Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Kiedy po raz pierwszy ujrzałam Lapis, jaśniało w słońcu, misterne jak rzeźba z kości słoniowej. (…) Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że Lapis jest miastem z legendy, a świetliste mury, które tak mnie zachwyciły, kryją mroczne tajemnice.
Dwunastoletnia Irenka przyjeżdża do Lapis z ojcem, artystą, który ma odmalować zniszczone freski w tutejszej bibliotece. Dziewczynka ma już dość nieustannych przeprowadzek i samotności, na którą skazują ją tryb pracy ojca, a także jego surowy i oschły charakter.
Lapis jest pełne tajemnic, a jego mieszkańcy unikają rozmowy o bitwie, która przed laty dokonała w mieście wielu zniszczeń. Wkrótce Irenka się przekona, że rozwikłać tajemnice może tylko ten, kto pozna historię Elżbiety i Tobiasza, zaufa starej Rucie i uwierzy w legendę o Poczwarze. A nade wszystko doświadczy tego, jak wielką moc mają słowa.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 314
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Projekt okładki i ilustracje: Marta Rydz-Domańska
Copyright © Emilia Kiereś
Copyright © Wydawnictwo BIS 2026
ISBN 978-83-7551-858-0
Wydanie II, pierwsze w tej edycji
Wydawnictwo BIS
ul. Lędzka 44a
01-446 Warszawa
tel. 22-877-27-05, 22-877-40-33
www.wydawnictwobis.com.pl
I. Elżbieta i Tobiasz
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
II. Irenka
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.
Kiedy po raz pierwszy ujrzałam Lapis, jaśniało w słońcu, misterne jak rzeźba z kości słoniowej.
Ogarnął mnie zachwyt.
Potem poznałam to miasto lepiej. Otaczały je potężne mury obronne, wewnątrz których plątały się uliczki, schodki, przesmyki – wszystko niezwykle piękne, kunsztownie zdobione i pełne wdzięku. Na każdym kroku natykałam się na wspaniałe budowle, urocze detale i ślady wielkiej przeszłości.
Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że Lapis jest miastem z legendy, a świetliste mury, które tak mnie zachwyciły, kryją mroczne tajemnice.
Z początku moją uwagę zwróciła tylko latarnia morska.
Ona także – jak całe miasto – była zbudowana z białego kamienia. Wysoka i wysmukła, stała na wzgórzu, i co wieczór stary latarnik zapalał w niej światło.
Tyle że wokół nie było żadnego morza! Jedynie rozległa, pofalowana równina, za którą rozciągały się gęste lasy.
Wkrótce potem odkryłam szczelinę w ścianie biblioteki i w ten sposób niezamierzenie obudziłam przeszłość, o której wielu chciało zapomnieć.
Dziś, gdy wracam pamięcią do tamtych wydarzeń, nadal dreszcz przebiega mi po plecach, choć minęło już kilka lat i wiem przecież, że wszystko dobrze się skończyło.
Ta historia ma początek w odległych, legendarnych czasach, dawno, dawno temu, kiedy powstało Lapis i zrodziła się Poczwara.
Ale opowieść moją zrozumie tylko ten, kto pozna losy Elżbiety i Tobiasza.
W domu Tobiasza Tiro było cicho, na kominku płonął niewielki ogień. Od kamiennych ścian ciągnęło chłodem, choć wiosna przyszła już jakiś czas temu; w ciemności za oknem majaczyła kwitnąca jabłoń. Tobiasz siedział pochylony nad stołem i w drżącym świetle świecy kreślił coś cienkim piórkiem na wielkim arkuszu papieru. Wokół płomienia latała niespokojna ćma.
W drzwiach prowadzących z sieni bezgłośnie pojawiła się Elżbieta. Kasztanowe włosy opadały jej na plecy, a z ciemnych oczu wyzierała troska. Oparła się o framugę i dopiero po chwili spytała łagodnie:
– Nie położysz się spać? Długo już pracujesz.
Na dźwięk jej głosu Tobiasz drgnął i podniósł wzrok znad rysunków. Szerokie brwi miał ściągnięte, a jasną czuprynę rozczochraną.
– Spać? Nie, jeszcze nie. Do rana muszę to skończyć. Odkryłem poważny błąd… obiecałem, że na jutro rysunki będą gotowe.
Żona pokiwała głową.
– Zapracowujesz się!
Tobiasz odłożył piórko i przetarł zmęczone oczy.
– Postaram się nie siedzieć już zbyt długo.
– Czy ktokolwiek docenia twoje starania? – spytała poważnie Elżbieta .
– Jestem tylko młodszym architektem. To normalne, że pozostaję w cieniu. Mówią, że wojna wisi na włosku. Dzięki naszym murom Lapis ma być fortecą nie do zdobycia. Jeśli okaże się, że tak jest rzeczywiście… to mnie docenią. – Uśmiechnął się. – Muszę szybko wprowadzić te poprawki.
Elżbieta podeszła do stołu. Z zaciekawieniem przyglądała się rysunkom. Cienkie, starannie nakreślone czarne linie układały się w szczegółowy plan, przedstawiający obronne mury miasta: bastiony, przyczółki, kazamaty i arsenały. Skomplikowany system wałów, korytarzy i przejść, który w razie oblężenia miał pomóc w ocaleniu wielu istnień ludzkich. Całość miała kształt siedmioramiennej gwiazdy.
– Jakie to ładne – powiedziała cicho.
– Ładne to za mało – westchnął Tobiasz. – Musi być skuteczne.
– A co to takiego? – spytała Elżbieta, wskazując palcem. W obrębie całego miasta zaznaczono przerywaną linią rozgałęziające się kształty.
– Przerysowałem to ze starych planów Lapis. To sieć korytarzy pod miastem, kanałów albo lochów, może jaskiń. Musiałem je zaznaczyć, żeby budowniczowie wiedzieli, czego się spodziewać, gdy robili głębokie wykopy. Wszystkie te korytarze są bardzo stare, pewnie tak stare, jak samo miasto. Nikt ich już nie używa, nie wiadomo nawet, czy jeszcze istnieją.
– Może to mieszkanie Poczwary – roześmiała się Elżbieta.
– Czyje? – zdziwił się Tobiasz.
– Nie pamiętasz tej legendy? Przecież wszyscy ją znają! Kiedy byłam mała, babcia opowiadała ją mnie i Benedyktowi. O Poczwarze, która mieszka w skalnych szczelinach pod miastem. Nie mogłam potem zasnąć!
– A Benedykt?
– O, mój braciszek był dzielniejszy ode mnie.
– Naprawdę?
Roześmiali się.
– Ale to tylko bajka – powiedział Tobiasz. – A to – postukał palcem w rysunki – to jest prawdziwe. Idź spać, bo już późno. A ja wracam do pracy. Rano powinienem być na murach przed wszystkimi, z gotowym planem poprawek. Ale to już ostatni raz. Budowa dobiega końca. Teraz nareszcie będę miał dla ciebie więcej czasu.
