Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
447 osób interesuje się tą książką
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 407
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: If We Were Perfect
Copyright © 2020. IF WE WERE PERFECT by Ana Huang
Published by arrangement of Park, Fine & Brower Literary Management, USA and Book/Lab Literary Agency, Poland.
Copyright © for the Polish translation by Natalia Gawrońska-Miszuk, 2026
Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026
Redaktorka inicjująca: Joanna Jeziorna-Kramarz
Marketing i promocja: Aleksandra Wróblewska
Redakcja: Patryk Białczak
Korekta: Magdalena Białek
Projekt typograficzny, skład i łamanie: Justyna Nowaczyk
Projekt okładki i strony tytułowe: Magda Bloch
Fotografie: © klyaksun | iStock by Getty Images
© Greens87 | iStock by Getty Images
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
ISBN 978-83-68800-65-4
CZWARTA STRONA
Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.
ul. Fredry 8, 61-701 Poznań
tel.: 61 853-99-10
www.czwartastrona.pl
We Don’t Talk Anymore – Charlie Puth ft. Selena Gomez
Somebody That I Used to Know – Gotye
Apologize – Timbaland ft. One Republic
Can’t Get You Out of My Head – Peking Duk
I Left My Heart in San Francisco – Tony Bennett
– Próbował dać mi pokaz tańca erotycznego, Farra. W czterogwiazdkowej restauracji. – Olivia Tang chodziła w tę i we w tę w łazience z czarnego marmuru w Ishikawie. Jej obcasy stukały o posadzkę, podkreślając jej wzburzenie. – Podoba mi się to miejsce. Robią genialne sushi i dałam mu osiem na dziesięć gwiazdek, oceniając je według ważnych dla mnie kategorii: obsługa, atmosfera, wystrój, lokalizacja i czystość łazienek. Nie chcę, żeby zakazali mi występu przez błąd, jakim było umówienie się na kolację z gościem o imieniu Wesley.
Jej najlepsza przyjaciółka, Farra Lin-Ryan, się zaśmiała. Znajomy, srebrzysty śmiech dziewczyny dotarł do niej przez międzykontynentalne połączenie. Olivia nie słyszała tego śmiechu na żywo od wielu miesięcy. A dokładniej od lutego, kiedy ona, Farra i ich pozostałe przyjaciółki, czyli Courtney, Taylor i Kris Carrera (wkrótce Kris Reynolds), poleciały na babski wypad do Miami. Tęskniła za czasami, kiedy Farra mieszkała w tym samym mieście co ona, ale rozmowa przez telefon była lepsza niż nic. Zwłaszcza gdy była na kolejnej f a t a l n e j randce.
– Powiedz, że stało się coś poważnego i musisz już uciekać – zasugerował Farra. – Mogę zadzwonić za kilka minut i udawać, że ktoś z twojej rodziny trafił do szpitala.
– Zrobiłabym tak, ale chcę zjeść deser.
Olivia przesunęła dłonią po gładkich czarnych włosach sięgających tuż pod łopatkę i przyjrzała się swojemu odbiciu. Wiązała z dzisiejszym wieczorem spore nadzieje i specjalnie wyszła wcześniej z biura, żeby zdążyć się przygotować. Dwie godziny później jej włosy dalej były idealne, makijaż podkreślał jej bystre, ciemne oczy i różane usta, a elegancka, wyzywająca czarna sukienka otulała jej smukłą sylwetkę. Miała sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, ale wygodne, seksowne szpilki dodawały jej aż siedem.
Co za strata.
Cały poświęcony czas, energia i piękny makijaż się zmarnują.
– Są znani ze swoich deserów – dodała Olivia, czując, że musi wyjaśnić, dlaczego zostaje. – Karmelizowane jabłko i lody z kuromoji na musli.
Istniało niewiele rzeczy, których nie zrobiłaby dla dobrego jedzenia. Może polegała na zdolnościach innych ludzi dlatego, że nie potrafiła gotować. Niezależnie od tego, jak można było wytłumaczyć obsesję Olivii na punkcie jedzenia, ta prowadziła ją do miejscówek, które może i czasem bywały podejrzane, ale zawsze serwowały same pyszności. Działo się tak, odkąd była już na tyle duża, że umiała odróżnić różne rodzaje sushi.
– Mmm, pycha. Cóż, jesteście w środku głównego dania, co nie? To już za chwilę deser. Tylko upewnij się, że Wesley nie wpadnie na kolejny pomysł rodem z Magic Mike’a. – Farra brzmiała tak, jakby próbowała powstrzymać śmiech.
– Tak, tak, nabijaj się ze mnie, wesoła mężatko – burknęła Olivia. – Ty nie musisz przedzierać się przez bagno, jakim jest życie singielki w nowoczesnej Ameryce.
– Mężatka czy nie, i tak cię kocham.
– Wiem. – Olivia westchnęła. – Lepiej wrócę, zanim Wesley pomyśli, że się utopiłam czy coś. Przysięgam, ten deser jest tego wart.
– Na pewno. Zadzwoń później dać znać, co i jak, dobrze? Buziaki.
– Ty też.
Olivia się rozłączyła.
Już i tak straciła mnóstwo czasu na tę randkę, ale strata byłaby mniejsza, gdyby została na deser. Jeszcze raz rozważyła za i przeciw: poświęcić kolejne pół godziny na deser i wyjść nieco bardziej zadowolona czy uciec wcześniej z zerową satysfakcją (poza tą wynikającą z sushi, które już zjadła). Niestety nikt nie był w stanie jej zwrócić ostatniej półtorej godziny.
Uznała, że większa satysfakcja jest warta więcej od trzydziestu minut. Olivia postanowiła, że nie spisze tej nocy na k o m p l e t n ą stratę. Poza tym od dawna chciała spróbować popisowego deseru w Ishikawie, odkąd przeczytała o nim w „Mode de Vie” w sekcji kulinarnej.
Wyszła z łazienki i próbowała opanować swoją minę, kiedy zobaczyła, jak Wesley pije kolejne sake przy ich stoliku. Według jego profilu w apce randkowej był agentem nieruchomości, który lubił stare wina i podróżowanie (zupełnie jak Olivia), i tak faktycznie było. Szkoda tylko, że nie wspomniał, że na boku dorabia jako striptizer w Stalowym Ptaku, o czym opowiedział jej po dziesięciu minutach od ich spotkania.
Tak, tak się nazywało miejsce, w którym występował nocą, i tak, zgodnie z tym, co mówił jej ten gaduła, wszyscy pracownicy, którzy nie występowali na scenie, musieli nosić stroje stewardów.
Olivia nie miała nic przeciwko striptizerom. Uwielbiała Magic Mike’a XXL. Channing Tatum bez koszulki, Joe Manganiello i Matt Bomer w jednym filmie? To było jak spełnienie marzeń. Ale istnieje czas i miejsce na takie pokazy, a dzisiejsza kolacja w restauracji nie była ani odpowiednim czasem, ani miejscem na „pokazywanie, co potrafi”, do czego się wyrywał pół godziny temu.
Trzeba było też przyznać, że totalnie się nawalił. Jak na sto osiemdziesiąt osiem centymetrów wzrostu i osiemdziesiąt sześć kilo miał w y j ą t k o w o słabą głowę. Zdołał za to wspiąć się na oniemiałą Olivię, zanim go z siebie zrzuciła i przeprosiła, mówiąc, że musi pójść do łazienki.
– W końcu! – wykrzyknął Wesley, jakby wróciła właśnie z wakacji we Włoszech, a nie z toalety. – Jak tam łazienka?
– Ładna. – Przykleiła do ust uśmiech i przywołała kelnerkę. – Możemy prosić o desery? Dwa karmelizowane jabłka z lodami z kuromoji. Dziękuję.
Nie zamierzała się dzielić, a jeśli Wesleyowi nie pasował jej wybór, to miał pecha. Olivia zniosła nieproszony taniec erotyczny, więc on musiał znieść lody.
– Już deser? Nie skończyłaś jeszcze dania głównego. – Popatrzył na pozostałe sushi na talerzu Olivii.
– Zdążę je zjeść, zanim przyniosą deser.
Zaśmiał się.
– Nie ma szans, żebyś… – Urwał, kiedy Olivia rzuciła się na pozostałe sushi z werwą godną wygłodniałego trzynastolatka, który właśnie wrócił z treningu. Czytaj: pochłonęła resztę posiłku w dwie minuty. – Wow, jesz szybciej ode mnie. To mnie kręci. – Wstał ze swojego krzesła.
O nie.
Miała za swoje, za umawianie się z przypadkowymi gośćmi z apki randkowej. Nie był to jej pierwszy raz, ale nigdy wcześniej nie zgodziła się na kolację z kimś, kogo uprzednio wystarczająco nie prześwietliła. Zwykle potrzebowała więcej niż dnia na wymienianie się wiadomościami, zanim zgadzała się na spotkanie, ale musiała rozładować emocje po wyczerpującym pierwszym roku na programie MBA i równie męczącym lecie pełnym ujadania się z idiotami w pracy.
Okej, dobra, ostatni egzamin miała pięć dni temu, a z idiotami pracowała dopiero dwa dni, ale to wystarczyło. Przydałaby jej się premia za użeranie się z niedojrzałymi, seksistowskimi dupkami. Ludzie myśleli, że Wall Street w Nowym Jorku było straszne? To najwyraźniej nie znali oddziału Pine Hill Capital w San Francisco, prestiżowej firmy, w której Olivia pracowała, odkąd rzuciła pracę w bankowości inwestycyjnej pięć lat temu.
– Wesley, siadaj – rozkazała Olivia, nieświadomie używając tego samego tonu, którym zwracała się do psów.
– Nie pokazałem ci jeszcze wszystkich ruchów.
– Nie chcę ich widzieć.
Uśmiechnęła się z napięciem do kelnerki, która wróciła z ich deserami i zlustrowała wzrokiem Wesleya, ale nic nie powiedziała. Dwa górne guziki jego koszuli były rozpięte, ukazując kawałek muskularnego torsu i sztucznej opalenizny. Nie wyglądał źle, ale Olivia uznała, że jeśli gość zaraz nie usiądzie, to nie ręczy za to, gdzie wyląduje jej obcas.
Olivia przysunęła się bliżej do stolika, żeby nie mógł znowu siąść jej na kolanach. Nabrała trochę lodów na łyżeczkę i ich spróbowała… O. Mój. Boże.
Wszystkie myśli o skopaniu tyłka Wesleyowi wyparowały, gdy skupiła się na chłodnym, kremowym skrawku nieba w ustach. N i e s a m o w i t e. Zdecydowanie warto było przemęczyć się te dodatkowe pół godziny, ale kiedy skończy deser, to stąd spada. Niech Wesley zajmie się rachunkiem. A potem już nigdy nie będzie musiała go oglądać.
Olivia zastanawiała się, czy mogłaby zjeść też trochę deseru Wesleya. Biedne lody już się roztapiały, a nie zanosiło się na to, by prędko porzucił pomysł „pokazywania jej swoich ruchów”. Właściwie to uratowanie tych doskonałych lodów od bezsensownej śmierci było teraz kwestią moralności.
– Olivia, spójrz – powiedział Wesley tonem, który był zaskakująco jękliwy jak na dwudziestodziewięciolatka. – Nie patrzysz. Trzęsę tyłkiem. Kobiety za tym szaleją.
Niech mnie ktoś zabije.
Dobrze, że chociaż siedzieli w rogu na tyłach restauracji, z dala od kuchni i większości gości. Najbliżej siedzący ludzie (piękna para po czterdziestce) rzucili Olivii i Wesleyowi takie samo dziwne spojrzenie jak wcześniej kelnerka, ale Wesley nie zrobił jeszcze nic p r z e s a d n i e bezczelnego, jak na przykład ściągnięcie koszuli. Para wkrótce skupiła się na swoim jedzeniu, a Wesley dalej trząsł wesoło tyłkiem.
– Siadaj – powtórzyła Olivia.
Nie posłuchał.
Pieprzyć to. Skończyła swoje lody i sięgnęła po deser Wesleya. On na niego nie zasługiwał.
– Nie wierzę, że nie podobają ci się moje ruchy – bełkotał. Wydawał się bardzo oburzony. Niepostrzeżenie się zbliżył i jak się okazało, rozpiął kolejne guziki, tak że teraz widać było już połowę jego torsu. Gdyby zobaczył go ktoś z personelu, zostałby wyrzucony za publiczne obnażanie się. – Jestem gwiazdą w Stalowym Ptaku. Kobiety z a w s z e chcą wynająć mnie na wieczory panieńskie. Zarabiam ponad tysiąc dolarów za jedną noc. Potrafię ścisnąć centa swoim…
Całe szczęście, Olivia nigdy się nie dowiedziała, czym potrafi go ścisnąć, bo akurat odwróciła głowę w lewo. Tylko odrobinę, żeby mogła spojrzeć ponad ramieniem Wesleya. W ogólnym rozrachunku ten mały ruch był nieważny.
A raczej b y ł b y, gdyby nie napotkała znajomej pary onyksowych oczu, które pochłonęły ją jak czarna dziura. Nie dało się przed nimi uciec. Serce boleśnie obijało jej się o żebra. I tak po prostu wszystko zniknęło, oprócz mężczyzny, który według jej dawnej, naiwniejszej wersji był centrum jej wszechświata. Nawet Wesley przestał dla niej istnieć, choć miała go dosłownie przed twarzą.
Olivia odetchnęła z drżeniem. Czuła mieszankę radości, zażenowania i złości.
– Olivia? – Jej imię zabrzmiało w ustach Sammy’ego Yu jak zapomniana piosenka miłosna, budząc do życia wspomnienia ich słonecznych dni i pięknych długich nocy.
Te ciemne oczy przeniosły się z jej łyżeczki z lodami (zawieszonej w połowie drogi do ust) na nagą klatę Wesleya i z powrotem na jej twarz. Zauważyła w nich iskierki zmieszania i rozbawienia. To drugie dodało jej sił, by zmierzyć Wesleya tak gniewnym i groźnym spojrzeniem, że natychmiast się wycofał.
– Pójdę do łazienki – oświadczył z oburzeniem. – Najwyraźniej mój tyłek nie robi tu na nikim wrażenia.
Odszedł, a jego na wpół rozpięta koszula powiewała od pędu. Nie obdarzył Sammy’ego choćby jednym spojrzeniem.
Kąciki ust Sammy’ego zadrgały.
– Nie wiedziałem, że można tu zamówić prywatny taniec.
– Zabawne. Właśnie wychodziliśmy. Znaczy j a wychodziłam – oświadczyła Olivia, siląc się na godność. Odłożyła łyżeczkę. Lody i tak już się rozpuściły, a teraz miała doskonałą szansę na ucieczkę.
Zwykle nie zrobiłaby czegoś tak niegrzecznego, ale miała dosyć tego dnia. Robił się coraz gorszy, a wpadnięcie na swojego byłego podczas okropnej randki było tylko wisienką na torcie.
– Czyli nie chcesz wrócić do domu z tym apetycznym, dorodnym tyłkiem? – Sammy udał zdziwienie. – Jakoś w to nie wierzę.
Spiorunowała go wzrokiem.
– Sarkazm do ciebie nie pasuje.
Sammy, którego znała, nie był sarkastyczny, chyba że w zabawny, żartobliwy sposób. Ale mężczyzna, który przed nią stał, n i e b y ł Sammym, którego znała.
Nadal był wysoki i przystojny – tak przystojny, że na sam jego widok przeszła ją fala ciepła. Te same oczy, te same wysokie kości policzkowe i silna szczęka, te same włosy, choć teraz były krótsze niż w czasie, gdy studiował. Jego smukła figura stała się teraz muskularna, a w oczach widziała cynizm. Biła od niego pewność siebie, która przychodziła z wiekiem.
W beżowym płaszczu, czarnej koszuli i z chłodnym wyrazem twarzy wcale nie wyglądał jak pogodny, uwielbiający gry słowne (zwłaszcza związane z matmą), noszący T-shirty chłopak, którego znała niegdyś. Teraz był mężczyzną, który nie darzył jej żadną sympatią.
– Co tu robisz? – zapytała.
Nie skomentował jej uwagi o sarkazmie, a ciszą ją wkurzała. Niemal zapragnęła, aby Wesley wrócił, żeby miała jakiś bufor. Co mu tak długo zajmowało? Utopił się tam?
W sumie Olivia siedziała w łazience jakieś dwadzieścia minut, rozmawiając z Farrą, więc nie powinna się go czepiać.
Sammy minimalnie uniósł brwi.
– To restauracja. Przyszedłem zjeść, tak jak reszta ludzi. Ale co t y tu robisz?
– Eee, sam sobie odpowiedziałeś na pytanie. Kolacja. – Korciło ją, żeby dodać „to chyba oczywiste”, ale nie musiała tego robić.
– Nie mieszkasz w San Francisco.
– W to lato mieszkam. Zamiast wracać do Nowego Jorku, pracuję tutaj w oddziale dla mojej firmy.
Olivia nie była pewna, dlaczego mu to mówi. Już się nie przyjaźnili. Niestety mieli mnóstwo wspólnych przyjaciół z zagranicznej wymiany, więc często byli przez to zmuszeni do widywania się. Wesele Farry, zbliżający się ślub Kris, grupowe wycieczki i spotkania – rzeczy, z których Olivia nie mogła się wycofać albo przez lojalność, albo silne uczucie FOMO1. Sammy musiał myśleć podobnie, bo nie opuszczał prawie żadnego eventu, w wyniku czego łączył ich krępujący, niejako uprzejmy rozejm, który polegał na ignorowaniu siebie nawzajem, parkowaniu i siadaniu po najbardziej oddalonych od siebie stronach.
– Hmm.
Sammy wydawał się niezadowolony z tego, że Olivia spędza lato w San Francisco. Dzięki Farze wiedział, że kończy MBA na Stanfordzie. Dziewczyna niemal ją za to zamordowała, na co Farra wesoło odpowiedziała: „A co? Boisz się, że przyjdzie do ciebie na kampus i będziecie uprawiać gorący seks na zgodę?”.
Ha! No na pewno. Po ośmiu latach rozłąki było już trochę za późno na seks na zgodę. A co do niezadowolenia Sammy’ego – trudno. To miasto nie należało wyłącznie do niego. Mogłaby się tu przeprowadzić, gdyby chciała (nie chciała, ale m o g ł a b y) .
– Olivia? To ty?
Olivia zesztywniała, kiedy obok Sammy’ego pojawiła się znajoma blondynka. Złote włosy opadały jej błyszczącymi falami na plecy, a jej czerwona szminka idealnie pasowała do obcisłej sukienki z Teda Bakera. Miała tak śliczną twarz, że modelki mogły jej pozazdrościć.
Jessica.
– To ty! – Dziewczyna Sammy’ego się uśmiechnęła. – Sam nie mówił, że jesteś w mieście.
Nazywała go Sam? N i k t tak do niego nie mówił.
Ale on nawet nie mrugnął na to przezwisko.
– Przyjechałam tu na lato. – Olivia zmusiła się do uśmiechu i powtórzyła wytłumaczenie. – Właśnie skończyłam pierwszy rok szkoły biznesowej na Stanfordzie i pracuję w oddziale mojej firmy w San Francisco, dopóki nie zacznie się kolejny semestr.
– Nie wiedziałem, że jest w mieście aż do teraz. Właśnie na siebie wpadliśmy. – Sammy otoczył Jessicę w talii, a Olivia poczuła mdłości. Widziała Jessicę tylko dwa razy: raz na grillu u Sammy’ego w Nowym Jorku z okazji Dnia Niepodległości trzy lata temu i raz na weselu Farry i Blake’a. Zabawne, że podczas tamtych spotkań też chciało jej się wymiotować na ich widok. – Właśnie wychodziła. Musi uciec, zanim wróci chłopak, z którym się umówiła. – Na jego ustach pojawił się krzywy uśmieszek.
Olivia zmierzyła go gniewnym wzrokiem. Odwzajemnił spojrzenie z irytująco uniesioną brwią.
Trzeba przyznać, że Jessica nie dopytywała, dlaczego Olivia chce porzucić tego faceta. Zamiast tego posłała jej uśmiech.
– Musimy pójść kiedyś razem na kolację. W mieście jest mnóstwo świetnych restauracji, które na pewno ci się spodobają.
Ech. Dlaczego ona musiała być t a k a miła? Byłoby łatwiej jej nie lubić, gdyby była wredna. Nie żeby Olivia miała powód, by nienawidzić dziewczynę swojego byłego. Przecież Sammy już jej się nie podobał.
– Olivia na pewno jest zajęta. – W jego głosie dało się dosłyszeć nutkę ostrzeżenia.
– Zbyt zajęta na kolację? – Jessica rzuciła swojemu chłopakowi spojrzenie, którego Olivia nie potrafiła rozszyfrować.
– Dzięki za zaproszenie. Pewnie, musimy się kiedyś spotkać. – Olivia wolałaby wytarzać się w kałuży ścieków niż zjeść kolację z Jessicą i Sammym, ale mieli dwudziesty pierwszy wiek. Ludzie często składali sobie obietnice bez pokrycia. – Słuchajcie, muszę już lecieć. W moim mieszkaniu jest jakaś awaria.
Musiała się stamtąd wydostać. Wesley zaraz pewnie wróci, a Sammy wysysał cały tlen z pomieszczenia, natomiast Jessica… Cóż, przez nią Olivii było niedobrze.
Nie dlatego, że blondynka była wredna czy powiedziała coś nie tak. Chodziło po prostu o to, że tam była. Z nim. Olivia nie cierpiała widzieć ich razem i nie cierpiała za to samej siebie.
Jessica ściągnęła brwi.
– Wszystko w porządku?
– Tak. Po prostu muszę sprawdzić… właściwie to wszystko.
– Masz numer do Sama, co nie? Jeśli będziesz potrzebowała pomocy, zadzwoń i przyjedziemy.
– Dzięki.
Dziwne, że kobieta, która ledwie ją znała, zachowywała się tak, jakby była jej przyjaciółką. A jeszcze dziwniejsze było to, że Jessice chyba zależało na tym, by Olivia spotkała się znowu ze swoim eks. Ale to już nie był jej problem.
Sammy milczał. Nie umiała odczytać jego miny.
Olivia się pożegnała, zapłaciła za kolację wbrew wcześniejszym planom, bo nie ufała, że Wesley pokryje rachunek i da odpowiedni napiwek kelnerce, po czym zamówiła taksówkę do domu.
Kiedy ta pięła się stromymi ulicami San Francisco, Olivia odchyliła głowę i zamknęła oczy, czując, jak bardzo jest wyczerpana.
Boże, co za noc. Najpierw ta absurdalna randka, a potem Sammy i Jessica.
Nie odezwała się do Sammy’ego, kiedy w zeszłym roku przeprowadziła się do Kalifornii, mimo że był jedyną osobą w okolicy, którą znała. Stanford był czterdzieści pięć minut od San Francisco, a ona była zawalona nauką. Poza tym, mimo że nie byli już do siebie otwarcie wrogo nastawieni, to nie byli też przyjaciółmi.
– Ogarnij się, Olivia – wymamrotała pod nosem.
Rozpamiętywanie przeszłości było marnotrawstwem czasu, a tego Olivia nienawidziła. Średnia długość życia kobiety w USA urodzonej w tym roku co ona wynosiła siedemdziesiąt dziewięć lat. Czyli 28 835 dni, 41 522 400 minut. Zegar w jej głowie ciągle odliczał czas do jej nieuchronnej śmierci. Niektórzy mogliby uznać, że to chore, ale jej dodawało otuchy. Olivia wszystko musiała mieć poukładane, a życie miało swój początek, środek i koniec, bo tylko wtedy zdawało się mieć sens.
Odliczanie w jej głowie przypominało jej też o tym, jak cenny jest czas. Jeśli nie była produktywna, szczęśliwa albo zrelaksowana, oznaczało to, że zmarnowała czas.
Dzisiejszy wieczór był ogromną stratą i nie chciała jej przedłużać, zastanawiając się po raz setny, czy jej związek z Sammym mógł się potoczyć inaczej. Gdyby sprzeciwiła się matce, gdyby nie skłamała, gdyby Sammy nie powiedział tego, co powiedział…
Olivia pokręciła głową i wcisnęła te myśli z powrotem do szufladki „Nie otwierać” na tyłach umysłu. Żeby odciągnąć od nich swoją uwagę, wyciągnęła telefon i zaczęła zapisywać notatki na poniedziałkowe spotkanie, dopóki taksówka nie zajechała pod budynek, w którym mieszkała.
Opłaty za czynsz w San Francisco były jeszcze bardziej chore od tych w Nowym Jorku, gdzie przecież już i tak poprzeczka była wysoko postawiona. Na szczęście miała fart i podnajęła kawalerkę od znajomej jej koleżanki. Nadal płaciła absurdalną kwotę co miesiąc za mieszkanko wielkości pudełka do butów, ale mogło być gorzej.
Olivia otworzyła drzwi, nie mogąc się doczekać gorącego prysznica i łóżka.
Marzyła o… Co, do diabła?
Poczuła duszną, zatęchłą woń, zanim jej umysł zarejestrował, co widzi: podłoga jej kawalerki była cała zalana.
– To są jakieś żarty.
Jej wysoki, zdziwiony głos odbił się echem od ścian i zginął w wodzie niszczącej jej rzeczy. Materac, który położyła na podłodze, bo jej łóżko jeszcze nie dojechało? Kompletnie zniszczony. Jej piękny wełniany dywan? Nie do odratowania. Kartonowe pudła, których nie zdążyła rozpakować, bo miała tyle pracy? Do połowy zrujnowane.
N a p r a w d ę miała awarię w mieszkaniu.
Przypomniała sobie swoją wymówkę i zrobiło jej się słabo. Nie była przesądna, ale jakaś część jej umysłu zastanawiała się, czy nie wymanifestowała sobie tego koszmaru. Nie było jej tylko kilka godzin. Co tu się, do cholery, stało?
Przycisnęła dłoń do skroni i próbowała uspokoić oddech.
Zegar pokazywał dwudziestą pierwszą, Olivia była wyczerpana, połowa jej dobytku była zniszczona, a ona nie miała pojęcia, w co włożyć ręce. Poza tym nie miała żadnych przyjaciół w mieście. Nikogo, kto mógłby jej pomóc.
Z jej gardła wyrwał się dziwny dźwięk. Po kilku sekundach zorientowała się, że się śmieje. Histerycznie.
Po raz pierwszy w swoim doskonale zaplanowanym życiu Olivia Tang nie miała pojęcia, co zrobić.
1FOMO – z ang. Fear Of Missing Out, czyli strach przed przegapieniem czegoś, wypadnięciem z obiegu [przyp. tłum.].
SERIA WŁADCY GRZECHU
Seria połączonych ze sobą niezależnych historii
Władca gniewu
Władca dumy
Władca chciwości
Władca lenistwa
SERIA TWISTED
Seria połączonych ze sobą niezależnych historii
Miłość
Gry
Nienawiść
Kłamstwa
SERIA IF LOVE
Gdybyśmy znów się spotkali (Dylogia część 1)
Gdyby słońce nigdy nie zaszło (Dylogia część 2)
Gdyby miłość miała cenę (Niezależna historia)
Gdybyśmy byli perfekcyjni (Niezależna historia)
