Langer - Remigiusz Mróz - ebook + książka
BESTSELLER

Langer ebook

Remigiusz Mróz

4,3

143 osoby interesują się tą książką

Opis

Piotr Langer nie wymaga opisu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 462

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (931 ocen)
550
223
101
33
24
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
mimix86

Nie oderwiesz się od lektury

Piotr Langer nie wymaga recenzji.
191
agatkaa155

Nie polecam

Totalny niewypał, infantylny język przeplatany wulgaryzmami spowodowal, że mialam wrażenie, ze książkę napisał osmiolatek, ktory podekscytowany dorwal się do świerszczyków, fatalna pozycja.
91
Carmina1

Całkiem niezła

przesadził z okrucieństwem.oby nie zafascynował niewłasciwego czytelnika,
RainbowDashPH

Z braku laku…

kiedyś czytałam Mroza z uwielbieniem, teraz czytam z braku laku - wtórność, brak choćby najmniejszego powiewu świeżości, zakończenia bez sensu (dokładnie jak tutaj - no logiki w zakończeniu całej akcji zdecydowanie brak). Wszystkie książki zostawia otwarte, żeby pisać następne i nastepne, ale tak na prawdę nic nie dawać czytelnikowi. Remigiusz Mróz wkroczył w strefę nudy i jest to kolejny dowód na tę tezę. szkoda.
60
Adella60

Z braku laku…

Pseudo psychologiczny abstrakt.
30

Popularność




 

 

 

 

Copyright © Remigiusz Mróz, 2023

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2023

 

Redaktorki prowadzące: Monika Długa, Zuzanna Sołtysiak

Marketing i promocja: Joanna Zalewska

Redakcja: Karolina Borowiec-Pieniak

Korekta: Joanna Pawłowska, Aleksandra Deskur

Projekt typograficzny, skład i łamanie: Stanisław Tuchołka | panbook.pl

Projekt okładki i stron tytułowych: © Tomasz Majewski

Zdjęcie autora: © Olga Majrowska

Fotografie na okładce:

© Iwona Castiello d’Antonio | Unsplash

© Pawel Czerwinski | Unsplash

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

 

Wszelkie podobieństwa do prawdziwych postaci i zdarzeń są przypadkowe.

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

eISBN 978-83-67616-88-1

 

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

www.czwartastrona.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dla Koreczka,

trafiła Ci się dedykacja w książce o wyjątkowym psycholu.

Zupełnie nie wiem czemu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skąd się bierze zło?

jak to skąd

 

z człowieka

zawsze z człowieka

i tylko z człowieka

 

Tadeusz Różewicz, Unde malum?

 

 

 

 

 

ROK 2023

 

1

Restauracja Concept 13, Vitkac

 

 

 

Wieczór się kończył, a noc wypełniała się muzyką. Kilkunastu ludzi z listy najbogatszych Polaków opróżniało butelki win, które kosztowały tyle co mały samochód. Kelnerki kręciły się między nimi, udając, że nie widzą spojrzeń, które prześlizgiwały się po ich ciałach, a zespół grający na żywo smoothjazzowe kawałki dawał z siebie wszystko, zupełnie jakby było to zwieńczenie jego kariery.

Cała przestrzeń została wynajęta na potrzeby szczytnego celu – niepublicznej zbiórki pieniędzy dla samotnych matek, które wojna zmusiła do ucieczki z Ukrainy. Zgromadzeni biznesmeni zgodzili się pozostać anonimowi, do wiadomości mediów trafić miała jedynie ostateczna kwota, lecz nie nazwiska tych, którzy ją zebrali. Godny pochwały gest dobrej woli.

W rzeczywistości jednak wszyscy ci ludzie bez zahamowań pochłaniali kawior z rosyjskich bieług i jesiotrów, handlowali z ruskimi spółkami przerejestrowanymi na Cypr albo skupywali ropę z Uralu za pośrednictwem indyjskich słupów.

Piotr Langer czuł się nimi zbrukany.

Był tu tylko dlatego, że sam zorganizował ten event dla założonej jakiś czas temu fundacji. Niepojawienie się byłoby potraktowane jako wyjątkowo podejrzane faux pas. A co jak co, ale pozory były dla niego istotne. Wdał się więc w small talk z kilkoma potentatami branży farmaceutycznej, budowlanej i logistycznej, potem wymienił parę uprzejmości z innymi.

Wszyscy tutaj byli miałcy. Wszystkimi gardził. Może z wyjątkiem dwóch osób.

Obydwie kobiety były w podobnym wieku. Flirtował z nimi od początku wieczoru, początkowo tylko posyłając im krótkie, acz wymowne spojrzenia, potem bez pardonu wlepiając wzrok w ich ciała.

Jedna była blondynką, druga brunetką. Wciąż nie mógł zdecydować, która zasługuje na więcej jego uwagi.

W końcu los postanowił za niego. Ta z jaśniejszymi włosami podeszła sama do baru, pozbywszy się dotychczasowego towarzysza wieczoru. Piotr przeprosił biznesmena, z którym rozmawiał, a potem powoli się do niej zbliżył.

Położył jedną rękę na barowym blacie, drugą wsunął w kieszeń spodni. Ostentacyjnie nie zwracając uwagi na siedzącą obok blondynkę, zamówił bourbona z lodem. Potem leniwie się do niej obrócił.

Przyglądając się jej zgrabnej figurze, nie odzywał się słowem. Ona zaś patrzyła przed siebie, niby go ignorując, choć niewielki uśmiech zdradzał, że jest świadoma spojrzenia, które przyciąga.

Langer oczami wyobraźni widział głębokie cięcia, jakie mógłby wykonać na tym ciele. Miejsca, w które nóż wchodziłby jak w masło. I te, gdzie należało uderzyć młotkiem, by połamać jak najwięcej kości.

– To jest chyba ten moment, kiedy powinieneś rzucić jakimś tekstem – odezwała się półgębkiem kobieta.

Piotr milczał.

– Typu: „Hej, w końcu podszedłem. Czyli zostały ci jeszcze dwa życzenia” – dodała.

Miała jedwabistą, dobrze nawilżoną i naprężoną skórę szyi. Wyobrażał sobie, jak ją odciąga, a potem przerywa naczynia krwionośne. Jak odchyla jej głowę na bok, by krew wydostała się z jeszcze większą swobodą z jej ciała.

– Naprawdę? – rzuciła. – Nie masz nic w zanadrzu?

– Nie muszę mieć.

Blondynka prychnęła cicho, a potem przesunęła palcem po obwodzie czaszy kieliszka, z którego piła białe wino. Piotr się wzdrygnął.

– Nie powinnaś tego robić – odezwał się.

– Hm?

– Dotykać miejsca, z którego pijesz.

Kobieta zerknęła na niego kątem oka, po czym nagle wsadziła kciuk do jego szklanki i przysunęła ją sobie. Wzięła łyk i mu ją oddała.

– Na każdym centymetrze kwadratowym naszych rąk jest mniej więcej tysiąc pięćset bakterii – powiedział Langer, patrząc jej w oczy.

Były duże, z mieszanką pigmentów wywołującą nierównomierne rozmieszczenie barwników w tęczówce. Tak zwane oczy mieszane albo przejściowe. Te były jasne, piwno-zielone. Kołatała w nich nieufność wobec świata, ale także jakieś przekonanie o tym, że ich posiadaczka jest w stanie poradzić sobie ze wszystkim, co zrzuci na nią los.

Jakże złudne.

Piotr przypatrywał się im w milczeniu, wyobrażając sobie, jak ostry sztych noża powoli wygina rogówkę, a potem przebija ją i źrenicę, by przez soczewkę dostać się do ciała szklistego.

– Czyli jesteś jednym z tych? – odezwała się, wyrywając go z zamyślenia.

Nie był jednym z żadnych. Ta kobieta nie miała jednak o tym bladego pojęcia. Nie wiedziała, kogo właśnie do siebie dopuściła.

– To znaczy?

– Tych, którzy zamiast słabymi tekstami na podryw rzucają ciekawostkami? – wyjaśniła.

– To nie ciekawostka, ale fakt.

– Który mogłeś zachować dla siebie – odparła, przysuwając bliżej niego szklankę. – A jednak postanowiłeś się nim podzielić.

Nie miał zamiaru pić tego bourbona, nie po tym, jak rozmówczyni dotknęła ścianki. Skinął na kelnera i dał mu znać, by nalał kolejną porcję do innego szkła.

– Nina – odezwała się.

– Nie pytałem cię o imię.

– Bo walczyłeś z ostrym cieniem mgły?

Kąciki ust Langera lekko drgnęły.

– I nie musiałeś – dodała nieco poważniej. – Cała mowa twojego ciała zrobiła to za ciebie.

– Taka jesteś pewna?

Zamiast odpowiedzieć, zamieszała winem w kieliszku, potem uniosła go do nosa, wciągnęła głęboko aromat i dopiero się napiła. W tym rytuale tkwił pewien automatyzm, który świadczył, że ma doświadczenie. Wykonywała ruchy niemal mechanicznie i ani na chwilę nie oderwała spojrzenia od jego oczu.

Zapraszała go do dalszej rozmowy, a on był na tyle zaciekawiony, by skorzystać.

– Piotr – rzucił.

Wyciągnęła do niego rękę, a on delikatnie ją uścisnął. Na dłoniach także dobrze nawilżona skóra, paznokcie o idealnej długości, skórki starannie wyrównane, palce długie. Łamałyby się wprost idealnie w okolicy śródręcza.

Langer przez moment przyglądał się jej dłoni.

– Teraz powinieneś powiedzieć, że ci miło – odezwała się Nina.

– Nie robię rzeczy, które powinienem.

– Tak – odparła pod nosem. – Zdążyłam już się o tym przekonać.

Cofnął rękę, przeciągając moment ostatniego dotyku. Zareagowała w podobny sposób, zupełnie jakby nie chciała go wypuszczać. Piotr w końcu oderwał od niej wzrok i powiódł nim po zebranych biznesmenach.

– Z kim przyszłaś? – rzucił.

– A skąd myśl, że to zrobiłam? Może raczej to ktoś przyszedł ze mną?

Langer krótko pokręcił głową.

– To spęd samych kutasów – oznajmił.

Kobieta z zaskoczeniem parsknęła.

