Wydawca: E-bookowo Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 99 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Grzechy Kozaków - Jan Kochańczyk

Kozacy – jak pisał Aleksander Bruckner „urośli od końca XVI wieku z mętów społecznych, Tatarów (w najdawniejszych czasach Tatarzy przeważali) oraz  Rusi, coraz liczniejszej, aż wszystkie inne składniki pochłonęła. Kozacy to „jabłko niezgody” pomiędzy Polską a Turcją.
Dawniej na gorącym pograniczu dominowali zbiegli z Krymu Kozacy tatarscy, do nich dołączali Rusini, rekrutujący się głównie z miejscowości nad Dnieprem. Pograniczne konflikty, jak pisał w roku 1585 hetman Zamoyski, nieustannie „budzą gniew tego smoka sułtana”.
Na Siczy (jednej z wysp dnieprowych) mieli  Kozacy na zimę skład swej broni i łodzi, pilnowanych przez mały oddział. Po buncie Chmielnickiego Sicz stała się w gruncie rzeczy „drugą Rzeczpospolitą, z hetmanem, pisarzem generalnym (niby kanclerzem) i radą kozacką (niby sejmem walnym). Pierwsi tatarscy kozacy rozpłynęli się w ruskich”.
Nazwę: „Kozacy”, oznaczającą właściwie ‘zbójów’ zapisano w księgach polskich już w roku 1388. Uchodzili wtedy za ma-hometan. Długosz zauważył, że to tatarska nazwa zbiegów i zbójów. W następnych stuleciach Kozacy zamienili się w rodzaj zakonu rycerskiego – bez kobiet! – słynącego ze srogiej dyscypliny. „Tępiono ich mieczem i szubienicą, ale na jednego przybywało ich dziesięć” – pisał autor „Encyklopedii staropolskiej”.
Także chłopi, a nawet szlachcice polscy zasilali szeregi Kozaków. Dołączył do nich między innymi sławny banita Samuel Zborowski i został „hetmanem Samuchem”.
Wyróżniano dwa rodzaje Kozaków – osiadłych, mieszkających na włości – i niżowych, Zaporożców, nie uznających żadnej zwierzchności poza własnym samorządem. Kozacy z wiosek często zasilali szeregi Zaporożców, szczególnie podczas wojen i buntów chłopskich.
Polacy (Lachowie), najczęściej katolicy, byli postrzegani przez prawosławną ludność ruską jako „pyszni panowie”. Dorabiali się dużych, niekiedy gigantycznych majątków na Ukrainie. Wrogość do Lachów narastała od początków XVII wieku; trzeba przyznać, że Polacy odpłacali im często pięknym za nadobne. Hetman wielki Koniecpolski w uniwersale z roku 1637 pisał po buntach na Ukrainie, że „lepsza jest rzecz, żeby pokrzywa na tym miejscu rosła, aniżeli żeby się zdrajcy Jego Królewskiej Mości i Rzeczypospolitej tam mnożyli”. Hetman Żółkiewski pisał, że Kozacy „to jest stek hultajstwa z różnych narodów zebrany, przywykły do łotrostwa”.

Kozacy dońscy, kubańscy, uralscy – podobnie jak Zaporożcy, na pobliskich ziemiach tworzyli społeczności złożone ze zbiegów z różnych stron świata. Wstępowali często w służbę państwa moskiewskiego; uzyskiwali wolność osobistą, ziemię na własność i samorząd z wybieralnymi atamanami. Odegrali dużą rolę w podboju ziem tatarskich i Syberii. Starszyzna na ogół wspierała carów, natomiast masy często brały udział w powstaniach chłopskich Razina, Pugaczowa i in.
Od XIX wieku popierani przez rządy carskie, tworzyli odrębne kozackie wojska, używane często do tłumienia ruchów narodowych. W czasie Rewolucji Październikowej bogaci Dońcy walczyli w obronie cara; masy występowały przeważnie po stronie czerwonych. Włączeni przez Stalina do „socjalistycznej rodziny” wtopili się w nią i zatracili kozacką odrębność.

Opinie o ebooku Grzechy Kozaków - Jan Kochańczyk

Fragment ebooka Grzechy Kozaków - Jan Kochańczyk

Jan Kochańczyk

Grzechy Kozaków

TAJNE I POUFNE SEKRETY HISTORII

Gorzałka lepsza niż kobiety!

© Copyright by Jan Kochańczyk & e-bookowo

Projekt okładki: e-bookowo

ISBN 978-83-63080-16-7

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl

Kontakt:wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione.

