Kacper - Gabriela Gargaś - ebook + audiobook + książka

Kacper ebook i audiobook

Gabriela Gargaś

4,3

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Czy w świecie pełnym różnic jest miejsce na uczucia?

On – Kacper – żołnierz jednostki specjalnej stacjonującej we Francji.  Jego codzienność to przedzieranie się przez dżunglę w Gujanie Francuskiej, odbijanie zakładników, rozbijanie szajek przemytników. Życie żołnierza to jego praca i pasja.

Ona – Ksenia – kobieta po przejściach. Skrywa w swoim sercu nie tylko ból i cierpienie po stracie, ale także tajemnicę, której nikomu nie wyjawia.

Różni ich wszystko. Połączy ich miłość.

Życie nie jest jednak bajką. Przeszłość Kacpra da o sobie znać, a skrywane przez Ksenię tajemnice wyjdą na jaw… 

Czy tych dwoje będzie potrafiło na nowo sobie zaufać? Czy miłość potrafi wszystko wybaczyć? Czy oprócz miłości do stworzenia dobrego związku potrzeba czegoś więcej?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 250

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 20 min

Lektor:

Oceny
4,3 (217 ocen)
135
36
29
12
5
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
dianab

Nie oderwiesz się od lektury

stara Gabriela wróciła
20
pacynkowapanna

Z braku laku…

Czekałam na tą książkę długi czas ale strasznie się zawiodłam. Dobrze,że nie kupiłam papierowej wersji tylko poczekałam na e-book. Autorka mnie strasznie zawiodła
20
EwelaKar

Z braku laku…

Bez szału. Niby wiele się dzieje, bo są rozstania, powroty, zdrady, śmierć i zaginięcie, ale wszystko takie płaskie, dołujące i mało emocjonalne.
20
Silki

Nie oderwiesz się od lektury

Można się pośmiać i można popłakać!
10
Margolcia23

Nie oderwiesz się od lektury

Ciekawa, lekka, pełna uroku i życiowych problemów. Bardzo dobrze się czyta, jak wszystkie Gabrieli Gargas.
10

Popularność




Re­dak­cja i ko­rek­taAnna Miecz­kow­ska
Pro­jekt gra­ficz­ny okład­kiAgniesz­ka Kie­lak
Skład i ła­ma­nieMar­cin La­bus
Zdjęcie wy­ko­rzy­sta­ne na okład­ce© Vla­di­mir Po­pla­vskis/Ado­be­Stock; Ale­xan­der Lip­ko/Ado­be­Stock
© Co­py­ri­ght by Skar­pa War­szaw­ska, War­sza­wa 2022 © Co­py­ri­ght by Ga­brie­la Gar­gaś, War­sza­wa 2022
Ze­zwa­la­my na udo­stęp­nia­nie okład­ki ksi­ążki w in­ter­ne­cie
Wy­da­nie pierw­sze
ISBN 978-83-67343-48-0
Wy­daw­ca Agen­cja Wy­daw­ni­czo-Re­kla­mo­wa Skar­pa War­szaw­ska Sp. z o.o. ul. Bo­row­skie­go 2 lok. 24 03-475 War­sza­wa tel. 22 416 15 81re­dak­cja@skar­pa­war­szaw­ska.plwww.skar­pa­war­szaw­ska.pl
Kon­wer­sja: eLi­te­ra s.c.

Dla tych wszyst­kich prze­szłych de­mo­nicz­nych po­ca­łun­ków...

Dla tych chwil, któ­re już za nami.

Dla tego ognia, któ­ry wci­ąż w To­bie pło­nie.

Dla tej pio­sen­ki:

Nocą ta­ńczą de­mo­ny, ca­łu­jąc się w ago­nii,

Pa­trzą na mnie jak na zdo­bycz...

Wo­kół krążą anio­ły...

Wi­ru­jąc jak nar­ko­tyk

PRO­LOG

Wy­rządził jej krzyw­dę i to był fakt. Ale te­raz... Tak bar­dzo za nią tęsk­nił. Boże, nie wie­dział, że fa­cet może tak bar­dzo tęsk­nić za ko­bie­tą.