– Bez dwóch zdań – odparła. – Ale chyba musisz rozwinąć.

– Z listy najbogatszych są tu sami mężczyźni – wyjaśnił. – Zjawili się, żeby porównywać długości swoich fiutów i pozorować charytatywne zaangażowanie, nic ponadto. Kobiety nie mają tu czego szukać, wolą realnie pomagać.

Upił łyk bourbona, uznając, że przekazał wszystko, co miał zamiar.

– Ciekawe – zauważyła Nina.

– Co takiego?

– Twój samokrytycyzm.

Docenił tę uwagę nikłym, niemal niewidocznym uśmiechem znad szklanki.

– Też tu jesteś, prawda? – dodała.

– Tak. Tyle że ja nie muszę się z nikim mierzyć.

– Taki jesteś pewny? – przedrzeźniła go.

Skinął głową, uznając, że rzeczy oczywiste nie wymagają werbalnego potwierdzenia. Nina również patrzyła na niego w milczeniu. Trudno było przesądzić, o czym myśli. Langer zaś kreślił w wyobraźni obraz tego, co ją czeka.

Od dawna chciał powiesić kogoś nago w pozycji chrystusowej na środku pokoju. Umocować kończyny linami do sufitu, ścian i podłogi, tak by mógł obchodzić ofiarę z każdej strony, przyglądać się, zadawać różne ciosy.

Nina wydawała się do tego idealna, a im dłużej z nią rozmawiał, tym bardziej utwierdzał się w tym przekonaniu.

Nagle poczuł podniecenie. Zrozumiał, że może to zrobić już dzisiejszej nocy. Wcześniej nie wiedział, na ile ta kobieta będzie gotowa opuścić z nim ten cyrk. Teraz widział jasno, że już zaakceptowała tę możliwość.

– A gdzie twoje towarzystwo? – zapytała, rozglądając się.

– Nie potrzebuję żadnego.

– Nie? – spytała z uśmiechem. – A jednak ściągałeś mnie wzrokiem przez cały wieczór. I teraz siedzisz tutaj, starając się przekonująco odegrać rolę enigmatycznego, małomównego typa, który swoją lakoniczność chce sprzedać jako seksowny atut.

Jak na dziewczynę do towarzystwa jednego z tutejszych spasionych zjebów była całkiem elokwentna. Langer znów przesunął wzrokiem po jej ciele, zastanawiając się, co robi w życiu.

Figura i twarz modelki, bez wątpienia. Trochę za niska, by zrobić wielką karierę na wybiegu. Aktorka? Piosenkarka? Miała koło trzydziestki, a on nie znał większości młodych kobiet, które teraz wyrastały jedna po drugiej w showbiznesie.

To byłby problem. Przykrycie zaginięcia osoby publicznej kosztowałoby go wiele więcej wysiłku.

– Czym się zajmujesz? – zapytał.

Nina uniosła brwi z niedowierzaniem.

– Coś nie tak? – dodał.

– Nie. Po prostu dziwi mnie, że nagle starasz się nawiązać rozmowę.

– Jestem z natury ciekawy.

– Tak, to widać – odparła i napiła się ze szklanki, do której wcześniej wsadziła kciuk. – Pracuję w branży modowej.

– W jakim charakterze?

– Mam pewną markę – oznajmiła.

Z premedytacją rewanżowała się lapidarnością, co Langer musiał docenić. W jego oczach z każdą chwilą stawała się coraz lepszą ofiarą, przez co zaczął zastanawiać się nad szczegółami tego, co zamierzał jej zrobić.

Nie, nie zamierzał. Tu nie było już żadnej ewentualności. Zrobi to.

Jego umysł w tej chwili zaprzątało jedynie to, czy po rozciągnięciu jej w pomieszczeniu i odebraniu jej życia uda mu się odbyć z nią stosunek seksualny. Jeśli zawiesi ją odpowiednio nisko, nie powinno być z tym problemu. Chciałby, by była ustawiona wtedy tak, jak w momencie, kiedy ją zabijał.

W razie komplikacji zrobi to wcześniej.

– Masz na myśli markę osobistą czy firmową? – spytał.

– Innymi słowy: czy jestem modelką, czy projektantką?

Nie odpowiedział, bo nie lubił się powtarzać.

– Ani jedno, ani drugie – oznajmiła. – Właścicielką marki. Nina Pokora.

– Nic mi to nie mówi.

– Widocznie nie gustujesz w damskiej modzie – odparła łagodnym tonem. – Ale ja też staram się nie wychylać. Zakładam, że lepiej, by ludzie kojarzyli produkty niż osobę za nimi stojącą.

A zatem jednak nie osoba na świeczniku. Idealnie.

– I wbrew temu, co sądzisz, przyszłam tutaj, żeby wziąć udział w zbiórce – dodała, rozglądając się. – Uznałam, że można nieść pomoc, nawet jeśli trzeba dryblować w lesie kutasów.

Piotr skinął głową, a potem zsunął się z hokera przy barze. Nina zerknęła na niego z zaciekawieniem.

– Wybierasz się dokądś? – zapytała.

– Jak widać.

– Szkoda.

– Bo?

– Liczyłam, że ta rozmowa potrwa jeszcze chwilę.

– Potrwa – odparł Piotr. – Tylko nie tutaj.

– Doprawdy?

Potwierdził cichym mruknięciem.

– Wpłaciłaś już datek – odparł. – Jeśli przyszłaś tu tylko po to, nie ma żadnego powodu, żebyś zostawała dłużej.

Badawczo mu się przyjrzała, zapewne starając się przesądzić, na ile ta pewność siebie jest dla niej bezpieczna. W końcu jednak musiała uznać, że nic jej nie grozi, bo zgodziła się szybkim kiwnięciem głowy.

Nie powinna tego robić.

Być może on także nie.

Dziś zamierzał jedynie się rozeznać, nie planował działać tak szybko. Powinien poświęcić dwa, trzy tygodnie na poznanie każdego szczegółu jej życia, inaczej sporo ryzykował.

Nie potrafił jednak się powstrzymać. Niemal widział już, jak ta kobieta stara się krzyczeć, jak życie powoli gaśnie w jej oczach, a ciało wiotczeje.

Piotr podciągnął rękaw marynarki i zerknął na zegarek. Do białej koszuli, rozpiętej na dwa guziki pod szyją, i ciemnobrązowego garnituru wybrał jaegera-lecoultre’a z kolekcji Polaris. Nina również na niego zerknęła. Wiedziała, że kosztuje prawie sześćdziesiąt tysięcy? Jeśli tak, to wyraźnie nie robiło to na niej żadnego wrażenia.

– Daj mi chwilę – odezwał się Langer.

– Na co?

– Muszę zamienić jeszcze kilka słów z ludźmi, z którymi nie chciałbym mieć nic wspólnego.

– Okej.

– Za pół godziny pod Vitkacem – rzucił na odchodnym, a potem bez oglądania się na Pokorę odszedł.

W rzeczywistości nie musiał z nikim rozmawiać. Kluczowe było jednak to, by kamery w domu handlowym zarejestrowały go wchodzącego do samochodu na podziemnym parkingu na pół godziny przed tym, jak ta kobieta opuści restaurację.

Zjechał na dół szybko, po czym skierował się ku srebrnemu bmw 7 z gigantycznym grillem, nieustępującym tym z rodziny SUV-ów. Za kierownicą siedział mężczyzna, który dopiero po chwili uświadomił sobie, że szef najwyraźniej miał już dosyć towarzystwa.

Michaił Olmow wyglądem pasował do masywnej limuzyny. Był rosłym, dobrze umięśnionym i jeszcze lepiej wyszkolonym Rosjaninem z Wołgogradu, który działał dla swojego kraju jako najemnik zarówno w Gruzji, jak i Ukrainie. Jakiś czas temu otrzymał jednak znacznie intratniejszą propozycję pracy i od tamtej pory był wierny tylko jednemu człowiekowi.

– Dokąd? – spytał, kiedy Piotr wsiadł do auta.

– Obojętnie. Przejedź przez plac Trzech Krzyży i pokręć się po mieście tak, żebyśmy wrócili tu za pół godziny.

– Tak jest.

Olmow wykonał polecenie, a Langer poświęcił ten czas, by wygooglać firmę Niny Pokory. Nie wyglądało na to, by odnosiła przesadne sukcesy w biznesie, specjalizowała się jednak w limitowanych, może nawet luksusowych produktach, dzięki czemu wpływy musiała mieć całkiem niezłe.

Po półgodzinie srebrna siódemka zaparkowała na powrót pod Vitkacem, a Pokora zgodnie z planem czekała przed głównym wejściem.

Piotr wysiadł z samochodu, obszedł go i otworzył kobiecie drzwi.

– To dokąd się przenosimy? – zapytała Nina.

– Do mnie.

– Tak po prostu?

Kiedy wsiadła do auta, on poprawił marynarkę.

– Prędzej czy później i tak tam trafimy – oświadczył.

– Nie wiem, co sobie wyobrażasz, ale…

Piotr zamknął drzwi, nie dosłyszawszy reszty tej uwagi. Nie musiał, doskonale wiedział, co na tym etapie Nina chciałaby sobie wmawiać. Może poszłoby jej nieco lepiej, gdyby nie fakt, że wypiła kilka kieliszków wina.

– Często nie dajesz dziewczynie dokończyć? – zapytała, kiedy usiadł obok niej na tylnej kanapie bmw.

– To pytanie z podtekstem?

– A jak ci się wydaje?

Siedzieli na tyle blisko, że czuł wyraźny zapach białego wina. Potwierdzał, że Pokora musiała spędzić ostatnie pół godziny przy barze, raz po raz uzupełniając swój kieliszek.

Kiedy znaleźli się w jego apartamencie na Mokotowie, nie miał zamiaru częstować jej tym trunkiem. Pozwolił, by sama sprawdziła barek, ale kiedy zagaiła o jedno z win, jasno zasugerował, że wolałby coś mocniejszego.

– Masz tequilę? – zapytała.

– Nie.

– W takim razie zostańmy przy bourbonie.

– Dobry wybór.

Nawet bardzo dobry, skwitował w duchu, sięgając po otwartą butelkę parker’s heritage. Kosztowała niemal osiemnaście tysięcy, była limitowanym produktem ze starannie wyselekcjonowanych sześćdziesięciu ośmiu beczek. Nie to było jednak najważniejsze. Dla Piotra w tej sytuacji liczyły się dwie rzeczy.

