Wydawca: Dobra Literatura Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 300 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Granica bólu - Joachim Bauer

Zygmunt Freud uznał, że agresja jest jednym z ludzkich popędów i tym samym uczynił ją swego rodzaju mistyczną siłą. Konrad Lorenza widział w niej wyraz tak zwanego zła w ludzkiej naturze.
Bez agresji ludzkość by nie przetrwała przyznaje autor Granicy bólu ale założenia Freuda i Lorenza są błędne. Agresja jest czysto neurobiologicznym fenomenem i nie ma w sobie nic z mistyki. Darwin za najsilniejszy z ludzkich popędów uznał potrzebę przynależności i skłonność do zachowań społecznych. Odkrycia współczesnej neurobiologii przyznają mu rację. Ostracyzm, brak akceptacji, piętnowanie odmienności i ignorowanie zasady równych szans to poważne przyczyny agresji zarówno w wydaniu indywidualnym jak i grupowym.
Najskuteczniejsze środki zapobiegające agresji i przemocy to zdrowe więzi, dobra edukacja i świadome wychowanie. Jeśli nie chcemy dopuści do tego, by nasza planeta legła kiedyś w gruzach, powinniśmy poważnie potraktować najnowsze odkrycia neurobiologów.

Opinie o ebooku Granica bólu - Joachim Bauer

Fragment ebooka Granica bólu - Joachim Bauer

Tytuł oryginalny: Schmerzgrenze. Vom Ursprung alltäglicher und globaler Gewalt

Copyright © 2013 by Karl Blessing Verlag a division of Verlagsgruppe Random House GmbH, München, Germany

Copyright © 2015 for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Literatura Inspiruje sp. z o.o.

Copyright © for the Polish translation by Maria Skalska

Wszelkie prawa zastrzeżone All rights reserved

Książka ani żadna jej część nie mogą być publikowane ani w jakikolwiek inny sposób powielane w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawcy.

Redaktor prowadzący: Justyna Jakubczyk

Redakcja:Sylwia Drożdżyk-Reszka

Korekta:Łukasz Bernady

Projekt okładki: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz

Skład graficzny:Justyna Jakubczyk

Zdjęcie na okładce: Fotolia © Mopic

ISBN: 978-83-65223-38-8

Wydawnictwo Dobra Literatura

Słupsk 2015

zamowienia@literaturainspiruje.pl

www.dobraliteratura.pl

www.literaturainspiruje.pl

Skład wersji elektronicznej: Tomasz Szymański

konwersja.virtualo.pl

1. Mit agresji

Szanse ludzkości na samozniszczenie w XXI wieku są całkiem spore. Liczba ludności na świecie stale wzrasta. Kurczą się zasoby wody, pożywienia i energii, postępuje degradacja środowiska naturalnego. Miliony ludzi żyją w ubóstwie lub skrajnej nędzy. Minione stulecie, podczas którego ofiarą wojen i innych okrucieństw padło ponad 200 milionów ludzi, było wiekiem przemocy1. Dzisiaj liczne ogniska konfliktów na świecie zagrażają wybuchem kolejnych pustoszących wojen.

Moim celem jest pokazanie, w jaki sposób nowoczesne neuronauki mogą się przyczynić do poradzenia sobie z problemem, przy którego rozwiązywaniu wiek XX wielokrotnie ponosił spektakularne porażki – zjawiska przemocy. Ta książka ma zainspirować nie tylko tych, którzy odpowiadają za kształt polityki, gospodarki i mediów. Powinna zachęcić nas wszystkich do korzystania z wiedzy, jakiej dostarczają najnowsze badania nad mózgiem – pomagają nam one bowiem zrozumieć mechanizm powstawania agresji międzyludzkiej oraz działania przemocy.

Idee pewnych lekarzy i biologów – z Zygmuntem Freudem i Konradem Lorenzem na czele – którzy wysunęli koncepcję „popędu agresji” i pośrednio towarzyszyli publicznemu dyskursowi na temat przemocy w ostatnim stuleciu, nadal wywierają znaczący wpływ.

Chociaż wcześniejsze założenia na temat przemocy są z dzisiejszej perspektywy nie do utrzymania, to jednak koncepcje te nadal cieszą się dużą popularnością. Teorie antropologiczne i socjobiologiczne – poczynając od hipotezy człowieka jako żądnego krwi myśliwego (man the hunter)2, a na „samolubnych” genach3 kończąc – na stałe usadowiły się w myśleniu wielu z nas (jak również w wielu podręcznikach), chociaż przeczą im nowsze ustalenia.

Zamachy w metrze, masakry w szkołach, a także wojny wciąż jeszcze nader ochoczo sprowadza się do niepoznawalnych, niepodlegających wpływom stałych ludzkiej natury, określanych mianem „ciemnej strony człowieczeństwa”4, mimo że w kwestii przyczyn ludzkiej agresji dysponujemy już bezsprzecznymi dowodami naukowymi. Przez całe dziesięciolecia znani i uznani antropolodzy przedstawiali rozwój ewolucyjny człowieka (zachodzący w ciągu ostatnich siedmiu milionów lat) jako proces napędzany krwawymi instynktami łowieckimi, naznaczony mordem i zbrodnią, czego efektem ma być rzekomo biologicznie zakodowany u ludzi pociąg do agresji i zamiłowanie do wojny5.

Jednakże skrupulatna analiza tych mitów ujawnia zupełnie inny obraz: nasi ewolucyjni praprzodkowie nie byli ani okrutnymi łowcami, ani zabójcami, lecz istotami roślinożernymi, a przeżyć udało im się dzięki znacznemu powiększeniu objętości mózgu, co pozwoliło nie tylko na rozwój wyższej inteligencji, ale i wykształcenie fenomenalnej umiejętności współpracy w obrębie społeczności ludzkich6.

Urządzanie polowań na większą skalę jest w ewolucji zjawiskiem stosunkowo nowym. Ich początki przypadają dopiero na czas, gdy mózg naszych przodków był już biologicznie w znacznym stopniu podobny do tego, jakim dysponujemy dzisiaj. Jednak nawet wtedy, kiedy człowiek nauczył się już polować, jeszcze przez długi czas pozostawał istotą żyjącą pokojowo, nastawioną egalitarnie i dążącą do współpracy7.

Dzisiaj we wszystkich niemal dziedzinach podejmujemy próby, by naukowo wyjaśnić zjawiska naturalne, z którymi się stykamy, zrozumieć je i tę wiedzę wykorzystać dla naszego dobra. Tymczasem jeśli chodzi o agresję, niektórzy starają się upowszechniać przekonanie, że jest ona zjawiskiem tajemniczym, niesamowitym i niepoddającym się badaniu naukowemu. Czas położyć kres mistyfikacji agresji. Celem tej książki jest przyczynienie się do tego poprzez naświetlenie nowych odkryć i wiedzy na temat przemocy, jakich w ostatnich latach dostarczyła neurobiologia i antropologia.

Teorie mają wpływ na rzeczywistość

Teorie, jakie ludzie tworzą na swój temat, znajdują odzwierciedlenie nie tylko w przestrzeni akademickiej czy felietonistycznej. Dlatego też nietrudno o mylne osądy i wyobrażenia na temat ludzkiej agresji.

To, w co jesteśmy gotowi uwierzyć i czego oczekujemy, rzeczywiście niezwykle silnie oddziałuje na prawdziwe życie: mówimy tu o zjawisku tzw. samospełniającej się przepowiedni. Istnienie tego mechanizmu można dowieść również eksperymentalnie: uczestniczące w badaniu kobiety, przekonane, że przyjęta przez nie tabletka zawiera męski hormon testosteron (w rzeczywistości podano im placebo), podczas wykonywania zadań testowych od razu zaczynały się zachowywać mniej uczciwie i mniej kooperatywnie. Dlaczego? Ich zachowanie pasowało do teorii, co do której prawdziwości były przekonane, a zgodnie z którą mężczyźni przyjmują zwykle postawę rywalizacji8. Tak więc reakcje kobiet odpowiadały ich wyobrażeniom o typowo męskich wzorcach zachowania. Kolejnego przykładu na przemożny wpływ przekonań na zachowanie dostarcza inny eksperyment: osoby testowane, którym powiedziano, że w człowieku, niezależnie od okoliczności życiowych, gromadzi się agresja, która regularnie ulega oczyszczającemu rozładowaniu (tzw. teoria katharsis, odrzucona przez naukę9), natychmiast zaczynały się na co dzień zachowywać bardziej agresywnie10.

Zasada samospełniającej się przepowiedni, zgodnie z którą za teoriami mogą iść rzeczywiste skutki, ma swoje ujęcie naukowe: jest to tzw. twierdzenie Thomasa11. Liczne przykłady poświadczają, że sprawdza się ono i wtedy, gdy jakaś teoria okaże się później fałszywa. Na początku XX wieku uznani biolodzy i przedstawiciele świata medycyny prezentowali pogląd o istnieniu różnych ras ludzkich, które z natury i nieuchronnie konkurują ze sobą. Ludy i narody świata miały jakoby, zgodnie z wymogami zasad ewolucji, w toku walki o byt podlegać procesowi selekcji naturalnej12. Te szkodliwe poglądy, rozpowszechniane przez wybitnych i swego czasu nadających ton uczonych, odcisnęły wyjątkowo trwałe piętno na myśleniu nie tylko ówczesnych, ale i kilku następnych pokoleń.

Skutki były tragiczne: już przed stoma laty, na długo przed dojściem Hitlera do władzy, niemal we wszystkich krajach rozwiniętych zaczęły się szerzyć teorie o walce ras. Z pozoru nosiły one znamiona naukowości – tym bardziej że były rozpowszechniane przez elity akademickie – a w rzeczywistości przedstawiały ideologiczne brednie. W Niemczech i Austrii ten pseudonaukowy mit biologizmu znacząco przyczynił się do przygotowania gruntu pod obie wojny światowe13. Straszliwe rzeczywiste skutki postulatów teoretycznych posłużyły potem jako „dowód” na początkowe twierdzenie, że ludziom należącym do różnych grup etnicznych właściwy jest naturalny instynkt walki. Jaskrawy przykład siły twierdzenia Thomasa.

Freudowski „popęd agresji”

Podobne niebezpieczeństwo niesie ze sobą założenie, że agresja jest wrodzonym instynktem człowieka. Teoria ta zawdzięcza swoje powstanie tragicznym okolicznościom minionego stulecia.

Dwaj synowie Zygmunta Freuda (1856–1939), twórcy psychoanalizy, brali udział w walkach I wojny światowej14. Wojna – powitana w chwili wybuchu przez niektóre walczące w niej kraje jako rodzaj wielkiej olimpiady15, podczas której mieli się sprawdzić ci „najdzielniejsi”, wybrańcy natury – pozostawiła Europę w stanie głębokiego szoku. Podczas tej wojny wzajemne mordowanie osiągnęło nieznane dotąd rozmiary. Po raz pierwszy użyto, w postaci gazów trujących, broni masowego rażenia.

Gdy Martin, syn Freuda, został ranny na froncie, uczony ciężko to przeżył; i on, podobnie jak inni, próbował uporać się z potwornościami wojny. Związane z nią przeżycia stały się podłożem czy też impulsem do wysunięcia przez Freuda postulatu „popędu agresji”, sformułowanego dwa lata po zakończeniu działań wojennych, w roku 192016.

Początkowo Freud bynajmniej nie był pewny słuszności swojej teorii17. Jednak nacjonalizm odradzający się w następnych latach w Europie zdawał się potwierdzać jego tezę. Freudowski postulat, raz puszczony w świat, zaczął się cieszyć coraz większą popularnością – nie tylko wśród części krytycznie nastawionej inteligencji krajów zachodnich. Niepokojąco zgodni z Freudem w kwestii „popędu agresji” mieli się okazać także wyznawcy ideologii, z którą Freud poza tym nie miał nic wspólnego. „Żyć znaczy walczyć” stało się jednym z haseł narodowego socjalizmu, który przedstawiano jako ideologię nowoczesną, rzekomo uzasadnioną biologicznie i opartą na postawach naukowych. Naziści, oprócz całej pseudonaukowej fasady, mieli na nieszczęście także po swojej stronie większość elit akademickich, które przez dziesięciolecia propagowały myślenie w kategoriach rasy oraz koncepcję selekcji naturalnej poprzez walkę. „Instynkt agresji” znakomicie pasował do programu narodowych socjalistów. Sam Freud uważał siebie za pacyfistę18, a narodowy socjalizm budził w nim odrazę. Uczony wyemigrował z Austrii w roku 1938.

„Popęd nienawiści i niszczenia”

Jak bardzo ograniczająco koncepcja „popędu agresji” wpłynęła na sposób myślenia, okazało się już kilka lat po wysunięciu przez Freuda tej hipotezy. W roku 1932, w liście z 30 lipca, Albert Einstein z polecenia Ligi Narodów zwraca się do znanego już na całym świecie lekarza i psychologa Zygmunta Freuda z pytaniem, co można zrobić, by uniknąć nadciągającego niebezpieczeństwa wybuchu nowej wojny19. Chyba nie będzie zbytnią śmiałością, jeśli pozwolimy sobie zapytać, czy naprawdę nie dało się już wtedy zauważyć (nawet nie dysponując wiedzą, którą posiadamy dzisiaj), że nasilenie przemocy ma swoje wyraźne przyczyny. Freud mógłby o nich napisać. Bo czy to możliwe, że badacz ludzkiej duszy rzeczywiście nie dostrzegał, jak ogromny wpływ na narastanie przemocy mają poniżenie i dyskryminacja (pomyślmy o upokarzającej sytuacji Niemiec po I wojnie światowej)? Czy nie rozpoznał, jak bardzo nędza, złe położenie społeczne i nierówność w dostępie do dóbr (dodatkowo zaostrzone przez ówczesny światowy kryzys ekonomiczny) mogą sprzyjać agresji? Czyżby dla twórcy psychoanalizy było tajemnicą, jak groźne, wyzwalające agresję efekty wynikają ze strategii dehumanizacji, a w szczególności, jak bardzo niebezpieczne jest twierdzenie, propagowane od początków XX wieku przez uznanych naukowców, o istnieniu ludzi biologicznie „bardziej wartościowych” i „mniej wartościowych”? Niestety, żadnych tego typu przemyśleń nie znajdujemy w odpowiedzi Freuda do Einsteina z jesieni 1932 roku.

List Freuda to prawdziwie przygnębiający dokument20: „Zabicie wroga [zaspokaja] popędową skłonność”. Człowiek podlega „popędowi nienawiści i niszczenia”, nosi w sobie „żądzę agresji i destrukcji”, a „wojna [jest] wylewem owego popędu destrukcji”. Swoje wywody kończy Freud dającym do myślenia zdaniem: „Dlaczego tak bardzo oburzamy się na wojnę […], dlaczego nie potraktujemy jej jak jednej z wielu przykrych konieczności życiowych? Wydaje się przecież zgodna z naturą, uzasadniona biologicznie i praktycznie nie do uniknięcia”. Przeczuwając zapewne, że Einstein nie będzie zachwycony tymi uwagami, Freud dorzuca: „Być może odnosi Pan wrażenie, że nasze teorie to rodzaj mitologii […]. Jednak czy nie wychodzi na to, że wszelka nauka jest tworzeniem mitów?”. Z dzisiejszego punktu widzenia nie ma najmniejszych wątpliwości, że teoria Freuda jest właśnie taką „mityczną nauką o popędach” (myśl tę Freud wyraził w swoim liście dwa razy) – „popęd agresji” miał się okazać wielkim niewypałem psychoanalizy21.

Agresja u Darwina:„instynkty społeczne”zamiast „popędu agresji”

Dla oceny zjawiska agresji szczególnie istotne jest to, co miał na ten temat do powiedzenia jeden z twórców nowoczesnej biologii – Karol Darwin (1809–1882). Wydawać by się mogło – a przynajmniej do tego skłania nas wszystko, co kojarzymy z darwinizmem – że pojęcie „popęd agresji” bierze się z myśli Darwinowskiej. Owo intuicyjne i z pozoru tak oczywiste założenie jest jednak błędne. Wprawdzie pogląd Freuda miał w kilka lat po sformułowaniu znaleźć wśród biologów wybitnego zwolennika w osobie Konrada Lorenza, jednak Darwinowi myśl o „popędzie agresji” była obca. Co prawda, uznawał on – jakżeby inaczej – istnienie u ssaków oraz u człowieka agresji jako pewnego zakorzenionego mechanizmu o podłożu biologicznym, jednak daremnie będziemy u niego szukać sformułowania „popęd” czy też „instynkt agresji”. Darwin twierdził jasno, że w przypadku agresji – tak jak strachu – chodzi o zachowania reaktywne(czy komuś przyszłoby do głowy, by zasugerować istnienie „popędu strachu”?). Uczony podkreślał, że do wywołania agresji konieczne jest powstanie specyficznych sytuacji i bodźców, które by ją sprowokowały22. Współczesne nauki neurobiologiczne przyznają mu rację.

Za główny ludzki instynkt czy też popęd Darwin uznał nie agresję, lecz ludzką potrzebę więzi i przynależności23. Nic jego zdaniem nie motywuje człowieka tak silnie, jak potrzeba wspólnoty, życia w społeczności. „Człowiek znajduje, zgodnie z wyrokiem wszystkich mędrców, najwyższe zadowolenie w tym, kiedy postępuje za określonymi impulsami, mianowicie za instynktami społecznymi. Gdy działa dla najwyższego dobra innych, doświadczy uznania bliźnich i zdobędzie miłość tych, z którymi razem żyje; a ten zysk jest bez wątpienia radością najwyższą, jakiej może dostąpić na naszej Ziemi”24. „Ponieważ bez wątpienia przywiązanie jest uczuciem wywołującym przyjemność, to powoduje ono w ogóle lekki uśmiech i nieznaczne błyszczenie oczu. Pospolicie uczuwamy silny popęd dotknięcia się ukochanej osoby. […] U niektórych zwierząt spotykamy też samą przyjemność doznawaną z zetknięcia się z ukochanym stworzeniem”25.

Wyprzedzając odkrycia współczesnych nauk neurobiologicznych, Darwin opisuje także spadek sił witalnych, jaki może wywołać utrata bliskiej osoby: „Skoro tylko cierpiący [po stracie ukochanej osoby] wie z wszelką pewnością, że nic już pomóc się nie da, to w miejsce szalonej boleści pojawia się zwątpienie lub smutek głęboki. Cierpiący siedzi bez ruchu albo z lekka przechyla się ze strony na stronę, krążenie zwalnia się. […] Gdy ból jest nader silny, to wkrótce wiedzie za sobą ostateczne otępienie i wycieńczenie”26. Nie podlega kwestii, że tym samym Darwin rozłożył akcenty inaczej, niż zrobił to pięćdziesiąt lat po nim Freud. W każdym razie, jak stwierdza Julia Voss, „gdy patrzeć z perspektywy czasu, Freud wydaje się bardziej darwinowski niż sam Darwin”27. Uwaga tyleż zaskakująca, co trafna.

Konrad Lorenz i Tak zwane zło

Prawdziwą popularność koncepcja instynktu agresji zyskała po II wojnie światowej. Zasadniczo przyczynił się do tego austriacki biolog Konrad Lorenz (1903–1989). W czasach nazizmu Lorenz, dzięki swojej lojalności wobec reżimu, dostąpił godności akademickich, w roku 1940 został wykładowcą uniwersyteckim w Królewcu28. W Niemczech lat trzydziestych postawy agresywne i „prawo silniejszego” stały się racją stanu. W swojej książce Tak zwane zło29, opublikowanej w roku 1963, Konrad Lorenz przedstawia „popęd agresji” jako „instynkt pierwotny” zakorzeniony w biologii człowieka, przy czym powołuje się wprost na Freuda. Nawiązując do Darwina (którego w tej kwestii zupełnie nie zrozumiał) i do specyficznych przykładów zachowań różnych gatunków niewielkich ryb (które reagują natychmiastową agresją na pojawienie się na ich terenie obcego osobnika), Konrad Lorenz sformułował swoją teorię o pierwotnym popędzie agresji u człowieka.

Chociaż wszystkie przywołane przez niego przykłady zachowań zwierząt dotyczą agresji reaktywnej, wynikającej z potrzeby obrony terytorium albo grupy rodzinnej (stada), Lorenz w swojej książce przytacza je jako dowody na istnienie pierwotnej „żądzy atakowania”. Pisze (nie przedstawiwszy żadnych dowodów na swoje twierdzenia), że człowiek epoki kamienia żył w stanie permanentnej wojny30. O Indianach mieszkających w rezerwatach w Stanach Zjednoczonych twierdzi – całkowicie pomijając warunki ich egzystencji – że obserwowana u nich agresja jest „wyhodowana”, co świadczy o biologicznych zadatkach31. Inaczej niż u Darwina, potrzeba więzi występuje u Lorenza nie jako motyw pierwotny, lecz jako efekt wtórny agresji zwróconej przeciwko wspólnemu wrogowi. Tam, gdzie nie ma agresji zwróconej przeciwko innym – twierdzi Lorenz wprost – nie mogą też istnieć więzi międzyludzkie32. O całkowicie sprzecznych z jego twierdzeniem danych z eksperymentalnych badań więzi międzyludzkich, a zwłaszcza o prowadzonych od lat 50. badaniach brytyjskiego behawiorysty Johna Bolwby’ego (1907–1990), nie wspomina Lorenz ani słowem. Instynktywistyczna teoria agresji Lorenza została radykalnie zakwestionowana przez licznych badaczy33, jednak w żaden sposób nie zaszkodziło to jej utrzymującej się po dziś dzień popularności.

Komu i do czego służy „popęd agresji”?

Teza o istnieniu w człowieku naturalnej wewnętrznej żądzy przemocy, owego popędu agresji, nadal cieszy się – zwłaszcza w Niemczech oraz w krajach anglosaskich – dużą popularnością. Czym to wytłumaczyć?

Przede wszystkim należy oddzielnie rozpatrzyć sukces tej teorii z jednej strony w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej i Wielkiej Brytanii, z drugiej – w Niemczech. Wydaje się, że w Stanach i na Wyspach Brytyjskich koncepcja popędu agresji utrzymuje się jako wygodne biologiczne uzasadnienie opartego na czystym egoizmie systemu społecznego, finansowego i gospodarczego34. Sytuacja zaczyna się jednak powoli zmieniać i trafność tej hipotezy coraz częściej podawana jest w wątpliwość także w Stanach – od dobrych dziesięciu lat nauka dostarcza bowiem coraz więcej dowodów na fantastyczną, naturalną skłonność człowieka do współpracy.

W Niemczech przyczyny utrzymywania się teorii instynktywistycznej są zgoła inne. Moim zdaniem istnieje tu bezpośredni związek z okresem nazizmu, z niewyobrażalnymi zbrodniami i okrucieństwami popełnionymi w latach 1933–1945. Po wojnie potomkowie sprawców tych zbrodni stanęli wobec konieczności rozliczenia się z przeszłością. Najostrzej ta konieczność ujawniła się u Pokolenia ’68. Z jednej strony musiało dojść do rewolty skierowanej przeciwko zakłamaniu i przemilczaniu prawdy historycznej oraz autorytarnym strukturom w rodzinie i społeczeństwie. Owa nieuchronna rewolta dokonała się pod koniec lat 60., a jej kulminacją był rok 1968. Jednocześnie jednak młodzi ludzie, potomkowie pokolenia nazistów, odczuwali podświadomie potrzebę złagodzenia własnego wstydu: bo przecież to rzeczywiście ich ojcowie i matki, ich babki i dziadkowie dopuścili się tych niepojętych zbrodni albo przynajmniej dali na nie przyzwolenie. Ci młodzi ludzie znaleźli się w tragicznej sytuacji wewnętrznego rozdarcia. Legitymizacja moralna była niemożliwa – jednak wstyd dzieci można było złagodzić, przypisując zbrodniom rodziców i dziadków uzasadnienie biologiczne, relatywizując te czyny poprzez odwołanie się do rzekomo właściwej człowiekowi naturalnej żądzy przemocy.

Teoria popędu agresji pojawia się – przeważnie implicite– w dyskursie publicznym w Niemczech na każdym kroku. Przede wszystkim dominuje dyskusję na temat: „Dlaczego zwykli ludzie dokonują masowych mordów?”35. Miarodajne autorytety twierdzą, że zanim narodowy socjalizm szeroko otworzył drogę dla zbrodni, istniała już „przestrzeń rasistowskich resentymentów, żądzy wykluczenia i zniszczenia, której swobodny rozwój był jednak ograniczony”. Narodowosocjalistyczna teoria o istnieniu nierównowartościowych ras ludzkich jedynie otworzyła drzwi dla biologicznie zdeterminowanej tendencji człowieka do dyskryminacji innych. Takie podejście poniekąd usiłuje sprowadzić zbrodnie nazistowskie do biologicznie uzasadnionej podstawowej potrzeby człowieka. Zbrodnie i okrucieństwa popełnione przez nazistowskich okupantów na Litwie, Ukrainie czy Białorusi na ludności cywilnej – wśród nich także ciężkie zbrodnie seksualne na kobietach – były zatem „nie tak bardzo dalekie” od tego, co ludzie „chętnie robiliby i w sytuacji mniejszej przewagi siły oraz władzy dysponowania seksem – i co rzeczywiście, na mniejszą skalę, robili”. W ten sposób wszystkie zbrodnie nazistowskie stają się wyrazem „potencjału potrzeb najzupełniej normalnych ludzi”, który mógł się „w nowych okolicznościach ujawnić na nowo”. Takich samych argumentów używa się jednak i wtedy, gdy idzie o akty przemocy zakrojone na mniejszą skalę niż zbrodnie i okropieństwa czasów narodowego socjalizmu. Szczególnie uwidoczniło się to w ostatnich latach w komentarzach, jakie można było usłyszeć i przeczytać na temat masakr w szkołach dokonywanych przez młodocianych sprawców albo na temat innych przykładów przemocy wśród młodocianych.

Eksperyment Milgrama: skutki błędnej interpretacji

Jako naukowy dowód na prawdziwość teorii, że w naturze człowieka leży czerpanie przyjemności z zadawania cierpienia innym, często przywołuje się w Niemczech eksperyment amerykańskiego psychologa Stanleya Milgrama36. Niestety, badanie to zwykle opisywane jest błędnie. „Eksperyment Milgrama – czytamy w standardowych dziełach socjologicznych – polegał przecież właśnie na tym, że nikogo nie wzywano, by w imię wyższych celów pozbawił życia inną osobę: badanych nakłaniano jedynie do wspinania się małymi krokami coraz wyżej i wyżej na otwartej skali antyludzkości. Największe wrażenie w eksperymencie robiło bodaj to, że sami jego uczestnicy byli najbardziej zaskoczeni łatwością, z jaką posuwali się coraz dalej i dalej”37. Tego rodzaju opisy brzmią doprawdy straszliwie, mają tylko jedną wadę: nie odpowiadają prawdzie. Wygląda na to, że od dziesiątków lat eksperymenty Milgrama przedstawia się kolejnym rocznikom studentów psychologii i socjologii nieprawidłowo i że nikt nigdy nie zadał sobie trudu, by dokładnie przeczytać ich opisy. W ten sposób już kilku generacjom niemieckich socjologów i psychologów wpojono głębokie, lecz absolutnie fałszywe przekonanie, jakoby Stanley Milgram wykazał, iż ludziom sprawia przyjemność dręczenie innych.

Na czym naprawdę polegały badania Milgrama?

Swoje eksperymenty Stanley Milgram przeprowadził z udziałem dorosłych ochotników – zwykłych ludzi z ulicy. Za drobnym wynagrodzeniem mieli oni wziąć udział w badaniu naukowym na poważanym Uniwersytecie Yale. Uczestnikom powiedziano, że mają jako „nauczyciele” sprawdzać, jak inne dorosłe osoby, uczestniczące w eksperymencie jako „uczniowie”, radzą sobie z testem zapamiętywania słów (chodziło o dokładne zapamiętanie i powtórzenie określonej listy wyrazów). „Uczniowie”, którzy mieli zaliczać test, siedzieli w innym pomieszczeniu – „nauczyciele” nie widzieli ich, ale mogli słyszeć. „Nauczycielom” polecono, by za każdym razem, gdy „uczeń” popełni błąd, jako karę stosowali wstrząs elektryczny – miał on być podawany na ramię „ucznia”. Poinstruowano także „nauczycieli”, że elektrowstrząsy – które będą aplikować za pomocą małej dźwigni – mają być coraz silniejsze wraz z każdą następną karą. Za każdym z „nauczycieli” stał ubrany w biały kitel eksperymentator uosabiający autorytet naukowy. Wraz z nasilaniem elektrowstrząsów „nauczyciele” słyszeli coraz głośniejsze okrzyki bólu karanych „uczniów”38. Gdy „nauczyciel” wzbraniał się przed podaniem silniejszego wstrząsu, eksperymentator ostro go upominał i nakłaniał do zastosowa „Proszę kontynuować, takie są wymagania eksperymentu!”.

W sytuacji presji wytworzonej przez eksperyment, 63 procent uczestników badania występujących w roli nauczycieli ustąpiło pod naciskiem autorytetu eksperymentatora i zastosowało, tak jak tego żądano, bolesne kary39. Jednakże wszystkie osoby badane miały silne opory przed aplikowaniem wstrząsów. Wiele z nich przeszło po eksperymencie załamanie nerwowe z objawami posttraumatycznych zaburzeń psychicznych40. Jednakże najistotniejszym wynikiem tego badania, niemal zawsze zatajanym przy jego omawianiu, jest fakt, że żaden z „nauczycieli” nie aplikował silniejszych wstrząsów, jeśli towarzyszyli mu dwaj, a nie jeden eksperymentator, przy czym jeden wzywał do zaostrzania kary, a drugi mówił: „Nie musi pan tego robić, jeśli pan nie chce!”. Tak więc eksperymenty Milgrama wcale nie potwierdzają, że człowiek ma naturalny instynkt agresji – przeciwnie, ukazują to, czego jednoznacznie dowodzą niezliczone najnowsze badania neurobiologiczne: przeciętny zdrowy psychicznie człowiek, jeśli nie znajduje się pod silną presją zewnętrzną i nie jest przez nikogo prowokowany, odczuwa niechęć do zadawania innym cierpienia. Podobnie jak z badaniami Milgrama, ma się rzecz z budzącymi wątpliwości eksperymentami Philipa Zimbarda41.

Popęd agresji umarł – lecz agresja żyje

Nawet jeśli brakuje dowodu na istnienie instynktu agresji, to zjawisko agresji pozostaje faktem.

W ostatnich czasach obserwujemy na świecie przeraźliwą eskalację agresji i przemocy. W malowniczych krainach Bałkanów, będących przez wiele lat celem podróży środkowoeuropejskich turystów, doszło w latach dziewięćdziesiątych do masowych bestialskich rzezi. W Bośni w czystkach etnicznych systematycznie wymordowano ponad 100 000 ludzi. W roku 1995 podczas masakry w Srebrenicy zamordowano 7000 muzułmanów. W Kosowie życie straciło 3000 Albańczyków. W afrykańskiej Rwandzie, która do roku 1962 była kolonią belgijską, w roku 1994 podczas wojny domowej między dwoma wrogimi plemionami (Hutu i Tutsi) planowo i okrutnie wyrżnięto ponad 800 000 cywilów (przeważnie Tutsi)42. Na całym świecie trwa obecnie około 30 wojen i około 100 innych konfliktów zbrojnych43, przy czym zwiększa się liczba wojen „nowego typu”, w których jako żołnierze walczą dzieci, a przemoc jest skierowana głównie i celowo przeciwko cywilom (w 80–90 procentach)44. Jednak wojny nie są jedyną formą przemocy, z jaką się stykamy. Od roku 2000 na skutek ataków terrorystycznych zginęło więcej niż 30 000 osób45. Do tego dochodzi agresja i przemoc w życiu codziennym – większość z 1,43 miliona osób, które rocznie giną na świecie śmiercią gwałtowną, to nie ofiary działań wojennych, lecz indywidualnie popełnionych bądź doznanych aktów przemocy46. Szczególną uwagę zwracają w ostatnich latach akty przemocy popełnione przez młodocianych, wśród nich około 100 przypadków morderczych ataków w szkołach47.

Nowe podejście do problemu agresji

Jaki sens wobec stałej obecności i rozprzestrzeniania się agresji na świecie mogą mieć rozważania nad tym, czy człowieka popycha do przemocy wrodzona przyjemność z zadawania gwałtu, przyrodzony „instynkt agresji”? Celem mojej książki jest uzmysłowienie, że sposób, w jaki podchodzimy do problemu ludzkiej agresji, ma dla naszego życia decydujące znaczenie, ponieważ w zależności od tego, jak rozumiemy zjawisko agresji, tak będziemy na nie reagować. Jeśli doszlibyśmy do wniosku, że ludziom właściwa jest naturalna potrzeba wyładowywania agresji, wówczas musielibyśmy uznać i zaakceptować ją jako niezbywalną stałą w naszym życiu. Wojny, przemoc, gwałt i zabijanie byłyby wtedy, aby wyrazić to na sposób Freuda, „zgodne z naturą”, „uzasadnione”, „nieuniknione”. A środki używane przeciwko agresji musiałyby się ograniczyć do represji (tłumienia) i prób kanalizowania (sublimacji; rozładowania agresji w akceptowalnych społecznie formach). W ten sposób powrócilibyśmy do „klasycznego” poglądu, który niemal przez dwa tysiące lat dominował nasze myślenie, a mianowicie, że człowiek jest istotą z gruntu „złą” czy też „grzeszną”48, moralność jest z zasady obca jego naturze i została mu niejako narzucona „z góry”. Jak na ironię, neodarwinizm, ciągle jeszcze panujący w pewnych obszarach biologii, pozostaje wierny temu manichejskiemu rozszczepieniu, definiując egoizm jako prymarną, zakotwiczoną już w genach, „naturalną” motywację człowieka. Dawniej z tego konceptu antropologicznego korzyść czerpały kościoły, dzisiaj natomiast są to zwolennicy rozpasanego turbokapitalizmu49.

Nowoczesna neurobiologia nie popiera koncepcji człowieka krwiożerczego z natury, powodowanego popędem agresji50. Jest również daleka od tego, by wynosić go na piedestał jako istotę „z gruntu dobrą”. Jednakże odkrycia na temat „natury ludzkiej”, dokonane przez nauki neurobiologiczne w ciągu ostatnich dwudziestu lat, można – a nie będzie to przesada – określić mianem rewolucji. W następnym, drugim rozdziale na początek wyjaśnimy, jak – w ujęciu neurobiologicznym – można zdefiniować to, co dawniej określano jako „popęd”.

Ostatnie badania dowodzą, że tym, co przede wszystkim motywuje człowieka, jest potrzeba akceptacji społecznej, dążenie do współpracy i pragnienie sprawiedliwości – okoliczność przez biologów o orientacji neodarwinistycznej określana ironicznie jako poważny „problem”51. Przedstawienie w rozdziale drugim głównych motywów działań człowieka będzie poprzedzało nakreślenie w rozdziale trzecim mechanizmu powstawania agresji – jak się bowiem okaże, układ agresji uruchamia się przede wszystkim wtedy, kiedy zagrożone są główne cele i motywacje ludzkiego działania – sprawiedliwość i zyskanie akceptacji społecznej. A ponieważ podstawowe motywy aktywności człowieka wyznaczają „granicę bólu”, której przekroczenie może pociągać za sobą przemoc, analiza mechanizmu agresji ma sens tylko wtedy, gdy zrozumiemy, co tak naprawdę stanowi napęd działania człowieka.

2. Główne motywacjeludzkiego działania

Do ostatecznej rozprawy z teorią o ludzkim „popędzie agresji” doszło dopiero przed kilkoma laty. Przekonujących argumentów dostarczyły badania neurobiologiczne i uzyskana dzięki nim wiedza na temat tego, co przez wiele dziesiątków lat określano mianem „instynktu” bądź „popędu”. Popędem nazwano występujące spontanicznie programy zachowań, co do których nie tylko przyjęto, że są zdeterminowane biologicznie (a nie nabyte w toku uczenia się społecznego), ale też że stanowią wyraz podstawowych potrzeb biologicznych. Ponieważ wszystkie organizmy żywe są układami uczącymi się, a ich aktywność biologiczna, poczynając od aktywności genów, a na połączeniach neuronalnych kończąc, dostosowuje się do warunków aktualnego środowiska, to gdy się nad tym głębiej zastanowić, wszelka aktywność organizmu jest zdeterminowana biologicznie52.

Wszystko, co przeżywamy albo robimy, zmienia nasz mózg. Mózg niejako przekształca to, co psychiczne, w biologiczne. Z drugiej strony zachowujemy się zgodnie z tym, czym jesteśmy biologicznie. Jednak nie chodzi tu o zniesienie granic między tym, co „wyuczone społecznie”, a tym, co „zdeterminowane biologicznie” – te granice są po prostu płynne53. Chociaż wszystko, co robimy, to, jak się zachowujemy, ma ostatecznie biologiczny odpowiednik w programach aktywności naszych genów i połączeniach neuronalnych w mózgu, to przecież nie każde zachowanie jest od razu „popędem”. Nie wszystko bowiem, co bierze się z naszej biologii, jest jednocześnie wyrazem spontanicznie występującej podstawowej potrzeby biologicznej.

Podstawowe potrzeby człowieka

Zanim poznano neurobiologiczne podstawy zachowania, badacze skłaniali się, co zrozumiałe, do uznawania za zdeterminowane biologicznie i popędowo takie formy zachowań, które można było zaobserwować szczególnie często. Jednakże częstość występowania nie jest w istocie wystarczającym kryterium, by uznać jakieś zachowanie za wyraz potrzeby podstawowej. Niejednokrotnie to, co z pozoru, przy pobieżnym spojrzeniu, wydaje się odpowiadać zachowaniu popędowemu, jest w rzeczywistości reakcją wypływającą z warunków kulturowych, ekonomicznych albo wprowadzonych (niekiedy w sposób ukryty) w ramach eksperymentu54. Ponieważ na Zachodzie w zasadzie wszyscy ludzie dążą do posiadania pieniędzy, można by wpaść na pomysł, że wynika to z naturalnego „instynktu zarobkowania”. Czy jednak w toku ewolucji mógł się wykształcić tego rodzaju biologiczny instynkt, skoro Homo sapiens przez więcej niż 90 procent czasu trwania swojej historii nie znał ani wymiany jako podstawy utrzymania, ani też pieniędzy i obrotu pieniężnego55? Już nawet przy założeniu, że istnieje biologiczny instynkt samozachowawczy, natrafimy na nieoczekiwane trudności. Żyjące społecznie ssaki, do których zalicza się także człowiek, zatracają ów „instynkt”, jeśli zostaną na dłuższy czas odizolowane i wbrew swojej woli zmuszone do życia samotnego: w warunkach izolacji nie tylko zanika potrzeba przyjmowania pokarmu (nawet gdy dostępna jest wystarczająca ilość pożywienia), ale drastycznie spadają także inne oznaki witalności (np. spontaniczna potrzeba ruchu). Osobniki należące do gatunków żyjących w społecznościach, jeśli zostaną na dłuższy czas odizolowane albo wykluczone z grupy, giną bez względu na rzekomy „instynkt samozachowawczy”56.

Być może to właśnie owo zwodnicze kryterium częstotliwości skłoniło Zygmunta Freuda pod koniec I wojny światowej do wniosku, że agresja jest biologicznie zdeterminowaną podstawową potrzebą człowieka. Rzeczywiście, większość ludności w Niemczech i Austrii entuzjastycznie żegnała młodych żołnierzy jadących na front. Serce się ściska, gdy dzisiaj oglądamy historyczne materiały filmowe ukazujące owe sceny. Jednak ten wojenny entuzjazm został wywołany przez propagandę, stanowił element strategii militarnej. Do celów propagandowych zaprzęgnięto wówczas także biologię – wielkie nazwiska, poważane autorytety naukowe z obu krajów niemieckojęzycznych odegrały w tej propagandzie niechlubną rolę: wojnę przedstawiano jako wydarzenie równie nieuniknione, co radosne, gdyż dające możliwość sprawdzenia się biologicznie najwartościowszym (przy czym zakładano własną przewagę biologiczną nad francuskimi sąsiadami oraz innymi przeciwnikami wojennymi)57. Poglądy Freuda na agresję, których kulminację stanowią przekonania wyrażone w przywołanej na poprzednich stronach korespondencji z Albertem Einsteinem, ujawniają osobliwą jednostronność: dlaczego Freud, skoro wysunął postulat „popędu agresji”, nie mówi o istnieniu także „popędu strachu”? Gdy rozpatrujemy zjawisko strachu, który u człowieka pojawia się co najmniej tak często jak agresja, rozpoznajemy intuicyjnie, że chodzi tu o program zachowania wprawdzie zakodowany biologicznie, jednak mający charakter reaktywny, gdyż uruchamia reakcje, które pozwalają radzić sobie w sytuacjach potencjalnie niebezpiecznych58. Biorąc to wszystko po uwagę, wydaje się tym bardziej zastanawiające, że zarówno Freud, jak i później Konrad Lorenz – w przeciwieństwie do Darwina – z miejsca uznali agresję za potrzebę popędową.

Odkrycie układu motywacji