Tęsk­nił za jej spoj­rze­niem, do­ty­kiem, za jej uśmie­chem.

Za wszyst­kim. Bo ona była jego wszyst­kim. A on po­zwo­lił jej ode­jść.

Po­wi­nien ją prze­pro­sić, a może na­wet bła­gać o wy­ba­cze­nie.

Ale prze­cież po­wie­dzia­ła, że na wszyst­ko jest już za pó­źno.

A może ko­bie­ty tak mó­wią, a w skry­to­ści du­cha chcą, by fa­cet o nie jesz­cze tro­chę po­wal­czył?

Fa­ce­ci mają to do sie­bie, że nie do­ce­nia­ją ko­bie­ty, kie­dy ona jest tuż obok nich.

Swo­ją obo­jęt­no­ścią, bra­kiem za­in­te­re­so­wa­nia, kłam­stwem po­py­cha­ją ją w ra­mio­na in­ne­go.

I ka­żdy fa­cet so­bie my­śli: nie, nie ona, sko­ro jest tak bar­dzo we mnie za­ko­cha­na, nie odej­dzie.

A ona w ko­ńcu od­cho­dzi...

Bo chce być szczęśli­wa.

Ko­bie­ty dużo zno­szą i jesz­cze wi­ęcej wy­ba­cza­ją, ale mają też swo­ją gra­ni­cę wy­trzy­ma­ło­ści.

***

Na­brzmia­łe chmu­ry prze­su­wa­ły się po nie­bie. Czu­ła, że za­raz za­cznie pa­dać. Spoj­rza­ła do góry, nie­bo było po­sza­rza­łe, jak­by zmęczo­ne. Ona też była zmęczo­na.

Wrze­sień to pi­ęk­ny mie­si­ąc. Mie­si­ąc soku ma­li­no­we­go, spa­da­jących li­ści. To mie­si­ąc wes­tchnień, no­stal­gicz­nych my­śli. Mie­si­ąc, kie­dy z paw­la­cza wyj­mu­je się pu­cha­te koce.

Po­win­na się za­chwy­cać. Ale była smut­na, tęsk­ni­ąca i roz­wa­lo­na na kil­ka ka­wa­łków.

Dwa dni temu na­pi­sa­ła do nie­go list. Były w nim za­war­te roz­pacz, tęsk­no­ta i wie­le in­nych emo­cji.

Może nie po­win­na o nich pi­sać?

Dzie­li­ło ich wszyst­ko. A przede wszyst­kim ki­lo­me­try.

Co mogę Ci na­pi­sać?

Że tęsk­nię?

Że moje ży­cie to ocze­ki­wa­nie na Cie­bie?

To po­wro­ty i roz­sta­nia...

Łączą nas chwi­le, małe i wi­ęk­sze sa­mot­no­ści i na­dzie­ja.

Bo gdy kie­dyś któ­re­muś z nas za­brak­nie na­dziei, to wszyst­ko ru­nie jak do­mek z kart.

Cza­sa­mi się za­sta­na­wiam, komu z nas jest trud­niej.

Mnie tu­taj ze swo­im zwy­kłym ży­ciem czy To­bie tam, z ży­ciem, o któ­rym nie mam po­jęcia, któ­re trud­no mi so­bie wy­obra­zić?

Mu­sisz być sil­ny.

Nie, co ja pi­szę! Ja mu­szę być.

Ty je­steś.

***

To było ry­zy­kow­ne przy­je­żdżać do Pol­ski po osiem­na­stu mie­si­ącach. A może nie? Może spra­wa nie była tak świe­ża, jak się jej wy­da­wa­ło na po­cząt­ku? Przy­je­cha­ła wy­na­jętym sa­mo­cho­dem. Usta­wi­ła się za gra­ni­cą na tyle, że było ją stać. Pra­cę do­sta­ła na czar­no, ale za do­brą kasę. Sprząta­ła szko­łę.

Czy była szczęśli­wa? Sama nie wie­dzia­ła.

A może nie po­tra­fi­ła już być szczęśli­wa?

„Może nie ka­żdy może być w ży­ciu szczęśli­wy?” – po­my­śla­ła. „A może szczęśli­wym się bywa?”

Już dru­gi dzień ob­ser­wo­wa­ła dom. Na gło­wie mia­ła kap­tur, a na no­sie oku­la­ry prze­ciw­sło­necz­ne. Poza tym dużo schu­dła, a jej krót­kie wło­sy były po­far­bo­wa­ne na ró­żo­wo. Nikt by jej nie po­znał.

Piła wodę, kie­dy zo­ba­czy­ła, że z domu wy­cho­dzi ko­bie­ta, a za nią mężczy­zna. Jej ser­ce za­częło bić dużo szyb­ciej. Jej od­dech przy­śpie­szył. Bała się, że do­sta­nie ata­ku pa­ni­ki. Mężczy­zna się po­sta­rzał, ko­bie­ta wy­gląda­ła na zmęczo­ną. Szli obok sie­bie, ale za­cho­wy­wa­li dy­stans.

„To prze­ze mnie” – po­my­śla­ła. „Tych dwo­je jest nie­szczęśli­wych prze­ze mnie”.

Po­czu­ła w ser­cu ukłu­cie. Kie­dyś we trój­kę byli bar­dzo szczęśli­wi. Mie­li wspa­nia­łą ro­dzi­nę.

Kie­dyś tak dużo się śmia­li.

Cie­szy­li ży­ciem.

A te­raz? Nie mia­ła od­wa­gi, by wy­si­ąść z sa­mo­cho­du i do nich po­de­jść.

A może nie chcia­ła. Może nie mia­ła ocho­ty. Nie, to nie to.

Ona się bała.

Od­je­cha­ła. Spod ciem­nych oku­la­rów po jej po­licz­kach za­częły pły­nąć łzy.

Je­cha­ła tak kil­ka­na­ście ki­lo­me­trów, a po­tem się za­trzy­ma­ła, żeby się po­rząd­nie wy­pła­kać.

Wyła. Jęcza­ła. Gry­zła za­ci­śni­ęte pi­ęści.

Gdy nie­co ochło­nęła, od­je­cha­ła, zo­sta­wiw­szy za sobą prze­szło­ść na za­wsze.

***

Po­do­ba­ła mu się. Nie ukry­wał tego. Zna­la­zł ją na fej­sie. Dużo zdjęć mia­ła ukry­tych. Ale część mógł obej­rzeć. Była ma­gne­tycz­na. Je­śli miał coś o niej po­wie­dzieć, to wła­śnie to, że przy­ci­ąga­ła jak ma­gnes.

Wpi­sał jej dane do wy­szu­ki­war­ki i wy­świe­tli­ło mu się coś dziw­ne­go.

Prze­czy­tał je­den ar­ty­kuł, po­tem dru­gi i nie­do­wie­rzał. Czy­żby cho­dzi­ło o Kse­nię Ja­ro­sze­wicz? Tę Kse­nię?

Pie­lęgniar­ka po­pe­łni­ła ka­ry­god­ny błąd, przez co zo­sta­ła zwol­nio­na z pra­cy. Tego sa­me­go dnia jej cór­ka za­gi­nęła, a ona dwa ty­go­dnie pó­źniej tar­gnęła się na swo­jej ży­cie.

Czy­tał ar­ty­kuł za ar­ty­ku­łem:

Co spra­wi­ło, że do­świad­czo­na pie­lęgniar­ka po­pe­łni­ła taki błąd? Dla­cze­go jej cór­ka ucie­kła z domu? Co się dzia­ło w ich domu? Jak wy­ja­śnić ten de­spe­rac­ki gest? Co nią po­wo­do­wa­ło?

