Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
PRAWDA O SOWIECKICH ZBRODNIACH POPEŁNIONYCH NA POLAKACH JEST WIELOKROTNIE BRUTALNIEJSZA I PRZERAŻAJĄCA NIŻ WYOBRAŻENIA O NIEJ. TYMCZASEM JEST TO TEMAT WCIĄŻ BARDZIEJ OWIANY MITEM NIŻ RZECZYWIŚCIE POZNANY.
Pierwsze oznaki bolszewickiego zezwierzęcenia przyniosły już masakry 1920 roku. Powrót Armii Czerwonej na ziemie polskie u progu i krańca II wojny światowej uwidocznił jeszcze mocnej, że pomimo upływu lat bestialstwo „zwycięskiej Armii Czerwonej” nie uległo zmianie.
To ludzie stanowią centrum tej książki – zarówno okrucieństwo zbrodniarzy, jak i niewysłowione udręki ofiar – i to oni zabierają głos poprzez relacje, wspomnienia czy listy. Owe rozliczne przykłady ukazują mechanizm działania Sowietów, a zarazem stanowią hołd złożony cierpiącym i pomordowanym.
Mówiąc o zabójstwach, grabieżach, gwałtach, operujemy często bezduszną statystyką, która nie oddaje w najmniejszym stopniu stojących za nimi prawdziwych dramatów. Zresztą nawet przytaczane liczby uznać należy często za mocno niedoszacowane.
Bestialstwo czerwonoarmiejców przedstawione w tej książce to wciąż jedynie wycinek prawdy, część okrucieństw, których dopuścili się na Polakach na przestrzeni lat. Być może więcej mówią o nich niedostępne moskiewskie archiwa, a może o niektórych nie dowiemy się nigdy. Dlatego też pamięć i przestroga płynące z tych, o których wiemy, stają się cenniejsze, nie tylko w kontekście przeszłości.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 250
Data ważności licencji: 4/28/2035
W serii Tajemnice Historii
Wydawnictwo REPLIKA poleca także:
Krzysztof Drozdowski
Medyczne zbrodnie nazistów
Krzysztof Drozdowski
Polskie tajemnice II wojny światowej
Krzysztof Drozdowski
Sowieckie tajemnice II wojny światowej
Krzysztof Drozdowski
Ostatnie tajemnice nazistów
Hubert Kozieł
Demony nazistów.
Nawiedzone miejsca i okultyzm III Rzeszy
Hubert Kozieł
Mroczne sekrety II wojny światowej
Leszek Adamczewski
„Heweliusz” i inne przemilczane katastrofy powojennej Polski
Leszek Adamczewski
Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich
Leszek Adamczewski
Śmierć z nieba.
Alianckie naloty na polskie i niemieckie miasta
Copyright: © Krzysztof Drozdowski, 2025
Copyright: © Wydawnictwo Replika, 2025
Wszelkie prawa zastrzeżone
Redakcja:
Maria Kąkol
Korekta:
Danuta Urbańska
Skład i łamanie:
Dariusz Nowacki
Projekt okładki:
Mikołaj Piotrowicz
Zdjęcia w książce pochodzą ze zbiorów autora
oraz wskazanych przy nich źródeł
Wydanie I
ISBN 978-83-68742-73-2
Wydawnictwo Replika
ul. Szarotkowa 134
60–175 Poznań
www.replika.eu
Spis treści
Wstęp
Część I. 1919-1938. Preludium do zbrodni
Rozdział 1. Zbrodnie Armii Czerwonej na cywilach w 1920 r.
Rozdział 2. Zbrodnie Armii Czerwonej na polskich żołnierzach w 1920 r.
Rozdział 3. Przenikanie agentury sowieckiej do Polski
Rozdział 4. Operacja Polska NKWD (1937-1938)
Część II. 1939-1941. W starciu ze zbrodnią
Rozdział 5. Pakt Ribbentrop-Mołotow i jego konsekwencje dla Polski
Rozdział 6. Dobijanie rannego, czyli 17 września 1939
Rozdział 7. Krwawa jesień na wschodzie
Rozdział 8. Zbrodnia w Mokranach
Rozdział 9. Zbrodnia na pogranicznikach
Rozdział 10. Sojusz Gestapo-NKWD
Część III. 1941-1943. Trudny sojusznik
Rozdział 11. Sikorski-Majski – przyjaźń z przymusu
Rozdział 12. Dlaczego Stalin bał się leśników, czyli akcja deportacyjna w głąb ZSRR
Rozdział 13. „Willa szczęścia” – między lojalnością a zdradą
Rozdział 14. Katyń
Rozdział 15. Ucieczka z łap niedźwiedzia
Część IV. 1943-1945. W sidłach
Rozdział 16. Stalin organizuje Wojsko Polskie
Rozdział 17. Wierni słudzy rewolucji
Rozdział 18. Bitwa pod Lenino
Rozdział 19. PKWN – instalowanie sowieckiego porządku
Rozdział 20. Powstanie Warszawskie – pomoc pozorowana
Rozdział 21. Rok 1945 – zemsta za wojnę 1920 r.?
Rozdział 22. Zbrodnia w Miechowicach
Rozdział 23. Obława Augustowska
Rozdział 24. Gdańsk niemiecki czy polski?
