii Habsburgów lub skoligaconych rodów. Zamek zaś, nadwyrężony walkami wojny trzydziestoletniej, pod panowaniem austriackim niszczał i obracał się powoli w ruinę. Z zamiarem odbudowy nosił się książę Albert Kazimierz, syn króla polskiego Augusta III Sasa i zięć cesarzowej Marii Teresy, ale ostatecznie poniechał tego planu.

Książę Karol II Ludwik przystąpił do „porządkowania” Góry Zamkowej, rozbierając średniowieczne mury, poza romańską rotundą Świętego Mikołaja (poddano ją wszakże przebudowie) i gotycką wieżą zwaną Piastowską, a na miejscu po zamku górnym powstał urokliwy park. Na zamku dolnym książę wzniósł za to w 1840 roku klasycystyczny pałac Myśliwski, a sześć lat później na skraju międzymurza – browar zamkowy. W podobnym czasie przy pałacu powstała oranżeria. Ostatnim księciem cieszyńskim był Fryderyk, w przeciwieństwie do swojego władającego ziemią żywiecką brata – Karola Stefana Habsburga – raczej źle wspominany.

19 października 1918 roku powstała Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego, która kilkanaście dni później ogłosiła przynależność Śląska Cieszyńskiego do odrodzonego Królestwa Polskiego i przejęła pełnię władzy w mieście. Dzień wyzwolenia powitała polska flaga na wieży Piastowskiej. Gdy w Polskiej Ostrawie zawiązała się czeska Rada Narodowa Śląska (Zemský národni výbor pro Slezsko), w zgodzie i porozumieniu zadecydowano o podziale cieszyńskiej spuścizny według kryterium etnicznego, wskutek czego Bielsko, Frysztat, Jabłonków, Karwina, Skoczów i sam Cieszyn przypadły Republice Polskiej, a Frydek i Polska Ostrawa Republice Czechosłowackiej. Spragniona karwińskich kopalń Praga rychło jednak pogwałciła dobrowolne i uczciwe porozumienie, dokonując u progu kolejnego roku regularnej zbrojnej agresji na zaangażowaną na wschodzie Polskę, powstrzymaną dopiero na linii Wisły (bitwa pod Skoczowem), zaś polska kontrofensywa oparła front o Olzę.

Gdy wojska bolszewickiej Rosji stanęły pod Warszawą, ententa – mimo rozpaczy ludności Zaolzia – zmusiła Rzeczpospolitą Polską do rezygnacji z okupowanych przez Pragę ziem. W ten sposób przywieziona w teczce urzędnika wielkich mocarstw Czechosłowacja rozciągnęła swoje panowanie na Frysztat, Jabłonków, Karwinę i zachodnią część Cieszyna, boleśnie przeciętego granicą państwową. Sam pałac Myśliwski stanowił w okresie międzywojennym siedzibę Zarządu Lasów Państwowych.

W 1938 roku Warszawa upomniała się o swoje prawa; przy aplauzie miejscowej ludności Praga zwrócić musiała Rzeczypospolitej bezskutecznie czechizowane Zaolzie, zaś sam Cieszyn ponownie stał się jedną całością. Równo rok później niemiecka agresja znów odebrała go podbitej Polsce, a całe dawne księstwo cieszyńskie przyłączyła do śląskiej prowincji Rzeszy. Wraz z wyzwoleniem spod okupacji Polacy obsadzili w 1945 roku punkty na obu brzegach Olzy, lecz wkrótce radziecki major Krasnikow zarządził ponowny podział Cieszyna i Śląska Cieszyńskiego. Mimo ostrego stanowiska marszałka Michała Roli-Żymierskiego i lokalnych potyczek z Czechami ostatecznie Moskwa po raz drugi przesądziła o przyznaniu zachodniego Cieszyna Republice Czechosłowackiej. Po raz ostatni więc pozostałości zamku piastowskiego królowały nad całym polskim miastem przez kilka dni 1945 roku…

Pomieszczenia pałacu Myśliwskiego służyły po wojnie różnym instytucjom państwowym. W latach 1950–1955 przywrócono wiele pierwotnych cech rotundzie Świętego Mikołaja, a w 1966 roku zlikwidowano zamkową oranżerię. Lata 1976–1989 przyniosły prace renowacyjne przy wieży Piastowskiej, która otrzymała dodatkowo taras widokowy, natomiast w 2004 roku dokonano rekonstrukcji fragmentu baszty Bramnej.

Legendy

O trzech braciach• Książę Polski Leszek III władcą był wielkim i potężnym. W boju zmógł Marka Licyniusza Krassusa i po kilkakroć Gajusza Juliusza Cezara, który – obawiając się niezwyciężonego monarchy z północy – wydał za niego swą siostrę Julię. Miał zaś Leszek III trzech synów: Bolka, Leszka i Cieszka, którzy tak bardzo się miłowali, że byli niemal nierozłączni.

Którejś nocy nie mógł potężny książę zasnąć. Gdy sen długo przyjść nie chciał, począł błąkać się po pogrążonych w ciszy wawelskich dziedzińcach, tarasach i krużgankach, jasnym światłem księżyca oświetlanych. Zadarł Leszek III głowę do góry i w jasne niebo się zapatrzył. Po pewnej chwili wzrok jego przykuły trzy gwiazdy, nadzwyczaj wyraźne, a prędko oddalające się od siebie w przeciwne strony. Podumał chwilę nad dziwnym zjawiskiem i w pokorze uznał je za znak od bogów, aby swych trzech synów wysłać w różne strony rozległego państwa, gdzie poznają je lepiej, nabiorą doświadczenia i smaku życia zakosztują.

Gdy tylko ranek wstał nad Krakowem, władca wezwał przed swoje oblicze Bolka, Leszka i Cieszka, by wolę swoją im objawić. Ci, choć niechętnie o podróży, a tym bardziej o rozłące myśleli, ojcowskiemu rozkazowi bez sprzeciwu się podporządkowali. Książę wyprawił ich należycie, wskazał trzy kierunki, w jakie rozchodziły się gwiazdy i nakazał zawrócić dopiero, gdy drzewa swe liście postradają. Tak trzej bracia wygodne wawelskie komnaty opuścili, w trzech różnych kierunkach ze swymi drużynami ruszając.

