Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Trzy historie.
Trójka leśnych przyjaciół.
Mnóstwo małych kroków ku samodzielności.
Ciepłe opowieści o odwadze, współpracy i wierze w siebie, które pomagają dzieciom rosnąć każdego dnia.
Bo każdy maluch może powiedzieć:
„Jestem super, jak moi rodzice!”
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 40
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Jestem super,
jak moi rodzice!
Magdalena Zelmańska-Recław
Jestem super, jak moi rodzice!
Tomy 1-3
Gdańsk 2026
Copyright © Magdalena Zelmańska-Recław, 2026
ISBN 978-83-68792-60-7
Jeż Hubert8
Wiewiórka Pola10
Kot Leon12
Hubert, Pola i Leon14
Targ leśnych pyszności17
Senny test18
Wyprawa na targ27
Zdobywcy wiedzy35
Powrót przez łąki47
Sprawdzian w szkole51
Dla rodziców58
Tajne lekcje60
Zagadka w sercu lasu61
Czy dorośli też mają lekcje?64
Hubert i tajemnicza mapa65
Pola i wielki zeszyt planów67
Leon i książka grubsza od kota69
Spotkanie pod dębem71
Rodzinne popołudnie73
Cicha godzina76
Dla rodziców82
Umiem opowiadać85
Cichy głos Huberta86
Rozmowa w leśnym ogródku93
Pierwsze opowieści – domowe próby100
Opowieść dla przyjaciół105
Zaproszenie do opowieści111
Wszystko o jeżach115
Oklaski120
Ziółka i rozmowa dorosłych123
Dla rodziców130
Hubert to bardzo solidny jeż. Kiedy coś robi — robi to porządnie! Zagląda pod każdy liść, sprawdza każdy szczegół i notuje wszystko w swoim zeszycie z okładką tak twardą, jak jego kolce.
Czasem jednak Hubert tak bardzo zagłębia się w to, co akurat bada, że zapomina o posiłkach i śnie.
Mama mówi, że Hubert ma wielkie serce do nauki. Trzeba mu tylko pomóc znaleźć rytm. Ale jedno jest pewne — jeśli w lesie coś wymaga dokładności, najlepiej zawołać Huberta!
Pola jest pełna energii i ciekawości! Biega po gałęziach, zadaje tysiąc pytań i wszystko chce zobaczyć z bliska. Tylko trudno jej się skupić na jednym temacie, bo zanim skończy myśl, już pojawia się nowa!
Tata Poli mówi, że jego córka ma w głowie milion pomysłów i wszystkie są dobre — trzeba je tylko łapać, zanim odskoczą na inne drzewo.
Leon ma typowo kocią naturę. Uwielbia miękkie poduszki i ciepłe promienie słońca.
Jeśli coś go zainteresuje — potrafi się temu poświęcić całym sercem. Maluje, buduje, rozwiązuje zagadki i robi to naprawdę świetnie! Ale jeśli temat wydaje mu się nudny, Leon po prostu przewraca się na drugi bok i mówi:
– Niech inni się tym zajmą. Ja będę obserwował.
Mama Leona twierdzi, że jej syn ma duszę artysty. Właściwa zachęta sprawia, że Leon potrafi przedstawić każdy temat jako dzieło sztuki.
Hubert, Pola i Leon chodzą do tej samej klasy w Leśnej Szkole Odkrywców. Ich nauczycielką jest mądra sowa, która twierdzi, że „wiedza rośnie razem z jej zdobywcami”.
Choć każdy z nich jest inny, razem tworzą zgraną paczkę: Hubert pomaga Poli się skupić, Pola przypomina Leonowi, że świat jest ciekawy, a Leon uczy przyjaciół, że nauka też może być przyjemna.
Są przyjaciółmi na dobre i na trudne lekcje — zawsze razem.
W Leśnej Szkole Odkrywców panowała dziś wyjątkowa cisza. Nawet świerszcze pod klasowym oknem przestały grać, gdy mądra sowa, pani Klara Piórko, uniosła skrzydło i powiedziała:
– Dziś sprawdzimy, co pamiętacie z lekcji o leśnym pożywieniu. Każdy z was dostanie test.
Nauczycielka rozłożyła pliki kartek. Pola spojrzała na nie z szeroko otwartymi oczami. Leon westchnął tak głęboko, że aż liście na tablicy się poruszyły. A Hubert poprawił okulary i pomyślał: „Dam radę. Wystarczy się skupić.”
W klasie słychać było tylko skrzypienie ołówków.
Hubert pisał dokładnie, litera po literze. Każde pytanie analizował z powagą prawdziwego uczonego.
– „Wymień trzy rodzaje orzechów …” – przeczytał cicho i zaczął wymieniać: laskowe, włoskie, bukowe…
Po chwili spojrzał na pytanie numer dwa. Potem na numer trzy. Potem na… numer sześć.
Pola w tym czasie wierciła się w ławce. – Pani Klara mówiła, że to tylko test, ale tu jest aż siedem stron! – wyszeptała do Leona. – Ziew… Ja już na drugiej stronie czuję się głodny – mruknął kot, przeciągając się z gracją.
Hubert nadal pisał. Kartka po kartce. Tylko że z każdą stroną jego pismo robiło się coraz bardziej falujące, aż wreszcie… Ołówek wysunął mu się z łapki, głowa opadła na biurko, a z pyszczka wydobyło się ciche „chrrr...”.
Pani Klara Piórko spojrzała zza biurka, uśmiechnęła się i pokręciła głową. – Może dziś test był zbyt długi, a za mało smaczny – szepnęła do siebie, podchodząc cicho i przykrywając Huberta kocykiem z liści.
Po południu, w przytulnej norce pod sosną, Hubert opowiadał mamie o tym, co się wydarzyło. Siedział przy stole z kubkiem rumiankowej herbaty i wyglądał na zawstydzonego.
– Chciałem się uczyć, naprawdę – mówił cicho. – Ale na tych kartkach nie było zapachu orzechów ani szelestu liści. Tylko cyfry i puste miejsca do wypełnienia…
Mama uśmiechnęła się ciepło.
– Wiesz, Hubercie, wiedzę najlepiej zdobywa się wtedy, gdy można jej dotknąć. Nie tylko przeczytać o niej w książce, ale ją zobaczyć, powąchać, spróbować.
– Czyli… uczyć się nosem? – zapytał jeżyk z powagą.
– I nosem, i łapkami, i sercem – zaśmiała się mama. – Jutro pokażę ci, jak to działa.
Hubert uniósł głowę, a jego kolce lekko poruszyły się z ciekawości.
– Naprawdę?
– Tak. Zaprosimy też twoich przyjaciół – Polę i Leona. Pojedziemy razem na targ leśnych pyszności. Tam nauczysz się o pożywieniu, ale inaczej, niż w szkolnej ławce.
Hubert uśmiechnął się szeroko.
– To będzie test, z którego na pewno dostanę szóstkę! Mama mrugnęła okiem.
– I to bez kartki.