Rozdział 25. Gwałty
Rozdział 26. Zbrodnia w Przyszowicach
Rozdział 27. Wydarzenia toruńskie z czerwca 1945 r
Część V. 1945-1948. Kpina z suwerenności
Rozdział 28. Ziemie odzyskane
Rozdział 29. Obozy i więzienia NKWD na ziemiach polskich
Rozdział 30. „Ten na przedzie na kradzionym koniu jedzie, to Rokossowski, marszałek polski”
Rozdział 31. Armia Radziecka z tobą od dziecka, czyli „mała Moskwa”
Zakończenie
Bibliografia
Fotografie
[W 1939 r. do Lwowa] z ruskim wojskiem weszły całe rodziny i pozajmowały domy Polaków. Sowieci kradli, gwałcili, pastę do zębów jedli, Rosjanki chodziły do teatru w zdobycznych nocnych koszulach (...) w domu naprzeciwko Rosjanka karmiła dziecko – z nocnika”.
– Barbara Stanisławczyk, Czterdzieści twardych. Wojenne losy Polaków i Żydów. Prawdziwe historie
Nigdy nie można ufać Sowietom – są oni naszymi zaprzysięgłymi wrogami.
– Alexandra Richie, Warszawa 1944. Tragiczne powstanie
Dusza Rosjanina, jeśli nie każdego, to prawie każdego, jest przeżarta bakcylem nienawiści i niepokoju w stosunku do każdego wolnego Polaka i do idei wolnej Polski.
– Józef Piłsudski
Wstęp
Historia relacji polsko-rosyjskich, a od roku 1917 polsko-sowieckich, to dzieje tragicznego sąsiedztwa, którego fundamentem były przemoc, ideologiczna nienawiść i imperialna pogarda dla polskiej państwowości. Niniejsza książka nie jest historią dyplomacji, nie skupia się na traktatach i deklaracjach. To akt oskarżenia – szczegółowy zapis zbrodni popełnionych przez sowieckie państwo, armię i służby bezpieczeństwa na narodzie polskim w latach 1919-1948.
Od momentu, gdy na wschodzie Polski pojawiły się pierwsze czerwone oddziały, przynoszące rewolucję „na bagnetach”, Polacy zetknęli się z terrorem nowego rodzaju – masowym, systemowym, inspirowanym ideologią, która człowieka traktowała jak narzędzie lub przeszkodę. Wojna polsko-bolszewicka była nie tylko konfliktem militarnym, lecz także starciem dwóch cywilizacji: republikańskiej, chrześcijańskiej Polski i brutalnego, nihilistycznego komunizmu, który już w pierwszych latach istnienia pokazał, że nie uznaje zasad prawa wojennego, religii, własności ani godności ludzkiej.
Celem tej książki jest przedstawienie możliwie najpełniejszego obrazu sowieckiej przemocy wobec Polaków: od pierwszych mordów popełnianych przez Armię Czerwoną w 1920 r., przez operację „Polska” NKWD w latach 1937-1938, agresję z 17 września 1939 r., deportacje setek tysięcy ludzi w głąb Związku Sowieckiego, zbrodnię katyńską, aż po powojenne egzekucje, gwałty, grabieże i tworzenie państwa podległego Moskwie. Czytelnik znajdzie w niniejszej publikacji nie tylko wydarzenia znane, jak masakra w Katyniu czy Obława Augustowska, ale również te, o których mniej wiadomo – np. rzeź w Miechowicach, grabieże na Ziemiach Zachodnich czy działalność obozów NKWD w Polsce już po zakończeniu działań wojennych.
W wielu przypadkach autor dotarł do źródeł zapomnianych – relacji świadków, materiałów prasowych z epoki, raportów wojskowych i dokumentów sowieckich, które rzucają nowe światło na skalę i brutalność tych wydarzeń. Książka nie rości sobie prawa do bycia kompletną encyklopedią zbrodni sowieckich – to raczej kronika przemilczanych lub zbyt szybko zapomnianych dramatów, które składają się na wspólną polską traumę XX wieku.
Konieczność przypomnienia tych zbrodni nie wynika jedynie z potrzeby zachowania historycznej uczciwości. Wobec dzisiejszych prób fałszowania przeszłości, relatywizowania win ZSRR czy wręcz wybielania jego roli w historii Europy Środkowo-Wschodniej, obowiązkiem każdego historyka i obywatela wolnej Polski jest przypominanie prawdy – bolesnej, drastycznej, ale takiej, którą koniecznie trzeba znać. Nie chodzi o podsycanie nienawiści, lecz o przywracanie pamięci o tych, którzy zginęli tylko dlatego, że byli Polakami.
Krwawe ślady to nie tylko opowieść o przeszłości. To ostrzeżenie: oto co dzieje się, gdy totalitarna władza zyskuje bezkarność, a kłamstwo staje się fundamentem polityki. Dziś, gdy imperium na Wschodzie znów rości sobie prawo do decydowania o losach swoich sąsiadów – warto przypomnieć, czym kończy się lekceważenie narodowej suwerenności, ludzkiej wolności i prawdy historycznej.
