Książę Cieni - Aleksandra Polak - ebook
Opis

Mroczne intrygi, polowania na demony i czarna magia… Miłość i nienawiść jeszcze nigdy nie były sobie tak bliskie!

 

Złowrogie moce oplatają członków Circus Lumos, a Książę Cieni czai się w każdym, kto staje na ich drodze do odnalezienia światłości. Przyszedł czas na podróż i wielkie poszukiwania, które zmienią życie Alicji i jej przyjaciół na zawsze.

 

Wszyscy mamy ciemną stronę. Nie każdy z nas potrafi ją okiełznać, ale dążenie do odkrycia iskry, która roznieci ogień i poprowadzi nas do światła, to cudowna podróż, w którą każdy kiedyś wyrusza. Czy macie odwagę, żeby podjąć się wyzwania i sprostać temu, co kryje się w mroku? Odwaga i przekora to klucz do wygranej.

 

Czytelnicy o pierwszym tomie Circus Lumos:

„Czytanie Króla Kier zaczęłam z wielkim sentymentem, ponieważ Alicja do bólu przypominała mnie ze szkolnych lat. Następnie wkroczyła magia wraz z klimatyczną aurą nieziemskiego cyrku i wtedy... ta książka porwała mnie do reszty!”

Maja Kłodawska, Maja K.

„Lektura obowiązkowa dla miłośników Darów Anioła, Cyrku Nocy oraz… Mean Girls. Król Kier to nowa przygoda, tajemnicza magia, historia doprawiona nastoletnim życiem i miłością nie z tej ziemi! Nie mogę się doczekać następnego tomu".

Paweł Dębowski, P42

„Połączenie magii i romansu, skąpane w niesamowitym klimacie cyrku, potrafi przyprawić o szybsze bicie serca. Wejdź i zatrać się w Circus Lumos”.

Zuzanna Burkowska, Kulturalna Szafa

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 475

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Copyright © Aleksandra Polak, 2019

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2019

Redaktor prowadząca: Milena Buszkiewicz

Redakcja: Grażyna Milewska

Korekta: Joanna Pawłowska

Projekt typograficzny, skład i łamanie: Klaudia Kumala

Projekt graficzny okładki i stron tytułowych: FecitStudio

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

eISBN 978-83-66381-03-2

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

www.czwartastrona.pl

(…) na co by się zdało twoje dobro, gdyby nie istniało zło, i jak by wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie?

Michaił Bułhakow

Mistrz i Małgorzata

Tylko czas należy do nas.

Seneka

Dla Gosi

Łatwiej jest uwierzyć w siebie, gdy ktoś

po prostu każe ci to zrobić

PROLOG

Każdy z nas jest Księciem Cieni.

W każdym z nas żyje dobro i zło. Tak jak cień ruin zmaga się na mojej twarzy z promieniami słońca, tak i w duszy toczy się potyczka tych skrajności. Miasto upadło, zamieniło się w ruinę cegieł. Deski wystają z gruzów, a ty, Hadrianie, leżysz na nich jak na łożu śmierci. Światło odpływa z twoich żył, bystre iskry uciekają z twoich oczu. Wiem, że umierasz. Moje łzy opadające na twoją bladą twarz nie zamienią się w antidotum na śmierć. Rana na klatce piersiowej pulsuje czerwienią. Im więcej tej czerwieni dookoła twojego ciała, tym bardziej bezbarwny robi się mój świat.

Zapisuję te słowa, by dokładnie zapamiętać naszą historię. Historię cyrku, który sięgał po gwiazdozbiory, historię miłości, która przekraczała wszystkie wymiary. Chcę zapamiętać te dobre chwile. Te złe – ciemność oraz jej demon – też będą mi towarzyszyć do końca życia, choć wbrew mej woli. Najbardziej chcę zapamiętać wasze bliźniacze twarze, bowiem jednej z nich już nigdy nie zobaczę.

Każdy człowiek jest Księciem Cieni – nie tylko Eryn. To wszyscy, którzy toczą swoją walkę pomiędzy światłami i cieniami codzienności. Nie bądźcie zawiedzeni, kiedy zdradzę, że ciemności nie da się pokonać. Prawdziwą sztuką jest stanąć z nią twarzą w twarz na jednym z miliona rozdroży, a potem pójść drogą, którą blask oświetla tak mocno, jak gwiazdy nocne niebo.

1

08:55Jasno.

08:56Ciemno. Panika. Strach. Chłód.

08:57Mrugnęłam, a świat znów zaiskrzył promieniami słońca. Zegar na sali gimnastycznej i trzy długie rzędy ławek zyskały ostrość. Uczeń przede mną nerwowo potarł butem o kostkę.

08:58Czarna otchłań.

08:59Zobaczyłam demona przyklejonego do ściany pod sufitem. Jego czerwone ślepia skierowane były prosto na mnie, przeszywając moją duszę i mrożąc krew w żyłach.

09:00Wysoki mężczyzna w garniturze donośnym głosem oznajmił początek egzaminu maturalnego. Gdy przemówił, blask powrócił do sali gimnastycznej, w której czekaliśmy na wybicie dziewiątej. Mrugnęłam mocno. Kręciło mi się w głowie, miałam lekkie mdłości. Czułam, jakbym za sprawą jakiejś upiornej siły przeskakiwała z wymiaru do wymiaru. Jeszcze nigdy nie widziałam demonów tak wyraźnie. Odkaszlnęłam i wzięłam głęboki wdech, żeby uspokoić kołatające serce.

Po wczorajszych wydarzeniach nie zmrużyłam w nocy oka.

Pocałowałam Tristana. Gdy odważnie zmierzyłam się z tym wspomnieniem, wcale nie poczułam się lepiej. Wciąż wracałam myślami do Bursztynowego Koła i urywanych wspomnień ucieczki z kabiny, kiedy ta opadła do poziomu chodnika. Wyrzuty sumienia mnie zżerały, nie pozwalały zasnąć i wprowadzały serce w dziwne drgania. Czarny długopis drżał w mojej dłoni. Gdy dzień wcześniej biegłam przez gdańską starówkę, ani razu nie obejrzałam się za siebie. Nie mogłam pozwolić, by widok Tristana kolejny raz namieszał mi w głowie. Byłam wściekła na siebie, że poddałam się urokowi Tristana, i wściekła na niego, że postanowił usidlić mnie w pułapce swoich mrocznych oczu. Bałam się, że zawalę maturę. Demony lgnęły do ognia rozjuszonych myśli.

Wzięłam głęboki wdech.

Uspokój się.

Podniosłam arkusz maturalny i przeczytałam instrukcję, chociaż znałam jej słowa już niemal na pamięć po egzaminach próbnych. Znów omiótł mnie powiew zimnego powietrza, a żołądek podskoczył mi do gardła. Miałam wrażenie, że spadam. Zaparłam się nogami o krzesło. Wir ciemności upominał się o mnie, wywołując falę nudności, ale także kolejne porywy gniewu. Ścisnęłam mocno arkusz maturalny. Przeczytałam tekst kilka razy, odpowiedziałam na pytania i przeczytałam kolejne zadania. Miałam sto siedemdziesiąt minut. Mnóstwo czasu. Moja złość ustępowała, złagodzona wersami poezji i prozy; demony zasnęły, uległy literackiej kołysance. Uniosłam głowę znad kartki; dokoła mnie siedzieli uczniowie w eleganckich strojach, pochłonięci zadaniami. Wyglądaliśmy jak z obrazka, bo przecież na dziedzińcu szkoły czekała telewizja. Jeszcze przed wejściem na salę Julia z podnieceniem oznajmiła, że widziała, jak wóz transmisyjny wjeżdża na parking. Poprawiła bluzkę, choć nikt jej jeszcze nie filmował.

Tesco odwiedziłyśmy zaledwie dzień wcześniej, a było to wspomnienie tak odległe, jakbym w międzyczasie pokonała kilka galaktyk.

Przed egzaminem wyluzowany Edward z nieco niechlujnie zawiązanym krawatem i koszulą wypuszczoną ze spodni opierał się o ścianę. Matematyk, Diego Maradona, który wchodził w skład komisji, rzucił mu pobłażliwe spojrzenie i mruknął coś o „współczesnej modzie”. Różowa Armia, pomimo odgórnego wymogu stroju galowego, nie zrezygnowała z kolorowych akcentów, czyli lśniących szpilek i niemożliwych do przeoczenia dodatków. Ja włożyłam nową koszulę i nie szczędziłam sobie podkładu i korektora, żeby zakamuflować ciemne podkówki pod oczami.

Przeszłam do wypracowania – analizy literackiej wiersza. Moje myśli płynęły już łagodnie jak spokojna rzeka. Takiego obrotu spraw się nie spodziewałam. Byłam pewna, że egzamin spotęguje chaos myśli, jednak oderwanie się od wspomnień Bursztynowego Koła i zajęcie metaforami działało na mnie kojąco.

Gdy czas egzaminu dobiegł końca, odetchnęłam z ulgą. Poszło mi naprawdę dobrze. Pierwszy raz w życiu pomyślałam, że przenoszenie myśli na papier przynosi mi ulgę. Wypracowanie dotyczyło czasu. Pisałam o jego biegu, ucieczce i stawaniu się jego częścią; ten temat po prostu spadł mi z nieba. Dobrze pamiętałam Rainera, jego mądrość i najwspanialszy sen, który nauczył mnie żyć w jedności z czasem. To wspomnienie napełniło moje serce błogim spokojem, który towarzyszył mi aż do wyjścia z sali. Wtedy dostałam wiadomość od Hadriana.

Jak poszła pierwsza matura mojej magicznej dziewczynie? :)

Nerwowo przełknęłam ślinę. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała mu wyznać prawdę o Tristanie. Nie potrafiłabym spojrzeć mu w oczy, ukrywając nasz pocałunek. Drżałam na myśl o tym, że Hadrian mógłby ze mną zerwać. Bałam się go utracić i zerwać naszą wyjątkową, nieziemską nić porozumienia. Nie mogłam jednak żyć w kłamstwie.