Każdy z nich wędrował przez dzikie puszcze i lasy, wyniosłe wzgórza i rozległe równiny, nawiedzał samotne osady i bogate grody. Każdy z nich wielu cudom się napatrzył, o rozległości ojcowskiego władania się przekonał, kraje dotąd ze słyszenia tylko znane na własne oczy zobaczył, przygód wielu zaznał.

Przybył w końcu Leszek w okolice błękitnym nurtem Olzy ozdobione, ponad którymi wyniosłe góry królowały. Nie mógł się nadziwić owym wierchom lasem nieprzebytym pokrytym, gdzie dusza pięknem natury się radowała. Przystanął przy szemrzącym u stóp wyniosłego wzniesienia źródełku, którego krystaliczna woda chłód i orzeźwienie jemu i jego drużynie przyniosła. Odpoczął ze swym orszakiem w ciepłych promieniach słońca, po czym do noclegu sposobić się nakazał. Gdy jednak wieczór ciemnym całunem ową piękną okolicę spowijać począł, o śnie ani myślał. Tęsknił za braćmi, których dopiero jesienią zobaczy, a tęsknota większą niż kiedykolwiek się zdawała. Dosiadł więc swego rumaka i na owo wyniosłe wzgórze ponad krynicą wjechał, a ze szczytu tęskną melodię na rogu wygrywać począł. Ku jego zdziwieniu taki sam odgłos rogu gdzieś spod lasu go dobiegł. Czym prędzej zjechał do źródełka i rozkazał rycerzom ogień rozpalić. W końcu z ciemniejących zarośli orszak zbrojny wyjechał, a zdumiony Leszek ujrzał na jego czele Bolka. Uszczęśliwieni niespodziewanym spotkaniem bracia rzucili się sobie w objęcia. Gdy już nieco ochłonęli, przy wielkim ognisku, na którym piekła się upolowana pośpiesznie zwierzyna, nad butlami zacnych trunków, snuli swe opowieści, w niezwykłe spotkanie wciąż nie mogąc uwierzyć. Wtem pośród mroków nocy tętent koni się odezwał, a Bolko i Leszek w mgnieniu oka dosiedli rumaków i stanęli na czele swych pocztów, w szyku bojowym ustawionych. Jadący na czele obcych pozdrowił jednak braci, o pokojowych zamiarach zapewnił i o gościnę przy ogniu dla większego bezpieczeństwa wszystkich poprosił. Nie wierzyli Bolko i Leszek swym uszom, gdy wyraźnie słyszeli znajomy głos Cieszka! Ów zaś roześmiał się szczerze, bowiem wcześniej już jego ludzie o obecności braci mu donieśli. Niezwykłe spotkanie u szczęsnego zdroju na całą noc się przedłużyło, a przy ogniu braterskie czułości mieszały się z opowieściami o dalekich stronach, wiwatami, wesołymi pieśniami, okraszonymi smakiem mięsiwa, wina, miodu i piwa. Dopiero ranek biesiadę błogą przerwał.

Po krótkiej drzemce Bolko, Leszek i Cieszko uradzili, że tutaj, pośród tych łąk i lasów, które świadkiem ich spotkania się stały, na pamiątkę gród nowy postawią i nazwą go Cieszynem, na znak, jak bardzo swym widokiem się cieszyli. Nad nim zaś zamek godny książęcych synów ma się wznosić, na tym wzgórzu, z którego Leszek w róg zadął, a źródełko szczęśliwe ujęte ma zostać w studnię, aby orzeźwienie mieszkańcom grodu po wsze czasy przynosiło.

Tak wyglądało owo spotkanie Bolka, Leszka i Cieszka, które powstaniem Cieszyna zaowocowało. Do dziś zaś stoją warowne mury na Górze Zamkowej i Studnia Trzech Braci, które początek miastu dały.

O księciu Przemku i Dorotce• Pewnego dnia w czasie polowania młody książę cieszyński Przemko z rodu Piasta poznał piękną dziewoję imieniem Dorotka. Dorotce natychmiast przypadł do gustu ów panicz urodziwy, wykształcony i delikatny, jego zaś serce od razu pokochało pannę piękną i pełną dobroci. I nie minęło wiele czasu, gdy Przemko wprowadził do zamku nad Olzą swą wybrankę jako żonę i prawą panią. Życie ich układało się szczęśliwie, każdy dzień wypełniała miłość i zgoda, zaś umiłowanie wspólnych pieszczot – nie mniej ważne od uniesień ducha – rychło Dorotkę brzemienną uczyniło. Pośród największej radości obchodził Cieszyn i nadolziańskie ziemie narodziny wyśnionej córy książęcej pary – Danusi. Przemko zaś i Dorotka wciąż sycili się swoją miłością, a poddani błogosławili im i za wzór obierali.

Lecz cudze szczęście często zazdrość wywołuje. I tak księcia Przemka upodobała sobie czarownica Sydonia, która pragnęła wydać zań swą córkę Kordulę. Nie raz próbowała namówić Piastowicza, aby Dorotkę odprawił, a na jej miejsce Kordulę na książęcy wyniósł tron. Oburzały Przemka te sugestie bezczelne, toteż przez grzeczność jedynie odpisywał, iż Dorotkę ponad życie kocha i dalszych nagabywań w tej materii sobie nie życzy.

Sydonia wszelako z uczynienia swej córki księżną ani myślała rezygnować. W swoim domostwie czary różne odprawiała i księgi z wiedzą tajemną niestrudzenie przeglądała, aż w końcu sposób na Przemka odnalazła. Oto wybiła talar ze srebra, w którym psie ziele zerwane w czasie pełni na mogile wisielca się znajdowało, moc wyganiania miłości z serca posiadający. A że miał książę sługę przekupnego, przeto zapewniony przez czarownicę o nagrodzie zaszył on nocą ową monetę straszliwą za podszewkę Przemkowego surduta.

