Przerwany pokaz - Małgorzata Rogala - ebook + audiobook + książka
BESTSELLER

Przerwany pokaz ebook i audiobook

Małgorzata Rogala

4,6

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

25 osób interesuje się tą książką

Opis

Czy w rodzinnym biznesie jest miejsce na sentymenty? Świat mody to nie tylko uśmiechy i kolorowe zdjęcia. Pod powierzchnią kryje się coś więcej…

W rodzinie Morawskich dochodzi do tragedii. Życie traci Regina – projektantka mody. Zdarzenie ma miejsce podczas pokazu nowej kolekcji. Po śmierci Reginy na jaw wychodzą kolejne sekrety. Okazuje się, że nie tylko projektantka miała swoje tajemnice, prawie każdy z członków jej rodziny coś ukrywa.

Śledztwo prowadzi Michalina Czaplińska, wraz z partnerką Zofią Maciejką. Czaplińska ma nadzieję, że przy tej okazji, zdoła rozwikłać zagadkę sprzed lat dotyczącą innej tragedii, która również stała się udziałem rodziny Morawskich.

Małgorzata Rogala zabiera nas do świata rodzinnych tajemnic, niedopowiedzeń. Do świata blichtru i mody, o którym zdarzyło się marzyć każdemu z nas.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 341

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 32 min

Lektor:

Oceny
4,6 (989 ocen)
656
246
72
13
2
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Kocinek23

Nie oderwiesz się od lektury

Cudownie skomponowana, bez nadęcia i zawiłości. A co najważniejsze, można rozwiązywać zagadkę razem z Autorką. Nie ma ukrytych dowodów, które pojawiają się 3 strony przed końcem książki. Uczciwie. Polecam
80
Adella60

Nie oderwiesz się od lektury

Nareszcie dobry kryminał, w którym brak molestowania, zabijania dzieci czy seryjnych morderców.
70
kasiabin
(edytowany)

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna! Chyba najlepsza książka autorki :-) polecam!
30
Bufonek13R

Nie oderwiesz się od lektury

Kryminał wielo wątkow trzymający w napięcia.Rodzina jest wsparciem.Polecam książki autorki,przeczytałem wszystkie.P.T.
20
ewakurz

Nie oderwiesz się od lektury

uwielbiam książki z taką dynamika i fabuła. polecam
20

Popularność




Re­dak­cjaMo­nika Or­łow­ska
Ko­rektaBo­żena Si­gi­smund
Pro­jekt gra­ficzny okładkiMa­riusz Ba­na­cho­wicz
Zdję­cie wy­ko­rzy­stane na okładce© Kwiat/Shut­ter­stock
Skład i ła­ma­nieMar­cin La­bus
© Co­py­ri­ght by Skarpa War­szaw­ska, War­szawa 2023 © Co­py­ri­ght by Mał­go­rzata Ro­gala, War­szawa 2023
Ze­zwa­lamy na udo­stęp­nia­nie okładki książki w in­ter­ne­cie
Wy­da­nie pierw­sze
ISBN 978-83-83291-07-9
Wy­dawca Agen­cja Wy­daw­ni­czo-Re­kla­mowa Skarpa War­szaw­ska Sp. z o.o. ul. Bo­row­skiego 2 lok. 24 03-475 War­szawa tel. 22 416 15 81re­dak­cja@skar­pa­war­szaw­ska.plwww.skar­pa­war­szaw­ska.pl
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

Moda prze­mija, styl po­zo­staje.

Coco Cha­nel

PRO­LOG

Dwa­dzie­ścia dzie­więć lat wcze­śniej

Małą Paulę obu­dził dzwo­nek te­le­fonu. Naj­pierw był stłu­miony, jakby do­cho­dził z od­dali, póź­niej jego dźwięk za­czął na­ra­stać, gdy jed­nak dziew­czynka otwo­rzyła oczy, na­stała ci­sza. W po­koju i za oknem pa­no­wała ciem­ność, je­sie­nią szybko za­pa­dał zmrok. Z tego po­wodu wie­czo­rami mama włą­czała lampę z klo­szem z barw­nych ka­wał­ków szkła. Pię­cio­latka uwiel­biała pa­trzeć na mi­go­czący od bla­sku ża­rówki ob­raz łąki peł­nej kwia­tów, mo­tyli i wa­żek.

Te­raz świa­tło było zga­szone.

– Ma­mu­siu? – Córka od­rzu­ciła koł­drę i boso ru­szyła do przed­po­koju. Z ła­zienki, przez uchy­lone drzwi, pa­dała ja­sna smuga, więc dziew­czynka udała się w tam­tym kie­runku. We­szła do środka i znie­ru­cho­miała. Mama le­żała w wan­nie na­peł­nio­nej wodą w ko­lo­rze ciem­nej czer­wieni. Miała na so­bie su­kienkę w groszki, jej głowa była oparta o ścianę, oczy za­mknięte, mo­kre końce wło­sów przy­lgnęły do ra­mion. – Ma­mu­siu? – Usta Pauli wy­gięły się w pod­kówkę. Za­częła pła­kać, ale mama, jak ni­gdy, nie za­re­ago­wała na smu­tek je­dy­naczki.

Działo się coś złego.

Dziew­czynka po­sta­no­wiła po­pro­sić o po­moc są­siadkę. Star­sza pani miesz­kała na­prze­ciwko. Ro­dzice mó­wili jej „dzień do­bry”, a ona za­wsze, gdy wi­działa ich z córką, po­wta­rzała z uśmie­chem: „jaka ładna pa­nienka!”. Pię­cio­latka wzięła sto­łek z pla­stiku, na któ­rym sta­wała przy umy­walce, i za­nio­sła go do przed­po­koju. Nie­stety jej palce nie po­ra­dziły so­bie z za­suwą, więc ze­szła z po­wro­tem na pod­łogę. Te­le­fon znów za­czął dzwo­nić. Mała zdjęła z wi­de­łek słu­chawkę i szep­nęła, po­ły­ka­jąc łzy:

– Halo...

– To ty, Pau­linko? – W gło­śniku za­brzmiał głos dru­giego z ro­dzi­ców.

– Ta­tu­siu!

– To ty, skar­bie? – upew­nił się oj­ciec. – Bar­dzo za wami tę­sk­nię. Po­pro­sisz mamę? Dzwo­ni­łem już trzy razy i nie ode­brała.

– Ma­mu­sia nie może przyjść.

– Nie może? Dla­czego?

– Bo się ką­pie. I śpi.

– Jak to śpi? W wan­nie? Co ty mó­wisz, dzie­cinko?

– Woda jest czer­wona.

– Co?!

– Ta­tu­siu, bar­dzo się boję. Chcia­łam iść do pani są­siadki, ale nie mogę otwo­rzyć drzwi.

– Po­słu­chaj, skar­bie, wszystko bę­dzie do­brze. – Tata od­chrząk­nął. – Kto jest moją dzielną có­reczką?

– Ja.

– Po­wiem ci, co te­raz zro­bię.

– ...

– Ko­cha­nie?

– Ta­tu­siu... – Pauli za­drżały usta.

– Za­raz za­dzwo­nię do babci. Ona ma klu­cze do na­szego miesz­ka­nia. Zaj­mie się tobą i ma­mu­sią. Sły­szysz?

– Tak – wy­szep­tała.

– Zro­zu­mia­łaś, co po­wie­dzia­łem?

– Tak, ta­tu­siu. Kiedy przy­je­dziesz?

– Już za mo­ment ru­szam na lot­ni­sko. Sło­neczko, wszystko bę­dzie do­brze – po­wtó­rzył.

Dziew­czynka wró­ciła do ła­zienki z pod­nóż­kiem. Usta­wiła go na te­ra­ko­cie i przy­trzy­mu­jąc się brzegu umy­walki, we­szła w pi­ża­mie do wanny.

– Mogę się z tobą wy­ką­pać? – spy­tała, ku­ca­jąc w ciem­nej cie­czy. Wody było zbyt dużo, się­gała dziecku do ra­mion. – Po­sie­dzę z tobą, do­póki ta­tuś nie wróci. – Usa­do­wiła się na­prze­ciwko matki.

***

Po­ste­run­kowa Mi­cha­lina Cza­pliń­ska tra­fiła do ze­społu ko­mi­sa­rza Pawła Le­cho­wi­cza od razu po ukoń­cze­niu kursu w szkole po­li­cji, na który zo­stała przy­jęta po ma­tu­rze. Nie miała pew­no­ści, co chce stu­dio­wać, za to pra­gnęła być ogni­wem w łań­cu­chu lu­dzi, któ­rzy ro­bią, co mogą, żeby świat był przy­jem­niej­szym miej­scem do ży­cia. Pełna ide­ałów, znio­sła pół­roczny re­żim, pod­czas któ­rego spała kilka go­dzin na dobę, słu­chała przez cały dzień wy­kła­dów, tre­no­wała sztuki walki i strze­la­nie oraz uczyła się do póź­nej nocy, żeby na­za­jutrz za­li­czyć ko­lejny spraw­dzian.

Nowy prze­ło­żony nie ukry­wał nie­za­do­wo­le­nia z faktu, że ma spra­wo­wać opiekę nad no­wi­cjuszką. W ga­bi­ne­cie na­czel­nika zlu­stro­wał Miśkę nie­chęt­nym spoj­rze­niem i oświad­czył:

– Prze­cież ona jest kom­plet­nym żół­to­dzio­bem. Z ca­łym sza­cun­kiem dla ko­le­żanki i pana, sze­fie, na niańkę się nie na­daję. Za stary już je­stem, chcę tylko ro­bić swoje i spo­koj­nie do­cze­kać eme­ry­tury.

– To roz­kaz – od­parł szef. – Niech się młoda uczy ro­boty, ma po­ten­cjał, ko­lega, który pro­wa­dzi za­ję­cia w Szczyt­nie, bar­dzo ją chwa­lił, po­dobno po­mo­gła tam roz­wi­kłać ja­kąś sprawę, więc...

– Czyli z po­le­ce­nia? – Le­cho­wicz skrzy­wił się jak po zje­dze­niu cy­tryny. – Tacy są naj­gorsi, my­ślą, że wszyst­kie ro­zumy po­zja­dali.

Tego było za wiele. Mi­cha­lina na­brała po­wie­trza w usta, żeby za­pro­te­sto­wać prze­ciwko po­chop­nej oce­nie. Pod­nio­sła dłoń na znak, że chce coś po­wie­dzieć, ale ko­mi­sarz zi­gno­ro­wał jej gest.

– Po­winna po­jeź­dzić w pa­trolu, po­sma­ko­wać ulicz­nego gówna i do­mo­wych awan­tur – kon­ty­nu­ował swój wy­wód. – Dla­czego od razu do mnie?

– Bo jak się uczyć, to od naj­lep­szych – skwi­to­wał na­czel­nik.

– A więc do­brze my­ślę? Có­reczka ja­kie­goś waż­niaka?

Nie, nie była dziec­kiem ni­kogo wy­soko po­sta­wio­nego. Miśka wy­cho­wała się w domu, w któ­rym była prze­moc. Oj­ciec pił na umór, a póź­niej bił żonę. Po­tra­fił wy­dać ostatni grosz na al­ko­hol, więc matka do­ra­biała do etatu w biu­rze, ob­szy­wa­jąc po­po­łu­dniami ko­biety z są­siedz­twa. Pew­nego dnia mąż tak ją ska­to­wał, że chcąc go po­wstrzy­mać przed wy­mie­rze­niem ko­lej­nego ciosu, ostat­kiem sił wbiła mu w brzuch le­żące w po­bliżu no­życe kra­wiec­kie. Oj­ciec się wy­krwa­wił, za­nim przy­je­chała ka­retka, a matka zmarła w dro­dze do szpi­tala w wy­niku od­nie­sio­nych ob­ra­żeń. Czas do peł­no­let­nio­ści Cza­pliń­ska spę­dziła w bi­dulu, sku­pia­jąc się na na­uce i snu­ciu pla­nów. Za­mie­rzała zro­bić wszystko, by jej ży­cie wy­glą­dało ina­czej niż ży­cie ro­dzi­ców, i nie po­zwo­lić, żeby do­świad­cze­nia z dzie­ciń­stwa po­ło­żyły się cie­niem na jej przy­szło­ści.

Te­raz, ja­dąc z Le­cho­wi­czem na miej­sce zda­rze­nia, Mi­cha­lina przy­po­mniała so­bie frag­ment roz­mowy w ga­bi­ne­cie na­czel­nika. Po­my­ślała, że chyba tylko cu­dem nie stra­ciła wtedy pa­no­wa­nia nad sobą i nie po­wie­działa star­szemu ko­le­dze, co my­śli o jego ga­da­niu i o nim sa­mym. Za­ci­snęła zęby, po­nie­waż bar­dzo za­le­żało jej na po­sa­dzie i nie chciała za­czy­nać no­wej pracy od kłótni. Ko­mi­sarz, zwra­ca­jąc się do niej „po­ste­run­kowa Cza­pliń­ska”, przez kil­ka­na­ście dni za­sy­py­wał ją pa­pie­rami. Prze­pi­sy­wała jego no­tatki, ukła­dała do­ku­men­ta­cję w tecz­kach, sło­wem ro­biła za niego ro­botę, któ­rej nie zno­sił. Z jej ust nie wy­rwało się słowo pro­te­stu. Nie chciała mu dać sa­tys­fak­cji, więc uwa­żała, by nie stroić min i nie oka­zy­wać nie­za­do­wo­le­nia w inny spo­sób, za to za­da­wała mu py­ta­nia, je­śli za­cie­ka­wiło ją coś, co aku­rat trzy­mała w rę­kach.

Tego dnia Le­cho­wicz po­chwa­lił Mi­cha­linę za do­kład­ność i w ra­mach na­grody, jak za­zna­czył, pierw­szy raz za­brał ją do we­zwa­nia.

– Spraw­dzimy, jak tam z twoją od­por­no­ścią na wi­dok trupa – po­wie­dział, wjeż­dża­jąc w alejkę osie­dlową. Za­par­ko­wał za ra­dio­wo­zem i wy­łą­czył sil­nik. – Mam na­dzieję, że się nie po­rzy­gasz. Go­towa?

– Tak jest, pa­nie ko­mi­sa­rzu. – Dziew­czyna otwo­rzyła drzwi sa­mo­chodu.

– Mów do mnie po imie­niu, jak każdy, skończ z tymi ty­tu­łami – burk­nął. – Pa­weł je­stem. Idziemy.

– W po­rządku – zgo­dziła się bez opo­rów. – Do mnie może pan... mo­żesz mó­wić Miśka albo Cza­pla. „Po­ste­run­kowa” brzmi nieco oschle.

Wy­ba­łu­szył na nią oczy, ale po­wstrzy­mał się od ko­men­ta­rza.

Przed drzwiami miesz­ka­nia na dru­gim pię­trze, w to­wa­rzy­stwie umun­du­ro­wa­nego funk­cjo­na­riu­sza, sie­działa na scho­dach ko­bieta w śred­nim wieku i przy­ci­skała do twa­rzy po­strzę­pioną chu­s­teczkę. Na wi­dok wy­cho­dzą­cych z lo­kalu dwóch męż­czyzn, któ­rzy wy­nie­śli na no­szach nie­przy­tomną dziew­czynkę, po­de­rwała się z miej­sca.

– Je­stem jej bab­cią. Co z nią? Do­kąd ją wie­zie­cie?

Ra­tow­nik po­dał ad­res szpi­tala i do­rzu­cił:

– Mu­simy je­chać. Mała jest bar­dzo wy­chło­dzona. Ma szczę­ście, że prze­żyła, i le­piej, żeby tak zo­stało.

Za­nim ode­szli, Mi­cha­lina zlu­stro­wała twarz dziecka. Kil­ku­latka miała wil­gotne, po­skle­jane włosy i bru­natne smugi na si­nej buzi. Ktoś ją pró­bo­wał uto­pić? Na py­ta­nia i od­po­wie­dzi przyj­dzie pora, uznała i od­wró­ciła wzrok w kie­runku wej­ścia do miesz­ka­nia. W środku krzą­tali się tech­nicy, szu­ka­jąc śla­dów, za­bez­pie­cza­jąc wszystko, co mo­gło sta­no­wić do­wód w spra­wie.

– Cześć. – Le­cho­wicz dał znać funk­cjo­na­riu­szowi, że chce za­mie­nić z nim słowo na stro­nie. – Co mamy?

– Ofiara to He­lena Mo­raw­ska, praw­do­po­dob­nie pod­cięła so­bie żyły. Młoda była w wan­nie ra­zem z nią.

– Kto je zna­lazł?

– Nikt. Z tego, co zro­zu­mia­łem, mąż de­natki wła­śnie wraca z Mo­na­chium. Wcze­śniej za­dzwo­nił do żony, po­łą­cze­nie ode­brała pię­cio­let­nia córka. Z jej słów wy­wnio­sko­wał, że coś złego stało się w domu, więc za­wia­do­mił swoją matkę. Po­pro­sił, żeby we­zwała pa­trol i przy­je­chała tu­taj z klu­czami. – Po­li­cjant wska­zał wzro­kiem pła­czącą ko­bietę. – Sam ją prze­py­taj, może po­wie ci to skład­niej niż mnie. – Od­chrząk­nął.

– Do­bra. Co było da­lej?

– Po­tem nasi otwo­rzyli drzwi i jak zo­ba­czyli, co za­szło, ka­zali jej cze­kać na ze­wnątrz.

– Okej, po­ga­dam z nią póź­niej, naj­pierw... – Urwał i zro­bił krok do przodu, lecz za­raz się cof­nął, żeby prze­pu­ścić wy­cho­dzą­cego męż­czy­znę. – Ro­man?! – Uniósł brwi, za­sko­czony. – Kopę lat. Już my­śla­łem, że prze­rzu­ci­łeś się z mar­twych na ży­wych.

– Pa­weł? – Dok­tor Za­wada rów­nież wy­glą­dał na za­sko­czo­nego. – Ty też wciąż na służ­bie?

– Jak wi­dać. Chyba lu­bię tę par­szywą ro­botę. – Le­cho­wicz uśmiech­nął się krzywo. – Moja nowa part­nerka, po­ste­run­kowa Cza­pliń­ska – przed­sta­wił Miśkę i spy­tał: – Mo­żesz nam już coś po­wie­dzieć?

– Ko­bieta ma rany cięte na przed­ra­mio­nach po stro­nie pro­mie­nio­wej, wy­gląda na to, że się wy­krwa­wiła.

– Sa­mo­bój­stwo?

– Zo­ba­czymy, ko­mi­sa­rzu, naj­pierw au­top­sja.

– Wiem, wiem. Cze­kam na wie­ści. – Pa­weł po­że­gnał się z me­dy­kiem i zaj­rzał do miesz­ka­nia. – Mo­żemy wejść?

– Tak – zgo­dził się je­den z tech­ni­ków. – Tylko włóż­cie ochra­nia­cze i rę­ka­wiczki.

– Ma­cie coś cie­ka­wego?

– Tro­chę pa­lu­chów i dużo krwi. Poza tym za­bez­pie­czy­li­śmy ży­letkę i szklankę z reszt­kami al­ko­holu. W la­bo­ra­to­rium spraw­dzą, czy coś tam jest oprócz pro­cen­tów.

– Kosz na śmieci?

– Tro­chę od­pad­ków. Za to w po­koju dziew­czynki było opa­ko­wa­nie po le­kach na­sen­nych, a także za­baw­kowe na­czy­nia z pla­stiku, a w nich ta­bletki. Wy­gląda to tak, jakby dzie­ciak ba­wił się w szpi­tal albo w przy­ję­cie. Sami zo­bacz­cie.

– Chodźmy. – Ko­mi­sarz skie­ro­wał kroki w stronę mniej­szego po­miesz­cze­nia. Mi­cha­lina po­szła za nim. W środku znaj­do­wało się łóżko ze sko­tło­waną koł­drą, szafa na ubra­nia i ko­moda. Na pod­ło­dze le­żały równo uło­żone lalki, obok, na pod­stawce, kilka mi­nia­tu­ro­wych fi­li­ża­nek, za­wie­ra­ją­cych po jed­nej bia­łej pi­gułce. Miśka wo­dziła oczami po wnę­trzu, sta­ra­jąc się za­pa­mię­tać jak naj­wię­cej szcze­gó­łów i cze­ka­jąc, co po­wie Le­cho­wicz. On jed­nak mil­czał z po­sępną miną, a póź­niej za­rzą­dził: – Te­raz ła­zienka.

Ciało mło­dej ko­biety wciąż tkwiło za­nu­rzone w ciem­nej od krwi wo­dzie. Cza­pla po­pa­trzyła na bladą twarz de­natki, ja­sne, roz­pusz­czone włosy, sine usta. Zer­k­nęła na Pawła. Na­po­tkała jego uważny wzrok.

– Spraw­dzasz, czy za­raz nie ze­mdleję albo nie pusz­czę pa­wia? – Wró­ciła spoj­rze­niem do ofiary. – Mogę jej do­tknąć?

– Mo­żesz.

– Chcę coś spraw­dzić. – Mi­cha­lina wy­szła do przed­po­koju i za­trzy­mała prze­cho­dzą­cego tech­nika.

– Po­ży­czysz mi lupę?

– Uhm.

– Za­raz od­dam. – Po po­wro­cie do ła­zienki po­li­cjantka wy­jęła z wody lewą rękę ko­biety. Obej­rzała rany, opłu­kała czy­stą wodą jej dłoń oraz nad­gar­stek i zlu­stro­wała je przez szkło po­więk­sza­jące. Na­stęp­nie spraw­dziła palce pra­wej ręki.

– Ja­kie wnio­ski?

– Na pierw­szy rzut oka wy­gląda na sa­mo­bój­stwo. Wy­piła drinka, żeby do­dać so­bie od­wagi, a póź­niej we­szła do wanny i... – Miśka ścią­gnęła brwi. – Ale na drugi rzut już nie­ko­niecz­nie. Za­sta­na­wia mnie jedna rzecz. – Po­tarła na­sadę nosa. – Cię­tym ra­nom sa­mo­bój­czym czę­sto to­wa­rzy­szą na­cię­cia próbne, które można za­uwa­żyć w są­siedz­twie głów­nej rany. Sa­mo­bójca czuje strach przed bó­lem i się waha, dla­tego próbne cię­cia są po­wierz­chowne. Po tych przy­go­to­wa­niach, gdy osoba na­biera od­wagi, cię­cie jest bar­dziej zde­cy­do­wane.

– Skąd to wiesz? – W gło­sie Pawła za­brzmiało za­cie­ka­wie­nie.

– Me­dy­cyna są­dowa to moje hobby – skła­mała.

Na ra­zie nie za­mie­rzała in­for­mo­wać ko­legi, że jej matka, nie wi­dząc świa­tła w tu­nelu i jed­no­cze­śnie nie ma­jąc siły, by odejść od swo­jego oprawcy, dwa razy tar­gnęła się na ży­cie. W obu przy­pad­kach to córka ją zna­la­zła i ura­to­wała, wzy­wa­jąc po­moc. Wspo­mnie­nia tam­tych chwil wciąż bo­lały.

– Co jesz­cze po­wiesz? – Le­cho­wicz przy­wo­łał Cza­plę do rze­czy­wi­sto­ści.

– Nie le­żała zbyt długo w wo­dzie, wi­dać to po na­skórku, nie jest szcze­gól­nie po­marsz­czony. Na pal­cach pra­wej ręki bra­kuje uszko­dzeń, a wiemy, że za­bez­pie­czono ży­letkę. Zwy­kle gdy sa­mo­bójca używa na­rzę­dzia, które ma ostrze z dwóch stron, przy głę­bo­kich cię­ciach po­wstają po­wierz­chowne rany na pal­cach.

– Może są, tylko małe i ich nie wi­dzisz – od­parł ko­mi­sarz.

– Może. Je­stem cie­kawa, co przy­nie­sie sek­cja.

– Su­ge­ru­jesz, że ktoś jej po­mógł?

– Nie wiem. – Po­ste­run­kowa wzru­szyła ra­mio­nami. – Zo­ba­czymy, co po­wie me­dyk.

Pod­czas na­stęp­nych kilku dni Le­cho­wicz i Cza­pliń­ska prze­słu­chali ro­dzinę, zna­jo­mych i są­sia­dów de­natki, ale nie do­wie­dzieli się ni­czego, co mo­głoby wy­zna­czyć kie­ru­nek śledz­twu. Wszy­scy zgod­nie twier­dzili, że He­lena nie miała pro­ble­mów, ce­cho­wała ją po­goda du­cha, ko­chała męża i dziecko.

– Sa­mo­bój­stwo? Wy­klu­czone. – Grze­gorz Mo­raw­ski nie miał wąt­pli­wo­ści. – Żona ni­gdy by tego nie zro­biła ani mnie, ani Pauli. By­li­śmy szczę­śliwi, Lenka uwiel­biała małą, speł­niała się w pracy. Ktoś ją za­bił. Szu­kaj­cie mor­dercy.

Kilka dni póź­niej, gdy Mi­cha­lina prze­pi­sy­wała no­tatki z prze­słu­cha­nia świad­ków, do po­koju wszedł Le­cho­wicz z ko­pertą w ręku.

– Jest ra­port z au­top­sji i wy­niki z la­bo­ra­to­rium. – Nie­cier­pli­wym ru­chem wy­jął plik spię­tych kar­tek. Wer­to­wał je przez chwilę, omia­ta­jąc wzro­kiem, za­nim prze­czy­tał: – „Dwie rany cięte na po­wierzchni zgi­na­czy le­wego przed­ra­mie­nia i dwie na nad­garstku o prze­biegu wzdłuż osi dłu­giej. Rana w dole łok­cio­wym, czę­ściowe prze­cię­cie tęt­nicy i żyły. Brak śla­dów na pal­cach pra­wej ręki, brak prób­nych cięć. Spo­sób za­da­nia ran wy­klu­cza sa­mo­dzielne dzia­ła­nie”. – Pa­weł upu­ścił ra­port na blat i sta­nął przo­dem do uchy­lo­nego okna. – Mia­łaś ra­cję – mruk­nął.

Mi­cha­lina po­dą­żyła za jego wzro­kiem. Słońce z tru­dem prze­bi­jało się przez za­snu­wa­jące niebo chmury, a na­gły po­dmuch je­sien­nego wia­tru ze­rwał kilka żółto-czer­wo­nych li­ści, które po­szy­bo­wały w po­wie­trze. Cza­pla ob­ser­wo­wała je, do mo­mentu aż opa­dły na chod­nik. W prze­ci­wień­stwie do wielu osób, które pre­fe­ro­wały wio­snę i lato, Miśka lu­biła tę me­lan­cho­lijną porę roku, jej barwy, mgli­stość po­ran­ków i kasz­tany, które ukry­wała w szu­fla­dzie. Lu­biła mięk­kość swe­trów chro­nią­cych ją przed chło­dem. Dwa naj­cie­plej­sze, zro­bione na dru­tach, miała po matce. Za­brała je ze sobą do domu dziecka i trzy­mała na półce, do­póki do nich nie do­ro­sła. Dbała o nie, żeby no­sić ubra­nia jak naj­dłu­żej.

– A co usta­lili w la­bo­ra­to­rium? – spy­tała.

– W szklance za­bez­pie­czo­nej w ła­zience były resztki al­ko­holu oraz ben­zo­dia­ze­piny, sub­stan­cje wcho­dzące w skład grupy le­ków o ta­kiej sa­mej na­zwie. Dzia­łają uspo­ka­ja­jąco i na­sen­nie, sto­so­wane są w sta­nach lęku, nie­po­koju psy­cho­ru­cho­wego i bez­sen­no­ści.

– W po­koju dziecka tech­nicy za­bez­pie­czyli opa­ko­wa­nie i kilka ta­ble­tek – przy­po­mniała Mi­cha­lina.

– Otóż to. Skład pa­suje. Śla­dowe ilo­ści tego środka były rów­nież we krwi dziecka.

– Za­tem skoro me­dyk wy­klu­cza sa­mo­bój­stwo, ktoś wrzu­cił ko­bie­cie pro­chy do drinka, dał też ma­łej, żeby usnęła... Wia­domo, co z nią? Po­wie­działa co­kol­wiek?

– Jesz­cze nie. Jest pod opieką psy­chia­try, ale da­lej mil­czy i ry­suje matkę w wan­nie.

– A więc mamy za­bój­stwo? – Cza­pla po­czuła na­pię­cie w mię­śniach.

– Na to wy­gląda. Co pro­po­nu­jesz?

– Prze­czy­tać akta i jesz­cze raz prze­ma­glo­wać bli­skich i zna­jo­mych ko­biety. Może przy­po­mną so­bie coś, o czym po­przed­nio za­po­mnieli. – Otwo­rzyła no­tes z gra­na­tową okładką, zna­la­zła miej­sce za­ło­żone ta­siemką. Z torby wy­jęła ter­mos i na­lała do na­krętki tro­chę pa­ru­ją­cego płynu. – Chcesz? – spy­tała Pawła.

– Co pi­jesz?

– Na­pój im­bi­rowy. Do­brze roz­grzewa, w sam raz na dzi­siej­sze zimno.

– Nie, dzię­kuję. – Le­cho­wicz skrzy­wił się w od­po­wie­dzi i włą­czył czaj­nik. – Wolę małą czarną. Upo­rząd­ko­wa­łaś pa­piery? – Wsy­pał do kubka dwie ły­żeczki zmie­lo­nych zia­ren.

– Koń­czę.

– W ta­kim ra­zie do ro­boty.

Przez na­stępne ty­go­dnie Mi­cha­lina wer­to­wała za­pi­ski na te­mat za­bój­stwa, które zro­biła pod­czas lek­tury zgro­ma­dzo­nej do­ku­men­ta­cji, i szu­kała da­nych wcze­śniej po­mi­nię­tych lub szcze­gó­łów pier­wot­nie uzna­nych za nie­istotne, a klu­czo­wych dla śledz­twa. Mo­ty­wo­wał ją „syn­drom pierw­szej sprawy”; po­li­cjantka nie za­mie­rzała od­pu­ścić i zre­zy­gno­wać z próby roz­wią­za­nia za­gadki, która spę­dzała jej sen z po­wiek. Dla­tego, gdy tylko or­ga­nizm jej na to po­zwa­lał i nie sła­niała się ze zmę­cze­nia, ja­dła ko­la­cję i roz­kła­dała na du­żym stole no­tatki, dia­gramy i ry­sunki. Raz na­wet wy­nio­sła z pracy po kry­jomu akta sprawy, żeby po­now­nie, już w domu, prze­czy­tać zgro­ma­dzony w teczce ma­te­riał i obej­rzeć zdję­cia zro­bione pod­czas oglę­dzin. Za­sta­na­wiały ją za­mknięte od środka drzwi i od­ci­ski pal­ców ma­łej Pauli. Nie chciała zre­zy­gno­wać, choć Le­cho­wicz pil­no­wał, żeby Miśka nie miała chwili wol­nego czasu.

Po kilku mie­sią­cach śledz­two utknęło w mar­twym punk­cie, a na­czel­nik ka­zał pod­wład­nym sku­pić się na in­nych za­da­niach, które da­wały szansę na po­lep­sze­nie sta­ty­styk w za­kre­sie wy­kry­wal­no­ści spraw­ców prze­stępstw. Do­ma­gał się pro­po­zy­cji, wnio­sków i po­my­słów, więc Mi­cha­lina co­raz mniej pra­co­wała nad nie­roz­wią­zaną za­gadką. Stop­niowo przy­tło­czyły ją nowe obo­wiązki, za­częło bra­ko­wać jej czasu, wra­cała zmę­czona, nie­kiedy znie­chę­cona, roz­cza­ro­wana lub z uczu­ciem bez­sil­no­ści. Co­raz rza­dziej, prze­waż­nie tuż przed za­śnię­ciem, od­pły­wała my­ślami do pierw­szej sprawy i wtedy w jej gło­wie ko­ła­tały py­ta­nia, na które nie zdo­łała zna­leźć od­po­wie­dzi. Mimo to nie od­pusz­czała i wresz­cie wy­ty­po­wała osobę, która jej zda­niem za­biła He­lenę Mo­raw­ską. Nikt jed­nak nie po­trak­to­wał su­ge­stii Miśki po­waż­nie, po­nie­waż młoda po­li­cjantka nie po­tra­fiła zdo­być do­wo­dów na po­par­cie swej tezy. Miała tylko prze­czu­cie, a to zna­czyło tyle co nic.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki