Gosia i Janek. Ukryty skarb - Małgorzata Rogala - ebook + audiobook + książka

Gosia i Janek. Ukryty skarb ebook i audiobook

Małgorzata Rogala

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Bliźnięta, Gosia i Janek, wyjeżdżają z mamą, tatą oraz psem Kapslem nad morze. Zamierzają budować zamki z piasku, skakać przez fale i szukać bursztynów. Tymczasem pogoda krzyżuje ich plany. Na niebie pełno chmur, wieje zimny wiatr, o pójściu na plażę nie ma mowy. Na szczęście w tym samym ośrodku wczasowym są rówieśnicy, z którymi Gosia i Janek mogą miło spędzać czas

Wkrótce bliźnięta poznają legendę związaną ze starym zamkiem i się dowiadują, że w jego ruinach jest ukryte coś cennego. Dzieciaki postanawiają to odnaleźć.

Szybko się orientują, że są inne osoby, które też pragną zdobyć skarb. Kiedy ginie tajemnicza mapa, na której zaznaczono miejsce jego ukrycia, Gosia i Janek już nie mają wątpliwości, że dzieje się coś dziwnego i ważnego.

Bliźnięta oraz ich nowi przyjaciele zrobią wszystko, co w ich mocy, żeby rozwikłać zagadkę i uratować skarb przed kradzieżą.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 89

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 2 godz. 36 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Anna Apostolakis

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dla mojego wnuka Jasia.

ROZDZIAŁ PIERWSZY w którym Gosia i Janek wyjeżdżają nad morze, snują rozważania na temat pobytu w Brzózkowicach i poznają nowych przyjaciół

W nocy przed wyjazdem nad morze Gosia i Janek nie spali zbyt dobrze. Niecierpliwie czekając na poranek, ciągle się budzili i spoglądali na zegar, by sprawdzić, czy już pora wstawać. Dlatego gdy wreszcie zadzwonił budzik, nie narzekali na wczesną porę, tylko zerwali się z łóżek.

Ach, jak oni czekali na ten moment!

Podekscytowani, na wyścigi pobiegli do łazienki, następnie włożyli szorty i koszulki z krótkimi rękawami, a na nogi trampki.

– Idziemy z Kapslem na spacer – oznajmili rodzicom. – A potem możemy jechać.

– Nie tak szybko, moi drodzy – powiedziała z uśmiechem mama. Miała na imię Agata i była policjantką. Popatrzyła na dzieci niebieskimi oczami, odgarnęła z policzków jasne włosy i dodała: – Najpierw śniadanie.

– A nie możemy wziąć kanapek na drogę? – Gosia zdjęła z wieszaka smycz. – Prosiiimyyy!

– Oczywiście, że zabierzemy, ale posiłek rano trzeba zjeść. Podróż potrwa kilka godzin, będziemy robić postoje…

– Na szczęście jest piękna pogoda – wtrącił tata. Miał na imię Sławek i również był policjantem. – Skoro chcecie wyjechać jak najprędzej, biegnijcie teraz z Kapslem. Ja w tym czasie zniosę torby z naszymi rzeczami.

Kiedy bliźnięta wróciły ze spaceru z psem, bagaże już były w aucie, a mama smażyła omlety na dwóch patelniach. Gosia i Janek wciągnęli do płuc powietrze nasycone smakowitym aromatem i spojrzeli na siebie.

– Kto pierwszy usiądzie, ten wybiera miejsce w samochodzie. – Chłopiec rzucił wyzwanie i pobiegł do kuchni.

– Ręce! – Mama zatrzymała go w progu. – Najpierw umyjcie ręce.

Dzieciaki, robiąc do siebie miny i ciężko wzdychając, poszły do łazienki. Następnie każde błyskawicznie zjadło puszysty placek posmarowany konfiturą malinową i kilkanaście minut później chwyciło swój plecak.

– Myślałem, że nigdy nie wyjedziemy – rzekł Janek do siostry, gdy wszyscy siedzieli w aucie.

– Ja też już nie mogłam się doczekać – przyznała Gosia, spoglądając przez okno.

– Gotowi? – Tata odwrócił się do syna i córki. – Zapnijcie pasy i ruszamy w drogę. Ahoj, przygodo!

Kiedy uruchomił silnik, mama zaproponowała:

– Może posłuchamy muzyki? – Włączyła radio i wnętrze pojazdu wypełniły rytmiczne dźwięki.

Na początku podróży uśmiechnięte bliźnięta naradzały się, co będą robić nad morzem. Zamierzały budować zamki z piasku, skakać przez fale, grać w piłkę i biegać z Kapslem po plaży. Liczyły też na to, że namówią rodziców na kupno pizzy i lodów albo gofrów. Snuły plany do czasu, aż jednostajne kołysanie jadącego samochodu sprawiło, że poczuły senność. Najpierw Gosi, a później Jankowi opadły powieki. Obudzili się dopiero na postoju i spostrzegli, że zmieniła się pogoda. Po słońcu, które świeciło na niebie, gdy wyjeżdżali z Warszawy, nie zostało śladu. Zerwał się wiatr, który pędził po niebie chmury, spadła temperatura powietrza. Po krótkim spacerze z psem oraz zjedzeniu kanapek z serem i pomidorem rodzina ruszyła w dalszą podróż. Gosia i Janek przez godzinę czytali książkę, następnie znów zapadli w sen. Ocknęli się na dźwięk głosu mamy, która powiedziała:

– Hej, moi kochani! Dojeżdżamy na miejsce. Już jesteśmy w Brzózkowicach. Niestety, pogoda coraz gorsza.

Wkrótce oczom Gosi i Janka ukazał się po prawej stronie wjazd do miasteczka. Jednak tata skręcił w lewo, gdzie biegła wąska droga przez las. Sześć kilometrów dalej, na cyplu, mieścił się ośrodek wczasowy Jantar. W jego skład wchodziły: pole namiotowe, pawilony z pokojami, budynek z kawiarnią i świetlicą oraz teren z pięcioma drewnianymi domkami. To właśnie tutaj tata zatrzymał samochód.

– A więc jesteśmy. – Wyłączył silnik i otworzył drzwi.

– Hura! – zawołały dzieci jednocześnie.

– Który jest nasz? – spytał Janek, patrząc na drewniane chatki.

– Numer jeden. Z lewej strony przy siatce.

Dzieci zerknęły w tamtym kierunku, a później ich uwagę przyciągnęły dwa psy na trawiastym placu. Biała puchata suczka i pies z kędzierzawą sierścią zgodnie biegały za patykiem i piłką. Kapsel, wyskoczywszy z auta, nie tracił czasu. Od razu potruchtał do czworonogów, żeby się z nimi zapoznać, po czym przyłączył się do zabawy. Bliźnięta przez minutę obserwowały z uśmiechem gonitwę zwierząt, następnie wzięły swoje plecaki.

Domek miał niewielką werandę, na którą wchodziło się po trzech stopniach, duży pokój połączony z aneksem kuchennym, i łazienkę. Na górze, pod skośnym dachem, mieściły się dwie dwuosobowe sypialnie. Gosia i Janek, pomagając mamie i tacie w noszeniu bagaży, zauważyli z radością, że do sąsiednich kwater również przyjechały dzieci.

Wkrótce się okazało, że w domku numer dwa mieszka Helenka, jej trzyletni brat Antoś oraz biała suczka Beza, w trójce Emilka, a w czwórce Tymon i jego kudłaty pies Misiek.

– A w piątce? – spytała Gosia, gdy gromadka rówieśników zasiadła na drewnianych ławach wokół paleniska.

– Tam mieszkają starsi ludzie, pani i pan – poinformowała szeptem Hela, odgarniając proste, sięgające podbródka włosy. – Musicie spytać, czy Kapsel może biegać po terenie. My już pytaliśmy i oni się zgodzili.

– Okej. – Gosia i Janek zbliżyli się do domku numer pięć. – Dzień dobry – zawołali w stronę uchylonych drzwi.

Po chwili na werandę wyszła pani o bardzo jasnych włosach.

– Dzień dobry – odpowiedziała.

– Właśnie przyjechaliśmy tu z rodzicami. Chcielibyśmy spytać, czy nasz pies może tutaj bawić się z pozostałymi – rzekł Janek i zapewnił: – Jest bardzo miły i łagodny. Nie będzie przeszkadzać.

– Oczywiście, niech biega do woli. – Pani się uśmiechnęła i dodała: – Jednak miło, że spytaliście. – Spojrzała na męża, który do niej dołączył. – Bardzo lubimy zwierzęta, prawda, Rysiu?

– Tak. Dawno temu mieliśmy w domu psy i koty. – Na wspomnienie pupili oczy pana zwilgotniały.

– My również mamy kota Borysa, ale on nie lubi podróżować. Kiedy wyjeżdżamy, opiekuje się nim ciocia Kinga.

– Nasze też nie znosiły zmieniać miejsca. – Pan westchnął. – Jak macie na imię?

– Gosia i Janek – rzekła dziewczynka. – Jesteśmy bliźniętami i chodzimy do szkoły podstawowej.

– Wspaniale. Ja mam na imię Ryszard, a moja żona Zuzanna. Jesteśmy na emeryturze. Mam nadzieję, że miło spędzicie tutaj czas, mimo że na razie nic nie zapowiada poprawy pogody. – Mężczyzna spojrzał w niebo i pokręcił głową.

– Dziękujemy – odparł Janek.

On i siostra wrócili do pozostałych dzieci, by wraz z nimi zwiedzić cały ośrodek. Jednak nie zdążyli wyjść nawet za bramę, ponieważ zawołali ich rodzice. Była pora obiadu, więc mama i tata chcieli jechać do miasteczka, żeby coś zjeść.

Dopiero po powrocie bliźnięta wreszcie zobaczyły morze. Było późne popołudnie, ale przez obecność ciemnych chmur miało się wrażenie, że nadchodzi wieczór. W miarę jak Gosia i Janek zbliżali się do schodów prowadzących na plażę, do ich uszu docierał coraz głośniejszy szum. Gdy stanęli na pierwszym stopniu, wstrzymali na chwilę oddech. Widok morskiej toni i szalejących fal budził niepokój i szacunek wobec potęgi natury. W pobliżu na maszcie łopotała czerwona flaga, sygnalizując zakaz wchodzenia do wody.

– Możemy zejść na piasek?

– Tak, jasne. – Tata ruszył pierwszy. – Tylko zapnijcie kurtki. Niżej będzie jeszcze zimniej.

Rzeczywiście na dole tak wiało, że Gosia i Janek, wzorem rodziców, naciągnęli kaptury na głowę.

– A co będzie, jeśli pogoda się nie poprawi? – spytała dziewczynka, czując smutek. Przecież ona i brat mieli tyle planów związanych z pobytem nad morzem!

– Wierzę, że jutro spotka nas miła niespodzianka i rano zaświeci słońce –pocieszyła dzieci mama. – Teraz jednak wiatr nie pozwala nawet na spacer. Wracajmy. Dziś musicie wymyślić sobie inną rozrywkę.

– Tak zrobimy – odparł Janek i gdy stanęli przed domkiem, zaproponował Gosi: – Co ty na to, żeby iść do świetlicy przy pawilonach?

– Super pomysł – podchwyciła siostra i zerknęła na rodziców. – Możemy?

– Oczywiście.

– W takim razie spytajmy Heli, Tymona i Emilki, czy pójdą z nami.

Pozostałe dzieci nie tylko mogły, ale i bardzo chciały spędzić czas z rówieśnikami. Przez kilka godzin razem grali w ping-ponga, bilard i piłkarzyki, śmiejąc się, żartując i opowiadając sobie zabawne historie. A kiedy wieczorem wracali do siebie, mieli wrażenie, że znają się już długie lata.

– Było ekstra – stwierdził Janek, gdy rodzice zdecydowali, że już pora kłaść się do łóżek.

– Fajowo – przyznała Gosia. – Jutro po południu też tam pójdziemy.

– A po śniadaniu na plażę. – Brat ziewnął. – Dobranoc.

– Dobranoc. – Dziewczynka przekręciła się na bok. – Śpijmy już, żeby szybko nadszedł nowy dzień.

Redakcja

Agnieszka Czapczyk

 

Korekta

Bożena Sigismund, Janusz Sigismund

 

Projekt graficzny okładki

Łukasz Silski

 

Skład i łamanie wersji do druku

Agnieszka Kielak

 

Ilustracje

Łukasz Silski

 

© Copyright by Skarpa Warszawska, Warszawa 2026

© Copyright by Małgorzata Rogala, Warszawa 2026

 

Wydanie pierwsze

ISBN: 9788384303412

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

 

 

WYDAWCA

Agencja Wydawniczo-Reklamowa

Skarpa Warszawska Sp. z o.o.

ul. K.K. Baczyńskiego 1 lok. 2

00-036 Warszawa

tel. 22 416 15 81

[email protected]

www.skarpawarszawska.pl

@skarpawarszawska

 

Przygotowanie wersji elektronicznej

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

ROZDZIAŁ PIERWSZY w którym Gosia i Janek wyjeżdżają nad morze, snują rozważania na temat pobytu w Brzózkowicach i poznają nowych przyjaciół

Strona redakcyjna

Punkty orientacyjne

Spis treści

Dedykacja