Zabawy z bronią atomową - Jan Kochańczyk - ebook
Opis

Książka przedstawia historię broni atomowej - od pierwszych eksperymentów do czasów współczesnych. Odsłania tajemnice broni jądrowej Hitlera i Stalina. Ostrzega przed groźnymi walizkami oraz... atomowymi zabawkami w rękach arabskich terrorystów. Autor szuka odpowiedzi na pytanie: czy jeszcze można uniknąć masowej zagłady ludzkości?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 114

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tajne i poufne sekrety historii

Jan Kochańczyk

Zabawy z bronią atomową

© Copyright by Jan Kochańczyk & e-bookowo

Projekt okładki: e-bookowo

ISBN 978-83-7859-763-6

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: [email protected]

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

Złote myśli

Jestem gotów zastosować bombę atomową dla obrony pokoju na świecie!

Harry Truman, prezydent USA (kwiecień, 1949)

Dzisiaj nie jest już problemem zbudowanie bomby, za pomocą której można jednym zamachem unicestwić całą ludzkość i wszelkie wyżej zorganizowane gatunki zwierzęce na kuli ziemskiej.

Otto Hahn, genialny fizyk niemiecki (1954)

Opad radioaktywny po wybuchu superbomby wodorowej nie jest bardziej niebezpieczny dla człowieka niż nadwaga wynosząca 30 gramów... Zegarek z fosforyzującą tarczą napromieniowuje właściciela 10 razy silniej niż opad promieniotwórczy...

Edward Teller, fizyk amerykański, ojciec bomby wodorowej (1957)

Edward Teller to mój uczeń. Ma wiele bystrości, ale brak mu mądrości. Przez bystrość takich naukowców położenie ludzkości stało się rozpaczliwe.

Max Born, niemiecki fizyk, przeciwnik broni jądrowej (1957)

Broń atomowa została wynaleziona i nie można tego cofnąć... Ale mamy jeszcze odważny rozum – to jedyna rzecz, która być może pozwoli w przyszłości, za własne włosy wydobyć się z bagna.

Friedrich Durrenmatt, pisarz szwajcarski (1990)

Wiele

Atomowy kopniak

W połowie 1962 roku Rosjanie kończyli na Kubie projekt „Korsarz”. Wyspa Fidela Castro została wyposażona w sowieckie rakiety z głowicami jądrowymi – nowoczesne, zdolne w ciągu paru godzin zniszczyć 80 proc. terytorium pobliskich Stanów Zjednoczonych i zabić 80 milionów obywateli tego kraju.

W październiku 1962 roku dochodzi do ostrej konfrontacji atomowych mocarstw – Ameryki i Związku Radzieckiego. Prezydent Kennedy ogłasza blokadę morską Kuby, aby radzieckie okręty z bronią nie mogły dostać się na Kubę. Świat stanął na krawędzi trzeciej wojny światowej, tym razem – z użyciem potężnej broni masowego rażenia.

Wtedy to właśnie płomienny rewolucjonista, przyjaciel Fidela Castro, ulubieniec młodzieży „Che” Guevara wołał w uniesieniu:

– Niechaj stary świat zamieni się w atomowe rumowisko – aby z tych popiołów mogło narodzić się później nowe życie, aby powstał Nowy Człowiek: człowiek komunistyczny! Z atomowej Apokalipsy wyłoni się świat równości, wolności, braterstwa!!!

„Che” nie brał pod uwagę sławnej opinii Alberta Einsteina, że po wojnie atomowej nowy człowiek (jeśli przeżyje), to będzie już toczył wojny tylko na kamienie i pałki…

Kennedy i Chruszczow ostatecznie doszli do porozumienia. Rakiety sowieckie wycofano z Kuby. Wojny atomowej nie było. Ameryka odetchnęła z ulgą. Czy słusznie?

