Kot w domu - Barbara Sieradzan - ebook
Opis

Zastanawiasz się nad adopcją kota, ale nie wiesz, jak się do tego zabrać? Albo może masz już jednego, dwa… lub małe stado w domu, ale nadal nie umiesz poradzić sobie z podawaniem leków, wyjściami do weterynarza czy drapaniem tapicerki? A może po prostu chcesz lepiej zrozumieć swojego kota i być dla niego lepszym opiekunem?  

W tej książce znajdziesz propozycję rozwiązań problemów, z którymi spotyka się większość kocich opiekunów. Barbara Sieradzan, związana z miesięcznikiem „Kocie Sprawy”, która dzieliła życie z niejednym kotem, w swojej niezwykle osobistej i ciepłej, a zarazem uniwersalnej pod względem problematyki książce przekazuje wiedzę i doświadczenie na temat kocich charakterów i spraw.

Barbara Sieradzan od ponad 20 lat wiąże pracę zawodową, zainteresowania, a nawet sprawy prywatne ze zwierzętami. Od 2002 roku związana stałą współpracą dziennikarską z miesięcznikiem „Mój Pies”, potem „Przyjaciel Pies”. W miesięczniku „Kocie Sprawy” obecna od początku, autorka cyklu opowiadań satyrycznych „Między nami kocurami”, potem stałej rubryki „Lekarz weterynarii” (poradnictwo). Pisała także cykle „Koty warszawskiego ZOO” i „Koty krakowskiego ZOO”. Gościła okazjonalnie w innych pismach o tematyce zoologicznej, jak „Kot” czy „Konie i rumaki”. Twierdzi, że nie jest uzależniona od kotów. Nikt w to nie wierzy

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 126

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Klakierowi, od którego zaczęła się moja przygoda z kotami, Maksymilianowi, który był moim życiowym kotem, Werbence, mojemu kociemu aniołkowi i najmądrzejszej kotce, jaką spotkałam, jej siostrze, iskiereczce Arnice, oraz obecnym moim towarzyszom życia: pięknej seniorce Melisie i szalonym braciom Dymitrowi i Ryszardowi – to dzięki Wam mogłam napisać tę książkę.

Spis treści

Od autorki

Rozdział 1. Poznajmy się

Kot – zwierzę z przeszłością

Kot jako drapieżnik i co z tego wynika

Kości i mięśnie

W równowadze

Pokaż pazurki!

Kocie zmysły

Kot jako drapieżnik

Wybieramy kota

Rasa – wygląd i charakter

A może dachowiec?

Rozdział 2. Co jest najważniejsze dla kota

Kot jako zwierzę terytorialne

Potrzeba stałej kontroli otoczenia

Zachowania społeczne

Znaczenie rytuałów w życiu kota

Kot a reszta świata

Rozdział 3. Co nam najbardziej przeszkadza w zachowaniu kota

Załatwianie potrzeb poza kuwetą

Drapanie tapicerki

Oddawanie moczu na różne przedmioty

Balansowanie na firankach

Chęć do zabawy w nocy

Gryzienie i drapanie podczas zabawy i nie tylko

Niszczenie kwiatków

Rośliny szkodliwe (lub trujące) dla kota

Rośliny bezpieczne dla kota

Wskakiwanie na stół i blaty kuchenne

Roznoszenie żwirku po podłodze

Absolutna decyzyjność po stronie kota

Rozdział 4. Trudne sytuacje

Podawanie tabletki

Wizyta u weterynarza

Goście w domu

Podróże

Petsitter, czyli bona dla kota

Zmiana diety

Koci wiek czcigodny

Żałoba

Rozdział 5. Wspólna płaszczyzna do negocjacji

Kot hedonista

Kot prawdę ci powie, czyli kocia mowa ciała

Bez przymusu, czyli jak dogadać się z kotem

Rola zabawy w życiu kota

System kar i nagród

Rozmowy z kotem

Szczególne więzi, jakimi możemy być nagrodzeni

Emocjonalny świat kota

Felinoterapia

Zamiast zakończenia

Polecane lektury

Polecane strony internetowe

Nie kupuj, adoptuj!

Komu można pomóc?

Od autorki

To nie jest po­rad­nik o wy­cho­wy­wa­niu kota. To jest książ­ka o tym, jak go nie wy­cho­wy­wać, po­nie­waż wy­cho­wy­wa­nie tego czwo­ro­no­ga nie ma żad­ne­go sen­su. To po­rad­nik o tym, jak zro­zu­mieć kota i umieć się z nim do­ga­dać ku obo­pól­nej ko­rzy­ści.

Mam świa­do­mość, że rady w spra­wie ko­tów nie za­wsze mogą być sku­tecz­ne. To tro­chę jak z lu­do­wy­mi prze­po­wied­nia­mi po­go­dy typu: na świę­te­go Hie­ro­ni­ma jest deszcz albo go ni ma.

Sta­ra­łam się, ba­zu­jąc na swo­jej wie­dzy oraz na swo­im do­świad­cze­niu, po­móc Wam, dro­gie Sio­stry i Bra­cia Ko­cia­rze, zro­zu­mieć koty i albo usta­lić sym­pa­tycz­ne za­sa­dy współ­ist­nie­nia z nimi, albo po­go­dzić się z pew­ny­mi nie­do­god­no­ścia­mi. Je­śli na­uczy­my się od­bie­rać sy­gna­ły od na­szych pod­opiecz­nych i bę­dzie­my re­spek­to­wać ich re­gu­ły, może uda się nam wy­pra­co­wać bar­dzo faj­ną, je­dy­ną w swo­im ro­dza­ju przy­jaźń. To taka więź po­nad po­dzia­ła­mi, po­nad ga­tun­ka­mi i tak fa­scy­nu­ją­ca jak koci świat. Bo tyl­ko ona może spra­wić, że zo­sta­nie­my do tego świa­ta do­pusz­cze­ni. Ży­czę Wam, by­ście w nim by­wa­li bar­dzo czę­sto.

