461 osób interesuje się tą książką

Opis

Głosy z zaświatów to książka o ważnych i aktualnych tematach społecznych. Remigiusz Mróz w mistrzowskiej formie!
Tomasz Sekielski

Dobrze, że ci, którzy są słuchani, mówią o ważnych rzeczach. Mróz nie boi się trudnych tematów.
Marcin Dorociński

Seweryn Zaorski stara się na nowo ułożyć sobie życie, kiedy do zakładu patomorfologii w Żeromicach zaczynają trafiać ciała małych dzieci z okolicy. Nikt nie potrafi rozwiązać zagadki śmierci młodych ofiar,
nic bowiem nie wskazuje na to, by zostały zamordowane. Seweryn jest jednak przekonany, że może stać się głosem tych, którzy mówią już jedynie z zaświatów.

Kto i dlaczego zabija niewinne dzieci?
I jaki związek ma to z tajemniczymi wiadomościami,
które Zaorski zaczyna otrzymywać?

Tymczasem Kaja Burzyńska musi zmierzyć się nie tylko z komplikującym się życiem rodzinnym, ale także z upiornym wołaniem tych, których ma na sumieniu.
I tych, którzy domagają się sprawiedliwości…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 451

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 12 godz. 17 min

Lektor: Andrzej Chyra

Popularność


Mateuszowi, który liczył na to,

że Zaorski będzie biegał z wilkami po Bieszczadach

Umarłych wieczność dotąd trwa,

dokąd pamięcią im się płaci.

Wisława Szymborska

ROZDZIAŁ 1

1

Zmrok powoli zapowiadał sen, ale tej nocy Seweryn Zaorski nie mógł liczyć na wytchnienie. Uporczywy dźwięk dzwonka zdawał się to potwierdzać, kimkolwiek bowiem był nieproszony gość, najwyraźniej nie miał zamiaru dać za wygraną.

Szkoda. Dziewczynki spały dziś u jednej z koleżanek, a Seweryn miał zamiar po raz pierwszy od długiego czasu porządnie urżnąć się whisky. Robił to tylko z jednego powodu – by spokojnie zasnąć.

Podniósł się ociężale z wędkarskiego krzesełka w garażu i stanął przed bramą. Natręt nadal dzwonił, a Zaorski zastanawiał się, kto i dlaczego niepokoi go o tej porze.

Mieszkańcy Żeromic raczej od niego stronili, większość traktowała go jak trędowatego. Kojarzono go głównie jako osobę znajdującą się w rejestrze przestępców seksualnych oraz człowieka, który wszedł w konszachty z przestępczością zorganizowaną.

Nocna wizyta nie mogła zwiastować niczego dobrego. Nie było jednak sensu jej ignorować. Czegokolwiek chciał od niego gość, załatwi to z pewnością prędzej czy później.

Seweryn wciągnął głęboko powietrze i wcisnął przycisk przy bramie. Ta wydała mechaniczne stęknięcie, a kiedy się podniosła, Zaorski wyszedł na zewnątrz. Od razu rozpoznał samochód zaparkowany na podjeździe.

Równie szybko dostrzegł, że Kaja Burzyńska idzie w jego stronę.

Nie widział jej od kilku miesięcy. Nie pisał do niej, nie próbował dzwonić, nawet na nią nie patrzył, kiedy odwozili dzieci do szkoły. Wiedział, że Burza właśnie tego potrzebuje, by wrócić do siebie. Myślał o niej jednak bezustannie.

Zdawało mu się, że brak kontaktu wyrwał dziurę w jego egzystencji. Wyszarpał z niej wszystko, co najważniejsze. Cały świat tymczasem zdawał się na to obojętny – było to jak popełniony błąd, który nie daje człowiekowi spokoju przez długie miesiące, mimo że wszyscy świadkowie dawno o nim zapomnieli.

Kiedy Kaja podeszła bliżej, zauważył, że wyraźnie nie wie, od czego zacząć. On także nie miał pojęcia. Upomniał się w duchu, by nie wyskoczyć z niczym bzdurnym.

Odchrząknął.

– Akcja: krępacja? – odezwał się.

– Co?

– Po takim czasie to właściwie całkowicie zrozumiałe, że dwoje ludzi…

– Jesteś potrzebny, Seweryn – ucięła, a on dopiero teraz dostrzegł powagę na jej twarzy.

Początkowo założył, że to obojętna maska założona na spotkanie z kimś, komu Burza nie miała zamiaru okazywać żadnych emocji. Szybko stało się jasne, że się pomylił. Coś było nie w porządku.

Pierwsza myśl sprawiła, że serce zabiło mu szybciej. Coś stało się diablicom.

– Gdzie jestem potrzebny? – spytał niepewnie.

– W zakładzie.

Odetchnął. A więc chodziło o sprawy służbowe.

– Już tam nie pracuję – odparł, jakby o tym nie wiedziała. – A Kalamus jest ostatnią osobą, która chce mnie widzieć.

Burzyńska milczała.

– Może nie licząc ciebie – dodał.

Miał nadzieję na jakąś odpowiedź, ale się jej nie doczekał. Właściwie trudno było przesądzić, czy bardziej unikała go Kaja, czy może dyrektor szpitala. Po tym, jak okazało się, że Zaorski objął zakład patomorfologii, by prać brudne pieniądze, był spalony. Wywinął się z konsekwencji prawnych, doprowadzając służby do mafijnych bossów, od tych zawodowych nie mógł jednak uciec.

Burza otaksowała go wzrokiem.

– Ubierz się i chodź – rzuciła.

– Jestem ubrany.

– Na picie w garażu być może – przyznała, na dłużej zawieszając wzrok na koszulce z kołem zębatym, wokół którego widniała nazwa zespołu Bachman-Turner Overdrive. Potem zerknęła do środka, z pewnością dostrzegając butelkę whisky obok składanego krzesełka. – I dlaczego nie pijesz w domu?

– Nie wiem.

Czekała, aż rozwinie, zapewne spodziewając się, że powodem jest obecność Ady i Lidki. Zaorski jednak powiedział dokładnie tyle, ile sam wiedział.

– Diablic nie ma – oznajmił. – Śpią u jakiejś koleżanki Ady.

– W takim razie zbieraj się.

– Mówiłem ci, że Kalamus…

– Potrzebujemy cię przy stole sekcyjnym, rozumiesz?

Użyła na tyle kategorycznego tonu, że istotnie coś ważnego musiało być na rzeczy. Zresztą pewnie nie pojawiłaby się tutaj, gdyby nie miała pozwolenia od dyrektora szpitala i komendanta. Burza nie popełniłaby drugi raz podobnego błędu.

Zaorski narzucił skórzaną kurtkę, a potem wsiadł do radiowozu. Kaja natychmiast ruszyła w kierunku szpitala.

– Powiesz mi, o co chodzi? – spytał Seweryn.

– Mamy ofiarę. Dziewczynka, lat siedem, NN.

Zaorski się wzdrygnął. Boże, w wieku Lidki.

– Jak to NN? – spytał, starając się jak najszybciej przesunąć zwrotnicę myśli na profesjonalne tory. – Nie ma żadnych dokumentów? Nikt jej nie poznał?

Kaja skinęła lekko głową, przyspieszając.

– Nikt też nie zgłosił zaginięcia.

– Jakie obrażenia?

– Żadne – odparła ciężko. – Nie udało nam się dotychczas ustalić przyczyny zgonu.

A zatem dlatego był potrzebny. Lekarka, która za niego objęła zakład, specjalizowała się głównie w tym, co stanowiło rdzeń pracy patomorfologa. Była mistrzynią histopatologii, a mikroskop zdawał się w jej rękach nie tyle narzędziem pracy, ile instrumentem wykonania sztuki. Diagnostyka śledcza chorób była dla niej chlebem powszednim – obcowanie z morderstwem z pewnością nie.

Dla takich jak ona staże z medycyny sądowej były tylko koniecznością w trakcie kształcenia się. Zaorskiego właśnie to pociągało w tej pracy najbardziej.

– Gdzie znaleziono tę dziewczynkę? – spytał.

– Dwa kilometry na północ od Żeromic. W środku pola.

– Jakieś ślady?

– Technicy już tam pracują.

Tym razem z pewnością nie mógł liczyć na to, że zostanie dopuszczony na miejsce zdarzenia. Komendant Konarzewski pozwoli mu tylko na to, co było absolutnie konieczne.

– Kto wpadł na pomysł, żeby mnie ściągnąć? – zapytał.

– Kierowniczka zakładu.

Zapisał to jej na plus. Wielu na jej miejscu z pewnością miałoby opory przed wzywaniem osoby, która miała przed nią zawiadywać całym zakładem. A może sprawa była po prostu zbyt skomplikowana, by nie skorzystać z wiedzy kogoś, kto znał się na rzeczy.

– I mówisz, że nie możecie ustalić przyczyny zgonu?

– Mhm.

– Ale…

– Zaraz sam wszystko ocenisz – ucięła Kaja.

Najwyraźniej jakiekolwiek rozmowy były niewskazane, a przynajmniej tak przyjął Zaorski. Burzyńska wyprowadziła go z błędu, kiedy po kilku minutach zatrzymała się przed szpitalem i posłała mu długie spojrzenie.

– Jak się czujesz? – rzuciła.

– Jakbym pływał nocą w basenie.

Kaja zerknęła na niego pytająco.

– Nie znasz tego uczucia? – dodał. – Jakbyś robiła coś zakazanego, za co nic ci nie grozi.

Otworzyła drzwi i wyszła na zewnątrz, a Seweryn zrobił to samo. Spojrzeli na siebie, ale nie ruszyli w kierunku przylegającego do szpitala niskiego budynku prosektorium.

– Nie miałam na myśli sekcji, tylko to, jak czujesz się ogólnie.

– Ozzy jest na bieżąco – odparł Zaorski. – Nie mówi ci nic?