Publikację podzielono na pięć części, z których pierwsza ukazuje początki sowieckiego terroru wobec Polaków już podczas wojny polsko-bolszewickiej. Opisane są zbrodnie na cywilach i żołnierzach, masakry w Berdyczowie, Zadwórzu czy Chorzelach, a także brutalne traktowanie duchowieństwa. Zwrócono również uwagę na systemową naturę przemocy i początki przenikania agentury komunistycznej na teren II RP.
W części drugiej autor skupia się na okresie od podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow do ataku III Rzeszy na ZSRR. Opisuje agresję 17 września 1939 r., represje wobec ludności cywilnej, zbrodnie na pogranicznikach, a także mniej znane epizody, takie jak masakra w Mokranach. Był to także czas jawnego łamania suwerenności Polski.
Trzecia część ukazuje paradoks „sojuszu” ze Związkiem Radzieckim po ataku Niemiec na ZSRR. Znajdują się tutaj rozdziały o układzie Sikorski-Majski, deportacjach Polaków, lojalności i zdradzie elit oraz – centralny punkt tej części – opis zbrodni katyńskiej. Autor zwraca uwagę na dramatyczne wybory, przed którymi stanęli Polacy wywiezieni w głąb ZSRR.
W części kolejnej ZSRR jawi się już nie jako sojusznik, lecz jako okupant. Stalin organizuje podporządkowane Moskwie Wojsko Polskie, a wydarzenia takie jak bitwa pod Lenino, instalacja PKWN, bierna postawa wobec Powstania Warszawskiego i masowe represje – pokazują rzeczywiste intencje Kremla. Rozdziały dotyczą również brutalnych pacyfikacji (np. w Miechowicach, Przyszowicach), gwałtów i Obławy Augustowskiej.
W ostatniej części opisane zostały: utrwalanie władzy komunistycznej na tzw. Ziemiach Odzyskanych, działalność NKWD, tworzenie obozów i więzień, sowiecka obecność w Gdańsku, Legnicy („mała Moskwa”) i inne aspekty przekształcania Polski w satelitę Moskwy. Zakończenie pokazuje symboliczny i rzeczywisty koniec polskiej niezależności na wiele dekad.
Oddając w Wasze ręce niniejszą publikację, pozostaję z nadzieją, że opisywane wydarzenia już nigdy w naszych dziejach się nie powtórzą. Jak jednak pokazuje historia, niczego nie można być pewnym. Gdy w 2022 r. opublikowałem książkę pt. Palili, mordowali, gwałcili. Zbrodnie Armii Czerwonej na Polakach 1920-1945 spotkałem się z niezrozumiałym dla mnie atakiem. Sugerowano, że publikacja została opłacona przez stronę ukraińską lub też napisana na jej polecenie, co oczywiście było wierutną bzdurą. Zarzucono mi również, że w książce poświęconej jedynie małemu wycinkowi sowieckich zbrodni nie opisałem jednocześnie ukraińskich zbrodni na Polakach. Jako że takie głosy pojawiały się jedynie w przestrzeni internetowej, to, jak mniemam, w dużej mierze mogły być elementem rosyjskiego trollingu. Czy również i w tym przypadku, gdy opisane kompleksowo zostały trudne stosunki polsko-rosyjskie w pierwszej połowie XX wieku, ponownie odezwą się takie głosy?
Jakkolwiek by się nie stało, prawda jest na tyle ciekawa, że potrafi obronić się sama. Wydarzenia z naszej historii są warte opisania i zapamiętania. Nie możemy wyrzec się naszych doświadczeń historycznych w stosunkach ze wschodnim mocarstwem. Dlatego uważam, że publikacja w takiej formie jest potrzebna, by przetrwała pamięć naszego Narodu.
Jako autor, mam nadzieję na życzliwe przyjęcie tejże książki. Jednocześnie dziękuję za zainteresowanie moimi dotychczasowymi publikacjami.
CZĘŚĆ I
1919-1938
PRELUDIUM DO ZBRODNI
Już w roku 1920 Polacy przekonali się, co przynoszą ze sobą bolszewiccy „wyzwoliciele ludu”.
Źródło: Domena publiczna
Odzyskanie przez Polskę niepodległości w roku 1918 i zwycięska wojna z bolszewikami, zakończona dwa lata później, stanowiły punkt zwrotny w kształtowaniu stosunków między II Rzeczpospolitą a Rosją Radziecką. Relacje te od samego początku nacechowane były głęboką nieufnością, konfliktem ideologicznym oraz rywalizacją geopolityczną. Wojna polsko-bolszewicka (1919-1921) była zderzeniem dwóch odmiennych wizji porządku w Europie Środkowo-Wschodniej. Polska, którą kierował Józef Piłsudski, dążyła do zrealizowania koncepcji federacyjnej (tzw. Międzymorze), zakładającej powstanie niezależnych państw w regionie. Z kolei bolszewicy zamierzali wykorzystać konflikt jako etap eksportu rewolucji na Zachód przez „trupa białej Polski”. Pokój ryski z 1921 r. zakończył działania wojenne i uregulował granice, ale nie usunął wzajemnej wrogości między dwoma narodami. Polska zdobyła spore tereny na wschodzie, co w oczach Moskwy było „rabunkiem ziem radzieckich”. Z kolei dla strony polskiej traktat był kompromisem, który nie pozwalał w pełni realizować idei federacyjnej i zmuszał do porzucenia aspiracji niepodległościowych narody białoruski i ukraiński.