Po­rad­ni­ków o ko­tach jest wie­le, sama szu­ka­łam w nich od­po­wie­dzi na py­ta­nia, któ­re po­ja­wia­ły się w trud­nych sy­tu­acjach zwią­za­nych z tymi zwie­rzę­ta­mi. Osta­tecz­nie to same koty pod­po­wia­da­ły mi, co na­le­ży ro­bić. Jak w każ­dej dzie­dzi­nie ży­cia klu­czem jest zro­zu­mie­nie, a zro­zu­mieć to zna­czy do­rów­nać – spoj­rzeć na świat ocza­mi in­nej isto­ty.

Dość dłu­go w moim ży­ciu ist­nia­ły tyl­ko psy – to pre­fe­ren­cje wy­nie­sio­ne z ro­dzin­ne­go domu. Pies rzad­ko rzu­ca nam ja­kieś szcze­gól­nie trud­ne wy­zwa­nie; na ogół je­ste­śmy w sta­nie do nie­go do­trzeć i pod­po­rząd­ko­wać go na­szej woli. Wią­że się to ści­śle z jego stad­nym cha­rak­te­rem, a co za tym idzie, z hie­rar­chią w gru­pie. Kie­dy zja­wił się w moim domu kot – czar­ny jak smo­ła Kla­kier – oka­za­ło się, że kot to nie mały pies. Nie dzia­ła pod przy­mu­sem tre­su­ry.

Kot jest he­do­ni­stą i to on de­cy­du­je, co jest dla nie­go atrak­cyj­ne, a co nie. Do­tar­cie do nie­go to po­zna­nie jego nie­za­leż­nej na­tu­ry i za­ofe­ro­wa­nie roz­wią­za­nia, któ­re mu przy­pad­nie do gu­stu.

„Ja mam się do­sto­so­wać do zwie­rza­ka?” – za­py­ta­cie. – To je­dy­na dro­ga do tego, by­śmy się do­ga­da­li. Niby kom­pro­mis, ale na jego wa­run­kach. Jed­nak to, co spra­wia kotu przy­jem­ność, nie­jed­no­krot­nie jest miłe rów­nież dla nas. A poza tym… kot wszyst­ko robi z ta­kim wdzię­kiem…

„Kot to pra­wie do­mow­nik” – sły­szy­my cza­sem ta­kie stwier­dze­nie. Dla mnie kot JEST do­mow­ni­kiem i miesz­kam z nim na za­sa­dzie wza­jem­ne­go po­sza­no­wa­nia. Dla­cze­go? Bo za­bra­łam nie­za­leż­ne, za­le­d­wie udo­mo­wio­ne (nie my­lić z oswo­jo­ne) zwie­rzę z jego na­tu­ral­ne­go śro­do­wi­ska i za­mknę­łam w klat­ce czte­rech ścian. Po­ka­za­łam mu, gdzie ma spać, co ma jeść, ode­bra­łam moż­li­wość po­lo­wa­nia, pod­da­łam ka­stra­cji. Praw­dą jest, że za­pew­ni­łam czu­łą opie­kę, w ra­zie po­trze­by fa­cho­wą, we­te­ry­na­ryj­ną, zwie­rzę jest syte, czy­ste i naj­praw­do­po­dob­niej bę­dzie żyło dużo dłu­żej niż na wol­no­ści. Ale to kota trze­ba by­ło­by spy­tać, co woli…

Do nie­daw­na mia­łam czte­ry koty, te­raz jest ich nie­ste­ty trzy. Na mo­ich pa­ra­pe­tach leży mnó­stwo po­du­szek, w po­ko­ju stoi po­kaź­ny dra­pak, po pod­ło­dze wa­la­ją się szma­cia­ne mysz­ki. W co­dzien­ne ko­cie ry­tu­ały się nie wtrą­cam, a wszel­kie zmia­ny ne­go­cju­je­my. Obo­wią­zu­ją za­sa­dy part­ner­skie. No, pra­wie…

Przed­sta­wiam Wam koty, bez któ­rych ta książ­ka ni­g­dy by nie po­wsta­ła.

Me­li­sa spo­śród wszyst­kich do­mow­ni­ków mnie po­wa­ża naj­bar­dziej, ale nie do koń­ca chce się zgo­dzić na moją przy­wód­czą rolę. Je­stem sta­le przez nią stro­fo­wa­na, co świad­czy o tym, że wciąż po­ka­zu­je mi miej­sce pod­le­głe so­bie, ale mam też naj­więk­sze przy­wi­le­je. Po­nie­waż kot­ka mi­łu­je ci­szę i spo­kój, wszel­kie nie­po­trzeb­ne ha­ła­sy na­tych­miast ka­rze. Wiem, że kie­dy nie­spo­dzie­wa­nie krzyk­nę z ja­kie­go­kol­wiek po­wo­du, Me­li­sa nie­uchron­nie przy­bie­gnie, by ugryźć mnie w łyd­kę, cza­sem do krwi. Nie ucie­ka, tyl­ko pa­trzy na mnie z na­ga­ną, jak­by chcia­ła po­wie­dzieć: w MOIM domu ma być ci­sza!