– Jak ci poszło? – Z zamyślenia wyrwał mnie głos Maksa. Nie odpowiedziałam, tylko utkwiłam w nim przerażony wzrok. Czy byliśmy teraz tacy sami? Przypomniałam sobie, jak bardzo mnie zranił, jak się poczułam, gdy zobaczyłam go z Nadią. Zrujnował moją wizję idealnej miłości. W oczach stanęły mi łzy.

– Nie przejmuj się, na pewno zdałaś – zaczął mnie pocieszać.

– Zawaliłaś? – Julia znalazła się obok nas, mierząc go badawczym spojrzeniem.

Pokręciłam głową, a Maks westchnął bezradnie.

– To co się stało? Maks sprawił ci przykrość? – Julia prawie warknęła, obrzucając go gniewnym spojrzeniem.

– Nie, nie – zaprzeczyłam i zaciągnęłam przyjaciółkę w pusty korytarz. Na czas matur inne klasy były zwolnione z lekcji. – Posłuchaj, zrobiłam coś strasznego.

– Co takiego? – Julia zastygła w oczekiwaniu.

– Ja… – Te słowa nie chciały przejść mi przez gardło. – Pocałowałam Tristana.

Julia głośno zaczerpnęła powietrza. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale szybko je zamknęła. Patrzyła na mnie skonsternowana.

– Tak właściwie to on pocałował mnie. Rany, mówię jak Edward!

– Spokojnie – Julia chyba uspokajała mnie i siebie jednocześnie. – Opowiedz dokładnie, co się stało.

Z niechęcią odtworzyłam każdą minutę wieczoru, po tym jak wsiadłam w autobus, który miał mnie zawieźć pod dom. Zamiast tego trafiłam w pułapkę i było mi wstyd, że tak łatwo dałam się nabrać.

– Jestem na siebie zła – jęknęłam zrezygnowana.

– Ale wtedy tego chciałaś, prawda? – Przyjaciółka wcale mi nie pomagała.

– Tristan mnie fascynuje – przyznałam. – Ale kocham Hadriana i chcę z nim być. I wcale nie chcę go…

– Zdradzać – Julia dokończyła za mnie, bo sama nie potrafiłam wymówić tego słowa.

– Jakby mi nie wystarczało problemów…

– Posłuchaj, może jesteś dla siebie za ostra.

– Za ostra? Powinnam być dla siebie ostra, skoro wyprawiam takie rzeczy! Maks obściskiwał się za moimi plecami z Nadią, a ja pocałowałam Tristana, który powinien być moim największym wrogiem.

– Przecież nie miałaś złych intencji. Wiem, że żałujesz tego pocałunku, ale nie wpadaj w paranoję. Ludzie popełniają błędy. W Maksie nie było ani krztyny skruchy, zapomniałaś? A ty jesteś dobrym człowiekiem, naprawdę. – Zastanawiałam się, jakim cudem w Julię nagle weszła dusza mędrca. – Zanim zadręczysz się myślami, spróbuj podejść do tego racjonalnie i wytłumaczyć wszystko Hadrianowi: twoje uczucia, motywy i przede wszystkim to, że widzisz w Tristanie dobro.

– A on powie, że skoro tak pociąga mnie jego brat, to żebym sobie poszła w jego ramiona – zakpiłam.

– Hadrian? Nie sądzę. Mówiłaś, że jest najbardziej wyrozumiałą osobą na świecie.

Westchnęłam. Przez chwilę wpatrywałam się w zacieki na suficie i analizowałam słowa Julii. Wtedy przyjaciółka, jakby natchniona wierszami i sentencjami z arkusza maturalnego, wypowiedziała jeszcze dwa zdania:

– Masz prawo kochać. Ważne, żebyś była uczciwa.

Spojrzałam na nią zaskoczona, jednak nim zdążyłam coś odpowiedzieć, na korytarzu pojawili się rozgadani Edward i Amir.

– Widzisz, mówiłem ci, że coś knują! – Edward zmierzył nas podejrzliwym wzrokiem.

– Wszystko w porządku? – Amir objął Julię ramieniem i utkwił w niej zatroskane spojrzenie.

– Tak, to tylko babskie pogaduchy. Już wszystko przegadałyśmy, no nie?

– Jasne…

– Wyglądasz, jakbyś wstała z grobu. – Edward nie szczędził mi komplementów.

– Przestań już! – syknęła Julia. – Ty wcale nie wyglądasz dużo lepiej. Dopadł cię paraliż mózgowy przed maturą i nie umiałeś włożyć koszuli w spodnie?

– To taki styl!

– Lepiej powiedzcie, czy udało wam się wynegocjować te wakacje w Grecji? – zapytałam Julię i Amira, doskonale pamiętając kłótnię o wyjazd i wspólne mieszkanie.

– Tak, zgodzili się!

– Ekstra! To będą wasze wielkie greckie wakacje! – Oddałam się marzeniom o skrzącym promieniami słońca morzu i śródziemnomorskich specjałach. Trochę im zazdrościłam. Choć pogoda robiła się coraz ładniejsza, a lato czekało za rogiem, ja myślałam przede wszystkim o klątwie. Mieliśmy tylko jeden składnik mikstury, a poszukiwanie pozostałych dokładało mi zmarszczek na czole. Wiedziałam, że naszą największą siłą była jedność. Działając razem, mieliśmy szansę podołać wyzwaniu. Wiedziałam też jednak, że stąpamy po bardzo kruchym lodzie. Jeden fałszywy ruch i plan mógł się posypać, a nam z pewnością nie starczyłoby czasu, by ułożyć go od nowa. Dwunasty lipca stał się epicentrum mojego życia. Wszystkie wydarzenia, które miały nastąpić później, na przykład rozpoczęcie studiów, których wciąż nie wybrałam, były gdzieś daleko, nieważne, niepewne. Liczyły się tylko te sekundy, które mogliśmy wykorzystać, by zdjąć klątwę.

– Szybko, chcę oznajmić całemu światu, jaki temat wybrałam przy wypracowaniu. – Julia pierwsza pobiegła do wyjścia, Edward za nią, by też się pokazać przed kamerą. Amir poszedł w ich ślady.

Wyszłam na skąpany w słońcu dziedziniec, a delikatny majowy wietrzyk przyjemnie połaskotał mi twarz. Drzewa były bajecznie zielone, kwiaty w doniczkach zachwycały wyrazistą purpurą. Maja, poprawiając co chwilę włosy, wdzięczyła się do kamery. Obok wozu ustawiła się długa kolejka chcących skomentować tegoroczne matury.

Maja wyglądała, jakby przeprowadzała wykład. Reporter próbował podejść i zabrać jej mikrofon, ona jednak odtrąciła jego dłoń i mówiła dalej. Mężczyzna wymienił z kamerzystą rozbawione spojrzenia. W tej samej chwili spłynęła na mnie ciemność. Usłyszałam złowrogi syk – Maję otoczył demoniczny wir. Cienie przypominały rozerwane wiatrem chmury, samotnie podróżujące po niebie. Ze szczelin pomiędzy płytami chodnikowymi unosił się czerwony dym, który gęstniał z każdą sekundą. Uformował się w dłoń o szpiczastych pazurach, która podniosła betonową płytę, by demon mógł się wydostać na powierzchnię. Szpony sięgały już szpilek Mai, demon ciągnął do niej jak szalony. Bałam się, że ją skrzywdzi, ale nie byłam w stanie wydobyć z siebie głosu. Widziałam już, jak ciemność pochłania ludzi, jednak teraz patrzyłam na tę scenę z zupełnie innej perspektywy – teraz obserwowałam je ze środka ich własnego gniazda.

– Hej! – Ktoś położył mi dłonie na ramionach i świat wrócił do normy. Znów poczułam przyjemne łaskotanie w klatce piersiowej, a gdy się obróciłam, mój wzrok napotkał duże i zaciekawione oczy Amelii.

– Podglądasz te szkarady? – zapytała Ariana, pałaszując lody.

Jeszcze raz spojrzałam na Maję. Dalej nawijała jak katarynka. Demony zniknęły.

– Widzisz je wyraźnie? Od środka? – zapytała Amelia, lekko zmartwiona.

Pokiwałam głową.

– Hadrian miał rację, otwierasz się na magię. Zaczynasz widzieć.

– Ciągle przeskakuję do świata demonów. Nadchodzi i mnie wciąga – wyjaśniłam, pocierając dłońmi ramiona, bo nagle zrobiło mi się zimno.

– To ten sam świat, Alicjo – zaśmiała się Ariana. – Twoja dusza i twój wzrok zaczynają go dostrzegać. Rzecz w tym, żebyś potrafiła nałożyć na niego kalkę codzienności i ignorować demony. Nie patrz im w oczy, udawaj, że ich nie widzisz. Kto wie, może i one zignorują ciebie.

– Może?! To mnie pocieszyłaś!

– Spokojnie, póki ty nie atakujesz, one też nie zaatakują – powiedziała Amelia. – Widzą nas wszystkich, ale nie wiedzą, kto je widzi. Lgną do złości, nienawiści i szukają w tych duszach domu, potęgując zło. Zastanawia mnie tylko, skąd u ciebie taki nagły przeskok. Nie dotknęłaś ostatnio ciemnego przedmiotu? A może zetknęłaś się z ciemnością?

Moje serce podskoczyło.

– Ostatnim razem demony trochę dokuczały ci po Hadesie, prawda? – zapytała Ariana, a ja zbladłam.

– Dlaczego otaczają Maję? – Zmieniłam temat drżącym głosem, jakby siostry zaraz miały odkryć mój niecny uczynek.

– Pycha, wyniosłość… Cienie muszą ją bardzo lubić – odparła Ariana.

– Nie możemy jej jakoś pomóc?

– Na chwilę tak. Ale jeśli sama nie wybierze światła, niewiele zdziałamy. – Amelia zerwała z doniczki na parapecie mały kwiatek, a ja rozejrzałam się zaniepokojona, czy któryś z nauczycieli nie przyłapał jej na gorącym uczynku. Amelia zacisnęła roślinkę w dłoni, by chwilę później ją zdmuchnąć. Kwiatek poszybował do góry, zmieniając się w energicznie machającego skrzydłami motylka, który przysiadł na włosach Mai. Rozlał się po rękawie jej białej koszuli niewyraźnym blaskiem, podobnym promieniowi słońca. Maja mocno mrugnęła, zdezorientowana, i przerwała swój monolog. Oddała mikrofon reporterowi i odeszła, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.

