Krzyk za oknem - Małgorzata Rogala - ebook + audiobook + książka
BESTSELLER

Krzyk za oknem ebook i audiobook

Małgorzata Rogala

4,5

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

22 osoby interesują się tą książką

Opis

W piątkowy wieczór nastoletnia Ela wybiera się na imprezę organizowaną przez koleżankę. Ma u niej spędzić noc, ale zmienia zdanie i postanawia wrócić do siebie. Maks proponuje dziewczynie, że podwiezie ją samochodem. Jednak Ela nie dociera do domu, a jej rodzice wkrótce dostają wiadomość o tragedii, która się wydarzyła. Śledztwo prowadzą Pawelec i Szuba. Kiedy przesłuchują świadków, okazuje się, że wielu mieszkańców słyszało krzyki, ale nikt nie zareagował… Co wydarzyło się feralnej nocy? Kto stoi za zbrodnią? Małgorzata Rogala ponownie zabiera nas do środowiska nastolatków oraz ich zawiłych relacji z rówieśnikami, nauczycielami i rodziną.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 291

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 4 min

Lektor: Laura Breszka
Oceny
4,5 (947 ocen)
590
236
97
18
6
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Brovarno

Z braku laku…

pomysł fabuły choć pospolity, ma potencjał wyeksponowania ciemnej strony socjal mediów. niemniej cześc książki dotyczącej śledztwa to amatorka - przesłuchania trwające 5 minut, żadnych niuansów warsztatu policji, taka opera mydlana. poza tym dialogi bohaterów brzmią sztucznie, ludzie nie rozmawiają ze sobą językiem literackim, lecz najczęsciej potocznym...suma to: czytadło, nic więcej
50
elakoza

Nie oderwiesz się od lektury

Lubię czytać książki Rogali. Ta mnie nie rozczarowała.
40
Magdakurguz

Całkiem niezła

historia fajna lecz te długie nic nie znaczące opisy strasznie przeszkadzają
30
ewkaj

Nie oderwiesz się od lektury

Dobry kryminał,świetnie napisany ze znajomością środowiska nastolatek-- czyta się jednym tchem.Gorąco polecam!
20
karkry

Nie oderwiesz się od lektury

jak zawsze dobra lektura. polecam
20

Popularność




Re­dak­cjaMo­nika Or­łow­ska
Ko­rektaBo­żena Si­gi­smund
Pro­jekt gra­ficzny okładki, skład i ła­ma­nieAgnieszka Kie­lak
Zdję­cie wy­ko­rzy­stane na okładce© Tim­mary/Ado­be­Stock, El­nur/Ado­be­Stock
© Co­py­ri­ght by Skarpa War­szaw­ska, War­szawa 2023 © Co­py­ri­ght by Mał­go­rzata Ro­gala, War­szawa 2023
Ze­zwa­lamy na udo­stęp­nia­nie okładki książki w in­ter­ne­cie
Wy­da­nie pierw­sze
ISBN 978-83-83290-31-7
Wy­dawca Agen­cja Wy­daw­ni­czo-Re­kla­mowa Skarpa War­szaw­ska Sp. z o.o. ul. Bo­row­skiego 2 lok. 24 03-475 War­szawa tel. 22 416 15 81re­dak­cja@skar­pa­war­szaw­ska.plwww.skar­pa­war­szaw­ska.pl
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.
.

Ewen­tu­alne po­do­bień­stwo do ist­nie­ją­cych osób, nazw lub rze­czy­wi­stych zda­rzeń jest dzie­łem przy­padku.

PIĄ­TEK

ROZ­DZIAŁ 1

Maj 2018

Kiedy We­ro­nika pod­nio­sła cięż­kie od snu po­wieki, do alarmu bra­ko­wało dzie­się­ciu mi­nut. Zza drzwi sy­pialni do­bie­gały krzą­ta­nina i szmer włą­czo­nego ra­dia, znak, że Szy­mon jest już na no­gach. No­wacka, pod­ło­żyw­szy ra­miona pod głowę, wspo­mniała dzień, gdy Pa­we­lec za­pro­po­no­wał jej, by ra­zem za­miesz­kali. Kilka go­dzin wcze­śniej We­ro­nika tra­fiła do szpi­tala po tym, jak bie­gnąc na ra­tu­nek zna­jo­mej na­sto­latce, upa­dła i ude­rzyła głową o be­to­nowy kosz. Za­wia­do­miony o zaj­ściu męż­czy­zna po­je­chał do kli­niki i kiedy upew­nił się, że z Niką wszystko w po­rządku, wy­ar­ty­ku­ło­wał swoje py­ta­nie. Naj­wy­raź­niej czy­tał w jej my­ślach, po­nie­waż i ona od pew­nego czasu roz­wa­żała zro­bie­nie ko­lej­nego kroku w ich związku. Ko­chała Szy­mona, było jej z nim do­brze, czuła się przy nim bez­piecz­nie i wie­działa, że może na niego li­czyć. Do tam­tego mo­mentu po­miesz­ki­wali na­wza­jem u sie­bie, a chęć za­ko­twi­cze­nia ra­zem pod jed­nym da­chem wal­czyła w nich o lep­sze z po­trzebą po­sia­da­nia na wy­łącz­ność swo­jej prze­strzeni. Po wy­padku We­ro­niki Pa­we­lec prze­niósł rze­czy do miesz­ka­nia part­nerki, zaś do­tych­czas zaj­mo­waną ka­wa­lerkę udo­stęp­nił córce. Zo­sia, chcąc się usa­mo­dziel­nić, po­sta­no­wiła wy­pro­wa­dzić się od matki i za­cząć żyć na wła­sny ra­chu­nek. Po zna­le­zie­niu pracy, któ­rej wy­ko­ny­wa­nie mo­gła łą­czyć ze stu­diami, szu­kała po­koju do wy­na­ję­cia. De­cy­zja ojca i jego part­nerki była dla dziew­czyny ni­czym bi­bi­lijna manna z nieba.

Roz­my­śla­nie o nie­daw­nej prze­szło­ści prze­rwał dźwięk bu­dzika. No­wacka do­tknęła przy­ci­sku, wstała, pod­nio­sła ro­lety. Po­kój za­lało ma­jowe słońce, zwia­stu­jąc piękny dzień. We­ro­nika otwo­rzyła drzwi sy­pialni i czu­jąc aro­mat świeżo pa­rzo­nej kawy, po­sta­no­wiła w dro­dze do ła­zienki zaj­rzeć do kuchni. Szy­mon, ogo­lony i ubrany, ze ścierką za­tkniętą za pa­sek, sma­żył na­le­śniki.

– Cześć. – Nika wspięła się na palce i po­ca­ło­wała go w po­li­czek. On mu­snął war­gami jej skroń, na­stęp­nie pod­rzu­cił cienki pla­cek, który ob­ró­cił się w po­wie­trzu i opadł z po­wro­tem na pa­tel­nię. – Nie mam po­ję­cia, jak to ro­bisz. – No­wacka się za­śmiała, krę­cąc głową. – Mnie na pewno wy­lą­do­wałby na pod­ło­dze. – Ob­jęła męż­czy­znę w pa­sie.

– Za ile mi­nut bę­dziesz go­towa? – spy­tał.

– Pięt­na­ście?

– Okej. Aku­rat skoń­czę.

Kwa­drans póź­niej usie­dli do śnia­da­nia. Szy­mon po­sta­wił na stole ta­lerz ze sto­sem na­le­śni­ków, po­jem­nik ze śmie­taną i drugi z kon­fi­turą. We­ro­nika na­peł­niła kubki kawą. Je­dli z ape­ty­tem, roz­ma­wia­jąc o bła­host­kach, słu­cha­jąc ra­dio­wych wia­do­mo­ści, a póź­niej au­dy­cji po­świę­co­nej twór­czo­ści Anny Jan­tar, prze­pla­ta­nej pio­sen­kami z jej re­per­tu­aru.

– Dziś pią­tek – uświa­do­miła so­bie We­ro­nika, koń­cząc po­si­łek. – Kiedy po­my­ślę, że jesz­cze tylko sześć ty­go­dni do za­koń­cze­nia roku szkol­nego, ogar­nia mnie eu­fo­ria.

– A jed­nak zgo­dzi­łaś się zo­stać na ko­lejny rok – przy­po­mniał Pa­we­lec.

– Mó­wi­łam ci dla­czego. Ule­głam proś­bie pani Sło­wik. Prze­cież wiesz, że ona ma na­uczy­ciel­stwo w ge­nach i było jej szkoda od­da­wać dzie­ciaki po siód­mej kla­sie. Chce do­pro­wa­dzić to­wa­rzy­stwo do koń­co­wego eg­za­minu, a po­tem po­wie Bie­drzyc­kiemu, że wraca na prze­rwaną eme­ry­turę.

– Hej, nie mu­sisz się tłu­ma­czyć. – Szy­mon wziął ją za rękę. – Ak­cep­tuję wszystko, co po­sta­no­wisz.

– Po hi­sto­rii z Ka­milą Je­sio­now­ską[1] reszta roku szkol­nego aż do te­raz upły­nęła cał­kiem spo­koj­nie – stwier­dziła Nika. – Oby tak zo­stało do końca. Ale na­uczy­ciele są co­raz bar­dziej nie­za­do­wo­leni. Kiedy na wio­snę dy­rek­tor za­czął ukła­dać przy­szło­roczny gra­fik i przy­dzie­lać go­dziny, kilka osób zło­żyło wy­po­wie­dze­nie. Nie chcą już pra­co­wać w za­wo­dzie, mają dość ko­lej­nego eks­pe­ry­mentu oświa­to­wego.

– Bę­dzie­cie straj­ko­wać?

– Nie wiem. – We­ro­nika spoj­rzała na ze­ga­rek. – Nie­długo wa­ka­cje. Po­dobno na je­sieni mają być prze­pro­wa­dzane an­kiety w spra­wie wy­boru formy pro­te­stu, więc je­śli za­pad­nie de­cy­zja o strajku, to naj­wcze­śniej za parę mie­sięcy. – Wło­żyła na­czy­nia do zmy­warki. – Mu­szę wy­cho­dzić, dziś za­czy­nam o dzie­wią­tej.

– Ja też się zbie­ram. – Szy­mon do­pił kawę. – Mogę cię pod­wieźć.

– Dzię­kuję, mam ochotę na spa­cer. – Nika go po­ca­ło­wała. – Zo­bacz, jak jest pięk­nie na ze­wnątrz. – Po­szła do przed­po­koju, wzięła to­rebkę. – Do zo­ba­cze­nia.

– Kino wie­czo­rem? – spy­tał, za­nim za­mknął za nią drzwi.

– Chęt­nie. Spraw­dzę re­per­tuar.

We­ro­nika zbie­gła po scho­dach i sta­nęła na mo­ment przed klatką. Zro­biła wdech, po­wio­dła spoj­rze­niem po oko­licy, po czym ru­szyła mię­dzy blo­kami w stronę szkoły. Wio­sna trwała już na ca­łego, kwi­tły drzewa i krzewy, w po­wie­trzu czuć było odu­rza­jący za­pach ich ró­żo­wych lub bia­łych kwia­tów. Przy­jem­nie było iść plą­ta­niną bocz­nych ulic Sta­rego Mo­ko­towa, mru­żyć oczy draż­nione słoń­cem, pa­trzeć na ulu­bione domy. Kiedy No­wacka do­tarła na miej­sce, miała do­bry na­strój i roz­pie­rała ją ener­gia. We­szła do bu­dynku i skie­ro­wała kroki do ga­bi­netu. Wła­śnie za­brzmiał dzwo­nek i za­częła się prze­rwa po pierw­szej lek­cji. Z sal wy­bie­gli ucznio­wie i wy­peł­nili ko­ry­ta­rze gwa­rem roz­mów. Nie­siona falą prze­miesz­cza­ją­cych się dzieci, Nika po­czuła dłoń na ra­mie­niu. Zer­k­nęła za sie­bie i zo­ba­czyła przy­rod­niczkę Ali­cję Po­po­wicz, wy­cho­waw­czy­nię pią­tej b, która po wdro­że­niu re­formy uczyła bio­lo­gii i geo­gra­fii.

– Masz te­raz chwilę? – Ala pró­bo­wała prze­krzy­czeć ha­łas.

– Tak. Chodźmy do mnie, bo tu­taj nie da się wy­trzy­mać – za­pro­po­no­wała We­ro­nika.

– Za­raz mam lek­cję, więc będę się stresz­czać – po­wie­działa na­uczy­cielka, a gdy we­szły do środka, spy­tała: – Ko­ja­rzysz Hu­berta Iwa­no­wi­cza z mo­jej klasy?

– Tak. Co z nim?

– Znów za­snął na lek­cji.

– Jak to znów? – Szkolna pe­da­gog po­ło­żyła to­rebkę na biurku i otwo­rzyła okno. Wraz z cie­płym po­dmu­chem wia­tru do po­koju na­pły­nęły od­głosy wrzawy na bo­isku: śmie­chu, na­wo­ły­wa­nia, ude­rzeń piłki o pod­łoże. Słońce było już wy­soko na nie­bie, świe­ciło te­raz wprost do po­miesz­cze­nia, więc Nika zmie­niła po­ło­że­nie pio­no­wych ża­lu­zji.

– Noo, zda­rzyło mu się już kilka razy, kiedy przy­cho­dził na ósmą – wy­ja­śniła Po­po­wicz. – Na róż­nych przed­mio­tach, wczo­raj u mnie.

– Roz­ma­wia­łaś z nim?

– Ja­sne, że tak. Py­ta­łam, o któ­rej cho­dzi spać, o któ­rej wstaje, czy je śnia­da­nie przed wyj­ściem, czy bie­rze do szkoły ka­napkę, czy ma ja­kieś pro­blemy. Z jego od­po­wie­dzi wy­ni­kało, że wszystko jest w po­rządku. Za­pro­wa­dzi­łam go do na­szej pie­lę­gniarki, żeby z nim po­ga­dała, zmie­rzyła ci­śnie­nie i tak da­lej.

– Pi­sa­łaś do ro­dzi­ców?

– Wy­sła­łam ma­ila, kiedy to się zda­rzyło drugi raz. Matka mi od­pi­sała, że Hu­bert za­prze­czył, ja­koby spał, po­dobno oparł na chwilę głowę na ra­mio­nach, a na­sza Ma­riola od pol­skiego błęd­nie to zin­ter­pre­to­wała.

– I co ty na to?

– Po­my­śla­łam, że okej, może tak było, cho­ciaż Waw­rzy­niak trwała przy swo­jej wer­sji. Przez ja­kiś czas był spo­kój, ale przed­wczo­raj i wczo­raj znów usnął w po­ło­wie za­jęć. – Ali­cja urwała na dźwięk dzwonka. – Mu­szę le­cieć, bo za­raz Ma­jew­ska bę­dzie się cze­piać.

– Od­pro­wa­dzę cię do sali, po dro­dze do­koń­czysz. – We­ro­nika wzięła klucz do po­koju.

– Słowo daję, że spał – pod­jęła Po­po­wicz, kiedy po­szły ku scho­dom. – Mu­sia­łam po­trzą­snąć jego ra­mie­niem, żeby się ock­nął. Wresz­cie otwo­rzył oczy i po­pa­trzył na mnie pół­przy­tomny.

– Do­brze, ro­zu­miem, w czym rzecz. – No­wacka od­su­nęła się, żeby unik­nąć zde­rze­nia z bie­gną­cym szó­sto­kla­si­stą. – Jak mogę ci po­móc?

– Za­mie­rza­łam po­now­nie na­pi­sać do Iwa­no­wi­czów, ale dziś przed ósmą skon­tak­to­wała się ze mną matka jed­nej z uczen­nic z na­szej klasy. Po wczo­raj­szym zda­rze­niu córka opo­wie­działa w domu o Hu­ber­cie. Ko­bieta od razu chciała za­dzwo­nić do Iwa­no­wi­czów, ale dziew­czynka pro­siła, żeby tego nie ro­bić. Nie chciała też przyjść do mnie. W oby­dwu przy­pad­kach cho­dziło o to, żeby nikt z ko­le­gów i ko­le­ża­nek nie do­wie­dział się, że „do­nosi”. – Przy­rod­niczka od­wzo­ro­wała w po­wie­trzu znak cu­dzy­słowu. – Wiesz, że oni są prze­wraż­li­wieni na tym punk­cie. Summa sum­ma­rum po­pro­siła matkę, żeby zro­biła to za­miast niej. – Ali­cja wpu­ściła uczniów do sali i po­le­ciła, by po­wtó­rzyli ostatni te­mat. – Ko­bieta na­le­gała na za­cho­wa­nie dys­kre­cji, więc ci nie po­wiem, o kogo cho­dzi. – Na­uczy­cielka ści­szyła głos. – Zresztą to nie­istotne. Rzecz jest w tym, że po­dobno Hu­bert w nocy gra na kom­pu­te­rze, cza­sem na­wet do dru­giej albo trze­ciej rano. Po­tem pi­sze do in­nych dzieci na ko­mu­ni­ka­to­rze.

– To pewne?

– Sie­dze­nie na cza­cie? Ow­szem. Matka po­ka­zała mi te­le­fon córki. Rze­czy­wi­ście na Mes­sen­ge­rze było kilka wia­do­mo­ści od Hu­berta, typu „elo”, „czy już śpisz”, a go­dzina nie po­zo­sta­wiała wąt­pli­wo­ści. Za­tem nic dziw­nego, że je­śli musi wstać o siód­mej, póź­niej nie daje rady i od­pływa. – Po­po­wicz po­ło­żyła rękę na klamce. – Mu­szę iść, bo za­czy­nają ga­dać. – Zaj­rzała do sali. – Pro­szę o ci­szę! – za­wo­łała i wró­ciła spoj­rze­niem do We­ro­niki. – Zaj­miesz się tym? Naj­le­piej jesz­cze dziś. Będą mieli czas pod­czas week­endu, żeby po­roz­ma­wiać z sy­nem i coś zro­bić.

– Do­brze. Za­raz za­dzwo­nię do Iwa­no­wi­czów i ustalę, czy któ­reś z nich może dziś wpaść do szkoły.

– Dzięki. Dasz mi znać póź­niej, co i jak?

– Na pewno.

We­ro­nika wró­ciła do ga­bi­netu i włą­czyła kom­pu­ter. Za­lo­go­wała się do Li­brusa, żeby zna­leźć dane kon­tak­towe opie­ku­nów Hu­berta. W skrzynce od­bior­czej cze­kało kilka ma­ili. Po­wstrzy­mała się od czy­ta­nia, chcąc naj­pierw za­ła­twić sprawę chłopca. Zna­la­zł­szy nu­mer ko­mórki jego matki, wy­brała w te­le­fo­nie dzie­więć cyfr.

ROZ­DZIAŁ 2

Gra­żyna Iwa­no­wicz przy­go­to­wała po­je­dyn­cze kwiaty róż­niące się dłu­go­ścią, kształ­tem i ko­lo­rem, do­dała sporo zie­leni i w ciągu kil­ku­na­stu mi­nut uło­żyła ko­lejny bu­kiet. Lu­biła na­tu­ralne, swo­bodne, lek­kie w wy­glą­dzie wią­zanki. Każ­dego dnia re­ali­zo­wała po­my­sły na go­towe kom­po­zy­cje, które tra­fiały do sprze­daży ni­czym da­nie dnia w re­stau­ra­cji i do po­po­łu­dnia nie zo­sta­wał po nich ślad. Two­rze­nie, po­pusz­cza­nie wo­dzy fan­ta­zji przy­wra­cało Gra­ży­nie spo­kój, a wła­śnie dziś go po­trze­bo­wała.

Od rana wszystko szło nie tak. Mąż ją ubiegł i pierw­szy po­szedł się umyć, po­nie­waż wcze­snym ran­kiem miał spo­tka­nie z klien­tem. Pra­co­wał jako agent nie­ru­cho­mo­ści i nie mógł ry­zy­ko­wać utraty pro­wi­zji, więc skoro po­ten­cjalny na­bywca wy­sta­wio­nego na sprze­daż miesz­ka­nia miał czas je­dy­nie o siód­mej trzy­dzie­ści rano, Lu­cjan mu­siał się do­sto­so­wać do jego moż­li­wo­ści. Po­tem ła­zienkę za­jęła Ela i oku­po­wała ją przez pół go­dziny, nie re­agu­jąc na po­na­gle­nia matki. Iwa­no­wicz, zde­ner­wo­wana, bie­gała mię­dzy kuch­nią, sy­pial­nią a po­ko­jem Hu­berta, pa­ni­ku­jąc, że nie zdąży na czas do pracy. Mimo że sze­fowa ce­niła ta­lent Gra­żyny, nie szczę­dziła jej przy­krych słów w przy­padku spóź­nie­nia lub uchy­bień w utrzy­my­wa­niu po­rządku. „Ma­gno­lia” była jedną z naj­więk­szych i naj­po­pu­lar­niej­szych kwia­ciarni w mie­ście i aby mieć bu­kiet na spe­cjalną oka­zję wy­ko­nany przez jedną z jej pra­cow­nic, na­le­żało zło­żyć za­mó­wie­nie wiele ty­go­dni wcze­śniej. Wie­działy o tym po­ten­cjalne panny młode i ich matki. Pie­nią­dze pły­nęły wart­kim stru­mie­niem, wła­ści­cielka pła­ciła do­brze i w ter­mi­nie, dla­tego Iwa­no­wicz za­ci­skała zęby, żeby nie wy­buch­nąć, gdy czuła się trak­to­wana nie­spra­wie­dli­wie.

Po­że­gnaw­szy Lu­cjana i cze­ka­jąc, aż córka umoż­liwi jej wzię­cie prysz­nica, pra­wie siłą ścią­gnęła z łóżka dwu­na­sto­let­niego syna. Hu­bert snuł się pół­przy­tomny w pi­ża­mie po miesz­ka­niu, a póź­niej ma­ru­dził pod­czas śnia­da­nia. Kiedy wresz­cie Gra­ży­nie udało się wy­pra­wić dzieci do szkoły, wsia­dła do sa­mo­chodu i przy­ci­snęła gaz. Dziś to ona otwie­rała kwia­ciar­nię i nie mo­gła po­zwo­lić, żeby ktoś cze­kał przed za­mknię­tymi drzwiami. Nie­stety, za­bra­kło jej szczę­ścia i za­trzy­mała ją po­li­cja. Iwa­no­wicz do­stała man­dat oraz punkty karne i w efek­cie do­tarła do pracy dzie­sięć mi­nut po cza­sie. Przed wej­ściem do oszklo­nego lo­kum była za­in­sta­lo­wana ka­mera, a za­re­je­stro­wany ob­raz wy­świe­tlał się na kom­pu­te­rze wła­ści­cielki. Gra­żyna była pewna, że ko­bieta nie omi­nie oka­zji, by wy­tknąć pra­cow­nicy spóź­nie­nie, zwłasz­cza że sama była już od dawna na no­gach, o czym świad­czyła obec­ność świe­żych kwia­tów na za­ple­czu.

Po wy­ko­na­niu kilku wią­za­nek Iwa­no­wicz po­czuła się le­piej. Spa­dło z niej na­pię­cie spo­wo­do­wane po­śpie­chem i uświa­do­miła so­bie, że w tym ty­go­dniu wy­pada jej wolny week­end. Syn­op­tycy za­po­wia­dali, że w so­botę i w nie­dzielę tem­pe­ra­tura po­wie­trza ma prze­kro­czyć dwa­dzie­ścia stopni Cel­sju­sza. Gra­żyna cie­szyła się, że bę­dzie mo­gła od­po­cząć, iść na spa­cer, po­czy­tać książkę na ławce w parku. Te­raz, po­nie­waż ruch był na ra­zie zni­komy, po­sta­no­wiła wy­pić drugą tego dnia kawę. Fakt, sze­fowa była su­rowa i wy­ma­ga­jąca, ale nie ża­ło­wała na udo­god­nie­nia dla pra­cow­nic, ta­kie jak eks­pres do kawy, czaj­nik, mała lo­dówka i dwu­pal­ni­kowa płyta elek­tryczna. Iwa­no­wicz skie­ro­wała kroki do aneksu so­cjal­nego, lecz w po­ło­wie drogi za­trzy­mał ją dźwięk dzwo­nią­cego te­le­fonu. Się­gnęła do le­żą­cej na krze­śle torby i spoj­rzała na wy­świe­tlacz. Roz­po­znała nu­mer re­jo­no­wej szkoły pod­sta­wo­wej.

– Dzień do­bry, mówi We­ro­nika No­wacka, pe­da­gog szkolna – przed­sta­wiła się roz­mów­czyni.

– Dzień do­bry. – Serce Gra­żyny za­częło bić szyb­ciej. Prze­cież syn od po­nad go­dziny miał lek­cje, więc dla­czego kon­tak­to­wała się z nią pe­da­gożka? Oby to nie ozna­czało kło­po­tów.

– Wiem, że pro­szę w ostat­niej chwili – za­częła tamta – ale czy mia­łaby pani moż­li­wość, żeby jesz­cze dziś ze mną się spo­tkać?

– Dzi­siaj? – Gra­żyna zmarsz­czyła brwi. – Co jest ta­kie ważne, że nie może po­cze­kać do po­nie­działku?

– Cho­dzi o Hu­berta. Nie­po­koi nas jego za­cho­wa­nie i wo­la­ła­bym prze­ka­zać pani in­for­ma­cje przed week­en­dem. W so­botę lub w nie­dzielę będą pań­stwo mieli wię­cej czasu, żeby o tym po­roz­ma­wiać ze sobą oraz z sy­nem.

– Co ta­kiego się stało? – Flo­rystka przy­ci­snęła smart­fon do ucha. – Hu­bert coś zma­lo­wał? Po­bił się z kimś? Za­cho­wał aro­gancko?

– Nie, nie w tym rzecz.

– Do­brze, wi­dzę, że nic z pani nie wy­cią­gnę. – Wes­tchnęła. Zde­ner­wo­wała ją ta pe­da­gog. Gra­żyna ni­gdy nie miała z nią do czy­nie­nia; do tej pory nie było ta­kiej po­trzeby, więc nie wie­działa na­wet, jak ko­bieta wy­gląda. – Je­stem w pracy, mu­szę spy­tać sze­fową o moż­li­wość wyj­ścia i po­cze­kać na ko­le­żankę, która mnie za­stąpi.

– W po­rządku, będę u sie­bie. Dzię­kuję i do zo­ba­cze­nia.

Kiedy dwie go­dziny póź­niej Iwa­no­wicz par­ko­wała przed bu­dyn­kiem pla­cówki, wła­śnie skoń­czyła się ko­lejna lek­cja i przez drzwi wy­pły­nęła fala młod­szych uczniów, któ­rych od­bie­rali ro­dzice lub dziad­ko­wie. Gra­żyna po­cze­kała, aż plac tro­chę opu­sto­szeje, na­stęp­nie we­szła do bu­dynku i spy­tała woźną o drogę do ga­bi­netu szkol­nej pe­da­gog. Wciąż ży­wiła na­dzieję, że No­wacka prze­sa­dza i wkrótce się okaże, że cho­dzi o bła­hostkę. Nie­któ­rzy na­uczy­ciele byli zbyt wy­ma­ga­jący i za bar­dzo się przej­mo­wali zwy­kłymi wy­bry­kami dzieci. Gra­żyna wie­rzyła, że w tym przy­padku tak wła­śnie jest i ona nie­ba­wem wróci do pracy z po­czu­ciem, że stra­ciła czas, ale i uspo­ko­jona.

***

Po roz­mo­wie te­le­fo­nicz­nej z Iwa­no­wicz We­ro­nika miała dwa za­stęp­stwa za nie­obecne osoby, a kiedy wró­ciła do ga­bi­netu, po­now­nie otwo­rzyła skrzynkę od­bior­czą na Li­bru­sie. Pierw­sze trzy wia­do­mo­ści były pra­wie iden­tyczne i do­ty­czyły tego sa­mego te­matu. Zbli­żał się ko­niec roku szkol­nego i jak za­wsze przy ta­kiej oka­zji za­czy­nała się walka o stop­nie. W imie­niu dzieci wy­stę­po­wali ro­dzice, któ­rzy prośbą, groźbą lub ob­wi­nia­niem in­nych pró­bo­wali wy­móc na bel­frach pod­wyż­sze­nie oceny z za­cho­wa­nia lub z da­nego przed­miotu. Kiedy te per­trak­ta­cje nie przy­no­siły ocze­ki­wa­nego efektu, nie­któ­rzy opie­ku­no­wie pro­sili o po­moc szkolną pe­da­gog. We­ro­nika na­uczyła się od­ma­wiać in­ter­wen­cji w ta­kich przy­pad­kach i od­sy­łała nie­za­do­wo­lone osoby z po­wro­tem do na­uczy­cieli. Te­raz zro­biła to samo. Kiedy koń­czyła pi­sać ostat­nią od­po­wiedź, roz­le­gło się pu­ka­nie do drzwi i w progu sta­nęła ko­bieta. Miała na so­bie ro­man­tyczną bluzkę z de­kol­tem ścią­ga­nym ta­siemką oraz roz­sze­rzane spodnie z lnu. Upięte z tyłu głowy włosy od­sła­niały uszy ozdo­bione dłu­gimi kol­czy­kami.

– Dzień do­bry, ja do pani pe­da­gog – po­wie­działa, po­sy­ła­jąc No­wac­kiej py­ta­jące spoj­rze­nie. – Gra­żyna Iwa­no­wicz.

– Za­pra­szam. – We­ro­nika po­dała jej dłoń i wska­zała miej­sce przy stole. – Dzię­kuję, że udało się pani do­trzeć.

– Nie mam zbyt dużo czasu – za­strze­gła przy­była. – Wy­szłam z pracy.

– Oczy­wi­ście. Już mó­wię, o co cho­dzi. O spo­tka­nie z pa­nią po­pro­siła mnie wy­cho­waw­czyni Hu­berta, pani Po­po­wicz, która zresztą już raz kon­tak­to­wała się z pa­nią w tej spra­wie. Otóż... – No­wacka od­chrząk­nęła i prze­ka­zała ko­bie­cie treść roz­mowy z Ali­cją.

Iwa­no­wicz w mil­cze­niu wy­słu­chała re­la­cji, po czym oświad­czyła:

– To nie­moż­liwe. Za­bie­ramy mło­demu na noc smart­fon, co do lap­topa, wy­łą­czamy prze­no­śny ro­uter i cho­wamy go do szafki.

– Chyba jed­nak syn zna­lazł spo­sób, żeby pań­stwa prze­chy­trzyć. Matka uczen­nicy, która przy­szła dziś do wy­cho­waw­czyni, po­ka­zała czat na te­le­fo­nie swo­jej córki. Rze­czy­wi­ście nie­które wia­do­mo­ści od Hu­berta zo­stały wy­słane mię­dzy go­dziną drugą a trze­cią.

– Nie wie­rzę. – Ko­bieta oparła łok­cie na stole i ukryła twarz w dło­niach.

– Mam świa­do­mość, że to trudne, ale im prę­dzej pań­stwo się z tym skon­fron­tują, tym szyb­ciej bę­dzie można coś zro­bić. Pro­szę po­roz­ma­wiać z sy­nem, spraw­dzić jego ko­mórkę oraz kom­pu­ter. Prze­cież nie mu­szę pani wy­ja­śniać, do czego do­pro­wa­dzi chło­paka nocny tryb ży­cia. Już jest nie­do­brze.

– Wiem, wiem. – Iwa­no­wicz opu­ściła ręce. – Ale to... – Po­krę­ciła głową. – Je­stem w szoku. Nie do­ciera do mnie, że na­sze dziecko może nas tak oszu­ki­wać.

– Nie za­uwa­żyli pań­stwo zmiany w za­cho­wa­niu Hu­berta?

– On za­wsze rano jest nie­przy­tomny, od ma­łego nie lu­bił wcze­śnie wsta­wać i wolno się roz­krę­cał, dla­tego uwa­ża­li­śmy z mę­żem, że ten typ tak ma. Fakt, sie­dzi przy kom­pu­te­rze zbyt długo, cza­sem koń­czy grać do­piero po awan­tu­rze, gdy za­gro­zimy mu szla­ba­nem na elek­tro­nikę. Wtedy od­pusz­cza, ale jest ob­ra­żony na cały świat. Jed­nak wszyst­kie dzie­ciaki te­raz... – Urwała na chwilę. – Na szczę­ście uczy się do­brze, ma nie­złe stop­nie.

– Do czasu – skwi­to­wała No­wacka. – Ża­den or­ga­nizm na dłuż­szą metę cze­goś ta­kiego nie wy­trzyma, a już na pewno or­ga­nizm doj­rze­wa­ją­cego na­sto­latka. – Umil­kła na mo­ment, a po­tem do­dała: – Pro­szę tego nie ba­ga­te­li­zo­wać.

– Nie za­mie­rzam. – Iwa­no­wicz za­ci­snęła ręce na bla­cie stołu. – Czy może mi pani po­wie­dzieć, o którą ko­le­żankę Hu­berta cho­dzi? Za­dzwo­ni­ła­bym do jej matki i może do­wie­dzia­ła­bym się wię­cej.

– Nie­stety, nie znam jej na­zwi­ska. Tamta ko­bieta po­pro­siła wy­cho­waw­czy­nię o dys­kre­cję. Jak wspo­mnia­łam wcze­śniej, dziew­czynka ma obawy, że ktoś z klasy się do­wie, że opo­wie­działa o Hu­ber­cie ro­dzi­com, prze­każe wieść da­lej i ona straci do­bre re­la­cje z ró­wie­śni­kami. Wie pani, jak to jest. Mimo że wciąż tłu­ma­czymy dzie­ciom, że na­leży zgła­szać do­ro­słym, kiedy dzieje się coś złego, wy­ja­śniamy róż­nicę mię­dzy pro­sze­niem o po­moc a skar­że­niem, dla nich i tak to jest do­no­sze­nie, a taka osoba do­staje łatkę „kon­fi­denta”. – No­wacka roz­ło­żyła ręce.

– Ro­zu­miem. – Gra­żyna wstała. – Po­roz­ma­wiam z mę­żem, a póź­niej weź­miemy w ob­roty syna. Mu­szę tylko to so­bie po­ukła­dać. Na­prawdę je­stem w szoku i wciąż trudno mi uwie­rzyć, że Hu­bert... – Za­wie­siła torbę w zgię­ciu łok­cia. – Dzię­kuję pani, do wi­dze­nia.

– Do wi­dze­nia. – We­ro­nika po­słała jej cie­płe spoj­rze­nie. – Mam na­dzieję, że wszystko się ułoży.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

PRZY­PISY

[1] O wcze­śniej­szych zda­rze­niach z ży­cia We­ro­niki można prze­czy­tać w książ­kach: Kie­dyś cię od­najdę (2019), Nic o to­bie nie wiem (2021) oraz Opo­wiem ci bajkę (2022) tej sa­mej au­torki, wy­da­nych na­kła­dem wy­daw­nic­twa Skarpa War­szaw­ska.