Kie­dy będą ją za dłu­go gła­skać, nie­chyb­nie wark­nie ostrze­gaw­czo i za­raz zła­pie mnie lek­ko zę­ba­mi za rękę. Gdy przy­cho­dzi po­ło­żyć się na mo­jej po­dusz­ce, a nie zro­bię jej na­tych­miast miej­sca i, co gor­sza, na­dal czy­tam książ­kę, za­miast ją gła­skać – wark­nie obe­lży­wie i pój­dzie znie­sma­czo­na. A zna naj­gor­sze ko­cie prze­kleń­stwa! I po­my­śleć, że ta kot­ka ro­dem z Su­walsz­czy­zny zro­bi­ła ka­rie­rę w sto­li­cy – była dziew­czy­ną z okład­ki w jed­nym z nu­me­rów „Ko­cich Spraw” pod ha­słem: „Ła­cia­te jest pięk­ne”!

Moja dru­ga kot­ka, Wer­ben­ka, była otwar­ta na świat. Ja mia­łam w nim swo­je ści­śle okre­ślo­ne miej­sce. Nie cier­pia­ła bra­nia na ręce, ale lu­bi­ła sia­dać ko­muś na ko­la­nach (nie na mo­ich). Kie­dy wie­czo­rem po­lo­wa­ła na mysz­kę, przy­no­si­ła ją mnie i moją rolą było jej za nią po­dzię­ko­wać. Pew­nie uwa­ża­ła, że je­stem nie­po­rad­na w ło­wie­niu. By­łam dla niej tą oso­bą „od mi­ski”, a Wer­ben­ka uwiel­bia­ła jeść. Ale kie­dy kot­kę do­pa­da­ła cho­ro­ba (przy­da­rza­ło jej się to wie­le razy), współ­pra­co­wa­ła tyl­ko ze mną. Mo­głam ro­bić Wer­ben­ce wszyst­ko, choć­by to były czyn­no­ści bar­dzo nie­przy­jem­ne i bo­le­sne. Pa­trzy­ła mi w oczy, ja jej tłu­ma­czy­łam, co trze­ba te­raz zro­bić, a ona się pod­po­rząd­ko­wy­wa­ła. Za­wsze do niej mó­wi­łam i mia­łam nie­od­par­te wra­że­nie, że do­sko­na­le mnie ro­zu­mia­ła. Jej spoj­rze­nie było peł­ne mą­dro­ści.

Dy­mitr, pier­wo­rod­ny i więk­szy z mo­ich ru­dych bliź­nia­ków, stą­pa­ją­cy z łapy na łapę jak ty­grys, wy­da­je się prze­bo­jo­wy, ale ucie­ka z pręd­ko­ścią bły­ska­wi­cy, kie­dy tyl­ko coś stuk­nie albo spad­nie. Żyje bar­dziej w świe­cie lu­dzi niż ko­tów – jest kon­tak­to­wy i przy­ja­ciel­ski. Oka­zu­je mi mi­łość za­wsze i wszę­dzie, za­glą­da­jąc w oczy tak, że wi­dzi chy­ba moje mig­dał­ki…

Ry­sio – brat Dy­mi­tra, mniej­szy, wy­co­fa­ny, był moc­no zwią­za­ny z Wer­ben­ką. Te­raz, gdy jej już nie ma, trzy­ma szta­mę ze swo­im bra­tem. Przy­glą­da się świa­tu czę­sto nie­obec­nym, wiecz­nie zdzi­wio­nym spoj­rze­niem. Rzad­ko wy­cho­dzi do lu­dzi z ini­cja­ty­wą. Jego świa­tem jest świat ko­tów, ale pod głasz­czą­cą ręką za­mie­nia się w kul­kę mru­czą­cej roz­ko­szy. My­ślę, że gdy­by był czło­wie­kiem, pi­sał­by wier­sze…

Wszyst­kie wy­mie­nio­ne czwo­ro­no­gi mia­ły swój bez­po­śred­ni udział w po­wsta­niu tej książ­ki.

Ktoś kiedyś powiedział, że ludzie dzielą się na tych, którzy kochają koty, i na tych, którzy jeszcze o tym nie wiedzą.

Roz­dział 1

Poznajmy się

Kot – zwierzę z przeszłością

Na­ukow­cy twier­dzą, że ży­cie na­ro­dzi­ło się w Afry­ce, a więc kot też. Oko­ło 225 mi­lio­nów lat temu po­ja­wi­ły się pierw­sze małe zwie­rzę­ta, a z nich wy­kształ­ci­ły się ssa­ki. Były to for­my bar­dzo pry­mi­tyw­ne i mu­sia­ło mi­nąć oko­ło 160 mi­lio­nów lat, by na sku­tek ewo­lu­cji po­ja­wi­ły się u nie­któ­rych z nich pierw­sze ce­chy ssa­ków dra­pież­nych, np. 44 nie­zróż­ni­co­wa­ne zęby zdol­ne roz­szar­py­wać zdo­bycz. Z upły­wem cza­su uzę­bie­nie się zmie­nia­ło, zwie­rzę­ta zy­ska­ły czę­ścio­wo cho­wa­ne pa­zu­ry i mniej wię­cej 55 mi­lio­nów lat temu po­wsta­ła ro­dzi­na Mia­ci­dae, czy­li pra­przod­ko­wie ko­tów. Były to małe dra­pież­ni­ki, na­drzew­ne, ale by­tu­ją­ce rów­nież na zie­mi. Mia­ły nie­wiel­kie wy­dłu­żo­ne cia­ła i dłu­gie ogo­ny, wy­glą­dem przy­po­mi­na­ły dzi­siej­szą kunę. Uda­ło im się prze­żyć na zie­mi oko­ło 29 mi­lio­nów lat.