– Może dziwnie to zabrzmi, ale czułam, że jesteście blisko – wyznałam, przypominając sobie przyjemne łaskotanie.

– No jasne! – Ucieszyła się Ariana. – Czyżbyś wątpiła, że nasze połączenie działa?

– Nie, ale ciągle mnie fascynuje.

– Lepiej powiedz, jak poszedł ci pierwszy egzamin. – Amelia pomachała do Julii, która stała w kolejce do kamery.

– Całkiem dobrze. Nawet zaskakująco dobrze.

– Fantastycznie! Czyli jesteś już wolna?

– Tak! Dziś jestem już wolna jak ptak.

– W takim razie pokażemy ci wyjątkową atrakcję – szepnęła Ariana. – Należy ci się nagroda.

– Jaką atrakcję? – Zdziwiłam się.

– Niespodzianka! Obiecuję, nie będziesz zawiedziona.

– Wasze niespodzianki nigdy mnie nie zawiodły.

Ruszyłam z Arianą i Amelią w nieznane. Dziewczyny szły pewnym krokiem, a ich rozpuszczone blond włosy przyciągały spojrzenia wszystkich uczniów i uczennic. Nawet reporter na chwilę się obrócił, tracąc zainteresowanie kręconym materiałem.

– Przestań! Nie przyciągaj teraz uwagi – Amelia zrugała siostrę.

– Przepraszam. – Ariana przewróciła oczami, pozwalając kręconym kosmykom dalej podskakiwać na swoich ramionach w najlepsze.

– Idziemy do samochodu? – zapytałam, gdy skręciłyśmy w odludny zakątek pomiędzy kamienicami.

– Nie, teraz podróżujemy bardziej stylowo – odparła Ariana.

– Aurea podkradła Iwo medalion połączony z bezkresem, żeby obserwować Juliana bez kryształowej kuli – wyjaśniła Amelia. – Miał mnóstwo tych błyskotek, więc nie zauważy braku dwóch. Dzięki nim możemy przeskakiwać z miejsca na miejsce.

– Teleportować się?!

– Bez przesady – zachichotała Ariana. – Jeśli będziemy nadużywać bezkresu, Iwo się zorientuje, że ktoś grzebał w jego rzeczach.

– A Julian? Aurea ma na niego oko?

– Tak. Julian całymi dniami siedzi w podziemiu i oddycha demonami. Czasami odwiedza go Konrad i próbuje z nim rozmawiać, ale Julian tylko duka parę słów i zapada w trans. Okulus czeka na odpowiednią okazję, żeby wywabić go z podziemi i przechwycić, ale Julian chyba wcale się nie wybiera na spacer po powierzchni. – Amelia westchnęła.

– Pociesza nas to, że nie szaleje. Siedzi tam i zatapia swoje ciało w mroku. Niewykluczone, że w jakimś stopniu panuje nad sytuacją. Może mamy trochę czasu, zanim Sami wypierze mu mózg.

– Dobrze to słyszeć.

– Nie chcę cię odciągać od egzaminów, ale co powiesz na spotkanie wieczorem? Musimy się zastanowić, co dalej z Julianem i klątwą.

– Jasne. O matko, zapomniałam odpisać Hadrianowi!

– Teraz ćwiczy z Okulusem, więc i tak nie odczyta wiadomości – stwierdziła Ariana, wyjmując z kieszeni metalowy łańcuszek z ogromnym czerwonym kamieniem osadzonym wśród srebrnych pręcików.

– Ćwiczy z Okulusem? Co ćwiczy?

– Walkę – odparła Amelia. Nie potrzebowałam już dalszych wyjaśnień. Demoniczne zawirowania i obecność sióstr na chwilę pozwoliły mi zapomnieć o wyrzutach sumienia. Wiedziałam, że zobaczę się z Hadrianem jeszcze dzisiaj. Na szczęście miałam jeszcze kilka godzin, by się odprężyć i zebrać siły.

Ariana złapała moją dłoń, polecając, bym chwyciła dłoń Amelii. Podniosła medalion na wysokość oczu i powiedziała:

– Do gondoli.

Szarpnęło mną tak mocno, jak podczas startu odrzutowca. Na chwilę oślepił mnie przecinany niebieskimi smugami blask, a gdy ustąpił, stałam na obrzeżach nadmorskiego lasku.

– O rany! – zachwyciłam się, walcząc z lekkimi zawrotami głowy. Ariana zawiesiła medalion na szyi i schowała go pod bluzką, przebiegle się uśmiechając.

– Iwo nigdy nie chciał nam ich dać.

– Dlaczego?

– Są niebezpieczne, mogą przyciągać cienie, wrzucić na zawsze do bezkresu, bla, bla, bla – wymieniała Ariana. – Typowe przynudzanie.

– Mogą być niebezpieczne, dlatego używamy ich sporadycznie. Na przykład kiedy chcemy ci zaimponować – zachichotała Amelia i ruszyła leśną dróżką w kierunku plaży, skąd dobiegał gwar.

– Sęk w tym, że trzeba używać ich umiejętnie i zdecydowanie. Jeśli nie ma w twoim wyobrażeniu pewności, rzeczywiście wrzucą cię do bezkresu – wyjaśniła Ariana, idąc obok mnie. Tam, gdzie stawiała kroki, wyrastały małe białe kwiaty. – Tak jak kryształowa kula, medaliony potrafią ukazać nam osobę, za którą tęsknimy, ale nigdy nas do niej nie przeniosą. Są jednak mocniejsze. Działają tylko tam, gdzie sięga światło, ale wchodzą w duszę, dostrzegają światło w ludziach. Widzimy Juliana, więc jest w nim światło. To najlepsza wiadomość.

– Chociaż tyle. – Westchnęłam i wzięłam Arianę pod ramię. – Zdradzisz mi w końcu, co to za niespodzianka? Gondole?

– Nie takie zwykłe gondole. Cyrkowe! I magiczne.

Gdy wyszłyśmy z lasku, naszym oczom ukazał się stromy klif, pokryty kępkami zieleni. Na horyzoncie morze spokojnie tasowało fale, a biała piana pieściła linię plaży. Popołudniowe słońce ogrzewało spacerowiczów. Moją uwagę przykuł ozdobiony kwiatami lotosu strumyk. Piękne rośliny miały ponadstandardowe wymiary. Wśród drzew rozbrzmiewała cyrkowa muzyka. Przy drewnianych schodkach, które służyły za pomost i miejsce startowe magicznego spływu, powiewał baner z nazwą cyrku. Nie przytrzymywała go ani jedna linka. W mimie w kraciastym garniturze, który pomagał wchodzić do gondoli, rozpoznałam Igora.

– Rozstawiliśmy tu dwudniowe miasteczko – wyjaśniła Amelia. – Na końcu spływu czeka karuzela i wata cukrowa, ale najpierw prawdziwe emocje!

Igor wyciągnął dłoń w moim kierunku i mrugnął.

– Mam jechać? Sama?

– To twoja niespodzianka! Zupełnie za darmo! – Ariana klasnęła w dłonie.

– Gustaw się tu kręci i nic nie robi. Miał puszczać bańki mydlane, ale to zadanie chyba go przerosło – wtrąciła ironicznie Amelia, szukając przyjaciela wzrokiem. – O! Tam jest! Gustaw! Chodź tu!

– Nie jestem w nastroju do baniek… Wszystkie to wyczuwają i zaraz pękają – mruknął, człapiąc powoli. Ubrany w pasiasty strój, kręcił na palcu złotą kulą, której ścianki się skrzyły. Kula pulsowała, nieznacznie zmieniając swoją wielkość. Przypominała jedną z tych zabawek, które sprzedają uliczni handlarze.

– W takim razie pojedziesz na dół i będziesz zachęcał do kupna słodyczy – zarządziła Amelia, a Gustaw bez słowa pokiwał głową, wyminął ją i skierował się w stronę zbocza. – Z Alicją! Popłyniecie gondolą.

– Ach, dobrze, dobrze. – Jeszcze nigdy nie widziałam Gustawa w tak złym humorze. Ciągle obracając przedziwną kulą, skinieniem głowy dał mi znać, żebym ruszyła za nim.

Igor szarmancko wyciągnął dłoń, gdy wchodziłam po schodkach, i choć nasze palce tylko delikatnie się zetknęły, moje ciało samo pofrunęło ku ławeczce na drewnianej gondoli. Łódka zapierała dech w piersiach. Rzeźbiona cyrkowa tancerka na jej dziobie wyciągała przed siebie ramiona. Trzymała małą latarenkę, która pomimo słonecznego dnia roztaczała dookoła wyrazistą łunę. Gondola pomalowana była w białe i czerwone romby, a pozłacane smoki ozdabiały boki łódki. Gustaw usiadł obok mnie. Poprawił włosy, które targane wiatrem opadły na jego tatuaż. Igor machnął dłonią i gondola ruszyła, poddając się łagodnemu nurtowi strumyka.

– Wszystko w porządku? – zapytałam Gustawa, gdy rozpoczęliśmy podróż.

– Chyba mam wiosenną depresję – odparł. Nie dowierzałam, że ten radosny chłopak, którego uśmiech był wiernym towarzyszem, pozwolił się dopaść wiosennemu przesileniu.

– Gondole są fantastyczne – próbowałam rozkręcić rozmowę. – Co nas czeka dalej?

– Chaos – mruknął Gustaw, a gdy zobaczył moją zaskoczoną minę, wzrok mu zbystrzał. – Ach, pytałaś o gondole. Zaczarowany las i zwierciadło czasu.

– A myślałeś, że o co pytam? O naszą przyszłość?

– Tak – przyznał. – Od czasu, kiedy Iwo wyjawił prawdę o hipnozie, a Okulus o swojej uroczej rodzince, rzeczywistość mnie przerasta. Powiedz, jak mamy znaleźć dziwaczne składniki do mikstury, która może wcale nie zadziałać? Jeśli Eryn wygra, Tristan w ułamku sekundy pozbawi nas życia, a Circus Lumos stanie się najbardziej magiczną trupą z najbardziej tragicznym końcem.

Wzdrygnęłam się na wspomnienie Tristana.

– Rozumiem, że masz wątpliwości, ale…

– W dodatku musimy uratować Juliana, a ja się boję. Nie mam wspaniałej mocy, tak jak siostry czy Hadrian. Nie jestem tak silny jak Igor. Jestem tylko karzełkiem, który potrafi żartować.

– Teraz to chyba naprawdę stroisz sobie żarty – oburzyłam się. – To normalne, że się boisz. Ja też boję się wielu spraw: magicznych, niemagicznych, walki, a nawet matury. – Albo Tristana, dopowiedziałam w myślach. – Zawsze to powtarzam, ale powiem jeszcze raz, więc słuchaj uważnie: musimy walczyć razem, inaczej nawet nie mamy co chwytać za broń.

Gustaw spojrzał na mnie zaskoczony. Przez chwilę przestał obracać swoją kulą, a ona spadła na dno gondoli, nie przestając się kręcić. Schylił się i szybko ją złapał.

– Co to właściwie jest? – zapytałam.

– Kula, która nigdy nie przestaje wirować. I niezły schowek. Wystarczy, że ją otworzysz – przyłożył opuszek palca do jednego ze świetlistych punktów, a kula ukazała metaliczno-szare wnętrze – i wrzucisz dowolny przedmiot. O, na przykład patyk.

Gustaw podniósł z ławeczki gałązkę i zbliżył ją do kuli. Gałązka zniknęła w jej wnętrzu, wessana przez spiralę iskier.

– Jedyne, czego nie można tu ukryć, to człowiek – wyjaśnił już nieco weselej, a gondola pokonała długi zakręt i przyspieszyła wraz z bystrym nurtem strumyka.

Zagłębialiśmy się w las, a powietrze aż błyszczało magicznymi refleksami. Tancerka na dziobie łódki rozpoczęła swój taniec niczym baletnica w pozytywce, a wokół nas rozbrzmiały trele ptaków, których jednak nie było widać na wysokich drzewach. Ich konary poruszały się niespokojnie, aż w końcu opadały jeden po drugim, tworząc przed nami tunel. Na brzegach strumyka jeden po drugim rozkwitały lotosy, a na powierzchni wody pojawiały się dorodne różowe lilie. Musiałam się uszczypnąć, by uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Spojrzałam zachwycona na Gustawa, a on tylko uśmiechnął się przebiegle, dając mi tym znać, że najlepsze jeszcze przed nami.

Cyrkowa muzyka ustąpiła miejsca zaczarowanym odgłosom natury. Kolory lasu przełamywała tylko czerwono-biała krata na deskach gondoli. Wpłynęliśmy w tunel, a czubek mojej głowy ocierał się o szepczące liście. W uścisku strumyka i konarów panował półmrok, z każdym kolejnym metrem wypełniając coraz większą przestrzeń. Gdy trudno było mi już dostrzec, co znajduje się z przodu, liście zamieniły się w gwiazdy. Woda odbijała zwierciadło kosmosu, tworząc iluzję podróży przez niezmierzony wszechświat. Gwiazdy poruszały się wokół nas jak spirala nieskończoności, a Gustaw łapał je i zamykał w swojej kuli. Ja też wyciągnęłam dłoń, a gdy moja skóra dotknęła nieba, poczułam przyjemne łaskotanie. Gondola znów przyspieszyła; strumyk gwałtownie obniżył swój bieg, wpadając do rozległego jeziora. Gwiazdy zniknęły. Widziałam tylko srebrne refleksy światła na tafli wody – ogrom tego krajobrazu mnie przytłoczył. Odniosłam wrażenie, że znajdujemy się pośrodku mrocznego oceanu, zagubieni w malutkiej gondoli i czekający na ratunek, niczym rozbitkowie na bezludnej wyspie. Tancerka na dziobie odwróciła się w naszym kierunku, a jej umalowane czerwone usta powoli się rozchyliły. Chwilę później po tafli wody rozlał się jej głos, wysoki, słodki i czarujący:

Przejrzyj się w wodzie jak w lustrze,

Nie siedź tu jak na musztrze.

Zwierciadło trzyma twe imię,

Więc zrób wesołą minę.

Gdy widzisz zmianę, to dobrze,

Jeśli chowasz się w wodzie,

To zmądrzej.

Figurka skończyła recytować i powróciła do swojego tańca. Rzuciłam Gustawowi niepewne spojrzenie, a on zachęcił mnie, bym rzeczywiście przejrzała się w zwierciadle wody. Wychyliłam się za burtę i prawie krzyknęłam. W wodzie odbijało się moje oblicze, lecz o kilka lat młodsze. Przyjrzałam się sobie. Miałam jakieś trzynaście, może czternaście lat. Aż za dobrze pamiętałam grzywkę, która zasłaniała mi prawie całą twarz, i mocno wymalowane oczy. Na szyi miałam liczne wisiorki, jednak za tymi ozdobnymi akcesoriami kryła się dziewczyna, której błysk w oku gasiły najgłupsze lęki. Wzruszyłam się na wspomnienie młodości, kiedy to wiara w siebie była dla mnie całkowicie obcym zagadnieniem. Nagle czarna kreska i cień do powiek zaczęły spływać po twarzy mojego odbicia w wodzie, aż odruchowo przyłożyłam dłoń do policzka. Alicja w zwierciadle zrobiła to samo. Jej fryzura się zmieniła, makijaż, postawa i ruchy nabrały subtelności. Uśmiechnęłam się, gdy zwierciadło w końcu ukazało mi moje teraźniejsze odbicie; Alicja odwzajemniła uśmiech.

Gondola ruszyła, a moje odzwierciedlenie nie podążało za mną. Zostało na swoim miejscu, uśmiechnięte, spokojne.

– Magia… – Westchnęłam z uznaniem.

Chwilę później znów przemierzaliśmy wąski strumyk. W oddali słyszałam muzykę i wrzawę głosów. Konary rozchylały się jeden po drugim, a promienie słońca wpadały do łódki jak świetliste strzały. Znów dostrzegłam brzegi, które teraz pokryte były beżowymi plamami piasku. Gdy weszliśmy w zakręt, zobaczyłam bramę w kształcie otwartej paszczy słonia. Jego trąba, wykonana ze wstążek o wielu kolorach, powiewała na wietrze. Dopiero po chwili zauważyłam skąpaną w słońcu sylwetkę. Ktoś siedział na samym szczycie bramy i obserwował strumyk przez długą lornetkę. Na nasz widok schował ją do przewieszonej przez ramię torby, wstał i gdy gondola zbliżyła się do bramy, zeskoczył.

– Stella, uważaj! – jęknął Gustaw, kiedy dziewczyna wylądowała tuż przed naszymi nosami, wywołując falę na strumyku. Łódka niebezpiecznie przechyliła się, jednak Stella chwyciła ozdobny wachlarz, machnęła nim, a strumyk i gondola powróciły do równowagi.

– Przepraszam. – Zachichotała. – I jak podobała ci się przejażdżka? Po twojej zachwyconej minie sądzę, że z sentymentem wspominasz swoją młodszą wersję. Szkoda, że mnie tam nie było, z chęcią bym to zobaczyła.

– Wasze atrakcje mają coraz większy rozmach.

– To chyba najlepsze, co możemy usłyszeć – rozpogodził się Gustaw.

Iwo, ubrany w czarny surdut i w wysokim kapeluszu, przechadzał się pomiędzy karuzelą a stanowiskiem, gdzie Aurea uczyła dzieci żonglować. Mierzył otoczenie badawczym wzrokiem. Otaksował i mnie, a potem posłał mi nieodgadniony uśmiech.

– Hadrian od rana zachodzi w głowę, jak tam twoja matura. – Mag szybko znalazł się obok mnie.

– Ach, miałam odpisać na jego wiadomość, ale dziewczyny mówiły, że ćwiczy z Okulusem.

Iwo spojrzał na kieszonkowy zegarek na łańcuszku.

– O tej porze powinien być już wolny.

– Świetnie – odparłam lekko, jednak nerwy ścisnęły mi żołądek. Odeszłam na bok i trzęsącą się dłonią wybrałam jego numer.

– Alicja! – odezwał się wesoło już po pierwszym sygnale.

– Cześć. – Starałam się brzmieć normalnie, ale trudno mi było ukryć przygnębienie.

– I jak?!

– Ale co?

– Matura! Jak ci poszło?

– Ach. – Weź się w garść. – W porządku. Naprawdę dobrze. Posłuchaj, muszę ci o czymś powiedzieć.

– Wiem, wiem, Alicjo.

Zamarłam.

– Wiesz? – zapytałam tak cicho, że nie byłam nawet pewna, czy Hadrian to dosłyszał.

– Musimy jak najszybciej obmyślić strategię działania. Odkładałem to, żebyś spokojnie zdała egzaminy, ale teraz nie ma już ani chwili do stracenia. Przyjedź teraz do domu. Posiedzimy chwilę razem, a gdy reszta wróci z cyrkowego miasteczka, naradzimy się.

Świat skurczył się do jego radosnego głosu w telefonie, a mój żołądek do rozmiarów orzeszka.

– Przyjadę wieczorem. Rodzice nalegali na wspólny obiad i chciałabym się przebrać. Jutro mam matmę o dziewiątej, więc nie zostanę długo, ale chętnie wezmę udział w naradzie.

Przeraziła mnie wizja tak szybkiego spotkania z Hadrianem. Bałam się spojrzeć mu w oczy, bałam się zobaczyć, jak jego radość i beztroska przechodzą w niedowierzanie, a potem w złość i ból. Spanikowałam. Konfrontacja z Hadrianem oznaczała też nieuniknioną konfrontację z moimi uczuciami, sprzecznymi i nieznośnymi. Strach pożerał mnie żywcem.

Wieczór nadszedł zdecydowanie za szybko. Wróciłam do domu i rzeczywiście zjadłam obiad z rodzicami, jednak to ja go przygotowałam, by zająć czymś myśli.

– Moja mała Alicja wkracza w dorosłe życie. – Mama nie kryła wzruszenia.

– Obyś nie zapomniała o staruszkach – zaśmiał się tata, pałaszując bakłażanową zapiekankę. Panna Nina mruczała na fotelu, a delikatny majowy deszczyk uderzał o okna.