Po wojnie, a konkretnie w roku 1921, Polska i Rosja Radziecka formalnie nawiązały stosunki dyplomatyczne, ale pozostały one chłodne. Obie strony traktowały siebie wzajemnie podejrzliwie, prowadząc politykę równoczesnego kontaktu i dystansu.
W latach 20. ZSRR prowadził aktywną działalność wywiadowczą i dywersyjną na terytorium Polski, wspierając m.in. Komunistyczną Partię Polski, co budziło uzasadnione obawy Warszawy.
Z kolei Polska angażowała się w próby zbliżenia z państwami bałtyckimi, Rumunią oraz Francją, aby stworzyć system sojuszy zabezpieczających ją przed ewentualną agresją ze wschodu.
Momentem przełomowym było podpisanie w roku 1932 paktu o nieagresji między Polską a ZSRR, którego ważność przedłużono dwa lata później do roku 1945. Mimo jego istnienia obie strony traktowały go instrumentalnie. ZSRR już w latach 30. przygotowywał scenariusze rozbioru Polski wspólnie z Niemcami, co ostatecznie doprowadziło do podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow w sierpniu roku 1939.
W polskiej prasie międzywojennej obraz ZSRR był jednoznacznie negatywny. Bolszewię przedstawiano jako państwo chaosu, przemocy i terroru. Informacje o kolektywizacji, głodzie na Ukrainie czy czystkach stalinowskich szeroko komentowano, szczególnie w prasie endeckiej i konserwatywnej. Prasa sanacyjna również zachowywała dystans do ZSRR, choć starała się czasem łagodzić przekaz ze względów pragmatycznych. Jednocześnie cenzura państwowa ograniczała dostęp do materiałów komunistycznych, a propaganda państwowa promowała obraz Polski jako „przedmurza cywilizacji zachodniej”. Z drugiej strony, komunistyczne środowiska intelektualne – nieliczne, ale aktywne – próbowały budować pozytywny obraz Związku Radzieckiego jako przyszłościowego eksperymentu społecznego, choć za swą działalność surowo ścigały je polskie służby bezpieczeństwa. W polskiej świadomości społecznej Rosja radziecka była symbolem zagrożenia. Pamięć wojny z 1920 r. i obawy przed rewolucją bolszewicką sprawiały, że większość społeczeństwa Polski odnosiła się do ZSRR z nieufnością. Wyjątek stanowili robotnicy i część młodzieży akademickiej, którzy byli bardziej podatni na hasła socjalistyczne.
Na kresach wschodnich II RP, gdzie mieszkały liczne mniejszości narodowe – zwłaszcza białoruska i ukraińska – wpływy radzieckie były silniejsze, ale również tam nie brakowało aktów oporu wobec komunizmu. Władze polskie starały się przeciwdziałać radzieckiej propagandzie poprzez oświatę, wojsko i działalność instytucji kulturowych.
Relacje Polski z Rosją Radziecką po 1918 r. były skomplikowane i nacechowane głęboką nieufnością. Mimo formalnych prób znormalizowania stosunków, rzeczywistość geopolityczna i ideologiczna skutecznie uniemożliwiały realne porozumienie. Obraz medialny i społeczna percepcja Rosji jako wroga narodowego i ideologicznego umacniały się przez całe dwudziestolecie, co przyniosło tragiczne konsekwencje w roku 1939, kiedy ZSRR, łamiąc wcześniejsze zobowiązania, zaatakował Polskę.
ROZDZIAŁ 1
Zbrodnie Armii Czerwonej na cywilach w 1920 r.
Każda wojna jest okrutna i pochłania tysiące, a nawet setki tysięcy żołnierzy. Rzadko jednak w przypadku śmierci żołnierza wymienia się jego nazwisko. Wyjątkiem jest sytuacja, w której dany żołnierz zginął śmiercią bohaterską śmiercią, dokonując czynu iście heroicznego. Raczej podawana jest liczba zabitych żołnierzy, czy wymordowanych kompanii. Odmiennie jest w przypadku cywili, a zwłaszcza całych rodzin – częściej pojawiają się nazwiska, co umożliwia oddanie każdej z tych osób indywidualnego hołdu.
Polacy pomimo swej trudnej historii nie spotkali się dotychczas ze zorganizowanym na masową skalę terrorem stosowanym przez żołnierzy obcego mocarstwa. Rok 1920 i trwająca wojna polsko-bolszewicka zdecydowanie zmieniły to doświadczenie. Wkraczające na ziemie polskie, bolszewickie jednostki wprowadzały i stosowały na szeroką skalę bezprzykładny i niestosowany dotąd terror. Mianem tym należy określić zarówno mordy na cywilach, torturowanie jeńców wojennych, plądrowanie szpitali i innych obiektów publicznych, a także prywatnych domostw, jak i gwałty oraz mordowanie rannych.
Jak ocenił prof. Janusz Odziemkowski:
Żołnierze Armii Czerwonej popełniali zbrodnie seryjnie i, rzec by można, systemowo. Wyższe dowództwo wiedziało o tym, co więcej, akceptowało takie działania. Terror był wymierzony w przedstawicieli porządku, który Sowieci zamierzali unicestwić – żołnierzy, urzędników, ziemian. Często też jednak dotykał przeciętnych mieszkańców wsi i miasteczek, nie kwapiących się, by stanąć po stronie rewolucji.1
Już w roku 1918 doszło do pierwszych mordów na polskich cywilach. Podwójnym symbolem tego, co nadchodziło na Kresy, stał się szpital polowy I Korpusu Polskiego w Cichiniczach na Białorusi, którego tragedia, opisana przez Melchiora Wańkowicza (wymordowanie przez bolszewików 30 stycznia 1918 r. polskiego męskiego personelu medycznego) otwierała nowy etap męczeństwa Kresowian. Był to symbol podwójny, gdyż mord ów, jeśli nawet nie był chronologicznie pierwszy (co trudno stwierdzić), to stał się pierwszym zapamiętanym i opisanym, a ponadto zaistniał tylko nieco na południe od symbolicznego miejsca – „Wrót Europy” – pasa terenu między Dźwiną a Dnieprem zwanego „Bramą Smoleńską”, którędy, korzystając z braku poważniejszych przeszkód terenowych (wielkich rzek) od wieków wiodły szlaki najazdów moskiewskich na Białoruś, Litwę i Polskę.
Niemalże cały szlak odwrotu Wojska Polskiego, poczynając od Kijowa aż do Warszawy, został naznaczony krwią niewinnych Polaków. 7 czerwca krasnoarmiejcy z 1. Armii Konnej dowodzonej przez Siemiona Budionnego zdobyli Berdyczów.
Berdyczów ze względu na swoje położenie strategiczne był miastem najważniejszym dla Wojska Polskiego, które chciało prowadzić dalsze działania ofensywne na Żytomierz i Kijów, a także Winnicę i południową część Ukrainy. Z tego powodu również dla Armii Czerwonej miasto było istotnym punktem obrony. Chcąc odwrócić bieg wojny w południowym teatrze działań wojennych, Sowieci musieli odbić Berdyczów i Żytomierz; udało im się to 7 czerwca 1920 r.
Z miasta wycofały się polskie oddziały. Pozostawiono jednakże pod nadzorem pielęgniarek Czerwonego Krzyża rannych żołnierzy polskich z 2, 3 i 6 Armii Wojska Polskiego, a także ukraińskich Strzelców Siczowych. Łącznie w szpitalu polowym nr 505 w Berdyczowie przebywało 600 żołnierzy.
Bolszewicy nie uszanowali postanowień, wedle których ranni żołnierze mieli znajdować się pod szczególną ochroną; dla nich nie miały one znaczenia. Wszystkich – ponad 600 żołnierzy i kobiecy personel Czerwonego Krzyża, wymordowali. Wiadomość o tej zbrodni wstrząsnęła opinią publiczną w całej Polsce.
Bolszewicki mord opisano choćby w „Dzienniku Bydgoskim”, z którego artykuł w całości przytoczymy:
Okrucieństwa bolszewickie
Zarząd Główny Polskiego Czerwonego Krzyża ogłasza:
Łamiąc umowę zawartą w listopadzie z Polskim Czerwonym Krzyżem, władze bolszewickie przed ewakuacją miast: Żytomierza, Berdyczowa, Kijowa, wzięły zakładników spośród ludności cywilnej, wrzuciły ich do więzień, a następnie wywiozły do oddalonych prowincji rosyjskich. Pomiędzy tymi zakładnikami znajdują się kobiety i dzieci. Przeszło 50 zakładników wywieziono z Kijowa, traktując ich jako zwykłych przestępców. Droga odwrotna czerwonej armji jest stale usłana zwłokami, które noszą na sobie ślady znęcania i tortur, zadanych za życia: ofiary są rozstrzeliwane, zabijane bagnetami, z poderżniętem gardłem, zgwałcone, a następnie zabijane, ukamienowane, wieszane, zabijane uderzeniami pałek i batogów, z wyprutemi wnętrznościami, spalone za życia, z wyrwanemi lub odciętemi kończynami, z wyrwanym językiem, oberwanemi uszami lub nosem, wykłutemi oczami, z pokrajaną w pasy i zdartą skórą.
W Berdyczowie, który przez czas krótki był zajęty przez armję czerwoną, żołnierze bolszewiccy wyrzucili w ciągu kilku godzin, wszystkich rannych, znajdujących się w szpitalu Czerwonego Krzyża, nie szczędząc czci, ani życia personelu lekarskiego i sióstr Czerwonego Krzyża.
Wbrew elementarnym przepisom wojny, zatwierdzonym przez konwencję międzynarodową, bolszewicy poddają torturom jeńców wojennych, aby wydobyć z nich tajemnice wojskowe. Pierwsze sprawozdania, które do mnie doszły, świadczą, że w miejscowościach ostatnio opuszczonych przez wojska polskie, bolszewicy organizują rabunek i rzeź ludności cywilnej polskiej, która, jest zdana na łaskę i niełaskę żołdactwa o krwiożerczych instynktach. Polskie Towarzystwo Czerwonego Krzyża bezsilne wobec tych aktów barbarzyństwa, w chęci ulżenia losowi licznych ofiar terroru bolszewickiego, zanosi protest przed Trybunę Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, mając nadzieję, że wyrazi on oburzenie całej ludzkości cywilizowanej przeciw tym, którzy uważają, że siła brutalna bez granic, ma zapanować nad świętemi prawami moralności ogólno-ludzkiej.2
Podczas sowieckiej okupacji Wilna w lipcu i sierpniu roku 1920 bolszewicy wymordowali ok. 3 tys. Polaków i dokonali pogromu Żydów. Jeńców często torturowano. Używano ich także jako żywych manekinów do ćwiczeń cięć szablą i ciosów bagnetem.
