Kochaj mnie szeptem - Anna Dąbrowska - ebook + audiobook
BESTSELLER

Kochaj mnie szeptem ebook i audiobook

Anna Dąbrowska

4,2

49 osób interesuje się tą książką

Opis

Gabrysia jest nieśmiałą, pełną kompleksów studentką polonistyki. Wierzy w miłość, ale nie wierzy, że jakikolwiek mężczyzna mógłby zainteresować się nią na poważnie. Do czasu, kiedy na przekór swojej despotycznej matce postanawia związać się z żołnierzem, który brał udział w misji w Afganistanie. Młoda para szybko staje na ślubnym kobiercu, ale niedługo potem okazuje się, że wspólne życie wcale nie przypomina znanych z kobiecych powieści wzruszających historii miłosnych… Gabrysia zdaje sobie sprawę, że żołnierski mundur skrywa wiele mrocznych tajemnic i że dokonała złego wyboru. Wkrótce w jej życiu pojawia się Jeremi, przystojny sąsiad, którego urok osobisty działa na nią jak magnes. To zakazane uczucie stanie się punktem zwrotnym w jej życiu, a Gabrysia odkryje, czym jest udany seks, przestanie wstydzić się swojego ciała i nauczy się mówić o swoich pragnieniach. Ale czy historia związku z dwoma mężczyznami może skończyć się happy endem?

Kochaj mnie szeptem” to wytrawny dramat erotyczny, który płynnie przechodzi w kipiącą emocjami i emanującą seksem drugą część losów bohaterów zatytułowaną Zamień mnie w krzyk! Przeczytaj koniecznie!
A.S.

– Czym jeszcze mnie zaskoczysz, Jeremi? – zapytałam, będąc pod wrażeniem jego wiedzy.
– Po co mam ci mówić, do czego jestem zdolny? Wolę ci to pokazywać – powiedział cicho, po czym zasłonił mi dłonią oczy. – Od teraz tylko czujesz… Czujesz… – wyszeptał do mojego ucha, owiewając mnie ciepłym oddechem.
Zaczęłam się śmiać, a Jeremi mnie nie uciszał. Lubił wsłuchiwać się w dźwięk mojego głosu. Kiedy mój chichot ustał, poczułam, jak jego usta musnęły moją małżowinę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 304

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 10 min

Lektor: Mirella Rogoza-Biel

Sortuj według:
annnv3

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam :)
00

Popularność




Będę kochał cię delikatnie. Będę kochał cię szeptem. Bez pośpiechu…

Tę książkę dedykuję osobom, które popełniły błędy w przeszłości i popełnią je w przyszłości. Pamiętajcie, że nikt z nas nie jest idealny. Idealna jest tylko miłość – ta niezaplanowana, która zalecza wszystkie rany.

Część pierwsza

„Aby dojść do właściwych drzwi, trzeba wpierw zapukać do wielu niewłaściwych. Jeśli przez przypadek od razu dobrze trafisz, nie będziesz umiał rozpoznać, że są to te właściwe drzwi”.

Osho

Rozdział 1

Życie nie jest kadrem upragnionego filmu. Potrafi zaskoczyć najbardziej wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy.

♥♥♥

Maj, 2012

– Gabi! Posłuchaj mnie! Ale Gabi! Nie rób z siebie takiej zakonnicy! – Anita opuściła ramiączko bluzki, by ukazać nagie ramię.

Nie czułam się komfortowo. Nie miałam potrzeby epatować cielesnością przed innymi ludźmi. Należałam do spokojnych dziewczyn, trochę takich trzymających się na uboczu. Wolałam stać pod ścianą i obserwować zachowania innych osób. Nigdy nie starałam się oceniać kogoś po chwili znajomości, bo dobrze wiedziałam, że każda pozorność miała zawsze dwie strony. Nawet ja ulegałam namowom temu drugiemu głosowi w głowie, który czasami szeptał mi do ucha: „Gab, wyluzuj”.

Może to właśnie dzisiaj powinnam wyluzować? – zastanawiałam się, patrząc na swoje odbicie.

Stałam przy dużym lustrze Anity i zerkałam na odsłonięte ramię. Poznałyśmy się w październiku, kiedy trafiłyśmy do jednego pokoju na stancji. Obie miałyśmy aspiracje zostać polonistkami. Anita mawiała, że zawód nauczycielki będzie czymś pewnym w jej niepewnym życiu. Jej życie… Było tematem do napisania obszernej historii w niekoniecznie poprawnym stylu. Anita wcale się ze mną nie przyjaźniła, po prostu mnie tolerowała. Uważała też, że byłam jej pomocna w nauce. W ramach rewanżu ciągała mnie ze sobą do klubów, dbając o to, bym nie zdołała zapuścić na stałe korzeni w naszym pokoju. Jak miała w zwyczaju mawiać: „Jeśli zaczyna na tobie osiadać kurz, starzejesz się”. Ona sumiennie dbała o to, by zbyt długo nie stać w jednym miejscu i nie pokrywać się drobnym pyłkiem. Ja miałam odmienne zdanie. Lubiłam długo leżeć, ceniłam spokój, który przeznaczałam, jeśli nie na naukę, to na czytanie książek. Nie zauważałam też, że na moich włosach i ramionach osiadał kurz. Było to dla mnie mało istotne. Kurz w niewielkiej ilości był i tak niewidzialny.

– Gab! Pokaż trochę ciała, dziewczyno! Zasłaniając swoje wdzięki, nigdy nie znajdziesz sobie faceta! – warknęła na mnie, opuszczając rękaw mojej bluzki. Następnie stanowczym i surowym spojrzeniem dała mi do zrozumienia, bym usiadła na jej krześle czarów. Anita zawsze siadała na starym krześle, obitym szmaragdowym pluszem, kiedy wykonywała makijaż.

– O nie! – jęknęłam, przeczuwając, co zamierzała uczynić. – Ja się nie maluję…

– Wiem, dlatego wciąż nie masz chłopaka. Pewnie nosisz pas cnoty, do którego klucz ma twoja despotyczna matka! – zaśmiała się, wklepując w moje czoło i policzki krem.

Nigdy się nie zastanawiałam, dlaczego nie znalazłam sobie chłopaka. Nie byłam brzydka. Kilka razy usłyszałam, jak chłopacy mówili o mnie, że jestem ładna, ale nieosiągalna.

Naprawdę chciałam być nieosiągalna? Nieosiągalne było dla mnie dotknięcie gwiazdy na niebie albo wykupienie wycieczki na Marsa. Ja… Byłam dostępna, tylko może słabo zauważalna wśród tylu osiągalnych dziewczyn.

– Gabi… Podkreślenie rzęs czarnym tuszem naprawdę nic nie boli – twierdziła współlokatorka, lekko się uśmiechając. – Mascara tylko podkreśli piękną barwę twojej zielonej tęczówki i optycznie powiększy oko. Szminka też nie gryzie ani nie kłuje. Nada twoim ustom wyrazistej czerwieni. Widzisz, co tutaj mam? – zapytała i pomachała przed moim nosem czarną kredką. – To maleństwo działa cuda. Odmieni cię na lepsze. Spójrz na mnie… Na moje oczy. I przypomnij sobie, jak wyglądam rano bez makijażu.

– Teraz wyglądasz ładniej – stwierdziłam.

– Wiem. Zaufaj mi, Gab. Chcę tylko zmienić dużą dziewczynkę w piękną kobietę. Wychodzimy razem i zamierzam trochę zaszaleć. Chcę też, byś czuła się dobrze w obcym towarzystwie, a żeby tak było, musisz mi zaufać.

– Znowu przyjdą twoi koledzy ze ślinotokiem? – zapytałam i wzdrygnęłam się na samą myśl o trzech chłopakach, którzy ślinili się na widok każdej kobiecej spódniczki. Siedząc z nimi przy stoliku, czułam się tak, jakby rozbierali mnie oczami. Ich sprośne żarty i uwagi na temat każdej dziewczyny, która przeszła obok, były nie na miejscu. Przynajmniej ja tak uważałam.

– Chodzi ci o Abla, Pawła i Krzysia?

Skinęłam twierdząco głową, modląc się w myślach, by jednak nie przyszli.

– Z tego, co mi wiadomo, Abel gra dzisiaj w kosza. A Paweł… Hm… – Anita przygryzła wargę i przybrała seksowną pozę. Wypięła biust do przodu, nieświadomie wysunęła kosmyk czarnych włosów zza ucha i zaczęła się nim bawić. – Tylko przy Ablu wszyscy chłopacy zachowują się tak nieokrzesanie. Będzie fajnie – zapewniła mnie i zabrała się do nakładania czegoś na moją twarz. Na chwilę wstrzymałam oddech i zamknęłam oczy. Poddawałam się jej upiększającym rytuałom z olbrzymią cierpliwością.

Ku mojemu zdziwieniu, kiedy spojrzałam w lustro, stwierdziłam, że wyglądam naprawdę ładnie.

– Ale z ciebie lala! – Anita zawrzała z entuzjazmem i tymi słowami starła uśmiech z mojej twarzy.

Nie zamierzałam być lalą, bo lale kojarzyły mi się z rosyjskimi matrioszkami. Sama miałam w domu kilka takich. Każda lalka wyglądała jak wiejska dziewczyna i miała grube, czarne rzęsy, zielone cienie do powiek i olbrzymie czerwone rumieńce. Może z tej przesady makijażowej wynikał mój uraz do nich?

Niech jej będzie. Skoro przeżyłam wieczór z trójką niewyżytych czubów, przeżyję i ten. W sumie i tak nie mam nic lepszego do roboty.

– Podobasz się samej sobie? – zapytała mnie, przytulając się policzkiem do mojego. Anita nie była wylewna, może nieco impulsywna i histeryczna, więc ten spontaniczny gest w jej wykonaniu mnie zaskoczył.

– Wyglądam inaczej. Ładniej. – Odsunęłam się od jej twarzy i spojrzałam prosto w oczy. – Dziękuję – powiedziałam i uśmiechnęłam się, na co współlokatorka klasnęła w dłonie.

– Jeeest! Wiedziałam, że ci się spodoba! Mam dryg do makijażu! Co ja robię na kierunku polonistycznym?!

– Próbujesz się ustabilizować – przypomniałam.

– Chyba tak – odparła i roześmiała się. – Z mizernym skutkiem, ale wciąż się staram! – Anita położyła się nagle na łóżku i złapała za brzuch. Syknęła głośno, po czym wydała z siebie wiązankę przekleństw, do której zdążyłam się przyzwyczaić. – Auć! – jęknęła. – Kurwa! Dlaczego dzisiaj?! Dlaczego teraz?!

Zrobiłam zdziwioną minę, nie bardzo wiedząc, o co jej chodzi.

– Nie patrz tak, jakby palcówka nie sprawiła ci satysfakcji! – wrzasnęła i podkuliła nogi.

– Nie nadążam za tobą, Anita…

– Gab, jakaś ty zacofana! – fuknęła na mnie i znowu zasyczała.

Nie byłam taka jak ona, ale czy wobec tego byłam zacofana?

– Czemu urodziłam się kobietą, a nie facetem?! Żyłoby mi się znacznie prościej, choć nosiłabym kiełbasę pomiędzy nogami i dwa dyndające jaja!

Zarumieniłam się, słysząc, jak zaczęła narzekać. Narzekała, kiedy dostawała okres. Trzy pierwsze dni spędzała w łóżku, śpiąc, wstawała tylko do toalety lub na papierosa.

– Gab, czy ty nie widziałaś mojego PMS-u w ostatnich dniach? Chyba że mój repertuar objawów uległ zmianie. W każdym razie… Szlag trafił dzisiejszą imprezę! Wszystko szlag trafił!

– Chyba twój PMS uaktywnił się właśnie teraz – stwierdziłam i usiadłam na swoim łóżku.

– Być może – stwierdziła z grymasem zniechęcenia na twarzy. – Mimo to mam zamiar się rozerwać… Gab? – Głos Anity stał się spokojniejszy, więc napięłam mięśnie, wiedząc, że koleżanka zaraz zada mi niezręczne pytanie. Zawsze ściszała głos, kiedy o coś mnie pytała.

– Jesteś dziewicą?

Na chwilę wstrzymałam oddech. Nie znosiłam pytań Anity. Czasami żałowałam, że trafiłam w pokoju akurat na nią, a nie na kogoś mniej dociekliwego.

– Jesteś nią, prawda? – zagadywała, wbijając oczy w moją zawstydzoną twarz. – Wiedziałam – odpowiedziała sobie sama.

Poczułam, jak moje policzki zapłonęły rumieńcem.

– Kiedyś słyszałam, że dziewice nie powinny jeść awokado.

– Awokado? – zapytałam nieco zdziwiona.

– No… Aztekowie uważali, że awokado posiada ogromną, seksualną moc i zjedzenie ich przez dziewicę wodziło ją na pokuszenie. Kiedyś też przeczytałam, że nasze prababcie stosowały lizol jako środek antykoncepcyjny.

Skrzywiłam się.

– Li… co?

– L-I-Z-O-L – Anita przeliterowała nieznajomą nazwę. – To środek żrący, którym czyszczono kibelki, ale mądre kobiety zaczęły go pić, wierząc, że pomoże im uniknąć niechcianej ciąży.

– Co się działo z taką kobietą, która wypiła lizol? – zapytałam zszokowana i przerażona.

– Niektóre umierały, inne chorowały. Wyobraź sobie, że do dzisiaj stosuje się kwas salicylowy do wypalania kurzajek, a kiedyś go wypijano. Niszczono organy przez własną głupotę.

