ekstremalnie subiektywny Słownik Informatyczno-Polski - Grzegorz Sztandera - ebook

ekstremalnie subiektywny Słownik Informatyczno-Polski ebook

Grzegorz Sztandera

0,0

Opis

 

Słownik Informatyczno-Polski tłumaczy pojęcia ze świata IT na prosty, przystępny język. I do tego na język polski. Wyjaśnia to, co tak naprawdę kryje się za tajemniczymi hasłami, ale do czego nikt nigdy oficjalnie nie chciał się przyznać. Bo nie wypada...
To swoisty „roast” nad światem IT, gdzie każdy dzień przynosi coraz to nowe wyzwania, projekty i absurdy. I aktualizacje. Kim jest Product Owner, co to Scrum, albo czym tak naprawdę jest Technical Debt? Przeczytaj.
Nie tylko po to żeby się przekonać czy w naszej satyrze mamy rację, ale też dlatego, aby doświadczyć refleksji nad codziennością.
Co prawda, z drugiej strony patrząc, ten słownik nie ma prawa Ci się spodobać. To totalne badziewie, paździerz i przejaw choroby mózgowej autorów. No może Delfina odwaliła dobrą robotę, ale nie wiadomo która z wielu równoległych osobowości Grzegorza mogła tak bardzo popłynąć w opisie tych wszystkich prostych, logicznych i jasnych haseł...
Słownik Informatyczno-Polski zawiera ponad 450 pojęć wraz z 45 rysunkami ilustrującymi najciekawsze z nich. Jest to nieobowiązkowa lektura dla wszystkich – zarówno dla osób związanych ze światem IT, dla osób chcących go poznać, jak i dla tych, dla których jest on totalną, czarną magią. Abra kadabra. Dev Null.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 86

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



EPUB Tools e-booka.online

słownik ebook

ekstremalnie subiektywny

SŁOWNIK

Informatyczno–Polski

Wydanie pierwsze – niepopraw(io)ne

Wydedukowaliśmy, że dedykujemy ten słownik wszystkim, którzy zawsze chcieli otrzymać dedykację. Oto i ona!

Dla naszych Dedykacjentów,

Wasi Dedykanci.

ISBN: 978–83–978455–4–1

Tekst: © Grzegorz Sztandera

Ilustracje: © Delfina Twardowska

Kontakt: [email protected]

Podczas tworzenia tego słownika nie ucierpiał żaden model AI.

UWAGA: Nie testowano na ludziach.A już na pewno nie na informatykach!

Drogi Czytelniku,

(tak, Ty jesteś drogi, bo gdyby ten słownik był drogi to byś go nie kupił, taka prawda...),

Zaczynasz właśnie lekturę najbardziej odjechanego projektu naszego życia. Nie znajdziesz tu żadnej potrzebnej wiedzy, ale jest szansa że raz czy dwa się uśmiechniesz. Taki jest właśnie cel naszej publikacji. Pochyliliśmy się nad typowymi hasłami z jakimi spotykamy się na co dzień w branży IT i do dzisiaj nie udało nam się jeszcze wyprostować. Może to oznaka starości albo po prostu już nam się nie chce. Trochę zastanawialiśmy się czy, z czasów naszej młodości, wybrać czcionkę Courier New (którą właśnie widzisz) czy też Comic Sans, ale stwierdziliśmy, że finalnie postawimy na Times New Roman. Niech będzie antycznie!

Życzymy Ci miłej lektury. To, że dotrwałeś aż do tego punktu stanowi dla nas powód do dumy! Dziękujemy!

Delfina & Grzegorz

P.S. Spis liter z numeracją stron jest na końcu.

A

A/B (testy) – kiedy nie wiesz co zrobić, a może nawet nie masz pojęcia czym się zajmujesz, to wtedy z pomocą przychodzą testy A/B. Wymyślasz dwa idiotyczne scenariusze – jeden gorszy od drugiego – i wdrażasz ten który wskażą klienci. I gotowe – dalej popychasz badziewie, ale przynajmniej masz na to uzasadnienie do którego nikt się nie doczepi. W końcu tak chcą klienci…

Agile – pięć liter, które rządzi każdym projektem i jest podstawą jego prowadzenia. To magiczne słowo jest wysoko-elastycznym tworem, który każdy może zinterpretować na swój sposób i twierdzić, że ma rację. Ma taki sam sens jak każdy inny wyraz na pięć liter. No i jest też dla niektórych religią…

Agile Coach – to dla niego Agile jest religią. To kaznodzieja w kolorowych skarpetkach, który sprawia, że linijki kodu się rozstępują i można na produkcję wjechać suchą stopą. A przynajmniej on tak o sobie myśli. W rzeczywistości specjalista od spraw zbędnych i niepotrzebnych. Ale mu płacą. Tylko po co?

AI – zestaw narzędzi, które sprawiają po pewnym czasie, że osoba ich używająca całkowicie się dehumanizuje oraz traci jakiekolwiek symptomy kreatywności i zdolność samodzielnego myślenia. Przy odpowiedniej dawce sztucznej inteligencji, osobę korzystającą z niej definiujemy jako Absolutny Imbecyl (AI). My nie używaliśmy!

Alert – może być w formie maila, ale i tak jest to coś na co mało kto zwraca uwagę. Niby coś ważnego, ale w końcu nie po to żeśmy sobie te alerty skonfigurowali żebyśmy teraz musieli na nie reagować. Chill… poczekamy pół godzinki czy nie przyjdzie odwołanie, bo tak bez potrzeby to po co się męczyć i sprawdzać?

Alignment – świetne spotkanie! Można na nim powiedzieć „cześć”, po to żeby po trzech godzinach znowu się odezwać i powiedzieć „pa”. Angażujące dyskusje, burza mózgów, kreatywność „level master” i to tylko po to, żeby na końcu spotkania nadal być w punkcie wyjścia, lecz mieć dodatkowo dziesięć nowych, niewyjaśnionych zagwozdek. Ale, że ja nie wiem o co chodzi? Pfff…

API – perfidny język aplikacji, którym rządzi mityczny władca o imieniu JSON. Niby coś co jest ustandaryzowane, ale nikomu nie przeszkadza jak się tego nie respektuje. Problem zawsze leży po drugiej stronie API, np. w AI.

Apka – aplikacja, czyli twór zrodzony z kodu jaki produkujemy niczym najlepsza fabryka nocników. Nie ma u nas co prawda nocnej zmiany, ale ta dzienna wcale nie jest najlepsza. Najważniejsze w apce nie jest to, żeby działała poprawnie, ale żeby klienci ją chwalili i zarząd był zadowolony z wyników. Gorzej jak ktoś przyjdzie i powie „pokaż kotku co masz w środku?”.

ASAP – nowe określenie jednostki czasu, czyli na wczoraj. Generalnie najlepiej, żeby to już było dawno zrobione, bo wtedy ASAP staje się możliwy do dowiezienia. W innym przypadku ma priorytet pomiędzy wysokim a krytycznym, z naciskiem na niższy. Jak nie dowieziesz czegoś ASAP, to wtedy ktoś rzeczywiście odwraca kota ogonem, bierze PASA no i masz przechlapane w korpo świecie, bo bynajmniej nie zwiastuje to żadnej przyjemnej sesji BDSM…Assessment – to słowo ma wiele wymiarów. Może być podczas rekrutacji, może być samodzielny. W każdym razie oznacza to dążenie do ocenienia czegoś lub kogoś. I jak każdy proces w korpo – jeśli się zacznie, to musi się zakończyć (lub nie). A sama ocena? No cóż… czasami, niezależnie od realnego stanu rzeczy, ma być taka jakiej oczekuje menedżment wysokiego szczebla. I na papierze taka jest. Wtedy tabelki i wykresy są zadowolone. A ludzie?

Audyt – to jest biurowy sport ekstremalny, gdzie każdego dnia podejmujesz wyzwanie, próbujesz dostosować się do panujących reguł, regulaminów, zasad, restrykcji i innych przez kogoś wymyślonych głupot. A na końcu przychodzi ktoś i następuje weryfikacja niczym przed komisją wojskową. Ściągasz majtki i dopiero wtedy wszystko widać czarno na białym…

Automat Testowy – kolega, który klikając w kółko, udaje robota.

Avatar w Teamsach – zdjęcie z wakacji sprzed 7 lat. Piwko nie zmieściło się w kadrze, ale może to i dobrze. Na co dzień, podczas pracy zdalnej, też nie wchodzi przecież w kadr kamery.

Azure – nikt nie potrafi tego poprawnie wymawiać. Nawet ci z internetu co próbowali. A skoro nikt nie potrafi tego wymówić, to tym bardziej nikt nie zrozumie. Bujajmy więc dalej w chmurach…

B

B2B – to taki pracownik bez etatu, co leci z rządem w kulki i wystawia faktury bazując na najniższych składkach. Śmieje się innym w twarz, dopóki nie złamie kręgosłupa i nie zobaczy wysokości renty inwalidzkiej (o ile ją dostanie…). Cinkciarz swojego życia.

Backend – jeżeli powiemy, że coś jest zrobione od dupy strony, to backend jest taki w całej swojej okazałości. Wiadomo przecież, że najważniejsze jest to co jest widoczne. A pod tapetą można ukryć najbardziej ordynarne i staroświeckie lastryko.

Backlog – masz w domu półkę wstydu z nieprzeczytanymi książkami, które są warte przeczytania, ale i tak nigdy po nie nie sięgniesz? Backlog to taka półka, która jest koszmarem Product Ownera. Bo w przeciwieństwie do ciebie – on musi tam sięgać i czytać, czytać i czytać. A często to on sam sobie popisał te głupoty…

Backlog Grooming – inna nazwa Backlog Refinementu. Nazwij tak spotkanie jeśli chcesz, żeby wyglądało mądrzej i większy odsetek ludzi nie wiedział po co ono jest – więc i tak nie odważy się podważyć jego istnienia. Ustaw sobie takie spotkania tylko dla siebie i bez krępacji wykorzystaj na wizytę u Groomera. Nazwa w końcu jakby się nawet zgadzała…

Backlog Refinement – na tym spotkaniu bierzesz Backlog, udajesz że go rozumiesz, dzielisz na mniejsze części i już są one gotowe żeby przekazać do roboty innym. Tym samym, jako Product Owner, pozbywasz się problemu, mimo że go nadal nie rozumiesz. Jeśli masz szczęście – ktoś dowiezie coś, co biznes uzna za fajne i będzie git. A jak nie? To w końcu nie Twoja wina, tylko developera. Źle zrozumiał introwertyk jeden!

Backup – masz swoje własne drugie auto pod domem? A może za każdym tramwajem jedzie od razu drugi, zapasowy? Nie? No widzisz. A nam w IT każą robić takie fikołki, że jakby jednak coś nie zadziałało, to mamy coś takiego samego, ale obok, które przejmie rolę tego pierwszego. Ale wiecie co? To nigdy nie działa wtedy, kiedy trzeba.

Batch Job – to taka praca robiona bez udziału ludzi. Powtarzalna, długotrwała, sekwencyjna lub równoległa – proces wsadowy. Co ciekawe, może dotyczyć kilku instancji na raz. W efekcie może zostać np. wypluta kopia zapasowa albo kilka.

Benchmark – porównywanie się do kogoś, kto i tak robi coś inaczej. Benchmark ma dwa wymiary. Jeśli sam robisz sobie benchmark to zawsze wychodzi on na twoją korzyść. Jeśli robi to menedżment to zawsze wyjdzie, że jesteś totalną pierdołą, której nie należy się podwyżka, ale z łaski pozwolą ci jeszcze trochę tu popracować. Bo kto inny to wszystko dowiezie?

Beta Testy – to takie testy przed oficjalnym udostępnieniem produktu dla wszystkich, żeby uniknąć wtopy, ale i tak lepiej po prostu wrzucić wszystko na produkcję i czekać, aż interfejsy białkowe wykonają za nas tą całą zbędną robotę. Za rok o potencjalnym fakapie i tak już nikt nie będzie pamiętał. Nawet ci zwolnieni pracownicy.

BI (Business Intelligence) – coś co powinien w gratisie dostawać każdy pracownik z poziomu menedżmentu, ale życie pokazuje, że nie dostaje. Albo nie bierze. A powinien brać.

Big Data – dużo danych, zero sensu. To taki kociołek do syta – wrzucasz tam wszystko, na końcu nawet jakoś to smakuje, ale żeby znaleźć w tym logikę, sens albo cel, to już musi przyjść Gesslerowa z łopatą (czyt. Data Scientist).

Blockchain – nudy. Jakieś łebki ubzdurały sobie, że wymyślili coś odkrywczego. A w życiu! Ja dwadzieścia lat temu byłem mistrzem w łańcuszkach, dzięki czemu nie raz uniknąłem śmierci. Ile to razy dostawałem mailem takiego blockchaina, którego musiałem wysłać do kolejnych siedmiu osób, bo inaczej stałaby się katastrofa. I co? Katastrofy nie ma. No może poza tym słownikiem.

Blue Screen – dziś zjawisko coraz rzadsze, bo nowoczesne okulary mają wbudowany filtr światła niebieskiego, ale kiedyś to było! Siedzisz sobie sześć godzin nad wypasionym arkuszem excela z danymi. Wszystko robisz ręcznie, wiedząc że na koniec dnia zapiszesz to sobie w geście chwały i tryumfu, aż tu nagle blue screen. I już wiesz, że twoja praca ma sens, bo inaczej co byś robił jutro w biurze?

Body Leasing – wypożycz człowieka jak hulajnogę. Za jedyny pierdyliard euro miesięcznie będziesz miał swojego własnego niewolnika. Ty płacisz przysłowiowe pińcet do firmy, która płaci cztery stówy do kolejnej firmy, która z kolei płaci trzysta niewolnikowi, a jemu po podatkach zostaje czysta nędza. Ale wszyscy po drodze zarabiają i jakoś się to kręci(ło?).

Booster – magiczny proszek na poprawę velocity.

Bot – to on jest odpowiedzialny za robienie zamieszania, nie ty.

Bounce Rate – odsetek chamów i prostaków, którzy nie doceniają naszego wysiłku, zajefajności naszego produktu lub po prostu personalnie nas nie lubią i dążą do naszego zwolnienia z pracy. Dziady i tyle.

Burnout – z tą przypadłością każdy z nas zaczyna pracę w IT. Otrzymujemy to z mlekiem kodu już pierwszego dnia pracy, ale wmawiają nam że sami się do tego przyczyniliśmy i że zdobycie tego osiągnięcia zajmuje nawet kilka lat. Pierdololo.

Branchowanie – budowanie informatycznej mandali, która – może i piękna – ale nie zawsze jest zrozumiała dla wszystkich. Dostajesz swój malutki kawałek i możesz rysować co ci się tylko podoba bez żadnych konsekwencji. No chyba, że ktoś przypadkiem połączy swój rysunek z twoim, no i wyjdzie co wyjdzie…

Brute Force – to co korporacja próbuje robić każdego dnia. A może jeszcze więcej zadań? A może zostaniesz dwie minuty dłużej? A jutro trzy? To próba przedostania się do twojej psychiki za pomocą wszystkich możliwych kombinacji działań, jakie tylko da się wymyślić. Skuteczna.

Bug Bounty – to ten program dla innych. Kiedy ty znajdziesz poważny błąd w rozwijanym przez firmę oprogramowaniu, twój menedżer już zaciera ręce na premię. Ale jeśli zrobi to ktoś z zewnątrz, to pieniądze wypłacą jemu. Czyli co? Od jutra wszystkie błędy zgłaszasz przez babcię?

Bullshit