Ukazujący się we Lwowie „Dziennik Ludowy” ze zgrozą opisywał postępki, których bolszewicy dopuścili się w Brodach, zajętych 26 lipca 1920 r. :
O g. 3 i pół nad ranem wszedł do miasta oddział z kilkunastu jeźdźców. Przedstawiali obraz niezwykły: obszarpani, niektórzy w samych koszulach bez butów. Jeden z jeźdźców miał cylinder na głowie, inni – kapelusze filcowe.3
Jak zauważyli miejscowi, niektórzy z żołdaków całkiem dobrze mówili po polsku.
Praktycznie natychmiast kawalerzyści przystąpili do plądrowania sklepów, restauracji oraz zakładów jubilerskich. Kradli wszystko, co tylko przedstawiało jakąkolwiek wartość.
Wojska te nie wiedzieć dlaczego nazwane czerwonemi, bo raczej są brudne, wynędzniałe głodem – krótki czas zachowały się spokojnie. (…) Po dwu godzinach, gdy wojska zorientowały się, że wojska polskie atakować nie będą, jakby na komendę rzuciły się do rabunku. (…) Po gruntownym zbadaniu całkowitej własności ruchomej mieszkańców, zabrano im literalnie wszystko. Nie zostawiono nikomu nędznego łacha, zostawiono mieszkańców nago, w przeświadczeniu, że nagość w tak pięknym pogodnym i gorącym sierpniu zupełnie im nie zaszkodzi. Naturalnie nie pozostawiono żadnego sprzętu ani żywności.
Jedno jest w tym wszystkim pocieszające, że administracja jest prosta i istotnie sprawiedliwa. Komisarz bolszewicki wyznania mojżeszowego, był jednakim wobec wszystkich. Nie wyróżnił wyznań, narodowości, klas, wszystkich polecił jednako obedrzeć do naga!4
Trzy godziny po wejściu czerwonoarmistów do miasteczka przybył samochodami sztab Konarmii z generałem Bajenkowem na czele. Co odważniejsi miejscowi utworzyli delegację i udali się z prośbą o zaprzestanie grabieży. Jak opisuje dalej sytuację gazeta:
Po krótkiej naradzie jeden z dostojników sztabowych udał się do bardzo zajętych rozbijaniem sklepu czerwonogwardzistów i rozkazał imieniem sztabu przerwanie tej ryzykownej pracy. W odpowiedzi kilku kozaków zwróciło się z „mocnemi słówkami” do dostojnika, gdy zaś ten również krzepko im odpowiedział, w wyniku wiele barwnego djalogu kozacy silnie poturbowali sztabowca szablami. To zniechęciło go do dalszej interwencyi.5
Przed południem w mieście pojawił się Budionny. Kozacy, jak donosiła gazeta, poskarżyli mu się, że mieszkańcy pozamykali przed nimi sklepy. Chcąc dostać się do wnętrza, muszą wyłamywać drzwi, więc rabowanie zajmuje więcej czasu. Siemion Budionny oczywiście ulitował się nad losem swych żołdaków i wydał rozkaz natychmiastowego otwarcia wszelkich sklepów, magazynów i restauracji. W przypadku sprzeciwu groziła „kula w łeb”.
Jak informował redaktor „Dziennika Ludowego” w jednej z piwnic znaleziono znaczny zapas wódek, likierów i wina. W innym miejscu – 23 beczki śledzi.
Z solidarnością, godną uznania, wydano rozkaz skoncentrowania się w pobliżu piwnicy i po godzinie wszystkie butelki, były sumiennie opróżnione. Nie mogli jednak spożyć 23 beczek śledzi, wobec czego ozdabiano niemi bagnety. Wkrótce znaleziono kilkaset kapeluszy damskich, co pozwoliło kozactwu wnet przybrać głowy w sposób malowniczy i pełen rycerskiej fantazyi, zwłaszcza, że właścicielkę poczęstowano śledziem na bagnecie o tyle nieuważnie, iż bagnet wbił się w ciało.6
Wieczorową porą zabrano się do miejscowych kobiet i dziewcząt, które gwałcono do nieprzytomności. W razie sprzeciwu wyjście było jedno – „kula w łeb”. Córkę handlarza solą Mendla Stojanowera kilkunastu Kozaków zgwałciło przy leżącym trupie jej ojca.
Gwałty i rabunki trwały w Brodach 9 dni, po czym 4 sierpnia 1920 r. nadeszła polska odsiecz w postaci 49 Pułku Piechoty z grupy gen. Krajewskiego.