ROZ­DZIAŁ 1

Kse­nia sie­dzia­ła przy sto­le i pa­trzy­ła na bu­tel­kę wina. I chcia­ła, żeby ten kosz­mar już się sko­ńczył. Od dwóch lat jej ro­dzi­na na siłę chcia­ła po­ka­zać, że jest ze sobą tak bli­sko. I do tego wspie­ra się, ko­cha i ro­zu­mie. Nie­ste­ty w rze­czy­wi­sto­ści była to tyl­ko gra po­zo­rów. Kse­nia mia­ła do­bry kon­takt z sio­strą, ale już szwa­gra nie zno­si­ła. Nie lu­bi­ła też swo­je­go ojca. Ko­cha­ła go, ale nie lu­bi­ła. Jej mat­ka z ko­lei wtrąca­ła się we wszyst­ko. Oj­ciec za­wsze był dla Kse­ni wy­ma­ga­jący. Ale wy­ma­gał od niej w ja­kiś dziw­ny spo­sób, jak­by nie chciał jej roz­wo­ju, tyl­ko tego, by była przy­kład­ną i grzecz­ną dziew­czyn­ką, bo w jego mnie­ma­niu dziew­czyn­ki ta­kie po­win­ny być.

Łu­kasz na­pi­sał SMS-a, że wró­ci pó­źniej, a Kse­nia do­sta­ła bia­łej go­rącz­ki.

– Czy twój mąż za­wsze wra­ca tak pó­źno z pra­cy? – syk­nęła mat­ka Kse­ni przez za­ci­śni­ęte usta.

– Coś mu wy­pa­dło.

Oj­ciec wy­pił ko­lej­ne­go drin­ka.

– Wiesz, kie­dy fa­ce­to­wi o pó­źnej po­rze coś wy­pa­da, to z re­gu­ły jest to ko­bie­ta.

– Tato, daj spo­kój – po­wie­dzia­ła Ana­sta­zja. – Nie wiesz, że nie ka­żdy fa­cet jest taki jak ty? – Sio­stra Kse­ni spio­ru­no­wa­ła ojca wzro­kiem. Swo­je­go cza­su ich oj­ciec miał ko­chan­kę, do któ­rej się wy­pro­wa­dził, po­zo­sta­wiw­szy żonę i dwie cór­ki na pa­stwę losu. Bo ani się spe­cjal­nie nie in­te­re­so­wał dzie­ćmi, ani nie czuł się w obo­wi­ąz­ku da­wać swo­jej żo­nie pie­ni­ędzy na ich utrzy­ma­nie.

– Ja zro­zu­mia­łem swój błąd i po­wró­ci­łem na łono ro­dzi­ny – po­wie­dział oj­ciec.

– Łu­kasz mnie nie zdra­dza – ode­zwa­ła się Kse­nia, ści­ska­jąc moc­niej kie­li­szek. A jed­nak w jej gło­wie po­ja­wi­ła się myśl „a co, je­śli?”.

Ich ży­cie ma­łże­ńskie było na­praw­dę nud­ne i mo­no­ton­ne, ale prze­cież się ko­cha­li. A mi­ło­ść wszyst­ko za­ła­twia. Nie­praw­da.

***

Nie spo­dzie­wa­ła się. Ta­kie rze­czy zda­rza­ją się wszyst­kim do­ko­ła, ale jak mo­gły się przy­da­rzyć jej? Kse­nia mia­ła trzy­dzie­ści osiem lat, dwu­dzie­sto­jed­no­let­nią cór­kę. Była zwy­czaj­ną ko­bie­tą, po­wie­dzia­ła­by o so­bie, że wręcz nud­ną. Jesz­cze trzy lata temu pra­co­wa­ła jako pie­lęgniar­ka, ale ko­le­je losu spra­wi­ły, że mu­sia­ła się prze­bra­nżo­wić i za­trud­nić w urzędzie. Nie cier­pia­ła jej, ale mia­ła sta­łe go­dzi­ny, etat. I po tym wszyst­kim, co jej się przy­da­rzy­ło, po tym ca­łym bólu, jaki prze­ży­ła, po jej ży­cio­wych za­krętach tak było chy­ba naj­le­piej. Ni­g­dy nie była ty­pem ka­rie­ro­wicz­ki, ale też nie chcia­ła całe ży­cie ro­bić cze­goś, cze­go nie cier­pi.