Po pierwsze wysoka zawartość alkoholu, przekraczająca sześćdziesiąt procent. Po drugie niezwykle intensywny smak i aromat. Obydwie te rzeczy sprawią, że to, co doleje do szklanki Niny, pozostanie dla niej całkowicie niewyczuwalne.

Stanął do niej tyłem, sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyjął niewielką fiolkę. Zawierała przezroczystą ciecz – GBL.

Substancję tę fachowo określano jako gamma-butyrolakton, w nowomowie używano terminów „gebels” lub po prostu „gwałciocha”.

Była od dwóch do trzech razy mocniejsza niż GHB, które znajdowało się w pigułkach gwałtu. Działała też znacznie, znacznie szybciej.

Należało obchodzić się z nią precyzyjnie. Nawet pół mililitra więcej, niż trzeba, sprawiało, że zamiast popaść w głęboki sen, ofiara krztusiła się własnymi wymiocinami i umierała. Tego Langer nie chciał.

Zamieszał lekko trunkiem, a potem obrócił się i podał szklankę Ninie. Przez moment sprawiała wrażenie, jakby dopiero się zorientowała, że ma towarzystwo. Skupiała się na książkach, które Piotr zgromadził w przestronnym salonie.

Usiadł na kanapie, czekając, aż Pokora skończy przyglądać się jego kolekcji. Kiedy zajęła miejsce obok niego, przełożył rękę przez oparcie i obrócił się do niej.

– Znalazłaś coś godnego uwagi? – spytał.

Popatrzyła na niego w milczeniu.

– To chyba ty powinieneś to zrobić – zauważyła.

– Hm?

– Znaleźć coś godnego uwagi. Wybrać. A potem mi pożyczyć.

– Nie pożyczam książek.

– Więc ten jeden raz zrobisz wyjątek.

Mówiła w sposób tak kategoryczny, że mu się to spodobało. Lekko się uśmiechnął, a potem wstał i podszedł do regałów. Mógł wybrać jakąkolwiek książkę, ta kobieta i tak nie wyjdzie stąd żywa.

Po chwili wyciągnął jedną i wrócił na kanapę. Nina przyjrzała się okładce i zmarszczyła czoło.

– American Psycho, Bret Easton Ellis – odczytała.

– Pierwsze polskie wydanie, z dziewięćdziesiątego czwartego.

– Mhm. Nie byłaby to pierwsza powieść, którą wybrałabym dla dopiero co poznanej dziewczyny.

– Dlaczego nie?

– Bo to o wyjątkowym psycholu.

– Nie – odparł spokojnie Langer. – O krytyce współczesnego świata, nakręcanego przez pęd za pieniądzem i…

– Powiedział człowiek, który mieszka w penthousie za minimum sześć milionów złotych.

Piotr sięgnął po bourbona i upił łyk. Nie miał zamiaru wdawać się z tą kobietą w żadne rozmowy na temat środków, których używa do osiągania swoich celów.

– Ale ty jesteś ponad to, prawda?

Nie odpowiedział.

– Wydaje ci się, że napędza cię coś innego. Że tylko wykorzystujesz czyjąś chciwość i chorą potrzebę akumulacji pieniędzy.

Nie zamierzał odpowiadać, ale kobieta zaciekawiła go jeszcze bardziej.

Nina pokręciła głową z uśmiechem, a potem uniosła bourbona i uderzyła o brzeg szklanki Piotra. Opróżniła swoją niemal do końca jednym haustem. Niedobrze. Langer zakładał, że będzie sączyła trunek przez jakiś czas, a GBL spokojnie wchłonie się w organizmie. Tak szybkie uderzenie mogło okazać się tragiczne w skutkach, a ostatnim, czego Piotr chciał, było to, by kobieta teraz się odmeldowała.

Miał wobec niej plany. Wielogodzinne plany.

Patrzył na nią i nie mógł przestać sobie wyobrażać, jak będzie wyglądała z ustami zaklejonymi mocną, przemysłową taśmą klejącą, cała zapłakana, cała we krwi. Błagająca o litość, ale nieotrzymująca żadnej.

Napił się, by nieco uspokoić narastające podniecenie. Próbował zignorować to, jak idealnie nadawała się na jego kolejną ofiarę.

Dostrzegł to już w restauracji. I nie mógł się oprzeć.

Fakt, że nie miał czasu na przeprowadzenie odpowiedniego researchu, będzie trochę problematyczny. Ostatecznie jednak Michaił Olmow zajmie się, czym trzeba.

Langer od dawna nie pozwalał sobie na tak impulsywne działanie. Teraz jednak sprawiało, że czuł się jeszcze bardziej pobudzony.

Nina nagle się podniosła, jakby mogła odczytać jego myśli. Jeszcze raz przeszła wzdłuż regałów, wodząc palcem po grzbietach książek.

Od wystąpienia pierwszych symptomów działania GBL dzielił ją już tylko moment. Lepiej, żeby wtedy siedziała, ale Piotr nie miał zamiaru tego sugerować.

– Sporo literatury faktu – zauważyła.

– Tak.

– Szczególnie jeśli chodzi o zbrodnie.

– Taka teraz moda.

Oparła się o regał, wyraźnie lekko zakręciło jej się w głowie. Langer był gotowy, by zerwać się z kanapy i ją podtrzymać. Nie chciał, by zanim z nią zacznie, odniosła jakikolwiek, nawet najmniejszy uraz.

– Ciekawe… – mruknęła, patrząc na jeden z tomów.

– Co takiego?

– Analiza behawioralna sprawców seryjnych zabójstw. Gerard Edling.

Obróciła się przodem do niego i oparła plecami o książki. Te, które stały na samym przodzie, lekko się cofnęły, a Pokora zaczęła kartkować opracowanie.

– Jest tu coś o tobie?

– Hm? – rzucił cicho Piotr.

– O Sadyście z Mokotowa?

Oczywiście, że wiedziała, kim jest. Nie wyglądała przecież na ignorantkę.

– Nie – odparł. – Zostałem oczyszczony z tych zarzutów. Były absurdalne.

Na krótką chwilę podniosła wzrok znad książki. Jej spojrzenie stało się mętne, ale wciąż z łatwością można było wyczytać z niego zaintrygowanie. Ach, więc była jedną z tych.

Langer raz po raz spotykał dziewczyny święcie przekonane, że popełnił wszystkie te zbrodnie, które niegdyś przypisywano mu w mediach. Były jak ćmy ciągnące do widocznego w oddali, nieokreślonego światła, same nie rozumiejąc, dlaczego czują tak przemożną siłę przyciągania. Nie miały świadomości, że grawitują ku ogniowi.

Nie wiedziały też, że większość jego osiągnięć nigdy nie wyszła na światło dzienne, nie została połączona z jego nazwiskiem. Ale nie musiała. Tym kobietom wystarczyło niejasne przypuszczenie, że jest prawdziwym potworem.

Nina odłożyła książkę i mocno się zachwiała.

Cóż, sama to na siebie ściągnęła.

Piotr dopił bourbona, żałując, że pozwolił sobie na tak dużo alkoholu. To, co go czekało, wolałby przeżywać w całkowitej trzeźwości, by w pamięci klarownie zapisał się każdy element.

Obszedł kanapę i zbliżył się do Niny. Przez zbyt szybko wypity mocny alkohol obraz lekko mu się rozmazał.

Ustawił się obok niej i też oparł o regał. Przez moment patrzyli na siebie w milczeniu.

– Słabo wyglądasz – odezwała się Pokora, pijacko mrużąc oczy.

Prychnął cicho. Powinna zobaczyć siebie.

– Dobrze się czujesz? – dodała.

Langer uniósł rękę do karku, bo ten zdawał się nagle zdrętwieć.

– Ten bourbon chyba ci nie służy – wymamrotała.

Nagle Piotr uświadomił sobie, że na jej twarzy nie ma już pijackiego wyrazu. I że bełkotliwe słowa nie wynikają z tego, że ona tak je wypowiada – ale z tego, że on w ten sposób je słyszy.

Nie…

Natychmiast obrócił głowę w kierunku pustych szklanek.

Usłyszał tylko cichy śmiech Niny.

– Pierwsza zasada składania wizyt w domu nieznanego faceta – powiedziała. – Zawsze zamieniaj szklanki, kiedy wybiera dla ciebie książkę o psychopacie.

Piotr z trudem przełknął ślinę. Potem poczuł, że nogi się pod nim uginają.

 

 

 

 

 

2

ul. Cybulskiego, Mokotów

 

 

 

Ocknął się na krześle przy biurku w swoim gabinecie. Ręce i nogi miał skrępowane, a klatkę piersiową przywiązaną sznurami do oparcia tak mocno, że z trudem brał oddech. Powiódł wzrokiem po pomieszczeniu, ale nigdzie nie dostrzegł Niny.

Suka go otruła. Jego własną substancją.

Nie spodziewał się tego, nie dostrzegł w tej kobiecie żadnego zagrożenia. Najwyraźniej jednak się pomylił.

Teraz nie ulegało wątpliwości, że jej obecność na imprezie charytatywnej nie była przypadkowa. Chciała tu trafić. Chciała się do niego dobrać.

Kim była? Jaki plan realizowała?

Langer uświadomił sobie, że na biurku stoi otwarty laptop. Był odblokowany. Oczywiście, wystarczyło przecież, by Pokora przyłożyła jego palec do czytnika linii papilarnych.

Niedobrze. Rzeczy, które znajdowały się na dysku, mogły okazać się problematyczne.

Piotr obrócił głowę w kierunku korytarza i przez moment nasłuchiwał. Nie doszły go żadne dźwięki, w całym trzystu­metrowym apartamencie panowała przejmująca cisza.

Dał się ograć w sposób zupełnie niespotykany. Nina wzorowo uśpiła jego czujność, a potem wykorzystała przeciwko niemu jego własną broń.

Nagle urwał tok myśli, słysząc ciche dźwięki z głębi domu. Dopiero teraz się zorientował, że jest już świt. Był nieprzytomny wiele godzin, Pokora musiała spędzić u niego noc.

Chwilę później jego domysły się potwierdziły. Nina stanęła w progu gabinetu i się przeciągnęła. Miała na sobie jeden z jego granatowych T-shirtów, w których sypiał.

– Wreszcie – odezwała się. – Powoli zaczynałam się obawiać, że przesadziłeś z dawką.

W odpowiedzi Piotr jedynie uniósł brwi.

– Co to było? – dodała. – GHB?

Zaczęła chodzić po pokoju, otwierać szafki i szuflady, zupełnie jakby była u siebie. Potem zatrzymała się przy biurku i przysiadła na blacie.

– Nie, chyba coś mocniejszego – kontynuowała. – Inaczej tak szybko nie zwaliłoby cię z nóg. I na tak długo.

Nie docenił tej kobiety. Widział w niej zwykłą ofiarę, podczas gdy to ona wzięła jego na celownik.

Stał się zbyt pewny siebie, zbyt wiele rzeczy mu się udało. Kilka lat temu nie zaliczyłby takiego potknięcia.

Nina położyła dłoń na macbooku, a potem obróciła go do siebie. Najwyraźniej dodała swój odcisk palca, bo ponownie odblokowała go bez najmniejszego trudu. Piotr nie widział, co znajduje się na ekranie.

– Masz duże doświadczenie w tej materii? – spytała.

Wciąż milczał, przyglądając się jej z ciekawością.

– W sensie w truciu kobiet, które zapraszasz do domu?

Jego twarz nie wyrażała żadnych, najmniejszych emocji, Pokora jednak zdawała się w ogóle ich nie oczekiwać. Skupiała się tylko na tym, co widniało na ekranie.

– Masz tu trochę ciekawych folderów z jeszcze ciekawszymi materiałami – kontynuowała. – Ten o nazwie „Joanna Chyłka” jest chyba najbogatszy, ale widzę sporo innych kobiet. To jakaś obsesja?

Nigdy nie nazwałby tego w taki sposób. Raczej ciekawość.

– Sporo zdjęć z ukrycia, mnóstwo faktów osobistych. Sam zajmujesz się ich zdobywaniem czy masz od tego ludzi?

Wreszcie na niego spojrzała. Tym razem jej wzrok jasno sugerował, że oczekuje konkretnych odpowiedzi.

Przez niecałą minutę patrzyli na siebie w milczeniu. Na twarzy Pokory dało się dostrzec napięcie, w przypadku Langera wprost przeciwnie. Jego mina przywodziła na myśl człowieka relaksującego się na słonecznej plaży i niemającego najmniejszego powodu do zmartwień.

– Popełniłaś największy błąd w swoim życiu – odezwał się spokojnie.

– Doprawdy? Jaki?

– Zaintrygowałaś mnie.

Nina lekko się uśmiechnęła, a potem zamknęła laptopa. Próbowała pozorować swobodne zachowanie, ale Piotr potrafił przejrzeć tę maskę. W rzeczywistości była przerażona.

– Brzmisz jak psychopata – odezwała się.

Langer wzruszył ramionami na tyle, na ile pozwalały mu sznury.

– W uszach szaleńca wszystko brzmi jak szaleństwo – oznajmił.

– Ciekawe. Więc tak się określasz?

– Właściwie miałem na myśli ciebie. Bo musisz być szalona, żeby…

– To ciekawe – ucięła. – A jak nazwiesz siebie? Człowieka, który próbował mnie otruć, a potem prawdopodobnie zamordować?

Pokora skrzyżowała ręce na piersi z wyraźną satysfakcją, a Piotr nie odpowiedział. Przelotnie zastanowił się nad tym, czy coś mogłoby sprawić, że Olmow się tutaj pojawi. Zasadniczo odpowiedź brzmiała: nie. Michaił miał jasne wytyczne, by trzymać się z daleka, dopóki jego obecność nie stanie się wymagana.

– Psychopata? – dodała Nina. – To określenie pasuje?

– A co konkretnie oznacza?

– Osobę gardzącą prawem i regułami społecznymi, nieuznającą potrzeb innych ludzi, niemającą wyrzutów sumienia ani poczucia winy, o tendencjach do przemocy i zachowań agresywnych.

Langer potoczył wzrokiem po pokoju.

– Egocentryczną, skrajnie zaburzoną, patologicznie kłamliwą, z poważnymi deficytami myślenia takiego, jakie charakteryzuje normalne osoby. Praktycznie nieodczuwającą lęku i skłonną do skrajnej, chorobliwej manipulacji.

Nadal nie doczekała się żadnej odpowiedzi.

– A co ważniejsze, osobę nieznającą empatii – ciągnęła.

– I czym jest ta rzekoma empatia?

– Wrażliwością na cudzą krzywdę i ból – odparła i cicho nabrała tchu. – Psychopata nie potrafi odczuwać emocji ani współdzielić ich z innymi, wczuć się w ich stan. Oczywiście są wśród nich osoby wysoce inteligentne, takie jak ty. Gdybym kazała ci powiedzieć, czym jest miłość, z pewnością poradziłbyś sobie lepiej niż ktoś, kto w istocie potrafi ją odczuwać. Bo znasz definicję. Ale to wszystko. Nigdy jej nie poczułeś, jest dla ciebie kompletną abstrakcją, taką samą jak współczucie czy choćby sympatia.

Na moment zaległa cisza.

– Wyczytałaś to z jakiejś książki?

– To dość uniwersalna charakterystyka.

– Ale błędna.

– W jakim sensie?

Piotr poruszył się nieznacznie, co wywołało lekką obawę w oczach Pokory. Natychmiast jednak starała się ją zakamuflować.

– Takim, że każdy z nas jest psychopatą – odparł. – Dowodzą tego właściwie wszystkie najnowsze badania. Psychopatia to nie przypadłość, to spektrum. Każdy z nas się w nim znajduje.

– Tyle że ty z pewnością jesteś na samym jego końcu.

Langer pokręcił głową, a Nina odpowiedziała cichym prychnięciem.

– Oczywiście – powiedziała. – Przecież ty nigdy nie skrzywdziłbyś muchy.

– Tego nie powiedziałem.

– Więc postrzegasz siebie i to, co robisz, jako mieszczące się w normie?

Langer przechylił głowę lekko na bok.

– A czym jest norma? – zapytał. – Kto ją ustala? Komu przedstawiana jest do akceptacji? Kto wprowadza ją w życie?

– My. Społeczeństwo.

– Ach, no tak…

Zawiesił głos bez przekonania, jakby nie miał siły rozmawiać z kimś, kto na takich prawdach buduje swój światopogląd.

– Coś nie tak? – odezwała się Nina.

– Tylko to, że mylisz opinię większości z prawdą.

– A jaka jest prawda?

Piotr nie zaoferował odpowiedzi, a Pokora po chwili zrozumiała, że nie ma sensu dłużej na nią czekać. Machnęła ręką, a potem postukała palcem w zamkniętego laptopa.

– Nie ma tu żadnych dowodów na twoje zbrodnie – zauważyła.

– Bo żadnych nie popełniłem.

– Zakładam, że są gdzie indziej? Na przykład w twojej rezydencji w Aninie?

Langer bynajmniej nie był pod wrażeniem, że Nina wiedziała o jej istnieniu. Zyskawszy dostęp do jego macbooka, miała wgląd we wszystko, co było połączone z kontem Apple. Mogła sprawdzić jego komórkę i zegarek, a dodatkowo zalogować się właściwie do wszystkich aplikacji. Także tych, które sterowały inteligentnym domem.

– Może się tam wybierzemy? – dodała Pokora.

– Może.

– Tak po prostu?

– Jak mówiłem, zaciekawiłaś mnie.

– Na tyle, żeby mnie nie zabić, jeśli cię rozwiążę?

Zadała to pytanie ewidentnie przewrotnym, nawet flirciarskim tonem. Langerowi wciąż trudno było przesądzić, kim jest ta osoba i czego od niego chce. Nie miał jednak zamiaru jej o nic pytać.

Znajdował się na znacznie słabszej pozycji. I nie planował jej pogarszać.

– Wiesz w ogóle, ilu osobom odebrałeś życie?

Naturalnie, że wiedział. Myślał o nich dość często, wspominał, przeżywał na nowo. Starał się odtworzyć te najbardziej udane zabójstwa. Chciał jeszcze raz wrócić do tego pierwszego, wiele lat temu. Do swojej idealnej ofiary. Do tamtych emocji.

– Ani jednej – odparł.

– A ilu ich bliskim zniszczyłeś życie?

– Jeśli zmieniłem los jakiejkolwiek rodziny, to tylko na lepsze. Prowadzę fundację charytatywną, która pomaga…

– Zdajesz sobie w ogóle sprawę z tego, ile zła wyrządziłeś? – ucięła Nina.

Przez chwilę zdawało się, że coś prześwituje przez jej maskę. Może te pytania nie były przypadkowe? Może kierowało nią właśnie to, że kiedyś zabił kogoś jej bliskiego?

Zachował się zbyt pochopnie, zabierając ją do apartamentu. Powinien był pozwolić Michaiłowi i jego ludziom na dogłębne sprawdzenie przeszłości tej kobiety. Cóż za ironia, że to właśnie osoba o takim nazwisku miała nauczyć go pokory.

Ale nie szkodzi. Zaadaptuje się do nowych okoliczności.

– A więc o to chodzi? – odezwał się, poruszając skrępowanymi ramionami. – Uważasz, że odebrałem życie jakiemuś twojemu bliskiemu?

Pokora stanęła za biurkiem i oparła się o nie tak, by pochylić się w jego stronę. Piotr kątem oka dostrzegł, że pod jego koszulką nocną nie ma stanika. Jego wzrok nie uciekł jednak w tamtym kierunku. Patrzył Ninie prosto w oczy.

– Całkiem ciepło – powiedziała. – Chodzi o kogoś mi blis­kiego.

– Mąż? Chłopak?

– Mąż.

Przekartkował w myśli plik z danymi wszystkich mężczyzn, których zamordował. Nie było ich tak wielu. Z jakiegoś powodu wolał zajmować się kobietami. Miały w sobie więcej życia, więcej witalnej energii. I umierały w sposób znacznie godniejszy niż mężczyźni.

Ta także wyglądała na taką, która odejdzie z klasą.

– Po nazwisku raczej nie skojarzysz – powiedziała Pokora, widząc, że nie ma pojęcia, o kim mowa. – Zachowałam panieńskie. Ze względu na firmę.