Kozacy Niżowi, jak wiadomo, żyli bezżennie. Stołeczna ich Sicz na szerokim stepie, stała niczym ogromny, wojenny klasztor, niesłychanie surowej reguły. Karność zakonna pod obranym hetmanem i starszyzną, a obok miłość braterska między sobą, dawały nierozjemny klej tej dziwnej społeczności. Niewiasta pod żadnym pozorem pokazać się nie mogła; wino, miód, gorzałka tylko na dni szalonej swobody... Panowie mołojcy (jak się zwali między sobą) zajmowali się albo ustawicznym bojem z poganami, rybołówstwem, polowaniem, żłobieniem dębów na łodzie, zwane czajkami... Jakaś zaraźliwa namiętność, aby się nażyć po mołojecku, w szerokim świecie, nęciła młodzież, aby przywdziać strój Zaporożca. Step był im ojcem, a Sicz matką... Duma kozacka - duma czarownica, zastępowała im wszystko, na czym zbywało w stepie: rodzinę, miłość itp.

Bohdan Zaleski – „Dumki, szumki, wiośnianki”.

Jak żyć bez kobiet?

Nie ma niewiast w naszej chacie! – mówili dzielni Kozacy. Ich obozowiska na Siczy Zaporoskiej skupiały słowiańskich Robin Hoodów i Janosików, ale nie było wśród nich żadnych pięknych Maryn!

O popularnym hetmanie Sahajdacznym śpiewano w dumkach, że „chętnie zamieniłby żonę na tytoń i fajkę”. Wśród siczowej braci krążyło przysłowie: „Kozakowi trzeba wojować, a nie marnieć przy byle żonce”.

Moraliści się gorszyli. Znakomity polski kronikarz czasów saskich, Jędrzej Kitowicz, pisał ze zgrozą, że żon Kozacy nie mieli ani kobiety żadnej między sobą nie mogli znieść, a kiedy się okazało, że ktoś za granicą miał kontakt z kobietą, wtedy go przywiązywali do pala i tłukli polanami drewna, póki nie zabili:

... „pokazując na pozór jakoby czcili stan czystości; dla czego też nazywali się powszechnie mołojcami, to jest młodzieńcami, gdy w samej rzeczy prowadzili życie bestialskie, mażąc się jedni z drugimi grzechem sodomskim albo łącząc z bydlętami, na które sprosności, samej naturze obmierzłe, nie było żadnej kary, jakby uczynek z kobietą był plugawszy niż z kobyłą albo krową... Do tych hajdamaków, którzy wyszli z Siczy, przywiązywało się wiele hultajstwa z Rusinów [Ukraińców] polskich i Żydów. Ci rozbijając z nimi całe lato, na zimę rozchodzili się po wsiach, służąc po karczmach za parobków i po gorzelniach – po rusku winnicach – za palaczów; drudzy zaś, przyjąwszy bractwo hultajskie raz na zawsze, do Siczy z hajdamakami powracali i ci to byli nasieniem i potomstwem hajdamaków, którzy oprócz takich plemienników, powracając do Siczy, porywali też i chłopców młodych bądź obcych, bądź swoich krewniaków, a tak mnożyli się i następowali jedni po drugich, choć żon nie mieli”.

Kitowicz oddaje jednak sprawiedliwość zręczności Kozaków w posługiwaniu się dzidą, „którą to hultajstwo daleko lepiej od Polaków szermować umiało. Jeden hajdamak wpadłszy między polskich, mógł czterdziestu w momencie rozpędzić, każdemu zadawszy ranę albo śmierć”. Dzidy, czyli spisy, po obu końcach miały ostre, żelazne groty. Uzbrojenie uzupełniały strzelby i konie „szybkie i zwrotne jak wiatr na wszystkie strony”, sam jeździec również lekki, ubrany w czarną, grubą koszulę, wysmarowaną łojem kozłowym, którego zapach skutecznie odstraszał wszelkie robactwo; na koszuli kontusz z cielęcej skóry, do tego spodnie płócienne, lekkie buty. Ogoloną głowę zdobił długi kosmyk włosów „nad czołem zostawiony, za ucho zakręcony; wąsy opuszczone, broda u niektórych ogolona, u niektórych zapuszczona”. Głowę zdobiła czapka cielęca, „w formę worka spiczastego uszyta, końcem swoim na prawe ucho zwieszona”.