Jej cór­ka Olga była jak Łu­kasz – żąd­na przy­gód, sko­ków ad­re­na­li­ny. Upra­wia­ła chy­ba ka­żdy mo­żli­wy sport. A trzy lata temu za­częła nowe ży­cie z dala od domu, bo prze­cież mia­ła już osiem­na­ście lat i wszyst­ko mo­gła. Niby mo­gła, ale dla Kse­ni ta mło­da ko­bie­ta wci­ąż mia­ła w so­bie tyle dziew­częcej nie­win­no­ści i na­iw­no­ści.

I kie­dy tak roz­my­śla­ła, za­dzwo­nił jej te­le­fon. Uśmiech­nęła się pod no­sem, bo na wy­świe­tla­czu po­ja­wił się na­pis „Miszcz”. Jej mąż był jej Misz­czem. Po­zna­ła go na za­wo­dach ka­ra­te dwa­dzie­ścia dwa lata temu i dla niej był nie­kwe­stio­no­wa­nym Misz­czem.

– Cze­ść. – Uśmiech­nęła się.

– Słu­chaj... – za­czął ja­ki­mś dziw­nym to­nem. Od­chrząk­nął i kon­ty­nu­ował. – Może zje­dli­by­śmy ko­la­cję na mie­ście? – za­pro­po­no­wał.

– Uma­wiasz się ze mną na rand­kę? – Kse­nia nie kry­ła pod­eks­cy­to­wa­nia. Łu­kasz z re­gu­ły nie był ro­man­tycz­ny i dla­te­go tak bar­dzo ją za­sko­czył. Po­zy­tyw­nie.

– Przy­je­dź do Pa­bla, zje­my ja­kiś ma­ka­ron, wy­pi­je­my po kie­lisz­ku wina.

Re­stau­ra­cja U Pa­bla była ich ulu­bio­ną wło­ską knajp­ką, do któ­rej kie­dyś często za­gląda­li. Ostat­ni raz byli tam chy­ba z rok temu. W ogó­le ostat­nio ni­g­dzie ra­zem nie by­wa­li. To przez to, że... Nie­wa­żne. Nie chcia­ła my­śleć o swo­jej sa­mot­no­ści. A cza­sa­mi wy­da­wa­ło jej się, że jest naj­sa­mot­niej­szą ko­bie­tą pod sło­ńcem.

– Z przy­jem­no­ścią. I może wy­pi­je­my wi­ęcej niż po jed­nej lamp­ce wina?

– Mu­szę ko­ńczyć – po­wie­dział i się roz­łączył.

Kse­nię coś za­nie­po­ko­iło w gło­sie Łu­ka­sza, ale za­raz od­rzu­ci­ła od sie­bie złe my­śli. Od kil­ku mie­si­ęcy był prze­męczo­ny, za­pra­co­wa­ny, a ona jak zwy­kle wy­my­śla­ła. Cie­szy­ła się na wspól­ny wie­czór.

***

Łu­kasz od razu zo­ba­czył żonę. Kie­dy wcho­dzi­ła do re­stau­ra­cji, trzy­mał słu­chaw­kę przy uchu. Szyb­ko za­ko­ńczył roz­mo­wę. Kse­nia mach­nęła w jego stro­nę. Wy­gląda­ła ład­nie. Mu­siał przy­znać, że po­ci­ąga­jąco. Nie była ani za szczu­pła, ani za gru­ba. Mia­ła ide­al­ne ko­bie­ce kszta­łty. Czar­na su­kien­ka w drob­ne czer­wo­ne wzor­ki przy­le­ga­ła do jej cia­ła, a duży de­kolt spra­wiał, że jego wzrok skie­ro­wał się na ro­wek mi­ędzy pier­sia­mi. Łu­kasz pod­nió­sł oczy i na­po­tkał sze­ro­ki uśmiech Kse­ni. Nie był w sta­nie go od­wza­jem­nić. W jego gło­wie ko­ła­ta­ła się tyl­ko jed­na myśl: „cze­go mu było wi­ęcej do szczęścia trze­ba?”.

Ko­la­cja prze­bie­ga­ła w dziw­nej at­mos­fe­rze. Kse­nia dużo mó­wi­ła, była na­zbyt oży­wio­na, a Łu­kasz z ko­lei mil­czący.

– Nie mogę uwie­rzyć, że Olgi nie ma z nami już trzy lata... – po­wie­dzia­ła ko­bie­ta. Za­wsze zba­cza­li na te­mat cór­ki.

Pod­nió­sł rękę.

– Ja też nie. To boli, jej ode­jście.

– Gdzieś tam jest szczęśliw­sza – oznaj­mi­ła z pe­łnym prze­ko­na­niem ko­bie­ta.

– Boże, Kse­nia, a ty da­lej swo­je! To już za­kra­wa na sza­le­ństwo.

– Olga – wy­sy­cza­ła – jest szczęśli­wa.

– Do­brze. – Mach­nął ręką, jak­by się od­ga­niał od na­tręt­nej mu­chy. – Te­raz będzie pro­ściej – po­wie­dział.

– Ale co pro­ściej? – Upi­ła łyk wina. Mia­ło do­sko­na­łą tem­pe­ra­tu­rę. Nie było ani za zim­ne, ani zbyt cie­płe.

– Roz­stać się.

– Roz­stać się? – Par­sk­nęła sztucz­nym śmie­chem, bo wła­ści­wie od lat się szcze­rze nie śmia­ła.

– Tak. – Chwy­cił kie­li­szek, pod­nió­sł go, po czym z po­wro­tem od­sta­wił na sto­lik.

– Żar­tu­jesz?

Za­ci­snął moc­niej szczęki. I Kse­nia wie­dzia­ła, że nie żar­tu­je.

– Nie ro­zu­miem. – Po­kręci­ła gło­wą.

– Kse­nia, ja ko­goś mam.

– Jak to: masz? – Nie mo­gła w to uwie­rzyć. Prze­cież by wy­czu­ła. Na pew­no by coś za­uwa­ży­ła.

– Od roku.

– Od roku? – Po­czu­ła, jak bo­le­sna gula osa­dzi­ła się w jej prze­ły­ku. – Aha... To te two­je nad­go­dzi­ny w pra­cy, kon­fe­ren­cje, even­ty to wszyst­ko ście­ma? – mó­wi­ła ci­cho, ale ostro.

– Kse­nia, ja tego nie pla­no­wa­łem. Ja się przed tym bro­ni­łem.

– Nie­wy­star­cza­jąco.

– Kse­nia...

– Kur­wa! – za­klęła. Cho­ciaż nie lu­bi­ła prze­kli­nać. – Kur­wa! – Wsta­ła od sto­li­ka.

– Przej­dzie ci. Przy­zwy­cza­isz się – po­wie­dział tak, jak­by mia­ła się przy­zwy­cza­ić do pi­cia kawy bez­ko­fe­ino­wej za­miast tej z ko­fe­iną.

Opa­rła dło­nie o brzeg sto­li­ka.

– Wal się. Wal się! – krzyk­nęła i szyb­kim kro­kiem ru­szy­ła w stro­nę drzwi.

„No ja pier­do­lę!” – za­klęła ostro w du­chu. Nie mo­gła uwie­rzyć w to, że jej mąż, któ­ry po­ślu­bił ją dwa­dzie­ścia lat temu, wła­śnie oświad­czył jej, że zwi­ja ma­nat­ki. Oczy­wi­ście, że po­bra­li się mło­do. Ona za­szła w ci­ążę, ma­jąc sie­dem­na­ście lat. Wpad­ka z pierw­szą wiel­ką mi­ło­ścią. Nikt nie wró­żył im dłu­gich lat w szczęściu. Jej mat­ka po­wie­dzia­ła na­wet, że koło czter­dziest­ki za­chce jej się in­ne­go fa­ce­ta. Ale... To nie jej się za­chcia­ło fa­ce­ta, tyl­ko jemu ko­bie­ty. Cie­ka­wi­ło ją, kim ona była. Na pew­no jest młod­sza i ład­niej­sza. I bar­dziej in­te­re­su­jąca.

O nie, nie da­ru­je mu! Wie­dzia­ła, że po­stępu­je ża­ło­śnie, ale wró­ci­ła do sto­li­ka, przy któ­rym sie­dział Łu­kasz. Stu­kał coś na te­le­fo­nie.

– Ty by­dla­ku. Ty gni­do!

– Kse­nia, nie po­zna­ję cię. – Unió­sł na nią wzrok, był na­praw­dę zdzi­wio­ny. A ona chwy­ci­ła bu­tel­kę wina i wy­la­ła mu je na gło­wę.

– Osza­la­łaś! – wrza­snął.

– Pro­szę pa­ństwa! – Do sto­li­ka pod­sze­dł kel­ner z kie­row­ni­kiem sali.

Kse­nia chwy­ci­ła wia­dro z lo­dem i wy­wa­li­ła za­war­to­ść na gło­wę Łu­ka­sza, któ­ry nic nie po­wie­dział, tyl­ko wy­ma­chi­wał ręka­mi.

– Pani jest sza­lo­na – po­wie­dział osłu­pia­ły kel­ner.

– Je­stem! Ten pa­lant mnie zdra­dza! – krzy­cza­ła, a lu­dzie w re­stau­ra­cji się na nią pa­trzy­li. – Od roku!

***

Go­dzi­nę pó­źniej Kse­nia we­szła do domu. Ro­ze­bra­ła się do sta­ni­ka i maj­tek. I osu­nęła na podło­gę. Wie­dzia­ła, że za­cho­wu­je się ir­ra­cjo­nal­nie, ale mia­ła to w du­pie. Jej mąż, któ­re­go ni­g­dy nie zdra­dzi­ła, któ­re­go ko­cha­ła nad ży­cie, wła­śnie ją zo­sta­wił. I bu­jał się z ja­kąś flądrą od roku. Roku!

– Kur­wa! – To było już trze­cie „kur­wa” w ci­ągu pó­łto­rej go­dzi­ny.

W trak­cie ich ma­łże­ństwa pró­bo­wa­li ją po­de­rwać ró­żni fa­ce­ci. Ale ona była za­wsze taka lo­jal­na. Ni­g­dy na żad­ne­go nie zwró­ci­ła uwa­gi. A te­raz przed czter­dziest­ką zo­sta­ła sama.

Kim była tam­ta ko­bie­ta? Na pew­no była ko­le­żan­ką z pra­cy. Po­dob­no fa­ce­ci często się za­ko­chu­ją w ko­le­żan­kach z pra­cy, tak twier­dzi­ła jej sio­stra.

Może tak jak Łu­kasz ko­cha­ła wszyst­kie spor­ty, któ­ry­mi on się tak za­chwy­cał: wspi­nacz­kę, ka­ra­te, siat­ków­kę. Na pew­no. Nie dziw­ne, że ona wy­da­wa­ła mu się nud­na. Ukry­ła twarz w dło­niach i się roz­pła­ka­ła.

„To nie mo­gło się zda­rzyć. Tyle ra­zem prze­szli­śmy. By­li­śmy ze sobą na do­bre i na złe. I te­raz co?” – po­my­śla­ła.

Nie wy­obra­ża­ła so­bie ży­cia bez Łu­ka­sza. Łu­kasz był jej ży­ciem. I Olga.

Za­pra­sza­my do za­ku­pu pe­łnej wer­sji ksi­ążki