– To okropne… Niedorzeczne…

Anita wzdrygnęła się i roześmiała.

– Dobrze, że my mamy kondomy, plasterki i tabletki. Jakbyś chciała się o coś zapytać w tych sprawach, to wal do mnie śmiało – zaproponowała, ale ja nie myślałam o seksie.

Jak mogłam o tym rozmyślać, nie mając faceta?

– Idę po tabletkę przeciwbólową, przebieram się i wychodzimy – mówiąc to, podniosła się z łóżka, stanęła obok i opuściła sweter z mojego ramienia. – Tak jest o wiele lepiej – wyszeptała, zostawiając mnie samą w pokoju.

– Uff – westchnęłam, mając dosyć rozmów na intymne tematy. Anita to osoba, za którą ciężko było nadążyć. Jej humory były nieobliczalne – od euforii aż po złość.

♥♥♥

W klubie było tłoczno i głośno. Siedziałam obok Anity i jeszcze dwóch dziewczyn, które kojarzyłam z widzenia. Zerkały na mnie spod byka i kiedy sądziły, że nie patrzę, robiły niezadowolone miny.

– Idziemy potyniać! – Anita krzyknęła do mojego ucha tak głośno, że przez chwilę myślałam, że jej głos rozerwał moje bębenki. Leciało właśnie The Wanted – Glad You Came – więc spodziewałam się, że na parkiet wyruszą wszystkie przebywające tu osoby.

Skinęłam głową i upiłam kilka łyków wody. Cieszyłam się z możliwości pozostania samej. Miałam dosyć tych nadąsanych dziewczyn. Kiedy na parkiecie zabrzmiał utwór Rihanny – Only Girl – postanowiłam wyjść na zewnątrz, by pooddychać świeżym powietrzem, a nie papierosowym dymem unoszącym się w pomieszczeniu.

Z trudem przedzierałam się między tańczącymi, marząc jedynie o ciszy. Na zewnątrz stała grupa piszczących dziewczyn, które mogły mieć jakieś siedemnaście lat. Nieopodal zauważyłam grupkę żołnierzy. Moja mama zawsze mawiała, że żaden „trep” nie wart jest choćby chwili uwagi. Kiedyś pokusiłam się o wyjaśnienie owego „trepa” i dowiedziałam się, że było to potoczne określenie buta z drewnianą podeszwą. Czyżby każdy żołnierz był kimś mało rozgarniętym? Być może. Nie miałam potrzeby się o tym przekonywać. Chciałam tylko zaczerpnąć świeżego powietrza i podelektować się ciszą, nim znowu nastanie hałas, który będzie próbował rozerwać moje bębenki na strzępy. Za plecami usłyszałam głośny dziewczęcy śmiech, więc odruchowo się odwróciłam. Grupa nastolatek spojrzała na mnie dokładnie w momencie, kiedy ja utkwiłam w nich swoje oczy.

– Czego się gapisz?! – krzyknęła jedna z dziewczyn. Chcąc się upewnić, że owo pytanie skierowane było do mnie, rozejrzałam się na boki, na moje nieszczęście nie widząc tam nikogo. – Do ciebie, kurwa, mówię! – rzuciła rozwścieczona nastolatka, po czym upiła kilka łyków taniego wina z butelki. Otarła usta wierzchem dłoni i ruszyła w moją stronę.

– Słuchaj… – zaczęłam niepewnie, kiedy pijana dziewczyna stanęła obok.

– Co, słuchaj?! Ty mnie posłuchasz! Na chuj się patrzysz?! Przeszkadza ci mój śmiech?!

– Jesteś pijana…

– Nie twój zasrany interes! Nie będziesz prawiła mi morałów! – wydarła się na mnie, a ja poczułam, że moje ciało skurczyło się od natężenia jej głosu. Nie byłam konfliktową osobą. Zawsze trzymałam się na uboczu, więc nie rozumiałam, dlaczego dziewczyna zainteresowała się akurat mną.

Poczułam, jak nastolatka popchnęła mnie do tyłu. Zatoczyłam się, nie potrafiąc złapać równowagi. Zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, zwłaszcza użycia siły przez kobietę. Nim spostrzegłam, co się stało, leżałam na chodniku, a koło mnie stanął mężczyzna odziany w żołnierski mundur.

– Nic ci się nie stało? – zapytał, po czym wyciągnął swoją dłoń, by pomóc mi wstać.

Przyjęłam ją, nie widząc innej możliwości wyjścia z tej sytuacji. Podniosłam się, czując na sobie ciepłą dłoń nieznajomego. Poprawiłam spodnie, naciągnęłam sweter i posłałam mężczyźnie ukradkowy uśmiech, po czym spojrzałam z nienawiścią na agresywną dziewczynę.

– Idź ze swoimi przyjaciółeczkami pić gdzie indziej, bo tutaj nie jesteś mile widziana! – warknął na nastolatkę mój towarzysz.

Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu dziewczyna nadęła wargi, posłała mi złowrogie spojrzenie i odeszła do swoich koleżanek, które chwyciły ją w pasie i zaczęły prowadzić w przeciwnym kierunku.

– Znasz ją? – zapytałam niepewnie.

– Mieszkaliśmy w jednej wiosce. Od momentu, kiedy nauczyła się chodzić, sprawia rodzicom kłopoty, więc się nią nie przejmuj. To żenująca klubowiczka, próbująca wyrwać faceta na siłę.

– Przecież ona była pijana…

– Mądry facet nie zwróci uwagi na pijaną dziewczynę, głupi, owszem – odparł i zaimponował mi taką odpowiedzią.

– Muszę wracać do środka – powiedziałam, przypominając sobie nagle o Anicie i jej wrednych koleżankach.

– W takim razie widzimy się w środku, bo ja z chłopakami też tam zaraz idziemy – odparł, wlepiając we mnie swój wzrok.

Dopiero teraz odważyłam się dłużej na niego spojrzeć. Pierwsze, co mnie urzekło w męskiej twarzy, to kolor tęczówek jego oczu. Szaroniebieski – jak niebo przysłonięte kotarą dymu. Chłodne i niezwykle tajemnicze oczy. Następnie ujrzałam wargi. Bladoróżowe i wydatne. Ponętne, jakby stworzone do długich pocałunków. Krótki nos, gęste, ciemne brwi, krótkie, również ciemne włosy i mocno wyprofilowana szczęka, która nadawała jego twarzy większej szorstkości niż jego kilkudniowy zarost. Nie odpowiedziałam, wierząc, że przez ścisk panujący w środku nie zdołamy się spotkać.

Kulturalnie skinęłam głową, skrzywiłam wargi w uśmiechu i odeszłam, pragnąc jak najszybciej znaleźć się przy Anicie.