Zupełnie jak…

Nie, nie miał zamiaru pozwolić myślom odbiec w tamtym kierunku.

– Słusznie – odparł.

– Sama marka pochodzi od mojego nazwiska, w papierach jednak widnieliśmy jako właściciele w równych częściach – kontynuowała wątek Nina. – Przynajmniej do pewnego czasu. Potem mąż wykupił moje udziały i przekształcił spółkę w jakąś inną formę prawną, formalnie w celu optymalizacji podatkowej, ale tak naprawdę chodziło o to, że odkrył nieścisłości w dokumentach.

– Nieścisłości?

– Zawsze miał dojścia. I skorzystał z nich, żeby ustalić, że nie tylko wyprowadzam pieniądze z firmy, ale też… cóż, działam nieco poza granicami prawa.

Piotr przekrzywił kark na prawo i lewo, sprawiając, że rozległy się ciche trzaski. Powoli zaczynał mieć dość tkwienia w tej pozycji. I w tej sytuacji.

– W rzeczywistości jednak mój mąż zawsze miał w dupie przepisy. Zrobił to wszystko, by mnie kontrolować – dodała Pokora. – Wykorzystał moje zaufanie do niego, uzależnił mnie od siebie finansowo i zaczął przejmować kolejne składniki majątku. W tej chwili nie jestem już nawet udziałowcem we własnej firmie, a nasz dom, mieszkania, samochody i właściwie wszystko inne zostało przepisane na niego.

Langer wciąż nie miał pojęcia, o kim mowa. Jeśli jednak faktycznie zabił tego człowieka, powinna być mu wdzięczna.

– Testament? – zapytał krótko.

– Niesporządzony.

– Więc ustawowo wszystko należy się tobie.

– To prawda – odparła z dziwnym, enigmatycznym wahaniem.

Zamilkła, przypatrując się Piotrowi. Ten znów musiał rozruszać kark, bo po całej nocy spędzonej w tej pozycji wydawało mu się, jakby ktoś mu go unieruchomił.

– Niewygodnie ci? – zapytała Nina.

– Wygoda nie ma tu nic do rzeczy.

– A mimo to pewnie wolałbyś, żebym cię rozwiązała.

Drugi raz to sugerowała, najwyraźniej planowała się z nim zabawić.

Podeszła do niego, jakby rzeczywiście miała zamiar go wyswobodzić. Langer poruszył lekko nogami, starając się stwierdzić, jak mocne są wiązania. Wszystkie zdawały się na tyle solidne, że uwolnienie się graniczyłoby z cudem.

Pokora stanęła przed nim, a potem się pochyliła. Lekko rozchyliła usta, spojrzała mu głęboko w oczy i powoli przesunęła dłońmi po jego twarzy.

Skórę po wewnętrznej stronie dłoni miała delikatną, wręcz jedwabistą. Takiego efektu nie da się osiągnąć najdroższymi kremami, była to kwestia genów i natury.

W umyśle Piotra znów pojawiła się wizja tej kobiety w pozie chrystusowej, pośrodku sterylnego pomieszczenia. Nie żadnego abstrakcyjnego, ale konkretnego. Nina miała rację, że mieściło się w jego rezydencji w Aninie.

Część piwniczna nie widniała na żadnym planie – kilka sowitych opłat sprawiło, że nie było z tym problemu. Dostępu strzegł system alarmowy, wewnątrz zaś panowała sterylność większa niż w najnowocześniejszym prosektorium.

Wszystko było tam na styk. Nie istniał zakamarek, z którego nie dałoby się wypłukać krwi. Próżno było szukać szczeliny, w której zawieruszyłby się włos.

– Patrzysz na mnie, ale jakbyś mnie nie widział – odezwała się Nina.

Szybko zamrugał i dopiero teraz uświadomił sobie, jak daleko odpłynął.

Myliła się. Widział ją bardzo dokładnie, a konkretnie jej przyszłość.

– Wyobrażasz sobie, co byś ze mną zrobił, jeśli jakimś cudem udałoby ci się wyswobodzić? – zapytała cicho, a potem usiadła na jego kolanach.

Co ona robiła? Co zamierzała?

Langer poczuł nadchodzącą falę podniecenia, ale jego twarz nie wyrażała najmniejszej emocji. Pokora zbliżyła usta do jego policzka, a potem przesunęła się w kierunku ucha. Musnęła je lekko, niby przypadkiem.

Zmieniła lekko pozycję, co sprawiło, że jego przyrodzenie znalazło się między jej pośladkami. Zmrużyła oczy, a potem przesunęła się w przód i w tył.

– Więc? – spytała.

– Co takiego?

– Co byś mi zrobił?

Langer poczuł, że sztywnieje.

– W jaki sposób byś mnie zabił?

Mówiła cicho, trzymając usta przy jego uchu i przesuwając się w przód i w tył. Piotrowi trudno było powstrzymać erekcję i z każdą kolejną chwilą stawał się coraz bardziej zaintrygowany.

– Tępym narzędziem, tak?

– Niewykluczone – potwierdził.

– Kilka uderzeń w głowę?

– Być może.

– A potem?

Raptownie się do niej obrócił, jak zwierzę, które miało zamiar ugryźć, a ona natychmiast się odsunęła.

– Potem oberżnąłbym ci głowę – odparł. – I zgwałciłbym twoje zwłoki.

Dopiero teraz poczuł, że podniecenie osiągnęło zenit. Nina szybko wstała i cofnęła się o pół kroku.

Przez moment na niego nie patrzyła, najwyraźniej starając się opanować.

– Okej – oznajmiła. – Tylko żeby to zrobić, musiałbyś się uwolnić. Jak miałbyś tego dokonać? Masz jakiś pomysł?

– W tej chwili nie.

– Więc jesteś zdany na moją łaskę?

Co było nie tak z tą kobietą?

– Zawsze możesz poprosić – dodała, a potem pochyliła się lekko, by spojrzeć mu w oczy. – Mówię poważnie.

– W porządku.

– „W porządku” jako „spierdalaj” czy jako „poproszę”?

– Ani jedno, ani drugie.

Przesunęła wzrokiem po jego czole, nasadzie nosa, a potem zatrzymała go na jego ustach. Langer nie potrzebował już zlecać żadnego researchu, by zrozumieć, że Nina Pokora znajduje się na samym skraju spektrum psychopatii.

Przesadnie się nie dziwił. Badania pokazywały, że 1% całej populacji plasuje się właśnie tam – a zatem na każdym kierunku studiów, na każdym roku trafiała się przynajmniej jedna taka osoba.

– Po prostu poproś – powiedziała.

I miała zamiar się nad nim pastwić.

Doskonale to rozumiał, znał przyjemność płynącą ze sprawowania nad kimś tak dużej władzy. Nie planował jednak brać udziału w tej grze.

Nina się podniosła, a potem obeszła krzesło, na którym siedział. Poczuł, że kładzie obydwie dłonie na jego barkach.

– To jak będzie? – spytała.

Langer obrócił głowę w jej stronę, mimo tego nie mógł jej dostrzec.

– Z pewnością inaczej, niż sądzisz – odparł.

– Więc nie zamierzasz…

– Nigdy nikogo o nic nie proszę – uciął. – I jedyną osobą, która będzie to robiła, okażesz się ty.

– Tak ci się wydaje?

Nie musiał na nią patrzeć, by wiedzieć, że szeroko się uśmiecha. Dawało się to wychwycić w jej głosie.

– Mam co do tego pewność – zauważył, nabierając tchu. – Która wynika z kilku prostych założeń.

– Jakich?

– Po pierwsze, nie możesz mnie stąd zabrać. Musielibyśmy przejść obok ochrony, a więc konieczne byłoby rozwiązanie mi rąk. Gdybyś tylko to zrobiła, rzuciłbym się na ciebie, uderzył w krtań, a potem zaczął dusić aż do momentu, kiedy zabraknie ci tchu. Wówczas bym przestał. Ale tylko po to, by skręcić ci kark.

Mówiąc to, niemal mógł zobaczyć wolno powstające krwawe wybroczyny na jej spojówkach.

– Po drugie, tutaj nie możesz mnie zabić. Nie miałabyś jak pozbyć się ciała, a więc nie uniknęłabyś odpowiedzialności.

– Aha. Coś jeszcze?

– Nie.

– Liczyłam, że będzie „po trzecie”.

Piotr obrócił głowę w drugą stronę i tym razem kątem oka mógł dostrzec nachylającą się ku niemu Pokorę.

– Po trzecie, czegoś ode mnie chcesz – dodał. – I liczysz na to, że…

– To prawda – przerwała mu, przesuwając dłonią po jego karku. – Ale nie tego, co sądzisz.

– Więc czego?

Wsunęła mu palce we włosy tuż nad karkiem, a potem lekko je ścisnęła. Odchyliła mu głowę do tyłu tak, by mógł na nią spojrzeć.

Bodaj po raz pierwszy był w takiej sytuacji. I poniekąd mu się to podobało.

Nina pochyliła się, a jej jasne włosy łagodnie opadły na jego twarz. Trwała tak nad nim w bezruchu, jakby miała zamiar go pocałować. On zaś czuł jej perfumy i szampon i zastanawiał się, jakiej są marki.

– Jak tam? – odezwała się Pokora. – Nie doskwiera ci ten całkowity brak kontroli?

– Nie.

– Nie mierzi cię, że mogę zrobić z tobą wszystko, co mi się żywnie podoba?

– Nie – powtórzył ze spokojem w głosie. – Bo to ja wciąż kontroluję sytuację.

– Naprawdę? W jaki sposób?

– Mówiłem ci. Nie możesz mnie zabić, nie możesz mnie też stąd zabrać. Nie możesz nawet…

Nagle poczuł uderzenie otwartą dłonią w policzek. Głowa odskoczyła, ale szybko wróciła do pierwotnej pozycji. Pokora uderzyła wtedy z drugiej strony. Spojrzał na nią z pewną konsternacją.

– Mogę wszystko, Langer – odparła. – A ty nie możesz nic.

W tej chwili miała rację. Ale nie na długo.

– Skoro możesz wszystko, mów, czego ode mnie chcesz.

Westchnęła, a potem stanęła przed nim, przyjrzała mu się i położyła dłonie na jego policzkach. Trzymała je tak przez pewien czas, po czym zaczęła przesuwać je niżej. Kiedy dotarła do szyi, zacisnęła na niej palce. Piotr poczuł, jak ściska mu jabłko Adama, powodując ból.

