Wydawca: E-bookowo Kategoria: Humanistyka Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 117 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Roman Polański i jego sztuka przetrwania - Jan Kochańczyk

Różnorodność gatunkowa i tematyczna filmów Romana Polańskiego sprawiała wiele problemów obserwatorom jego twórczości. Czy można mówić o jednolitym stylu reżysera „Noża w wodzie”, „Dziecka Rosemary”, „Tragedii Makbeta”, „Piratów” czy „Gorzkich godów”?
„Pianista” stanowi bardzo ciekawy element tej urozmaiconej układanki. Film sumuje zarówno doświadczenia życiowe, jak i artystyczne Polańskiego. Jest doskonałym przykładem połączenia dwóch obsesji człowieka i reżysera: obsesji prawdy i obsesji formy.
Z fanatycznym zacięciem Polański dbał o odtworzenie zgodnych z prawdą historyczną szczegółów scenografii, rekwizytów, strojów, ale też o oddanie klimatu i przeżyć bohaterów. Podobnie postępował w przypadku innych swoich realistycznych filmów, jak „Chinatown” czy „Tess”. Martin Shaw, odtwórca roli Banka w „Tragedii Makbeta” przytacza ciekawą anegdotę z czasów swojej współpracy z polskim reżyserem. „Jest on mistrzem w wychwytywaniu niezauważalnych wprost detali. Kiedyś zobaczyłem go, jak w furii darł na strzępy kostium, bo okazało się, że został uszyty na maszynie. „Co się z wami, kurwa, dzieje, ludzie?! Przecież jest, kurwa, rok 1076!!! Ile było wtedy maszyn do szycia?”
Równie ważna jak prawda materialna jest dla Polańskiego prawda psychologiczna przedstawianych postaci, zgodna z JEGO wiedzą i wizją świata. Wiedzę tę kształtowały dramatyczne wydarzenia dzieciństwa i późniejsze niezwykłe losy. Spotykał ludzi sprowadzonych do poziomu „ssaków”, o których opowiadał jeden z jego pierwszych filmów krótkometrażowych. Dziwni ludzie w ab-surdalnym świecie, groźni dla siebie i innych. I takich właśnie bohaterów widzimy zarówno w „Nożu w wodzie”, „Dziecku Rosemary”, „Makbecie”, „Lokatorze”, „Tess”, „Piratach”, czy w „Pianiście”.
Wszystkie najbardziej nawet odmienne od siebie filmy Polańskiego łączy też fanatyczna wręcz dbałość o artystyczną formę: kompozycję kadru, dozowanie napięcia, perfekcyjne łączenie obrazów i muzyki. Ta obsesja formy sprawiała, że reżyser powtarzał w nieskończoność poszczególne sceny na planie i wiele czasu spędzał przy stole montażowym. Dzięki temu osiągnął owe „niewidzialne mistrzostwo”, o którym mówiono przy okazji „Pianisty”; niezauważalne może dla przeciętnych widzów, ale oczywiste dla mistrzów rzemiosła filmowego, amerykańskich akademików, którzy Polańskiemu przyznali Oscara.
Pełne panowanie nad formą filmów umożliwiło reżyserowi doświadczenie aktorskie, a także umiejętności plastyczne. Niewielu jego kolegów po fachu potrafi dokładnie zmaterializować na papierze swoje fantazje, narysować elementy scenografii, czy też potem odegrać przed aktorami przypisane im role.
W dodatku Polański jest wrażliwy na muzykę i dlatego ścieżki dźwiękowe jego filmów należą do najciekawszych w kinie światowym. Rewelacyjne efekty akustyczne już w jego wczesnym „Wstręcie” nie powstały przypadkowo. Reżyser pisał w autobiografii: „Zgranie dźwięku. To jedna z najbardziej żmudnych faz przy realizacji filmu, wymagająca niezwykłego opanowania (...) We ‘Wstręcie’ dźwięk odgrywa kluczową rolę. W miarę nasilania się urojeń, zmysły Carol stopniowo wyostrzają się, dźwięki docierają do niej z coraz większym natężeniem – kapiące krany, śmiech bawiących się w przyklasztornym ogrodzie zakonnic, itd.”

***

„Pianista” sumuje osiągnięcia twórcze Polańskiego, wyznacza czołowe miejsce reżysera w świecie współczesnej sztuki, a jednocześnie sumuje też dokonania ambitnego kina; tego, które szuka prawdy o człowieku, jego wielkości i małości, zarówno w czasach Makbeta, jak i w naszej epoce.



Jan Kochańczyk
Dziennikarz. Absolwent Uniwersytetu Śląskiego (polonistyka).
Od roku 1975 – redaktor ogólnopolskiej gazety „Sport” (Katowice).
Droga zawodowa: od korektora do zastępcy sekretarza redakcji, kierownika działu publicystyki i szefa redakcji dodatków kolorowych.
Publikacje dotyczące głównie sportów lotniczych, lekkoat-letyki, pływania i problemów ruchu olimpijskiego.
Nagrody dziennikarskie i literackie – miedzy innymi „Grand Prix” prezesa koncernu prasowego RSW (Warszawa) za cykl publikacji dotyczących sportu zawodowego w krajach socjali-stycznych (1989). Polskie opinie i dyskusje odbiły się wtedy echem także w Związku Radzieckim (epoka pieriestrojki Gorbaczowa) i przyspieszyły reformy ruchu olimpijskiego po naradzie na Kubie.
Nagrody w konkursach na artykuły i opowiadania sportowe.
Od 1991 roku – zastępca redaktora naczelnego tygodnika filmowego „Ekran”, przeniesionego w tym czasie z Wars-zawy do Katowic (Grupa „Fibak – Noma – Press”).
Od 1994 – zastępca redaktora naczelnego tygodnika „Panorama”. Współpraca z katowickimi redakcjami „Dziennika Śląskiego”, „Wieczoru”, „Integracji Europejskiej” i in.
Wydania książkowe – m. in. „Filmowe skandale i skandaliści” („Twój Styl”, 2005) oraz „Ścigany Roman Polański” (część biograficzna).

Opinie o ebooku Roman Polański i jego sztuka przetrwania - Jan Kochańczyk

Fragment ebooka Roman Polański i jego sztuka przetrwania - Jan Kochańczyk

Jan Kochańczyk

Roman Polański

i jego sztuka przetrwania

© Copyright by Jan Kochańczyk & e-bookowo

Projekt okładki: e-bookowo

ISBN 978-83-63080-28-0  

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl

Kontakt:wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione.

Co się dzieje, gdy spadają anioły

KRAKÓW I DZIECKO WOJNY

Koszmarne dziecinne przeżycia kształtowały człowieka i artystę.
Od grudnia 1939 roku rodzina przyszłego sławnego reżysera musiała nosić białe opaski z nadrukowaną niebieską gwiazdą. Potem chłopca rozłączono z rodziną. Nauczono ukrywać się na widok każdego niemieckiego munduru. Wkrótce matka zniknęła. Nikt jeszcze nie zdawał sobie sprawy z grozy słowa: Oświęcim. W połowie 1941 roku było już jednak jasne, co oznacza słowo getto. Wtedy nawet sześcioletnie dzieci wiedziały dobrze, co to jest „łapanka” i nie dziwiły się, że najbliżsi krewni czy znajomi nagle przestają istnieć.
Roman, wychowany w żydowskiej, ateistycznej rodzinie, nie wyglądał na Żyda. Żeby chronić chłopca, rodzice oddali go do polskiej rodziny Wilków, poza gettem, na „przechowanie”. Roman często wracał stamtąd do getta. Od reszty miasta oddzielały dzielnicę żydowską w niektórych miejscach tylko druty kolczaste. „Jak pamiętam, odstępy miedzy drutami wynosiły mniej więcej 20 – 25 centymetrów w pionie, a w poziomie były gęstsze, 8 – 10 centymetrów. Ale my byliśmy mali! Rozpychaliśmy druty i czołgaliśmy się pod tym najniżej położonym. Wcześniej rozgrzebywaliśmy pod nimi ziemię, żeby otwór był większy”.
Chłopiec wracał do getta, bo byli tam jego rodzice, przyjaciele, całe jego życie. Niepokoił się o bliskich, bo w wieku 8 – 9 lat wiedział już dobrze, co znaczy słowo: wywózka. Ojcu i przyjaciołom przez cały czas pierwszych okupacyjnych miesięcy groziła wywózka do obozu koncentracyjnego. Pewnego razu znowu udało mu się dostać do getta.
„Był gorący, słoneczny dzień, na ulicach nie widziałem żywej duszy – pisze w swoich wspomnieniach Roman Polański. – Cała okolica opustoszała. Tylko dwóch uzbrojonych esesmanów przechadzało się spokojnie w oddali po drugiej stronie drutów kolczastych. Dookoła panowała złowieszcza cisza. Przez śmierdzący korytarz wpadłem do naszego pokoju. W domu nie było nikogo”.
***
Sześciolatek błąkał się po ulicach Krakowa, potem ukrywał na wsi.
Zanim dowiedział się, że matka zginęła w Oświęcimiu, a ojciec zdołał cudem uratować się w Mauthausen, dzieciak poznał już tajemnice walki o byt, podstępne pułapki świata, ogrom ludzkiego piekła. Niewiele czasu trzeba było, aby opanować strategie przetrwania w misternie skonstruowanej, ale nie zawsze precyzyjnej, machinie zła.
Niedawno Roman Polański powiedział w jednym z wywiadów: „Trzeba się przyzwyczaić, że to, co się wydaje z betonu, może się rozlecieć w parę sekund. Życie, które prowadzimy, takie pewne, takie stabilne, jest tylko złudzeniem. W każdej chwili może się rozlecieć.”
Mówił to człowiek blisko siedemdziesięcioletni, który wszelako poznał dobrze te prawdy już jako siedmiolatek. Wstrząsające przeżycia dziecinnych lat pozostawiły niezatarte piętno na twórczości i burzliwej drodze życiowej przyszłego czołowego artysty XX wieku. Porażenie złem tego świata w jego całej brutalnej bezwzględności, wpłynęło zarówno na fascynację siłą tego zła, jak i próbę szukania sposobów walki z zagrożeniami, które stwarza.
Jak przetrwać?
Wiedział o tym sześciolatek: zasada numer 1 – nieufność. Pułapki mogą być wszędzie. Świat to śmiertelnie niebezpieczna machina. Zasada numer dwa: walka z zagrożeniami wtedy, kiedy są szanse zwycięstwa. Zasada numer 3: ucieczka, kiedy wyniki walki są niepewne.
Sytuacje są zmienne. Ścigający może zamieniać się w ściganego.
Skąd my to znamy? – Ależ tak! Takimi regułami kieruje się świat filmów Polańskiego. Gorzej... Wygląda na to, że do tych reguł dostosowały się rzeczywiste koleje losu samego reżysera. Nieustanne ucieczki przed niezwykle groźnymi sytuacjami – i udana pogoń za fantastycznymi sukcesami. Wielkie miłości i wielkie zdrady. Odmiany losu na miarę tragedii antycznej. Nagrody, odznaczenia – i dno upadku. Skrajne oceny jego postaci. Święty – grzesznik... Tragiczne dziecko szczęścia... Ścigający i ścigany. Gnany nieustannie przez wszechobecny, zakodowany dawno temu, w podświadomości, wszechobecny STRACH...
Dziecko wychowane w skrajnie nieprzyjaznym środowisku, jak pisze mistrzyni psychoanalizy Karen Horney, wytwarza w sobie różne mechanizmy obronne. „Jawnie brutalne traktowanie, upokorzenia, drwiący stosunek, zaniedbania – wszystko to atakuje dziecko o szczególnie wyczulonej wrażliwości. Ludzie, którzy wytrzymywali wieloletni pobyt w obozie koncentracyjnym, twierdzą, że mogli to przeżyć jedynie dzięki zduszeniu w sobie wszelkich „miększych” uczuć, a zwłaszcza litości dla innych i dla samego siebie. Dziecko, które doświadczało opisanego traktowania, musiało przebyć proces swoistego „stwardnienia”, aby móc w ogóle to wszystko wytrzymać” („Nerwica a rozwój człowieka”, PIW 1980).
Tragiczne przeżycia dzieciństwa na pewno przyczyniły się do takiego „stwardnienia” charakteru przyszłego autora „Chinatown”, a jednocześnie do ukształtowania specyficznych cech jego filmów. Bohaterowie tych obrazów znajdują się w sytuacjach permanentnego zagrożenia, szukają dróg przetrwania, stosując rozmaite strategie, od ekspansywnego sadyzmu do uległego masochizmu. Dobro jest trudne do zdefiniowania, za to zło jaśnieje wszystkimi barwami tęczy. Tym bardziej, że Polański nie szuka łatwych pociech. Łatwo by było na przykład wytłumaczyć potworności Holocaustu tezą, że w pewnym momencie pojawili się źli Niemcy, którzy mordowali dobrych Żydów. Polański jednak sam się przekonał, że są dobrzy i źli Polacy, Żydzi i Niemcy. Dobrym Niemcem był na przykład ten, który uratował żydowskiego pianistę Szpilmana...
Wielka myślicielka niemiecka żydowskiego pochodzenia Hannah Arendt, autorka między innymi sławnych szkiców „Źródła totalitaryzmu” i „Dola ludzka” zauważyła, że spotyka się wielu Niemców, którzy po drugiej wojnie światowej wstydzili się, że są Niemcami. „Zawsze kusiło mnie, żeby odpowiedzieć, że wstydzą się być człowiekiem”. Holocaust jest winą całej rasy ludzkiej i wystawia świadectwo możliwości całego gatunku Homo Sapiens.
Ardent zauważyła, że sam Hitler znał 30 – 40 „wspaniałych Żydów” i zrobił z nich swoich wiernych współpracowników. Stwierdzenia takie bynajmniej nie zjednały Arendt popularności w szerokich kręgach czytelniczych. Łatwiej jest żyć ze świadomością, że świat składa się z dobrze sklasyfikowanych przedstawicieli dobra i zła. Nie jest to jednak, niestety, prawda. Wie o tym także Polański. Niełatwo żyć z taką świadomością, bo rzeczywistość dookoła wydaje się kompletnie nieobliczalna, zło czyha wszędzie i może zaatakować w każdej chwili, nawet z najbardziej nieoczekiwanej strony.

MIĘDZY ŻYCIEM A ŚMIERCIĄ

18 sierpnia 1933 roku w Paryżu urodził się chłopiec. Nazwano go: Raymond Liebling (pierwotne nazwisko ojca reżysera). Tato, Mojżesz, przyjechał do Paryża z rodzinnego Krakowa pod koniec lat dwudziestych minionego wieku, żeby zostać malarzem. Poznał tam Bulę Katz, mężatkę rosyjsko-żydowskiego pochodzenia, mającą córkę Annette.
Pierwsze małżeństwa obojga akurat przeżywały kryzys. Po rozwodach Bula i Mojżesz wzięli ślub. Mieszkali we Francji z małym Raymondem i jego przyrodnią siostrą Annette. Nad Sekwaną jednak nie było w tamtym czasie sielanki. Potęgowały się importowane z Niemiec antyżydowskie nastroje. Rodzina zdecydowała się na ucieczkę przed tą narastającą niechęcią do Krakowa, rodzinnego miasta ojca przyszłego reżysera. Był rok 1936.
Czy niespełna 3-letnie dziecko jest w stanie odczuć atmosferę zagrożenia, dramatyzm tamtej pierwszej w jego krótkim życiu ucieczki, szukania spokojnego miejsca na ziemi? Chyba tak.
Matka Romana pochodziła z zamożnej rodziny. Jej krewni uważali, że popełniła mezalians wychodząc za mąż za ubogiego artystę. W Krakowie zawsze jednak miała służącą, a jej dzieciom niczego nie brakowało.
Mojżesz Liebling zajmował się handlem różnego rodzaju świecidełkami.
Roman był dzieckiem trudnym, zawziętym, skłonnym do dąsów i humorów. Z przedszkola wylali go już pierwszego dnia, bo bardzo brzydkimi przekleństwami obraził koleżankę. Sam obrażał się o byle co. Już w bardzo młodym wieku czuł pewną odmienność od innych. Nosił długie jasne włosy i dlatego niektórzy dorośli brali go za dziewczynkę. Rówieśnicy drwili z jego paryskiego akcentu i francuskiego sposobu wymawiania „r”. Akcent ten udało się wyeliminować dopiero w 6 roku życia.
Raymond zwany był w rodzinie zdrobniale „Remo”. To niezwykłe w Polsce imię również było przyczyną drwin kolegów, dlatego w końcu „Raymond” zamienił się w Romana.
Chłopiec uwielbiał zabawy z babką Marią, drobną, siwą, ubraną na czarno, która z anielską cierpliwością odpowiadała na jego pytania. Siostra Annette często zabierała go do kina na filmy, z których niewiele rozumiał, ale które fascynowały go.
W roku 1939 w kraju narastało napięcie polityczne. Rodzina przeniosła się do mieszkania babki w Kazimierzu. W sierpniu 1939 roku wybuch wojny wydawał się nieuchronny. Matka spakowała walizki i wyjechała z dziećmi do bezpieczniejszej – jak się wydawało – Warszawy. Ojciec został w Krakowie, żeby pilnować dobytku. Babka nie chciała opuszczać Krakowa; uważała, że co ma być to i tak się musi wydarzyć.
Stolica Polski we wrześniu 1939 roku była, jak się okazało, najmniej bezpiecznym miejscem na ziemi! Bomby, strzelanina, noce i dnie spędzane w schronach. „Wrzask niemowląt, zrzędzenie osób starszych, histeryczne krzyki kobiet kojarzyły mi się z piekłem” – pisał potem Polański w autobiografii.
W schronie było duszno i parno. Krążyły pogłoski, że Niemcy lada chwila użyją gazów łzawiących. Warszawiacy mieli maski ochronne, nowo przybyli zaś musieli zadowalać się najczęściej tylko tamponami domowej roboty, co potęgowało strach i niepewność losu.
W takich trudnych chwilach Annette zachęcała brata do snu, bo wtedy „czas płynie szybciej”... Miała rację.
Matka okazała się bardzo zaradna, potrafiła zdobywać jedzenie dla rodziny.
Do Warszawy wkroczyli Niemcy. W tym samym mniej więcej czasie do okupowanej stolicy przybył ojciec Romana. Zabrał swoich bliskich z powrotem do Krakowa. Tam jednak zły los wymierzał swoje mordercze ciosy na oślep, zmuszając tysiące Polaków do dramatycznej walki o przetrwanie.
Bula Liebling pracowała jako sprzątaczka na Wawelu, siedzibie gubernatora generalnego Hansa Franka. Służba u gubernatora była może ową szansą na przeżycie matki Romana, bo Frank był właśnie jednym z tych Żydów, których Hitler uznał za godnych miana „prawdziwego Niemca”. Gubernator nie wywarł jednak pozytywnego wpływu na losy rodziny Lieblingów. W roku 1942 matkę Romana wywieziono do Oświęcimia, gdzie zginęła w komorze gazowej. Była wtedy w ciąży. Babka Maria prawdopodobnie popełniła wtedy samobójstwo. Obóz przeżyła siostra chłopca, Annette, która po wojnie zamieszkała ponownie w Paryżu.
W tym czasie Roman „usynowiony” przez polską rodzinę Wilków mieszkał poza gettem. Od czasu do czasu przekradał się przez mury do swoich. Łatwiej było wszelako dostać się do getta niż wydostać stamtąd. Taka wizyta też mogła zakończyć się wejściem w śmiertelną pułapkę. Pewnego dnia Roman i jego jeszcze młodszy kolega cudem wymknęli się z takiej pułapki. Życie zależało od polskiego strażnika i jego kilku szeptem wypowiedzianych słów: „Przechodź! Tylko powoli, nie biegiem!”
Poza murami getta chłopiec kupował znaczki do swojej kolekcji. „Wydostanie się z getta to była dziecinna igraszka – mówił Roman Polański w jednym z wywiadów. – Zawsze można było przedostać się przez druty kolczaste, których było coraz więcej, bo jak zmniejszali powierzchnię getta, muru już nie dobudowywali. Stawiali tylko druty. Łatwo się było wydostać, tylko jak na zewnątrz przeżyć?” – To był problem.
Kolekcję znaczków pocztowych Roman wymienił w getcie na mały projektor filmowy z korbką do wyświetlania. Już wtedy ujawniło się jego zauroczenie sztuką ruchomych obrazów. Ponad murem getta oglądał kroniki filmowe wyświetlane przez Niemców na Rynku Podgórskim. Po opuszczeniu getta wiele godzin spędzał w salach kinowych. Kino stało się dla niego namiętnością, ucieczką od okrutnego świata.
Na ekranie śpiewała i tańczyła przepiękna Marica Roeck, a poza ekranem słychać było przeraźliwe krzyki i wycia ludzi siłą wyciąganych z domów. Z zabijanych ofiar płynęła najprawdziwsza krew.
W roku 1943, po likwidacji getta krakowskiego, Wilkowie przekazali podopiecznego dozorcy kamienicy, panu Putkowi, który wywiózł chłopca do wsi Wysoka, do rodziny ubogiego szewca Buchały. Na wsi Roman odkrył nowy świat. Pełnił wszystkie gospodarskie obowiązki. Pasł jałówkę (najchętniej na cudzej łące), karmił kury, króliki, pomagał podczas prac w polu. Buchałowa była kobietą bardzo dobrą i serdeczną. Opiekowała się chłopcem, choć Putkowie prawie nic jej nie płacili.
Jesienią 1944 roku Roman wrócił do Krakowa, do rodziny Putków. Wałęsał się po ulicach miasta; uwielbiał niebezpieczne zabawy, na przykład puszczanie fajerwerków z niemieckich pocisków.
ROSYJSCY ŻOŁNIERZE WKROCZYLI DO MIASTA. BYLI DOBRZY DLA DZIECI. IMPONOWALI MARSZAMI, POCHODAMI, PORTRETAMI WODZÓW. ROMAN STAŁ SIĘ ZWOLENNIKIEM KOMUNIZMU, CHOĆ NIE BARDZO NAWET WIEDZIAŁ, CO TO SŁOWO ZNACZY. BA, W WIEKU 12 – 13 LAT NAWET NIE POTRAFIŁ CZYTAĆ ANI PISAĆ. NIE NAUCZYŁ SIĘ TEJ SZTUKI U BUCHAŁÓW.
Ojciec Romana do roku 1943 przetrwał w krakowskim getcie, potem wywieziono go do obozu w Mauthausen. Do Krakowa powrócił w 1945. Wkrótce potem ożenił się z Wandą Zajączkowską i na jej życzenie zmienił nazwisko na: Ryszard Polański.
Roman, który od