Opisując liczne zbrodnie, których dopuszczali się bolszewicy w trakcie wojny z Polską, nie sposób nie poświęcić uwagi prześladowaniom polskiego duchowieństwa. Bolszewicy charakteryzowali się tym, że zwalczali chrześcijaństwo na wszelkie dostępne im sposoby. Wśród tłuszczy żołnierskiej już nawet gwałt na chrześcijance był, można powiedzieć, „wysoko notowany”.
Gwałcenie kobiet – wspominał raport Naczelnego Dowództwa WP – chrześcijańskich było na porządku dziennym. Bolszewicy uważali to za zaszczyt względem miejscowej ludności, powtarzając, że wytwarzają nową, wyzwoloną rasę.
Tym bardziej nie może dziwić nienawiść, jaką napastnicy okazywali katolickim duchownym. Do więzienia łomżyńskiego wtrącili biskupa Romualda Jałbrzykowskiego, który kierował Komitetem Obrony Łomży. Po wejściu do miasta Armii Czerwonej został on wtrącony do lochu i przebywał w nim aż do momentu wyzwolenia Łomży przez Wojsko Polskie.
Nie był to oczywiście najgorszy los, jaki mógł spotkać polskiego duchownego. Księża podtrzymywali na duchu swoich parafian zapewniając, że bolszewicka nawałnica wkrótce się skończy i wrócą normalne czasy. Ich twarda i kategoryczna postawa wzbudzała szacunek u wiernych, a także dawała pokrzepienie. Jednakże wzbudzało to coraz silniejszą niechęć wśród bolszewików. Stan ten nasilił się po przegranej bitwie pod Warszawą. Sowieckie dowództwo musiało odłożyć na dalszy plan poniesienie proletariackiej rewolucji na zachód Europy. Zemsty za poniesioną klęskę szukali również zwykli żołnierze.
Podczas odwrotu, mszcząc się za klęskę, bolszewicy zakłuli bagnetami rektora kościoła w Ostrołęce, ks. Stanisława Pędzicha. Rosjanie wezwali go, a także jego wikariusza, ks. Ludwika Zatryba do komendy w Ostrołęce. Tam zostali przez Rosjan aresztowani. Oświadczono im, że sądzeni będą w Łomży. Pognano ich wraz z innymi – nauczycielami i sędziami z Ostrołęki do Łomży, a potem… w kierunku Szczuczyna. Tuż przed Szczuczynem, we wsi Wojsławy, ks. Pędzicha wywleczono po ziemi z kolumny więźniów, po czym zadźgano bagnetami. Jego wikariuszowi udało się przeżyć.
Los rektora podzielili m.in.: ks. Kołomyjski z Radziłowa, ks. Marceli Gregorczyk z Rzekunia, ks. Stanisław Szulborski z Wyszyny i wielu innych. Nie są znane dokładne liczby zamordowanych i zamęczonych w trakcie wojny polsko-bolszewickiej księży.
Nieodłącznym elementem każdego konfliktu zbrojnego jest złupienie pokonanego przeciwnika. Wśród mniej cywilizowanych armii, takich jak Armia Czerwona, która na swoich bagnetach próbowała po trupie Polski zanieść komunistyczną rewolucję na zachód Europy – takim elementem, który nie tyle „przysługuje”, ile zwyczajnie jest przyjmowany jako coś oczywistego, były gwałty. Jeśli uznamy, że każdy gwałt jest brutalny, to trudno będzie znaleźć określenie dla zwyrodniałych poczynań sowieckich żołnierzy.
Przykładów zbiorowych gwałtów na dziewczynkach, kobietach i starszych matronach można przywoływać bez liku. Niesławny prym w lubieżnych uciechach wiedli kawalerzyści.
W czasach, o których piszemy, na czoło wysuwają się z kolei kozacy z Konarmii od Siemiona Budionnego i 3 Korpus Kawalerii Gaja Chana. Obie formacje, zapewne niezamierzenie, prowadziły swoisty wyścig, kto zgwałci więcej polskich kobiet i kto zrobi to bardziej brutalnie.
W miejscowości Lubar, którą po traktacie ryskim jako leżącą na Wołyniu oderwano od Rzeczpospolitej, czerwonoarmiści od Budionnego zgwałcili między 600 a 700 Żydówek. Gwałtów dopuszczano się bez przerwy przez 15 dni. Jak opisał to później jeden z ówczesnych redaktorów gazety „Chwila” kozacy gwałcili publicznie na ulicy. W wielu przypadkach gwałcono 10-letnie dziewczynki i 60-letnie kobiety.7
Nie przepuszczano nawet zakonnicom. Kawalerzyści z korpusu Gaja Chana po zdobyciu Płocka udali się do miejscowego księdza F. Feldmana z żądaniem, by ten wydał mu dwie spośród sióstr. Jak on sam wspomina: Dwaj kozacy kubańscy domagali się bezpośrednio ode mnie wydania im dwu sióstr do zniesławienia, wyrażając swe chęci w najordynarniejszy sposób. Użyłem wtedy pretekstu i krzyknąłem, że konie ich, które stały na podwórzu, uciekają. Kozacy wybiegli i więcej nie wrócili. Żądanie swe stawiali w obecności dzieci i sióstr.8
Kobiety próbowały różnych forteli, byle tylko uchronić się przed bolszewicką żądzą gwałtu. Pewna kobieta, chcąc się ustrzec przed napaścią, posmarowała twarz sadzą. Jednakże, jak wynika z relacji świadków: jeden bolszewik przyłożył jej rewolwer, dał kawałek mydła i powiada „Umywajsia”. Jak się umyła, zaraz zaczął się nad nią pastwić.9
Nie pomagało również chowanie się w piwnicach czy innych miejscach. Jednocześnie, choć wszyscy wiedzieli, co się dzieje – niemal nikt nie ruszał kobietom z pomocą. Śmiałków, którzy przeciwstawili się zwyrodnialcom, ci ostatni bili do nieprzytomności. Nierzadko umierali oni z powodu odniesionych ran.