Pra­ko­ty po­ja­wi­ły się przed 25 mi­lio­na­mi lat. Ich uzę­bie­nie od­po­wia­da­ło temu, któ­re ob­ser­wu­je się u współ­cze­snych ko­tów, ale zęby pra­ko­tów były sza­bla­ste (po­dob­nie jak u pso­wa­tych). Do naj­bar­dziej zna­nych przed­sta­wi­cie­li pra­ko­tów na­le­żał ty­grys sza­blo­zęb­ny, któ­ry z nie­zna­nych przy­czyn wy­gi­nął jed­no­cze­śnie w Ame­ry­ce i Eu­ra­zji. Naj­dłu­żej uda­ło mu się prze­żyć w Ka­li­for­nii – zna­le­zio­no wy­ko­pa­li­ska tego ga­tun­ku sprzed 13 mi­lio­nów lat.

Przed 12 mi­lio­na­mi lat po­ja­wi­ły się koty wła­ści­we, któ­re są bez­po­śred­ni­mi przod­ka­mi dzi­siej­szych ko­to­wa­tych. Naj­licz­niej­szą gru­pę sta­no­wi­ły wiel­kie koty, mię­dzy in­ny­mi lew to­skań­ski, ge­pard ol­brzy­mi i ryś, za­sie­dla­ją­ce te­re­ny Eu­ro­py, ale rów­nież ty­grys ol­brzy­mi w Chi­nach i ja­gu­ar w Ame­ry­ce Pół­noc­nej. Po­ja­wi­li się też przed­sta­wi­cie­le ko­tów mniej­szych, jak ży­ją­ce do dziś ma­nu­le czy wy­stę­pu­ją­cy jesz­cze przed mi­lio­nem lat na te­re­nie Bli­skie­go Wscho­du i Eu­ro­py kot Mar­tel­le­go. Ten ostat­ni to bez­po­śred­ni an­te­nat dzi­siej­szych ma­łych ko­tów; rów­nież żbi­ki uwa­ża się za jego po­tom­ków.

Gdy­by się do­brze przyj­rzeć, to gdzieś tam, bar­dzo da­le­ko mie­li­śmy wspól­ne­go pra­pra­przod­ka… Jak wszyst­kie ssa­ki.

A za­tem kot to zwie­rzę z dłu­gą prze­szło­ścią. Za jego naj­bliż­sze­go ży­ją­ce­go współ­cze­śnie przod­ka uwa­ża się kota nu­bij­skie­go, za­miesz­ku­ją­ce­go te­re­ny od Afry­ki po­przez Azję i Bli­ski Wschód. Ten duży kot, wa­żą­cy na­wet do 8 kg, jest do­brze przy­sto­so­wa­ny do dzi­kie­go ży­cia. Jego umasz­cze­nie za­le­ży od miej­sca, w któ­rym by­tu­je: na te­re­nach tra­wia­stych czy pu­styn­nych okry­wa ma ja­śniej­sze za­bar­wie­nie, na te­re­nach le­śnych – ciem­niej­sze. Mimo że kot nu­bij­ski na­le­ży do dzi­kich ku­zy­nów kota do­mo­we­go, daje się ła­two udo­mo­wić i chęt­nie po­ja­wia się w po­bli­żu sie­dzib czło­wie­ka.

Ro­dzi­na Fe­li­dae, czy­li ko­to­wa­tych, jest licz­na, a ku­zy­no­stwo moc­no zróż­ni­co­wa­ne – po­cząw­szy od nie­du­żych żbi­ków, ry­siów, oce­lo­tów, ja­gu­arun­di po­przez śred­niej wiel­ko­ści ser­wa­le, ka­ra­ka­le, ge­par­dy, na­stęp­nie jesz­cze więk­sze ja­gu­ary, lam­par­ty, pumy, skoń­czyw­szy na tych wiel­kich – lwach i ty­gry­sach.

Za naj­mniej­sze­go kota na świe­cie uwa­ża się afry­kań­skie­go kota czar­no­ła­pe­go, któ­ry waży 1–2 kg, naj­więk­szy jest ty­grys – sam­ce mogą wa­żyć po­nad 300 kg.

Nie­zła ro­dzin­ka, praw­da? Nie dziw­my się więc, że przy tak roz­le­głych ko­nek­sjach nasz nie­wiel­ki mru­czek ma cha­rak­ter i jest nie­za­leż­ny.

Lu­dzie udo­mo­wi­li kota, kie­dy prze­ko­na­li się, że zwie­rzę może być po­ży­tecz­ne – od­kry­li jego wa­lo­ry jako tę­pi­cie­la gry­zo­ni. Do roz­po­wszech­nie­nia ko­tów na świe­cie przy­czy­ni­li się Fe­ni­cja­nie, któ­rzy prze­wo­zi­li je na swo­ich okrę­tach.

Naj­star­sze prze­ka­zy o ko­tach po­cho­dzą z Egip­tu, któ­ry był kra­jem zbo­ża. To tu kot oka­zał się tak nie­zwy­kle po­żą­da­nym sprzy­mie­rzeń­cem w wal­ce ze szczu­ra­mi i my­sza­mi, że z cza­sem zy­skał bo­ski sta­tus. Był chro­nio­ny pra­wem, a za jego za­bi­cie gro­zi­ła kara śmier­ci. Za­czę­to czcić bo­gi­nię Ba­stet (bądź Bast), przed­sta­wia­ną w po­sta­ci kot­ki albo ko­bie­ty z gło­wą kota. Utoż­sa­mia­ła ona ma­cie­rzyń­stwo, ra­dość ży­cia, wszyst­ko, co do­bre, przy­jem­ne i ro­dzin­ne.

W Egip­cie wi­ze­run­ki kota ozda­bia­ły bi­żu­te­rię, zwłasz­cza na­szyj­ni­ki i kol­czy­ki. Kotu na­le­żał się rów­nież bo­ski po­chó­wek – mu­mi­fi­ko­wa­no jego cia­ło i cho­wa­no z ho­no­ra­mi jak do­stoj­ni­ka. Kult ten trwał do 390 roku n.e., kie­dy z mocy car­skie­go de­kre­tu zo­stał po­rzu­co­ny. Do dziś koty są lu­bia­ne na Bli­skim Wscho­dzie i w Afry­ce, zwłasz­cza w kra­jach is­lam­skich.

Z ko­lei chrze­ści­jań­ska Eu­ro­pa nie prze­pa­da­ła za ko­tem, przy­pi­su­jąc mu rolę po­śred­ni­ka dia­bła. Ist­nie­ją prze­ka­zy mó­wią­ce o ma­gicz­nych sztucz­kach cza­row­nic, któ­rym z re­gu­ły to­wa­rzy­szył czar­ny kot.

Na szczę­ście współ­cze­sność jest ła­skaw­sza dla kota. Z cza­sem wa­lo­ry zwie­rza­ka, jak rów­nież jego uro­da, zo­sta­ły na­le­ży­cie do­ce­nio­ne, a pu­cha­te czwo­ro­no­gi sta­ły się ulu­bień­ca­mi wie­lu lu­dzi – wła­ści­wie na ca­łym świe­cie.

Kot jako drapieżnik i co z tego wynika

Kot jest zde­kla­ro­wa­nym dra­pież­ni­kiem. Na­tu­ra wy­po­sa­ży­ła go do tej roli per­fek­cyj­nie. Aby zo­ba­czyć świat ocza­mi kota, mu­sie­li­by­śmy wyjść poza gra­ni­ce na­szych zmy­słów. Do­sko­na­ła bu­do­wa cia­ła i owe nie­praw­do­po­dob­ne zmy­sły ści­śle kształ­tu­ją koci cha­rak­ter i jego za­in­te­re­so­wa­nia. Przyj­rzyj­my się im bli­żej.

Nie będę za­nu­dzać szcze­gó­ła­mi ana­to­mii, wy­star­czy ob­ser­wa­cja zwie­rzę­cia. Kot jest nie­zwy­kle gięt­ki i ela­stycz­ny – wi­dać to w spo­so­bie jego po­ru­sza­nia się, skocz­no­ści, kie­dy się skra­da i kie­dy… śpi. Cza­sa­mi moż­na od­nieść wra­że­nie, że przy­bie­ra kształt przed­mio­tu ni­czym ciecz. Każ­dy z nas nie­jed­no­krot­nie po­dzi­wiał nie­praw­do­po­dob­ną pozę swo­je­go pu­pi­la, śpią­ce­go na przy­kład gło­wą w dół czy w po­zy­cji, któ­ra nam, lu­dziom, za­gwa­ran­to­wa­ła­by po prze­bu­dze­niu ból sta­wów i mię­śni na cały dzień.

Kości i mięśnie

Kot za­wdzię­cza swo­ją gięt­kość głów­nie bu­do­wie krę­go­słu­pa, któ­ry może mieć 40 krę­gów wię­cej niż nasz (li­cząc z ogo­nem). Jego krę­go­słup skła­da się z 44 do 58 krę­gów (licz­ba za­le­ży od rasy) w róż­nych kształ­tach. Szkie­let kota „ubra­ny” jest w po­nad 500(!) mię­śni oraz licz­ne ścię­gna da­ją­ce zwie­rzę­ciu skocz­ność, moż­li­wość bły­ska­wicz­ne­go po­ru­sza­nia się i skra­da­nia. Za­rów­no bu­do­wa szkie­le­tu, jak i ogon po­zwa­la­ją na za­cho­wa­nie rów­no­wa­gi i ela­stycz­ne skrę­ty cia­ła.

Zre­du­ko­wa­na kość oboj­czy­ko­wa spra­wia, że kot może się prze­ci­skać przez małe otwo­ry i po­ru­szać po bar­dzo wą­skich płasz­czy­znach.

Mię­śnie zbu­do­wa­ne są tak, że zwie­rzę nie po­trze­bu­je roz­bie­gu, by sko­czyć na dużą wy­so­kość (na­wet pię­cio­krot­ną dłu­gość swo­je­go cia­ła). Wraz ze zdol­no­ścią bez­sze­lest­ne­go pod­kra­da­nia się daje to moż­li­wość upo­lo­wa­nia ofia­ry znaj­du­ją­cej się znacz­nie wy­żej – na przy­kład pta­ka na ga­łę­zi.

Kot może nie­zwy­kle szyb­ko bie­gać. Jego ku­zyn ge­pard jest w tym nie­kwe­stio­no­wa­nym mi­strzem wśród zwie­rząt lą­do­wych – na krót­kie dy­stan­se osią­ga pręd­kość 100–120 km/godz., i to w cią­gu 3 se­kund! Na­pę­dem są głów­nie tyl­ne nogi, a wy­jąt­ko­wo dłu­gi ogon ba­lan­su­je i po­zwa­la nie wy­paść „z toru” na­wet przy du­żych skrę­tach. Na­sze koty do­mo­we nie mają aż ta­kich moż­li­wo­ści, ale w krót­kich zry­wach po­tra­fią do­go­nić zdo­bycz. Na dłuż­sze dy­stan­se szyb­ko się mę­czą.