Wydał cichy, zgaszony odgłos, kiedy poddusiła go jeszcze bardziej.

Potem nagle się wyprostowała i przyjrzała mu się jak jakiemuś egzotycznemu okazowi w zoo.

– Chcę wiedzieć, co cię tak skrzywiło – oznajmiła. – Chcę zrozumieć, jak można stać się takim potworem.

Poklepała go po policzku.

– Chcę poznać źródło zła – dodała.

– Więc liczysz na to, że zacznę opowiadać o swoim dzieciństwie?

– Tak – odparła, jakby był to najnormalniejszy w świecie postulat. – O wszystkich tych traumatycznych przeżyciach, które kształtują ludzi takich jak ty. O tym, czego doświadczyłeś z rąk rodziców i rówieśników. O pierwszych zwierzętach, które torturowałeś, a potem zabiłeś.

Obeszła go, przesuwając dłonią po jego karku.

– A także o pierwszym człowieku, któremu odebrałeś życie – dodała.

 

 

 

 

 

ROK 1998

 

Warszawa, zbieg ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej

 

 

 

Zorganizowanie jedenastych urodzin w pierwszym w Polsce McDonaldzie nie należało do wielkich marzeń Piotrka. Nie oponował jednak, kiedy matka postanowiła, że tak będzie – wiedział, że nie będzie miał wiele do gadania.

Przyszła niemal cała klasa, w tym oczywiście jego najlepszy przyjaciel, Tymoteusz Kondrak. Trzymali się razem właściwie od pierwszego dnia szkoły, kiedy to siedzieli obok siebie na apelu i Tymek rzucił jakąś uwagę o tym, że ktoś za nimi się spierdział.

Nie, nie, powiedział, że ktoś się skadził, a Piotrek nie mógł powstrzymać śmiechu.

Zaraz potem pani wychowawczyni upomniała ich, żeby przestali się śmiać, im bardziej jednak się denerwowała, tym trudniej było wykonać polecenie.

Teraz siedzieli przy dużym stole, czekając na happy meale z Króla Lwa. Tort był już niemal w całości zjedzony, zaraz miało zacząć się oprowadzanie po tych częściach McDonalda, które były niedostępne dla zwykłych śmiertelników.

W pewnym momencie Tymek konspiracyjnie nachylił się do Piotrka i wskazał zabawkę jednego z kolegów.

– Ona to chciała – szepnął.

– Co?

– No zobacz.

Młody Langer zmarszczył czoło.

– O co ci chodzi? – spytał.

– O to, że Jacek ma Timona.

– No i co?

– Aga go chciała.

Piotrek nagle się ożywił. Przeniósł wzrok na dziewczynę siedzącą kawałek dalej, obiekt jego westchnień i z całą pewnością przyszłą żonę, matkę jego dzieci. Było to bardziej niż pewne.

– Ma już Simbę i Pumbę – ciągnął Tymek. – No i chciała jeszcze Timona.

Langer powiódł wzrokiem po stole, na którym leżało dwadzieścia parę zabawek i tyle samo porozrzucanych folii, z których przed momentem zostały pospiesznie uwolnione. Timon rzeczywiście trafiał się dość rzadko.

Najgorzej mieli ci, którzy dostali Zazu, zarozumiałego major­domusa, który dostarczał rodzinie królewskiej wieści. Piotrek go nie lubił. Tata powiedziałby, że to mały kurwa chujek jebany. Skaza powinien był go zeżreć.

– To co zrobisz? – odezwał się Tymek, wyrywając Piotrka z zamyślenia.

– Ale…

– No weź jej to daj.

– Ale to nie moje.

– No i co? Są twoje urodziny.

To Jacek powinien dostać Zazu albo innego małego kurwa chujka jebanego. Młody Langer za nim nie przepadał, denerwował go. Grał za dobrze w piłkę i skupiał na sobie uwagę, która należała się Piotrkowi.

To przecież on zabierał klasę na lody po lekcjach. To on za nie płacił. To on od czasu do czasu kupował kolegom i koleżankom coś w szkolnym sklepiku. Bywało nawet, że dawał im pieniądze, kiedy czegoś chciał.

Kiedyś pani wychowawczyni się dowiedziała, że wykupił wszystkie gumy kulki, a potem rozdał je całej klasie. Na wywiadówce powiedziała o tym ojcu, a Piotrek był pewien, że kiedy ten wróci do domu, będą problemy.

Zamiast tego tata go pochwalił. No, może nie do końca.

– Nie możesz tak wprost okazywać, że jesteś od nich lepszy – mówił. – Musisz być sprytny, rozumiesz?

– Chyba tak.

– Steruj nimi, wykorzystuj ich. Ale tak, żeby o tym nie wiedzieli.

Piotrek przyjmował te słowa z pokorą, ale właściwie nie bardzo wiedział, jak miałby przekuć je w coś konkretnego.

Szczególnie w sytuacji takiej jak ta. Widział, że Aga patrzy z rozrzewnieniem na Timona – i wiedział, że tylko tej zabawki brakuje jej do kolekcji. Miała już wszystkich, od Simby przez Rafikiego (też denerwował Piotrka) aż po tego pierdolonego Zazu. Jak powiedziałby tata.

Powiedziałby też, żeby być sprytnym.

Młody Langer poczekał, aż cała grupa ruszy na zwiedzanie kuchni i chłodni. Układał w głowie plan, który miał ostatecznie doprowadzić do tego, że Aga się z nim ożeni. No, albo wyjdzie za mąż.

– Ej, Jacek – rzucił, kiedy wszyscy pozostali opuścili chłodnię.

Chłopak się zawahał, a potem cofnął. Piotrek jako jedyny został w miejscu, gdzie w równych rzędach ułożono zapakowane w gigantyczne worki frytki, kurczaki i inne rzeczy. Zanim jednak Jacek zdążył do niego dołączyć, do środka wsunął głowę pracownik, który ich oprowadzał.

Posłał młodemu Langerowi poprawny uśmiech, jakby ten był co najmniej jakimś Simbą i to sam Mufasa zlecił, by zająć się nim jak najlepiej.

– Obawiam się, że to już koniec wycieczki – powiedział mężczyzna.

– Jeszcze nie.

Pracownik z przyklejonym uśmiechem wskazał wyjście z chłodni.

– Niestety tak – odparł. – To był główny, ale też ostatni punkt programu.

Piotrek popatrzył na niego w sposób, który zdawał się pasować do panującej w pomieszczeniu temperatury.

– Jeszcze nie – powtórzył.

– Zaraz będą następne atrakcje. Przyjdzie do was…

– Nie – uciął Langer.

Uśmiech na twarzy mężczyzny powoli zaczął znikać. Pracownik rozejrzał się, a potem potarł niepewnie kark.

– Musimy naprawdę już stąd wyjść – oznajmił. – W przeciwnym wypadku…

Urwał, kiedy Piotrek zrobił krok w stronę wyjścia. Zakładał chyba, że chłopak z tekturową koroną na głowie wreszcie się ugiął. Langer jednak nie zamierzał tego robić, a już szczególnie nie kiedy Jacek stał w progu i wszystkiemu się przyglądał.

– Mój tata nie będzie zadowolony – powiedział.

– Słucham?

– Nie lubi, jak mi się odmawia.

Pracownik restauracji znów się rozejrzał.

– Zawsze potem mówi, że pokaże takim żałosnym skurwysynom, gdzie ich miejsce – dodał nieco ciszej Piotrek.

Przytaczał dokładne słowa, chociaż nigdy się ich nie uczył, nigdy ich nie zapamiętywał. Tata jednak powtarzał je dość często, kiedy przypominał mu, że może żądać od ludzi wszystkiego. Jeśli tylko jest gotowy wytrwać w tym żądaniu.

Tym razem nie miał z tym problemu, patrząc na dwa razy wyższego od siebie mężczyznę.

Ten jeszcze przez moment się namyślał. Ale jeśli wiedział, kim jest tata, nie powinien robić problemów.

– Masz dzisiaj urodziny – odparł w końcu i znów przykleił uśmiech. – To twój dzień.

– Tak.

Wycofał się i zrobił Jackowi miejsce.

– Ale tylko chwilę, dobrze?

– Tyle, ile będę chciał – odpowiedział młody Langer, a potem skinął na kolegę, jakby udzielał mu pozwolenia, by ten wziął udział w audiencji.

Jacek wrócił do środka rozbawiony, jakby się spodziewał, że to wszystko było teatrem urządzanym dla jego potrzeb.

Zorientował się, że coś jest nie tak, kiedy Piotrek do niego podszedł. Stanął tak blisko, że niemal się z nim zderzył.

Potem nagle popchnął go na ścianę chłodni i natychmiast ruszył na zewnątrz. Zanim chłopak w środku się zorientował, zamknął drzwi.

Langer przywarł do nich plecami, jakby tylko w ten sposób mógł sprawić, że się nie otworzą. Tak naprawdę jednak wystarczyło przekręcić zamek.

Zrobił to, a potem z obojętnością odszedł. Pracownik, który robił problemy, dawno się oddalił i nie zwracał uwagi na to, że brakuje jednego dziecka.

Piotrek wrócił do stołu, podniósł Timona zabawkę i podszedł z nią do Agi, która rozmawiała z jedną z koleżanek.

– Dla ciebie – powiedział, podając jej niespodziankę z happy meala.

Spojrzała najpierw na nią, potem na Piotrka.

– Jak to? – zapytała.

Chłopiec wzruszył ramionami, dał jej Timona, a potem oddalił się bez słowa. Co miał powiedzieć? Wszystko było jasne. Kupił sobie jej miłość, sprawa była załatwiona.

Kiedy pracownicy po jakimś czasie odkryli, że jedno z dzieci zamknęło się w chłodni, była afera. Piotrek zaprzeczył, jakoby miał z tym cokolwiek wspólnego. Tak, byli tam, no ale przecież ani go nie popchnął, ani nie zamknął drzwi. Dlaczego miałby robić coś takiego?

Trochę szkoda, że Jacek nie został tam na dłużej. Pochorował się potem, nie było go w szkole przez dwa albo trzy dni.

Ciekawe.