Parę miesięcy wcześniej, w 1961 roku, połowa stanu Północna Karolina mogła wylecieć w powietrze z powodu bomby wodorowej made in USA. Nad Goldsboro została przypadkowo zrzucona bomba wodorowa o sile tysiąc razy większej niż tamta zrzucona na Nagasaki; sile przewyższającej łączne działanie wszystkich bomb, jakie wybuchły do tamtej pory w dziejach świata.

Bomba nie wybuchła. Dlaczego? Po zbadaniu sprawy okazało się, że z sześciu bezpieczników pięć nie działało. Wytrzymał tylko jeden. On uratował życie kilku milionów Amerykanów, którzy w roku 1961 spali spokojnie i nic nie wiedzieli o niebezpieczeństwie. Gdyby znali prawdę o innych podobnych wypadkach... Po latach okazało się, że od roku 1945 do 1968 zdarzyło się ponad 30 podobnych, grożących eksplozją wypadków z użyciem amerykańskich bomb jądrowych.

Radzieccy wojskowi na podobne incydenty nie zwracali większej uwagi, albo utrzymywali je w wielkiej tajemnicy. Można przypuszczać, że nie byli o wiele bardziej ostrożni niż ich koledzy z Ameryki. Ile razy kraj Stalina, Chruszczowa, Breżniewa i Gorbaczowa stał na progu atomowej tragedii? – Stalin pod koniec swego panowania był gotów użyć nowej broni, aby zniszczyć kapitalizm. Podobne plany ochoczo gotów był wspierać przywódca komunistycznych Chin, Mao Zedong. Podobnie jak wielu innych rewolucjonistów, wołał z entuzjazmem:

– Nie należy się bać bomby atomowej! Jeżeli nawet połowa ludzkości zginie, to razem z nią zginie także kapitalizm. Ocalała połowa ludzkości żyć już będzie w socjalistycznym dobrobycie i z czasem osiągnie poprzedni stan liczebny. Państwa socjalistyczne mają przewagę liczebną nad państwami kapitalistycznymi i do nich należeć będzie zwycięstwo!

Ludzie o takiej „naukowej” wyobraźni dostawali w swoje ręce atomowe zabawki! Ich koledzy z przeciwnego obozu, politycy i wojskowi z USA, odznaczali się podobną beztroską. W roku 1949, po wybuchu pierwszej bomby atomowej w Związku Radzieckim, stworzyli plan o wdzięcznej nazwie „Pierwszy Kopniak”, zakładający ni mniej, ni więcej tylko szybkie zbombardowanie 300 największych miast sowieckich. Z najwyższym trudem udało się powstrzymać bojowy zapał amerykańskich generałów.

Podobne plany mieli potem, po uzyskaniu cudownej broni, także moskiewscy generałowie. Jeden z projektów zakładał błyskawiczne stworzenie w Europie Zachodniej (w ciągu kilku godzin) „korytarza atomowego”.

– Seria uderzeń bombowych, potem atak czołgów i cała Europa będzie nasza! – zachwycali się wojskowi.

Amerykanie, Anglicy, Francuzi i ich sojusznicy znali te plany i wymyślili „uderzenie wyprzedzające” – atak na linii Wisły, po którym z Polski pozostałyby tylko ruiny i zgliszcza. Po nich komunistyczne czołgi już nie mogłyby przejechać, aby zaatakować „kapitalistów”…

***

W drugiej połowie XX wieku świat wielokrotnie stawał na krawędzi atomowej zagłady. Miał, zdaje się „więcej szczęścia niż rozumu”, jak mawia młodzież. Przetrwał XX stulecie. Jednak wcale nie jest powiedziane, że przetrwa wiek XXI... jeżeli tego szczęścia będzie miał akurat mniej!

Granice wyobraźni

Uwagi Stalina, Mao Zedonga czy amerykańskich generałów o nowej przepięknej (czy nawet „słodkiej”!) broni atomowej wydają się dziś prymitywne i groteskowe. Trzeba jednak pamiętać, że skondensowanymi materiałami radioaktywnymi ludzkość zajęła się dopiero na początku XX wieku i nawet wybitni naukowcy nie zdawali sobie sprawy ze szkodliwości tajemniczego promieniowania.

Maria Skłodowska-Curie przez 4 lata gołymi rękami mieszała w dużych tyglach rudę uranową z zachodnich Czech. Ona i jej mąż Piotr byli wręcz zafascynowani oparzeniami, jakie wywoływały niezwykłe promienie. Rany goiły się bardzo szybko, co nasunęło genialnej uczonej myśl, że promienie mogą niszczyć niebezpieczne komórki rakowe u ludzi. Inny wielki prekursor badań nad energią atomową, niemiecki fizyk Otto Hahn, mieszał preparaty radioaktywne gołymi rękami, a pod stołem w jego pracowni stała, bez żadnych zabezpieczeń, skrzynia zawierająca około 250 kg soli uranu!

Po latach (1967) sławny fizyk wspominał:

– Chemicy czy fizycy, którzy dziś chcieliby codziennie poddawać się promieniowaniu przez taką ilość preparatu – znakiem krzyża żegnaliby się z tym światem! Ja często nabawiałem się owrzodzenia palców. To było przemijające, straciłem tylko paznokieć na lewym palcu wskazującym. Nie mogę jednak mówić o poważnych obrażeniach. Przy ścisłym przestrzeganiu obowiązujących dziś przepisów, w ogóle nie zdołałbym dokonać swoich przełomowych odkryć.

Maria Skłodowska-Curie, jak i wielu innych badaczy, odkrycia swoje przypłaciła ciężką chorobą. Otto Hahn dożył jednak w dość dobrej kondycji prawie 90. lat. Jeden z kolegów po fachu powiedział mu pół żartem, pół serio:

– To bezwstydne z pana strony, że pan w ogóle jeszcze żyje!

Niektórzy lekarze ze zgrozą czytają te fragmenty wspomnień Hahna, w których opisuje wizytę cesarza Wilhelma w jego laboratorium, w roku 1910.

– Pokazałem cesarzowi na tacy 300 mg czystego mezotoru; bez żadnych osłon, bez środków ostrożności! Gdybym dziś [w roku 1967] tak postąpił, trafiłbym do więzienia!... Jego Wysokość podziwiał efekt świecenia radu w ciemnym pomieszczeniu.

W jakim stopniu promieniowanie jest szkodliwe dla zdrowia? Niektórzy uważają je za najbardziej podstępnego zabójcę ludzkości. Sławny fizyk Fritjof Capra pisał w książce „Punkt zwrotny” (1982):

„Pluton, najgroźniejszy z promieniotwórczych produktów ubocznych, jest jednocześnie najbardziej długowieczny, zachowuje on bowiem swą skażającą moc przez co najmniej 500.000 lat [...] Już milionowa część grama, a więc ilość niewidoczna gołym okiem, ma działanie rakotwórcze. Pół kilograma plutonu, równomiernie rozprowadzone po kuli ziemskiej, mogłoby spowodować raka płuc u każdego człowieka na Ziemi. Zważywszy na te dane, prawdziwym przerażeniem napawa fakt, że każdy reaktor przemysłowy produkuje od 200 do 250 kg plutonu rocznie. Co więcej, całe tony plutonu przewozi się normalnie po szosach i autostradach Ameryki oraz przeładowuje na lotniskach amerykańskich.

Raz wytworzony pluton musi zostać wyizolowany ze środowiska praktycznie na zawsze, ponieważ nawet śladowe ilości tego pierwiastka powodują wiecznotrwałe skażenie. Musimy też zdać sobie sprawę, że w chwili śmierci zatrutego organizmu pluton wcale nie znika. Nieżywe zwierzę, skażone plutonem, może zostać pożarte przez inne zwierzę, może też powoli się rozkładać, aż w końcu jego prochy zostaną rozniesione przez wiatr. Tak czy owak pluton pozostanie w środowisku i będzie nadal, przez pół miliona lat, śmiertelnie porażać coraz to nowe organizmy”.

Wizja apokaliptyczna! Tymczasem dzisiaj każdy amator Internetu może dotrzeć do stron reklamujących „najbardziej czystą i bezpieczną” energię atomową! Optymiści w różowych okularach twierdzą, że ludzie, którzy przeżyli wybuchy w Hiroszimie i Nagasaki, byli potem zdrowsi i bardziej odporni na raka niż obywatele Europy czy Ameryki, a Czarnobyl – tu cytat – „pochłonął mniej ofiar niż ich ginie w ciągu tygodnia w wypadkach samochodowych na wszystkich drogach w Polsce”.

Trzeba sporej odwagi, by publicznie prezentować takie tezy po bardzo krótkim okresie, jaki upłynął od pierwszych wybuchów atomowych w Hiroszimie i Nagasaki. Pierwsi pionierzy nauki byli usprawiedliwieni, natomiast ci, którzy beztrosko zachęcają do „wypuszczania atomowego diabła z butelki” zasługują na potępienie – nie tylko w życiu pozagrobowym. Chyba jednak lepiej dmuchać na zimne i nie ufać takim optymistom, jak profesor Michael McCracken z Kalifornii, który twierdził, że nawet po wielkiej wojnie jądrowej między mocarstwami świat mógłby przetrwać w doskonałej kondycji:

„Konflikt jądrowy byłby katastrofą, a życie w pobliżu zbombardowanych miejsc nie byłoby z pewnością łatwe, ale ludzie będą mieli duże szanse na przeżycie – pociesza profesor. – Zjawiska skażenia będą miały znacznie mniejszy zasięg na półkuli południowej, gdyż zgorzeliny i pył radioaktywny opadłyby dość szybko. W gruncie rzeczy przedostanie się do atmosfery pyłów i dwutlenku azotu, na skutek dużej liczby wybuchów jądrowych o mocy wyższej od megatony, miałoby dla promieni słonecznych skutki porównywalne z tymi, jakie powodują wielkie erupcje wulkanów”.

Atomowa noc więc nam nie grozi. Atomowe zabawki warto dawać do rąk politykom i generałom! Czyżby nie mieli racji najlepsi fizycy-atomiści, którzy w kwietniu 1957 roku podpisali sławny Manifest z Getyngi? Byli wśród nich między innymi Maks Born, Otto Hahn i Werner Heisenberg:

„Dziś taktyczna bomba atomowa może zniszczyć mniejsze miasto, a bomba wodorowa może na pewien czas zamienić w pustynię nie nadającą się do zamieszkania teren o wielkości Zagłębia Ruhry. Wskutek rozprzestrzeniania się skażeń radioaktywnych można by było prawdopodobnie już dziś wytępić bombami wodorowymi całą ludność Niemieckiej Republiki Federalnej. Nie znamy żadnej możliwości technicznej, aby skutecznie ochronić przed tym zagrożeniem duże grupy ludności” (cyt. za biografią Otto Hahna autorstwa Klausa Hoffmanna).

Najwybitniejsi fizycy niemieccy stwierdzili, że nigdy nie wezmą udziału w produkcji, próbach czy stosowaniu broni nuklearnej. Takie stanowisko bardzo zdenerwowało wielu niemieckich polityków. Kanclerz Adenauer stwierdził wtedy, że tacy jak on mężowie stanu wiedzą lepiej, jaki użytek robić z energii atomowej:

„Do takiej oceny trzeba mieć wiedzę, jakiej ci panowie fizycy nie mają. Szkoda, że wcześniej nie przyszli do mnie ze swoimi problemami”.

Znaleźli się wtedy także usłużni fizycy-optymiści, którzy uspokajali Europę tezami podobnymi do twierdzeń Mao Zedonga – że „co prawda ludzkość pewnie po wojnie atomowej skurczyłaby się do kilku promili obecnego stanu”. Ale... tysiąc lat później znowu wszystko by wróciło do normy. Wiele osób mogłoby przetrwać pod ziemią do czasu, kiedy na zewnątrz rozwiałby się atomowy smród (tak pocieszał na przykład fizyk Pascual Jordan).

Wojna światów

Dawno, a