W równowadze

Mówi się, że kot za­wsze spa­da na czte­ry łapy. Nie ma w tym wiel­kiej prze­sa­dy. Dzię­ki do­sko­na­łe­mu zmy­sło­wi rów­no­wa­gi zwie­rzę spa­da­ją­ce z wy­so­ko­ści może bły­ska­wicz­nie ob­ró­cić się, tak by bez­piecz­nie wy­lą­do­wać na koń­czy­nach. Aby się to uda­ło, wy­so­kość musi być na tyle duża, by kot mógł do­ko­nać ob­ro­tu. Za­tem, wbrew po­zo­rom, bez­piecz­niej­szy może się oka­zać upa­dek z wyż­sze­go pię­tra niż z niż­sze­go.

Jed­nak wszyst­ko ma swo­je gra­ni­ce. Sły­sza­łam o ko­cie, któ­ry dwu­krot­nie spadł z dzie­wią­te­go pię­tra. Wła­ści­ciel nie wy­cią­gnął z tego wnio­sków i nie za­bez­pie­czył bal­ko­nu, więc trze­cie­go upad­ku kot już nie prze­żył. Trud­no wy­tłu­ma­czyć, dla­cze­go tak in­te­li­gent­ne zwie­rzę na­ra­ża się na ko­lej­ną po­dob­ną trau­mę. Nie­ste­ty wie­lo­krot­ne wy­pad­nię­cia z okien czy bal­ko­nów zda­rza­ją się czę­sto, co po­twier­dza­ją le­ka­rze we­te­ry­na­rii (nada­li ta­kim de­li­kwen­tom żar­to­bli­we okre­śle­nie „spa­do­chro­niarz”).

Upa­dek może być tra­gicz­ny, je­śli w miej­scu lą­do­wa­nia znaj­du­ją się be­ton, krza­ki czy ostro za­koń­czo­ne ogro­dze­nie. Nie licz­my za­tem na szczę­ście i za­bez­piecz­my okna i bal­kon sa­mo­dziel­nie albo sko­rzy­staj­my z po­mo­cy firm, któ­re ofe­ru­ją ta­kie usłu­gi (in­for­ma­cje o nich moż­na zna­leźć choć­by w in­ter­ne­cie). Uczu­lam też na uchyl­ne okna – nie­je­den kot wie­dzio­ny cie­ka­wo­ścią za­klesz­czył się w ta­kim oknie, co skut­ku­je – w naj­lep­szym wy­pad­ku – po­waż­ny­mi uszko­dze­nia­mi na­rzą­dów we­wnętrz­nych.

Na za­cho­wa­nie rów­no­wa­gi wpły­wa­ją: szkie­let, mię­śnie, ścię­gna i bu­do­wa ko­cie­go mó­zgu. Nie­ba­ga­tel­ny udział ma w niej koci ogon – jest jak ba­lans u li­no­skocz­ka. Naj­krót­sze ogo­ny wy­stę­pu­ją u ko­tów rasy manks – skła­da­ją się tyl­ko z kil­ku krę­gów. U in­nych ko­tów ogo­ny li­czą 19–28 krę­gów. Kot po­zba­wio­ny ogo­na bądź jego znacz­nej czę­ści bę­dzie so­bie ra­dził, ale za­cho­wa więk­szą ostroż­ność. Zwie­rzę­ta po­tra­fią roz­po­znać swo­je ogra­ni­cze­nia i przy­sto­so­wać się do nich.

Pokaż pazurki!

We wspi­nacz­ce po pio­no­wych po­wierzch­niach i w skra­da­niu się po­ma­ga­ją wy­su­wa­ją­ce się i cho­wa­ją­ce pa­zu­ry. Ich ruch jest moż­li­wy dzię­ki skom­pli­ko­wa­ne­mu sys­te­mo­wi mię­śni i ela­stycz­nych wię­za­deł. Pa­zu­ry słu­żą rów­nież do chwy­ta­nia i przy­trzy­my­wa­nia zdo­by­czy, są też nie­złą bro­nią, gdy doj­dzie do wal­ki.

Kot cho­dzi na pal­cach, na lek­ko stward­nia­łych po­dusz­kach – opusz­kach, co po­zwa­la mu po­ru­szać się bez­sze­lest­nie. Dzię­ki tej umie­jęt­no­ści może ła­twiej za­kraść się do czuj­ne­go pta­ka czy ma­łe­go gry­zo­nia. Po­dusz­ki mają też zdol­ność wy­czu­wa­nia wi­bra­cji i ru­chu, co jest do­dat­ko­wym na­rzę­dziem zmy­słu i orien­ta­cji.

Kocie zmysły

Przy wy­jąt­ko­wych ko­cich zmy­słach na­sze wy­pa­da­ją ra­czej bla­do…

Fa­scy­nu­ją­ce oczy, nie dość, że pięk­ne, po­sia­da­ją nie­zwy­kłą war­stwę od­bla­sko­wą, po­zwa­la­ją­cą kotu na wi­dze­nie przy mi­ni­mal­nej ilo­ści świa­tła. War­stwa ta (ta­pe­tum lu­ci­dum) od­bi­ja świa­tło, co umoż­li­wia jego dwu­krot­ne wy­ko­rzy­sta­nie w ko­cim oku. To ona po­wo­du­je, że po ciem­ku oczy kota świe­cą się na zie­lo­no bądź czer­wo­no. W cał­ko­wi­tej ciem­no­ści kot nie wi­dzi nic.