Ojczyzną Kozaków była zielona, żyzna Ukraina. Francuski podróżnik z XVI wieku, pan de Vigenere, opisywał ją jako kraj mlekiem i miodem płynący:

„Jest to ziemia obiecana, którą Pan Bóg obiecał narodowi żydowskiemu. Płynie ona mlekiem i miodem. Kto raz tylko pobujał na Ukrainie, ten już nie może rozłączyć się z nią, bo ona przyciąga każdego człowieka, jak magnes żelazo. Ukraińskie niebo śmieje się i wabi człowieka do siebie. Wszędzie rosną drzewa owocowe i winorośl. W starych dębach i bukach roje pszczół i trzmieli. Zwierzyny w lasach i polach tak dużo, że żubry, dzikie konie i jelenie zabijają tylko dla skóry. Dzikie kozy zabijają tysiącami, na rzekach bardzo dużo gniazd bobrowych. Ptactwa jest tyle, że wiosną chłopcy napełniają całe czółna jajami dzikich kaczek, gęsi, żurawi i łabędzi. Psy karmią mięsem i rybą. Na Podolu wystarczy zaorać jeden raz ziarno, urodzi się dwa razy. W jednym roku mogą być dwa albo trzy zbiory”.

Niestety... Życie mogło być rajem, ale nie było. Na ukraińskich stepach pojawiali się groźni rozbójnicy – Tatarzy, którzy palili spokojne wsie, brali łupy, zabijali starych, a młodych brali w niewolę...

W XV wieku Ukraina była słabo zaludniona. Panowie polscy czy moskiewscy, chcący panować nad Dnieprem, byli daleko; wojska ich nie były w stanie obronić kresów. Wytworzył się więc ruch samoobrony. Do krainy spokojnych chłopów przybywali z różnych stron świata ludzie niespokojnego ducha, wschodnie wcielenia Robin Hooda. Chętnie tworzyli oni zbrojne bandy, wojujące z Tatarami, a potem... Z kim się dało. Na ukraińskie Dzikie Pola przybywali Moskale, Litwini i Polacy. Kronikarz Bartosz Paprocki pisał, że najpierw na kresy zjeżdżali ludzie rycerscy, aby walczyć z pogańskimi Tatarami, a „potem do nich zajeżdżać poczęli tacy ludzie, którzy co nieprzystojnego w Polsce zbroili, tam sobie spokój wynaleźli i co dalej, to się ich więcej zjeżdżało.

Dawny historyk opisywał malownicze przygody wolnych „rycerzy Dzikich Pól”, nazywanych coraz częściej Kozakami:

„Hulając po pustych szerokich stepach, gdzie nie było żadnej ścieżki ani śladu, zupełnie jak na morzu, owe śmiałki, dobrze znając przechody, jakby na znajomych i bitych gościńcach, z wielkim niebezpieczeństwem, aby gdzie nie wpaść na tatarską zasadzkę, jeździli. Nie mając przez cały miesiąc lub dwa miesiące ognia, a tylko raz na dzień twarde pożywienie, trochę sucharów tłuczonych zjadłszy, nie pozwalali nawet zarżeć koniom. Jakby dzikie zwierzęta w krzakach ciernistych kryjąc się, z wielką obejrzałością dróg swoich w różnym kierunku harcując po stepie, znajdowali się zawsze na umówionym miejscu. Poznawali na tych dzikich stepach drogę w dzień po słońcu, po najmniejszych wypukłościach ziemi, po mogiłach (wzniesieniach), a nocą po gwiazdach, wiatrach i rzeczkach. I tak Tatarów wypatrzywszy, niespodziewanie napadli i małą liczbą wielkie ich kupy porozbijali i niewolników do polski lub Rosji odprowadzali”.

Z biegiem czasu szeregi Kozaków rosły; zamienili się oni w swego rodzaju świecki zakon rycerski z obronnym zespołem klasztornym na wyspie dolnego Dniepru. To właśnie słynna Sicz, opisywana tak przez francuskiego inżyniera Wilhelma Beauplana:

„Poniżej rzeki Czertomlik, w samym środku Dniepru, jest wielka wyspa ze zrujnowanym zamkiem, otoczona mnóstwem – do 1000 – małych wysepek, nierównych, różnego kształtu i pomieszanych z sobą. Jedne z nich suche, drugie błotniste, tak zarosłe trzciną, że nie widać dzielących je strumieni. W tym zawikłanym labiryncie Kozacy przedniejsze swe mają schronienie, zowąc je Skarbnicą Wojskową.

Wszystkie te wyspy zalane są na wiosnę prócz miejsca, gdzie widać ruiny zamku. Dniepr może mieć tu milę szerokości. Cała potęga turecka nic z Kozakami w tym miejscu dokazać nie może. Wiele tu zginęło galer tureckich ścigających Kozaków, gdy z najazdów swych czarnomorskich wracali. Zapędziwszy się w ten labirynt, nie mogli znaleźć do powrotu drogi, tymczasem Kozacy z czółnami swymi ukryci w trzcinach, gęstymi razili ich strzałami.

Od tego czasu nie śmią Turcy posuwać się dalej, jak 4 lub 5 mil... Żaden z Polaków dowiedzieć się nie mógł, gdzie są te kryjówki, nie wszyscy nawet Kozacy wiedzą o nich. Wszystkie zdobyte działa na Turkach tu się przechowuje, pieniądze nawet tu się kryje, po skończonej wyprawie dzielą się łupem. Każdy Kozak ma swoją kryjówkę pod wodą. W tym to miejscu Kozacy zwykli budować swe czółna, czyli łodzie, do wycieczek na Morze Czarne”.

Kozakiem - Zaporożcem mógł zostać każdy mężczyzna wolnego stanu; w początkach XVII wieku liczono tu przedstawicieli 22 narodowości. Ważne, żeby nie przywiązywał się do zdradliwych kobiet, pięknych strojów czy pieniędzy. W początkowych latach Siczy nikogo nie pytano o religię, choć na ziemiach Małej Rusi dominowało prawosławie. Dawni Kozacy nie słynęli z pobożności, o czym może świadczyć choćby popularna przyśpiewka:

Sławni chłopcy zaporoscy

Wiek przeżyli, a popa nie widzieli.

Jak zobaczyli na polu kozła,

Ataman rzecze: Oto , bracia, pop, pop!

Asawuł rzecze: - U niego komunię brałem!

(tłum. Leszek Podhorodecki – „Sicz Zaporoska”)

Mieszkańcy dawnej Ukrainy znajdowali się pod wpływem polskiego katolicyzmu i moskiewskiego prawosławia. Z biegiem lat katolicyzm umacniał się wśród bogatej szlachty, kojarzonej z „polskimi panami”, zaś „religia grecka” stawała się popularna w kręgach ludowych; także w gronie Kozaków. Wokół cerkwi wyrastały liczne bractwa – stowarzyszenia o charakterze religijnym, towarzyskim i kulturalnym. Jednoczyły drobnych kupców, rzemieślników, drobną szlachtę ukraińską. Bractwa prowadziły szkoły, drukarnie, wydawały książki, propagowały prawosławie. Kozacy, którzy dawniej porównywali popów do brodatych kozłów, stawali się stopniowo zagorzałymi obrońcami „jedynie prawdziwej” wiary i katolików traktowali jak zdrajców Chrystusa. Napięcia potęgowały próby podporządkowania prawosławnych Rzymowi, czynione zwłaszcza przez jezuitów w czasach Zygmunta III Wazy - i jego spowiednika, Piotra Skargi. To głównie ich niezręczne zapędy misyjne wykopały przepaść między Lachami a ukraińską „czernią” i Kozakami.

Jak rodzili się Kozacy

Ukraina, zwana na Wschodzie Małą Rusią; od czasów jagiellońskich - przedmiot ustawicznych sporów Rzeczypospolitej Obojga Narodów i państwa moskiewskiego. Obywatele Moskwy od czasów Iwana Srogiego uznawali ziemie wokół Kijowa i Lwowa za kolebkę swojego państwa. Polacy z kolei uważali, że odgrywali przez stulecia rolę Robinsona, cywilizującego Piętaszka na wschodzie i dziwili się niewdzięczności rozmaitych Nalewajków czy Chmielnickich. Sami Ukraińcy marzyli o wolności i swobodzie; nie byli jednak w stanie przez stulecia stworzyć samodzielnego państwa, aby pomysły wcielić w życie.

Jednak przez ostatnie tysiąclecie Ukrainy nie udało się ani zrusyfikować, spolonizować. Silniejsza okazała się kultura ludowa, język tego społeczeństwa - do połowy XIX wieku w ponad 90 proc. chłopskiego - pozbawionego własnego ziemiaństwa, własnych urzędników, oficerów i świeckiej inteligencji. Te kierownicze role należały do polskich, rosyjskich czy austriackich „panów”, handel zaś już w czasach Chmielnickiego zdominowali Żydzi, co powodowało liczne konflikty.

Kozacy