Gdy tylko książę przyodział o poranku swój strój, natychmiast serce jego złemu czarowi się poddało. Zdumioną Dorotkę od wieśniaczek i podstępnych suk zwyzywał, po czym od łoża swego do kuchni odprawił, łaskę z tego jeszcze czyniąc. Zapłakana księżna, do rangi służącej zdegradowana, zaklinała go na wszystkie świętości i do opanowania wzywała, gdy jednak skutku jej łzy nie odnosiły, ze załamanym sercem do posług kuchennych ruszyła, Danusię pierwej u swej krewnej ukrywając. Czasem jedynie wychodziła nad Olzę, na zły los przed utopcami się żaląc.

Przemko zaś na zaloty Korduli życzliwie odpowiedział i ślub na cieszyńskim zamku wyznaczył. I choć na ponowne małżeństwo księcia po cichu szemrano, nikt woli jego sprzeciwić się nie odważył. Przygotowywały się przeto zamek i miasto do zaślubin, a rychło orszak nowej oblubienicy ku warowni nadciągnął.

W owym czasie Dorotka, upokorzona i zasmucona, lecz wciąż Przemka kochająca, podniosła porzucony przez niego surdut, aby mimo bólu serce przenikającego guziki doń przyszyć. Wybrała się więc na dziedziniec, gdzie światło słoneczne w owym dziele sprzyjało. Kiedy przyszywała guziki, zanosząc się płaczem, wyczuła pod palcami przedmiot za podszewką zaszyty. Rozcięła materiał, a przeklęty talar Sydonii do zamkowej potoczył się studni i w jej głębinę z pluskiem upadł. Wtem woda w studni się zagotowała, a zły czar zamek opuścił. W owej chwili wychodził na dziedziniec książę Przemko. Natychmiast upadł przed Dorotką na kolana i o wybaczenie żebrać począł. Ona zaś, rozumiejąc już, iż zaklęcie na nim dotąd ciążyło, w niepamięć puściła upokorzenia i do serca mocno swego małżonka przytuliła, weseląc się, iż wolę swoją i miłość dawną odzyskał.

Książę Przemko sprawy swoje do końca uporządkował. Dorotkę ponownie na komnaty uroczyście wprowadził, nakazując na nowo składać jej hołdy księżnej należne, po czym po Danusię posłał, aby w zamku należytej czci i opieki zażywała. Orszak Sydonii i Korduli przepędził i psami poszczuł, a gdy nad Olzą wściekłe czarownice przejeżdżały, utopce, narzekaniami Dorotki wzruszone, w wodną otchłań na zawsze je wciągnęły. Z woli księcia sługa zdradziecki także zamkowe mury opuścić musiał, w niesławie i wstydzie przez Cieszyn przemykając. Przemko zaś, Dorotka i Danusia na cieszyńskim zamku żyli w szczęściu niezwykłym, miłością własną i szacunkiem poddanych się ciesząc.

O Meluzynie• Wielka radość zamek w Cieszynie opanowała, gdy książę Bolko zdecydował się poślubić Meluzynę, urodziwą księżniczkę z dalekiego kraju. Jej niezwykła a egzotyczna uroda oraz łaskawość ujęły serca mieszkańców grodu, którzy życzyli młodej parze wszystkiego, co najlepsze. Miłość zaś Bolka i Meluzyny od pierwszego spotkania rozkwitała, szczęście długie pięknej pary zapowiadając.

O jedno wszelako prosiła nowa księżna swego oblubieńca przed ślubem i o jedno tylko zabiegała: książę miał dla niej wznieść w zamkowym ogrodzie glorietkę z basenem, w której każdą sobotnią noc mogłaby w samotności spędzić, o nic niepytana. Rozkochanego Bolka zadziwił ów warunek niezwykły, lecz z obyczajem cudzoziemskim go wiążąc, bez wahania zgodził się woli swej wyśnionej małżonki zadość uczynić. Ona zaś pocałunek ognisty na jego ustach złożyła, za okazane zaufanie dziękując.

Od dnia ślubu życie ich sielankę przypominało, albowiem na cieszyńskim zamku miłość szacunkiem wielkim, zmysłowością ognistą i zgodą budującą okraszona niepodzielne królowanie objęła. Dworzanie zaś widzieli, jak rozmarzony książę na swoją spogląda małżonkę i jak ona za mężem roziskrzonymi oczyma wodzi. Mijały lata, a miłość ich wciąż tym samym żarem płonęła. Ponętne łono Meluzyny przez ten czas trzech synów Bolkowi zrodziło, uczucie głębokie jeszcze utrwalając. Księżna zaś co sobotę do owej glorietki się udawała, przez nikogo nie niepokojona.

Osobliwe obyczaje synowej troską jednak matkę Bolka napełniały. Stara księżna namawiać przeto poczęła syna, aby sprawdził, co jest powodem owych sobotnich spacerów do basenu i czy aby jakaś straszliwa tajemnica za tym się nie kryje. Bolko słowem małżonce danym wszelkie namowy kwitował, lecz niepokój i jego duszę począł nurtować.

W końcu pewnej sobotniej nocy czy ciekawością, czy chęcią oddalenia matczynych podejrzeń powodowany do glorietki się zakradł, przysięgę swą uroczystą łamiąc. Pośród mroku dostrzegł kąpiącą się Meluzynę. Mokre włosy opadały jej na smukłe ramiona, piersi jędrne prężyły się niczym owoce najpiękniejsze, woda z nich po płaskim spływała brzuchu, lecz… poniżej ujrzał widok straszliwy! Oto tam, gdzie kibić zgrabna się kończyła, ogon rybi łuskami błyszczał, zgrabną figurę księżnej wieńcząc.

– Meluzyno! – krzyknął mimowolnie Bolko, niezwykłym widokiem przerażony.

