Grzechy Spartan (i nie tylko) - Jan Kochańczyk - ebook
Opis

Najnowsze badania naukowe – z końca XX i początku XXI wieku – dowodzą, że w każdej populacji męskiej jest około 5 procent zdecydowanych homoseksualistów. Do nich należałoby zaliczyć także dodatkowo osoby uznające się za biseksualistów; to prawdopodobnie geje odczuwający dużą potrzebę kontaktów z płcią przeciwną (badania D. Hamera). Również prof. R. A. Lippa potwierdza tezę, że zarówno „homo”, jak i „biseksualiści” mają podobne, kobiece cechy psychiki, wynikające zapewne z nadmiernej feminizacji płodów męskich w czasie ciąży.
Dopiero w drugiej połowie XX wieku przeprowadzono miarodajne badania dotyczące zachowań homoseksualnych na dużych, reprezentatywnych grupach. Okazało się, że około 20 proc. mężczyzn przyznawało się do dających satysfakcję kontaktów i fantazji seksualnych z innymi mężczyznami.
Ciekawe rezultaty przyniosły także badania nad homofobią, czyli patologicznym lękiem przed homoseksualistami. Dawniej już Freud twierdził, że jednostka reaguje aktami paniki i gniewu, gdy ukryte skłonności jej samej mogą wyjść z mroków podświadomości na światło dzienne. Teorię taką potwierdziły naukowe eksperymenty prof. H.E. Adamsa z Uniwersytetu Georgia w roku 1996. Badano reakcję (stopień podniecenia) narządów płciowych mężczyzn, deklarujących wrogość wobec homoseksualizmu. Okazało się wprost, że... mają erekcję na widok męskich narządów płciowych i scen miłości homoseksualnej (por. Barbara Pilecka – „Psychospołeczny kontekst homoseksualizmu”).
Potwierdzone zostały ustalenia pionierskiego raportu Kinsleya, że tylko ok. 50 proc. populacji nawiązuje kontakty seksualne wyłącznie z osobami płci przeciwnej. Potwierdzone też freudowskie hipotezy o roli wychowania w genezie wielu zachowań seksualnych jednostki. Brak atrakcyjnego wzorca męskości w dzieciństwie może u chłopca prowadzić do nadmiernej bierności. Psycholog Bieber w badaniach przeprowadzanych w roku 1972 nie znalazł w licznej grupie homoseksualistów ani jednego przypadku prawidłowej relacji młodego mężczyzny z ojcem. Regułą była też silna więź uczuciowa z matką i uwikłanie w konflikty między rodzicami. Ojciec nierzadko wykazywał zazdrość o miłość matki do syna.
Koncepcje Freuda w swoisty sposób modyfikują dziś nawet niektórzy moraliści katoliccy. Uważają, że podporą dla młodych mężczyzn może być Autorytet Najwyższy. Ojciec Józef Augustyn, jezuita, pisał w szkicu zamieszczonym w książce „Kościół wobec homoseksualizmu”:
„Doświadczenie Ojca niebieskiego staje się dla osoby homoseksualnej, zwykle głęboko zranionej w relacji do swojego własnego ojca, doskonałym lekarstwem”.

Kościół nadal traktuje homoseksualizm jako wynik nieodpowiedniego wychowania młodego człowieka. Powracają popularne koncepcje psychologów: że uzyskanie męskiej tożsamości przez chłopca wymaga oderwania się od matki, a jej dominująca rola przeszkadza w rozwoju dojrzałości. Zdominowany syn nie może nawiązać prawidłowych relacji z innymi kobietami.
Wychowanie może wzmacniać lub osłabiać pewne cechy. Decydujące znaczenie mają jednak geny! Coraz więcej naukowców wskazuje na wrodzony charakter zachowań seksualnych. Na przykład:
Specjaliści od neuropsychologii pod koniec minionego stulecia wykryli różnice w budowie mózgów osób o różnej orientacji seksualnej. Na zachowania ich mają wyraźny wpływ cechy genetyczne (a odziedziczalność orientacji homoseksualnej u mężczyzn wynosi 30 procent; u kobiet jest jeszcze wyższa).
Wszystko zaczyna się od mózgu. Homoseksualni mężczyźni wykazują pewne cechy feminizacji mózgowia. Mimo tej feminizacji, ich zachowania mają także wiele cech wspólnych z samczymi upodobaniami „supermenów” (silniej niż kobiety reagują na erotyczne bodźce wzrokowe; większe znaczenie przywiązują do młodego wieku partnera).
Bardziej „kobiece” są ich wrodzone cechy, powodujące różnice w wykonywaniu zadań angażujących pamięć, myślenie i planowanie wzrokowo-przestrzenne. Na przykład: w skuteczności trafiania do celu mężczyźni homoseksualni osiągali wyniki znacznie gorsze od mężczyzn heteroseksualnych, choć nie różnili się od nich ani wzrostem, ani budową, ani stopniem wytrenowania.
Geje charakteryzują się mniejszym nasileniem agresji fizycznej i większym stopniem empatii niż „hetero”. Ich wzorzec agresji przypomina bardziej wzorzec kobiecy niż u heteroseksualnych mężczyzn.
Współczesne badania i teorie naukowe dotyczące orientacji seksualnej przedstawił zwięźle Arkadiusz Brzask w pracy „Homoseksualizm u mężczyzn. Aspekty psychologiczne, psychiatryczne i ewolucyjne”. Z badań wynika, że orientacja jest wrodzona, kształtowana przez geny i rozwój płodu w czasie ciąży. Wychowanie może potem ujawnić lub częściowo tłumić orientację, ale jej nie zmieni. Jak pisze autor książki:

