Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Czy eliksir życia wart jest każdej ceny?
Bossy i Ryen pracują przy tajnym projekcie Yggdrasil – niezwykłym drzewie, dzięki któremu korporacja tworzy eksperymentalne suplementy i próbuje opracować eliksir życia. Niestety projekt od dawna wymyka się spod kontroli. Kolejni pracownicy odchodzą albo giną w tajemniczych okolicznościach, a badania stoją w miejscu.
Ryen, tymczasowo mieszkająca w piwnicy Bossego, przypadkiem trafia w sam środek sytuacji, której kompletnie nie rozumie. Z czasem odkrywa, że za projektem stoi coś znacznie bardziej niebezpiecznego niż do tej pory myślała. Czy nieśmiertelność naprawdę warta jest każdej ceny?
To historia o pragnieniu życia i granicach między nauką a etyką. Dla fanów thrillerów, science fiction i opowieści o silnych postaciach kobiecych.
Jej siła
Historie kobiet, które mierzą się z życiem na własnych zasadach. O trudnych wyborach, nowych początkach i sile, która ujawnia się właśnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna.
Anna Karnicka – autorka serii "Paradoks marionetki". Pasjonatka literatury, szczególnie fantastyki, a zwłaszcza Tolkiena oraz powieści dla młodzieży. Lubi się bać. Fascynuje się miejskimi legendami i strasznymi opowieściami krążącymi po Internecie. Uwielbia podróżować, a w szczególności jeździć pociągiem. Zbiera klucze.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 32
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Anna Karnicka
Saga Egmont
Dziewczyna w mojej piwnicy
Zdjęcie na okładce: Adobe Firefly
Copyright © 2019, 2026 Anna Karnicka i Saga Egmont
Wszystkie prawa zastrzeżone
ISBN: 9788727362908
1. Wydanie w formie e-booka
Format: EPUB 3.0
Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, przechowywana w systemie wyszukiwania danych lub przekazywana w jakiejkolwiek formie lub w jakikolwiek sposób bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy, ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie oprawy lub z okładką inną niż ta, z którą została opublikowana i bez nałożenia podobnego warunku na kolejnego nabywcę. Zabrania się eksploracji tekstu i danych (TDM) niniejszej publikacji, w tym eksploracji w celu szkolenia technologii AI, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.
www.sagaegmont.com
Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 55 milionów złotych.
Vognmagergade 11, 2, 1120 København K, Dania
Ryen wróciła w towarzystwie białych wirujących płatków. Sięgnęła do torby po klucz, otworzyła drzwi pogrążonego w ciemności domu. Śnieg topił się w jej długich włosach. Zajrzała do kuchni i aż uniosła brwi. Była pewna, że sprzątała przed wyjściem do pracy, teraz jednak na blacie stało opakowanie z indyjskim żarciem na wynos, puszka niedopitego piwa i leżały jakieś papiery z biura, których raczej przecież nie położyłaby w takim miejscu. A już na pewno nie zostawiłaby na nich odcisków tłustych palców. Czyżby Bosse wrócił? Ale przecież delegacja miała potrwać jeszcze miesiąc.
Za oknem panowała ciemność, rozjaśniona nieco świątecznymi dekoracjami w ogródku sąsiadów. Jednostajny szum wody oznaczał, że w łazience na piętrze ktoś bierze prysznic. Ryen włączyła elektryczny czajnik. Sięgnęła po styropianowe opakowanie z niedojedzonym kurczakiem curry i odłożyła je na bok. Wygrzebała z torby świeżo zakupione pudełko zielonej herbaty i wrzuciła torebkę do kubka. Pochyliła się nad zaścielającymi blat dokumentami. Na firmowym papierze ze znakiem wodnym ktoś niezbyt czytelnie nabazgrał przepis na cynamonowe bułeczki. Pozostałe strony również zawierały przepisy kulinarne. Zmarszczyła brwi. Aż za dobrze wiedziała, że to kod. Co więcej, wiedziała też dokładnie, jakiego typu informacje kodowane są w ten konkretny sposób. Czy właśnie tym Bosse się zajmował? Zwariował na tej delegacji? Kto jak kto, ale on powinien wiedzieć, że takiej roboty lepiej nie tykać. Wyciągała już rękę po kartkę, gdy dobiegł ją szum wody w elektrycznym czajniku.
W samą porę.
Naciągnęła rękawy swetra na dłonie by się nie poparzyć. Z kubkiem herbaty ruszyła w stronę piwnicy. Łokciem pchnęła drzwi i zeszła po schodach na dół. Dopiero na miejscu zdjęła szalik i ciężkie buty. Powiesiła okrycie w taniej materiałowej szafie i usiadła na materacu, opierając się plecami o ścianę. Gdy wyciągnęła nogi, czubkami palców u stóp dotykała przeciwległej ściany pomieszczenia. Sięgała właśnie po herbatę i książkę, gdy nagle usłyszała nad głową kroki, a zaraz później męski głos. Zdecydowanie nie należał do jej gospodarza.
– Tak, jestem już u Bossego. – W głosie mężczyzny brzmiało zdenerwowanie i ogromne znużenie. – Dziękuję, że udało się to tak szybko zorganizować. Nie, nikt za mną nie jechał – powiedział, choć sam nie wydawał się przekonany. – Co z nim? – zmienił temat. – Obudził się? Cholera, niedobrze. Tak, wiem, widziałem. Tak, pewnie, niech przychodzi, potrzebujemy każdej pary rąk. No, jakoś sobie musimy poradzić. Zresztą nie w tym rzecz. Jak mam się nie martwić?! Chodzi o mojego kumpla! Tak, jestem spokojny. Dobra... – westchnął. Milczał, najwyraźniej słuchając wyjaśnień po drugiej stronie słuchawki. – Informujcie mnie, jeśli coś się zmieni. Gdyby się obudził... po prostu pozdrów go od nas wszystkich i powiedz, że czekamy. Jeszcze raz dziękuję za wszystko. Tak, widzimy się jutro.
Odgłos upadającego na kafelki telefonu sprawił, że Ryen prawie wylała herbatę na siebie i książkę. Pospiesznie upiła kilka łyków. Okryła zmarznięte nogi kocem i wbiła wzrok w sufit. Kroki przemieszczały się od łazienki do salonu. Skrzypnęły drzwiczki barku, zabrzęczało szkło.
– Hej, rozmawiałem z szefem – odezwał się znów mężczyzna. – Tak, ja jestem cały. Zła wiadomość jest taka, że Michael na razie do nas nie wróci. Mówią, że wciąż bez zmian, mają dać mi znać, gdyby była jakaś poprawa... No, wiem – westchnął. – Najgorszy możliwy moment. Ale z dobrych wieści, mają nam jutro przysłać dziewczynę z dołu, żeby nam pomogła zrobić papiery. Jakoś ją wprowadzę w temat. Nie wiem, nie poznałem. Ale znasz tę bandę z serwerowni. Jak nie muszą iść na górę i rozmawiać z ludźmi, to nie idą.
Ryen dopiła herbatę i odstawiła kubek na podłogę obok materaca. Przykryła się kocem aż po sam nos i zamknęła oczy. Przez chwilę zastanawiała się, czy powinna iść do kuchni i przedstawić się mężczyźnie jako sublokatorka Bossego, ostatecznie postanowiła jednak odłożyć to na bardziej dogodny moment. Z rozmowy wynikało, że wydarzyło się coś bardzo złego. Gdyby niespodziewanie pojawiła się w mieszkaniu, pewnie zwyczajnie dostałaby w łeb czymś ciężkim. Poza tym zrobiło jej się go trochę szkoda. Niech odpocznie, nieco się uspokoi. Jutro porozmawiają.
Leżała, nasłuchując dźwięków z piętra. Taniec palców na klawiaturze laptopa przypominał dziwną, rytmiczną kołysankę.