Spojrzała nań małżonka i w tym momencie zdradę przejrzała. Do oczu czarnych łzy jej napłynęły, gdy niecny uczynek księcia na nieszczęście oboje skazał. Wiedziała, że oto przekleństwo życie ich zrujnowało. Zanosząc się płaczem, raz jeszcze na męża z wyrzutem spojrzała i naraz pofrunęła w ciemną noc, z rozpaczą go zostawiając.

Próżne były żale Bolka nad słowem złamanym, honor Piastów depczącym i nad miłością utraconą. Nigdy już więcej Meluzyny nie ujrzał, a wyrzutami i tęsknotą trawiony na ciężką niemoc zapadł. Pomarły też wkrótce dzieci książęcej pary, a w ślad za nimi ze światem rozstał się w zgryzocie pan na Cieszynie, przed nim zaś stara księżna.

Do dziś jednak, gdy chmury na nadolziański gród deszcz rzęsisty zsyłają, można w szumie kropli usłyszeć płacz i zawodzenie, włosy na głowie jeżące. To Meluzyna pośród łkania nad zamkiem i miastem się unosi, wciąż swych dzieci poszukując…

O Gryzeldzie i Imku Wisełce• W owym czasie na zamku w Cieszynie panował książę dobry i sprawiedliwy, lecz srogi i nad wyraz dumny. Miał on jedyną córkę, piękną Gryzeldę, która miłość i pożądanie w każdym sercu wzbudzała. Książę jednak w jak najgodniejsze pragnął powierzyć ręce ukochaną dziedziczkę, toteż żaden z zalotników nie wydawał mu się odpowiednim i każdego znad Olzy z niczym odprawiał.

Żył zaś na cieszyńskim zamku hajduk Imko, Wisełką zwany. Był to chłopski syn, który ocalił niegdyś w czasie polowania życie księcia. Toteż docenił władca dzielnego junaka, na zamkową służbę przyjął i zawsze z życzliwością wielką doń się odnosił.

Nie wiedział wszakże, że już na owym polowaniu feralnym Gryzelda miłością szczerą pokochała Imka, którego siła i męstwo ojcowskie życie ocaliły, a uroda, delikatność i galanteria, chłopom niezwykła, do reszty serce jej ujęły. Także Wisełka wielkim afektem do ślicznej księżniczki zapałał. Oboje wiedzieli jednak, że pan na Cieszynie, na godność swego rodu wrażliwy, choć hajduka życzliwością darzy, nigdy na małżeństwo ich się nie zgodzi. Po kryjomu więc spotykali się młodzi kochankowie w zamkowym ogrodzie, gdy sen dwór cały zmagał, a pośród mroków nocy i nawoływań wartowników namiętne pocałunki na ustach swych składali i czułe wyznania sobie czynili.

Pewnego dnia postanowił jednak książę, że oblubieńca dla ukochanej córki i zacnego dla siebie następcę musi w końcu odnaleźć. Wezwał więc do Cieszyna najznaczniejszych rycerzy z wszystkich stron świata, aby w szranki stanęli o rękę księżniczki, której nadobność wielka już sławą po wszelkich obrosła krajach. Ściągali przeto na zamek nad Olzą szlachetnie urodzeni mężowie, w bojach licznych zasłużeni. Książę oświadczył im, iż w wyznaczonym dniu trzem próbom poddani zostaną. Zasmucili się Gryzelda i Imko Wisełka, gdy zamążpójście dziedziczki cieszyńskiego tronu rychłym się stawało. Jednak księżniczka nie tylko ciało piękne i serce wielkie, ale i umysł bystry posiadała, przeto w czasie kolejnej nocnej schadzki wyznała ukochanemu, iż wszelkie próby ojcowskie zna świetnie i obiecała sprawić, aby zaznajomiony z nimi Imko do rywalizacji o jej rękę mógł stanąć. A z taką pewnością słowa owe szeptała, że markotny Wisełka w przyszłe szczęście powoli wierzyć zaczynał.

Na drugi dzień Gryzelda udała się do dostojnego ojca, prośbę niezwykłą mu przynosząc, aby wszyscy konkurenci do prób przez niego wymyślonych przystąpili w maskach twarze skrywających. Zdumiał się książę na ową prośbę, lecz zapytana o powód panna bez wahania odrzekała, iż pragnie, aby same czyny o zwycięzcy świadczyły, nie zaś inne względy, które sprawiedliwość werdyktu mogłyby naruszyć. Na te słowa pochwalił ojciec córkę za roztropność, po czym rycerzom ogłosił, iż twarze ich zamaskowanymi być w dniu próby mają.

Kiedy nadszedł ów dzień długo oczekiwany, Imko maskę na twarz założył i w szranki o rękę ukochanej stanął. Gryzelda zaś ojcowskie sekrety mu wyjawiła i pewna teraz sukcesu wybranka pocałunek gorący na jego ustach złożyła.

Pierwsza próba dotyczyła uniesienia głazu wielkiego, na dziedzińcu cieszyńskim leżącego. I choć wielu próbowało, żaden z zamaskowanych rywali ruszyć go z miejsca nie mógł. Wisełka zaś pień ze sobą przyniósł, po czym drąg solidny na nim położył, pod skałę jednym końcem wsadził, oparł się mocno na drugim i w ten sposób głaz z ziemi poruszył. Szmer podziwu przez zgromadzony tłum przeszedł, lecz oto druga czekała próba, którą wygrać miał ten, który dalej kamień nad Olzą przerzuci. Jedni zamiast na brzeg przeciwny trafili w nurt błękitny, inni daleko ciskali, chełpiąc się swym wynikiem, skrupulatnie przez sługi zamkowe mierzonym. A kiedy przyszedł czas na Imka, wydobył on z rękawa procę i tak daleko kamyk z niej wyrzucił, iż mierzący odległość ręce rozkładali, zwycięzcę od razu wskazując. Jako trzecie zadanie rozkazał książę wspiąć się śmiałkom po linie na mury cieszyńskiego zamku. A gdy kolejni rycerze, odzieniem ciężkim w dół ciągnięci, w nurt Olzy jeden po drugim spadali, Wisełka zapytał, czy dwoma linami posłużyć się może. Kiedy zaś książę na kondycję ową przystał, Imko z murów zamkowych drabinkę na dwóch sznurach wspartą na dół zrzucił i dziarsko po niej na zamek się wdrapał. Nikt z zebranych na owo widowisko nie miał już wątpliwości, że ów śmiałek, choć nie siłą, a sposobem, wszelkie próby zwycięsko przeszedł i rękę księżniczki wygrał. Nie miał ich także uradowany książę, gotów zrękowiny natychmiast ogłosić. Wtedy Wisełka maskę ściągnął, do nóg pańskich upadł, o przebaczenie podstępu poprosił, miłość do Gryzeldy wyznając i szczęście jej w swych ramionach zapowiadając. W jednej chwili pobladła twarz księcia, a serce jego gniew napełnił. Przeraził się lud, gdy wściekły władca przekleństwa srogie miotać począł, Imka oszustem okrzyknął i chamem, któremu księżniczka się marzy. Nie pomogły żałosne napominania Gryzeldy, że miłość hajduka odwzajemnia, że próby przez księcia ustanowione śmiałek zwycięsko przeszedł, a honor panującego rodu obietnice własne respektować nakazuje: wściekły pan na Cieszynie rozkazał zuchwalca w wieży zamknąć, a następnego dnia ściąć mu głowę bezczelną.

Przepłakała resztę dnia w swej komnacie nieszczęśliwa księżniczka. Lecz wieczorem żywy umysł nową myślą śliczną natchnął główkę. Udała się więc nocą Gryzelda ku wieży, w której Wisełka był więziony, niosąc wiadro przedniego wina, wywarem tajemnym zaprawionego. Uśmiechnęła się do strażników, żal wyraziła nad ich służbą ciężką, po czym trunek ów zaproponowała, aby obowiązki lżejsze im się zdały. Ujęci łaskawością swej pani i na napitek łakomi strażnicy natychmiast do wiadra się rzucili, a gdy wywar zadziałał i sen mocny ich zmógł, Gryzelda klucze do wieży im odebrała i ukochanego uwolniła. Nie wstał jeszcze świt nad Cieszynem, gdy oboje zamkowe mury po owej sznurowej drabinie w pośpiechu opuszczali.

Kiedy różowy poranek książęce zbudził sługi, oni byli już daleko, śpiesznie w głąb Beskidów wędrując. Książę, rozgniewany zniknięciem córki i więźnia, natychmiast rycerzy swoich za uciekinierami wyprawił, ci jednak ugrzęźli na beskidzkich bezdrożach, pośród lasów nieprzebytych i bagien rozległych trop gubiąc i samemu błądząc. Gryzelda zaś i Imko Wisełka dotarli do miejsca bezludnego, gdzie dwie rzeki w jedną się łączą. Od przydomku Imka Wisłą ją nazwali, a oba potoki na nią się składające od koloru wód – Białą i Czarną Wisełką. Nad samą zaś Wisłą schronienie odnaleźli, chatę bezpieczną budując. Nie niepokojeni już przez książęce sługi żyli tam szczęśliwie, miłością swoją się sycąc i namiętności na ustroniu zażywając. Nie interesował ich już srogi książę na Cieszynie, którego kamienne serce pogwałcenia obietnic się dopuściło, lecz jedynie życie własne, na nowo pośród beskidzkich puszcz rozpoczęte. Spajała je miłość głęboka i zmysłowość dzika, która w owym górskim gnieździe rozkwitała, szczęście i potomstwo liczne przynosząc. Z czasem zaś osada przez nich założona także imię Wisły otrzymała, aby na wieki pamiętano o wielkim uczuciu i burzliwych losach księżniczki cieszyńskiej Gryzeldy i Imka, zwanego Wisełką…

O Czarnej Księżnej• Żałobą okrył się lud cieszyński, gdy ostatni książę z rodu Piastowego, Fryderyk Wilhelm, zamknął swe oczy. Wraz z jego życiem gasło bowiem wspomnienie dawnej chwały i związki z sąsiednią, pobratymczą Polską, władaną onegdaj przez jego królewskich przodków, a władającą niegdyś i nadolziańską krainą. Czule i ze smutkiem żegnano więc ostatnią w tych stronach odrośl wielkiej dynastii.

Pozostawała wszakże siostra zmarłego, Elżbieta Lukrecja, która po nim księstwo u stóp Beskidów rozłożone objęła. Po ukochanym bracie żałobną szatą się okryła i nigdy już jej nie zdjęła, toteż nową panią Czarną Księżną nazywano.

Lecz czerń nie tylko znaczyła jej ubiór, ale i serce. Ostatnia z Piastów rychło bowiem okrutnicą wielką się okazała. Jęczał lud pod władzą bezwzględnej Czarnej Księżnej, która w ciemiężeniu go przyjemność odnajdywała, majątki konfiskowała, do prac ciężkich przymuszała, a najmniejsze podejrzenie o bunt, choćby z ust oszczerców wychodziło, bez litości karała, na najgorsze męki szemrzących wydając. Wiele łez do Olzy spłynęło pod ciężkimi rządami Czarnej Księżnej, uciemiężeni zaś przeklinali swoją panią, na zakałę Piastowego rodu zrodzoną. Nie dziwił się więc nikt, że opatrzność wielkie klęski na władztwo złej pani sprowadziła. Zamkowe mury na przemian zajmował butny Szwed i ostrzeliwał cesarski żołdak, tak że siedziba książęca w ruinę się obróciła. Elżbieta Lukrecja przetrwała jednak trudne czasy, a powracając po wojennej zawierusze w swoje włości, jeszcze straszliwsze brzemię swym poddanym narzuciła. Gdy zaś ostatnia Piastówna zmarła, lud z trudem tylko krył radość i ulgę, po kryjomu się weseląc i dziękując Bogu za kres ucisku straszliwego.

Pośród uroczystości żałobnych możni, dygnitarze i kapłani ciało księżnej cieszyńskiej w ziemi składać poczęli. Lecz ilekroć trumnę do niej spuszczali, tylekroć grunt wyrzucał zwłoki krwawej władczyni. Zgorszenie i konsternacja żałobników ogarnęły, gdy w kolejne dni ziemia poświęcona zwłoki niegodziwe wyrzucała. Szmer, z razu cichy, z czasem zaś coraz głośniejszy odzywał się pośród zgromadzonych, czernią okrytych szeregów. Kolejne modły kapłani do Boga zanosili, coraz częściej pot rzęsisty z czół ocierając, a trumna wciąż w ziemi spocząć nie mogła. W końcu, gdy zgromadzeni zamysł niebios do końca odgadli, zdecydowali, aby sprawę gorszącą w jakowyś inny sposób rozwiązać.

Za radą sędziwego pasterza pośród szarego, posępnego dnia trumnę Czarnej Księżnej na wóz położono, a zaprzęgnięte doń cztery woły batem smagnięto, aby szły w nieznane, zaś losy ponurego orszaku Bogu powierzono. Ruszyły czarne woły powoli przed siebie, aż w końcu zniknęły na horyzoncie przed wzrokiem cieszynian. Od Beskidów schodziły mgły, padał deszcz rzęsisty, a upiorny orszak brnął przez błota, aż dotarł w końcu do Cierlicka. Tutaj woły i wóz z trumną zapadły się w grząski grunt, grzebiąc Czarną Księżną, która za życia litości nie znała. Wkrótce postawiono w tym miejscu kościół, aby po wieczne czasy przypominał o owym pogrzebie upiornym i karze Boskiej, której nawet śmierć zniweczyć nie potrafiła.

O cieszyniankach• Wielka wojna trzydziestoletnia, w której zwarły się europejskie potęgi, nie ominęła i Cieszyna. Dwukrotnie miasto i zamek piastowski zajmowali hardzi Szwedzi, dwukrotnie odbijali je żołnierze cesarza. Pośród artyleryjskiego ostrzału kruszyły się mury starej warowni książąt cieszyńskich, niszczały budowle grodu. Po wspaniałym zamku piastowskim, który dotąd chlubą był miasta nad Olzą, teraz jedynie resztki pozostały. W końcu Skandynawowie ponieśli klęskę, a niedobitki i ranni, którzy uniknęli zgotowanej przez wojska habsburskie masakry i ciężkiej niewoli, wałęsali się po drogach i bezdrożach, obcy kraj opuścić pragnąc.

Był pośród nich pewien żołnierz szwedzki, dotkliwie w walkach poraniony, który postanowił o własnych siłach z Cieszyna się wydostać. Siły te były jednak nikłe, a krwawiące rany organizm wycieńczony do końca osłabiały. Wlókł się nieszczęśnik od bram grodu, lecz tuż za nimi poczuł, że oto koniec się zbliża. Usiadł więc przy zakurzonej drodze i w mgnieniu oka stracił przytomność.

Wkrótce przechodziła tędy młoda cieszynianka o dobrym i szlachetnym sercu. Ujrzawszy leżącego człowieka w potarganym i pokrwawionym mundurze, pochyliła się nad nim i usłyszała, że płuca utrudzone łapią jeszcze ze świstem powietrze. Pobiegła prędko do domu i sprowadziwszy rodzinę, zadbała, aby rannego do łoża zanieść. Tam opatrzyła go, a gdy odzyskał przytomność przez kilka dni karmiła i poiła. Odzyskując siły, próbował żołnierz jej podziękować, lecz chropowatej mowy ludzi Północy ani ona, ani nikt inny w domu zrozumieć nie mógł. Cieszyła się jednak dziewczyna, że wojak zaczyna czuć się lepiej. Poprawa okazała się wszakże chwilowa, a stan chorego szybko znów pogarszać się zaczął. Widząc, że kres jest bliski, przypomniał sobie Szwed o woreczku z rodzinną ziemią, który zawiesiła mu na szyi matka przed wojenną wyprawą i językiem gestów poprosił swoją młodą dobrodziejkę i opiekunkę, aby jego zawartość na grobie mu wysypać. Dziewczyna skinęła swoją śliczną główką na znak, że życzenie rozumie i uczyni mu zadość. Spojrzał na nią umierający z wdzięcznością i zamknął po raz ostatni swe oczy. Nie zawiódł się: piękna dziewoja urządziła mu skromny pogrzeb, a na mogiłę wysypała ziemię z woreczka.

Przychodziła na grób często, modląc się do Boga o pokój duszy młodzieńca, którego wojna w obcym kraju zabrała. Gdy zaś nadeszła wiosna, dziewczyna ze zdumieniem ujrzała na mogile żółte kwiaty, jakich nikt w tych stronach nie widział. Oto bowiem w ziemi z woreczka znalazły się i nasiona roślin z ojczystych stron żołnierza. Kwiaty nazwano cieszyniankami, albowiem w tych stronach za sprawą dobrego serca młódki w jednym tylko Cieszynie rosły. Delikatne płatki cieszynianek do dziś przypominają o czystej duszy dziewczyny, która utrudzonego młodzieńca z najezdniczej armii tak czule pielęgnowała.

Komentarz do legend

Podanie o trzech braciach stanowi klasyczną legendę założycielską. Przekonanie o prawdziwości wydarzeń, jakie datowano na 810 rok, było tak wielkie, że w 1810 roku hucznie obchodzono tysiąclecie grodu. Objaśniając przyczyny założenia w tym miejscu miasta i zamku, legenda tłumaczy przy okazji jego nazwę, pradawne znaczenie warowni na Górze Zamkowej oraz genezę Studni Trzech Braci. Świetnie znaną opowieść (nie była ona obca nawet cesarzowi Austrii Franciszkowi I) do literatury wprowadził w 1840 roku Paweł (Paul) Lamatsch von Wamemünde w poemacie Założenie Cieszyna (Die Gründung von Teschen).