Piotrek nie przypuszczał, że tak łatwo da się zrobić podobne rzeczy. Wystarczyło rzucić kilka słów do pracownika, a potem zaskoczyć Jacka. Chyba najważniejsze było to, że jeden ani drugi niczego się nie spodziewali.

Przez te dwa dni nic nie wyszło na jaw, ale kiedy Jacek wrócił do szkoły, powiedział wychowawczyni, dlaczego się przeziębił. Ta porozmawiała z Piotrkiem, ale chyba nie była zadowolona. Oznajmiła, że zadzwoni po południu do taty.

Z próbami skontaktowania się z mamą dała już sobie spokój. Wiedziała, że Katarzyna Langer nawet nie odbierze telefonu, nie mówiąc już o spotkaniu czy choćby przelotnej wizycie na wywiadówce.

Mama zawsze miała ważniejsze rzeczy. Rzadko zresztą bywała w domu.

Nie było jej też tego dnia, kiedy Piotrek wrócił ze szkoły po rozmowie z wychowawczynią. Nie wiedział, czy już zadzwoniła do taty, ale niespecjalnie go to interesowało.

Co najwyżej okrzyczy go za to, że dał się złapać i znowu nie był wystarczająco sprytny.

Młody Langer wchodził więc do domu bez duszy na ramieniu. Zamknął drzwi, postawił plecak w korytarzu, po czym wszedł do kuchni. Nigdzie nie było Adeli, która na co dzień przygotowywała mu obiad, sprzątała i prała.

Z piętra za to dochodziły jakieś odgłosy. Piotrek wziął sobie monte z lodówki, oblizał wieczko, a potem, niosąc deser, ruszył schodami w górę.

Szybko się zorientował, że głuche odgłosy dochodzą z sypialni rodziców. Drzwi były otwarte, więc podszedł do nich powoli i stanął tak, by widzieć, co dzieje się w środku, ale jednocześnie nie rzucać się w oczy, gdyby ktoś spojrzał w jego stronę.

Tata niczego na sobie nie miał. Dziewczyna, która stała obok, też nie.

Złapał ją za włosy, pociągnął w bok, a ona wyglądała, jakby robiła wszystko, by nie krzyknąć. Zaraz potem chwycił ją za kark i cisnął nią w kierunku ściany jak jakąś szmacianą lalką.

Piotrek nabrał trochę za dużo monte na łyżeczkę i musiał uważać, żeby nic nie spadło w drodze do ust.

Dziewczyna rąbnęła na podłogę, uderzając głową o łóżko. Zanim zdołała się podnieść, ojciec znalazł się tuż przy niej. Przywalił jej, a ona cicho jęknęła.

Piotrek nabrał na łyżeczkę kolejną porcję.

– Kurwa, nie tak mocno… – rzuciła dziewczyna.

– Zamknij ryj.

Ojciec uderzył ją jeszcze raz, a potem złapał za włosy i podniósł. Znów ją rzucił, tym razem na łóżko. Natychmiast do niej dopadł i sprawił, że nie mogła się obrócić.

– Było ustalone, że…

– Milcz! – krzyknął stary Langer, a potem z całej siły przywalił w potylicę dziewczyny.

Krzyknęła coś o tym, że ktoś go dorwie, że za żadne pieniądze nie będzie się na to godziła. Próbowała się odwrócić, ale ojciec uderzył ją w głowę jeszcze raz. A potem kolejny i jeszcze jeden.

Wreszcie przestała się miotać i zupełnie zwiotczała.

Ojciec przez moment się wahał, sapiąc głośno. Potem odgiął ręce dziewczyny do tyłu, trochę nienaturalnie. Gdyby była przytomna, na pewno zrobiłoby się jej niewygodnie.

Skrzyżował je i podciągnął jeszcze wyżej, jakby chciał połamać jej kości. Potem się na niej położył i zaczął mocno uderzać swoim ciałem o jej pośladki. Robił to z coraz większą siłą, jakby chciał ją sprasować.

Piotr oblizał łyżeczkę i zerknął do niemal pustego opakowania po monte.

Niedobrze, pomyślał, powinien był wziąć drugie, przecież nie jadł obiadu i był trochę głodny.

Odwrócił się i zszedł po schodach po kolejne.

 

 

 

 

 

ROK 2023

 

1

ul. Cybulskiego, Mokotów

 

 

 

Piotr Langer urwał opowieść i przesunął językiem po spierzchniętych ustach. Nina musiała widzieć, że chętnie by je zwilżył, zdawała się jednak kompletnie to ignorować.

– Jak widzisz, miałem zupełnie normalne dzieciństwo – dodał.

Pokora prychnęła cicho. Przysiadła na skraju biurka ze skrzyżowanymi rękoma i cały czas słuchała go w milczeniu.

– Zamknąłeś kolegę z klasy w chłodni – zauważyła.

– I?

– I mógł tam zginąć.

Piotr wzruszył lekko ramionami.

– W dodatku byłeś pewny, że jakąś głupią zabawką kupiłeś sobie uczucie koleżanki.

Langer powtórzył gest.

– I koniec końców przyglądałeś się, jak twój ojciec poniewiera, a potem gwałci nieprzytomną prostytutkę.

– Nie pytałem jej o zawód.

Nina zmarszczyła czoło z lekkim uśmiechem, jakby nie mogła przesądzić, czy Piotr robi sobie jaja, czy mówi poważnie. W końcu westchnęła i zmieniła pozycję, usadawiając się przed laptopem.

– Dobra, popatrzmy – rzuciła.

Langer napiął mięśnie, by jeszcze raz sprawdzić, jak trzymają krępujące go sznury. Wiązania były bez zarzutu.

Palce znów wybiły jakąś krótką frazę na klawiaturze.

– Ojca zabiłeś, tak?

– Miał niefortunny wypadek.

– Oczywiście – odparła pod nosem Pokora, jakby tylko się przekomarzali. – A twoja matka? W internecie nie ma wiele na jej temat. Tylko tyle, że jest w radzie jakiejś twojej fundacji.

Langer nie odpowiedział, a Pokora po chwili skierowała na niego wzrok.

– No tak – dorzuciła. – To w matkach zazwyczaj tkwi problem.

– Zazwyczaj?

– W przypadku seryjnych zabójców.

Piotr trwał z obojętnym wyrazem twarzy.

– Właściwie każdy doświadczył w dzieciństwie z ich strony czegoś, co rzutowało na ich późniejszy modus operandi.

Wiedza i nomenklatura, jakimi posługiwała się ta kobieta, kazały Langerowi sądzić, że zna się na rzeczy. Może nie była zwykłą fascynatką? Może parała się jakąś akademicką pracą w tym zakresie?

To byłoby zabawne.

Mogłaby przygotowywać rozprawę doktorską w ten sposób. Potem w przypisie umieściłaby „przesłuchanie przywiązanego do krzesła informatora” jako źródło.

– Coś cię śmieszy? – odezwała się.

Piotr dopiero teraz uświadomił sobie, że się uśmiecha. Z jakiegoś powodu wspominanie tych pierwszych urodzin w McDonaldzie wprawiło go w dobry nastrój.

– Ty – odparł.

– W jakim sensie?

– Sam nie wiem – przyznał. – Piszesz jakąś pracę naukową na mój temat?

Tym razem to Nina pozwoliła sobie na uśmiech. Posłała krótkie spojrzenie Piotrowi, po czym wróciła do studiowania tego, co znajdowało się na ekranie laptopa.

– Matki mogą zawinić na dwa sposoby – podjęła. – Albo będąc skrajnie, wręcz patologicznie kontrolujące, albo kompletnie niezainteresowane dzieckiem. W jednym i drugim wypadku tendencje psychopatyczne zdają się rozwijać najpełniej.

– Aha.

– U ciebie był drugi scenariusz?

– To zależy.

– Od czego?

– Od tego, czy matka była w domu. Kiedy była, to ona dyktowała warunki gry.

– A więc poniekąd jedno i drugie – oceniła Pokora. – Intrygujące.

Langer przyjrzał jej się, wciąż nie mogąc jej rozgryźć. Jedno wydawało się jednak dość pewne – Nina była zaciekawiona nim nie mniej niż on nią.

– Dziwi mnie też, że jej nie zamordowałeś – rzuciła lekkim tonem.

– Dlaczego miałbym?

– Wyglądasz na jednego z tych, którzy to robią. Jak Ed Kemper, który zabił swoją matkę, dokonał dekapitacji, potem wyrwał jej struny głosowe, spuścił je w kiblu, po czym uprawiał seks z obciętą głową. Argumentował, że wydawało mu się to sensowne, bo na niego krzyczała.

Langer się skrzywił. Ilekroć włączała go do jakiejś grupy, zżymał się wewnętrznie. Nie miał jednak zamiaru protestować, bo poskutkowałoby to tylko tym, że robiłaby to chętniej. Odpłaci się. A kiedy już z nią skończy, pokaże, że nie powinna była zamykać go w żadnej szufladce.

– Ale z pewnością więcej jest wśród was tych, którzy nie podnoszą ręki na matkę – ciągnęła. – Wydaje się, że właśnie w tym rzecz, prawda?

– To znaczy?

– Żywicie do nich głęboką nienawiść, bo albo was zaniedbywały, albo wami sterowały. Ale nie jesteście w stanie nic im zrobić. Przenosicie całą tę złość na inne kobiety i dlatego je mordujecie. Często zresztą właśnie z tego powodu wybieracie te, które przypominają wasze matki.

Piotr zacisnął usta. Znów ta liczba mnoga.

– Twoja to piękna kobieta – dodała Nina, wskazując monitor. – Trochę podobna do tej, której masz tak dużo zdjęć.

Langer milczał, bo nie kojarzył, by w istocie tak było.

– Joanna Chyłka, tak?

– Być może.

– Ją też wygooglałam.

– I?

– I wygląda na to, że macie bogatą wspólną historię.

Nie masz nawet pojęcia, jak bardzo, skwitował w duchu Langer. Nie odezwał się jednak. Nie zamierzał zagłębiać się w tę uliczkę.

Szczęśliwie Pokora machnęła ręką, jakby nie to interesowało ją najbardziej.

– Nie mniejszą obsesję masz chyba na punkcie Karoliny Siarkowskiej – podjęła. – Jej folder też jest dość bogaty.

Rzeczywiście taki był.