„Możliwości korekty orientacji jako cechy trwałej i głęboko uwarunkowanej są właściwie żadne. Uważamy zatem, że postępowanie wychowawcze wobec młodzieży zorientowanej homoseksualnie winno być raczej nastawione na wychowywanie społeczeństwa w duchu różnorodności zachowań seksualnych człowieka, niż na traumatyzującej psychicznie próbie zmiany orientacji [...]. Nie ulega żadnej wątpliwości fakt, że orientacja homoseksualna kształtuje się u mężczyzn pod wpływem interakcji czynników genetycznych i oddziaływania różnych czynników (nieznanych) na wewnątrzmaciczny rozwój płodu.”

„Stuprocentowych” homoseksualistów jest w każdej populacji mniej więcej tyle samo. W niektórych środowiskach zachowania homoseksualne mogą być jednak częstsze niżby wynikało z wrodzonych skłonności. Odizolowane od kobiet grupy żołnierzy stanowiły przez lat tysiące swego rodzaju zakony rycerskie. Męska przyjaźń miała w nich często posmak erotyczny.

W pewnych kulturach „miłość kwitła”, była akceptowana, opiewana przez poetów, sławiona przez filozofów. W innych – obrzucana klątwami, straszona ogniem piekielnym, chowana pod korcem. W specyficznej sytuacji był kojarzony z Cerkwią rycerski zakon Kozaków; w istocie pogański – skupiał „grzeszników bez winy”. Hajdamacy dekalogu nie znali, nawet ze słyszenia. Wmówiono im tylko w pewnym czasie, iż są obrońcami prawosławia, a udało się to dzięki temu, że katoliccy panowie Ukrainy jawili się jako zagrożenie dla swojaków, tych „naszych”, skupionych wokół chłopskich cerkwi.
Kiedy Kozacy walczyli z katolikami – sławiono ich. Kiedy się przyjaźnili – już nie.
Moraliści różnych epok zawsze wiedzieli swoje:
bić się, mordować, łupić wrogów – to dobrze!
Jeżeli natomiast ktoś tam chciałby się po kryjomu całować? –
Zgroza!


Jan Kochańczyk
Dziennikarz. Absolwent Uniwersytetu Śląskiego (polonistyka).
Od roku 1975 – redaktor ogólnopolskiej gazety „Sport” (Katowice).
Droga zawodowa: od korektora do zastępcy sekretarza redakcji, kierownika działu publicystyki i szefa redakcji dodatków kolorowych.
Publikacje dotyczące głównie sportów lotniczych, lekkoatletyki, pływania i problemów ruchu olimpijskiego.
Nagrody dziennikarskie i literackie – miedzy innymi „Grand Prix” prezesa koncernu prasowego RSW (Warszawa) za cykl publikacji dotyczących sportu zawodowego w krajach socjalistycznych (1989). Polskie opinie i dyskusje odbiły się wtedy echem także w Związku Radzieckim (epoka pieriestrojki Gorbaczowa) i przyspieszyły reformy ruchu olimpijskiego po naradzie na Kubie.
Nagrody w konkursach na artykuły i opowiadania sportowe.
Od 1991 roku – zastępca redaktora naczelnego tygodnika filmowego „Ekran”, przeniesionego w tym czasie z Warszawy do Katowic (Grupa „Fibak – Noma – Press”).
Od 1994 – zastępca redaktora naczelnego tygodnika „Panorama”. Współpraca z katowickimi redakcjami „Dziennika Śląskiego”, „Wieczoru”, „Integracji Europejskiej” i in.
Wydania książkowe – m. in. „Filmowe skandale i skandaliści” („Twój Styl”, 2005) oraz „Ścigany Roman Polański” (część biograficzna).

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 111

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Jan Kochańczyk

Grzechy Spartan

(i nie tylko)

© Copyright by Jan Kochańczyk & e-bookowo

Projekt okładki: e-bookowo

ISBN 978-83-63080-14-3

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl

Kontakt:[email protected]

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione.

Spartanie...
Wolni obywatele tego „miasta–państwa” starożytnej Grecji tworzyli swego rodzaju zakon wojskowy, wykorzystujący męską przyjaźń w celach... militarnych!
Templariusze...
Zakon wojskowy, skupiający (w epoce krucjat) mnichów-rycerzy, programowo unikających kobiet.
Kozacy...
Unikalny w świecie zakon wojskowy, usuwający kobiety z pola widzenia.
Wszyscy owi rycerze, różnych czasów, religii i obyczajów, próbowali walczyć z groźnymi strzałami Erosa, boga miłości.
Z jakim powodzeniem?

CZĘŚĆ 1

MIŁOŚĆ W KOSZARACH

Kiedy się mylą słowa i znaczenia
Czy rozumiemy dawnych Egipcjan, Greków, Rzymian, Żydów, skoro tak trudno nam zrozumieć nawet współczesnych Arabów, Hindusów czy Chińczyków, korzystających z tych samych zdobyczy techniki?
I dawniej, i dziś ludzie używają na przykład słowa: ‘Bóg’. Jakże inne jednak było w różnych czasach (i miejscach) poczucie boskości. Nie do pomyślenia byłaby dziś na przykład chrześcijańska czy muzułmańska parafraza tekstów Lukiana, które dwa tysiące lat temu, w czasach Augusta, bynajmniej nie szokowały Greków czy Rzymian. Oto: największy z bogów, gromowładny Zeus, kocha się w młodym pasterzu, zwykłym do tej pory człowieku Ganimedesie, porywa go na Olimp, czyni z niego towarzysza łoża i mówi:
 – Właśnie w tym celu cię porwałem, abyśmy spali razem... Będę czuwał wraz z tobą: raz po raz będę ciebie całował i ściskał... Będziesz jadł ambrozję i pił nektar... Nie będziesz już człowiekiem, lecz staniesz się nieśmiertelny, pełnił obowiązku szafarza i czuwał nad ucztą!
Najdostojniejsza z bogiń greckich, żona Zeusa – Hera jest zazdrosna o pięknego frygijskiego chłopaczka. Mówi:
 – Tobie, władcy wszystkich bogów, nie przystoi porzucać mnie, swej ślubnej małżonki, i w postaci złota, satyra lub byka schodzić na ziemię, aby uprawiać cudzołóstwo. Ale tamte kochanki pozostają przynajmniej na ziemi. Tymczasem tego idajskiego chłopca porwałeś i wraz z nim tu przyleciałeś... Mieszka razem z nami... Przyjmujesz od niego kielich dopiero wtedy, gdy go pocałujesz na oczach na oczach wszystkich, a pocałunek słodszy ci od nektaru... Tak chciałbyś pić, a zarazem całować!
Zeus odpowiada:
 – Cóż to strasznego, Hero, pocałować przy piciu tak pięknego młodzianka i radować się na raz dwiema rzeczami: pocałunkiem oraz nektarem... Ten pieszczoch jest milszy dla mnie i bardziej pożądany...
 – Weźże go sobie za żonę – nie przeszkadzam! – woła rozgniewana bogini.
Starożytni ludzie najczęściej tworzyli sobie bogów na swój obraz i podobieństwo. Świat ich wyobrażeń wynikał z lokalnej tradycji, obyczajowości, kultury. Filozofowie stopniowo dochodzili do coraz bardziej abstrakcyjnych określeń sacrum. Nawet one jednak nie mogły się uwolnić od konkretów życia. Abstrakcyjne bóstwo zyskiwało aż nazbyt często rysy twarzy jakiegoś lokalnego tyrana. Jeśli jego przykazania – choćby żywcem wzięte z kodeksu Hammurabiego – uznano za święte – miały one obowiązywać nawet po setkach lat, w innych cywilizacjach. Zwolennicy niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych Ameryki jeszcze niewiele więcej jak sto lat temu powoływali się na Biblię, by uzasadnić święte prawa własności białych panów. Jeszcze dziś moraliści katoliccy chcą narzucać współczesnym etykę seksualna i obyczajowość plemion pasterskich sprzed paru tysięcy lat, choć o tej obyczajowości mają pojęcie raczej dość blade. Z radością jednak przejmują rolę rzeczników prasowych Mojżesza, albo nawet samego Najwyższego i bez zastanowienia tłumaczą, co właściwie Oni mieli na myśli. Najwięcej jeszcze wątpliwości mają tłumacze tekstów biblijnych; oni muszą dochodzić przyczyn nieczystości rytualnej ludzi czy bogu ducha winnych zwierząt, oni muszą się głowić, dlaczego na przykład święte prawo gościnności było dla Lota ważniejsze od cnoty jego córek. Albo dlaczego miasto Jerycho zostało zniszczone, bo nie ugościło przybyszów, a jedynie ocalona osoba to nieczysta prostytutka, którą by właściwie należało kamienować...
Trzeba przynajmniej próbować zrozumieć ludzi innych kultur. To pozwoli uniknąć stosów inkwizycyjnych, albo bombowych „nalotów humanitarnych”.

WOJOWNICZY EROS?

Starożytna Sparta stanowiła jeden wielki obóz wojskowy. Wolni obywatele poznawali sztukę wojenną, aby trzymać w posłuszeństwie niewolników. Nawet spartańskie dziewczyny uczyły się sztuki skoków przez srogiego byka! Natomiast skoszarowani mężczyźni tworzyli prawdziwy zakon rycerski. Wojacy od 7 do 30 roku życia mieszkali w koszarach, z dala od kobiet, zbierali się w 15–osobowych grupach na wspólne posiłki, do których każdy wnosił swój wkład. Szczególnie cenili polewkę z krwi. Potem gimnastyka, połączona często z rytualnym biczowaniem do krwi.
Chłopcy w wieku 7 lat odbierani byli matkom. Mieli jedna szatę, chodzili boso, by hartować ciała. Poznawali sztukę kradzieży (byle tylko nie dać się złapać!), bo ona mogła zapewnić samodzielność w najtrudniejszych warunkach. Uczyli się sztuki zabijania nieposłusznych niewolników. Bez litości, bez wahania – nim skończyli 10 lat!
Byli z natury sprawni i silni; nic dziwnego, selekcjonowano niemowlęta – słabe i kalekie zabijano lub porzucano w górach. Wychowywano na dzielnych żołnierzy, „terminatorów” dawnego świata. Wojna – to było święto! Śmierć była surową przyjaciółką. Tchórzostwo okrywało największą hańbą.
Męskie przyjaźnie wiele armii dawnej Grecji wykorzystywało z premedytacją jako środek wychowawczy, cementujący jedność grupy. Oddziały złożone z par kochanków, słynęły z dzielności, jak opisywany przez kronikarzy Święty Hufiec z Teb, utworzony około 378 roku p.n.e. Składał się wyłącznie z zakochanych par wojaków; stanowił rdzeń beockiej armii, siejącej postrach w całym środkowym okresie IV wieku, aż w roku 338 wyginął do ostatniego żołnierza pod Cheroneją.
W Sparcie starsi żołnierze mieli obowiązek dbać o przyszłość kraju, powinni brać żony, płodzić dzieci. I rzeczywiście – zakładali rodziny, ale (rzecz ciekawa) wymykali się najczęściej do swych kobiet chyłkiem z koszar, aby nie budzić zazdrości kompanów. W ich towarzystwie nucili najpopularniejszą w Sparcie pieśń:
O chłopcy, gdy was młodości wdzięk i szlachetny ród zdobi,
Dzielnym mężom nie brońcie urody swej,
Bo z męstwem w parze i Eros, czarodziej ciał
W chaldejskiej krainie zakwita jak kwiat.
(K.J. Dover – „Homoseksualizm grecki”, Homini, Kraków 2004)
W dawniejszej Grecji, w czasach Homera, związki homoseksualne uważano za dość wstydliwe. „Odyseja” sławi wierną żonę Penelopę, a „Iliada” uczucie Achillesa i Patroklesa przedstawia jako wierną męską przyjaźń. Kilka stuleci później pisarze i poeci są już przekonani, że bohaterów wojny trojańskiej łączyła silna erotyczna więź.  W tragedii Aischylosa dzielny Achilles opłakuje przyjaciela słowami: „O jakżeś źle odpłacił mi za tyle pocałunków”.
Mniej wzniosły poeta komiczny Eubulos w IV wieku p.n.e. dość wulgarnie opisywał obyczaje mitycznych bohaterów spod Troi:
„Na kobietę żaden z nich nie rzucił okiem; przez całe dziesięć lat walili konia. Żałosna to była wyprawa: wzięli jedno miasto i wrócili z zadkami bardziej rozwalonymi niż bramy miasta, które wzięli.”
Wynika z tego, że nie tylko oddawali się masturbacji, uznawanej za marną przyjemność, godną tylko niewolników, ale i obłapiali się nawzajem, w myśl przysłowia, że najlepiej „Ganimedesową pić ambrozję”. Ganimedes to piękny chłopiec, w którym zakochał się sam potężny król bogów – Zeus; porwał go na Olimp i powierzył funkcję podczaszego. Z jego kielicha Gromowładny spijał rozkoszną ambrozję, pokarm bogów. Opowieść ta została ponoć wymyślona na Krecie, aby dać boską sankcję coraz powszechniejszym tam (i w całej Grecji) homoseksualnym obyczajom. Filozofowie dodawali, że obyczaje te mogą przyczyniać się do rozumnej kontroli urodzin (Arystoteles, „Polityka”). Niektórzy podkreślali wojskowe zalety męskiej przyjaźni, udowodnione przez liczne przykłady, jak wspomniane wyczyny Świętego Zastępu z Teb. Platon w „Uczcie” zachwyca się potęgą Erosa, boga miłości, który zachęca do czynów szlachetnych:
„Bez tego nie dokona wielkich ani pięknych dzieł ani państwo, ani prywatny człowiek. Otóż powiadam, że kiedy człowiek kocha, a wyda się jakiś jego szpetny postępek albo się pokaże, że się dał użyć do jakiejś podłej rzeczy, bo się nie bronił przez swoje tchórzostwo, wtedy najgorzej człowieka boli, gdy go oblubieniec zobaczy; wolałby już, żeby go widział ojciec albo przyjaciele, albo ktokolwiek inny. Podobnie widzimy, że i oblubieńcy wstydzą się najwięcej swoich miłośników, kiedy się który da przychwycić na jakimś łotrostwie.
Więc, gdyby to można było stworzyć państwo lub wojsko złożone z miłośników i oblubieńców, z pewnością nie znaleźliby lepszego pierwiastka porządku społecznego, jak wzajemne powstrzymywanie się od postępków złych, chęć odznaczenia się w oczach drugiego i współzawodnictwo wzajemne. Tacy, choćby ich mało było, zwyciężyliby, powiem, cały świat. Bo mężczyzna, który kocha, raczej zniósłby, żeby go wszyscy inni, niż żeby go oblubieńcy widzieli, jak szeregi opuszcza albo broń rzuca; wolałby raczej sto razy zginąć, a cóż dopiero opuścić oblubieńca albo mu nie pomóc w niebezpieczeństwie – toż nie ma takiego tchórza, którego by sam Eros męstwem wtedy nie natchnął, tak żeby dorównał i najtęższemu z natury.”
(tłum. Władysław Witwicki)
Platon, mieszkaniec demokratycznych Aten, sławił w swoim „Państwie” jako wzorowy ustrój Sparty; może dlatego, że ateńska demokracja posuwała się do absurdu, powierzając najpoważniejsze w państwie stanowiska drogą... losowania. Dziś tyrańska Sparta kojarzy się raczej z najbardziej krwawymi imperiami Stalina czy Hitlera. Natomiast dawni Grecy czy Rzymianie często podkreślali zalety „koszarowego państwa”. Sławny Plutrach tak zachwalał państwo legendarnego Likurga, króla Sparty:
„Wychowanie rozciągało się także na dorosłych. Nikomu nie wolno było żyć, jak mu się podobało, lecz tak jak w obozie każdy miał tam określony tryb życia i obowiązki wynikające z zadań całości i zawsze sobie zdawał sprawę z tego, że nie należy do siebie, lecz do ojczyzny [...]. Likurg przyzwyczajał w ogóle obywateli, by nie pragnęli ani nawet nie umieli prowadzić życia indywidualnego, lecz jak pszczoły zrośnięci ze wspólnotą i skupieni razem wokół wodza, zapamiętując się niemal w zapale i szlachetnej ambicji, byli na usługi ojczyzny.”
(„Żywoty sławnych mężów” – „Likurg”)
Plutrach nie krzywi się nawet na wiadomość, że w Sparcie „kobiety szacowne kochały się w dziewczynach”, choć plotki tego rodzaju były przesadzone. Niewiele jest pisemnych świadectw o „miłości lesbijskiej” w dawnej Grecji. Wiersze legendarnej Safony to przeważnie drobne fragmenty, znane z późniejszych kopii. Poetce przypisywano zresztą także liczne romanse z mężczyznami. Ocalałe ułomki wierszy mogą być różnie interpretowane.
Kobiety w Sparcie cieszyły się większą swobodą niż w innych greckich miastach-państwach, co oburzało ateńskich moralistów. Arystoteles pisał na przykład w „Polityce”:
...Kobiety w Sparcie prowadzą „pod każdym względem swawolny i rozwiązły tryb życia... Zbytnia śmiałość kobiet w życiu codziennym wcale nie przynosi pożytku, a jeśli w ogóle może być pożyteczna, to tylko podczas wojny, choć i w tym wypadku kobiety lakońskie przyniosły więcej szkody niż pożytku, jak to się okazało podczas napadu Tebańczyków. Do niczego bowiem nie można było ich użyć, podobnie jak i w innych miastach, a wywoływały gorsze zamieszanie niż nieprzyjaciele”.
Zapewne mogły sobie pozwolić na więcej niż w Atenach, ale nie ma dowodów na powszechne występowanie lesbijskiej miłości, stanowiącej temat tabu w dawnej Grecji. Kobiety powinny głównie rodzić i wychowywać dzieci. Zaspokajać męskie żądze powinny kurtyzany, niewolnice, niewolnicy, zaś najszlachetniejsze uczucia skierowane były do młodych chłopców. Powszechne były przysłowia: „Wdzięczność znajdziesz u chłopca! Kobiety nie są wierne; ciągle szukają nowego kochanka”.
Chłopcy powodowali mnóstwo poetyckich westchnień, w rodzaju uniesień Anakreonta:
Chłopcze, co wzrokiem spoglądasz dziewczęcym,
Tak ciebie pragnę, a ty mnie nie słuchasz.
Nie wiesz, że cugle mej duszy
W twoim znalazły się ręku.
(K.J. Dover – „Homoseksualizm grecki”)
Poeta Meleagr przeżywał (ale bardzo krótko) rozterki: „Ku czemu się przychylić? Ku chłopcu czy jego matce? Twierdzę, że nawet sama Afrodyta powie: zwycięzcą jest ten nieznośny chłopak” (cytat – jak wyżej).
Znakomity liryk Kallimach (III wiek p.n.e.) zaklina samego Zeusa:
„Ten Teokritos – taki piękny z czarnymi włosami – jeśliby mnie nienawidził, ty go nienawidź po trzykroć! Jeśli obdarzy mnie łaską, ty mu po trzykroć błogosław! Na loki Ganimeda zaklinam cię – pamiętasz? Zeusie, ty też kochałeś... Nic już więcej nie powiem”.
(tłum. Zbigniew Kubiak)
Sokrates w „Państwie” Platona dobrotliwie kpi z zakochanych, którzy nawet wady swoich chłopców uznają za zalety:
„Jeden chłopak dlatego, że ma nos perkaty, nazywa się u was pełen wdzięku i chwalą go; u drugiego nos garbaty, więc mówicie, że ma w sobie coś królewskiego, a jak taki pośredni, to się mówi, że szalenie proporcjonalny. Jak czarny, to wygląda po męsku; jak biały, to prosto od bogów pochodzi” (Dover).
Historyk Ksenofont pisze, że miłość nie zna granic rasowych, narodowych czy klasowych. Pisze, jak gorąco i z oburzeniem protestowali żołnierze, kiedy dowódcy nakazywali im wypuszczać z niewoli ładnych chłopców, zabranych „gwoli miłości”. W „Wyprawie Cyrusa” znajdujemy opis pięknego uczucia wziętych do niewoli wojaków, gotowych umrzeć za siebie nawzajem. Wrogowie, wzruszeni takim uczuciem, darowali im życie.

SŁODKIE POCAŁUNKI...

Najstarsza zapisana opowieść literacka – pierwsze znane arcydzieło fantazji Homo sapiens – jest hymnem na cześć miłości męsko-męskiej. Bohater tytułowy sumeryjskiego eposu „Gilgamesz” gorącym uczuciem darzy przyjaciele Enkidu, który miał „piękne, jakby niewieście włosy” i na którym we śnie „legł jak na kobiecie”. Matka Gilgamesza mówi do syna: „Skoro przylgnąłeś do niego jak do kobiety, więc będzie moim synem”. Przyjaciele byli walecznymi wojownikami. Wzgardzili łaskami Isztar, bogini miłości, podobnie jak bohaterowie mitologii greckiej Achilles i Patrokles. Podobnie też, jak wielbieni przez lud Izraela herosi, Dawid i Jonatan. Syn króla Saula umiłował Dawida „jak własne życie”, a ten odpłacał podobnym uczuciem i po śmierci przyjaciela stwierdzał: „Miłość twoja była mi rozkoszniejsza niż miłość kobiety” (II Księga Samuela, 1, 26).
Męskie przyjaźnie o posmaku erotycznym były powszechne w czasach Gilgamesza, potem króla Dawida, później jeszcze w epoce Aleksandra Wielkiego i cesarzy rzymskich. Dzisiaj jeszcze są akceptowane w społeczeństwach pierwotnych m. in. Nowej Gwinei, Australii, Syberii czy wśród Indian Ameryki Północnej. Nie uznawali ich za nienaturalne obserwatorzy życia zwierząt, skoro na przykład wśród małp człekokształtnych powszechne są zachowania homoseksualne (makaki japońskie: 56 proc. „biseksów”, 35 proc. „hetero” i 9 proc. „homo”; szympanse bonobo – ok. 70 proc. „homo”).
Szczególnie wysoki odsetek męskich przyjaźni stwierdzano w starożytnych grupach wojskowych, różnego rodzaju „zakonach rycerskich”, w basenie Morza Śródziemnego i wśród ludów celtyckich.  Diodor Sycylijski pisał w I wieku przed naszą erą:
„Chociaż ich kobiety są bardzo piękne, Galowie [Celtowie] nader rzadko mają z nimi stosunek, oddają się natomiast namiętności [...] do rodzaju męskiego i leżąc na ziemi, na skórach dzikich zwierząt, mają zazwyczaj po każdej stronie towarzysza łoża [...]. Zamiast wstydzić się stosunku, przeciwnie, czują się zniesławieni, jeśli się odmawia łask, jakie ofiarują”.
Juliusz Cezar pisał o celtyckich kochankach, przysięgających dozgonną miłość. Jeśli jeden z nich ginął, inny sobie także odbierał życie „i jak sięga pamięć ludzka do tej pory nikt się nie znalazł, kto by po śmierci tego, kogo przyjaźni się poświęcił, sam się od śmierci uchylił” („Wojna galijska”).
Oddziały „sprzysiężonych” słynęły z waleczności. Męskie przyjaźnie wykorzystywano z premedytacją w wielu krainach dawnej Europy. Największe uznanie zdobyły drużyny kochanków w dawnej Grecji – na Krecie, w Sparcie, w Tebach.
Na Krecie utrwalił się zwyczaj porywania pięknych młodzieńców przez dojrzałych wojowników. Kilka dni przed zamierzonym porwaniem informowano o nim rodziców młodzieńca, a jak pisał Strabon:
„Chłopca ukryć lub też nie pozwolić mu, by udał się na umówiona drogę, byłoby rzeczą wyjątkowo haniebną, ponieważ oznaczałoby to przyznanie, że chłopiec nie zasługuje na takiego miłośnika.”
Wyprawa do siedziby porywacza miała być swego rodzaju szkołą życia i sztuki rycerskiej. Nie chodziło bynajmniej o wyuzdane orgie. Przez dwa miesiące młody człowiek brał udział w ucztach, polowaniach i uczył się sztuki władania bronią. Gdyby potem skarżył się na „porywacza”, okryłby go hańbą.
Tego rodzaju rytuał upowszechnił się potem w Sparcie i wielu innych miastach greckich. Uważano, że młodzieniec nie posiadający wielbiciela jest mało atrakcyjny. W niektórych regionach dawnej Grecji nawet młode dziewczyny przebierano za chłopców i inscenizowano „porwania” na wzór kreteński.
Za atrakcyjnych erotycznie uznawano młodzieńców w wieku dojrzewania, pozbawionych brody. Na cześć miłości męsko-męskiej urządzano oficjalne święta, konkursy piękności, a nawet... turnieje całowania. Wojownikom patronowali boscy bracia Kastor i Polluks. Na ich cześć spartańscy chłopcy wykonywali taniec z bronią i w ich świątyni składali ofiary.
Innym wielkim patronem męskiej przyjaźni byli: boski Apollo i jego sławny kochanek Hiacynt. Na ich cześć Spartanie w miesiącu Hekatombejon świętowali koniec wiosny i początek lata. Wedle legendy Apollo przypadkowo zabił dyskiem ukochanego Hiacynta. Wypadek spowodował zazdrosny Zefir, również zakochany w pięknym młodzieńcu. Z krwi umierającego wyrosły kwiaty, a ciało Hiacynta Apollo zabrał na Olimp. W Amyklaj znajdował się grób młodego herosa. Tam spotykali się mieszkańcy Sparty; w ceremoniach miały prawo uczestniczyć kobiety; dopuszczano do ołtarza Hiacynta nawet niewolników!
W pierwszym dniu rozpamiętywano śmierć herosa i koniec wiosny. Potem świętowano zmartwychwstanie boga i początek lata.
Innym patronem męskiej miłości był Eros. Podczas świąt mu poświęconych Ateńczycy organizowali konkurs chłopięcej urody (euandria). Dorodny wół stanowił nagrodę dla zwycięzców.
W Megarze, mieście w centralnej Grecji niedaleko Koryntu, wielkim powodzeniem cieszyły się konkursy pocałunków między młodymi chłopcami. W ten sposób składano hołd bohaterowi Dioklesowi, który zginął podczas boju, osłaniając tarczą kochanka. Wieńcami zdobiono tych młodzieńców, którzy „usta do ust przycisnąć umieli słodko”.
Potęgę Erosa mieszkańcy Krety, Sparty, Aten czy Teb wykorzystywali celowo w służbie krwawego Aresa, boga wojny. Formowano oddziały złożone z par kochanków, których często po śmierci chowano we wspólnym grobie. Taki był los wielu Spartan otoczonych przez egipskie wojska w roku 219 p.n.e. Ich dowódca, król Kleomenes wezwał żołnierzy w beznadziejnej sytuacji do zbiorowego samobójstwa. Sam król zginął – jak tego pragnął – z rąk ukochanego Panteusa. Plutrach tak opisuje ostatnie chwile Kleomenesa:
„...wszyscy po kolei bez wahania i trwogi zadali sobie śmierć, oprócz jednego Panteusa [...]. Był to młodzieniec w kwiecie wieku, bardzo przystojny, miał dużo wrodzonej kultury i wdzięku. Był też ulubieńcem króla, który mu teraz polecił, aby dopiero wtedy zadał sobie śmierć, gdy stwierdzi, że on i wszyscy inni już zakończyli życie. Kiedy więc wszyscy już leżeli na ziemi, Panteus przystąpił do nich i sztyletem kłuł każdego, sprawdzając, czy w którym z nich nie kryje się jeszcze życie. A gdy w ten sposób ukłuł także Kleomenesa, mianowicie koło kostki u nogi, i ten odwrócił do niego twarz, Panteus ucałował go. Potem usiadł koło niego, a wreszcie widząc, że już zgasło w nim życie, sam także zadał sobie pchnięcie, padając na trupa swego króla”.
(tłum. Mieczysław Brożek)
Spartanie wyruszali na wojnę pod wodzą jednego z dwóch królów. Wdziewali czerwone płaszcze, aby nie było na nich widać śladów krwi. W przeciwieństwie do innych Greków nosili długie włosy. Armia była złożona z obywateli Sparty (i bliskiej okolicy); rycerzy obsługiwali poddani heloci. Trzon armii stanowili ciężkozbrojni piechurzy, podzieleni na pięć mor (400 do 900 ludzi). Jazda stanowiła szóstą morę.
Hoplici podczas walki ustawiali się w szeregu naprzeciw wroga, tworząc mur ze swoich tarcz. To była słynna grecka falanga. Od VII wielu p.n.e. rycerze używali wygodnych tarcz z dwoma uchwytami, pozwalającymi chronić współtowarzyszy z lewej strony. Łatwiej się było wyłamać z szyku bojowego i uciec z pola walki bez porzucania tarczy, której utrata przynosiła hańbę. Spartanie pamiętali o żołnierskim przykazaniu: trzeba z pola walki powracać albo z tarczą, albo... na tarczy (która często służyła jako nosze do transportowania poległych i rannych). Taktykę uderzeniową falangi doskonalili Ateńczycy, Spartanie, Tebańczycy i w końcu niezwyciężeni wojownicy Aleksandra Wielkiego. Dodatkowo wielu z nich spajały i pobudzały do boju więzy męskiej przyjaźni.
Wielką sławą cieszył się hufiec tysiąca z Argos i trzystu Spartan, którzy walczyli dzielnie z Persami, Meseńczykami i Argiwczykami. Trzystu spartańskich hippeis (jeźdźców) stanowiło błogosławioną przez Erosa siłę militarną. Największy podziw wzbudził w schyłkowej epoce starożytnej Grecji Święty Hufiec Tebański. Zorganizował go na początku IV wieku p.n.e. wybitny wódz tebański Gorgidas. W skład hufca wchodziło 300 mężczyzn; 150 par, związanych uczuciami gorącej przyjaźni. Siedzibą hufca była cytadela w Tebach. Wojownicy wywodzili się z elit społecznych. Początkowo żołnierze hufca walczyli rozproszeni między pierwszymi rzędami piechoty, co rozpraszało jego siłę. Dopiero kolejny wybitny wódz Pelopidas zjednoczył kochanków w jeden doborowy oddział, kierowany dewizą: „Razem zwyciężyć lub razem umrzeć”. Pelopidas wraz z serdecznym przyjacielem Epaminondasem wypracował nowatorską taktykę walki, zwaną „frontem odrzuconym”. Ich falangi walczyły jednocześnie na całej linii, przy czym najlepsze siły koncentrowano na jednym skrzydle. Słabsza część frontu cofała się, a wtedy mocniejsze skrzydło nacierało na wroga z boku i przeważnie odnosiło zwycięstwo.
Pelopidasowi udało się pokonać zwycięskich do tej pory w świecie greckim Spartan pod Platejami, w Tespiach i na Tangarze... Pod Tegyrą po raz pierwszy sławni wojownicy z Lakonii zostali zmuszeni do ucieczki przez znacznie mniej liczebnego przeciwnika. Święty Hufiec Tebański wsławił się odwagą podczas zwycięskiej bitwy ze Spartanami pod Leuktrami (371 rok p.n.e.). Dowodzony przez dwójkę wodzów-kochanków hufiec upokorzył dumnych Spartan: zabił ich króla i 400 rycerzy; zmusił do wycofania się i błagania o zawieszenie broni. Lakonia straciła hegemonię w Grecji na korzyść Teb.
Zwycięstwo odnieśli żołnierze, składający przed walką i po walce ofiary na symbolicznym grobowcu herosa Jolaosa, tuż za murami Teb.  Jolaos uchodził za kochanka Heraklesa. Był patronem zakochanych mężczyzn, ślubujących sobie wierność nad jego pomnikiem. Przy okazji wzywano na świadka także samego Heraklesa.
Duch męskiej przyjaźni ożywiał słynny Święty Hufiec, ale także... jego przyszłego pogromcę, który po krótkiej świetności Teb miał zapanować nad Grecją i połową starożytnego świata. Tym zwycięzcą został Aleksander Macedoński, dowodzący wojskami swego ojca, króla Filipa, w bitwie pod Cheroneją w roku 338 p.n.e.
Król Filip był miłośnikiem zarówno kobiecych, jak i męskich wdzięków. Po bitwie mógł obserwować poległych wrogów, w tym – leżących pokotem, bok przy boku, przyjaciół ze sławnego, niepokonanego do tej pory Świętego Hufca. Plutrach tak opisywał uczucia króla Macedonii:
„Gdy po bitwie Filip oglądał pobojowisko i zatrzymał się w miejscu, gdzie trzystu ludzi rzuciło się w wąskim przejściu na włócznie Macedończyków i wszyscy jeden przy drugim leżeli z orężem, popadł w wielkie zdziwienie, a na wiadomość, że Hufiec ten tworzyli miłośnicy i lubi, ponoć zapłakał i powiedział: Niech będą przeklęci ci, którzy mają tych ludzi w podejrzeniu, że czynili lub znosili coś haniebnego” (por. Paweł Fijałkowski – „Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym”).
Rycerze