Legenda funkcjonuje w kilku wersjach, różniących się szczegółami. Zwykle łączy się z trzema synami bajecznego księcia Leszka III – bohatera legendy literackiej, stworzonej przez Wincentego Kadłubka, który pragnął fikcyjnymi władcami zapełnić lukę pomiędzy Krakiem i Wandą a Popielem i Piastem. Jednak imiona jego synów z tradycyjnych przekazów (m.in. Kroniki wielkopolskiej) nie pokrywają się z tymi z cieszyńskiego podania.

Studnia Trzech Braci w rzeczywistości była studnią w ogrodzie klasztoru dominikanów, wspominaną w XIV wieku, a stanowiącą obfite źródło wody pitnej na potrzeby mieszkańców miasta i cieszyńskiego browaru. Wyschła w XIX stuleciu. Za panowania księcia Albrechta wyjątkowo uroczyste obchody 1050-lecia miasta w 1860 roku zaowocowały inicjatywą Pawła Stalmacha, który rozpoczął zbiórkę na budowę altany nad dawnym źródłem. Odlana w trzynieckiej hucie konstrukcja stanęła w legendarnym miejscu w 1868 roku. Trzy jej ściany wypełniły zredagowane przez Józefa Fischera tablice z treścią podania w języku łacińskim, polskim i niemieckim. Ostatni napis usunięto w 1951 roku, zastępując go płaskorzeźbą ze sceną spotkania Bolka, Leszka i Cieszka w 810 roku, która czterdzieści lat wcześniej wyszła spod ręki Jana Raszki.

Legendy o Przemku i Dorotce, Meluzynie i Bolku oraz Gryzeldzie i Imku Wisełce znakomicie opracował i spopularyzował Gustaw Morcinek. Funkcjonują one w kilku wersjach.

Opowieść o księciu Przemku i jego pięknej małżonce jest typowym podaniem o chwilowej przewadze sił zła, które w konsekwencji zostają ukarane, głosząc przy tej okazji pochwałę miłości i wierności. Choć znamy dwóch książąt cieszyńskich o imieniu Przemko, to niezwykle popularna legenda ma charakter ahistorycznej baśni, nie dającej się powiązać z realnymi postaciami.

Postać meluzyny – kobiety o rybim, wężowym lub smoczym ogonie, stanowiącej zapewne m.in. pierwowzór warszawskiej Syrenki – jest szeroko rozpowszechniona w europejskim folklorze i tradycji. Wywodzi się ze starofrancuskiej baśni, w której piękna rusałka ze źródła Lusignan w Poitou, broniąca czci swej matki, zamknęła ojca w górskiej grocie, narażając się na karę. Odtąd co sobotę zmieniać się miała od pasa w dół w węża tudzież smoka. Od nieszczęśliwej rusałki, zaślubionej jakoby Rajmundowi hrabiemu Lusignan, wywodziły się rody Lusignanów, Luksemburgów, Rohanów i Sassenaye. Właśnie za sprawą legendy rodowej Lusignanów postać meluzyny została spopularyzowana w średniowiecznej Europie.

Do dalszego jej upowszechnienia przyczynił się Jean d’Arras, który w XIV stuleciu skreślił Opowieść o Meluzynie, tłumaczoną później na wiele języków. Popularna książka miała bardzo wiele wznowień w różnych krajach, a jeszcze w XX wieku funkcjonowała w jarmarcznych wydaniach. Nie inaczej było i w Polsce, gdzie pierwszego przekładu dzieła d’Arrasa dokonał w 1569 roku Marcin Siennik (Historia wdzięczna o szlachetnej i pięknej Meluzynie teraz nowo z języka niemieckiego na polski przełożona).

Stała się zatem meluzyna (do pewnego stopnia tożsama z syrenami z krajów nadbałtyckich) z rybim lub gadzim ogonem jednym z ważnych stworów europejskiego folkloru, znanym powszechnie z literatury dla ludu, a nader chętnie wykorzystywanym do ozdabiania statków i okrętów, a później i żyrandoli. Meluzynami lub meluzynkami nazywano również w XVII stuleciu prostytutki.

Cieszyńskie podanie dość wiernie osadza pierwotną opowieść o Meluzynie i hrabim Rajmundzie w lokalnej, cieszyńskiej rzeczywistości, w szczegółach jedynie pozwalając sobie na pewną oryginalność. Meluzyna jest tutaj nie rusałką, ale księżniczką z odległego kraju, lecz tak samo jak jej starofrancuski pierwowzór pada ofiarą wścibskości męża, po czym nagle znika. W oryginale ostrzega później straszliwym głosem przed niebezpieczeństwami czyhającymi na jej ród, w Cieszynie – błąka się, poszukując swych zmarłych dzieci (trzech, a nie dziesięciu, które we francuskiej opowieści mają się znacznie lepiej). Ubrany w rolę hrabiego Lusignana książę Bolko nosi imię dwukrotnie pojawiające się wśród Piastów cieszyńskich, ale – podobnie jak w przypadku Przemka z poprzedniego podania – nie da się go połączyć z żadną postacią historyczną.

Opowieść o Imku Wisełce miała za zadanie wyjaśnić w nieco naiwny sposób początki Wisły (co upodabnia ją do typowych legend eponimicznych) i genezę nazwy „Królowej polskich rzek”. Wykorzystuje jednak wiele motywów powszechnych w europejskim folklorze i literackiej tradycji. Należą do nich zakazana miłość, pojawienie się bohatera, którego tożsamość pozostaje nieznana, zwycięskie poddanie się próbom oraz wykonanie zleconego zadania (zadań) za pomocą sprytu i przebiegłości.

Mocno wpisana w cieszyńskie tradycje legenda o Czarnej Księżnej jest dość niejednoznaczna. Wszystkie jej wersje sprowadzają się do motywu władczyni, która do końca życia pozostała w żałobie, co nie jest zgodne z jakimkolwiek znanym życiorysem pań na Cieszynie. Na ogół postać Czarnej Księżnej łączono z Katarzyną Sydonią (1579–1594), wdową po Wacławie III Adamie (wyszła jednak ponownie za mąż za Emeryka Forgacza), lub ostatnią Piastówną cieszyńską – Elżbietą Lukrecją (Gundakar von Lichtenstein wszakże przeżył ją, toteż o dożywotniej żałobie i w tym przypadku nie może być mowy), przy czym ta druga wersja wydaje się popularniejsza. Zachowały się przekazy o dobroduszności Czarnej Księżnej, jednak przeważnie występuje ona w podaniach jako wyjątkowa okrutnica. Szczególnie mocno związała się z nią historia o wyrzucaniu przez poświęconą ziemię ciała niegodnej władczyni, co jest zresztą motywem wędrownym, popularnym w europejskim folklorze ustnym. Typowe jest również zakończenie opowieści – zapadnięcie się wysłanego przed siebie wozu z trumną pod ziemię. Jego trasa wieść miała od Cieszyna do Cierlicka (dziś czeskie Tĕrlicko) na Zaolziu. Drewniany kościół w tej miejscowości zastąpiony został w latach 1769-1772 murowaną budowlą w stylu barokowym.

Cieszynianka wiosenna (Hacquetia epipactis) to bylina z rodziny selerowatych, o pięknych żółtych kwiatach, zebranych w blaszki, otoczone pokrywami tego samego koloru. Wbrew legendzie roślina nie występuje w Szwecji, ma za to stanowiska w Polsce południowej i bynajmniej nie jest charakterystyczna li tylko dla Cieszyna i ziemi cieszyńskiej. Legenda o szwedzkim żołnierzu i dziewczynie znad Olzy potwierdza natomiast sentyment do niej wśród mieszkańców regionu, którzy uznali ją za jeden z symboli swej ziemi. Nieprzypadkowo więc profesor Kazimierz Simm z powodzeniem zaproponował w 1924 roku jej oficjalną nazwę gatunkową. Opowieść o rannym żołnierzu i wyrosłych na jego mogile cieszyniankach ma także inne, bardziej rozbudowane wersje.

BIELSKO-BIAŁA. Zamek Sułkowskich na Wzgórzu Miejskim w Bielsku

ołożona u stóp Beskidu Śląskiego Bielsko-Biała to gród niezwykły, bo złączony z dwóch ośrodków miejskich o odrębnej historii i tradycji. Bielsko należało bowiem przez długie wieki do księstwa cieszyńskiego, a położona po drugiej stronie swej eponimicznej rzeki Biała stanowiła część polsko-litewskiej Rzeczypospolitej, a następnie Galicji. Rozciągnięte na obu brzegach Białej „podwójne” śląsko-małopolskie Śródmieście stanowi wspaniały i niebywale malowniczy zespół zabytkowy, a ponad nim góruje bielskie Wzgórze Miejskie z pochyłymi uliczkami, Rynkiem, katedrą i zamkiem Sułkowskich, który nie dominuje nad całością, lecz ją z nie lada gracją współtworzy, pozostając najbardziej wyeksponowanym i widocznym od podnóża elementem.

Zarys dziejów

Początków Bielska szukać należy na zachód od obecnego Śródmieścia. Na obszarze tzw. Starego Bielska od końca XII do XIV wieku istniało grodzisko pierścieniowate. Dziś w Starym Bielsku znajduje się najstarszy zabytek miasta – kościół świętego Stanisława z XIV stulecia. Kres owego pierwotnego Bielska (podobnie jak w przypadku znacznie późniejszej Białej nazwę urobiono od tej samej, pobliskiej rzeki) spowodowany był najpewniej pożarem, zaś na jego miejscu wyrosła wieś o tej samej nazwie, od XV wieku zwana właśnie Starym Bielskiem, a włączona do Bielska-Białej w 1977 roku.

Główny ośrodek osadniczy przeniósł się już wcześniej bliżej rzeki Białej. Po raz pierwszy Bielsko wymienione zostało w dokumencie z 1312 roku, wystawionym przez pierwszego księcia cieszyńskiego, Mieszka I. Gdy po jego śmierci wyodrębniono na wschodzie księstwo oświęcimskie, Bielsko stało się grodem granicznym okrojonej dzielnicy cieszyńskiej Kazimierza I. Podział ten okaże się niezwykle ważkim, gdyż napór Pragi uczynił władztwo Piastów cieszyńskich częścią czeskiej Korony Świętego Wacława, podczas gdy księstwo oświęcimskie zostanie z czasem włączone do Królestwa Polskiego, a na prawym brzegu Białej rozwinie się osada Lipnik, z której wyodrębni się miasto Biała (wchłonie Lipnik w 1925 roku). W okresie 1316–1327 Bielsko otrzymało z rąk Kazimierza I pełne prawa miejskie.

Budowę zamku – murowanej strażnicy książęcej – podjął energiczny Przemko I Noszak. Wzniesiona przez niego budowla stanowiła jednolity gmach, związany z basztą w obrębie murów miejskich. Bolko I nadał Bielsku w 1424 roku prawo mili, z kolei w 1440 roku otrzymało ono przywilej na wolny skład soli. Jednak miasto najbardziej upodobał sobie syn obojga, książę Wacław I, który w 1452 roku wyjednał je dla siebie u brata, Przemka II. Za jego czasów rozpoczęto rozbudowę bielskiego zamku i wyraźnie wyodrębniono go z systemu murów, a częścią rezydencjonalnego kompleksu stały się baszta dolnej bramy i sąsiednie fortyfikacje. Na zamek książęcy składał się więc właściwy budynek mieszkalny, czworoboczna wieża i mury obwodowe z dwiema dostawionymi basztami. Od strony miasta oddzielono kompleks rezydencjonalny suchą fosą, a książę cieszyński Kazimierz II założył od wschodu na terenie dotychczasowych pastwisk rozległy ogród zamkowy.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki