20,00 zł
Powiastka Woltera z roku 1756, uważana za szkic jego późniejszej powieści pt. Kandyd. Napisana po tym, jak autor poróżnił się z królem Prus Fryderykiem II, którego uważał wcześniej za wcielenie ideału oświeceniowego władcy.
Główny bohater, Skarmentado, jest synem gubernatora Kandii, stolicy Krety w czasach, gdy była kolonią Republiki Weneckiej. Jego imię pochodzi od hiszpańskiego czasownika escarmentar, oznaczającego: „uczyć się na błędach”. Piętnastoletni Skarmentado zostaje wysłany przez ojca na nauki do Rzymu, gdzie omal nie pada ofiarą zalotów prałata, który miał go kształcić. Ogląda „procesje, egzorcyzmy i nieco rabunków”, docierają do niego głosy o sprzedaży urzędów i gruntów kościelnych przez bratową papieża, zaufaną główną współpracowniczkę głowy Kościoła. Trafia w ramiona młodej damy, do której zalecają się dwaj księża, wskutek czego, w obawie, że zostanie wyklęty lub skrytobójczo zabity, zmuszony jest szybko opuścić miasto.
Wyjechawszy z Rzymu, Skarmentado podróżuje po Europie. Odwiedza Francję, Anglię, Holandię, Hiszpanię, wszędzie natrafiając na przykłady nietolerancji i okrutnych prześladowań na tle religijnym. Uwięziony przez inkwizycję z nieznanego mu powodu, po sześciu tygodniach w lochu zostaje odwiedzony przez śledczego, który naprowadza go na wyznanie odpowiedniej, zarzucanej mu winy. Uwolniony po karze chłosty i zapłaceniu pokaźnej grzywny, Skarmentado udaje się na drugi kraniec Europy, do Konstantynopola. Turcja osmańska mimo jego uprzedzeń wobec „niewiernych” muzułmanów początkowo wydaje mu się wyjątkowo tolerancyjna: chrześcijanie greccy, łacińscy, ormiańscy mogą swobodnie wyznawać swoją wiarę. Wkrótce rozczarowuje się i w zagrożeniu życia w pośpiechu ucieka do sąsiedniej Persji. Przekonuje się, że zarówno tam, jak i w kolejnych odwiedzanych przez niego krajach, w Chinach i w Indiach, powszechne są antagonizmy i prześladowania i z każdego musi umykać.
Konflikty, z jakimi Skarmentado ma do czynienia wszędzie, gdzie się znajdzie, przypadkowo uwikłany w spory, których nie rozumie, obrazują arbitralność i absurdalność nietolerancji.
Powiastka filozoficzna Historia podróży Skarmentada Woltera dostępna jest jako e-book (EPUB i MOBI dla Kindle) oraz plik PDF.
Książkę polecają Wolne Lektury — najpopularniejsza biblioteka on-line.
François-Marie Arouet (Voltaire / Wolter)
Historia podróży Skarmentada
tłum. Tadeusz Boy-Żeleński
Epoka: Oświecenie Rodzaj: Epika Gatunek: powiastka filozoficzna
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 21
Rok wydania: 2026
tłum. Tadeusz Boy-Żeleński
Ta lektura, podobnie jak tysiące innych, jest dostępna on-line na stronie wolnelektury.pl.
Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Wolne Lektury.
ISBN-978-83-288-8163-1
Urodziłem się w Kandii1 w roku 1600. Ojciec mój był gubernatorem tego miasta. Przypominam też sobie, że pewien mierny poeta nazwiskiem Iro2 sklecił na moją cześć liche wiersze, w których wywodzi mnie w prostej linii od Minosa3. Niebawem, gdy ojciec mój popadł w niełaskę, spłodził inny wiersz, w którym pochodzę już tylko od Pazyfae4 i jej kochanka. Był to bardzo lichy człowiek ten Iro i najnudniejsze ladaco na całej wyspie.
Gdym doszedł piętnastu lat, ojciec wysłał mnie na studia do Rzymu. Przybyłem tam w nadziei poznania wszystkich prawd, dotąd bowiem uczono mnie wręcz przeciwnych rzeczy, zgodnie z obyczajem tego światka, od Chin aż po Alpy. Monsignor5 Profondo, któremu mnie polecono, był to osobliwy człowiek i jeden z najstraszliwszych uczonych, jacy byli kiedy na świecie. Chciał mnie nauczyć kategorii6 Arystotelesa7, a był skłonny pomieścić mnie w kategorii swoich oblubieńców, ledwiem się wymknął! Widziałem procesje, egzorcyzmy i nieco rabunków. Mówiono, ale bardzo fałszywie, że signora8 Olimpia9, osoba wielce przemyślna, sprzedaje wiele rzeczy, których nie powinno się sprzedawać. Byłem w wieku, w którym to wszystko wydawało mi się bardzo ucieszne. Młoda dama wielce łaskawych obyczajów, zwana signora Fatelo, poczuła do mnie skłonność. Zalecał się do niej wielebny o. Sztyletini i wielebny o. Otrutini, młody księżyk z zakonu, który już nie istnieje: pogodziła ich, obdarzając mnie swymi łaskami; w rezultacie omal mnie nie wyklęto i nie otruto. Odjechałem, wielce zachwycony architekturą św. Piotra10.
Zajechałem do Francji; było to za panowania Ludwika Sprawiedliwego11. Pierwsza rzecz, o którą mnie spytano, to czy chcę na śniadanie kawałeczek generała d’Ancre12, którego lud upiekł na pieczyste i którego rozdzielano bardzo tanio każdemu, kto zapragnął.
Państwo to było ustawiczną pastwą wojen domowych, często o miejsce w Radzie, niekiedy o dwie stronice teologicznej kontrowersji. Już przeszło sześćdziesiąt lat ogień ten, to tlący pod popiołem, to rozdmuchany gwałtownie, pustoszył ten piękny kraj. Były to owe swobody gallikańskiego13 Kościoła.
— Ach — mówiłem sobie — wszakże ten lud jest łagodny z natury! Kto mógł tak wypaczyć jego charakter? Żartuje, a urządza noce świętego Bartłomieja14. Szczęśliwy czas, w którym będzie tylko żartował!
Przeprawiłem się do Anglii: te same kłótnie, te same szaleństwa. Świątobliwi katolicy zamierzyli dla dobra Kościoła wysadzić w powietrze króla, rodzinę królewską i cały parlament i oswobodzić Anglię od tych heretyków15