Pio­no­wa źre­ni­ca oka ma bar­dzo dużą zdol­ność ako­mo­da­cji, co ozna­cza, że może się znacz­nie roz­sze­rzać lub zwę­żać do szpar­ki, wy­ko­rzy­stu­jąc naj­mniej­szą ilość świa­tła lub kon­tro­lu­jąc jego nad­miar. Ko­cie oko jest bar­dziej wraż­li­we na ruch niż na od­bie­ra­nie kształ­tów, to dla­te­go zwie­rzę prę­dzej za­uwa­ży po­ru­sza­ją­ce się na ga­łę­zi pta­ki niż sto­ją­ce­go nie­ru­cho­mo czło­wie­ka. Gał­ka oczna ma do­dat­ko­wą ochro­nę – tak zwa­ną trze­cią po­wie­kę. To ka­wa­łek skó­ry w ką­ci­ku oka, od­po­wia­da­ją­cy za jego wil­got­ność. Bły­ska­wicz­nie osła­nia on oko przed ura­zem me­cha­nicz­nym.

Nie wie­my jesz­cze wszyst­kie­go o wi­dze­niu ko­lo­rów przez kota. We­dług jed­nej z hi­po­tez zwie­rzę nie roz­róż­nia wszyst­kich barw, nie­któ­re od­bie­ra jako mniej­sze lub więk­sze natę­że­nie sza­ro­ści. Za to ko­lor ko­cich tę­czó­wek to cała pa­le­ta – od żół­te­go, po­przez po­ma­rań­czo­wy, brą­zo­wy, zie­lo­ny, błę­kit­ny do nie­bie­skie­go. Za spra­wą ge­ne­ty­ki po­ja­wi­ły się koty o dwu­ko­lo­ro­wych oczach – jed­no oko mogą mieć żół­te, dru­gie nie­bie­skie. U ko­tów o bia­łym umasz­cze­niu czę­sto zda­rza się, że ucho od stro­ny oka nie­bie­skie­go jest nie­do­sły­szą­ce lub głu­che.

Koty nie­wi­do­me trud­no by so­bie ra­dzi­ły na wol­no­ści, na­to­miast w sta­dzie czy w po­bli­żu czło­wie­ka, kie­dy nie mu­szą samo­dziel­nie zdo­by­wać po­ży­wie­nia, eg­zy­stu­ją bar­dzo do­brze.Zda­rza się, że o tym, iż kot nie wi­dzi, wła­ści­cie­le do­wia­du­ją się do­pie­ro wte­dy, kie­dy prze­me­blu­ją miesz­ka­nie. Nie­wi­do­my kot po­słu­gu­je się głów­nie zmy­słem do­ty­ku i cho­dzi „na pa­mięć”. Zna­łam też nie­wi­do­me­go kota, miesz­ka­ją­ce­go w staj­ni, któ­ry cał­kiem uda­nie po­lo­wał na my­szy. Ten z ko­lei wspie­rał się głów­nie słu­chem, ale – co tu dużo mó­wić – miał wa­run­ki w koń­skim sia­nie jak wilk w owczar­ni!

Wę­chem kot ustę­pu­je psu, ale i ten zmysł bar­dzo po­ma­ga mu w po­lo­wa­niach, po­nie­waż in­for­mu­je o po­ten­cjal­nej zdo­by­czy. Ale nie tyl­ko. Jest sil­nie sko­re­lo­wa­ny ze sma­kiem – je­śli kot nie po­czu­je za­pa­chu je­dze­nia, nie bę­dzie go jadł. Kotu, któ­ry cier­pi na brak ape­ty­tu – na przy­kład z po­wo­du cho­ro­by – za­le­ca się po­da­wa­nie lek­ko pod­grza­ne­go po­kar­mu, gdyż wte­dy wy­dzie­la on wię­cej ape­tycz­nej woni.

Zmysł wę­chu jest też waż­ny w kwe­stii ko­cich przy­jem­no­ści. Istot­ną rolę od­gry­wa w nim na­rząd Ja­cob­so­na, zwa­ny tak­że le­mie­szo­wym, znaj­du­ją­cy się na pod­nie­bie­niu. Szcze­gól­ne wo­nie – zwłasz­cza afro­dy­zja­ków czy za­pach kot­ki w rui – są roz­po­zna­wa­ne wła­śnie w tym na­rzą­dzie. Pew­no nie­raz wi­dzie­li­śmy na­sze­go kota, któ­ry nie­ru­cho­mie­je z otwar­tym pyszcz­kiem i wy­da­je się nie­obec­ny. To wła­śnie mo­ment de­lek­to­wa­nia się czymś dla nie­go szcze­gól­nym!

O ko­cim sma­ku też wszyst­kie­go nie wie­my. Czy to, co sma­ku­je nam, jest rów­nie atrak­cyj­ne dla kota? Wie­my na­to­miast, że koci ję­zyk ma bu­do­wę po­dob­ną do na­sze­go, ale bra­ku­je na nim ku­becz­ków sma­ko­wych od­po­wie­dzial­nych za smak słod­ki. Ist­nie­je też dru­ga hi­po­te­za mó­wią­ca o tym, że koty nie od­czu­wa­ją słod­kie­go sma­ku, gdyż ich śli­na nie za­wie­ra amy­la­zy – en­zy­mu uczest­ni­czą­ce­go w roz­kła­dzie cu­krów.

Dla­cze­go więc nie­któ­re koty lu­bią sło­dy­cze? Oczy­wi­ście kot nie wy­ja­da cu­kru z cu­kier­ni­cy, ale chru­pie her­bat­ni­ki sto­ją­ce na sto­le czy pod­gry­za cia­sto, po­nie­waż te pro­duk­ty za­wie­ra­ją mle­ko i tłuszcz. A za­rów­no jed­no, jak i dru­gie jest mile wi­dzia­ne w ko­cim menu. Z tego też po­wo­du zda­rza się kotu pod­pi­jać nam kawę, je­śli do­le­je­my do niej mle­ko. Na­le­ży uwa­żać na to, ja­kie sło­dy­cze pod­ja­da kot, zwłasz­cza, je­śli za­wie­ra­ją cze­ko­la­dę. Dla zwie­rzę­cia jest ona w du­żym stop­niu tru­ją­ca – tym sil­niej im wię­cej za­wie­ra ka­kao.

Słuch to ko­lej­ny wy­jąt­ko­wy koci zmysł. Mał­żo­wi­na uszna kota ma aż 12 mię­śni, zdol­nych po­ru­szać uchem nie­mal we wszyst­kie stro­ny, i to jed­nym nie­za­leż­nie od dru­gie­go. Kot może le­żeć nie­ru­cho­mo, spra­wiać wra­że­nie śpią­ce­go, lecz jego uszy będą re­ago­wać na ota­cza­ją­ce go dźwię­ki, czę­sto o dużo wyż­szej czę­sto­tli­wo­ści niż te, któ­re od­bie­ra ucho ludz­kie. To ko­lej­ne na­rzę­dzie ło­wiec­kie w da­rze od na­tu­ry – dzię­ki tej umie­jęt­no­ści ucho kota może za­re­je­stro­wać dźwię­ki wy­da­wa­ne przez gry­zo­nie. I – co cie­ka­we – po­tra­fi se­lek­cjo­no­wać od­gło­sy.

Zrób­my pro­sty test: nasz kot się re­lak­su­je (robi to śred­nio 16 go­dzin dzien­nie!), w domu sły­chać zwy­czaj­ne od­gło­sy ży­cia ro­dzi­ny. Mo­że­my włą­czyć mik­ser, od­ku­rzacz czy su­szar­kę do wło­sów, by zwięk­szyć ha­łas. Za za­mknię­ty­mi drzwia­mi w in­nym po­miesz­cze­niu otwie­ra­my z cha­rak­te­ry­stycz­nym pstryk­nię­ciem pusz­kę ulu­bio­ne­go ko­cie­go po­kar­mu, stu­ka­my jego mi­ską bądź lek­ko za­chro­bo­cze­my pusz­ką z su­chą kar­mą. Kot na­tych­miast się zak­ty­wi­zu­je! No chy­ba, że jest na­je­dzo­ny albo cho­ry. Albo wła­śnie stra­cił słuch…

Za zmysł do­ty­ku u kota od­po­wia­da­ją wąsy, zwa­ne wi­bry­sa­mi. Są ab­so­lut­nie ge­nial­ne w swo­jej czu­ło­ści na oto­cze­nie. Znaj­du­ją się w kil­ku miej­scach ko­cie­go pyszcz­ka: nad war­ga­mi, na po­licz­kach, nad ocza­mi i na pod­bród­ku. Są grub­sze od okry­wy wło­so­wej, sztyw­niej­sze, o wie­le dłuż­sze i mają dużą moż­li­wość wy­gi­na­nia się do przo­du, do tyłu i na boki. Do­star­cza­ją kotu ści­słej in­for­ma­cji o te­re­nie, wy­czu­wa­ją naj­lżej­szy ruch. Sta­no­wią do­sko­na­łe na­rzę­dzie w cał­ko­wi­tej ciem­no­ści, a dla ko­tów nie­do­wi­dzą­cych czy nie­wi­do­mych są wręcz nie­zbęd­ne.

To bar­dzo po­bież­ne omó­wie­nie ko­cich zmy­słów, ale moim ce­lem nie było za­głę­bia­nie się w szcze­gó­ły ana­to­mii i fi­zjo­lo­gii tych zwie­rząt, a po­ka­za­nie, że kot zo­stał stwo­rzo­ny do swej roli dra­pież­ni­ka i łow­cy.

Roz­dział 2

Co jest najważniejsze dla kota

Roz­dział 3

Co nam najbardziej przeszkadza w zachowaniu kota

Roz­dział 4

Trudne sytuacje

Roz­dział 5

Wspólna płaszczyzna do negocjacji

Zamiast zakończenia…

Polecane lektury

Polecane strony internetowe

Nie kupuj, adoptuj!

Komu można pomóc?

KOT W DOMU

Barbara Sieradzan

Copyright © 2019 Wydawnictwo RM Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 [email protected], www.rm.com.pl

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy. Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli. Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: [email protected]

ISBN 978-83-8151-032-5 ISBN 978-83-8151-013-4 (ePub) ISBN 978-83-8151-014-1 (mobi)

Edytor: Justyna MrowiecRedaktor prowadząca: Aleksandra ŻdanRedakcja i korekta: Justyna MrowiecZdjęcie na okładce: shutterstock.incEdytor wersji elektronicznej: Tomasz ZajbtOpracowanie wersji elektronicznej: Marcin FabijańskiWeryfikcja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec