Gracja Koziołek. Mam przechlapane - Justyna Drzewicka - ebook + audiobook + książka

Gracja Koziołek. Mam przechlapane ebook

Justyna Drzewicka

0,0
39,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Mam totalnie przechlapane. Muszę dramatycznie szybko znaleźć hobby. Na przyszły tydzień. To jakby na wczoraj! Jeśli nic nie wymyślę, wyjdę na okropną NUDZIARĘ. Tylko… no właśnie, na niczym nie gram, nie tańczę, nie majsterkuję, niczego nie zbieram (oprócz dziwacznych, nieprzydatnych ciekawostek, ale widział ktoś takie hobby?).

Już wiem! Spróbuję wspinaczki. Rośnie u nas dużo drzew, wdrapię się tu i tam. Co może się nie udać? Albo zacznę śpiewać. Nic łatwiejszego. Wystarczy otworzyć usta, wydawać dźwięki i, bach!... jesteś gwiazdą. Zupełnie jak taka jedna piosenkarka, która bywa u nas w Koziołkowie.

Jakby tego było mało, muszę zdobyć pieniądze na plac zabaw dla kóz, a mama ciągle ściga mnie o nowe zdjęcia, żeby pokazać wszystkim, jaką mamy piękną agroturystykę. Zamiast więc szukać hobby i ratować kozy, latam tylko z aparatem.

A tak w ogóle to nazywam się Gracja Koziołek, ale na szczęście wszyscy mówią na mnie Grejs.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 91

Data ważności licencji: 4/22/2031

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dotychczas nie pisałam pamiętnika, dlatego nie bardzo wiem, od czego zacząć. Pewnie najprościej będzie tak: mam dziesięć lat i problem rozmiarów kuli ziemskiej. Jeśli nie uporam się z nim w ciągu tygodnia, wyjdę na największą sierotę w klasie. Ale po kolei…

Wtorek

DZIEŃ ZERO,czyli jak dowiedziałam się, że czegoś w życiu nie złapałam, a nieszczęścia chodzą parami, więc człowiek czasami ma przechlapane.

Dziś na lekcji pani Abramiec, nasza wychowawczyni, zapytała, kto już złapał bakcyla. Większość z nas nie miała najmniejszego pojęcia, o co jej chodzi, tylko Biance wydawało się, że wie.

– Bakcyl to bakteria! Grozi nam zabójcza epidemia! – narobiła rabanu.

Bianka to najładniejsza dziewczyna w szkole. Wygląda jak modelka. Ma burzę złotych włosów, idealne zęby, nawet w zwykłych okularach jest jej do twarzy. I chociaż mogłaby zostać Miss Świata, woli być królową nerdów. Zna mnóstwo trudnych słów, czyta poważne książki, a w zeszłym roku wygrała międzyszkolny konkurs matematyczny. Nauczyciele uważają, że czeka ją wielka kariera naukowa. Bianka po prostu jest najmądrzejsza z nas. Skoro więc uznała, że trzeba się bać bakcyla, reszta towarzystwa też spanikowała.

Panią Abramiec tak to rozśmieszyło, że aż się zakrztusiła. Kiedy już odzyskała oddech, wyjaśniła, że bakcyl to także pasja, czyli hobby.

– Gdy mówimy, że ktoś złapał bakcyla, oznacza to, że ma swoje ulubione zajęcie, a nie że dopadły go zarazki – powiedziała.

U mnie z hobby kiepsko. Nie gram, nie tańczę, nie majsterkuję, niczego nie zbieram. No może oprócz dziwacznych, nieprzydatnych ciekawostek, które wchodzą do mojej głowy bez zaproszenia. Wystarczy, że raz coś przeczytam, i zapamiętuję to na zawsze.

***

Ciekawostka:

Największa szkoła na świecie znajduje się w Indiach. Uczy się tam ponad 47 000 uczniów i pracuje prawie 4 000 nauczycieli. To niemal tyle osób, ile mieszka w Piekarach Śląskich.

Jak oni w tej szkole rozwiązują problem tłoku w łazienkach? W naszej podczas przerwy obiadowej kolejka do toalety jest tak długa, że można zasnąć, obudzić się i nadal tkwić w tym samym miejscu, a przecież jest nas garstka.

***

Nie wiedzieć czemu, takich ciekawostek mam w głowie setki. Za to bakcyla ani jednego! Jeśli okaże się, że trzeba będzie się do tego przyznać, najem się wstydu. Od tego już lepsza byłaby epidemia, którą nastraszyła nas Bianka.

– Warto mieć pasję – oznajmiła tymczasem pani Abramiec i zapisała na tablicy, że hobby:

1. Zmniejsza stres.

Super, stanę się kłębkiem nerwów.

2. Pozwala zdobywać nowe umiejętności i wiedzę.

No tak. Niczego się nie nauczę ani nie dowiem.

3. Poprawia pamięć i koncentrację.

Masz ci los! Będę godną spadko­bierczynią mojej prababci, która uważa, że nazywam się Balbina – jak suczka, którą dostała na urodziny w 1935 roku.

4. Pomaga znaleźć przyjaciół, którzy interesują się tym samym co ty.

O nie! Czeka mnie samotność.

5. Sprawia, że stajesz się bardziej interesującą osobą.

I jeszcze to. Będę NUDZIARĄ!

Liczyłam, że pani Abramiec na tym skończy, ale ona dopiero się rozkręcała. Usłyszeliśmy opowieść o dzieciach, które znalazły pasję, jeszcze zanim wypadły im zęby mleczne.

– Taki Mozart na przykład – zaczęła wyliczankę nasza wychowawczyni – skomponował swój pierwszy utwór jako pięciolatek, a potem został jednym z najwybitniejszych twórców muzyki w historii.

Ja w tym wieku nauczyłam się, że nie warto wkładać do nosa zielonego groszku, bo trzeba go potem wyciągać na szpitalnym oddziale ratunkowym.

– Albo Pablo Picasso – kontynuowała pani Abramiec. – Ten, mając dziewięć lat, namalował pierwszy genialny obraz, a dzisiaj każde z jego dzieł warte jest dziesiątki milionów.

Na moich rysunkach ludzie, zwierzęta, nawet drzewa, wyglądają jednakowo – jak ziemniaki.

Potem przyszła kolej na Toby’ego Rosenberga, który w wieku czterech lat po lekturze książki o piramidach opracował słownik hieroglifów. Ja mam problem ze znalezieniem Egiptu na mapie.

Nauczycielka opowiadała nam o takich przypadkach przez pół godziny. Im dłużej słuchałam, tym bardziej byłam pewna, że nic dobrego z tego nie wyniknie. I nie myliłam się. Mieliśmy napisać wypracowanie o własnym hobby! Na przyszły wtorek.

– Śmiało! Pochwalcie się swoimi bakcylami. Poświęcimy całą lekcję na głośne odczytanie prac – obiecała pani Abramiec. – To będzie wspaniałe doświadczenie: dowiedzieć się, czym się pasjonujecie.

Rozejrzałam się. Cała klasa wydawała się niezwykle zadowolona, jakby wypracowanie o hobby było bułką z masłem. Czyżby już wszyscy poza mną złapali bakcyle? Niektórzy na pewno. Marta uwielbia się malować, wie wszystko o tuszach do rzęs i pudrach. Może chce zostać najmłodszą w Polsce influencerką? Piotrek marzy o karierze youtubera, choć na razie nagrał tylko głupi film o bekaniu w takt szkolnego hymnu. Bianka rozwiązuje sudoku – takie matematyczne łamigłówki – na czas. Bierze nawet udział w zawodach. Naklejkowa Anulka już zaczęła coś skrobać w zeszycie, pewnie o pasjonujących etykietach z owoców. Zbiera je, odkąd pamiętam. Z kolei Marcel – mój przyjaciel – tańczy. I to nie jakieś podrygi. On trenuje balet! Jeszcze kilka miesięcy temu niektórzy nabijali się z niego, że ubrany w dziwny strój ćwiczy „babskie wygibasy”, ale Marcel w ogóle się tym nie przejmował. Robił swoje, bo po prostu kocha balet!

– Grejs, moje życie to nie czyjś pilot do telewizora. Wybieram własny program – powtarza.

Super tekst, co nie? W zeszłym roku Marcel przeczytał to na opakowaniu wegańskich kabanosów i od tamtej pory uważa za swoje życiowe motto. Nie lubi, gdy ktoś wtrąca się w jego sprawy, i sam nie wściubia nosa w cudze.

Między innymi dlatego tak bardzo go lubię: Marcel nigdy nie podcina mi skrzydeł, pozwala mi być sobą i zawsze mogę na niego liczyć.

***

Do domu wracałam w grobowym nastroju. Za tydzień wszyscy (poza Marcelem) będą mnie wytykali palcami.

Kiedy się nad tym zastanawiałam, doszłam do wniosku, że w mojej rodzinie każdy znalazł swoją pasję. Tata uwielbia greckie mity, czyli zmyślone przed wiekami historie o przygodach starożytnych bogów i herosów. Zna ich co najmniej milion, a i tak wciąż czyta książki na ten temat. Mama godzinami jeździ na quadzie, co uważa za najwspanialszą rozrywkę. Babcię ekscytuje prowadzenie bloga o życiu nowoczesnej seniorki, czyli swoim. Wiecie, co mam na myśli – w wieku siedemdziesięciu lat rozpoczęła nowe studia, zapisała się na kurs szermierki, bierze udział w zawodach kręglarskich, założyła kółko teatralne i co tydzień spotyka się z przyjaciółkami na zajęciach komputerowych, żeby poznawać tajniki mediów społecznościowych. A dziadek? Też stara się zajmować czymś, co wcześniej go ominęło. Ostatnio wsiąkł po uszy w szkolenie psa. Na razie obaj przytyli po dwa kilogramy, bo za każde udane ćwiczenie dziadek po równo nagradza smaczkami Jogiego i siebie.

Tylko ja nie mam niczego…

Wtedy coś zrozumiałam. To wina moich rodziców! Za dużo ode mnie wymagają. Jestem objuczona obowiązkami jak wielbłąd. Muszę:

1. Chodzić do szkoły.

2. Odrabiać lekcje.

3. Dbać o ruch, zamiast „przesiadywać na kanapie z nosem w telefonie”.

4. Sprzątać w swoim pokoju.

5. Wynosić śmieci.

6. Nakrywać do stołu przed kolacją.

7. Wkładać brudne ubrania do kosza na pranie, zamiast rzucać je na podłogę.

8. Myć zęby dwa razy dziennie po dwie minuty.

I najważniejsze oraz najbardziej pracochłonne:

9. Robić zdjęcia kozom.

Dokładnie tak, KOZOM. Codziennie słyszę to samo:

– Grejs, pora cyknąć kilka fotek. Wybierz, którą kózkę chcesz dziś sfotografować.

No tak, teraz widzę, że przez tego nieszczęsnego bakcyla zapomniałam się przedstawić i wyjaśnić, skąd w moim życiu kozy. Zacznę więc jeszcze raz.

KIM JESTEM?

Nazywam się Gracja Koziołek. GRACJA. Serio. Tata dał mi imię po rzymskiej bogini wdzięku i uroku, bo – co już wiecie – ma hopla na punkcie mitologii. Tymczasem ja jestem niska i lekko okrągła. Nie cierpię nosić sukienek, za to kocham glany i spodnie bojówki. To, moim zdaniem, odpowiedni styl dla twardzielki, a kimś takim chcę być. A poruszać się z gracją nie umiem. Pędzę przed siebie niczym mały czołg, zamiast przechadzać się krokiem modelki. Z tym imieniem tata trafił więc jak kulą w płot, bo wdzięk i urok to nie moje klimaty. Na szczęście wszyscy mówią na mnie Grejs. Kozacko, co nie?

Moja rodzina mieszka w dużym gospodarstwie położonym u podnóża średniowiecznego zamku nad jeziorem. Na bramie naszej posiadłości wisi szyld:

Skąd taka nazwa? Bo mamy kozy! My, rodzina KOZIOŁKÓW. Z takim nazwiskiem głupio przecież byłoby hodować króliki. Albo gęsi.

– Koziołki zajmują się kozami w Koziołkowie – chichocze nieraz tata. – Przypadek? Nie sądzę.

Coś w tym jest. Wszyscy uważamy, że rogate wyjątkowo dobrze pasują do naszej rodziny.

Ale w nazwie mamy też agroturystykę i w tym nie ma już żadnej tajemnicy. Oprócz tego, że hodujemy kózki, a ich mleko przerabiamy na ekologiczny ser, przyjmujemy urlopowiczów pragnących odpocząć wśród zwierząt.

Nasze gospodarstwo chce iść z duchem czasu, dlatego ma stronę internetową oraz profile na Facebooku i Instagramie. Ponieważ tata nie znosi mediów społecznościowych i w ogóle nie chce się do nich zbliżać, obsługujemy je we dwie: mama i ja. Mama pisze posty i montuje rolki, ja jestem odpowiedzialna za dostarczanie zdjęć. Wcale się do tego nie palę. Po prostu pewnego dnia mama stwierdziła, że ma tyle roboty przy serach i turystach, że na zabawę w fotografkę się nie pisze. Wygłosiła mi przemówienie o potrzebie rodzinnej solidarności i zanim zdążyłam zaprotestować, stałam przed stodołą, w jednej ręce trzymając ogromny aparat cyfrowy, a w drugiej podręcznik Fotografia dla matołków.

Tak to się zaczęło. Od roku codziennie ganiam za kozami w poszukiwaniu idealnego ujęcia. Nic dziwnego, że nie mam żadnego bakcyla. Ale to musi się zmienić! Obowiązki obowiązkami, na hobby czas też musi się znaleźć. Za nic w świecie nie zostanę nudziarą. Odkryję swoją pasję!

Dalsza część w wersji pełnej

Redaktorka inicjująca, czyli kto wpadł na pomysł wydania tej książki

Dorota Trzcinka

Redaktorka prowadząca, czyli kto opiekował się projektem

Karina Krysiak

Ilustrator, czyli kto stworzył rysunki i zaprojektował okładkę

Bartek Brosz

Redaktorka, czyli kto sprawił, by książkę dobrze się czytało

Aleksandra Kleczka

Koordynatorka, która pilnowała, żeby wszystko było na czas

Sabina Wojtasiak

Adiustatorka, która czuwała nad poprawnością językową

Aurelia Hołubowska

Korektorki, które poprawiły błędy w książce

Karolina Wąsowska, Maria Kiczka-Nowaczyk

Opieka produkcyjna, czyli książkę do wydania przygotował

Dawid Kwoka

Promotorki, które zadbały, aby wszyscy dowiedzieli się o książce

Monika Frankiewicz, Joanna Niemczycka

Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026

Copyright © by Justyna Drzewicka

Copyright © for the illustrations by Bartek Brosz

Książkę wydało dla ciebie Wydawnictwo Znak Emotikon, imprint Grupy Wydawniczej Znak

ISBN 978-83-8427-435-4

Przeczytaj, co o książce sądzą inni czytelnicy, i oceń ją na lubimyczytać.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.plWięcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.plSpołeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, email: [email protected]

Wydanie I, Kraków 2026

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotował Jan Żaborowski

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Spis treści

Wtorek

Karta redakcyjna

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Spis treści

Meritum publikacji

Strona redakcyjna