Szykowanie się do wyjścia szło mi opornie.

W końcu jednak stanęłam przed Hadrianem. Otworzył mi drzwi, wesoły, rozanielony, z potarganymi włosami. Uściskał mnie, a ja z westchnieniem wpadłam w jego ramiona, przypominając sobie, jak bezpiecznie się w nich czułam.

– Słyszałem, że podobała ci się nasza nowa atrakcja? – zapytał, a uśmiech nie schodził mu z twarzy.

– Była wspaniała – powiedziałam, jednak daleko mi było do entuzjazmu.

– Wszystko w porządku? Mówiłaś, że matura dobrze ci poszła? – Hadrian od razu wyczuł mój niepokój. Znał mnie lepiej, niż potrafiłam to sobie wyobrazić.

– Muszę z tobą o czymś porozmawiać. To bardzo ważne.

– Dobrze, to chodźmy…

– Alicja! – Stella przerwała Hadrianowi swoim podekscytowanym wrzaskiem. – Nareszcie jesteś! Chodź szybko, mam doskonały pomysł!

Uśmiechnęłam się niewyraźnie, a Stella wcale nie chciała odejść. Stała w drzwiach przedpokoju i utkwiła we mnie wyczekujące spojrzenie.

– To potem pogadamy – szepnęłam w stronę Hadriana i dałam się zaprowadzić Stelli do salonu. Zgromadzili się tam już wszyscy. Okulus usiadł po turecku na podłodze, Iwo i jego długi surdut zajmowali kanapę, a reszta zajęła miejsca przy fortepianie i kominku. Ja przycupnęłam na malutkim stołeczku w kształcie bębenka.

– Po pierwsze, muszę pochwalić Alicję! – Stella mnie zaskoczyła. – Miałaś rację, że jednym ze składników jest karta przeznaczenia.

– Jak to? – zapytał Igor, obejmując Amelię swoim silnym ramieniem.

– Znalazłem sposób, by sprawdzić poprawność składników – powiedział Okulus, a z każdym słowem unosił się kilka centymetrów nad ziemię. – Rozmawiałem z gwiazdami od zmierzchu do brzasku. Odkryłem, jak pytać, by dostać odpowiedź. Używając kryształowej kuli, pokazuję im każdy składnik. Płacę krwią Hadriana i widzę, czy gwiazda, która pieczętuje jego klątwę, reaguje.

– Brzmi strasznie. – Wzdrygnęłam się.

– To tylko kropla, nic takiego. – Okulus machnął ręką.

– W takim razie szukamy dalej. – Stella czarowała mnie swoim płynnym głosem. – Zaczniemy od najprostszego składnika, który być może odnalazła już wasza matka.

– Jej dobroć – uzupełnił Hadrian.

– Pozwoliłam sobie zadzwonić do Sachiella – wyznała Stella i zarumieniła się. – Horacy reaguje wrzaskiem na każde pytanie o klątwę. Jednak pomiędzy jego szaleństwem a chwilami otępienia Sachiell dosłyszał kilka słów. Uważa, że powinniśmy zacząć od cmentarza.

– To ma sens – przyznał Iwo. – Jeśli Felicja odnalazła swój składnik, przekazała go jedynej osobie, z którą utrzymywała wtedy kontakt, czyli swojej kuzynce.

– Jeśli Lidia chciała ukryć ten składnik, to wybrała najbezpieczniejsze miejsce – mówił dalej Okulus.

– Cmentarz Nad Przepaścią – dodała Ariana i widziałam, że przeszedł ją dreszcz.

– Musimy się tam udać – zdecydowała od razu Amelia. – Poszukamy skrytki, a jeśli nic nie znajdziemy, skontaktujemy się z Lidią. Dasz radę ją odnaleźć, prawda, Okulusie?

Mag skinął głową.

– Wcale nie chcę jej odnajdywać – mruknął Hadrian. Widziałam, że wspomnienie matki znów pozostawiło na jego twarzy smutek.

– Dlaczego? – zapytała Aurea.

– Dobrze wiedziała, że straciłem rodzinę. Nigdy jej nie poznałem, a ona mnie nie szukała. Po co mam się spotkać z kobietą, która nie poświęciła mi nawet minuty ze swojego życia?

– Spokojnie, może poradzimy sobie bez niej – pocieszyła go Stella, która tego dnia była w wyjątkowo dobrym humorze. – Lepiej myśl nad tym, jak przekonać Tristana, żeby zgodził się na złamanie klątwy.

Zbladłam.

– Myślę, myślę – mruknął Hadrian.

– Tej nocy będę obserwował Juliana – powiedział Okulus, rozprostowując nogi w powietrzu.

– Odbijemy go? – zapytałam.

– Nie możemy wejść do gniazda zła, prosto w szpony Hadesu. Musimy zrobić to sprytnie. Na razie skupcie się na cmentarzu. Ja czuwam nad Julianem.

Przytaknęliśmy zgodnie i nasza narada dobiegła końca. Na Cmentarz Nad Przepaścią mieliśmy wyruszyć następnego dnia, oczywiście po mojej maturze. Uśmiechnęłam się pod nosem na myśl, jak bardzo Julia będzie ze mnie dumna, że sprawnie łączę obowiązki szkolne i magiczne przygody.

– O czym chciałaś porozmawiać? – zapytał Hadrian, gdy zostaliśmy sami. W jego głosie nie było już nawet śladu po radości, którą wcześniej aż tryskał. Przysiadł na fotelu i potarł skronie. Widziałam, że jest rozbity. Przytuliłam go, a on niemal bezwładnie zatonął w moim uścisku.

– Nic takiego. To może poczekać.

Przygryzłam wargi i utkwiłam wzrok w suficie.

– Nigdy nie sądziłem, że będę musiał wdawać się w jakiekolwiek dyskusje z moją koszmarną rodziną. Nawet nie wiem, jak wygląda ta Lidia. Niczego od niej nie potrzebuję.

– Wiem. – Westchnęłam. Nie mogłam powiedzieć Hadrianowi prawdy. Nie w tym momencie. Nie teraz, kiedy leżał w moich ramionach, kiedy jego oczy zaszły smutkiem. Zburzyłabym resztki jego spokoju.

– Nie zatrzymuję cię już – powiedział po dłuższej chwili i uśmiechnął się blado. – Jutro matma?

– Tak. – Odwzajemniłam uśmiech i powoli wstałam.

– Przyjadę od razu po egzaminie i wyruszymy na Cmentarz. Reszta będzie tam na nas czekać.

– W porządku.

– Powodzenia i… Kocham cię. Bardzo mocno.

Znieruchomiałam. Moja ręka zastygła w powietrzu, gdy zakładałam chustę. Spojrzałam w jego przepełnione nadzieją oczy.

– Ja ciebie też – odparłam zdecydowanie. Choć świat kruszył się pod naporem pytań bez odpowiedzi, tego jednego byłam absolutnie pewna.

2

Wysoki, bezlitosny dźwięk budzika zawładnął pokojem. Uchyliłam jedno oko i jęknęłam. Ostre słońce mnie poraziło. Z trudem spoglądałam na jaskrawe smugi poranka.

– Wstawaj, wstawaj! – Mama wparowała do pokoju z kubkiem kawy w dłoni.

– To dla mnie? – zapytałam, z przyjemnością wdychając zapach świeżo parzonego napoju.

– To? – zapytała zdziwiona, jakby nie miała pojęcia, o czym mówię. – Ach, kawa? Chyba żartujesz! Ekspres stoi tam, gdzie zawsze. Może go włączę, jeśli podniesiesz się z łóżka.

Mama nie pozostawiła mi wyboru. Wstałam, zrzucając na ziemię podręcznik do matematyki, z którego do późnej nocy powtarzałam zadania. Matura na poziomie podstawowym nie budziła we mnie obaw, jednak wolałam się upewnić, że pamiętam wszystko. Wspomnienia pożartego przez smutek Hadriana i bezczelnie pewnego siebie Tristana kłębiły się w mojej głowie, dlatego przyjemnie było je wyprzeć choćby twierdzeniami matematycznymi.

Kawa postawiła mnie na nogi. Wzięłam prysznic i znowu włożyłam galowy strój. Nie czułam się dobrze. Żołądek miałam ściśnięty, a w gardle gulę z wyrzutów sumienia. Spojrzałam w lustro, karcąc odbicie wzrokiem.

– Tak to jest, kiedy tracisz rozum – mruknęłam, podwijając rękawy białej koszuli.

– Co tam mówisz? – Mama zajrzała przez uchylone drzwi, wciąż ostentacyjnie paradując z kubkiem kawy w dłoni.

– Mówię, że dzisiejsza matura to będzie pestka. – Uśmiechnęłam się, by zakamuflować moją kiepską kondycję.

Tata odwiózł mnie do szkoły, a miasto uciekające za oknem jeszcze nigdy nie wyglądało tak przygnębiająco. Moje powieki były ciężkie, opadały, wcale nie mając ochoty znów się podnosić. Niechętnie wysiadłam z samochodu, pożegnałam się i gdy zamykałam drzwi, usłyszałam złowieszczy syk. Towarzyszyło mu to charakterystyczne uczucie bycia obserwowaną. Rząd topoli rzucał na ścianę budynku mroczny cień, który wił się i agresywnie syczał. Przez chwilę wpatrywałam się w niego z przerażeniem, jednak przypomniałam sobie słowa sióstr. „Nie zwracaj na nie uwagi”. Zrobiłam krok do przodu. Szukałam wzrokiem Edwarda, Julii, Amira, kogokolwiek, kto pomógłby mi wrócić do wymiaru pozbawionego czerwonych ślepi demonów. Stawiałam kolejne kroki, a sylwetki uczniów traciły ostrość, rozpływały się w konturach czerni. Szłam pomiędzy oceanem dusz, pod złowrogim spojrzeniem cieni, w rytm paniki wygrywającej szybką melodię mojego serca. Podczas wczorajszego egzaminu maturalnego, gdy z determinacją postanowiłam uciec, udało mi się, przynajmniej na chwilę. Tym razem spadałam głębiej i głębiej, jakby coś ciężkiego ciągnęło mnie ku otchłani.

– Hej! – Gdzieś daleko rozległ się głos. To był bodziec, który uderzył mnie jak kopnięcie prądem. Skupiłam się na dźwięku, złapałam go i lgnęłam do niego całą sobą, aż w końcu ciemność zniknęła. Ułamek sekundy wystarczył, bym wpadła w otchłań, i ułamek sekundy wystarczył, bym z niej uciekła. Pierwsze przerażało, drugie napawało nadzieją.

– Wszystko dobrze?

Wzdrygnęłam się, kiedy zobaczyłam, kto jest moją kotwicą.

– Maks?

– Wyglądasz na nieobecną. I bardzo przestraszoną. Boisz się matury? Myślisz, że ci nie pójdzie? Tak jak wczoraj?

– Wczoraj świetnie mi poszło – oburzyłam się. – Ostatnio źle sypiam.

– Dlaczego? – zapytał od razu, a ja utkwiłam w nim zaskoczony wzrok.

– Alicja! – Julia pojawiła się obok nas, nim zdążyłam pomyśleć, jak odpowiedzieć Maksowi. – Chodź, musimy powtórzyć zadania z geometrii, bo przysięgam, że wszystko mi się pomieszało!

Przyjaciółka wzięła mnie pod rękę i odeszłyśmy, zostawiając Maksa pośród tłumu wyelegantowanych maturzystów.

– Czego on chciał? – zapytała Julia podejrzliwie.

– Sama nie wiem. Pytał, czy dobrze się czuję.

– Rzeczywiście źle wyglądasz. O rany! Powiedziałaś Hadrianowi o…

– Nie.

– Spokojnie, weź głęboki oddech i przestań się zamartwiać. Powiesz mu w odpowiednim czasie. Teraz jest czas na maturę, no nie?

Przytaknęłam. Jak dobrze było mieć Julię u boku. Jej obecność działała na mnie kojąco. Świat momentalnie pojaśniał, ciemność była już tylko odległym wspomnieniem.

– Dziękuję, że jesteś – powiedziałam.

– No jasne! – rozpromieniła się Julia. Nie puściła mojego ramienia i pewnym krokiem weszłyśmy razem do sali gimnastycznej. Długie rzędy ławek rozciągały się od drabinek do okien. Skierowałyśmy się do swoich miejsc. Julia siedziała po prawej stronie sali, a ja po lewej. Usiadłam, zadowolona, że odzyskałam spokój i szybko rozwiążę wszystkie zadania. Uśmiechnęłam się, układając przybory w perfekcyjnej linii.

Gdy wszyscy uczniowie zajęli miejsca, przewodniczący komisji wstał i objaśnił zasady przeprowadzenia egzaminu. Starałam się słuchać uważnie, jednak przychodziło mi to z coraz większym trudem. Słowa rozmywały się i ginęły w dziwnych szmerach. Szum, podobny do radiowej pustki pomiędzy stacjami, narastał. Instrukcje słyszałam urywkowo, jednak nie przywiązywałam już do nich wagi. Wiedziałam, że nadciąga coś złowieszczego. Zacisnęłam dłonie na krześle. Po plecach spłynęła mi kropla potu.

– Czas pracy to sto siedemdziesiąt minut… Rozpoczynamy o godzinie dziewiątej.

Bałam się zamknąć oczy, bałam się mrugnąć.

– Nie kontaktujemy się… Czarny długopis… Przypominam jeszcze raz o arkuszu odpowiedzi…

Poczułam na sobie czyjś wzrok. Dostrzegłam mroczną sylwetkę po lewej stronie sali i powoli obróciłam głowę w tę stronę.

– Sprawdźcie, czy wasze arkusze egzaminacyjne zawierają dwadzieścia sześć stron…

Tristan.

– Nie! – wrzasnęłam instynktownie. Złość mną targnęła, omamiła myśli. Mój głos najpierw wystrzelił do góry niczym ptak, potem przeleciał przez całą salę i wrócił do mnie. Ogarnął mnie lęk, że przewodniczący komisji może unieważnić egzamin lub wyrzucić mnie z sali. Tristana widziałam tylko przez chwilę. Jego oczy bystro błyszczały. Wpatrywał się we mnie badawczo, jakby z wyczekiwaniem. Nie miałam zamiaru mu ulegać ani wchodzić z nim w dyskusję. Nie chciałam wymieniać spojrzeń. Zdenerwowałam się, poddałam złości, a ciemność sprawiła, że zatraciłam się w gniewie. Tristan zniknął, jakby przegoniony moim krzykiem. Byłam więcej niż pewna, że tylko ja go widziałam i że właśnie zafundowałam sobie niezłe kłopoty.

– Co takiego, młoda damo?

O rany. Jeśli jeszcze nie byłam pewna, że mam przechlapane, to „młoda dama” utwierdziła mnie w tym przekonaniu.

– Przepraszam! – jęknęłam. – Zachwiałam się na krześle. – Tylko to przyszło mi do głowy. Egzaminator najpierw zmierzył mnie rozjuszonym wzrokiem, a potem z impetem rzucił kartkę na biurko. Usiadł ostentacyjnie i oznajmił, że skoro wszystko już wiemy, to możemy rozpocząć maturę. Odetchnęłam z ulgą, przeklinając Tristana w myślach.

Z łatwością rozwiązywałam zadania. Wszystko pamiętałam z lekcji i powtórzeń. Gdy wyszłam z sali, nerwowo przełknęłam ślinę i rozejrzałam się dookoła. Tristan zniknął, jednak lęk mnie nie opuścił. Poszłam na parking.

– Kolejna matura z głowy! Gratulacje! – Hadrian wyszedł z mustanga i oparł się o maskę samochodu. Gdy podeszłam, pocałował mnie radośnie, a ja poczułam przyjemny żar, który jednak zniknął tak szybko, jak się pojawił, gdy przypomniałam sobie o czekającej nas rozmowie.

– Gotowa na powrót do magicznego świata? – zapytał żartobliwie. Widziałam, że pod maską radości wciąż skrywa rozgoryczenie. Hadrian bał się spotkania z przeszłością.

– Ja tak. A ty? Jesteś gotowy na powrót do dzieciństwa?

– Gotowy czy nie, po prostu muszę to zrobić. Mam tylko nadzieję, że szybko znajdziemy składnik – mówił, obracając w dłoniach kluczyki.

– Muszę ci coś powiedzieć, kiedy wrócimy do domu – oznajmiłam, wyznaczając sobie ostateczny termin rozmowy z Hadrianem. To musiało stać się dzisiaj.

– Jasne. Możesz mi powiedzieć wszystko. Co tylko chcesz! – Uśmiechnął się, a ja niepewnie odwzajemniłam uśmiech, zastanawiając się, czy zmieni zdanie, gdy usłyszy moją opowieść o Bursztynowym Kole.

Zaparkowaliśmy pod cmentarzem, gdzie stała już cyrkowa furgonetka. Chybotała się na parkingu, jakby poruszana podmuchami wiatru. Ruszyliśmy przed siebie, trzymając się za ręce. Ściskałam mocno jego ciepłą dłoń. Wśród świerków czekali na nas Gustaw, Amelia, Aurea i Iwo. Siedzieli na pokrytej igliwiem ziemi, w ciszy i napięciu. Rzucili nam przelotne spojrzenia.

– Reszta dogląda cyrkowych atrakcji – Iwo uprzedził moje pytanie. Wstał, wspierając się na zakończonej głową błazna lasce. Dzwoneczki na jego kapeluszu cicho brzęczały. Mag podwinął rękawy złotej bluzki w czerwone pasy i dał nam znak, żebyśmy od razu zabrali się do roboty. Amelia i Igor wymienili uśmiechy, Aurea poprawiła pas ze sztyletami, a Gustaw kręcił się w miejscu, nie mogąc się doczekać wejścia na Cmentarz Nad Przepaścią.

– Nie wiem czemu, ale bardzo lubię to miejsce – wyznał.

– Uwielbiasz też horrory i Halloween – zażartował Igor.

– Każdy ma jakieś zainteresowania. Nie czepiam się, jak podnosisz cyrkową furgonetkę w trakcie rozgrzewki – odgryzł się Gustaw, ale szybko umilkł, skarcony spojrzeniem Iwo.

– Przypominam, że mamy ważną misję do wykonania! – syknął mag. – Skupcie się i otwórzcie szeroko oczy. Nasz przedmiot może być wszędzie, więc koniec żartów i do roboty!

– Idę pierwszy – oznajmił Gustaw i wykonał bardzo sprawny, niemal akrobatyczny podskok, błyskawicznie lądując przy rycerzu pilnującym wejścia. Chwycił jego otwartą dłoń, a zarośla szczelnie zamknęły go w uścisku. Iwo wszedł jako drugi, potem Igor, a Hadrian delikatnie dał mi znać, żebym ruszyła jako następna. Złapałam dłoń rycerza, konary owinęły się wokół mnie, potem uniosły, a ja… ciągle stałam w lesie, obok Hadriana. Amelia patrzyła na mnie zaskoczona, a Aurea aż wytrzeszczyła oczy w niedowierzaniu.

– Strażnik się zepsuł? – zapytała Aurea.

– Strażnik się nigdy nie psuje – powiedziała niepewnie Amelia.

– Spróbuj jeszcze raz – polecił Hadrian, równie zatrwożony.

Znów chwyciłam dłoń rycerza. Gałęzie opadły, podniosły się i znów zobaczyłam jego niebieskie oczy.

– Przedziwne – mruknął. – Amelio, zobaczmy, czy ty wejdziesz.

Chwilę później dziewczyna bez najmniejszego problemu zniknęła pomiędzy gałęziami. Figura rycerza pozostała niewzruszona. Opierał się o swój miecz, strzegąc Cmentarza. Najwyraźniej musiał strzec go również przede mną.

– Naprawdę nie rozumiem… – mruknęła Aurea.

– Co teraz?

– Może rzeczywiście się zepsuł? – wysnuł przypuszczenie Hadrian.