Przeciskając się przez tłum spoconych ludzi, napotkałam tańczącą Anitę, z facetem po każdej stronie. Przewróciłam oczami i skonsternowana stanęłam, nie wiedząc, czy powinnam do niej podejść, czy jednak powrócić do naszego stolika.

– Nie będę jej przeszkadzała – bąknęłam pod nosem, chociaż mogłam to wykrzyczeć, bo nikt i tak by tego nie usłyszał wśród dźwięków dudniącej muzyki.

Podeszłam do baru, by zamówić sobie piwo, i nagle napotkałam jego oczy, a później zobaczyłam leniwie rozciągający się uśmiech. Sama nie wiem, czemu, ale poczułam się znacznie lepiej.

Dziwne… Przecież ja nawet nie znałam tego mężczyzny… Rozpoznawałam kolor jego oczu i uczyłam się kształtu jego uśmiechu.

– Co podać? – zapytał barman.

– Hm… Piwo – bąknęłam, czując na swoim ramieniu ciepło męskiej dłoni.

– Dla mnie to samo, tylko proszę policzyć oba na mój rachunek – polecił nieznajomy, którego ciepło wdzierało się do wnętrza mojego ciała. Wyraźnie czułam zapach piżmowych perfum.

Spojrzałam na niego, marszcząc czoło.

– Z reguły unikam takich miejsc – wyznał, odsuwając kosmyk włosów z mojej twarzy.

Wzdrygnęłam się, nie będąc przyzwyczajona do takich gestów.

– Ale dzisiaj zrobiłeś wyjątek… – Te słowa same wymsknęły się z moich ust.

Oczy nieznajomego zabłysły drobinkami rozproszonego światła odbijającego się od połyskującej kuli zwisającej ze środka sufitu.

– Bardzo rzadko robię wyjątki.

Mężczyzna przyciągał jak magnes. Wydawał się starszy ode mnie o kilka lat. Był męski, pewny siebie i błyskotliwy. Niestety nosił mundur, a ja mundurów nie cierpiałam… Pierwszy raz pokusiłam się o świadomy flirt, który polegał na długim wpatrywaniu się w jego oczy. Nie byłam pewna, czy to była jego część, ale czułam się dobrze, widząc, że żołnierz pochłaniał całym sobą wszystko to, co mu ofiarowałam.

Uśmiechnęłam się do niego, po czym bezwiednie wysunęłam kosmyk włosów zza ucha. Mężczyzna wpatrywał się we mnie nieprzerwanie i widząc moje niesforne włosy, zareagował szybciej niż ja. Wsunął mi brązowe pasmo za ucho, przejeżdżając opuszką palca po policzku. Przełknęłam głośno ślinę, nie wiedząc, czy właśnie teraz powinnam przestać się w niego wpatrywać. Nigdy wcześniej z nikim nie flirtowałam. Może raz, przez komunikator internetowy, ale z mizernym skutkiem, zwłaszcza że obiekt mojego zainteresowania popełniał straszliwe błędy ortograficzne. Pochwyciłam butelkę z piwem i opuściłam wzrok, wykorzystując moment, gdy mężczyzna wyciągnął z kieszeni spodni portfel.

Odeszłam od baru i stanęłam nieopodal przy ścianie, upijając kilka łyków. Nieznajomy stanął obok mnie, przez chwilę obserwując osoby, które tańczyły na parkiecie.

– Masz ochotę się przewietrzyć? – zapytał z nadzieją, celując we mnie błyskiem swoich tęczówek.

– Tak – odparłam bez zastanowienia. Zaludniona sala, głośna muzyka nie były tym, co mogło przynieść mi odprężenie.

Szłam z mężczyzną, który w pewnym momencie osłonił mnie swoim ciałem, kiedy musieliśmy przedzierać się przez ściśniętych ludzi czekających w kolejce do toalety. Otworzył przede mną drzwi, szarmancko przepuszczając mnie jako pierwszą. Traktował mnie jak damę. Ceniłam te drobne gesty, bo wiedziałam, że z gestów tworzyły się czyny. Znowu poczułam powiew chłodnego wiatru na swojej twarzy i uśmiechnęłam się.

– Lubię patrzeć na ciebie, gdy się uśmiechasz – wyznał. – Wybacz, że jeszcze się nie przedstawiłem. Eryk – powiedział i wyciągnął do mnie dłoń, którą uścisnęłam i powiedziałam:

– Gabriela.

– Piękne imię. Brzmi bardzo szlachetnie – skomentował, co przyjęłam z wypiekami na twarzy.

Eryk, Eryk, Eryk – powtarzałam jego imię w myślach.

– Sądziłam, że się więcej nie spotkamy. W klubie panował tłok, więc…

– Znalazłbym cię. Pamiętaj, że prawdziwy żołnierz dotrzymuje danego słowa.

Jego stwierdzenie wprawiło mnie w osłupienie. Nie wiedziałam, co powinnam powiedzieć, jak zmienić niezręczny temat.

Spojrzałam przed siebie i włożyłam końcówkę butelki do ust. Kątem oka zerknęłam na Eryka i zobaczyłam, że uczynił to samo.

– Często tutaj przychodzisz? – zapytał, ocierając się o moje ramię swoim.

– Próbujesz się dowiedzieć, czy jestem klubowiczką jak twoja sąsiadka? – Byłam dumna z zadanego pytania i z tego, że w taki sposób pociągnęłam naszą konwersację.

– Nie jesteś nią, bo to widać z mowy twojego ciała.

– Słyszałeś zapewne, że mowa ciała to największe kłamstwo, ale z chęcią posłucham czegoś o sobie. Oceń mój charakter przez gesty ciała – poleciłam odważnie.

Usta Eryka rozchyliły się w tajemniczym uśmiechu.

– Przyjmuję twoje wyzwanie… Gabrysiu? – zapytał z lekką dozą niepewności, czy może zwracać się do mnie w taki sposób.

– Gabi. Lubię, gdy mówi się do mnie Gabi – poinstruowałam go, na co zareagował skinieniem głowy.

– A więc, Gabi… Podchodząc do baru, miałaś spuszczoną głowę, co świadczyło o twoim zmęczeniu. Zauważyłem, że nie gestykulujesz, co można odczytać jako niepewność lub wycofanie. Czuję, że nie należysz do grupy rozrywkowych panienek. Stawiasz w życiu na wartość swoich przekonań. Nie całujesz się na pierwszej randce, a facet, który chce z tobą być, musi udowodnić, że jest wart każdej chwili, którą mu poświęcisz. Twoja zarumieniona twarz świadczy o tym, że czujesz pewne zakłopotanie, rozmawiając ze mną, ale ja powiem ci, że niepotrzebnie. Nie interesują mnie klubowiczki… – Eryk na kilka sekund wstrzymał oddech. – Nie interesuje mnie chwila. Jeśli chcę o coś walczyć, walczę ciałem, rozumem i sercem. Oddaję wszystko i pragnę dostać wszystko w zamian.

Słuchałam jego słów w skupieniu, z łomoczącym sercem. Patrzyłam, jak się uśmiechał, opowiadając mi o swojej pasji bycia żołnierzem. Widziałam, jak jego oczy zastygały na moich ustach. Czułam, jak jego dłoń powoli oplatała moje biodro. Drżałam, gdy jego palec delikatnie muskał odsłoniętą skórę na brzuchu. Czułam, jak powietrze między nami gęstniało. Przeczuwałam, że coś zaczyna się dziać pomiędzy nami, ale nie byłam pewna, czy tego właśnie chciałam. Potrzebowałam czasu i przestrzeni. Nigdy wcześniej nikogo nie miałam, nie wiedziałam zatem, jakie to uczucie być z kimś. Mieć go na własność. To brzmi jak uprzedmiotowienie, ale i tak jest szalenie intrygujące.

– Zatańczymy? – usłyszałam nagle pytanie, które przerwało moją kurczącą się swobodę.

Nigdy wcześniej z nikim nie tańczyłam i raczej nie potrafiłam tego robić. Napięłam wszystkie mięśnie i spuściłam głowę.

– Spróbujemy zatańczyć? – zapytał ponownie nieco innym tonem. – Jestem marnym tancerzem, więc… – próbował się wytłumaczyć, widząc mój lęk.

Ujęłam dłoń Eryka i pozwoliłam się mu prowadzić. Tyle rzeczy omijało mnie w życiu przez to, że stałam na uboczu, a nie w centrum. Nie chciałam pozwolić, by ominęło mnie własne życie, by zapomniało o mnie tylko przez to, że wciąż stałam gdzieś obok… Ubocze było bezpieczne, ale i bardzo niewidoczne.

Leciał właśnie utwór I Won’t Give Up Jasona Mraza, a ja zaplotłam dłonie na szyi żołnierza, który nie spuszczał ze mnie swoich oczu. Poczułam, jak twarz Eryka przysunęła się bliżej mojej i wtedy uderzyła mnie fala ciepła, która momentalnie zaczęła rozchodzić się po całym ciele. Jego oddech na mojej skórze przyspieszał mi puls. Nie zważałam na to, że tańczyliśmy na dworze. Zamknęłam oczy i poddawałam się silnemu ciału żołnierza, który mocno trzymał mnie w swoich ramionach. Kołysaliśmy się i wtulaliśmy coraz bardziej w siebie, jakby jedno serce pragnęło znaleźć się bliżej drugiego. Oparłam policzek o żołnierski mundur, choć materiał okazał się wyjątkowo sztywny i nieprzyjemny, jednak dotyk męskich palców na karku wywołał we mnie lawinę przedziwnych odczuć. Najpierw poczułam delikatne ciepło, które przemieniło się w mrowienie. Mrowienie stawało się coraz intensywniejsze, aż coś się we mnie zmieniło. Jakaś tama pękła i wtedy sama przytuliłam się do żołnierza, ucząc się oddychać rytmem jego oddechu. Czułam potrzebę trwania. Tak bardzo marzyłam, by ta chwila nigdy nie przeminęła. To, co mnie spotkało, było takie ludzkie, zwyczajne i przyjemne.

♥♥♥

Anita prześwietlała mnie spojrzeniem, od którego na całym ciele miałam ciarki.

– Długo będziesz mi robiła rentgena? – zapytałam.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś?! – warknęła, choć prawie wcale nie rozchyliła ust.

– Niby o czym? – Wydęłam wargi, po czym zrobiłam z nich infantylny „dzióbek”.

Anita utkwiła na mnie jeszcze bardziej przeszywające spojrzenie.

– O tobie i żołnierzyku z klubu! – wrzasnęła wyraźnie urażona.

– Nie ma o czym mówić. Poznałam żołnierza. Miał na imię Eryk. Fajnie nam się rozmawiało, ale wybiła godzina powrotu do domu i Gabi znowu przemieniła się w szarą mysz, po czym uciekła z meliniarskiego balu.

– Ten twój żołnierzyk okazał się całkiem niezłym żołnierzem! Umówiliście się? – dopytywała, spoglądając na mnie swoimi piwnymi oczami.

Odwróciłam głowę, spoglądając na szmaragdowe krzesło.

– Tak jakby – odparłam i usłyszałam pisk zachwytu, który wydobył się z ust Anity.

– Kiedy i gdzie?

– Ma po mnie przyjechać w przyszły piątek – wyznałam z łomoczącym sercem. Na samą myśl o naszym spotkaniu zrobiło mi się gorąco.

– Dopiero? – zapytała z wyraźnym rozczarowaniem Anita.

Uśmiechnęłam się do niej, wiedząc, że szybki i dosadny uśmiech potrafił rzeczowo skończyć każdą dyskusję.

Anita podeszła do lustra, by zetrzeć resztki czerwonej pomadki, która osadziła się w kącikach ust.

– Całowaliście się już? – zapytała, a ja zdałam sobie sprawę, że tak łatwo mi nie odpuści.

– Nie! – warknęłam z oburzeniem.

– To całuj się z nim, jak będzie chciał. Faceci lubią pocałunki, bo to ich nakręca. Jeśli będziesz chciała go zatrzymać, musisz mu pozwalać na macanko, a później na seks.

– Nie myślę o tym – oznajmiłam szybko.

– To zacznij, bo widziałam, że ten żołnierz na ciebie leci – skwitowała i grzebieniem zaczęła tapirować nasadę swoich włosów. – Jeśli mu nie dasz, pójdzie do takiej, co mu da.

– Niech idzie. To będzie jego wybór.

Anita odwróciła się i roześmiała.

– Dzieciaku… Na jakim ty świecie żyjesz? Pora rozstać się z pluszowymi misiami i znaleźć sobie takiego misia, który zabierze cię do kina czy na kolację. Naprawdę chcesz być starą panną? Mamusia kazała zachować ci cnotę aż do ślubu?

– Nie rozmawiam z mamą na takie tematy.

– A na jakiekolwiek rozmawiasz? Czy twoja matka cokolwiek o tobie wie? Czy urodziła cię tylko po to, by wydawać ci polecenia?

– Przestań! – wrzasnęłam, czując pod powiekami zbierające się łzy. Anita dotknęła mojego czułego punktu. Wiedziała, że moja więź z mamą była słaba. Miałam dosyć nieustannej kontroli z jej strony, dlatego postanowiłam się wyprowadzić. Nie było łatwo przekonać ją, bym mieszkała w pokoju z inną dziewczyną. Nie rozumiała mojej potrzeby dorosłości, uważając, że jestem niewdzięczna. Byłam wdzięczna, dopóki nie zauważałam, jak bardzo zatruwała moje życie. Nie mogłam przy niej swobodnie oddychać. Wpadałam w depresję i to z tego powodu matka zgodziła się, bym zamieszkała na stancji. Anita wiele razy słyszała apodyktyczny ton mojej matki, ale to nie dawało jej praw, by ironizować z mojego życia. – Mam dosyć twojej dociekliwości! Mogłabyś bardziej szanować moją prywatność! Nie jestem taka jak ty, ale czy to oznacza, że jestem gorsza?!