Piotr od kilku lat musiał mieć Siarkę na oku, a po zawarciu układu z prokuraturą jeszcze bardziej. Była to jedyna oskarżycielka, która w trakcie całej jego długiej kariery realnie mu zagroziła. Zebrała dowody, działając jeszcze w poznańskiej prokuraturze, w której Langer nie miał żadnych wtyk. I uderzyła w niego tak mocno, jak nikt inny.

– No dobrze… – powiedziała powoli Nina. – Zostawmy na moment innych i zajmijmy się tobą.

– Mną?

– Myślisz, że taki się urodziłeś? – spytała. – Czy że taki się stałeś?

– To znaczy jaki?

Na moment obróciła głowę, ale potem na powrót skupiła uwagę na laptopie. Znów wklepała coś krótkiego na klawiaturze, być może imię i nazwisko.

– Oj, daj spokój – odparła pod nosem. – Wiesz, o czym mówię.

– Nie wiem.

Obróciła do niego krzesło biurowe i założyła nogę na nogę. Piotr znów oblizał suche usta i miał wrażenie, że język niemal przykleił mu się do wargi. GBL najwyraźniej powodowało także odwodnienie organizmu.

– No? – dodała. – To kwestia genów czy wychowania? Jak to jest, Langer? Z czego wynika twoje zło? Nauczyłeś się go czy dostałeś je w spadku? A może jedno i drugie?

Nie miał zamiaru odpowiadać.

– Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, o czym mówię? – kontynuowała Nina. – Wiem, że rozumiesz pojęcie zła. Ale czy odnosisz je do siebie? Czy masz świadomość, że je wyrządzasz, i postanawiasz to zignorować, czy po prostu znajdujesz jakąś moralną furtkę?

Patrzyła na niego jak na badany okaz. Im dłużej jednak mówiła, tym bardziej stawało się oczywiste, że nie ma zamiaru poprzestać jedynie na teoretycznych rozważaniach. W podszyciu tych pytań kryła się pretensja. I chęć wymierzenia sprawiedliwości.

Dziwne.

Kiedy wspominała o mężu, w jej głosie brakowało afektywności. Sucho relacjonowała zdarzenia, nie zdawała się ani trochę poruszona śmiercią tego człowieka.

Dlaczego zatem szukała zemsty?

I to akurat na nim? Od dawna nie zamordował żadnego mężczyzny, nie licząc jakichś pechowców z Konsorcjum. Żaden z nich jednak raczej nie mógł być mężem Niny.

Może w jakiś pośredni sposób doprowadził do jego śmierci?

– Czy może słyszysz jakieś głosy, które każą ci to robić? – kontynuowała Pokora. – No, powiedz. Jak to z tobą jest, Langer?

Piotr nabrał głęboko tchu.

– Jedyny głos, który słyszę, należy do osoby, która niebawem zginie.

Nina doceniła to kolejnym prychnięciem.

– Więc żadnych podszeptów? Żadnych wizji?

– Żadnych.

– Nie prowadzi cię żaden mroczny pasażer?

– Niestety nie.

– Szkoda – przyznała. – Z psychozą byłbyś znacznie ciekawszy.

Rzucała mu wyzwanie za wyzwaniem, sprawiając, że gubił się coraz bardziej. Wciąż jednak na zewnątrz zachowywał nieprzeniknioną maskę.

– Wydajesz się w ogóle niekierowany impulsami – zauważyła, jednocześnie wciąż poświęcając uwagę temu, co widniało na ekranie.

– W jakim sensie?

– Takim, że są socjopaci, którzy działają w sposób nagły, nie mogąc oprzeć się zewowi mordu. Czy jak to zwać.

– Mhm – potwierdził cicho Piotr.

– To silniejsze od nich, jak nagła fala popędu seksualnego, z którą nijak nie można sobie poradzić.

– Mówisz z doświadczenia?

Nina postanowiła zignorować pytanie, pozorując całkowitą koncentrację na laptopie.

– Ale ty wydajesz się planować wszystko na spokojnie – podjęła. – Na podstawie jakiejś odgórnej, chłodnej kalkulacji.

Nie zawsze, skomentował w duchu. W przypadku Pokory poddał się chwili, a jego słabość doprowadziła go właśnie tutaj.

Nina w końcu na niego spojrzała.

– No, to powiedz mi.

– Co?

– Skąd pochodzi to zło, które w tobie drzemie?

Piotr lekko się uśmiechnął, co ewidentnie ją zaciekawiło. Przysunęła się, jakby liczyła na to, że wreszcie wyczerpująco odpowie na jej pytanie.

– Unde malum – powiedział.

Pokora pytająco uniosła brwi.

– To jakieś zaklęcie? – Rozejrzała się. – Zaraz wpadnie tu ten twój kierowca i mnie znokautuje?

– Nie – odparł spokojnie Langer. – Unde malum? Skąd zło?

Nina wciąż tylko mu się przyglądała.

– Z tym pytaniem mierzyli się już starożytni. Od wieszczów aż po zwykłych ludzi.

– I?

– I najbardziej przemawia do mnie koncepcja pewnych polskich poetów z dwudziestego wieku.

Pokora przez moment się zastanawiała, po czym coś w jej umyśle zaskoczyło. Sprawiała wrażenie, jakby przypomniała sobie o wierszach, które na ten temat pisało dwóch dość znanych literatów.

– Różewicz i Miłosz – odparła.

– Tak. Obaj udzielili takiej samej odpowiedzi.

– Jakiej?

– „Z człowieka”.

Nina zebrała włosy obiema dłońmi i przesunęła na lewą stronę karku, odsłaniając prawą. Wzrok Langera mimowolnie się po nim przesunął, ale więcej widział oczami wyobraźni. Mógł niemal poczuć, jak przecina mięśnie pochyłe i dźwigacz łopatki.

– O ile pamiętam, Miłosz dodał, że nie tylko zło czerpie z tego źródła, ale też dobro – zauważyła Pokora.

– Słuszna uwaga. Jeżeli wierzymy w ten podział.

– Ty nie wierzysz?

– Nie. Nic nie jest takie albo takie.

– No nie wiem – odparła, jakby miała zamiar się z nim droczyć. – Chcesz powiedzieć, że idealna czerń i biel nie istnieją, a jednak na moje oko często się trafiają.

– To kwestia definicji.

Nina przyjęła to milczeniem i wyraźnie straciła zainteresowanie tematem. Ale nie Piotrem. Wciąż świdrowała go wzrokiem, jakby starała się przewiercić przez jego oczy i dotrzeć do jakiejś głębi, która nawet dla niego pozostawała niedostępna.

– Czujesz w ogóle jakiś strach? – zapytała.

– Ogólnie czy teraz?

– Teraz.

– Nie.

Pokora skinęła głową bez zaskoczenia.

– Ale nie dlatego, że nie potrafię odczuwać emocji – dodał Langer. – Po prostu wiem, że nie ma żadnego zagrożenia.

– A ja? – spytała Nina niemal z zawodem.

– A ty jesteś chorą osobą, która wciąż znajduje się w potrzasku.

Pokora wskazała wzrokiem wiązania.

– Te sznury mówią co innego – zauważyła.

– Tylko pozornie.

Westchnęła, jakby nie miała już siły się z nim sprzeczać.

– Co stało się z tym twoim kumplem? – spytała. – Wpisuję „Tymoteusz Kondrak” w Google’u, ale nic nie wyskakuje.

– Nie wiem, straciłem go z oczu lata temu.

– A ta Aga?

– Podobnie. Nie mam pojęcia.

– Ale długo jednak miałeś z nimi kontakt, prawda?

– Prawda.

– I co? Przyjaźniliście się?

Langer bynajmniej nie miał zamiaru zagłębiać się w kolejne epizody ze swojej przeszłości. Działo się wtedy dużo, było nad czym się rozwodzić. Niekoniecznie jednak tu i teraz.

– Opowiem ci w swoim czasie – odparł.

– O proszę – rzuciła Nina i się podniosła. – Czyli jednak przewidujesz dla nas jakąś przyszłość?

– Powiedzmy, że jej nie wykluczam.

– To dobrze – odparła Pokora, stając przed nim. – Bo naprawdę chciałabym się dowiedzieć, czy dokończyłeś to, co zacząłeś z tym Jackiem.

Piotr pokiwał głową z miną świadczącą o tym, że się nie dziwi.

– I o twoim pierwszym zabitym zwierzęciu też chciałabym posłuchać.

– Oczywiście.

– Tudzież o człowieku.

Pochyliła się lekko i zajrzała mu głęboko w oczy.

– Jakie to było uczucie, Langer?

Uniósł brwi i powiódł wzrokiem na boki, jakby dopiero teraz, po wielu latach, starał się odnaleźć odpowiedź na to pytanie. W rzeczywistości jednak szukał jej dość często.

– Nie poznałaś go nigdy? – zapytał.

Twarz Niny przyjęła smętny wyraz.

– Nie miałam okazji.

– W takim razie wszystko przed tobą.

– Tak myślisz?

Piotr skinął lekko głową, przez co znów znalazł się tak blisko Pokory, że ta musiała się cofnąć. Instynkt samozachowawczy nie szwankował. Strach w jej oczach też był wyraźnie widoczny.

Ta kobieta grała przed nim rolę, do której musiała długo się przygotowywać.

Dlaczego? W jakim celu?

– Może już dziś to poczuję? – spytała. – Już za moment?

– Wątpię.

– Bo nie będę miała jak pozbyć się twojego ciała? Daj spokój, na pewno coś wymyślimy.

Wyprostowała się, położyła ręce na biodrach, a potem rozejrzała się jak pani domu na swoich włościach.

– Musisz przecież mieć jakiś zestaw seryjnego zabójcy na takie wypadki – podjęła. – Jakąś beczkę do rozpuszczania zwłok? Jakiś wybielacz albo kwas?

– Nie mam niczego takiego na wyposażeniu.

– O Jezu, jesteś beznadziejny.

Nina jeszcze przez moment rozglądała się z niezadowoleniem.

– Może chociaż jakaś zamrażarka, żeby przechować zwłoki?

Kiedy nie uzyskała żadnej odpowiedzi, przestała wodzić wzrokiem dookoła i zogniskowała spojrzenie na oczach Piotra.

Zobaczyła w nich coś, co kazało jej się cofnąć.

Minimalnie, ale zauważalnie.