– Nie rozmawiamy o tobie.

Mąż Kai i najlepszy przyjaciel Seweryna z dzieciństwa był jedynym człowiekiem w Żeromicach, z którym Zaorski utrzymywał kontakt. Początkowo obaj podchodzili do siebie jak pies do jeża, ale od dwóch, może trzech miesięcy spotykali się codziennie rano w Kawalądku, a kilka razy w tygodniu na piwie na rynku.

Przyjaźń z dawnych lat okazała się trwalsza niż ostatnie wydarzenia. Choć Bogiem a prawdą, Michał Ozga nie miał pojęcia o tym, co Zaorski czuje do jego żony. Ani co między nimi zaszło.

– Idziemy? – spytał Seweryn.

Kaja sprawiała wrażenie, jakby chciała powiedzieć coś więcej. Patrzyła na niego tak długo, że poczuł się nieswojo. W końcu jednak potrząsnęła głową.

– Idziemy – postanowiła.

Weszli do niewielkiego budynku, po czym oboje włożyli fartuchy ochronne i jednorazowe rękawiczki. Jeden z pracowników zaprowadził ich do pomieszczenia, w którym od zapachu formaliny było aż gęsto. Na stole przypominającym sito leżało ciało siedmiolatki.

– Pani doktor zaraz przyjdzie – oznajmił pracownik, a potem się oddalił.

Kaja i Seweryn trwali w niemal nabożnym bezruchu, wbijając wzrok w martwe oblicze dziewczynki. Zaorski w końcu zbliżył się do niej. Obszedł stół sekcyjny, przyglądając się zwłokom i mrużąc oczy.

W prosektorium panowała niczym niezmącona cisza, jakby choć jeden dźwięk mógł obudzić zmarłych. Seweryn kątem oka dostrzegł, że Burza lekko się wzdrygnęła.

– Coś nie tak? – spytał.

– Po prostu jest mi tu nieswojo. Tobie nie?

– Nie.

– Nie czujesz jakiejś… obawy?

– Obawiać należy się żywych, nie zmarłych.

Wydawało mu się to całkowicie logiczne i sprawiało, że w pro morte, chłodniach i innych tego typu miejscach zawsze czuł się dość dobrze. Panował w nich spokój, którego próżno było szukać w świecie żywych.

Zaorski oderwał wzrok od ofiary i spojrzał na Burzę. Chciał powiedzieć coś, co skieruje jej myśli w inną stronę, ale nie miał okazji, gdyż do pomieszczenia weszli kierowniczka zakładu i komendant.

Konarzewski przelotnie popatrzył na Seweryna, nie siląc się na powitanie. Kobieta podeszła do niego i przedstawiła się jako Natalia Bromnicka. Sprawiała wrażenie przyjaznej, może nawet nad wyraz.

Zaorski uznał, że najlepiej skupić się na tych, którzy nie mają już powodów do nieszczerości.

– Co wiemy o ofierze? – spytał.

Kierowniczka zakładu nie musiała sięgać po protokół, by udzielić mu odpowiedzi.

– Dziewczynka, wiek szacuję na siedem lat. Brak telarche, czyli dojrzewania gruczołów sutkowych, brak choćby delikatnego owłosienia na wargach sromowych. Pochwa właściwie nierozwinięta, piersi również jeszcze przed rozpoczęciem procesu rozwoju. Natomiast…

– Może przejdziemy do konkretów? – przerwał jej Zaorski, a potem wskazał na usta dziewczynki.

Wszystko to, co mówiła Bromnicka, było tylko wstępem. Na tej podstawie mogła stwierdzić jedynie, że przy prawidłowym rozwoju hormonalnym ofiara najprawdopodobniej nie skończyła jeszcze ósmego roku życia.

Cała reszta w przypadku dzieci sprowadzała się do uzębienia. Im młodsza ofiara, tym łatwiej było na podstawie stopnia rozwoju zawiązków i wyrzynania się poszczególnych zębów ustalić wiek. W odniesieniu do tej dziewczynki mogło to z pewnością zawęzić wcześniejsze szacunki.

Natalia skinęła głową, a potem razem z Sewerynem nachyliła się nad ustami. Otworzyła je i niewielkim metalowym szpikulcem wskazała ostatnie trzonowce.

– Zęby mądrości wyrżnięte – oznajmiła. – Zazwyczaj dzieje się to w czwartym, piątym roku życia. Proszę jednak zwrócić uwagę na stopień ich zużycia, nawarstwienie wtórnej zębiny i mineralizację.

Zaorski nie był specjalnie biegły akurat w tych cechach identyfikacyjnych. Odontologia zawsze wydawała mu się nieco upiorna i trzymał się od niej z daleka, jeśli tylko mógł określić wiek ofiary w inny sposób. Przypuszczał też, że zanim kierowniczka zaczęła mu wszystko referować, przeprowadziła badanie radiologiczne. To, co teraz robiła, było wyłącznie popisywaniem się.

– Nie doszło jeszcze do pełnego uwapnienia, które normalnie następuje w dziesiątym roku życia – dodała.

– Aha.

– Z drugiej strony nie nastąpił jeszcze całkowity rozwój korony zęba, co sugerowałoby, że…

– Wystarczy – przerwał jej Zaorski. – Od tego gadania dziąsła mi puchną. Załóżmy, że ma pani rację i dziewczynka rzeczywiście ma siedem lat.

Burza zerknęła na niego z ulgą.

– Dobrze – odparła Natalia.

– Causa mortis? – spytał Zaorski.

– Nieznana.

– Zupełnie? Nie ma pani żadnej hipotezy co do przyczyny zgonu?

– Nie.

– Kompletnie?

– Powiedziałam już, że nie mam.

– Czyli co, ofiara zmarła z powodu śmierci? – rzucił Zaorski.

W prosektorium zapadła cisza. Seweryn ostrożnie powiódł wzrokiem po zebranych. Nikt nie zdawał się przesadnie gotowy do rozładowania atmosfery mniej lub bardziej udanymi żartami.

– Jest pan tutaj właśnie po to, żeby ustalić przyczynę – odezwała się Natalia.

Konarzewski odchrząknął głośno, skupiając na sobie uwagę pozostałych. Stał w pewnej odległości od stołu sekcyjnego, jakby obawiał się, że dziewczynka nagle zamruga zmętniałymi oczami i wstanie.

– Może powinniśmy to podkreślić już na samym początku – powiedział. – Zależy nam tylko na twoim rozpoznaniu patomorfologicznym. Potem jesteś wolny.

– Czyli mam odbębnić robotę i spierdalać.

– Tak.

Zaorskiemu wydawało się, że usłyszy ciąg dalszy, ale komendant najwyraźniej przekazał wszystko, co zamierzał.

– O ile w ogóle jest coś, co możesz zrobić – dodał Konarzewski. – Natalia twierdzi, że trzeba dać ci szansę, bo czas gra tu rolę. Moim zdaniem to daremne, tylko otwarcie zwłok cokolwiek powie.

– Zobaczymy.

– Zobaczymy, jak już prokurator klepnie sekcję i zabierze się do tego biegły.

Nie mając zamiaru słuchać utyskiwania oficera, Seweryn obrócił czapkę daszkiem do tyłu, znów pochylił się nad ofiarą i uważniej jej się przyjrzał. Ciekawa sprawa. Naprawdę ciekawa.

– Inventus accesorius? – spytał.

– Brak – odparła Bromnicka. – Nie ustaliłam żadnych nieprawidłowości rozwojowych ani stanów pooperacyjnych. Nie ma też żadnych zmian chorobowych ani, jak pan widzi, urazowych.

Miała rację. Na ciele ofiary próżno było szukać jakichkolwiek śladów świadczących o tym, że została zaatakowana. Gdyby nie pośmiertne zmiany skórne, można by odnieść wrażenie, że dziewczynka śpi.

– Toksykologia czysta – dodała Natalia.

Zaorski odchylił uszy ofiary, przyjrzał się pachom, a potem skupił się na kroczu. Znajdował się tak blisko ciała, że bez trudu odnotowałby jakikolwiek drażniący zapach. Nie czuł jednak żadnego.

– Bardzo dokładnie umyta – powiedział, jeszcze raz pociągając nosem. – Ale przypuszczam, że nie przez was.

– Skąd pan wie?

– Bo nie czuję żadnych charakterystycznych środków – odparł, a potem się wyprostował. – Zakładam więc, że to zabójca wyczyścił ciało. Ofiara w dodatku ma zadbane paznokcie, równo przycięte włosy i żadnych oznak świadczących o tym, by była przed śmiercią więziona wbrew swojej woli.

Żadna z zebranych osób się nie odzywała. Wszyscy czekali na więcej ze strony Zaorskiego, ten jednak nie miał wiele do powiedzenia. Konkretnych ustaleń było zbyt mało, by formułować hipotezę.

– Wygląda to jak naturalna śmierć – dodał. – Nie można więc wykluczyć, że taka właśnie była.

– I rodzice pozbyli się dziecka? – włączyła się Kaja. – Na polu?

– Znam gorsze sposoby.

– Seweryn…

– Mówię tylko, że na tym etapie to w ogóle nie wygląda na zabójstwo – zaznaczył. – A gdyby już miało do niego dojść, w tej chwili w grę wchodziłaby chyba tylko jedna rzecz.

– Jaka? – rzucił Konarzewski.

Zaorski obszedł ciało i zatrzymał się przy głowie dziewczynki. Położył ręce na stole sekcyjnym, po czym pochylił się i przez moment przyglądał skórze twarzy i szyi.

– W jakiej pozycji została znaleziona? – zapytał.

– Na wznak – odparła Burza. – Leżała na polu.

Seweryn przeniósł wzrok na Bromnicką.

– Ile czasu minęło od momentu zgonu?

– Szacujemy, że kilka godzin.

Wziąwszy pod uwagę niską temperaturę i stan, w jakim Zaorski zastał zwłoki, szacunek wydawał się właściwy.

– W takim razie najbardziej prawdopodobne jest uduszenie pozycyjne.

– Co? – spytał komendant.

Seweryn pochylił głowę tak, że jego broda dotknęła klatki piersiowej.

– Dochodzi do niego w sytuacji, kiedy drogi oddechowe zostają zablokowane przez niefizjologiczne ułożenie ciała – powiedział nieco niewyraźnie. – Najczęściej występuje to oczywiście u niemowlaków, ale nie tylko. Wiele nieszczęśliwych wypadków osób dorosłych kończyło się właśnie w taki sposób.

– Twierdzisz, że to wypadek? – mruknął Konarzewski.

– Nie. Twierdzę, że mogło dojść do asfiksji pozycyjnej, bo po niej właściwie nie zostają ślady. O ile ciało przeleży potem w innym ułożeniu odpowiednio długo.

– To niespecjalnie pomocne.

Zaorski wzruszył ramionami.

– Woda też nie jest specjalnie pomocna, kiedy się topisz – odparł. – Ale w innych okolicznościach może ratować życie.

Rozmówca sprawiał wrażenie, jakby miał zamiar zgłębić, co Seweryn ma na myśli. W ostatniej chwili inicjatywę przejęła jednak Kaja.

– To wszystko? – spytała.

– Z mojej strony tak – odparł Zaorski. – Żeby powiedzieć coś więcej, musiałbym otworzyć ciało, a to…

– Nie wchodzi w grę – dokończył za niego Konarzewski.

Wskazał wzrokiem drzwi, nie siląc się nawet na zdawkowe skinienie głową, co dopiero słowo podziękowania. Burzyńska szybko wyprowadziła Seweryna z budynku, a jeden z pracowników zamknął za nimi drzwi.

Skierowali się w milczeniu do radiowozu.

– I co myślisz? – spytała Kaja.

– Że dawno się nie widzieliśmy.

– A jeśli chodzi o tę dziewczynkę?

– Trudna sprawa – odparł, kiedy wsiedli do auta. – Jeśli doszło do zabójstwa, to wyjątkowo dziwacznego. Ofiara jest naprawdę zadbana, nawet podejrzanie.

– Może sprawca zajął się nią po śmierci?

– Może – przyznał Zaorski. – Ale to nie tłumaczy, dlaczego zabił ją tak, by nie dało się ustalić przyczyny zgonu.

Kiedy ruszyli w kierunku dawnego domu Burzyńskich, Kaja przelotnie spojrzała na Seweryna.

– Po co zadawać sobie tyle trudu? – spytała. – Są lepsze sposoby, żeby nie zostawiać śladów.

– Może z potrzeby.

– Jakiej?

– Zrobienia z niej kogoś zupełnie niewinnego, nieskalanego – odparł Seweryn, wyglądając za okno. Żeromickie ulice dawno opustoszały, po zmroku nie było czego tu szukać. – Denatka właściwie wygląda, jakby urwała się prosto z przygotowań do pierwszej komunii.

– Według was ma dopiero siedem lat.

– Mówię po prostu, że…

– Mówisz, jakbyś odnosił się do rzeczy, a nie człowieka.

W jej głosie dał się słyszeć zarzut, który nie miał wiele wspólnego ani z tą sprawą, ani z dzieckiem znajdującym się w przyszpitalnym prosektorium. Seweryn uznał, że najlepiej będzie, jeśli uda, że go nie usłyszał.

– W ten sposób jej nie zaszkodzę – powiedział. – Mogę tylko pomóc.

– Mimo wszystko mógłbyś być delikatniejszy.

– Pozbawiłbym się mojego uroku – odparł i lekko uśmiechnął się do Kai. – Który swojego czasu…

– Przestań.

Tym razem w jej głosie zabrzmiała nie tyle pretensja, ile prośba. Nawet jej ledwo uchwytna nuta wystarczyła, by Zaorski zrobił dokładnie to, o co prosiła go Kaja. Milczał aż do momentu, kiedy zaparkowali obok jego samochodu pod garażem.

– Widziałaś, jakie mają dygestorium tkankowe? – spróbował, wysiadając z auta. – Założę się, że ma aktywny wlot powietrza i…

– Dzięki za pomoc – ucięła Burza, a potem wbiła wsteczny.

Posłała mu ponaglające spojrzenie, sugerując, by zamknął drzwi.

– Nie ma sprawy – odparł. – Jakby co…

– Damy ci znać.

Nie było sensu przeciągać. Skierował się do garażu, a potem usiadł na składanym krzesełku i nalał sobie whisky. Właściwie nie miał pojęcia, dlaczego nie pije w domu, kiedy diablice są u koleżanki. Mógłby zasiąść wygodnie w fotelu i na spokojnie pomyśleć. O sprawie? Nie, przynajmniej nie za długo. Zaraz potem z pewnością skupiałby się już jedynie na Kai.

Powtarzałby w głowie całe spotkanie, analizował każde jej słowo i szukał w jej zachowaniu czegoś, co świadczyłoby o tym, że ona także nie potrafi o nim zapomnieć.

Pociągnął tak duży łyk ballantine’sa, aż zrobiło mu się ciepło.

Było to jednak nic w porównaniu z falą gorąca, która przyszła chwilę później. Ledwo Zaorski odłożył szklanicę, zobaczył, że rozświetlił się ekran leżącego obok telefonu. Pierwsza myśl znów była paranoiczna. Teraz nawet bardziej niż wcześniej, bo miał na względzie, że na stół sekcyjny trafiła ofiara w wieku młodszej córki.

Podniósł telefon i zobaczył okienko AirDropa.

„Fenol chce udostępnić plik »Prawda.mp3«”.

Seweryn rozejrzał się niepewnie. W pierwszej chwili pomyślał, że dziewczynki wcześniej wróciły i to któraś z nich wpadła na pomysł przesłania mu czegoś przez Bluetooth. Zaraz potem uświadomił sobie, że żadna z nich pewnie nie wie, jak zmienić nazwę urządzenia.

Może w takim razie Kaja? Nie, słyszał przecież, jak odjeżdża.

Kto wysyłał plik?

Zaorski podniósł się i obrócił w stronę bramy garażowej. Gorączkowo zastanawiał się nad tym, jaki zasięg ma AirDrop. O ile dobrze się orientował, telefony musiały znajdować się w odległości mniej więcej dziewięciu metrów. Ktokolwiek chciał wysłać mu plik dźwiękowy, znajdował się w okolicy domu.

Wbił wzrok w wyświetlacz.

„Odrzuć”. „Przyjmij”.

Nie było się nad czym zastanawiać.

2

Poranek pachniał kawą i problemami. Kaja wróciła do domu w środku nocy, kiedy Michał już spał, ale mąż na moment się przebudził – kontrolnie spytał, czy wszystko w porządku, i od razu zasnął, nie czekając na odpowiedź.

Burza wierciła się w łóżku ponad godzinę, zanim zrezygnowała z prób zapadnięcia w sen. Cały czas przed oczami miała ciało dziewczynki, wyglądające niemal sterylnie. Było w tym coś upiornego i Kaja miała wrażenie, że gdyby zwłoki nie zostały tak skrupulatnie oporządzone, łatwiej byłoby jej zasnąć.

Nalała sobie szklankę wody i stanęła przed oknem. Pierwszy łyk przyniósł ulgę, jakby całą noc spędziła na ostrym piciu, a rankiem wstała z Saharą w ustach. Zbyt dużo emocji, stanowczo zbyt dużo.

Nie wiązały się tylko z młodą ofiarą i rozmyślaniami o człowieku, który mógłby dopuścić się tej zbrodni, ale także z Sewerynem. Nie widziała go od miesięcy, przynajmniej teoretycznie.

W praktyce niemal codziennie udawało jej się zobaczyć go, kiedy odwoził Adę i Lidkę do szkoły. Robiła wszystko, by ich spojrzenia nie spotkały się choćby na moment, a on jej w tym pomagał – kiedy tylko dostrzegał jej volvo, szybko odwracał wzrok lub odjeżdżał.

Równie często sprawdzała go w sieci. Na bieżąco przeglądała jego profil na Facebooku, mimo że nie zamieszczał tam nic nowego. Przypuszczała, że konta potrzebował jedynie do kontrolowania tego, co dziewczynki robią w mediach społecznościowych.

Na laptopie miała folder z jego zdjęciami, który schowała tak dobrze, jak Michał ukrywał u siebie filmy porno. Ściągnęła do niego wszystko, co udało jej się znaleźć w sieci – głównie fotografie zrobione przez lokalnych dziennikarzy podczas wydarzeń sprzed pół roku.

Czasem, kiedy Michał i Dominik spali, siadała ze słuchawkami w salonie, nalewała sobie wina, a potem oglądała zdjęcia przy akompaniamencie ich piosenki. Przekonywała się wtedy, że nawet kompletnie zniszczone serce potrafi bić.

Dopiła wodę, odsuwając od siebie myśli o Zaorskim. Usiadła przy stole w kuchni i otworzyła laptopa, uznając, że nie ma już sensu się kłaść. Zaczęła czytać o uduszeniu pozycyjnym, zastanawiając się nad tym, jak zabójca miałby osiągnąć efekt, o którym mówił Seweryn.

Z pewnością musiałby użyć siły, by zmusić dziewczynkę do trwania w niefizjologicznej pozycji, a w takim wypadku przecież pozostawiłby jakieś ślady. Nawet gdyby unieruchomił ją w inny sposób, zamykając w specjalnie przygotowanym miejscu, wciąż walczyłaby przynajmniej przez jakiś czas.

Burza podniosła wzrok znad monitora i kątem oka dostrzegła światła z wolna przesuwające się na drodze dojazdowej. Zerknęła na zegarek. Czwarta dziesięć. Kto mógł niepokoić ich o tej porze?

Samochód niewątpliwie kierował się na jej posesję, żadnego innego domu w okolicy nie było. Kaja podeszła do okna, starając się rozpoznać kształt reflektorów. Świeciły jednak za mocno.

Szybko narzuciła na siebie policyjną kurtkę i cicho otworzyła drzwi. Wyszła na ganek, a kiedy światła samochodu zgasły, mogła już rozpoznać model. Honda accord kombi.

Ku swojemu zaskoczeniu poczuła, jak unoszą się jej kąciki ust. Nie zastanawiała się, co Zaorski robi pod jej domem w środku nocy. Nie pomyślała też o tym, że ta niespodziewana wizyta może wzbudzić podejrzliwość męża. Cieszyła się, że za moment zobaczy Seweryna. Było to naturalne, ledwo uświadomione i najczystsze z uczuć.

Ruszyła w stronę auta, ale w tym samym momencie Zaorski włączył światła. Tym razem długie, całkowicie oślepiając Burzę. Osłoniła oczy i zatrzymała się, dopiero teraz uświadamiając sobie, że nie zgasił silnika.

Kiedy udało jej się spojrzeć w kierunku hondy, Seweryn wbił wsteczny. Cofnął raptownie, a koła zabuksowały na ziemistym podjeździe. Zanim Kaja zdążyła zastanowić się, co to wszystko ma znaczyć, Zaorski wykręcił i ruszył naprzód, wyrzucając piach spod kół.

Odprowadziła auto wzrokiem, nie rozumiejąc, co się dzieje. Stała przed domem przez kilka minut, czekając, aż Seweryn wróci. Założyła, że wypił więcej, niż powinien, i po ich pierwszym od długiego czasu spotkaniu poczuł impuls, by znów ją zobaczyć. Potem nagle się rozmyślił.

Ale żeby tak nagle odjechać? Kiedy widział już ją na ganku?

Wróciła do domu, zastanawiając się po raz niepamiętny, jak z tym wszystkim skończyć. Półroczny brak kontaktu powinien w zupełności wystarczyć. Nic nie powinno przetrwać tak długiego okresu ochłodzenia.

Kręciła się po kuchni, przygotowując powoli śniadanie dla męża i syna. Przed szóstą uznała, że nie ma sensu dłużej podejmować czynności zastępczych. Cichaczem weszła do sypialni, zabrała komórkę, a potem znów się ubrała i wyszła na zewnątrz.

Mimo wczesnej godziny Zaorski odebrał od razu. Najwyraźniej także nie miał spania.

– Niezła pora – rzucił lekkim tonem. – Ale podobno nigdy nie jest za wcześnie ani na świąteczne kawałki w radiu, ani na dzwonienie do swojego byłego.

W tle słyszała dźwięki Just What I Needed The Cars, które dobrze znała. Uświadomiło jej to, jak często słuchała tego, co Seweryn. Początkowo robiła to wyłącznie po to, by poczuć się bliżej niego. Po czasie sama zaczęła jednak wynajdować zakurzone rockowe numery z lat siedemdziesiątych.

Zaorski ściszył nieco muzykę, jakby sądził, że odpowiedź padła, ale on jej nie dosłyszał.

– Halo? – spytał.

– Coś jest z tobą naprawdę nie w porządku – wypaliła Kaja.

– Przynajmniej kilka rzeczy – odparł bez wahania. – Po pierwsze wydaje mi się, że prawdziwa muzyka skończyła się w momencie, kiedy Ozzy Osbourne został wywalony z Black Sabbath za picie i ćpanie. Po drugie zabieram diablice do Pizzy Hut, żeby uczyć je savoir-vivre’u, bo nie ma wtedy obciachu, jak któraś próbuje podrapać się w nosie widelcem albo…

– Żartujesz sobie?

– Trochę. Czasem – przyznał. – Z Pizzą Hut nie, choć to już właściwie przeszłość, bo w Żeromicach próżno szukać ich placówki. A nie będę przecież jeździł do Zamościa na naukę etykiety stołowej.

Pokręciła głową z niedowierzaniem, a potem odwróciła się w kierunku domu. Być może powinna skończyć tę rozmowę, wziąć prysznic i wrócić do przygotowywania śniadania. Zaorski najwyraźniej postanowił zbyć całą sytuację jakimiś dyrdymałami.

– Zamierzasz po prostu udawać, że cię tutaj nie było? – spytała.

– Mnie? Gdzie?

– W porządku – rzuciła. – Jak wolisz.

– Zaraz…

– Następnym razem miej chociaż odwagę wysiąść z auta. I nie świeć mi długimi po oczach.

– Poczekaj chwilę – powiedział, a ona wychwyciła nagłą zmianę w jego głosie. – O czym ty w ogóle mówisz?

– O twojej nocnej wizycie.

– Jakiej wizycie?

Gdyby powaga nie zastąpiła wcześniejszej przewrotności, Kaja uznałaby, że Zaorski nadal robi sobie z niej jaja. Znała go jednak dostatecznie dobrze, by nie mieć wątpliwości, że rzeczowego tonu nie powinna ignorować.

– Półtorej godziny temu podjechałeś pod mój dom.

– Co takiego?

– Zaparkowałeś kawałek przed gankiem, zgasiłeś światła, a potem strzeliłeś mi po oczach długimi i nagle odjechałeś.

Milczenie się przeciągało.

– Jesteś tam? – zapytała Burzyńska.

– Jestem. I byłem tutaj przez całą noc. Nie ruszałem się z domu.

– Ale…

– Jesteś pewna, że to był mój samochód?

Kaja ściągnęła poły mundurowej kurtki, czując niespodziewany chłód. Co tu się działo? Nie miała żadnych wątpliwości, że był to accord Seweryna.

– Widziałaś numer rejestracyjny? – dodał Zaorski.

– Nie, ale…

– Więc może to ktoś inny?

Zamrugała nerwowo, starając się wyrwać z chwilowego otumanienia. Pytania, które zadawał Zaorski, były retoryczne, ale właściwie na jego miejscu też wolałaby się upewnić.

– Kto inny miałby podjeżdżać pod mój dom samochodem identycznym z twoim? – odparła. – To bez sensu. Kolor się zgadzał, nadwozie też.

– I nie widziałaś, kto siedział za kierownicą?

– Nie. Ale może powinieneś…

– Sprawdzić auto – dokończył za nią. – Tak, wiem. Właśnie do niego idę.

Czekała w napięciu, zastanawiając się, ile czasu ma jeszcze do pobudki Michała. Z pewnością niedużo, a za wszelką cenę chciała uniknąć rozmowy o tym, co wydarzyło się tutaj nad ranem.

– I? – spytała ponaglająco.

– Mam ci wszystko relacjonować?

– Tak.

Zaśmiał się cicho i nerwowo, jakby nie był pewien, czy sytuacja pozwala na jakąkolwiek wesołość.

– Niech będzie – odparł. – A więc podchodzę do auta z prędkością sześciu kilometrów na godzinę. Obiekt sprawia dość niepozorne wrażenie, ale czasem zmienia się w prawdziwą platformę imprezową. Szczególnie jak puszczę diablicom du, du, du.

Usłyszała, jak otwiera drzwi.

– Pojazd stoi w tym samym miejscu, w którym go zostawiłem – dodał Zaorski. – Brak śladów świadczących o włamaniu, bak nadal prawie pusty, a…

Kiedy urwał, Burzyńska poczuła szybsze bicie serca.

– Dziwne – dorzucił.

– Co jest dziwne?

Seweryn przez moment milczał, a ona wychwyciła w tle kolejne znajome dźwięki.

– Leci Bachman-Turner Overdrive.

– Słyszę – odparła.

– Kawałek You Ain’t Seen Nothing Yet – dodał Zaorski.

– To też słyszę, Seweryn. I co w związku z tym?

– To jest czwarty numer na tej płycie – powiedział w zamyśleniu. – A kiedy wczoraj parkowałem samochód, ledwo zaczęła się pierwsza piosenka.

Burza poczuła, jak jeżą się jej włoski na karku. A więc jednak ktoś wsiadł do auta Zaorskiego i z jakiegoś powodu podjechał pod jej dom.

– Ile trwają trzy pierwsze kawałki? – spytała.

– Pierwszy i trzeci cztery minuty. Drugi pięć – odparł z coraz większym niepokojem Seweryn. – Czyli… nie wiem, czy wystarczająco, żeby dojechać do ciebie i wrócić. Nawet nocą, pustymi drogami.

Starała się sama to ocenić, ale przychodziło jej to z trudem. Żeromice były niewielkie, właściwie przejazd od Zaorskiego do niej mógłby zająć około siedmiu minut, gdyby nie zważać na ograniczenia prędkości.

– Może to realne – dodał po chwili Seweryn.

– Może – zgodziła się. – Ale kto w ogóle miałby coś takiego robić? I po co?

Usłyszała, jak Zaorski wychodzi z auta, a potem trzaska drzwiami. Mruczał coś pod nosem, a Kaja znów zerknęła przez ramię. Należało kończyć rozmowę, jeśli nie chciała tłumaczyć się przed mężem z porannych telefonów.

– Co mówisz? – spytała.

– Że zaparkował tak samo jak ja. Nie zostawił żadnych śladów włamania. Nawet nie skręcił kierownicy.

– I?

– Był niezwykle precyzyjny – dodał nieobecnym głosem Seweryn. – A jednak zapomniał cofnąć płytę do pierwszego kawałka? To nielogiczne.

– Może się spieszył.

– Albo chciał zostawić mi wiadomość.

– Jaką?

– „You ain’t seen nothing yet” – odparł niespokojnie Zaorski. – Jeszcze nic nie widziałeś, teraz dopiero się zacznie…

Z jednej strony rzeczywiście wydawało się mało prawdopodobne, by ten człowiek zapomniał o przestawieniu radia. Z drugiej tak naprawdę nic o nim nie wiedzieli. Równie dobrze ktoś mógł wyciąć Sewerynowi niezbyt wyrafinowany numer. Wrogów w Żeromicach mu z pewnością nie brakowało.

– Spotkajmy się po odstawieniu dzieciaków – rzucił nagle.

– Nie wiem, czy to dobry pomysł.

– Najgorszy z możliwych. A więc też najlepszy.

Kaja obróciła się w stronę domu i ruszyła powoli przed siebie. Musiała kończyć tę rozmowę, zanim zabrnie za daleko.

– Nie powinniśmy – odparła.

– Wiem, ale w tym wypadku…

– Ktoś sobie z ciebie zadrwił, może ze mnie też – ucięła. – To nie powód do niepokoju.

Zatrzymała się przed drzwiami, ale ich nie otworzyła. W głębi ducha miała nadzieję, że Zaorski nie da za wygraną i będzie nalegał tak długo, aż Burza zgodzi się na spotkanie. Jednocześnie miała świadomość, że skoro nie zrobił tego przez tyle miesięcy, teraz także spasuje.

– Normalnie bym się z tobą zgodził – oznajmił. – W tym wypadku jednak nie mogę.

– Dlaczego nie?

– Bo w nocy, kiedy powoli zaprawiałem się na sen w garażu, ktoś przysłał mi coś AirDropem. A jak z całą pewnością wiesz, to ma zasięg maksymalnie dziesięciu metrów, więc…

– Więc ten ktoś musiał znajdować się pod twoim domem.

– Zgadza się – przyznał Seweryn. – Kręciłem się wokół przez pół godziny, szukając gnoja, ale bez skutku.

– I sądzisz, że to ta sama osoba, która wzięła twój samochód.

– A ty nie?

Nie było sensu odpowiadać, zresztą Kaja bynajmniej nie sformułowała tego jako pytania – wydawało się oczywiste, że to nie przypadek. Trudno było jednak ułożyć choćby roboczą hipotezę wyjaśniającą, czemu to wszystko miałoby służyć.

– Odebrałeś ten plik? – spytała.

– Jasne. I tak zmierzam do piekła, więc ten pierwszy stopień to dla mnie norma.

Mówili też, że ciekawość to pierwszy stopień do zdrady, ale Burzyńska zachowała tę myśl dla siebie.

– I? – zapytała. – Co to było?

– Nagranie.

– Nagranie czego?

– Zaczyna się od jakiejś kołysanki granej na cymbałkach. Sama melodia, żadnych słów. I uwierz mi, że w środku nocy brzmiało to dość upiornie.

Burzyńska weszła do domu i zrzuciła z siebie kurtkę. Nie słyszała, by Michał wstał, a nawet jeśli, to najpierw skieruje się prosto do łazienki.

– Potem do tych pieprzonych dźwięków dołączyła dziewczynka mówiąca po niemiecku.

– Co takiego?

Zaorski cicho odchrząknął.

– Teraz chyba rozumiesz, dlaczego musimy się spotkać – powiedział. – Wydaje mi się, że usłyszałem głos z zaświatów.

3

Kolejne dzieciaki wychodziły z samochodów parkujących przed szkołą, a w hondzie Seweryna wciąż rozbrzmiewały dźwięki z albumuNot Fragile BTO. Zaorski cofnął płytę do początku, zastanawiając się, czy ten, kto zabrał jego auto, rzeczywiście mógł przegapić tak oczywistą rzecz.

Po chwili pod budynkiem stanął samochód wiozący Lidkę i Adę. Seweryn odetchnął, widząc córki. Jedna noc bez nich, szczególnie tak obfita we wrażenia, była wystarczająca. Nie chciał jednak wyjść na nadopiekuńczego ojca, więc przyglądał się z oddali, jak razem z koleżanką, u której spały, idą do szkoły.

Zaraz potem Zaorski wypatrzył volvo Burzy. Dominik wyskoczył z niego, jakby się paliło, na pożegnanie jedynie unosząc rękę.

Kaja przez moment się rozglądała, co sprawiło, że stojący za nią kierowca ponaglił ją, podjeżdżając pod sam zderzak. Najwyraźniej na żonę burmistrza nie wypadało trąbić.

Szybko dostrzegła stojącego kawałek dalej Seweryna i podjechawszy do niego, opuściła szybę po stronie pasażera.

– Podjedziemy na komisariat? – zaproponowała.

– Po moim trupie w stanie enzymatycznego rozkładu.

– W takim razie gdzie?

– Może do Gałęźnika?

Pokręciła głową bez choćby chwilowego zawahania, a Zaorski skarcił się w duchu za tę propozycję. Działał jednak całkowicie automatycznie. Wystarczyło, że zobaczył Burzę, a od razu zbierało mu się na dwuznaczne uwagi, sugestywne propozycje, długie spojrzenia i próby znalezienia się bliżej.

– Kawalądek? – podsunęła.

Publiczne miejsce. Dobry wybór, gdyby nie pewien szkopuł.

– Jestem tam umówiony z Michałem za pół godziny – odparł Zaorski. – Może po prostu zjedźmy na najbliższą stację.

Zatrzymali się na orlenie, a Seweryn skorzystał z okazji i kupił sobie półlitrową, niegazowaną wodę. Spodziewał się komentarzy o tym, że go suszy, zamiast tego jednak usłyszał krótką policyjną komendę, by się podzielił.

Burza pociągnęła łyk i omiotła wzrokiem wnętrze samochodu.

– Mogły zostać jakieś ślady po nocnym kierowcy – powiedziała.

– Mogły. Ale wątpię, żeby Konar zgodził się wysyłać techników tylko dlatego, że ktoś użyczył sobie mojego kombiaka.

– Ja też.

– Mamy zresztą ważniejsze rzeczy do roboty.

Przysiedli na masce hondy, a Zaorski wyciągnął komórkę. Włączył nagranie, które otrzymał w nocy od nieproszonego gościa.

Pozornie niewinna, przywodząca na myśl dziecięcą kołysankę melodia nawet w dzień wywołała w Sewerynie niepokój.

– Jak z horroru – odezwała się Kaja.

– Słuchaj dalej.

Dźwięki dzwonków nieco ucichły, ale nadal były wyraźnie słyszalne. Dołączył do nich głos małej dziewczynki mówiącej wyraźnie po niemiecku.

– Eins. Eins. Punkt. Vier. Zwei.

Burza spojrzała pytająco na Zaorskiego.

– Drei. Punkt. Vier. Drei.

Jeszcze przez chwilę grały cymbałki, po czym nagranie się skończyło. Seweryn wygasił ekran i schował telefon do kieszeni.

– To wszystko? – spytała Kaja.

– Jeśli chodzi o przekaz od Heidi, to tak.

– Heidi?

– Tak ją nazwałem – odparł Zaorski i napił się nałęczowianki. Smakowała cudownie, jakby miała rozwiązać wszystkie jego problemy, a on utwierdził się w przekonaniu, że dopiero na kacu docenia się życiodajność zwykłej niegazowanej wody.

– Nazwałeś dziewczynkę, którą usłyszałeś na nagraniu?

– Nie tylko. Wydaje mi się, że to ta sama, która leży w prosektorium. Lepiej mówić na nią Heidi niż NN, prawda?

Burzyńska bez słowa zabrała mu butelkę.

– Dlaczego akurat Heidi? – mruknęła.

– A jak miałem ją nazwać? Helga? Berta? Gertruda? Brunhilde? – odparował. – Heidi to taka postać z bajki, diablice ją lubią. Zamieszkała na moment z dziadkiem w Alpach, a potem…

– Znam Heidi, Seweryn – ucięła Burza. – I to na podstawie książki dla dzieci szwajcarskiej pisarki, Johanny Spyri.

– Może. Co nie zmienia faktu, że…

– Że nie masz absolutnie żadnego dowodu na to, że głos na nagraniu należy do dziewczynki, która leży w chłodni.

– Nazywajmy ją po imieniu, tak wypada.

Łypnęła na niego z ukosa i oddała mu butelkę, jakby chciała zasugerować, że najlepiej będzie, jeśli przestanie gadać i nieco uzupełni poziom elektrolitów.

– Nie wiem zresztą, czy potrzebuję jakiegokolwiek dowodu – dodał. – Nie jestem ani śledczym, ani sędzią. Zestawiam ze sobą tylko dwa dość logicznie połączone fakty.

Burza zmarszczyła czoło, wbijając wzrok w rozległe pola rozciągające się za stacją benzynową. Musiała zastanawiać się nad tym, czy dobrze robi, spotykając się tutaj z Zaorskim. Z jej punktu widzenia najsensowniej byłoby zabrać go na komisariat i przesłuchać w obecności innego funkcjonariusza.

Najwyraźniej jednak wiedziała, że w żaden sposób go do tego nie przekona. Spotkań z lokalnymi stróżami prawa miał dosyć, szczególnie od kiedy wszyscy jak jeden mąż uznali go za gwałciciela o mafijnych powiązaniach.

– Ten plik nazywał się „Prawda.mp3” – kontynuował Seweryn, obawiając się, że Kaja zaraz zmieni zdanie. – A przysłał go ktoś, kto jako nazwę telefonu wprowadził słowo „fenol”.

Burzyńska wciąż patrzyła przed siebie, a on odstawił butelkę na maskę.

– Prawda i fenol? – spytała. – Co to ma niby znaczyć?

– To pierwsze znam tylko ze słyszenia. To drugie z praktyki, głównie za sprawą wodnego roztworu, karbolu. Używa się go do dezynfekcji pomieszczeń, a kiedyś służył jako antyseptyczny środek na salach operacyjnych. Potem z niego zrezygnowano, bo jest, cóż… trochę toksyczny. Sam fenol możesz znaleźć w niektórych lekach, a oprócz tego chyba jako środek bakteriobójczy.

Kaja czekała na więcej konkretów, ale było to właściwie wszystko, co Zaorskiemu udało się ustalić. Wszystko inne wydawało się albo mało istotne, albo zupełnie abstrakcyjne. I tak czy owak nie dawało żadnych odpowiedzi.

– Fenol, prawda i te numery po niemiecku – bąknęła Burzyńska i skrzyżowała ręce na piersi. – Co to ma znaczyć?

Seweryn wyjął kartkę z kieszeni skórzanej kurtki i podał Kai. Wynotował na niej wszystko, co powiedziała Heidi, ale to także nie było zbyt pomocne. Liczby mogły oznaczać właściwie wszystko.

Kaja zerknęła na jego zapiski.

11.42. 3.43.

– Zapis godzinowy? – spytała.

– Taka była moja pierwsza myśl – przyznał. – Mimo że większość ludzi używa dwukropka, sposób z kropką jest poprawniejszy. Przynajmniej tak twierdzą mądre lingwistyczne głowy w internecie.

Burza zignorowała uwagę, przypatrując się cyfrom. Zaorski miał ich serdecznie dosyć, towarzyszyły mu nie tylko przez całą noc, ale i ranek, kiedy próbował choć chwilę się przespać. Ledwo jednak zamykał powieki, widział ciąg znaków.

– Te kropki na pewno mają tam być? – spytała.

– Heidi wyraźnie mówi Punkt. Po niemiecku kropka. Zresztą w tym kontekście nic innego nie pasuje.

Kaja skinęła głową.

– Ale może cyfry powinny być rozdzielone? – podsunęła. – Mała mówi eins, eins, a nie elf. A ty zapisałeś jedenaście.

– Mój niemiecki lekko kuleje.

Burza popatrzyła na niego z ukosa i przez moment sprawiała wrażenie, jakby miała zamiar go szturchnąć. Ostatecznie jednak nawet nie drgnęła, a Seweryn dopiero teraz uświadomił sobie, jak bardzo jest spięta.

Pilnowała każdego ruchu i gestu, z pewnością obawiając się, że jedno niefortunne posunięcie może przekreślić wszystko, na co pracowali od wielu miesięcy. Udało im się stworzyć dystans teoretycznie gwarantujący, że już nigdy się do siebie nie zbliżą. W praktyce sprawiał, że oboje potrzebowali wzajemnego kontaktu, jakby od tego zależało ich życie.

– Googlowałeś te liczby? – odezwała się po chwili Kaja.

– A czy papież jest katolikiem?

– I co?

– Najpierw wziąłem na warsztat jedenaście, czterdzieści dwa. Nie zaczęło się najlepiej, bo wyskoczyły jakieś matematyczne brednie i zmroziło mnie na samą myśl, że znów będę musiał podjąć próbę zrozumienia czegoś, co się do rozumienia zupełnie nie nadaje. Potem…

– Będziesz opisywał cały proces?

Obrócił się do niej i podparł ręką na masce.

– Taki miałem zamiar.

– Nie możesz przedstawić mi konkretów?

– Nie – odparł od razu. – Bo nie mam żadnych.

– Aha.

– Pół nocy nad tym siedziałem. Trafiłem głównie na wyniki dotyczące gier komputerowych, współrzędnych geograficznych, rozdziałów w książkach, ustępów w aktach prawnych i… właściwie wszystkiego, co ludzie robili o jedenastej czterdzieści dwie. Nic z tych rzeczy mnie nie zaciekawiło.

– Domyślam się.

– Może z jednym wyjątkiem – przyznał Zaorski, poprawiając daszek czapki. – Bo wyświetlił mi się też Koran. Sura jedenasta, wers czterdziesty drugi. Znasz?

– Moja znajomość świętej księgi islamu jest taka, jak twoja niemieckiego.

– To fragment o tym, jak Noe woła do syna, żeby zostawił niewiernych i popłynął z nim arką. Bo czeka ich niezła przygoda.

Burza nabrała głęboko tchu, a potem obróciła się do Zaorskiego. Po raz pierwszy, od kiedy znaleźli się na stacji, posłała mu dłuższe spojrzenie. Nie było w nim jednak niczego, co chciałby widzieć. Przeciwnie, wzrok był ponaglający.

– Muszę jechać do roboty – powiedziała Kaja. – Masz dla mnie coś konkretnego czy nie?

– Jeszcze nie.

– „Jeszcze” zakłada, że masz zamiar się tym dalej zajmować.

Zaorski niewinnie wzruszył ramionami.

– Seweryn…

– Wyrzucili mnie z pracy, mieszkańcy traktują mnie, jakbym wymordował pół wioski, a diablice przez pół dnia są w szkole. Nie mam co robić.

Tym razem w jej oczach pojawiło się jedynie coś karcącego.

– Bądź poważny – rzuciła pod nosem.

– Będę po śmierci.

– Jakoś nawet w to wątpię – odparła, a potem zsunęła się z maski. Poprawiła mundur, jakby chciała wysłać jasny sygnał, że czas przejść na nieco bardziej służbowy ton.

– Poza tym jestem bezpośrednio zaangażowany w tę sprawę – dorzucił Zaorski. – To do mnie przyszło nagranie. I to mój samochód ktoś pożyczył sobie na trzy piosenki.

– Nie wiemy, czy te rzeczy są ze sobą powiązane.

– Oczywiście, że są. Dwie obce, przypadkowe osoby raczej nie kręcą się tej samej nocy pod czyimś domem.

Kaja napiła się jeszcze wody, a potem zakręciła ją i wrzuciła na siedzenie pasażera.

– A więc to by było na tyle? – spytał Zaorski.

– Nie – odparła spokojnie. – Jeśli chcesz brać w tym udział, warunek jest jeden.

– Mam cię zabrać na wyjątkowo drogą kolację?

– Pojechać ze mną na komisariat.

– Wolałbym prowadzić śledztwo w sposób polowy.

– Nie będziesz niczego prowadzić – odparła stanowczo, ale i z pewną przewrotnością. – Zabieram cię, żebyś złożył zeznanie.

Seweryn szybko się podniósł.

– Nie ma mowy.

– W charakterze świadka.

– Domyślam się, że nie podejrzanego, ale…

– Mam ci doręczyć wezwanie i poinformować cię o konsekwencjach prawnych niestawiennictwa?

Patrzył na nią tak długo, że musiała odwrócić wzrok.

– Nie – odparł w końcu. – Wystarczy, że poprosisz.

Uśmiechnęła się lekko, a potem pokręciła bezradnie głową. Odeszła bez słowa do samochodu, bo w zasadzie nie musiała nawet werbalizować prośby. Seweryn zakładał zresztą, że właśnie w ten sposób skończy się to spotkanie.

Na udział w dochodzeniu nie miał co liczyć, ale powinien przekazać Konarzewskiemu i reszcie to, co wiedział. Przy odrobinie szczęścia śledczym uda się ustalić, o co w tym wszystkim chodzi.

Zaparkowali pod komisariatem chwilę później, a kiedy Burza wprowadziła Seweryna do środka, ten natychmiast poczuł na sobie nieprzychylne spojrzenia mundurowych. Żaden z nich się nie odezwał, kiedy szedł za Kają do gabinetu przełożonego.

Komendant jednak milczeć nie zamierzał.

– Co on tu robi, do kurwy nędzy? – rzucił, podnosząc się z trudem zza biurka.

Choć zdawało się to niemożliwe, od ostatniej sprawy szef lokalnych stróżów prawa przytył jeszcze bardziej. Podbródek był już tak obfity, że zasłaniał kawałek luźno zawiązanego krawata. Brzuch stał się tak wydatny, że mundurowa koszula niemal pękała w szwach.

– Przyjechał złożyć zeznania – odparła Kaja.

– Chyba żartujesz…

Zaorski zmarszczył czoło, nie mogąc zrozumieć, z czego wynika niedowierzanie komendanta. Właściwie nie było powodu, by tak reagował. Szczególnie że nie wiedział, w czym rzecz.

– Wyprowadź go stąd – zarządził.

Oddech Konarzewskiego nieco przyspieszył i trudno było sądzić, że to rezultat samego podniesienia się zza biurka.

– Ale panie komendancie…

– Natychmiast!

Burza spojrzała na Seweryna, jakby to on miał wytłumaczyć jej, co się dzieje. Zrobiła krok ku niemu, ale zanim zdążyła choćby lekkim ruchem zasugerować, by skierował się do drzwi, Konarzewski ruszył przed siebie.

Wyszedł z gabinetu, przywołał do siebie dwóch policjantów, a potem wskazał im Zaorskiego.

– Wyprowadzić go – polecił. – Posadzić w korytarzu i pilnować, żeby nigdzie się nie ruszał.

Seweryn drgnął nerwowo.

– Jestem zatrzymany?

Słysząc alarmistyczny ton zwierzchnika, funkcjonariusze natychmiast stanęli obok Zaorskiego. Ten nadal niespecjalnie wiedział, jak się zachować. Wyglądało to jak aresztowanie, mimo że formalnie z pewnością nim nie było.

– No? – dodał Seweryn, tracąc cierpliwość. – Zatrzymujecie mnie, czy co?

– Poczekaj chwilę na zewnątrz – wpadła mu w słowo Kaja, podchodząc bliżej. – Zaraz się wszystkiego dowiem.

– Wolałbym sam dowiedzieć się wszystkiego już teraz.

Dwóch policjantów tylko czekało na sygnał od szefa, by siłą wyprowadzić nieproszonego gościa.

– O co tu chodzi? – dorzucił Zaorski.

– Daj mi chwilę – odparła Kaja.

Posłała mu długie, uspokajające spojrzenie. Tyle właściwie powinno wystarczyć, by poczuł, że wszystko jest w porządku. Miał jednak głębokie przekonanie, że to początek poważnych kłopotów.

4

Ledwo drzwi gabinetu się zamknęły, Burza podeszła do biurka przełożonego, jakby miała zamiar je przewrócić. Zamiast tego położyła dłonie na blacie i nachyliła się lekko.

– Opanuj się – burknął Konarzewski.

– Jak tylko powie mi pan…

– Zaraz. Najpierw przypomnij mi, kto tu jest starszą aspirant, a kto inspektorem?

Zmitygowała się i szybko przyjęła postawę zasadniczą. Nie miała złych relacji z przełożonym, ale z pewnością nie mogła też liczyć na to, że będzie przymykał oko na obcesowe zachowanie ze strony podkomendnej. Sama zresztą była nim zaskoczona. Nie mogła jednak przejść obojętnie obok tego, jak potraktowano Seweryna.

– Niemal siłą go pan tu zatrzymał, mimo że formalnie nie było podstaw – zauważyła. – Ani trybu.

– Formalne podstawy są.

– Jakie?

Konarzewski wrócił za biurko i wspierając się o nie, opadł na krzesło.

– Dotarliśmy do pewnych dowodów świadczących o tym, że Zaorski może być zamieszany w śmierć dziewczynki.

– Co proszę?

Komendant w końcu uznał, że nie ma sensu dłużej się podduszać. Uniósł brodę, rozsupłał krawat, a potem z ulgą przewiesił go przez oparcie krzesła.

– Tak cię to dziwi? – spytał. – Mam ci przypomnieć, jaką rolę odgrywał przy poprzedniej sprawie, która wstrząsnęła tym miastem?

– Nie musi pan.

– Właśnie. Więc może pamiętaj o tym.

Pamiętała wszystko aż za dobrze. Szczególnie spotkanie w Gałęźniku, kiedy zbliżyli się znacznie bardziej, niż powinni. I wszystkie inne chwile razem. Chwile, o których przynajmniej teraz powinna zapomnieć. Należało przełączyć się na tryb czysto służbowy.

– Jakie to dowody? – spytała.

Konarzewski sięgnął do monitora ustawionego w rogu biurka, a potem obrócił go tak, by Burza mogła nań spojrzeć.

– Medyk sądowy zrobił sekcję – oznajmił inspektor. – Przyczyny zgonu dalej nie udało się ustalić, ale oczyszczono bebechy z treści jelitowej i zgadnij, co znaleziono.

Kaja powiodła wzrokiem po dokumencie, który przełożony wyświetlił.

– Sporo nieprzetrawionej treści – powiedziała cicho. – Większość nie opuściła jeszcze jelita cienkiego… a przynajmniej tak jest tutaj napisane. – Oderwała wzrok od ekranu. – Niestety niewiele mi to mówi.

– Mnie też. Ale biegły twierdzi, że dzięki temu może oszacować czas zgonu na cztery do sześciu godzin przed tym, jak znaleźliśmy ciało.

– To już coś.

– Taaa… – przyznał Konarzewski. – Oprócz tego przeanalizowali wszystko, co dziewczynka zjadła. I wychodzi na to, że takie rzeczy serwują tylko w jednym miejscu w okolicy.

– Gdzie?

– W Kurewskiej Przystani.

Był to niewielki przydrożny motel, położony nieopodal trasy prowadzącej do Tomaszowa Lubelskiego. Mieściła się tam restauracja, ale większość podróżnych zatrzymywała się tam głównie ze względu na młode Ukrainki i Białorusinki, gotowe właściwie na wszystko i z każdym.

Nazwa przyjęła się jeszcze przed pierwszym sezonem Gry o tron, głównie dlatego, że wyszynk nazywał się po prostu Przystań.

– Sprawdziliśmy od razu monitoring – dodał szef i przysunął się, by lepiej widzieć ekran. – Ale okazało się, że nie ma czego oglądać.

– To zrozumiałe.

– Skurwiele w ogóle go nie włączają, a kamery są tam tylko dla picu.

Kaja nie spodziewała się niczego innego i przełożony z pewnością także nie powinien. Mieszkańcy Żeromic omijali Kurewską Przystań szerokim łukiem, zatrzymywali się tam jedynie niczego nieświadomi, głodni przejezdni lub mężczyźni szukający uciech cielesnych w niezbyt wygórowanych cenach.

– Z samego rana kilku naszych pojechało na miejsce i przesłuchało personel – podjął Konarzewski. – Pokazali im zdjęcie dziewczynki.

– I?

– Kelnerka i barman od razu ją rozpoznali. Zwracają uwagę na dzieciaki, żeby nie było przypału. Tak to określili.

– Aha – mruknęła Burza. – Ale nadal nie rozumiem, co wspólnego ma z tym Zaorski?

– To, że jego samochód zauważono na parkingu w tym samym czasie.

Kaja momentalnie poczuła, że robi jej się gorąco.

– Tak po prostu?

– Co?

– Nie dość, że go zauważyli, to jeszcze to zapamiętali? I zanotowali godzinę?

– To auto źle się ludziom kojarzy – odbąknął szef. – Podobnie jak jego kierowca.

Właściwie trudno było się dziwić dwójce z obsługi. Podobnie jak dla innych, tak i dla nich Seweryn wciąż był osobą znajdującą się na liście przestępców seksualnych. Ilekroć pojawiał się w miejscu, gdzie znajdowały się dzieci, musiał wzbudzać pewną obawę. Skojarzenie jednego wydarzenia z drugim nie byłoby tak dziwne i nikt nie musiałby notować konkretnej godziny, by o czymś takim pamiętać.

– Widzę po minie, że nie wspomniał ci o tym.

– Nie – przyznała Burzyńska.

– Może wyleciało mu z głowy.

Kaja nie miała zamiaru wdawać się w ironiczne przepychanki. Liczyło się tylko to, by jak najszybciej skierować śledztwo na inny tor. Ten, na którym znalazło się w tej chwili, był całkowicie mylny.

– Ktoś widział tam Zaorskiego czy tylko jego samochód? – spytała.

– A co, ma samoprowadzące się auto?

– Pytam poważnie.

– Skoro był jego accord, to był on też.

– Ale ktoś go widział?

– Nie.

Pokiwała głową i znów pozwoliła sobie na to, by nachylić się nad biurkiem przełożonego. Pokrótce opowiedziała mu o tym, co miało miejsce w nocy, starając się, by nie zabrzmiało to jak zwykła próba wybronienia Seweryna.

– Dlatego go tu przyprowadziłam – powiedziała. – Chciał przekazać nagranie, które otrzymał przez AirDro…

– Rzekomo otrzymał.

– To z pewnością informatyk ustali bez trudu. Jeśli plik został przysłany z innego urządzenia, musiał zostać jakiś ślad.

Konarzewski potarł się po szerokim karku i westchnął. Trudno było ocenić, czy dał wiarę słowom podkomendnej, czy wręcz przeciwnie.

– Załóżmy, że ktoś mu to przysłał – odezwał się. – W jakim celu, to dla mnie niepojęte.

– Dla niego też, ale…

– Załóżmy jednak, że tak było – powtórzył stanowczo. – To nie dowodzi, że ktoś zabrał jego samochód. Nie widziałaś w nocy kierowcy, prawda?

– Nie. Byłam oślepiona światłami.

– Więc mogła to być próba ogrania cię – zawyrokował komendant. – Może przyjechał tylko po to, by wyglądało na to, że ktoś zwinął mu auto. Tak teraz, jak i dzień wcześniej, kiedy widziano je pod Kurewską Przystanią.

Zanim Burza zdążyła skontrować tę hipotezę, przełożony podniósł się, a potem powoli ruszył w kierunku drzwi.

– Omamił cię po raz kolejny – rzucił, wychodząc do przestrzeni wspólnej. – A oprócz tego próbuje wykorzystać.

Ruszyła za nim i szybko zorientowała się, dlaczego wyszli. W komisariacie zjawił się krótko ostrzyżony blondyn z zarostem wokół ust, którego Burza dobrze pamiętała. Anton Korolew.

– Zamość już przysłał prokuratora?

– Od razu go wezwałem – mruknął komendant. – Nie możemy pozwolić sobie na jakiekolwiek uchybienia. Raz już to przerabialiśmy.

Anton lekko się uśmiechnął, a potem powitał ich z lekkim wschodnim zaśpiewem. Sprawiał wrażenie niegroźnego, ale nie ulegało wątpliwości, że Seweryna za moment czeka niełatwa przeprawa w pokoju przesłuchań.

– Zanim pan zacznie, moja podkomendna ma dla pana kilka informacji.

Korolew spojrzał na Burzę bez cienia niechęci, mimo że po ich ostatnim spotkaniu zasadniczo mogło być różnie. Nie znajdował się w gronie śledczych, którzy wiedzieli o przekręcie z lekami i zastawili sidła na Zaorskiego – i to nie on wystosował propozycję, która sprawiła, że Seweryn ostatecznie uniknął konsekwencji.

Kaja podsumowała wszystko to, co wcześniej przedstawiła szefowi, a prokurator zdawał się odnotowywać każde jej słowo w głowie. Nie sprawiał wrażenia uprzedzonego wobec Zaorskiego, choć z pewnością przyjechał tutaj gotów stawiać mu zarzuty.

– Porozmawia z nim pani? – spytał.

– Ja? Mam go przesłuchać?

– W żadnym wypadku. Chodzi mi tylko o to, by zgodził się na rozmowę z nami. Dobrowolnie.

Oczywiście. Woleli być ostrożni i tym razem formalnie nie uznawać go za podejrzanego. Kaja przypuszczała, że to dobry ruch, bo ostatecznie w ten sposób łatwiej będzie przekonać Zaorskiego do współpracy.

Wymagało to nieco wysiłku z jej strony, ale w końcu przystał na propozycję. Jedynym warunkiem, jaki postawił, była obecność Burzy.

Chwilę później razem z prokuratorem zajęli miejsce w ponurym pomieszczeniu bez okien, które kojarzyło się z peerelowskim aresztem wydobywczym. Mimo to Seweryn wyglądał, jakby miał zamiar dobrowolnie współdziałać z organami ścigania.

– Ile razy będziemy się tak jeszcze spotykać, zanim w końcu mnie zamkniecie? – odezwał się.

Nie, jednak nie powinna była się spodziewać, że po dobroci wejdzie w kooperację.

– To jest tortura – dodał. – Wiedzieć, że ktoś jest w takim błędzie, ale nie móc wytłumaczyć mu dlaczego.

– Panie doktorze… – zaczął Korolew.

– Macie tu o mnie niepochlebną opinię, rozumiem. I pewnie przez ostatnie pół godziny nadawaliście na mój temat jak najęci.

– Zapewniam, że…

– Wie pan, co radzi moja młodsza córka, kiedy ktoś obgaduje cię za plecami?

– Nie.

– Pierdnąć – odparł Seweryn i wzruszył ramionami. – Pan wybaczy bezpośredniość, ale jej mądrości należy cytować wiernie. Zresztą ma sporo racji, nie uważa pan?

Anton spojrzał na Burzyńską, która wciąż nie zajęła miejsca przy stole. Nie chciała siadać obok prokuratora, wychodząc z założenia, że byłby to prztyczek wymierzony Zaorskiemu.

– To jak, mam zabierać się do dzieła? – spytał Seweryn. – Czy powie mi pan, dlaczego padł na mnie cień podejrzeń?

– Chcemy po prostu zadać panu kilka pytań.

– My? – odparował Zaorski i spojrzał na Kaję. – Wygląda mi na to, że starsza aspirant nie chce.

Cierpliwość oskarżyciela się kończyła, a Seweryn zdawał się w końcu to odnotować.

– W porządku – rzucił. – Niech pan wali. W końcu ten, kto pyta, jest idiotą tylko przez kilka minut. A ten, kto nie pyta, przez cały żywot.

Korolew przygładził wąs.

– A na to nie chcielibyśmy pana przecież skazywać.

Prokurator zignorował uwagę, a Burza musiała mu oddać sprawiedliwość – pod względem powściągania emocji był wyjątkowo dobrze przygotowany do tej rozmowy. Pod innym kątem być może również. Znajdował się z pewnością na lepszej pozycji, bo wiedział o wszystkim, co ustaliła dziś rano policja. Zaorski nie miał o tym pojęcia.

– Gdzie pan był, kiedy doszło do zabójstwa dziewczynki?

– Heidi.

– Co proszę?

– Stosujemy to określenie zamiast NN – szybko włączyła się Kaja.

Oskarżyciel nie odpowiedział, nadal poprawiając zarost, jakby coś innego absorbowało jego myśli.

– I nie wiem, gdzie byłem – oświadczył Seweryn.

– Nie pamięta pan?

– Przypuszczam, że pamiętam. Rzecz w tym, że nie wiem, kiedy Heidi zginęła.

– Od czterech do sześciu godzin przed tym, jak odnaleziono ciało.

– Skąd wiecie?

Z pewnością zdawał sobie sprawę, że nie usłyszy odpowiedzi na to pytanie. Przypatrując mu się, Burza odniosła jednak wrażenie, że sam do tego dojdzie. Widział ciało i był świadomy, że żadne oznaki zewnętrzne nie pozwalały zawęzić ewentualnego czasu zgonu. Musiał założyć, że zrobiono to po otwarciu zwłok.

– Odpowie pan na pytanie? – rzucił Korolew.

Zaorski przez moment się namyślał.

– Byłem w domu. Korzystałem, że nie ma diablic.

– Kogo?

– Moich cudownych bombelków.

Prokurator znów skierował wzrok na Kaję, ale tym razem w jego oczach dostrzegła wyraźne błaganie.

– Musi pan zrozumieć, że młodsza mówi do mnie „tateł”, a starsza to podłapała. W ramach rewanżu mówię na nie „bombelki”. Strasznie je to wnerwia, a mnie przynosi wiele satysfakcji.

– Rozumiem – odparł pod nosem Anton. – A zatem był pan w domu sam?

– Tak. Był to jeden z tych wieczorów, kiedy najgorszym miejscem, w którym można być, jest własna głowa.

Korolew ani przez moment nie sprawiał wrażenia, jakby zamierzał wnikać, co konkretnie Seweryn miał na myśli. Kaja też raczej nie chciała wiedzieć.

– Ktoś może to potwierdzić?

– Poza gronem moich wyimaginowanych przyjaciół, nikt.

– I nie wychodził pan?

– Nie.

Anton świdrował go wzrokiem, jakby czekał, aż Zaorski ucieknie spojrzeniem w bok. Jego oczy jednak nie drgnęły. Siedział w niemal całkowitym bezruchu, jakby przychodziło mu to z łatwością.

Cisza przeciągała się tak długo, że Burza miała ochotę ją przerwać.

– Wydaje mi się, że pan kłamie – odezwał się w końcu prokurator.

– Dobrze się panu wydaje.

– Słucham?

– Dość często to robię – przyznał Zaorski. – Ale to zawsze usprawiedliwione okolicznościami. Kiedy Lidka, ta młodsza, była mała, wmówiłem jej, że za każdym razem, kiedy skłamie, jej uszy zrobią się czerwone. Do dzisiaj czasem je zasłania, jak mi coś opowiada, i wtedy wiem, że mała jędza przynajmniej konfabuluje.

Uśmiechnął się triumfalnie i rozsiadł na zupełnie niewygodnym krześle.

– Czasem mówię im też, że tata idzie spać, a jak tylko się obudzi, to będziemy wszyscy sprzątać – ciągnął. – Potem zamykam się w pokoju i czytam. Mam błogi, absolutny spokój.

Burzyńska zastanawiała się, ile trzeba, by Korolew zaczął w końcu tracić cierpliwość. Na razie wyglądało na to, że zachowuje równie zimną krew jak Seweryn. W istocie jednak musiało się w nim gotować.

– Dobra taktyka – odezwała się Kaja.

– Dzięki. Bywa też tak, że bawimy się w chowanie jakichś smakołyków. Na przykład wracam ze sklepu i mówię, że mam trzy waniliowe belriso, które zaraz pochowam w domu. Zamykają oczy, ja działam, a potem szukają.

Zaorski zrobił pauzę, patrząc z zadowoleniem na rozmówców.

– I? – spytała niechętnie Burza.

– I dwa znajdują bez problemu, ale trzeciego nie. Bo nigdy go nie kupuję.

Uśmiech, na jaki sobie pozwolił, objął niemal całą twarz.

– Mam przynajmniej godzinę spokoju – dodał. – A potem mówię, że skoro nie znalazły, tata zje, jak nie będą widziały.

Rozmowa na moment została przerwana, kiedy rozległ się sygnał wiadomości z telefonu Korolewa. Prokurator przeprosił, wyjął komórkę i przez chwilę coś przeglądał. Podniósł się, odszedł kawałek i zatrzymawszy się tyłem do Zaorskiego, długo milczał. Skupiał się jedynie na urządzeniu.

W końcu wrócił do stolika i położył ręce na blacie. Jakiś czas przyglądał się siedzącemu naprzeciwko Sewerynowi.

– Przepraszam – powiedział. – Sprawy niecierpiące zwłoki.

– Jasne.

Korolew cicho odchrząknął.

– A zatem ustaliliśmy, że kłamać pan potrafi – rzucił.

– Właściwie ustaliliśmy tylko, że mam sprytne metody wychowawcze.

– Tak bym tego nie nazwał, ale akurat to w tej chwili nie ma żadnego znaczenia – odparł i nabrał głęboko tchu. – Liczy się to, że widziano pana tamtej nocy poza domem.

– Może ktoś miał zwidy.

– Pański samochód został dostrzeżony przy przydrożnym motelu na południe od miasta.

– W Kurewskiej Przystani?

Seweryn poruszył się nerwowo i zerknął na Kaję.

– Zna pan to miejsce?

– Każdy je zna – odparł Zaorski i przysunął się do stołu. – Ale ostatnim razem byłem tam… bo ja wiem, może w liceum, próbując kupić piwo i podpatrzeć to i owo.

– Mimo to świadkowie potwierdzają, że pana widzieli.

– Mnie czy moje auto? – odparował Seweryn, wyraźnie poważniejąc. – Bo powinien pan wiedzieć, że…

– Tak, słyszałem, jaką wersję przedstawił pan aspirant Burzyńskiej.

– To nie wersja, tylko prawda.

– Prawdę ustalają zwycięzcy, a pan bynajmniej nie wygrał – zauważył Korolew, a potem podniósł się z krzesła.

Zaczął chodzić po pomieszczeniu, a Seweryn wodził za nim wzrokiem. Burza znała to spojrzenie, świadczyło o tym, że Zaorski stał się czujny. Gotów na odparcie ataku.

– Powiedziałbym, że panu znacznie bliżej do sromotnej porażki – dodał Anton i zatrzymał się obok rozmówcy. Spojrzał na niego z góry. – Najpierw widziano pana w miejscu, gdzie była ta dziewczynka, potem rzekomo otrzymał pan jakieś nagranie, a ostatecznie…

– Nie było mnie w Przystani. I nagranie dostałem nie rzekomo. Proszę sobie to sprawdzić, udostępniłem wam telefon.

– Sprawdzamy.

– A auto…

– Tak, auto dwa razy tej samej nocy skradziono panu spod domu. I to tak, że niczego pan nie zauważył.

Zaczynało to wyglądać dla Seweryna nie najlepiej, ale ostatecznie Korolew nie miał niczego konkretnego. Przy budowaniu hipotezy śledczej obecność hondy w okolicy motelu była na wagę złota, ale jako dowód w sprawie