Poczułam, jak kilka łez potoczyło się po moich policzkach.

– Nie jesteś gorsza. Przepraszam. Jestem jędzą. Wredną i spaczoną przez życie suką. – Anita usiadła na łóżku obok mnie. – Zrobiłam wiele głupich rzeczy. Czasami też byłam naiwna. Kiedyś byłam równie niewinna jak ty… I zaszłam w ciążę.

Obserwowałam, jak koleżanka ocierała palcami kąciki oczu.

– Sama doprowadziłam do poronienia i żałuję tej decyzji. To było moje dziecko, a ja usunęłam je z mojej macicy! – krzyknęła z rozgoryczeniem. – Z drugiej strony wciąż tłumaczę to sobie tym, że nie byłabym dobrą matką.

– Tego nie wiesz… – Słyszałam, jak każda wymawiana przeze mnie litera cichła. Byłam zaskoczona nie tyle jej przeprosinami, co szokującym wyznaniem.

– Wiem. Wystarczy na mnie spojrzeć. Nie budzę zaufania. Traktuję życie luźno i z pełną świadomością przepuszczam je przez palce. Gabi… To skomplikowane… – wyszeptała, a ja intuicyjnie przytuliłam ją do siebie. Poczułam, jak jej ciało zadrżało, a jej wtulona twarz zaczęła moczyć łzami moje ubrania.

Wiedziałam, że Anita żałowała wielu rzeczy. Ja też żałowałam. Nie potrafiłam być inna, chociaż czasami miałabym ochotę sprzeciwić się własnej matce.

Zaczęła ocierać zapłakaną twarz dłońmi, a ja wciąż ją tuliłam. Wiedziałam, że moja współlokatorka miała wielu znajomych, ale nie było wśród nich nikogo, komu mogłaby prawdziwie zaufać.

– Nie chcę się mazać. Wybacz mi chwilową słabość… – odparła, po czym wstała z mojego łóżka i wyszła z pokoju, zostawiając mnie samą.

Anita była silna zewnętrznie, ale słaba w środku. Niczym imponująca forteca, którą podziwiano, ale nigdy nie należało zapominać, że tak jak każdą budowlę, można ją było rozłożyć do pierwszych cegieł… Ta chwila nastąpiła właśnie dzisiaj.

Rozdział 2

W każdym z nas drzemią ukryte marzenia.

Najwyższy czas je obudzić…

♥♥♥

Najbardziej lubiłam zajęcia z poetyki, na której wymagano od nas rzeczowej analizy wybranego dzieła. W oparciu o zdobytą wiedzę i własną kreatywność można było popuścić wodze fantazji. Wyrzucić z siebie wiele przemyśleń, co na innych przedmiotach nie było możliwe. Nie znosiłam za to języka łacińskiego z elementami kultury antycznej, na którym łapałam się, że wciąż zerkałam na zegarek i marzyłam o końcu zajęć. Była też pewna rzecz, której nienawidziłam najbardziej na świecie…

Nacisnęłam klamkę dłonią i pchnęłam drzwi, by po kilku schodach wbiec na piętro i dotrzeć do pokoju w domu, do którego gospodarze wracali późnym wieczorem. To był mój pierwszy krok ku dorosłości. Stancja miała stać się moim pierwszym haustem wolności. Byłam obładowana torbami jabłek, wciśniętymi przez matkę, która czekała na mnie pod uczelnią akurat wtedy, kiedy kończyłam zajęcia. Tak więc z sześcioma kilogramami owoców wróciłam na stancję, a właściwie zamierzałam to uczynić. Najpierw mocowałam się z zamkiem w drzwiach, a kiedy zwątpiłam, czy kiedykolwiek dam radę je otworzyć, zaczęłam pukać. Niestety, dom wydawał się pusty. Kiedy wreszcie otworzyłam drzwi i z impetem wpadłam do pokoju, okazało się, że moja współlokatorka pobierała indywidualne lekcje z anatomii.

– Ups… – jęknęłam.

Zmieszana, wybiegłam z pokoju, nie przejmując się tym, że źle ustawiłam jedną z toreb pod ścianą. Stanęłam pod drzwiami, kręcąc głową z niedowierzaniem, wciąż mając przed oczami Anitę ssącą fiuta jakiemuś facetowi. Nasze kobiece oczy się spotkały, ale współlokatorka najwyraźniej niczego nie robiła sobie z mojego najścia. Jabłka toczyły się po podłodze korytarza, a ja czułam, jak płomienie zażenowania spalały moje policzki. Przymknęłam oczy, chcąc jak najszybciej odsunąć od siebie wspomnienie męskich pośladków, wypychanych do przodu bioder i dłoni koleżanki, które intensywnie zaciskały się na tyłku nieznajomego. Jej usta… dławiły się przez intensywność owej pieszczoty. Otworzyłam powieki, próbując się uspokoić.

Tyle razy prosiłam ją, by zakładała na klamkę skarpetkę albo wsuwała pod drzwi czerwoną kartkę, która leżała na komodzie obok. To miał być nasz sygnał ostrzegawczy. Ale jak pamiętać o wysunięciu czerwonej kartki, skoro zapominało się o dniu własnych urodzin? Przypomniałam sobie nagłe wtargnięcie brata Anity do pokoju z bukietem róż, czym przypomniał jej o zmianie kodu na dwójkę z przodu. Brat Anity okazał się niezwykle sympatycznym mężczyzną i naprawdę troszczył się o siostrę. Spokojny i opanowany, prowadził własną firmę ubezpieczeniową i wiódł poukładane życie. Anita była jego skrajnym przeciwieństwem. Śliczna i pyskata. Rozwydrzona z widocznymi objawami ADHD, których wypierała się mocniej niż rodzonego ojca, który porzucił ją i jej mamę, gdy Anita skończyła roczek. Ojciec tolerował tylko syna, a Anicie wynagradzał swoją nieobecność hojnym kieszonkowym, które ta przeznaczała na ciuchy, kosmetyki, a później na alkohol.

Nagle drzwi pokoju się otworzyły. Anita zobaczyła mój przepraszający wzrok, po czym się uśmiechnęła.

– Daj nam jeszcze pół godziny. Chcę, by rozbolały go jaja w momencie, kiedy przypomni sobie, co mój język wyprawiał z jego kutasem – wyszeptała, nie pomagając zblednąć moim płonącym policzkom.

Po usłyszeniu takiego wyznania poczułam, że znowu się zarumieniłam.

– Pozbierajcie jabłka, jak skończycie – poprosiłam, odwróciłam się i zaczęłam iść przed siebie, choć nie wiedziałam dokąd. Nie miałam innych koleżanek, do których mogłabym pójść i porozmawiać. Miałam tylko Anitę oraz despotycznych rodziców, którzy wciąż mówili mi, jak powinnam żyć. Kroczyłam drogą, którą mi wskazywali, nie próbując się zatrzymać przy nieznajomej ścieżce. Nigdy nie widziałam potrzeby, by mieć odmienne zdanie.

Kiedy wyszłam z budynku, zupełnie nie wiedząc, co ze sobą począć, poczułam wibrowanie telefonu w torebce. Otworzyłam ją i odczytałam wiadomość wysłaną z nieznanego numeru.

Nieznany numer: Nie mogę się doczekać piątku.

Zmarszczyłam brwi i rozszerzyłam wargi w uśmiechu. Szybko zamieniłam nieznajomego nadawcę na imię Eryk. Gdy zaakceptowałam wprowadzoną zmianę, poczułam, jak moje serce gwałtowniej zabiło z radości. Odpisałam.

Ja: Ja też. ☺

Eryk: Nie potrafię przestać o Tobie myśleć, Gab…

Odsunęłam kosmyk włosów z twarzy, przypominając sobie, jaki cudowny był dotyk jego palców na skórze.

Ja o tobie też, żołnierzu – zapodały moje myśli. I wtedy zdałam sobie sprawę, że nie odważę się ich skopiować w sms-ie. Nie chciałam, by Eryk pomyślał, że jestem taka jak jego sąsiadka. Westchnęłam, po czym zaczęłam wystukiwać na klawiaturze szereg liter, który układał się w słowa:

Ja: Piątek już tuż, tuż…

Eryk: Tuż, tuż to zdecydowanie za długo. Chciałbym Cię zobaczyć dzisiaj. Znajdziesz chwilę dla pewnego stęsknionego żołnierza?

Moje palce zadrżały z przejęcia. Nie miałam na sobie modnych ciuchów i ani grama makijażu… Nie wyglądałam tak jak wtedy w klubie.

A jeśli nie spodobam się Erykowi w codziennym wydaniu? – zastanawiałam się, odczuwając pierwsze symptomy zdenerwowania. Kiedy się czegoś mocno obawiałam, zaczynał mnie boleć brzuch.

Ja: Siedzę pod domem jak jakiś bezdomniak, bo moja współlokatorka zaprosiła do naszego pokoju gościa… Nie jestem gotowa na spotkanie. Mam na sobie uczelniany strój, za to nie mam makijażu. Możesz się przestraszyć.

Ciężko oddychając, oczekiwałam odpowiedzi. Kiedy na ekranie telefonu pojawiła się koperta, od razu zabrałam się do odczytywania wiadomości.

Eryk: Jestem w Olsztynie. Będę pod Twoim pokojem za kwadrans albo i mniej… Strój uczennicy? Mrrr… Brzmi apetycznie! Czekaj na mnie!

Co ja wyprawiam? – Schowałam telefon do torebki. – Zaraz mam randkę, a zupełnie nie jestem na nią gotowa! Powinnam wrócić do pokoju i włożyć jakąś sukienkę, tylko…

– Nie wrócę tam – wymruczałam pod nosem i wydęłam usta. – Nie chcę widzieć gołych pośladków nieznajomego faceta i koleżanki w akcji. Nie ma mowy, bym tam wróciła.

Obejrzałam moją przetartą bluzkę i jęknęłam cicho z niezadowoleniem. Rozejrzałam się dookoła, przypominając sobie, że niedaleko znajdował się lumpeks.

Wstałam ze schodów i szybkim krokiem ruszyłam w stronę sklepu. Nie chodziłam do takich miejsc, bo moja mama uważała, że nie nosi się ubrań po nieznanych osobach. Mnie ta opinia nie zrażała.

Otworzyłam pewnym ruchem drzwi od sklepu i poczułam dosyć ładny zapach kadzideł, które wypełniały całe pomieszczenie swą duszącą, ale przyjemną wonią. Na wieszaku dostrzegłam czarną bluzkę z połyskującymi wstawkami z cekinów i idealnie do niej pasującą spódniczkę w moim rozmiarze. Szybko chwyciłam upatrzone zdobycze. Spojrzałam na moje przetarte na czubkach buty i skrzywiłam się, wiedząc, ze nie będą pasowały do nowego stroju.

– Czy ma pani też buty? – zapytałam, spoglądając na wiszący zegar.

– Owszem – powiedziała z uśmiechem ekspedientka. – W jakim rozmiarze pani potrzebuje?

– Trzydzieści osiem – odparłam i znowu spojrzałam na zegar. Nie chciałam się spóźnić.

Miałam czekać na Eryka pod domem gospodarzy i wolałam, by nie widział, jak wychodzę z lumpeksu.

– Te powinny idealnie pasować do pani stroju. – Ekspedientka podała mi buty, a ja nie przyjrzawszy się im zbyt dociekliwie, zabrałam wszystko do przebieralni.

Wariatka – określiłam siebie w myślach.

Pospiesznie ściągnęłam z siebie ubrania i włożyłam nowe… Właściwie to nie nowe.

Spojrzałam na siebie i uśmiechnęłam się do odbicia. Wyglądałam odważniej. Ładniej. Kobieco. Wcisnęłam stare ubrania do torebki i wyszłam z przebieralni, napotykając zaskoczony wzrok sprzedawczyni.

– Widzę, że zaprzyjaźniła się pani z nowymi ciuszkami.

– Nowymi? – zapytałam, wyciągając z portfela gotówkę.

– Ach… Właściwie nie… Zresztą nieważne – przyznała zmieszana kobieta. Zabrała położony przeze mnie banknot i wydała resztę, którą szybko pochwyciłam i jeszcze szybciej wyszłam ze sklepu. Moje serce łomotało w piersi. Miałam nadzieję, że Eryka jeszcze nie było w umówionym miejscu. Naprawdę liczyłam na to, że go tam nie zastanę, jednak nadzieja okazywała się w większości przypadków matką głupich.

Dostrzegłam go od razu. Stał przed furtką domu w swoim mundurze i rozglądał się pilnie. Szukał mnie…

Mnie.

Moje serce zabiło szybciej, uniosło się i ugrzęzło gdzieś na wysokości gardła.

Podchodząc do mężczyzny, nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Szeroki uśmiech na twarzy Eryka sprawił, że moje serce wróciło na swoje miejsce.

– Pięknie wyglądasz, Gab! – jęknął z zachwytem, po czym przytulił mnie do siebie, owiewając moją szyję ciepłym oddechem. Jego ciało wydawało się zbudowane tylko z twardych mięśni, ale pod naporem tego żelaznego dotyku czułam się bezpiecznie. Zaczynałam lubić fakt, że obok mnie, ramię w ramię, kroczył żołnierz.

– Jak ci minął dzień? – zapytał, po czym posłał mi intensywne spojrzenie swoich szaroniebieskich oczu.

– Średnio – odparłam, rumieniąc się na samo wspomnienie gołych męskich pośladków, które ujrzałam w pokoju.

– Ja też miałem kiepski dzień, ale kiepskie ranki dają kopa do tego, by mieć udane wieczory. Chcę cię porwać w pewne miejsce, gdzie nie będzie hałasu i klubowiczek.

– Mam nadzieję, że nie będzie to bezludna wyspa?

Na jego przystojnej twarzy ukazał się leniwy uśmiech.

– Hm… Zabiorę cię na nią w piątek, bym mógł się tobą nacieszyć. – Kąciki ust Eryka powróciły na swoje miejsce, a czoło przecięła pozioma zmarszczka. Napięłam mięśnie, nie wiedząc, co powiedzieć. Nie należałam do osób odważnych i wygadanych. Byłam zatem skazana na własne milczenie i inicjatywę drugiej osoby. Miałam nadzieję, że Eryk był słownym wodzirejem… – Chyba że po dzisiejszej randce nie będziesz chciała mnie widzieć – odparł, zaniepokojony brakiem mojej odpowiedzi.

– To się okaże – wycedziłam, czując się nieswojo, kiedy jego dłoń wylądowała na moim biodrze.

Gdy jego kciuk musnął moją odsłoniętą skórę, poczułam się jeszcze bardziej podenerwowana. Lubiłam mieć wszystko zaplanowane. Moje życie do wczorajszego dnia było szufladką z uporządkowaną zawartością, która się dzisiaj otworzyła i wpuściła do swojego wnętrza bałagan.

Wstrzymałam oddech, gdy Eryk otworzył przede mną drzwi swojego samochodu. Wsiadłam do środka, choć moje nogi stały się drewnianymi belami. Mężczyzna zatrzasnął je z impetem, a przez moje ciało przeszła fala nieuzasadnionych obaw. Nie znałam go. Nie wiedziałam, dokąd pojedziemy… Nie wiedziałam niczego. Wpuściłam do szuflady bałagan, tylko tyle wiedziałam.

– Jesteś tajemniczo milcząca – stwierdził, kiedy uruchomił silnik.

Zapięłam pasy i spojrzałam na twarz mężczyzny.

– Nie należę do osób wygadanych.

– Ja też nie jestem gadułą, ale przy tobie mam ochotę nadrobić wszystkie zaległości z mówienia – stwierdził, a ja odwróciłam twarz, by ukryć zmieszanie.

Wysunęłam szeroki kosmyk włosów na policzek, by zasłonić wykwit różu. Czasami chciałam wypowiedzieć tyle zdań, by rozbolało mnie gardło. Uwolnić z siebie tak wiele słów, by poczuć się lżej. Niestety, nie wiedziałam, od czego zacząć.

Rozmawiając z matką, byłam uciszana, wciąż słyszałam, że moje problemy są tak niewiele znaczące. Nawet jeśli takie były, słowa najbliższej osoby doprowadziły do tego, że ja sama stałam się jakby przezroczysta. Czułam się niewidzialna, odepchnięta. Sama. A teraz w mojej małej samotności pojawił się ktoś, kto do mnie mówił i pragnął, bym też wylała z siebie wszystkie żale, radości i niepokoje. Tylko że przezroczysta osoba nie potrafi tak szybko napełnić się kolorami. Wyłącznie czas i wiara mogą wlać w serce drugiego człowieka szczyptę odwagi. Jedynie cierpliwością i poświęceniem można odbudować w kimś pewność siebie, a wtedy mała samotność zamienia się w przynależność do kogoś, kto odkrył prawdziwą duszę człowieka i rozkuł ją z kajdan wielu obaw.

– Lubię, jak się rumienisz. – Eryk wydawał się widzieć więcej, niżbym chciała, by widział. To było dobre, a zarazem złe. Nie pragnęłam stanowić dla jego oczu otwartej księgi. Wolałam stać się powiewem nowości.

– Nienawidzę, gdy się rumienię. To mnie stresuje – wyznałam szczerze.

– Przy mnie nie musisz się stresować. Nie jestem kimś, kto śmieje się z innych. Dużo już widziałem, choć zdaję sobie sprawę, że wiele do zobaczenia wciąż jeszcze przede mną.

– Opowiedz mi o swojej pracy – poprosiłam, by móc słuchać, a nie mówić. Tak było bezpieczniej i prościej, przynajmniej dla mnie.

Kątem oka zobaczyłam, że Eryk zatrzymał wzrok na moich ustach, które wydawały się takie blade w odbiciu szyby. Przygryzłam dolną wargę, by spowodować jej niewielkie zaczerwienienie.

– Nie ma zbyt wiele do opowiadania o Bartoszyckiej Brygadzie Zmechanizowanej. Mój ojciec w niej służy, więc z pokorą i dumą poszedłem w jego ślady. Pięć miesięcy temu wróciłem z misji w Afganistanie.

– Jak tam jest? – zapytałam, chcąc poznać świat, o którym tyle się mówiło w ostatnim czasie w telewizji.

– Ciężko. Wojna to nie zabawa. To trudny sprawdzian osobowości dla każdego żołnierza.

– Z pewnością.

Nie chciałam zadawać banalnych pytań o wojnę z talibami, gdyż nie byłam merytorycznie przygotowana do dyskusji na ten temat. Nie interesowałam się wojną na Bliskim Wschodzie. Zawsze zmieniałam kanał w telewizji, gdy mówiono o polskich żołnierzach w Afganistanie.

Na chwilę przymknęłam oczy, próbując się rozluźnić. Zastanawiałam się, dokąd jedziemy. Do tej pory widziałam tylko otaczające nas lasy. Otworzyłam oczy, gdy poczułam lekkie szarpnięcie. Ziewnęłam, zasłaniając usta dłonią.

– Wybacz, ale wcześnie wstałam – tłumaczyłam się, spoglądając na malownicze jezioro, które mijaliśmy.

– Wybaczam – odparł i uśmiechnął się promiennie. Uśmiech Eryka uświadomił mi, że nadeszła pora przebudzenia.

Wysiadł z samochodu i otworzył drzwi, bym i ja mogła wyjść. Podał mi rękę, którą złapałam, nie zapominając o szpilkach na moich nogach.

– Gdybym tylko wiedziała, że tutaj przyjedziemy, ubrałabym się inaczej – przyznałam, opuszczając spódniczkę do wysokości kolan.

– Wyglądasz pięknie. Nie zmieniłbym niczego w twoim stroju – odparł, wpatrując się na przemian to w moje tęczówki, to w usta.