Otwartym pozostaje pytanie o liczbę gwałtów, których dopuścili się czerwonoarmiści na kobietach polskich i żydowskich. Szacuje się, że w jednym tylko Płocku – który został boleśnie doświadczony w tym zakresie – zgwałcono ponad 50 kobiet, a wiele innych próbowano zgwałcić. Zapewne szacunki te, z przyczyn naturalnych, są zbyt ostrożne. Ile takich miejsc było w całej Polsce? Szacuje się, że w trakcie wojny polsko-bolszewickiej ofiarą gwałtów padło kilkaset tysięcy obywatelek II Rzeczpospolitej.
11 Ł. Zalesiński, Lato z czerwonym terrorem, Polska-Zbrojna.pl, http://polska-zbrojna.pl/home/articleshow/31771?t=Lato-z-czerwonym-terrorem (Dostęp: 21.08.2022 r.).
2 „Dziennik Bydgoski”, 04.08.1920, Rok 13, Nr 169. Zachowano oryginalną pisownię.
3 „Dziennik Ludowy”, 15.08.1920, nr 198, s. 7.
4 „Dziennik Ludowy”, 10.08.1920, nr 193, s. 4.
5 „Dziennik Ludowy”, 15.08.1920, nr 198, s. 7.
6 „Dziennik Ludowy”, 15.08.1920, nr 198, s. 7.
7 „Chwila”, 1.11.1920, nr 644, s. 2.
8 G. Gołębiewski, Obrona Płocka przed wojskami bolszewickimi 18 – 19 sierpnia 1920 r., Płock 2015, s. 135.
9 Żołnierze sowieccy w Płocku 18 – 19 sierpnia 1920 r. w relacjach mieszkańców, przygot. do druku G. Gołębiewski, „Przegląd Historyczno-Wojskowy” 2013, nr 2, s. 119.
Źródło: Wikimedia Commons/Mil.ru
Siemion Michajłowicz Budionny
(ur. 25.04.1883 r., Koziurin – zm. 26.10.1973 r., Moskwa). W dzieciństwie pracował jako pasterz i robotnik rolny. W wojsku służył od 1903 r., w latach 1904-1905 uczestniczył w wojnie rosyjsko-japońskiej. W 1907 r. został wysłany do Petersburga do szkoły oficerów kawalerii na roczny kurs dla żołnierzy niższych stopni. Podczas I wojny światowej służył jako starszy podoficer na froncie niemieckim, austriackim i kaukaskim. Latem roku 1917 wraz z pułkiem przybył do Mińska, gdzie wybrano go na przedstawiciela komitetu żołnierskiego pułku. Po rewolucji październikowej wrócił nad Don, gdzie został wybrany na członka miejscowego Komitetu Rad. W lutym 1919 r. utworzył konny oddział Armii Czerwonej, nad którym objął dowództwo. Walczył z wojskami gen. Piotra Wrangla nad Donem, na przełomie października i listopada 1919 r. pokonał kozackie korpusy generałów Konstantina Mamontowa i Andrieja Szkury. Pokonał Siły Zbrojne Południa Rosji gen. Antona Denikina pod Woroneżem i w bitwie o węzeł kolejowy Kastornoje. W 1920 r. dowodził 1 Armią Konną odpowiedzialną za wiele zbrodni na Polakach. W latach 1921-1923 zastępował dowódcę Północnokaukaskiego Okręgu Wojskowego, od 1923 r. był pomocnikiem ds. kawalerii głównodowodzącego Armią Czerwoną, a w latach 1924-1937 był inspektorem kawalerii. W 1932 r. ukończył Akademię Wojskową im. Michaiła Frunzego. Od 1937 do 1939 r. dowodził Moskiewskim Okręgiem Wojskowym, a od sierpnia 1940 r. był I zastępcą komisarza (ministra) obrony ZSRR. W czasie II wojny światowej był członkiem Stawki Najwyższego Naczelnego Dowództwa. Od stycznia 1943 r. dowodził kawalerią ZSRR. W latach 1947-1953 był zastępcą ministra rolnictwa, w następnych zaś – inspektorem kawalerii i Głównym Inspektorem Ministerstwa Obrony ZSRR.
Romuald Jałbrzykowski (ur. 07.02.1876 r., Łętowo-Dąb – zm. 19.06.1955 r., Białystok) – biskup pomocniczy sejneński (1918 -1925), sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski (1925 -1926), biskup diecezjalny łomżyński (1926), arcybiskup metropolita wileński (1926 -1955).
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-R-80
