Droga sługi - Jayem  - ebook

Droga sługi ebook

Jayem

0,0
33,00 zł

lub
Opis

Droga sługi, niczym dobry obraz, ujawnia swe skarby, im dłużej się z nim obcuje. Książka ta trafiała w moje najgłębsze czułe struny, pokazując mi, gdzie nadal toczą się moje własne gierki ego, wymagające mojej uwagi. Stała się zawsze obecnym przypomnieniem, że Jeszua jest zawsze z nami wszystkimi, przepełniony Miłością, którą postanawiamy pamiętać na tej planecie. Ofiarujemy tę książkę tobie, tak jak została ofiarowana nam. Jeśli zechcesz, stanie się ona błogosławieństwem w twej podróży, stałym towarzyszem korygującym twój kurs, jeśli kiedykolwiek, choćby przez krótką chwilę, kusiłoby cię, aby się dać rozproszyć głosem świata, który, jak się zdaje, zadomowił się w twym umyśle. Tak jak ten dar Jeszuy pomógł tak wielu, tak niech również  służy tobie, byś nakłonił swego ucha na łagodny Głos, który ciągle żyje w nas wszystkich; Głos, który mówi jedynie o Miłości, o tym, czym razem jesteśmy na zawsze! Niech płyną potoki radości.

Jayem
                                                                                                                                             

Trwając w owym pokoju, który na zawsze jest poza wszelkim zrozumieniem, dusza odpoczywa. Ani nie pragnie ona rzeczy tego świata, ani ich nie osądza. Uczy się wzniosłej sztuki tego, co zostało nazwane „oczekiwaniem na Pana”. To zwyczajnie oznacza, że dusza porusza się w zgodzie z wolą Ojca i już dłużej nie jest w stanie brać pod uwagę innego sposobu działania. Dusza odziewa się płaszczem sługi.

Wiedz jedno: nic, co umysł człowieka jest w stanie sobie wyobrazić, nie może przynieść duszy takiej głębi pokoju, tak wielkiego spełnienia, takich wyżyn niewyrażalnej radości, jak potrafi to uczynić służba. Oświecenie, w pełni zrealizowane, rodzi sługę tak pewnie, jak kwiat rozkwita nagle swą pełnią z dobrze zasadzonego i pielęgnowanego nasiona.

Jeszua

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 60

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Książka ta

jest dedykowana z miłością

tobie, drogi czytelniku,

za twą chęć, by stać się światłem,

które rozświetla świat.

Jeszua to oryginalne aramejskie imię Jezusa.

Imienia tego używa On w komunikacji z Jayemem od początku ich relacji.

Tytuł oryginału:

The Way of the Servant

Redakcja:

Rafał Wereżyński

Korekta:

Maria Wereżyńska

Skład i łamanie:

Teresa Ojdana, www.pagegraph.pl

© 1994–2009 Jayem

© for the Polish edition by Wydawnictwo Shanti Christo

e-mail: [email protected]

www.shantichristo.pl

ISBN 978-83-953094-5-8

Skład wersji elektronicznej:

Kamil Raczyński

Kilka słów od wydawcy

Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.

Miłość obejmuje wszystko,

wszystko uzdrawia,

wszystko przemienia,

wszystko świętuje

i, nade wszystko,

odzwierciedla, czym Bóg jest, we wszystkim.

Jeszua, Droga Sługi

Bardzo kocham tę książkę, ten poemat Miłości i od pierwszego zetknięcia się z tym tekstem jestem nim głęboko poruszony i często do niego wracam. Droga Sługi jest tchnieniem Miłości, oddechem Boga przełożonym na formę języka. Droga Sługi to żywe Słowo Boga, przesłanie, które precyzyjnie oddziela Prawdę od fałszu, konfrontuje nasze ego ze Światłem Prawdy, leczy i uzdrawia. Ale dla mnie przede wszystkim emanuje Miłością, bezwarunkową, łagodną, troskliwą, ale i bezkompromisową dla naszej powierzchownej tożsamości ego.

Nie jest to jednak książka, o której można, czy wręcz należy dużo mówić. A wręcz odwrotnie, jak najmniej słów. Żadne dodatkowe słowa nie są potrzebne. Cisza umysłu, otwarcie serca i gotowość na zmianę, to wszystko. Odrobina chęci to wszystko, co jest potrzebne, by poddać się działaniu słów Prawdy i Miłości. A gdy Słowo choć raz dotknie i obudzi tęsknotę duszy, nie spocznie ona, póki nie wróci tam, skąd w istocie nigdy nie wyszła, bo przecież w Bogu jesteśmy i w Bogu żyjemy. Szukajcie wpierw Królestwa, reszta będzie wam dodana.

Marek Konieczniak, Wydawnictwo Shanti Christo

Wstęp

Jest 8 sierpnia 1990 roku. Niedaleko za niewielkim miasteczkiem na południowo-zachodnim wybrzeżu wyspy Hawaje wąska droga wije się od autostrady do niewielkiego, przepięknego miejsca zwanego Keokea. Linia brzegowa w tym miejscu jest nierówna i postrzępiona. Poszarpane klify czerwieni i brązów spadają w morze, odcinając się od linii lasu. Od najbardziej wysuniętych na północ klifów wychodzi w morze coś na kształt mola. Rzucony stos surowych głazów tworzy płytką lagunę w sam raz odpowiednią do pływania dla dzieci. Nie ma białych piaszczystych plaż i, dzięki Bogu, żadnych tłumów turystów piekących się na wspaniałym hawajskim słońcu.

W pobliżu samego centrum parku, przedzierając się przez gęste listowie, zakolami wije się strumień. Kąpałem się tu wczoraj, po tym jak doszedłem na tyle daleko w górę strumienia, że znalazłem ustronne miejsce. Zanurzyłem ciało w chłodnej wodzie, a następnie usiadłem na skale, pozwalając, by ciepła pieszczota łagodnej bryzy suszyła moją skórę, gdy ja wdychałem głęboko słodki zapach kwitnących drzew.

Tutaj, w tym magicznym miejscu wywołującym z jakiegoś zapomnianego miejsca duszy wspomnienia Edenu, medytacja przychodzi z łatwością. Błyskawicznie zaczynam odczuwać w sobie to znajome miejsce, jak gdybym dotarł do oka cyklonu, „nieruchomego punktu obracającego się świata”.

Znajoma wibracja podpowiada mi, że On tutaj jest. Jak gdyby czekając na mnie, aż wrócę do Domu z podróży, puka łagodnie i uspokajająco do drzwi mego serca. Otwieram, zwracając swą uwagę na Niego, jedynie na Niego.

Już czas, byśmy zaczęli naszą drugą wspólną pracę. Właśnie dlatego zasugerowałem ci ten notatnik (Jeszua nawiązuje do małego czerwonego notatnika, jaki wrzuciłem impulsywnie do koszyka z zakupami parę dni temu). Używaj go wyłącznie dla celów naszej komunikacji. Wydanie „Listów Jeszuy” jest już bardzo blisko (Seria wydarzeń, których nie mógłbym sobie w ogóle wyobrazić, zaczęła się toczyć w ciągu miesiąca i rzeczywiście doprowadziła do wydania pierwszej książki).

Jeszcze raz ci radzę, byś trwał w uczeniu się ufności. Nie jest ważne, abyś wiedział, jak wszystko zostanie osiągnięte. Pamiętaj, przebudzony umysł wydaje się światu naiwny, jednak z pewnością nie powinny zaprzątać twej uwagi opinie tych, którzy wierzą, że to, co jest Prawdziwe, jest nieprawdziwe, zaś prawdziwe jest to, co nieprawdziwe.

Rozproszyłem się. Komary wygrały. Wzdychając, wstałem ze skały, ubrałem się i wróciłem do obozu…

Jeden z powodów, dla których tak bardzo kocham Hawaje, jest właśnie ta chwila. Słońce już dawno zaszło i zastąpił je jasny księżyc w pełni. Oświetla on drzewa i skały, i fale oceanu, malując jednocześnie krawędzie chmur srebrno-białym kolorem. A noc nadal jest ciepła! Wystarczająco ciepła, bym mógł leżeć tutaj rozebrany, spijając energie tego miejsca głęboko każdą komórką ciała.

Gdy ponownie czuję w swym wnętrzu Jego obecność, w mym umyśle pojawia się myśl zadziwienia. Jeszua kontynuuje naszą rozmowę, jak gdyby nie było żadnej przerwy w komunikacji. Ten prosty fakt jest łagodnym przypomnieniem, że czas jakoś nie do końca jest tym, czym nauczyłem się, że jest. Gdy Jeszua mówi, widzę tytuł:

Droga Sługi

Życie Światłem Chrystusa

„Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”. 

Nauka ta nie miała być wykorzystywana w znaczeniu, jakie nadali jej ci, którzy znajdowali we mnie usprawiedliwienie dla osądu swych braci i sióstr. To, co nazywacie Pismem Świętym, czy też Biblią, faktycznie zawiera wiele ziaren mądrości. Jednakże były one często odrywane od pierwotnych kontekstów i wplatane w historie, które miały służyć nie Świętemu Ojcu, ale koncepcji Boga, za którą tęsknił oddzielony umysł.

Przekazałem tę naukę tym, którzy znani są jako moi uczniowie. Jej znaczenie posłuży jako temat naszej obecnej pracy, albowiem kiedy umysł jest prawdziwie przebudzony ze snu oddzielenia, a dusza wraca do swej jedynej Rzeczywistości jako Syn Boga, wówczas nastaje nowy początek. Nie ma już dłużej daremnego szukania czegoś, czego świat nie może zaofiarować, ani nie może w sobie zawierać.

Trwając w owym pokoju, który na zawsze jest poza wszelkim zrozumieniem, dusza odpoczywa. Ani nie pragnie ona rzeczy tego świata, ani ich nie osądza. Uczy się wzniosłej sztuki tego, co zostało nazwane „oczekiwaniem na Pana”. To zwyczajnie oznacza, że dusza porusza się w zgodzie z wolą Ojca i już dłużej nie jest w stanie brać pod uwagę innego sposobu działania. Dusza odziewa się płaszczem sługi.

Tak oto wyłania się dana nam Droga: kiedy w pełni uznajesz swą Rzeczywistość jako jednorodzonego Syna Boga i kończy się Armagedon pomiędzy Rzeczywistością a nawykiem bezużytecznych snów, podróż do Królestwa zostaje ukończona, a zaczyna się podróż wewnątrz Królestwa. Ponownie przyjmujesz całość Stworzenia jako swoją, a jedynym pragnieniem duszy staje się to, aby Stworzenie zostało odnowione jako odzwierciedlenie świętej myśli Boga, który jest jedynie Miłością.

Miłość jest promienną wspaniałością, na zawsze jaśniejącą poza wszelkimi pozorami; wspaniałością przechowywaną jako dalekie wspomnienie w sercu wszelkich form Życia i to jest właśnie tym, co Życie usilnie stara się ponownie odkryć. Kiedy to zostanie osiągnięte, sam cel Stworzenia zostanie spełniony, a rzeczy Nieba i Ziemi przeminą, jak mgła ustępująca wschodzącemu słońcu.

W tej pracy będę mówił o znaczeniu służby, albowiem to tutaj znajdujesz najwyższe powołanie duszy, jak również odgrywasz ostateczną rolę w polu przejawiania.

Prawdziwa służba nie jest w żaden sposób możliwa, dopóki utrzymuje się nadzieja zbawienia w rzeczach tego świata, włącznie z tymi ideami zbawienia, które sprytnie ukrywają lęk, jakim jest ego; sen oddzielonej tożsamości, która może zyskać lub stracić.

Wyjaśnię naturę prawdziwego sługi, jak również cechy szczególne prawdziwej służby. Będziemy podróżowali przez pole przeszkód, zza których wygląda najwyższa radość, będąca tuż poza możliwością pojmowania tego, który chce wejść w jedność z Bogiem.

Wiedz jedno: nic, co umysł człowieka jest w stanie sobie wyobrazić, nie może przynieść duszy takiej głębi pokoju, tak wielkiego spełnienia, takich wyżyn niewyrażalnej radości, jak potrafi to uczynić służba. Oświecenie, w pełni zrealizowane, rodzi sługę tak pewnie, jak kwiat rozkwita nagle swą pełnią z dobrze zasadzonego i pielęgnowanego nasiona.

Kontempluj głęboko to, o czym tutaj mówimy, raz za razem, w cichej samotności, albowiem wybrałem te słowa z rozmysłem. Wzięcie ich sobie głęboko do serca przyspieszy twe pełne przebudzenie.

Ta praca dana jest jako pomoc tym, którzy wkrótce dotkną serca doskonałej Pamięci. Wielką prawdą jest, że większe dzieła niż moje przyniesiecie światu wy, którzy służycie Miłości w tych Ostatnich Dniach.

Tutaj kończymy wprowadzenie…

Podyktowawszy wstęp, Jeszua powiedział mi, abym był cierpliwy, ponieważ praca ta przybierze swą formę w odpowiednim czasie. Poprosił również, abym zawsze miał pod ręką czerwony notes. Zgodziłem się. Nie było możliwe, żebym wówczas wiedział, że miną trzy lata zanim Jeszua ukończy pracę!

Sam proces pisania był tak naprawdę dość prosty. Nosiłem ze sobą notatnik, gdziekolwiek bym nie poszedł, żyłem swoim życiem i czekałem. Czasami mijało nawet kilka miesięcy bez żadnej wzmianki o tej pracy z Jego strony. Czasami Jeszua dosłownie przerywał w połowie zdania, by do niego powrócić za jakiś czas, tak jakby nie było żadnej przerwy. Druga lub trzecia godzina nad ranem, gdy budził mnie tą znajomą drobną wibracją w mym sercu, była najwyraźniej nadal Jego ulubionym czasem. Ostatecznie przywykłem do faktu, że być może Jeszua w ogóle nigdy tego nie ukończy! Mogę się wam przyznać, że moja żona lubi czasami opowiadać przyjaciołom, jak rzucałem notesem po pokoju, kiedy słowa, które spisywałem, trafiały w moją czułą strunę, czy też niby przypadkiem zostawiałem notes na stole u przyjaciela, „zapominając”, co z nim zrobiłem.

W zasadzie, kiedy Jeszua podyktował ostatnich parę stron i powiedział „Amen”, nie doszło do mnie, że to już koniec. Wstałem z krzesła, by udać się do kuchni i nagle stanąłem jak wryty, mamrocząc: „Skończyło się. Koniec z czerwonym notesikiem!”.

Alan Cohen w swym wstępie do Listów Jeszuy mówił o mistrzowskim nauczaniu Jeszuy. Gdy spoglądam wstecz, ten jeden prosty fakt staje się w pełni oczywisty. Droga Sługi jest ogniwem w doskonałym gobelinie tkanym przez tego miłującego mistrza, zawsze oddanego przebudzeniu nas wszystkich do stanu obecności i rzeczywistości Miłości – poza naszymi lękami, zranieniami, gniewami i wątpliwościami.

Droga Sługi, niczym dobry obraz, ujawnia swe skarby, im dłużej się z nim obcuje. Książka ta trafiała w moje najgłębsze czułe struny, pokazując mi, gdzie nadal toczą się moje własne gierki ego wymagające mojej uwagi. Stała się zawsze obecnym przypomnieniem, że Jeszua jest zawsze z nami wszystkimi, przepełniony Miłością, którą postanawiamy pamiętać na tej planecie. Ofiarujemy tę książkę tobie, tak jak została ofiarowana nam. Jeśli zechcesz, stanie się ona błogosławieństwem w twej podróży, stałym towarzyszem korygującym twój kurs, jeśli kiedykolwiek, choćby przez krótką chwilę, kusiłoby cię, aby się dać rozproszyć głosem świata, który, jak się zdaje, zadomowił się w twym umyśle. Tak jak ten dar Jeszuy pomógł tak wielu, tak niech również służy tobie, byś nakłonił swego ucha na łagodny Głos, który ciągle żyje w nas wszystkich; Głos, który mówi jedynie o Miłości, o tym, czym razem jesteśmy na zawsze! Niech płyną potoki radości!

Jayem

Ubud, Bali

kwiecień 2006 r.

Księga pierwsza

Służba.Dziwnym wydaje się to słowo,jednak w nim zawiera się znaczenie ofiary,

Miłości,

prawdziwego Istnienia.

Służba jest powołaniem,

do którego jest się wzywanym,

nie przez Boga, który istnieje w oderwaniu od ciebie,

lecz przez jedynego prawdziwego Boga,

który przebywa wiecznie

w Sercu twego serca

i na wieczność jest Duszą twej duszy.

Albowiem jedyny prawdziwy Bóg

jest twą jedyną Rzeczywistością

i w tym właśnie świta rozpoznanie,

że ty –

który upierasz się

przy wyśnionej przez siebie małości –

masz w sobie, w prawdzie, wszelką mądrość;

że ty

masz w sobie wszelką doskonałość,

której świątobliwi ludzie tak pilnie szukają,

a ignoranci szukają omyłkowo

w nędzy

swych ziemskich snów.

Ten jeden prawdziwy Bóg,

z którym jesteś na wieczność połączony,

bez żadnych między wami granic,

jest tym, który utrzymuje

nieskończone formy

twoich snów,

ich nieustanne stwarzanie napędzane

jedną myślą oddzielenia.

A teraz,

w czasach Rozpoznania,

gdy powab snu przyblakł

i ostatecznie stracił wszelki ślad doniosłości,

w tej doskonałej ciszy,

w której śpiący Syn nie buntuje się dłużej

przeciwko prostocie

miłujących

objęć Świętego Ojca,

światło żywego Chrystusa zostaje ponownie zapalone.

Podobnie jak blask płomienia w bezwietrzny dzień,

tak jego światło świeci coraz jaśniej,

rozpuszczając wszelkie ślady cieni,

jakie je do tej pory skrywały,

rozjaśniając ciemne miejsca,

gdzie opadł proch, którym jest świat,

aż w końcu nawet proch zanika,

i staje się samym Światłem.

Wykonawca zostaje odczyniony.

Sprawca tego świata zostaje odczyniony

i Chrystus znów

żyje.

Oto

kres wszelkich bezowocnych podróży.

Oto

koniec wszelkich zmagań.

Oto

urzeczywistnienie jedynej Prawdy,

niewypowiedzianej,

niemożliwej do pojęcia przez świat,

wykraczającej nawet poza sen

tego, który szuka Boga.

Albowiem szukającego już nie ma,

tak jakby go nigdy nie było,

wyjąwszy zanikające wspomnienie ze snu

śnionego dawno temu.

Wróciwszy w objęcia

naszego Świętego Ojca,

ten, który wrócił, uznaje:

„JAM JEST tym Jednym”.

Chrystus żyje, i jedynie Chrystus.

Jak było na początku,

teraz

i na wieki.

Przebudzone Sercepodobne jest temu,

kto dotarł na szczyt

najwyższej góry.

Tutaj

spogląda ono na

pokonane odległości,

na liczne krajobrazy

rozciągające się poniżej,

na pozornie niekończące się kształty i odcienie.

Widzi ono wszystkie światy człowieka

i widzi ich pustkę,

ich chwilową atrakcyjność,

fragmenty tylko jednego snu.

Postrzega siebie jako śniącego

i chce, aby

każda cząstka jego samego

została wytrącona ze snu i przebudzona.

I teraz

przemiana się dokonała.

Spoczywając w Świetle Przypomnienia,

na wieczność w objęciach

ramion swego Ojca,

jednorodzony Syn trwa

w Królestwie

przygotowanym dla niego

w pradawnym początku,

zanim nastał czas.

Jego wola stała się

jednym z Wolą Ojca.

Złączyli się znów w jedno,

a pierwsze poruszenie tej Boskiej Woli

wyzwala w nim wizję.

Pojawia się współczucie

dla całego Stworzenia