Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Autorka bestsellera "Diabeł ubiera się u prady” powraca z niezwykle zabawną, pełną wnikliwych obserwacji powieścią o dwóch siostrach, ich idealnym życiu… i idealnych kłamstwach.
Peyton Marcus jest prezenterką najpopularniejszego programu w porannym paśmie telewizyjnym, kobietą, z którą każdy mieszkaniec Nowego Jorku zaczyna swój dzień. Peyton ma męża, który ją uwielbia, i córkę, która wkrótce rozpocznie studia na jednej z najlepszych uczelni należących do Ivy League. Jest kobietą sukcesu i bycie nią wychodzi jej cholernie dobrze...
Skye, jej siostra, jest gospodynią domową w Paradise, idyllicznej dzielnicy na przedmieściach Nowego Jorku. Są tu butiki znanych projektantów i domy, których mieszkańcy latają prywatnymi samolotami. Skye dzieli z nimi skłonność do bycia nadopiekuńczą matką. Ale nie jest taka jak oni. Ona szuka czegoś prawdziwego i ma to już prawie na wyciagnięcie ręki…
Max, błyskotliwa i ekscentryczna siedemnastoletnia córka Peyton, jest gotowa pożegnać się z prywatną szkołą, której nienawidzi – i rozpieszczonymi bogatymi dzieciakami, na których towarzystwo jest tam skazana – i wyruszyć w świat, by realizować swoje marzenie o karierze filmowej. Całe życie czekała na tę okazję...
Nagle jednak, przez jedno małe, maleńkie kłamstwo, trawa nie wydaje się już tak zielona… Czy którakolwiek z sióstr przetrwa starcie z prawdą?
"Wciągająca, pełna dramatyzmu i skandali książka, idealna na letnie popołudnie przy basenie..." Good Morning America online
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 446
Tytuł oryginału:
WHERE THE GRASS IS GREEN AND THE GIRLS ARE PRETTY
Copyright © Lauren Weisberger 2021
Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o. 2026
Polish translation copyright © Robert Waliś 2026
All rights reserved
Redakcja: Aldona Sieradzka-Krupa
Korekta: Urszula Okrzeja, Dorota Jakubowska
Projekt graficzny okładki: Kasia Meszka
ISBN 978-83-8439-229-4
Wydawca
Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o.
Hlonda 2A/25, 02-972 Warszawa
wydawnictwoalbatros.com
Konwersja do formatu EPUB oraz MOBI
Jan Żaborowski
Pedałowanie po chłopca
– Mamy rezerwację na nazwisko Marcus – powiedziała Skye do posągowej blondynki o nordyckiej urodzie, która niechętnie powitała ją przy wejściu do Le Bliboquet. Hostessa zapewne rzadko widywała ludzi, którzy przychodzili do tej eleganckiej restauracji w spódnicach do kostek i Birkenstockach.
– Mmm – mruknęła dziewczyna, spoglądając na ekran, który dało się odczytać tylko pod właściwym kątem. – Czyżby?
Skye poczerwieniała. Godzinę wcześniej w Harlemie beztrosko piła kawę ze starszymi kolegami nauczycielami, ale tutaj była tylko podstarzałą hippiską.
– Peyton Marcus z ANN? – Nie podobało jej się, jak zabrzmiał jej głos, gdy to powiedziała.
Hostessa gwałtownie podniosła wzrok.
– Och! Przepraszam, czy powiedziała pani Peyton Marcus? All News Network?
Skye zmusiła się do uśmiechu.
– To moja siostra.
– Ależ oczywiście! – Dziewczyna się rozpromieniła. – Zazwyczaj nie sadzamy gości, dopóki nie mamy kompletu. Poza tym nie trzymamy rezerwacji dłużej niż siedem minut, ale proszę za mną.
Poprowadziła Skye przez zatłoczone wnętrze do dwuosobowego stolika umiejscowionego idealnie pomiędzy salą jadalną a zewnętrznym ogródkiem. Można było stąd bez przeszkód obserwować ludzi na Madison Avenue i Skye nigdy nie dostałaby takiego miejsca, gdyby przyszła sama.
Hostessa położyła na stoliku dwie karty dań.
– Ciekawe, nie dostrzegam ani odrobiny podobieństwa – zauważyła z uśmiechem.
– Tak, często to słyszę – odpowiedziała Skye.
– Pani Marcus ma takie jasne włosy, skórę, oczy…
– Mmm, prawda?
– No nic. Przekażę, by przyszła tutaj, kiedy tylko się pojawi – dodała młoda kobieta, po czym się oddaliła.
Skye usiadła na miejscu z gorszym widokiem i postawiła torebkę na podłodze. Natychmiast do stolika podszedł elegancko ubrany kelner i wyczarował mały drewniany stołek, na którym z dumą położył zużyty zamszowy przedmiot. Następnie odezwał się do Skye z fatalnie udawanym albo uroczo autentycznym francuskim akcentem – nigdy nie potrafiła rozpoznać różnicy – i efektownym ruchem napełnił jej kieliszek do szampana musującym złocistym płynem.
– Na nasz koszt – rzekł śpiewnie i odszedł od stolika.
Skye skosztowała szampana: był wytrawny i niewiarygodnie pyszny. Bąbelki uderzyły jej do nosa, ciepło rozlało się po żołądku, a ona rozparła się na krześle, rozkoszując się tym uczuciem, którego tak rzadko doświadczała. Zastanawiała się, dlaczego nie pije częściej. Od czasu do czasu we wtorkowy wieczór nalewała sobie kieliszek wina i czuła się wtedy jak zwariowana buntowniczka, ale zawsze niedługo potem zasypiała lub dostawała migreny i zrezygnowała z alkoholu na kilka tygodni.
Poczuła na plecach dotyk i aż podskoczyła. Siedząca przy sąsiednim stoliku blondynka o rybich ustach posłała jej uśmiech.
– Przepraszam, czy to torebka od Saint Laurenta?
Skye potrzebowała chwili, by ją zrozumieć.
– Ta? – Podniosła zamszową podróbkę. – Nie, kupiłam ją w Urban Outfitters.
Kobieta uniosła brwi i zachichotała w wymuszony sposób.
– Ojej! Mimo wszystkiego jest urocza. – Odwróciła się do swojego towarzysza, o połowę młodszego mężczyzny, który wykorzystał tę piętnastosekundową przerwę, by zerknąć na ekran telefonu.
Mówi się „mimo wszystko”, pomyślała Skye i poczuła, że jej szyja czerwienieje. A ty powinnaś zażądać zwrotu pieniędzy za te usta.
W końcu do sali wparowała jej siostra.
– Cześć, kochana! – rzuciła z uśmiechem i nachyliła się, żeby cmoknąć Skye w policzek. Dwukrotnie.
– Serio? – spytała Skye.
– No co? Jesteśmy Francuzkami, przynajmniej podczas tego popołudnia! – Peyton wyjęła z uszu AirPodsy. – Kiedy ostatnio słyszałaś Don’t Know What You Got? Dwadzieścia lat temu?
– To Cinderella? – Skye roześmiała się. – Znacznie więcej niż dwadzieścia. Całowałam się przy tej piosence z Harrym Feldmanem, w szatni w synagodze podczas bat micwy Samanthy Weinstein.
– Życie było o wiele prostsze w czasach rockowych ballad.
Skye ponownie się zaśmiała.
– Whitesnake potrafili opisać wszystkie emocje.
– Właśnie. – Peyton upiła łyk szampana. – Teraz wszystko się spieprzyło. Moje życie się sypie.
Siostra nawet w sobotni poranek sprawiała wrażenie bardziej poukładanej niż Skye w swoich najlepszych chwilach. Miała na sobie koralowy żakiet, zapewne od Chanel, biały jedwabny T-shirt, obcisłe jeansy przed kostkę i Louboutiny w ślicznym cielistym kolorze z odkrytymi palcami. Jej blond włosy wyglądały na świeżo podcięte, ufarbowane i ułożone, a ich lekko zawinięte końcówki muskały podbródek i ukrywały za duże uszy, jedyną niedoskonałość wyglądu, której Peyton jeszcze nie poprawiła. Zdjęła okulary przeciwsłoneczne od Toma Forda i wrzuciła je do białej skórzanej torebki Saint Laurent, która oczywiście była oryginalną wersją taniej podróbki należącej do Skye.
– Tak, właśnie widzę. Możesz przypomnieć, w jaki dokładnie sposób?
– Taki jak zawsze – rzuciła Peyton. – Im wyższą mamy oglądalność, tym bardziej wszyscy świrują ze strachu, że to się zmieni. Jim, mój ulubiony molestujący współprowadzący, jest jeszcze większym palantem niż zwykle. Staram się znajdować świetnych ekspertów do programu, ponieważ nie zawsze podobają mi się ci, których zapraszają producenci, a to bardzo trudne. Poza tym przygotowanie Max do szkoły wymaga mnóstwa pracy. Kto by pomyślał, że moja własna córka nie będzie umiała zapisać się do fryzjera?
– Może umie, ale jej na tym nie zależy?
Kelner napełnił kieliszek Skye i podszedł do Peyton, która zamówiła butelkę pinot grigio.
– Butelkę? Jest wpół do dwunastej – zauważyła Skye.
– Dzięki za przypomnienie, mamo. – Peyton zwróciła się do kelnera. – Poproszę sałatkę nicejską. Z dressingiem oddzielnie.
– Oczywiście, pani Marcus.
Mężczyzna popatrzył na Skye.
– Poproszę to samo. I do tego frytki.
Kelner pokiwał głową i zniknął. Peyton zmarszczyła nos.
– Frytki?
– Nie musisz ich jeść.
Pojawiła się kelnerka, która starała się nie gapić na Peyton, kiedy z trudem otwierała butelkę wina. Jej palce ześlizgnęły się po szyjce.
– Ojej, przepraszam, jestem tu nowa i…
Peyton poprosiła dziewczynę gestem o butelkę i otwieracz.
– Ja to zrobię. – Wprawnym ruchem wbiła korkociąg, wkręciła go i wyciągnęła korek z przyjemnym pyknięciem. – Kiedyś też pracowałam jako kelnerka. – Oddała dziewczynie butelkę.
– Dziękuję. To bardzo miło z pani strony.
Kiedy dziewczyna nalewała wino, na stoliku pojawiła się kopiasta porcja frytek. Były chrupiące, gorące i posypane solą morską. Skye od razu wrzuciła dwie do ust.
– Wygląda na to, że w tym lokalu tylko brunetki o oczach w kolorze gówna zamawiają frytki – odezwała się pomiędzy kęsami. – Hostessa była bardzo przejęta naszym brakiem podobieństwa.
– Może i trafiły ci się oczy w kolorze gówna, ale bez wahania oddałabym swoje niebieskie tęczówki za to genetyczne wynaturzenie, które pozwala ci każdego dnia objadać się, jakbyś wciąż miała osiemnaście lat. Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, jaka to rzadkość po czterdziestce? Ja przytyję pół kilograma od samego patrzenia na te frytki – odpowiedziała Peyton, przyglądając się żującej siostrze.
Skye się roześmiała.
– Skończyłam czterdzieści lat mniej niż rok temu. Tobie zostało tylko dziewięć miesięcy. Ciesz się, póki możesz.
– Boję się tej chwili. Mój metabolizm jest do niczego, zupełnie jak moja wagina – odparła Peyton, pociągając długi łyk wina. – Wspominałam już o tym?
– Tylko tysiąc razy.
– Wystarczył jeden nieskomplikowany poród lata temu i nigdy nie wróciła do dawnego stanu.
Skye uniosła dłoń.
– Przestań. Ostatnim razem porównałaś ją do płatów mięsa wiszących w delikatesach Gold’s, a ja nie mogłam jeść przez dwa dni.
– Dobrze, dobrze. – Peyton machnęła ręką. – Znalazłam nową fizjoterapeutkę, która dała mi zestaw ciężarków. Opowiadałam ci o tym? Trzeba zacząć od najmniejszego i przejść przez cały komplet. Podobno kiedy jesteś w stanie utrzymać najcięższy, przestajesz sikać przy każdym kichnięciu.
Skye się uśmiechnęła.
– No i co?
– Nie potrafiłam utrzymać pierwszego! – Peyton pochyliła się w stronę siostry. – Poważnie, najlżejszego ze wszystkich. Przeznaczonego dla początkujących. Należy go nosić przez dziesięć minut dziennie podczas normalnych czynności, ale on ciągle się wysuwał! Fizjoterapeutka powiedziała, że jeszcze nigdy nie spotkała kogoś, kto miałby takie kłopoty.
– To pocieszające. Świetna z niej babka.
– Prawda? „Ojej! Ma pani największą waginę, z jaką miałam do czynienia, a jestem specjalistką w tej dziedzinie, więc to nie żarty”.
Skye otarła łzy z oczu. Często żałowała, że inni ludzie nie mogą zobaczyć tego szalenie zabawnego i absurdalnego oblicza jej siostry.
– To nie ma żadnego sensu – ciągnęła Peyton. – Jedno przeciętnych rozmiarów dziecko sto lat temu. Dzięki Bogu, że nie karmiłam piersią. – Dotknęła swojego biustu. – Przynajmniej one są jeszcze znośne.
– Gdyby ktoś to usłyszał, jeszcze dzisiaj by cię powieszono.
– Daj spokój. Bycie w tych czasach matką to łatwizna. Jedziesz do szpitala prosto od fryzjera, ze zrobionymi paznokciami, luksusowym Uberem XL, wtedy kiedy jest ci wygodnie. Wszystko jest takie cywilizowane.
– To powinno być jedno z najważniejszych i najpiękniejszych doświadczeń w życiu kobiety.
Peyton wypiła kolejny długi łyk wina.
– Najważniejszych? Być może. Ale kobiety, które uważają to za piękne, rodzą dzieci w wannie w swoim salonie. Nic z tego.
Skye się roześmiała.
– Esther mówiła, że jej poród w wannie był wyjątkowy.
Peyton przewróciła oczami.
– Wiesz, że uwielbiam Esther, ale czy możesz przestać przypominać mi o jej domowych porodach? Kiedy o nich słyszę, coś mi się robi. – Wbiła widelec w sałatkę. – Co u niej słychać?
– Chyba dobrze. Wciąż się z nikim nie spotyka, ale nie przestaje próbować. – Skye wyciągnęła iPada z wypchanej torebki, próbując nie wysypać jej zawartości. – Doradzała mi w kwestiach prawnych dotyczących domu dla dziewcząt. Chcesz zobaczyć moją tablicę nastrojów?
– Tak, tylko przestań ją tak nazywać – odrzekła Peyton.
Wzięła do ręki tablet i zaczęła przeglądać wykładziny, ozdoby ścienne, meble i elementy pościeli, w które Skye zamierzała wyposażyć dom o pięciu sypialniach. Miał w nim powstać przytułek dla pokrzywdzonych przez los dziewcząt, by mogły rozpocząć naukę w prestiżowym liceum w Paradise.
– Kurczę, wygląda świetnie.
– Naprawdę nabiera kształtu.
– O tak. Kiedy się wprowadzają?
– Najpóźniej na początku września, by nie tracić szkoły. Jeśli niedługo dostaniemy finansowanie od kolegi Isaaca, wszystko powinno być w porządku.
– Henry potrafi być palantem, ale na pewno dostarczy pieniądze. Tylko na tym się zna.
– Jak dotąd zachowuje się wspaniale – odpowiedziała Skye, wkładając do ust resztkę sałatki.
– Możliwe, że finansuje was tylko po to, żeby spełnić jakieś korporacyjne wymagania – stwierdziła Peyton.
– Wcale mi to nie przeszkadza. Nie interesują mnie jego motywy, jeśli tylko dotrzyma słowa.
Peyton chwyciła butelkę pinot grigio za szyjkę i wyjęła ją ze srebrnego wiaderka z lodem.
– Jestem z ciebie dumna. Miałaś pomysł i udało ci się wcielić go w życie. Poza tym wracasz do pracy po tylu latach przerwy.
Skye wbiła w nią wzrok.
– No co? – spytała Peyton. – Nie osądzam cię za twój sporo przedłużony urlop macierzyński. Ale sama nie przestajesz opowiadać o tym, że masz już dość drużyny skautek i szukasz czegoś nieco bardziej… pobudzającego.
– A jak ty się czujesz? – zmieniła temat Skye. – Max niedługo wyjeżdża na studia. Twoja jedyna córeczka jest już dorosła i samodzielna.
Peyton zmarszczyła nos.
– Raczej drażliwa i rozpieszczona.
– Jesteś dla niej zbyt surowa.
– Dla dziecka, które jest załamane, że idzie do Princeton?
Skye westchnęła.
– Szkoła filmowa zrujnowałaby jej życie? Tak tylko pytam.
– Możemy do tego nie wracać? Mój Boże, chodzi o Princeton. Zresztą jest cała twoja tego lata.
– Nie mogę się doczekać. Może ty i Isaac też moglibyście wpaść?
– Max na pewno by nas tam nie chciała. Poza tym będę siedziała w studiu jeszcze więcej niż zwykle. Muszę się postarać, żebyśmy utrzymali oglądalność do jesieni. – Wskazała telefon Skye. – Dostałaś wiadomość – oznajmiła w tej samej chwili, gdy jej własna komórka wibrowaniem oznajmiła o przyjściu maila.
– Skąd mama zawsze wie, kiedy jesteśmy razem? – wyszeptała Skye, zerkając na powiadomienie. – Gdyby umiała ściągnąć apkę… jakąkolwiek… uznałabym, że pewnie nas namierza.
Peyton otworzyła pocztę.
– Temat maila: talk.
– Och, tylko nie to. – Skye dotknęła skroni dwoma palcami i kciukiem.
– „Kochane dziewczęta” – odczytała Peyton, naśladując głos Marcii. – „Istnieją dowody, w nawiasie: niepotwierdzone, że stosowanie talku zwiększa ryzyko wystąpienia, w cudzysłowie: raka jajnika. Często go na was używałam. Powinnyście o tym wspomnieć podczas kolejnej wizyty u lekarza. Całuję, mama”.
– Cóż za pożyteczny mail otrzymany w czerwcowe popołudnie! Dzięki, mamo – odezwała się Skye.
Peyton parsknęła.
– Jak myślisz, dlaczego napisała „rak jajnika” w cudzysłowie? Jakby to nie było coś prawdziwego?
– To i tak nic w porównaniu z jej mailem o cioci Hattie – odpowiedziała Skye.
– „Kochane dziewczęta” – zacytowała Peyton z pamięci. – „Z przykrością informuję, że ciocia Hattie zmarła w nocy. Napiszę, kiedy tylko będę znała jakieś szczegóły dotyczące sziwy. Poza tym wybrałam kolory dla mojej nowej Toyoty Camry. Chmurne srebro na zewnątrz i grafitowa skóra w środku. Całuję, mama”.
Obie płakały ze śmiechu. Chociaż przypominały sobie tę wiadomość co najmniej sto razy, nigdy nie stawała się mniej zabawna.
– Powinnyśmy się śmiać, póki możemy – stwierdziła Peyton, smarując usta błyszczykiem marki, o której Skye nigdy nie słyszała. – To tylko kwestia czasu, kiedy zaczniemy to robić naszym własnym córkom.
– Mów za siebie. Wszyscy wiedzą, że jestem fajną mamą – odparła Skye.
– Myślę, że byłabym dobrą mamą dla chłopca – dodała Peyton z namysłem.
– Jestem pewna, że laski w Paradise godzinami pedałują na siłowniach, żeby dorobić się właśnie syna. Niemożliwe, żeby tyle rodzin w naturalny sposób miało chłopaków.
– Twoje miasteczko jest popieprzone. – Peyton założyła kosmyk blond włosów za ucho. – Dlaczego ktokolwiek miałby zdecydować się na coś takiego, żeby dostać właśnie chłopaka?
– Pewnie ze względu na sport. Im więcej chłopców, tym więcej drużyn, boisk, okazji do wzajemnego podwożenia, treningów i miejsc pracy dla trenerów. Mam teorię, że dzięki temu nieszczęśliwe małżeństwa nie muszą spędzać ze sobą czasu w weekendy.
Peyton się roześmiała.
– Ostrzegałam cię, kiedy przeprowadzałaś się na przedmieścia. – Uniosła dłonie. – Wiem, wiem… znakomite szkoły, praca Gabe’a. Ale czego się spodziewałaś? To trudni ludzie. – Odsunęła krzesło od stolika. – Idziemy?
Zapłaciły rachunek, przecisnęły się przez zatłoczony lokal, minęły hostessę, która nagle stała się miła, i wyszły na chodnik. Jakaś matka i córka jednocześnie obejrzały się na Peyton, która pomachała im z entuzjazmem i posłała radosny uśmiech.
– Nie wiem, jak ty to robisz – powiedziała Skye, obserwując tę scenę.
– Co?
– Stale reagujesz na zachowania swoich fanów. Nie chcesz czasem pozostać anonimowa? Zwłaszcza w weekend.
– Nie.
Skye się roześmiała.
– Wariatka. Kocham cię. – Zarzuciła podniszczoną torebkę na ramię i wyciągnęła ręce.
– Ja też cię kocham – odpowiedziała Peyton, padając siostrze w objęcia. – Prześlij mi jakieś pomysły na prezent dla mamy. Niedługo będziemy musiały zacząć planować jej urodziny.
– Jasne – odrzekła Skye. – Rozumiem, że mówiąc „my”, masz na myśli mnie?
– Tak. – Jej siostra udała skruchę. – Jesteś w tym o wiele lepsza.
Uściskały się na pożegnanie, tamując ruch pieszych na Madison Avenue. Skye szybko się cofnęła, nie chcąc przeszkadzać przechodniom. Peyton się roześmiała.
– Kocham cię – powtórzyła i pomachała otwartą dłonią jak królowa Elżbieta pozdrawiająca poddanych.
– Ja ciebie też. – Skye usunęła się z drogi i patrzyła, jak siostra kroczy chodnikiem, jakby to był wybieg dla modelek w Paryżu. Peyton potrafiła być zapatrzona w siebie i pretensjonalna, a czasem wręcz nieznośna, ale Skye nie mogła zaprzeczyć, że kocha tę zwariowaną sukę.
Szczodrość popłaca
– Za sześćdziesiąt sekund koniec przerwy reklamowej, przygotujcie się!
Peyton upiła łyk kawy z kubka z logo All News Network i odwróciła głowę w stronę wizażystki, która pojawiła się znikąd, żeby przypudrować jej czoło. Kamerzyści zajęli swoje miejsca, przygotowując się do kolejnej części programu, a z głośników dobiegł głos Seana, głównego producenta.
– Ostatnia prosta! Zostało sześć minut do weekendu.
Peyton widziała, że kilka osób w reżyserce zaczęło wiwatować. To był długi tydzień i każdy chciał wrócić do domu i prawdziwego życia, którego nie odliczano w półminutowych fragmentach i nie poddawano nieustannej ocenie. Do życia, które nie było zamknięte w nieludzkich ramach między piątą a ósmą rano i toczyło się z dala od oślepiających świateł i nieustannej presji towarzyszącej telewizyjnym programom nadawanym na żywo.
Jim, jej współprowadzący, wrócił do ich biurka i wgramolił się na swoje krzesło. Peyton zastanawiała się, czy jego częste wizyty w toalecie podczas przerw na reklamę nie były przykrywką dla pośpiesznych ćwiczeń z hantlami.
– Dzięki Bogu, że już, kurwa, piątek – odezwał się, wkładając słuchawkę do ucha. Wygładził włosy, które były tak mocno polakierowane, że nawet nie drgnęły. „Zużywam całą butelkę co trzy dni”, chwalił się często.
To nie tak, że Peyton go nie lubiła, ale… no dobrze. Nie lubiła go. Był cholernie dobrym prowadzącym, co do tego nie mogło być wątpliwości, a widownia, która składała się głównie z kobiet, uwielbiała jego telewizyjną osobowość – mieszankę hipermęskości, niewzruszonej pozytywności i, kiedy to było konieczne, czegoś, co bardzo przypominało empatię. Ale kiedy wyłączano kamery, Jim wracał do swojej prawdziwej postaci.
– Mam rację? – spytał, patrząc na Peyton.
– Słucham? – odrzekła. Właśnie sobie przypomniała, że miała zapisać się do dentysty na popołudnie.
– Trzydzieści sekund! – dobiegło z głośników.
Asystentka uzupełniła wodę w ich szklankach.
– Dzięki Bogu, że już, kurwa, piątek.
– Mmm. – Peyton zmusiła się do uśmiechu, wyjmując spod blatu biurka niewielki notatnik. Zapisywała w nim wszystkie plany, o których zawsze przypominała sobie wtedy, gdy akurat nie mogła się nimi zająć.
Zapisać się do dentysty na siedemnastą, nabazgrała, po czym uświadomiła sobie coś jeszcze. Przed wyjazdem do college’u pod koniec lata Max musiała odwiedzić dentystę, lekarza i ginekologa.
– Dwadzieścia sekund!
Kiedy pisała, Jim głośno siorbnął z kubka ANN. Peyton zawsze zastanawiała się, czy jego kawa jest wzmocniona kokainą, Adderallem albo przynajmniej jakimś czarnorynkowym suplementem diety z testosteronem. Co innego mogło sprawiać, że pozornie zwyczajny mężczyzna jest tak agresywny?
– Dziesięć sekund!
Jim odchrząknął, wyprostował ramiona i nawiązał intymny kontakt wzrokowy z kamerą numer 3, która miała wyprowadzić ich z przerwy reklamowej.
– Peyton? Wszystko w porządku? – usłyszała w słuchawce głos Seana.
Pokiwała głową. Cholera! Zapomniała odezwać się do Skye w sprawie urodzin matki. Zakreśliła odpowiednią notatkę, nadając jej rangę głównego priorytetu.
– Wchodzimy za pięć, cztery…
– Peyton, na Boga, rusz się! – W głosie Seana dało się usłyszeć irytację.
– …trzy, dwa…
Zamknęła notatnik.
Na planie zapadła cisza. Czerwone światełko kamery numer 3 zamigotało, informując, że trwa transmisja na żywo. Peyton poczuła ogarniający ją spokój. To było przeciwieństwo przypływu adrenaliny, nagłe uczucie całkowitego odprężenia. Jej myśli, jeszcze przed chwilą miotające się w głowie, uspokoiły się i Peyton bez najmniejszego wysiłku osiągnęła stan skupienia i opanowania, z którego słynęła.
– Witajcie ponownie – odezwała się, patrząc prosto w kamerę numer 3. – Na koniec naszego piątkowego programu chcielibyśmy podzielić się z wami niesamowitą historią pewnej rodziny, pełnej hartu ducha i miłości – odczytała z telepromptera. Zawsze starali się zakończyć tydzień sympatyczną historią o ludziach, żeby widzowie nie chcieli się zabić z powodu tego, jak wygląda świat. – Logan Pierce to dziewięcioletni chłopiec, który uwielbia rysować, budować z klocków Lego i kibicować drużynie Astros w swoim rodzinnym domu na przedmieściach Houston – przeczytała z odpowiednią mieszanką powagi i podziwu, mimo że zastanawiała się, czy to border collie jednego z producentów napisał tak kretyński scenariusz. – Wyobraźcie sobie zatem przerażenie rodziny Pierce’ów, gdy u Logana wykryto chłoniaka, rzadki i groźny rodzaj nowotworu.
Chwilę po wymówieniu tych słów Peyton została całkowicie pochłonięta przez dostojny smutek matki chłopca, która zaczęła opowiadać o diagnozie, leczeniu i ostatecznym wyzdrowieniu syna. Coś takiego prawie jej się nie zdarzało, gdy była na wizji i musiała sobie radzić z licznymi bodźcami. Ale tym razem tak zafascynował ją głos tej kobiety – a także niezaprzeczalna słodycz Logana, który przytulał swoją małą siostrzyczkę – że niemal przegapiła ponaglający głos Seana w uchu.
Szybko przeniosła wzrok na reżyserkę, w której spokojny, starannie wystudiowany i odgrywany codziennie balet ustąpił miejsca chaosowi. Zerknęła na olbrzymi cyfrowy zegar nad kamerami odliczający sekundy. Cholera. Zostało całe pięć minut do ósmej, co oznaczało, że muszą ogłosić wiadomości z ostatniej chwili podczas swojej audycji.
– Ja się tym zajmę – wyszeptał Jim do swojego mikrofonu.
Na ekranach przed nimi lekarz Logana opowiadał o objawach chłoniaka u dzieci.
– Nie ma mowy – odezwał się Sean. – To byłby za duży zgrzyt. Wystarczy, że musimy uciąć reportaż o dzieciaku. Puścimy przebitkę i zrobimy przerwę reklamową. Już piszą wprowadzenie, ale to będzie tylko pół minuty materiału – ciągnął Sean. – Wstęp i krótki opis. Potem ja wami pokieruję.
Peyton poczuła delikatne ukłucie niepokoju. To nie była panika, ale coś na tyle nieprzyjemnego, że wyprostowała się na krześle i zaczęła szybciej oddychać. Wiadomości z ostatniej chwili były nieprzewidywalne.
Nagranie się skończyło, a kiedy kamera pokazała Peyton, ta spokojnie wyjaśniła widzom, że dalszy ciąg programu nastąpi po krótkiej przerwie. Niemal natychmiast rozpętało się piekło.
– Lepiej, żeby to było coś ważnego – rzuciła Peyton w przestrzeń.
– No właśnie – zgodził się Jim. – Przerwaliśmy reportaż o dzieciaku z nowotworem!
Jedna z producentek, Jenna, niezwykle utalentowana dwudziestokilkulatka, którą niedawno podkradli z Fox News, oznajmiła:
– FBI właśnie potwierdziło aresztowanie dwudziestu dwóch osób, w tym kilku wysoko postawionych, pod zarzutami udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz oszustwa pocztowego.
– Kurwa, kogo obchodzi oszustwo pocztowe? – zagrzmiał Jim, jakby czytał Peyton w myślach.
Jenna go zignorowała.
– Wszystkie dwadzieścia dwie osoby to wpływowi rodzice, których oskarżono o załatwienie swoim dzieciom za pieniądze miejsc na elitarnych uczelniach – poinformowała.
– Trzydzieści sekund! – dobiegło z głośników.
Peyton poczuła przypływ adrenaliny.
– Co wiemy? Jesteśmy gotowi?
Sean wpadł do studia z plikiem papierów w jednej i swoimi charakterystycznymi dużymi czarnymi okularami w drugiej dłoni.
– Jenno, teleprompter? – rzucił w eter.
Głos Jenny potwierdził, że wyświetlacz jest gotowy.
– Mam tutaj wystarczająco dużo informacji, żeby dociągnąć program do końca – oznajmił, wymachując wydrukami. – Powoli czytajcie tekst z ekranu, a my zajmiemy się resztą.
– Dziesięć sekund!
Sean wrócił za szybę reżyserki. Peyton patrzyła, jak zakłada słuchawki i wskazuje palcem na gościa od grafiki.
– Przygotuj się, kwiatuszku – odezwał się Jim, a jego twarz ponownie zmieniła się w imponującą maskę empatii.
– …trzy, dwa, jeden…
Włączyła się kamera numer 2, której używali głównie do zbliżeń, a oczy Peyton odnalazły ekran telepromptera.
– Przerywamy wzruszającą historię Logana Pierce’a, żeby przekazać wiadomość z ostatniej chwili – przeczytała Peyton, zastanawiając się, czy rzeczywiście zadrżał jej głos, czy tylko to sobie wyobraziła. – Stacja ANN potwierdziła, że FBI zatrzymało dwadzieścioro dwoje rodziców dzieci kandydujących do elitarnych uniwersytetów w czterech różnych stanach pod zarzutem kupowania miejsc na listach. Chociaż jeszcze nie znamy wielu szczegółów, nasze źródła potwierdziły, że co najmniej troje z tych rodziców to wysoko postawione osoby.
Tekst na wyświetlaczu przestał się przesuwać. Peyton wiedziała, że Jenna nie zdążyła zapisać kolejnych zdań, ale na chwilę straciła oddech. Tylko głos Seana w słuchawce powstrzymywał ją przed wpadnięciem w panikę. Żaden prowadzący nie lubi improwizować na oczach milionów widzów.
– Oddychaj! – warknął Sean. – Pomogę ci.
Zaczerpnęła powietrza, a on zaczął przekazywać jej strzępki informacji, które na bieżąco przetwarzała i wypluwała w stronę kamery.
– Wciąż nie mamy komentarza ze strony College Board. Czekamy na reakcję prokuratora okręgowego z Manhattanu. To największa afera w historii dotycząca rekrutacji na studia.
– Jim, spytaj Peyton, kiedy będziemy wiedzieli coś więcej! – rzucił Sean.
Jim bez chwili wahania odwrócił się w stronę Peyton i zmarszczył czoło.
– Kiedy możemy spodziewać się dalszych informacji w tej sprawie?
– Peyton, zakończ program – podpowiedział Sean kilka sekund przed tym, jak kobieta odwzajemniła spojrzenie Jima.
– Dziś rano nie mamy już czasu – odrzekła, starając się zabrzmieć jak najbardziej naturalnie. – Ale Suzanna i Alejandro będą dalej śledzili tę historię. – Odwróciła się do kamery numer 1, która znajdowała się na lewo po skosie. – Zostańcie z nami, by poznać nowe szczegóły dotyczące tego skandalu. Żegnają się z wami Peyton Marcus i Jim Atwood, zobaczymy się w poniedziałek rano.
Przez trzy sekundy nikt się nie poruszał, a potem Sean oznajmił:
– Mamy to!
W studiu rozległy się wiwaty.
Sean pojawił się przed biurkiem prowadzących.
– Świetnie, że nazwałaś to skandalem. – Jego czoło lśniło od potu. – To było soczyste!
– Dzięki za pomoc – odpowiedziała Peyton, czując, że serce dudni jej w piersi. Wyjęła słuchawkę z ucha i ciężko opadła na krzesło.
– Dobry program – stwierdził Jim, również wyjmując słuchawkę.
Wstał, a raczej wzniósł się nad Peyton i Seanem. Miał ciało byłego futbolisty i potrafił swobodnie wplatać do rozmowy takie zwroty jak „kiedy grałem w Clemson”, „podczas mojej kariery rozgrywającego” lub „nie ma lepszej szkoły życia niż pierwsza dywizja”, a Peyton miała wrażenie, że powinna wypijać kieliszek Jägermeistera za każdym razem, gdy je słyszała.
– No nic, wychodzę, dziewczyny – oznajmił, szczerząc się do Seana, żeby pokazać mu, że nie ma nic przeciwko jego orientacji seksualnej. – Miłego weekendu. Nie róbcie niczego, czego ja bym nie zrobił… – Pomachał mięsistą dłonią i ruszył ciężkim krokiem w stronę garderoby.
– Czy on pachnie Drakkarem? – spytał Sean, marszcząc nos. Odwrócił się w stronę swojego gabinetu. – Chodź ze mną.
Peyton odpięła mikrofon i zeskoczyła z krzesła.
– Wiemy coś więcej? – spytała.
– O czym?
– O tej aferze z uczelniami? Już kiedyś o tym mówiliśmy, prawda? To rzeczywiście nadal się dzieje? – Pośpiesznie szła za nim korytarzem.
Sean energicznie otworzył drzwi do swojego gabinetu i opadł na krzesło przy biurku.
– Bezustannie. Założę się, że połowa moich kolegów z roku na Stanfordzie dostała się na studia, ponieważ dobrze wiosłowali albo grali w siatkę. Albo w tenisa. I chociaż akurat ci durni rodzice z pewnością podnieśli poprzeczkę, to bogaci zawsze staną na głowie, żeby ich dzieciaki uczyły się na elitarnej uczelni.
Wręczył Peyton butelkę wody. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo była spragniona. Jej oddech stopniowo się uspokoił.
– Masz rację – odrzekła, kiwając głową. – To się dzieje cały czas. Ale ci rodzice zapewne posunęli się dalej. Dosłownie fałszowali zdjęcia swoich dzieci i płacili nieznajomym za podchodzenie do egzaminów. Kto się tak zachowuje?
– Właśnie. – Zadzwonił telefon na biurku Seana. – Słucham? Już jadę. – Wstał z krzesła. – Muszę lecieć. Na wypadek gdybyśmy się już nie zobaczyli przed moim wyjściem, miłego weekendu. – Cmoknął ją w policzek i zamknął za sobą drzwi.
To był drobny gest, ale bardzo fortunny, ponieważ Peyton ogarnęła fala mdłości. Zapewne wciąż odczuwała skutki przypływu adrenaliny. Aresztowani rodzice w niczym nie przypominali jej ani tysięcy innych rodziców, którzy wypruwali sobie żyły, by zapewnić swoim dzieciom jak najlepszy start. Ale i tak czuła się nieswojo. Powtórka z rozrywki, mimo że niedawno ujawnili niemal taką samą aferę? Pociągnęła łyk wody, opadła na kolana i zwróciła całą zawartość żołądka do eleganckiego drewnianego kosza na śmieci.
Zainteresowani tym, co będzie dalej?
Pełna wersja książki do kupienia m.in. w księgarniach:
KSIĘGARNIE ŚWIAT KSIĄŻKI
EMPIK
Oraz w księgarniach internetowych:
swiatksiazki.pl
empik.com
bonito.pl
taniaksiazka.pl
Zamów z dostawą do domu lub do paczkomatu – wybierz taką opcję, jaka jest dla Ciebie najwygodniejsza!
Większość naszych książek dostępna jest również w formie e-booków. Znajdziecie je na najpopularniejszych platformach sprzedaży:
Virtualo
Publio
Nexto
Oraz w księgarniach internetowych.
Posłuchajcie również naszych audiobooków, zawsze czytanych przez najlepszych polskich lektorów.
Szukajcie ich na portalu Audioteka lub pozostałych, wyżej wymienionych platformach.
Zapraszamy do księgarń i na stronę wydawnictwoalbatros.com, gdzie prezentujemy wszystkie wydane tytuły i zapowiedzi.
Jeśli chcecie być na bieżąco z naszymi nowościami, śledźcie nas też na Facebooku i na Instagramie.
Okładka
Karta redakcyjna
1. Pedałowanie po chłopca
2. Szczodrość popłaca
Okładka
Strona redakcyjna
Meritum publikacji