– To niemożliwe… – westchnęła. – Rycerz nie może wpuścić ani skrawka cienia na cmentarz. Być może… Nie wiem, może po Hadesie zostało w tobie trochę ciemności? Ale byłaś już kiedyś na cmentarzu, prawda? Coś się zmieniło od tej pory? Może masz jakiś mroczny sekret – zażartowała, a ja znieruchomiałam niczym Strażnik Dusz.

– O nie – jęknęłam, przeczuwając, że nadchodzi tornado.

– Masz mroczny sekret? – Aurea dopytywała z uśmiechem na ustach, nie dowierzając, że mogę ukrywać tajemnicę nagłej namiętności owianą ciemnością. W najgorszych koszmarach nie podejrzewałabym, że mrok Tristana zalegający na moich ustach może uniemożliwić mi wejście na Cmentarz Nad Przepaścią.

– Ja… – stęknęłam, ale nie miałam pojęcia, od czego zacząć. Nie tutaj, nie teraz. Nie w tym miejscu.

Spojrzałam na Hadriana. Był zaskoczony, nie rozumiał, co się dzieje. Niczego nie podejrzewał. „Mroczny sekret” wywołał uśmiech również na jego twarzy, jednak spoważniał, gdy zrozumiał, że rzeczywiście ukrywam coś mrocznego.

– To może was zostawię – zaproponowała Aurea. Ona bez najmniejszego problemu przeszła na Cmentarz.

Gdy zostaliśmy sami, powietrze wokół zrobiło się ciężkie, drzewa szumiały niemal ponaglająco, a Strażnik, choć pozornie spokojny, również zdawał się patrzeć na mnie wyczekująco.

– Co się stało? – zapytał Hadrian zmartwionym głosem.

– Już wczoraj chciałam z tobą porozmawiać, ale nie potrafiłam – zaczęłam, głośno przełykając ślinę. – To właśnie o tym miałam ci opowiedzieć w domu. Ja… Ja mam mroczny sekret i nawet nie wiem, jak go przed tobą odkryć. – Schowałam twarz w dłoniach i otarłam kilka natrętnych łez.

– Po prostu powiedz…

Hadrian zastygł w napięciu. Jego klatka piersiowa szybko się unosiła i opadała.

– Tego dnia, kiedy widziałam spektakl Circus Lumos, odprowadziłeś mnie na autobus. Wysiadłam po jednym przystanku, bo zobaczyłam…Tristana.

Hadrian wypuścił głośno powietrze. Jego wzrok palił, boleśnie raniąc moje serce.

– Popędziłam za nim i doprowadził mnie na diabelski młyn. Rozmawialiśmy. Pytał, co odkryliśmy w Wiedniu. Mówił o Eryn. Mówił, że…

– Że?

– Że jestem dla niego tak ważna, jak Eryn była dla Okulusa – wypaliłam. Zamknęłam oczy. Nie potrafiłam mówić, kiedy tak się we mnie wpatrywał. – Powiedział, że Eryn była dla maga perłową damą, wyjątkową, cenną, ulubioną. I że to samo czuje do mnie. I…

– I?

Otworzyłam oczy. Przetarłam czoło z zimnego potu. Twarz Hadriana nie zdradzała żadnych emocji.

– I mnie pocałował. A potem uciekłam.

Zapadła między nami cisza. Ciężka, grobowa cisza. Bałam się spojrzeć mu w oczy. Patrzyłam na swoje buty i czekałam na burzę. Nie przyszła.

– Brawo. Tego bym się nie spodziewał – powiedział w końcu zjadliwie. Nigdy wcześniej nie słyszałam u niego takiego tonu. Pierwszy raz był na mnie wściekły. Widziałam, że dłonie ukryte w kieszeniach spodni zwinął w pięści, zacisnął też usta. Odwrócił ode mnie wzrok. Wpatrywał się w przestrzeń za moimi plecami.

– Przepraszam, tak bardzo tego żałuję. Nie wiem, co mi odbiło! – Rozpłakałam się, próbując złapać go za ramię. Wyrwał się, a moje serce przeciął zimny dreszcz.

– Ale ja wiem – powiedział spokojnie. Ten pozornie wyważony ton jego głosu przyprawiał mnie o ciarki. – Po prostu ci się to podoba.

– To nie tak… – jęknęłam, próbując zebrać myśli. Tak trudno było mi wytłumaczyć uczucia, którymi darzyłam Tristana! Sama ich dobrze nie rozumiałam, a co dopiero objaśniać je Hadrianowi.

– Nie kłam, proszę cię! – warknął.

– Posłuchaj, to on pocałował mnie i przyznaję, że miałam chwilę słabości, ale to nie znaczy, że cię nie kocham. Naprawdę kocham cię ponad wszystko i…

– I chcesz też jego?

– Nie!

– Chcesz z nim być? A może uważasz, że w ten sposób przekonasz go do poddania się miksturze?

– Nie, ja po prostu… – urwałam, jakby żadne znane mi słowa nie były adekwatne.

– Słucham? – Spojrzał na mnie wyczekująco, a majowe powietrze zrobiło się chłodne i nieprzyjemne.

– Lubię Tristana i wiem, że podzielasz moje zdanie o jego zagubionym dobru. I wiem, że popełniłam błąd, całując go. Nie będę z nim, nie chcę z nim być, bo kocham tylko ciebie.

– Szkoda, że nie pomyślałaś o tym na diabelskim młynie – syknął. – Naprawdę nie mogę w to uwierzyć! Powiedz mi, że to jakiś tragiczny sen! Klątwa, składniki, mikstura, to wszystko jest już wystarczająco skomplikowane, a ty jeszcze dolewasz oliwy do ognia! A co, jeśli teraz Tristan specjalnie się nie zgodzi, tylko dlatego, żeby zrobić mi na złość? Jeśli mnie zabije, będzie miał ciebie! Pomyślałaś o tym?

Zamarłam. Nie podejrzewałam go o to. Świat nie mógł być tak okrutny, a Tristan nie mógł być tak wyrachowany. Przełknęłam ślinę i spojrzałam odważnie na Hadriana. Powiedziałam zdecydowanie:

– Jestem pewna, że nie postąpiłby w ten sposób.

– A ja byłem pewien, że nie żywisz do niego żadnych uczuć prócz współczucia. I widzisz, już po mojej pewności!

Odwrócił się i nim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, złapał dłoń Strażnika Dusz. Gałęzie owinęły się wokół jego ciała i zabrały go na drugą stronę, a ja zostałam zupełnie sama. Nie zwlekając ani chwili, podbiegłam do rycerza i złapałam jego dłoń tak mocno, że aż posiniały mi palce.

– Lepiej mnie tam zabierz! – krzyknęłam, a gałęzie opadły. Poczułam dziwne łaskotanie w żołądku i chwilę później ujrzałam oddalającą się sylwetkę Hadriana, skąpaną w złotym blasku migoczących na Cmentarzu gwiazd. Kopnęłam pień smukłej brzozy i wrzasnęłam, wkładając w ten krzyk całą swoją złość. Drzewo się zachybotało, kilka liści opadło na moją głowę; były ciężkie jak metal. Syknęłam i strząsnęłam je z włosów.

– Hadrian! – zawołałam. – Poczekaj!

Ruszyłam Aleją Spadających Gwiazd, tym razem nie zachwycając się jej pięknem. Nagrobki i rozświetlone niebo muśnięte zmierzchem były jak rozmazane tło fotografii. Wyostrzona była tylko sylwetka Hadriana. Pędziłam za nim, lecz nim zdążyłam go dogonić, dotarliśmy już do nagrobka Felicji.

Policzki Hadriana były czerwone, jego oczy miotały gromy. Amelia otworzyła usta, by zapytać, co się stało, ale Aurea dała jej kuksańca. Iwo spoglądał na mnie z zaciekawieniem, a Igor opierał się o drzewo górujące nad naszymi głowami.

– I co? – zapytał Hadrian krótko.

– Nic. – Gustaw bezradnie wzruszył ramionami, badając przód nagrobka.

– Nie możemy znaleźć żadnej skrytki – wtrącił Iwo, przejeżdżając palcami po figurze.

– A sprawdzaliście tu? – zapytałam, wskazując złożone dłonie figury.

– Próbowaliśmy – mruknął Iwo.

– Ty spróbuj – powiedziała Aurea. – Halo, Hadrianie! Do ciebie mówię.

Hadrian ocknął się z zamyślenia i rzucił mi przelotne spojrzenie, wciąż pełne złości, jednak przechylił się i dotknął zaciśniętych na klatce piersiowej dłoni. Gdy drewno spotkało się z jego skórą, skruszało. Odłamki niknęły w delikatnych podmuchach wiatru. To musiała być skrytka!

– Co to takiego? – zapytał Iwo, pochylając się nad Hadrianem, gdy ten wyciągnął z dłoni Felicji średniej wielkości przedmiot.

– Szkatułka? – Amelia bez pytania zabrała tę tajemniczą rzecz z jego dłoni. Uniosła ją, by blask gwiazd lepiej ją oświetlił.

– Otwórz – polecił Gustaw.

Amelia pokręciła głową.

– Nie ma zamka.

– Niemożliwe. – Iwo zaśmiał się, ale gdy chwycił szkatułkę, uśmiech znikł z jego twarzy. – Rzeczywiście…

– A więc przybyłeś, Hadrianie. – Te słowa rozległy się za naszymi plecami zupełnie niespodziewanie. Podskoczyłam przerażona, a gdy się obróciłam, spodziewając się zobaczyć coś strasznego, moim oczom ukazała się wysoka kobieta w białej sukni, od której bił silny blask. Jasne włosy opadały jej na ramiona. Ich kolor przypominał kosmyki Hadriana. Piękne oczy i delikatne, lecz wyraziste rysy twarzy nie pozostawiły ani grama wątpliwości. To musiała być Lidia.

– A więc mieliśmy rację, że ukryłaś tu przedmiot, który przekazała ci Felicja – powiedział Iwo, wyraźnie z siebie dumny.

– Tak, jednak nie mam pojęcia, co to jest.

Na Cmentarzu rozległ się jęk rozczarowania. Hadrian wpatrywał się w Lidię, starając się ukryć emocje, ale jego oczy zdradzały wszystko. Był podekscytowany i zafascynowany. Widać było, że stres wziął go we władanie, ale próbuje mu się oprzeć. Chciał się odezwać.

– Hadrianie, w końcu cię spotykam – uprzedziła go Lidia. – Wybacz, że nigdy wcześniej się z tobą nie skontaktowałam. Wiedziałam jednak, że jesteś w dobrych rękach.

Mówiła spokojnie i czule, niczym matka kładąca dziecko do snu. Jej kryształowy głos potrafił ukoić cały ból tego świata. Iwo lekuchno się uśmiechnął.

– Nigdy nie chciałaś mnie nawet poznać? – zapytał twardo Hadrian.

– Widziałam cię w magicznej kuli. Wiedziałam, że jesteś bezpieczny. Nie mogłam się tobą zająć.

– Tak jak podejrzewał Okulus, nie chcesz należeć do tej rodziny – powiedział Iwo. Spojrzałam na nią zaskoczona, oczekując, że zaprzeczy. Ona jednak pokiwała smutno głową.

– Byłam świadkiem tego, co stało się z Felicją. Najpierw Laurenty namieszał jej w głowie, potem pomogłam jej przed nim uciec. Zerwałyśmy kontakt, żeby ten wariat nie próbował mnie zabić, aż pewnego dnia Felicja pojawiła się na moim progu. Była zmęczona, sponiewierana, ledwo trzymała się na nogach. Powiedziała, że musi przekazać mi pewien przedmiot i że mam go strzec jak oka w głowie, a gdy ona umrze, muszę go ukryć na Cmentarzu Nad Przepaścią, bo tam Laurenty nigdy nie wejdzie. Przeczuwała, że on ją złapie. Ale była szczęśliwa, bo odkryła to. – Lidia skinęła głową w kierunku szkatułki.

– Co z tego, skoro to tylko schowek. Nie umiemy go otworzyć – mruknął Gustaw.

– Felicja uprzedziła, że tylko Hadrian lub Tristan będą potrafili wydobyć to, co jest w środku. Powiedziała, że jeżeli jej synowie odnajdą w sobie miłość, szkatułka na pewno im się przyda.

– A jak konkretnie mają ją otworzyć? – Iwo warknął, mierząc Lidię świdrującym wzrokiem. Spuściła wzrok i westchnęła bezradnie.

– By otworzyć szkatułkę, Hadrian lub Tristan muszą zaśpiewać ulubioną melodię swojej matki; melodię jej miłości do synów.

Powiedziawszy to, Lidia, tak szybko, jak się pojawiła, tak szybko zniknęła.

– No dalej, zaśpiewaj – powiedziała Aurea.

Wszyscy utkwili wzrok w Hadrianie.

– Jaka była jej ulubiona melodia? – zapytał ponaglająco Igor.

– Nie mam pojęcia – odparł Hadrian, przerażony odpowiedzialnością, która właśnie na niego spadła. – Naprawdę nie pamiętam.

Iwo rzucił mu rozjuszone spojrzenie, Amelia westchnęła z rezygnacją, a Gustaw wspierająco poklepał go po ramieniu. Też chciałam go pocieszyć, ale bałam się, że odtrąci moją dłoń.

Ruszyliśmy do wyjścia, jednak nie postawiłam nawet dwóch kroków, kiedy przez Cmentarz Nad Przepaścią przeszła fala wstrząsów. Ziemia zadrgała. Próbowałam złapać gałąź, ale przewróciłam się, kiedy kolejna seria drgań uderzyła ze zdwojoną siłą. Gwiazdy zamigotały, niebo pociemniało, a z przepaści dobiegł huk, który przypominał dźwięk walczących mieczy, złowrogi, śmiercionośny.

– Co się dzieje?! – krzyknęła Aurea, obejmując Amelię.

– Nie mam pojęcia. – Przeraziłam się, gdy w głosie Iwo wyczułam strach.

– Wyłaźcie! – Dopiero po chwili się zorientowałam, że ten głos dochodzi z drugiej strony przepaści. Strażnik Dusz nie chciał wpuścić intruza na Cmentarz, ale jego krzyku nie mógł powstrzymać. – Czekam tu na was! I zabierzcie Alicję, bo ostatnio unika mnie jak ognia!

Zły, prześmiewczy głos, żądny zniszczenia i walki. Głos, który zapowiadał kłopoty.

Tristan.

3

– Zostańcie tutaj! – krzyknął Iwo. Wyjął zza pazuchy długi sztylet, a swoją laskę chwycił niczym harpun. Ruszył w stronę wyjścia.

– Ja też idę! – oznajmiłam. – No co? Przecież powiedział, że mam wyjść! – Spojrzałam na zdumionego Iwo.

– Jak ci powie, że masz się rzucić w przepaść, to też tak zrobisz? – syknął.

– W takim razie ja również idę – postanowił Hadrian, ale Iwo dźgnął go ostrzegawczo swoją laską.

– Opamiętajcie się! Za Strażnikiem może czekać cały Hades! – Iwo odepchnął Hadriana, wyraźnie poirytowany. Przychodząc tu, mag nie spodziewał się kłopotów. Sytuacja wymknęła się spod kontroli.

– W takim razie Alicja też nie pójdzie – powiedział Hadrian.

– Pójdę, muszę iść! Akurat ja jedna jestem w stanie go powstrzymać przed rozpętaniem piekła!

Hadrian zaśmiał się gorzko.

– Na pewno o to ci chodzi?

– Wiesz co? Powiedziałam ci całą prawdę. Chcesz myśleć inaczej? Proszę bardzo! – zirytowałam się i nie czekając na ich odpowiedź, odważnie wyminęłam obu mężczyzn i podbiegłam do Strażnika.

– Alicja!

Nie wiedziałam, kto wykrzyczał moje imię. Nim dobiegłam do posągu, Cmentarz zadrgał niebezpiecznie, a kilka pomników pokryło się cienką pajęczyną pęknięć. Powietrze przeciął huk. Potknęłam się i boleśnie upadłam. Podniosłam się jednak i ścisnęłam dłoń Strażnika Dusz. Po chwili byłam po drugiej stronie. Tristan trzymał w dłoni sztylet o czarnym ostrzu. Po jego lewej ręce spływała krew; krew Tristana znajdowała się też na zbroi Strażnika, który bronił wejścia na Cmentarz.

– No proszę, proszę. Chyba nawet z Eryn łatwiej się spotkać niż z tobą – wycedził.

– Co ty wyprawiasz? – W spodniach miałam dwie wielkie dziury, przez które prześwitywała otarta skóra, ubrudzona ziemią i mchem. Zachwiałam się.

– Skoro tak przede mną uciekasz, to musiałem cię jakoś wywabić z ukrycia – powiedział arogancko. Miał na sobie czarne spodnie wpuszczone w skórzane buty. Jego tors zakrywała luźna koszulka, a biodra opinał pas na broń.

– Czego chcesz? – zapytałam.

– Zapytać, co kombinujecie.

– Mamy pewną misję, ale na razie nie możesz…

– Misję? Pewnie misję ocalenia własnych tyłków.

– Nie tylko własnych…

– A ty?

– Co ja?

– Ż y j e s z? – Tristan wypowiedział to słowo w tak sugestywny sposób, że od razu wiedziałam, do czego zmierza. Uniósł porozumiewawczo brwi, a na jego twarzy pojawił się nonszalancki uśmiech.

– Posłuchaj, ja…

Nie zdążyłam dokończyć, bo między nas wpadł wściekły Iwo. Skrzyżował sztylet i laskę w wyzywającym geście.

– Iwo, przestań! – syknęłam, próbując go powstrzymać, ale strącił moją dłoń ze swojego ramienia.

– Ciebie też już dawno nie widziałem! Ciągle uprzykrzasz ludziom życie? – Twarz Tristana zmieniła się nie do poznania. O ile wcześniej myślałam, że jest wyniosły i poirytowany, to teraz zmieniłam zdanie – przed sobą miałam prawdziwego diabła. Oczy mu pociemniały, mięśnie się napięły.

– Zostaw nas w spokoju. I nie niszcz Cmentarza – ostrzegł go mag.

– Zachowaj te prośby dla swojego przedszkola. Ach, przecież ty ich nawet nie lubisz. To kto umrze pierwszy, broniąc wspaniałego Iwo? Może Alicja, skoro już tu jest?

Zmroziło mnie. Spojrzałam najpierw na niego, a potem na Iwo. Nie chciałam, by wdawał się w tę kłótnię.

– Odejdź i zostaw Hadriana w spokoju.

– Nie mogę! – Roześmiał się szyderczo. – Kiedyś i tak muszę go zabić! – Jego słowa ociekały perfidią.

– Powiedziałem, odejdź. Chyba nie chcesz, żeby Alicja zobaczyła, jak zmywam ci z twarzy ten bezczelny uśmiech?

Głośny chichot Tristana rozszedł się po lesie.

– Alicjo, chyba w końcu zobaczysz, jak się naprawdę walczy. Opowiedz wszystko Hadrianowi, żeby dobrze wiedział, czego ma się spodziewać.

Tristan wyskoczył i uderzył maga dłonią w tors. Iwo odleciał do tyłu jak wystrzelony z katapulty. Krzyknęłam i pobiegłam w jego stronę.

– Iwo! Nic ci nie jest?

Mag przez chwilę leżał nieruchomo, a potem się ocknął i zaczerpnął powietrza. W jego oczach malowała się wściekłość.

– Czuję się doskonale! – prychnął. – Ale ty… – skierował wściekłe słowa do Tristana. Ogarnęła go furia.

Wyminął mnie i wyskoczył wysoko, niemal dotykając najwyższych gałęzi choin. Spadając, chwycił sztylet i wycelował nim w Tristana, jednak ten zdążył uskoczyć. Iwo wylądował i od razu cisnął sztyletem w chłopaka. Gdy zrobił unik, w dłoni maga znalazł się kolejny sztylet. Iwo pofrunął w kierunku Tristana; nie poruszał nawet stopami, jakby sunął po lodzie. Tristan chwycił jego nadgarstek, blokując cios. Wówczas mag uderzył swoją laską o wnętrze dłoni, a za Tristanem pojawił się kolejny Iwo, również ze sztyletem, celując w jego plecy. Chłopak z trudem się odwrócił i zablokował kolejny cios. Gdy trzeci Iwo zjawił się