Jestem niegrzeczna - Elżbieta Walczak - ebook
lub
Opis

Jestem niegrzeczna” – wiersze, proza, brzydkie wyrazy i 20 twarzy

Oglądałeś kiedyś brazylijski serial tylko oczami, nie poruszając ustami, stojąc na jednej nodze, po zażyciu hiszpańskiej muchy?

Kiedy ostatnio miałeś kontakt wzrokowy z  Bradem Pittem i Alem Pacino?

Czy wiesz, że twarz jest samospełniającą się przepowiednią?

Lubisz ostrą jazdę wierszowaną, przerywaną wkurzającymi reklamami  nawet w książce.

Nie wiesz!

Właśnie o takie doznania zadbała dla ciebie niepokorna aktorka i finalistka konkursu Debiut Literacki Roku 2015 – Ela Walczak. Sylwia Męcik narysowała  twarze.

Jakie? Otwórz! To się okaże.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 44


Wydawca:Enamorada ArtKontakt: enamorada.art@wp.pl

Szkice: Sylwia MęcikKontakt: sylmec@gmail.com

Projekt okładki: Sylwia Męcik / Przemysław Trafalski

Przygotowanie wydania elektronicznego: Przemysław Trafalski / ebookman.pl

Wydanie pierwszeISBN: 978-83-943468-7-4Copyright © Enamorada Art

Wierzę, nie wierzę. Wierzę, nie wierzę…

Człowiek

Przyklęknęłam na chwilę przy ołtarzu

Spostrzegłeś z wysoka bliznę na otwartej dłoni

Od czego to?

Zapytałeś

Od zaciskania pięści?

Nie wiem

Dostałam tę bliznę chyba od ciebie

Nie rozdaję cierpień

Ani pamiątek po nich

Może zbyt mocno wierzysz w to czego nie ma

Płaczesz?

Spójrz na mnie

Potrafię słuchać

Albo ty posłuchaj

I nie zaciskaj dłoni

Czymże jest człowiek?

Zdobywcą na chwilę?

Łowcą?

Otwórz oczy

Wiara w bogów jest niezbędna, kiedy trudno uwierzyć w człowieka

I sama wiara nie dotyczy niczego

Ewentualnie tego, „co potrzebne, mniej potrzebne i zbyteczne, tego, co przyjemne, a pożyteczne, tego, co szkodliwe, bardziej szkodliwe, a smakowite, tego, co opłacalne, bardziej opłacalne, a krzywdzące drugiego człowieka, tego, co prawdziwe, mniej prawdziwe, kłamliwe, ale dające korzyści” Nie zgub się w tym gąszczu i nie oceniaj fałszywie

Komu służysz?

Sobie? Zdobywcy w tobie? Dziecku w tobie? Matce w tobie? Ojcu?

Nie oceniaj teraz, bo zgubisz się w gąszczu i ocenisz fałszywie

Tutaj cię człowiek nie znajdzie

Ale znajdą cię oni

Ci w tobie

Ja mam oczy zawsze otwarte

A ty nie zaciskaj dłoni

Ostatnia wieczerza

Trzynastu mężczyzn usiadło przy jednym stole.

Odbyli męską rozmowę.

Jestem Szymon, syn Jonasza, rybak z Betsaidy. Tylko rybak.

Jam jest Mateusz. Wyżej stoję od was. Więcej jem, więcej czytam. – Gdyby żył dzisiaj, byłby kimś. – Jestem poborcą podatkowym.

Jam jest Paweł. Byłem już raz martwy. Nie osądzam.

Jakub i Jan byli braćmi. Podobnie jak Jakub i Juda Tadeusz, synowie Alfeusza. Tylko braćmi.

Nie było wśród nich kobiety, dlatego Piotr czuł się niezręcznie.

– Pesach – powiedział Jezus. Zacznijmy panowie sprzątanie od serca, grzechów i złych myśli.

– Z czego to wino? Spytał Tomasz, zwany Niedowiarkiem, Bartłomieja z Ptolemaidy.

– Z jabłek i z cynamonu. Podaj mi chleb i kawałek jagnięcia, siedzisz bliżej bracie – uśmiechnął się do Szymona Gorliwego.

– Pesach, to również znaczy „ominąć” – sprecyzował myśl Judasz i spuścił wzrok.

– Jedzcie panowie. Dziś wykład o śmierci. Nie pij zbyt dużo Judaszu, dla ciebie sprzątanie serca nic nie znaczy. Widzę to w twoich oczach. To krąg mężczyzn, którzy są podobni. Opuszczasz wzrok co chwilę. Śmierć przyjdzie z twojej ręki. Zanim zdradzisz, zdradzę ci tajemnicę. Tego jeszcze nie słyszałeś: „Kto powie tej górze: Podnieś się i rzuć w morze, a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie”.

– To nie jest męskie widzenie świata – powiedział Judasz.

– Jak wam się zdaje panowie? „Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich, czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała.”

– To nieroztropne – rzekł Judasz, rzucił ostatnie spojrzenie i wyszedł.

Piotr dolał sobie wina, zmieszany nieobecnością kobiet.

– Jestem tylko rybakiem, morze jest mi bliskie. Ufam – powiedział Szymon. – Andrzej, brat Piotra, zgodzi się ze mną. Rybacy trzymają się razem.

Tomasz, zwany Niedowiarkiem skierował wzrok w stronę Piotra:

– Widzę Piotrze! Nie pożądaj nawet w myślach przy tym stole.

Piotr wodził wzrokiem. – Pierwszy rzucę kamieniem w kobietę nieczystą – skłamał.

Siedziało w kręgu dwunastu mężczyzn. Ostatni raz biesiadowali w tym gronie.

Podjęli decyzję za nas.

Nie ufam rozmowom mężczyzn, przy których nie ma kobiet.

Stworzyłabym inny krąg decyzyjny, gdybym była Bogiem.

Na świecie jest 5000 bogów czczonych przez ludzkość. Tylko Twój jest prawdziwy.

Milionerzy

Na górze Zig Ziglar,

na dole Carnegie (czytajcie Karnedzi)

W środku polski milioner siedzi.

Ma dwoje uszu, mózg wielkości słonia,

co przyswaja każdą mądrą myśl.

Ma sześć kart w kolorze złota.

Synek mu się tylko nie udał, troszkę niemota.

Synu – rzekł ojciec

– czas byś wszedł na wspólną drogę.

Zaczniesz od czytania mądrych książek.

To Og Mandingo „Największy kupiec świata”.

Czytaj uważnie i powtarzaj

„Jestem najlepszy” – głośniej synu! – ryknął tata.

Kocham cię synku, bo cały wszechświat mi sprzyja.

To Paulo Coelho, wsłuchuj się i obserwuj duszę.

Masz tu świnkę skarbonkę,

pierwszego laptopa i brulion.

Znajdź odpowiedź, jak zarobić pierwszy milion.

Syn niemota wyprężył tors

i usiadł do Red Tuba.

Zapalił dżointa i marzył.

Ta, ta i ta ruda mogłyby mnie wsadzić na tą.

Jestem najlepszy – napisał na fejsie blondynie.

– Wszechświat mi sprzyja. – Tu spojrzał w dół.

– Na nim zarobię pierwszy milion.

Ta jest gorąca, na wpół leżąca.

Wierz we mnie tato, bo będę walczył o to do końca.

Na górze Zig Ziglar,

na dole Carnegie (czytajcie Karnedzi)

W środku smutny milioner siedzi.

Obawiam się synu, że jeśli twoje marzenie się ziści,

będę miał powód do nietrzeźwości i nienawiści.

Zabrał synowi brulion i świnkę.

Muli cię ziemskość synu, nie ma w tobie czułości.

Oddaję ci swoją kolekcję Playboya,

patrząc na fiutka

myśl o nieskończoności.

Miłość

Między słowami są oddechy

między oddechem a myślą

słyszę serce

bije szybciej

Kocha

między oddechem

a słowem „nie chcę”

Zazdrość

Tu się nie tęskni

tu nie ma przestrzeni

dotknij mnie teraz

bo za chwilę będę wspomnieniem

jestem w Buenos Aires

sprzyjają mi wiatry

wysyłam fotkę z podpisem

„Jest zajebiście”

chyba nie zranię cię tym wyznaniem

tu się nie tęskni

tu nie ma przestrzeni

tu słowo nie rani

na tym zdjęciu wyglądasz jak Krzysiek Kolumb

który sam odkrył nowy ląd

dumny i blady

nie zatrzymam się dłużej

bo nie jesteś natchnieniem

jestem w Buenos Aires

sprzyjają mi wiatry

jest zajebiście…

gdzie jesteś?

już jesteś wspomnieniem?

A byłam twoim facebookowym natchnieniem

Co dajesz wraca

Nie pamiętam ile razy mówiłeś

Wytrwaj to się opłaca

Nie znoszę kłamstw

Co dajesz wraca

Nie zapomnę twoich słów

Miłość uskrzydla

Ode mnie się odwróciła

Dlatego co dajesz wraca

Zejdź na ziemię spójrz mi w oczy

Zachowaj się jak człowiek

Nie bój się odrzucenia

Skarz mnie na siebie

Co dajesz wraca

Nie dam ci żadnych wskazówek

Bo gdy upadniesz nie ze swojej winy

Nie wrócisz z chaosu myśli i oskarżeń

Co dajesz wraca

Gdybyś kochał

I nie otrzymał niczego w zamian

Umarłbyś z bólu

A ból wraca

Zamieńmy się miejscami

Opowiem aniołom o miłości, sile i pięknym życiu

Ty opowiadaj tutaj o śmierci

Ale pamiętaj

Każde słowo uskrzydla albo rani

Dobieraj je właściwie

I nie obiecuj życia po śmierci

Bo stamtąd nikt nie wraca

Tyle wiemy o tobie

Opowiem ci teraz jak wygląda miłość do świata

Co dajesz wraca