Dieta dr Ewy Dąbrowskiej®. Fenomen samouzdrawiającego się organizmu. Jak wspomóc postem terapię nowotworów - Ewa Dąbrowska - ebook + książka

Dieta dr Ewy Dąbrowskiej®. Fenomen samouzdrawiającego się organizmu. Jak wspomóc postem terapię nowotworów ebook

Ewa Dąbrowska

0,0

Opis

Dieta wspomagająca terapię nowotworów

Choroby nowotworowe stanowią dziś ogromny problem zdrowotny, nie tylko w Polsce ale i na świecie. Nie da się obecnie niczym zastąpić złożonego leczenia ich, polegającego na zastosowaniu chemio, immuno i radioterapii, a także interwencji chirurgicznych. Można jednak – jak się okazuje – wspomagać terapię dietą. Odpowiednio dobrane żywienie wzmacnia naturalne procesy zachodzące w organizmie, pomaga lepiej radzić sobie z obciążeniem chorobą oraz stanowi wartościowe uzupełnienie leczenia medycznego.

W swojej najnowszej książce dr Ewa Dąbrowska pokazuje biologiczne mechanizmy, które są wpisane w ludzki organizm od zawsze i które w określonych warunkach mogą zostać uruchomione, by wspomagać proces zdrowienia.

W książce znajdziesz:

· wyjaśnienie przyczyn rozwoju chorób nowotworowych,

· wpływ odżywiania na funkcjonowanie organizmu,

· wskazówki i przepisy dotyczące zastosowania diety w okresie leczenia i po nim,

· historie osób, które podczas leczenia wprowadziły zmiany w żywieniu,

· wnioski i obserwacje kliniczne dr Ewy Dąbrowskiej.

 

Ta książka nie obiecuje cudów, ona daje nadzieję

 

Nowotwór nie rozwija się w próżni. Wyrasta na określonym gruncie: metabolicznym, zapalnym i hormonalnym, i to właśnie podłoże może być modyfikowane. Zmieniając środowisko, w którym choroba próbuje się utrzymać, można odebrać jej biologiczne warunki sprzyjające dalszemu rozwojowi. Tę wiedzę, a także doświadczenie wynikające z mojej wieloletniej praktyki klinicznej i obserwacji pacjentów, pragnę przekazać w tej książce.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 327

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



EWA DĄBROWSKA

Dieta dr Ewy Dąbrowskiej®

Fenomen samouzdrawiającego się organizmu. Jak wspomóc postem terapię nowotworów

WYDAWNICTWO WAM

Ewa Dąbrowska® oraz dieta dr Ewy Dąbrowskiej® są to znaki towarowe zarejestrowane w Urzędzie Patentowym RP, a ich wykorzystanie w sposób zarobkowy lub zawodowy na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej wymaga uprzedniej zgody osoby uprawnionej.

Prawa ochronne na ww. oznaczenia przysługują dr Ewie Dąbrowskiej, która wyraziła zgodę na ich wykorzystanie w niniejszej publikacji.

Niniejsza książka przedstawia własne doświadczenia z dietą warzywno-owocową w profilaktyce i leczeniu wielu chorób. W przypadku osób ciężko chorych, a zwłaszcza przyjmujących leki, kuracja dietą warzywno-owocową powinna być prowadzona zawsze pod nadzorem lekarza.

Autor ani Wydawca nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z przeprowadzania diety bez nadzoru lekarza.

Przedmowa

Nowotwór jest chorobą środowiska – metabolicznego, immunologicznego, hormonalnego, emocjonalnego i duchowego.

Oddaję w Państwa ręce kolejną książkę z serii „Dieta dr Ewy Dąbrowskiej® – Fenomen samouzdrawiającego się organizmu”.

Jest to czwarta publikacja poświęcona temu, co od lat stanowi myśl przewodnią mojej pracy lekarskiej i badawczej: odkrywaniu niezwykłej zdolności ludzkiego organizmu do regeneracji oraz sposobów jej uruchamiania poprzez naturę, prostotę i świadomy styl życia.

W poprzednich książkach starałam się krok po kroku wyjaśniać, jak działa post warzywno-owocowy i dlaczego może wpływać na tak różne obszary zdrowia, jak płodność czy choroby metaboliczne: cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie i otyłość. Opisywałam biologiczne mechanizmy odnowy organizmu: autofagię, poprawę funkcji mitochondriów oraz przywracanie równowagi hormonalnej i odpornościowej. Obecna książka powstała jako odpowiedź na jedno z najtrudniejszych pytań współczesnej medycyny: czy człowiek cierpiący na nowotwór może realnie wpłynąć na przebieg swojej choroby?

Nie chodzi mi o to, by zastępować onkologię, lecz by ją uzupełniać – pokazać biologiczne mechanizmy, które są wpisane w ludzki organizm od zawsze i które w określonych warunkach mogą zostać uruchomione.

W ciągu lat mojej praktyki spotkałam wielu pacjentów, w przypadku których zmiana środowiska organizmu – poprzez post, sposób odżywiania, ruch, regenerację i wyciszenie – prowadziła do poprawy stanu zdrowia, stabilizacji choroby, a niekiedy do wieloletnich remisji nowotworowych. Nie były to cuda, lecz przejawy naturalnych procesów biologicznych, które współczesna nauka dopiero zaczyna w pełni rozumieć.

Coraz więcej badań potwierdza dziś, że nowotwór nie rozwija się w próżni. Wyrasta na określonym gruncie: metabolicznym, zapalnym i hormonalnym, i to właśnie podłoże może być modyfikowane. Zmieniając środowisko, w którym choroba próbuje się utrzymać, można odebrać jej biologiczne warunki sprzyjające dalszemu rozwojowi.

Tę wiedzę, a także doświadczenie wynikające z mojej wieloletniej praktyki klinicznej i obserwacji pacjentów, pragnę przekazać w tej książce. Z serca życzę Państwu, aby stała się ona źródłem wiedzy, nadziei i zaufania do mądrości włas­nego organizmu – tej mądrości, którą natura wpisała w nas od początku naszego istnienia.

Ewa Dąbrowska

Wstęp

Tego dnia, w 2004 roku, zadzwonił do mnie mężczyzna. Jego głos był spokojny, lecz pod pozorną równowagą krył się głęboki lęk.

– Cztery miesiące temu usunięto mi prawą nerkę z powodu raka. Teraz mam przerzuty. Czy post warzywno-owocowy może mi pomóc?

Zapytałam o wynik badania histopatologicznego.

– Rak sarkomatoidalny nerkowokomórkowy.

Zamilkłam. To jedna z najbardziej agresywnych postaci raka nerki – szybko daje przerzuty i praktycznie nie reaguje na klasyczną chemioterapię. Średni czas przeżycia w takich przypadkach liczy się w miesiącach.

Decyzja o zastosowaniu postu była bardzo trudna. Przez lata unikaliśmy go u pacjentów onkologicznych, obawiając się nadmiernego osłabienia organizmu. A jednak przypomniałam sobie artykuł z 1995 roku o wymownym tytule Wziąć raka surówką, opisujący cofnięcie się nowotworu po zastosowaniu kuracji warzywno-owocowej.

– Mam niewielkie doświadczenie w prowadzeniu postów u chorych na raka… – zaczęłam ostrożnie.

– Podejmę ryzyko. I tak nie ma już dla mnie żadnego leczenia – odpowiedział mężczyzna.

Wiedziałam, że mogę zaproponować tylko jedno: post ­warzywno-owocowy, który jest bezpieczniejszy niż post wodny, ponieważ opiera się na prostym, roślinnym pożywieniu – najbardziej fizjologicznym dla człowieka. Wspólnie zdecydowaliśmy, że rozpoczynamy kurację.

Po 6 tygodniach tomografia wykazała u pacjenta zanik przerzutów i brak unaczynienia guza przerzutowego w pozostałej nerce. Po kolejnym cyklu postu guza już nie było, pozostała jedynie zwapniała blizna. Dziś, ponad 20 lat później, ten człowiek żyje i nigdy nie doświadczył nawrotu choroby. Nie widzę w tej historii cudu, ale dowód tego, jak działa biologia. Rak ustąpił, bo zmieniło się środowisko, w którym próbował żyć.

Obecnie wiemy, że w każdym nowotworze istnieje niewielka, ale mająca kluczowe znaczenie populacja komórek, które decydują o jego przetrwaniu, nawrotach i przerzutach. Nazywa się je komórkami macierzystymi raka. Potrafią one przetrwać chemioterapię, radioterapię, a nawet operację, nie dlatego, że są silniejsze niż pozostałe komórki, lecz dlatego, że najlepiej adaptują się do warunków, jakie tworzy organizm. Kiedy środowisko metaboliczne im sprzyja – choroba trwa. Gdy jednak to środowisko się zmienia, komórki macierzyste słabną i tracą zdolność dalszego rozwoju. Oznacza to, że nowotwór może wtedy ustąpić. Współczesna nauka coraz wyraźniej potwierdza, że rak nie zaczyna się wyłącznie w wyniku mutacji genu. Coraz więcej danych wskazuje, że kluczową rolę odgrywają zaburzenia energetyczne komórki, czyli nieprawidłowy metabolizm w mitochondriach. I właśnie wtedy pomocny staje się post warzywno-owocowy. Nie niszczy on bezpośrednio komórek nowotworowych, lecz utrudnia im przetrwanie poprzez zmianę warunków metabolicznych.

Ta książka ma być próbą odpowiedzi na pytanie, jak przebudować środowisko organizmu na przeciwrakowe. Temat jest dość skomplikowany, jednak w kolejnych rozdziałach pojęcia naukowe będę wyjaśniać prostym, przystępnym językiem, tak aby treść była zrozumiała również dla czytelników bez wykształcenia medycznego. Dla Czytelników zainteresowanych tym tematem przygotowałam na końcu książki cztery dodatki kliniczne w wersji naukowej.

I na koniec wątek osobisty.

Koncepcja przestrojenia środowiska organizmu na przeciwnowotworowe, przeciwzapalne i przeciwmiażdżycowe poprzez post warzywno-owocowy nie powstała nagle. Dojrzewała we mnie przez niemal 40 lat – od 1988 do 2026 ro­ku – w trakcie pracy klinicznej, obserwacji pacjentów w gabinecie oraz w ośrodkach wczasów zdrowotnych, gdzie dieta warzywno-owocowa jest stosowana w praktyce. Była to droga od intuicji i pojedynczych obserwacji do spójnej, biologicznie uzasadnionej koncepcji wskazującej na przyczynę i skutek.

Początkowo, pracując w klinice chorób wewnętrznych, na długo zanim weszłam na drogę terapeutycznych postów warzywno-owocowych, leczyłam pacjentów metodami klasycznymi. Moimi podopiecznymi byli najczęściej ludzie starsi, schorowani, z wieloma chorobami przewlekłymi, u których farmakoterapia była intensywna, a efekty, niestety, ograniczone.

Z czasem coraz wyraźniej widziałam, że mimo najlepszych starań personelu medycznego przegrywamy jedną walkę – z codziennym żywieniem. Szpitalna kuchnia serwowała tradycyjne posiłki: ciężkie, wysokoprzetworzone, często dalekie od prozdrowotnych. Wiedziałam, że leki nie są w stanie zrównoważyć tego, co pacjenci otrzymują na talerzu, dlatego zaczęłam prosić odwiedzające rodziny, aby zamiast słodyczy i ciast przynosili chorym świeżo wyciskane zielone soki. Działałam intuicyjnie, bez pełnej wiedzy dotyczącej biochemii, ale już wtedy widziałam u pacjentów zdumiewające efekty: lepszy sen, wyciszenie, zdrowszy wygląd skóry, większą jasność umysłu i ogólną poprawę samopoczucia. Nie zdawałam sobie wówczas sprawy, że zielenina dostarcza grup metylowych, które na poziomie genów przestrajają metabolizm w kierunku zdrowia. Było jednak dla mnie jasne, że zachodzi tu fundamentalna zmiana, do której wcześniej nie mogły doprowadzić podawane leki.

Kolejnym krokiem było wprowadzenie do codziennej diety świeżo wyciskanych soków warzywnych. Przyniosłam do szpitalnej kuchni własną sokowirówkę i zaczęłam przygotowywać soki dla pacjentów. Zdumienie personelu i samych chorych było powszechne – tak proste zmiany, a tak wyraźne efekty kliniczne. Wtedy zaczęła się rodzić we mnie myśl, że dieta nie jest dodatkiem do leczenia, ale jego podstawą.

W 1988 roku udało mi się wprowadzić dietę warzywno-owocową jako program żywieniowy w klinice chorób wewnętrznych i przeszkolić pracowników kuchni w przygotowywaniu jadłospisów opartych nie na zupach mlecznych, lecz na warzywach i owocach. Tak zaczęła się droga, która z czasem przerodziła się w spójną koncepcję terapeutyczną.

Dopiero wiele lat później, wraz z rozwojem wiedzy o epigenetyce, metylacji DNA i sirtuinach, zrozumiałam, dlaczego moje pomysły przynosiły efekty. To, co wtedy wynikało z intuicji i obserwacji pacjentów, obecnie ma solidne podstawy naukowe. Z dzisiejszej perspektywy widzę wyraźnie, że organizmy chorych pacjentów reagowały nie na samą dietę, lecz na sygnał biologiczny. Zielone soki były nie tylko źródłem witamin – stanowiły informację dla genów, że czas przejść z trybu choroby w tryb naprawy. Najważniejsza wiedza, jaką wyniosłam z tego doświadczenia, głosi, że prawdziwe leczenie zaczyna się wtedy, gdy pod wpływem postu i roślinnych związków aktywnych zmieniamy środowisko, w którym „resetujemy” geny. Wówczas, analogicznie jak w zresetowanym komputerze zostają przywrócone pierwotne, prozdrowotne „programy” zapisane w DNA.

Przypominają mi się w tym miejscu słowa Arthura Schopenhauera: „Każda prawda przechodzi przez 3 etapy: najpierw jest wyśmiewana, potem spotyka się z gwałtownym sprzeciwem, a na końcu zostaje uznana za oczywistą”.

Wszystko w życiu ma swój czas. Być może właśnie teraz nadszedł moment, aby moja koncepcja dotycząca terapii chorób nowotworowych – oparta na doświadczeniu, biologii i obserwacji klinicznej – mogła ujrzeć światło dzienne.

Czego ta książka nie obiecuje (ważne informacje dla Czytelnika)

Ta książka nie obiecuje cudownego wyleczenia nowotworów.

Nie zastępuje leczenia onkologicznego, takiego jak operacja, chemioterapia czy radioterapia, ani nie zachęca do re­zygnacji z terapii zaleconych przez lekarzy prowadzących.

Przedstawione w niej treści nie są alternatywą dla medycyny akademickiej. Stanowią próbę pokazania, w jaki sposób – poprzez zmianę środowiska metabolicznego organizmu –można wspierać naturalne mechanizmy obronne, poprawiać tolerancję leczenia oraz sprzyjać procesom regeneracji.

Opisane przypadki kliniczne są jednostkowymi obserwacjami i nie stanowią dowodu skuteczności w rozumieniu klasycznych badań klinicznych.

Post warzywno-owocowy może być narzędziem wspomagającym leczenie, o ile jest prowadzony z uwzględnieniem przeciwwskazań oraz w sposób odpowiedzialny.

Każda decyzja dotycząca zdrowia powinna być podejmowana indywidualnie.

CZĘŚĆ I RAK JAKO CHOROBA ŚRODOWISKOWA

Gdzie naprawdę powstaje nowotwór

Kiedy zastanawiałam się nad istotą choroby nowotworowej, nasunęło mi się pewne zaskakujące skojarzenie: z miażdżycą. To również niezwykle powszechna w dzisiejszych czasach choroba, która – podobnie jak nowotwory – należy do najczęstszych przyczyn zgonów. Podobieństwo może wydawać się nieoczywiste, jednak oba schorzenia mają wiele wspólnych cech. Jedną z najważniejszych jest ich przewlekły, często bezobjawowy przebieg. Zarówno miażdżyca, jak i nowotwór mogą rozwijać się latami w sposób niezauważalny, by następnie ujawnić się nagle: jako zawał serca, udar mózgu lub guz. Dlatego tak wiele osób jest zaskoczonych diagnozą. „Przecież czułem się dobrze” – słyszymy często od pacjentów.

Szczególnie poruszyły mnie wyniki badań opublikowanych przez McNamarę i współpracowników (McNamara J.J. et al. 1971), którzy przeprowadzali sekcje zwłok amerykańskich żołnierzy poległych w wojnie w Wietnamie. Okazało się, że aż 45% ze 105 zbadanych osób miało początki zmian miażdżycowych w tętnicach wieńcowych. Byli to sprawni fizycznie młodzi ludzie, którzy przed śmiercią nie wykazywali żadnych objawów choroby serca. Ich średni wiek wynosił zaledwie 22 lata. Jak to możliwe, że już w młodości rozwijała się u nich miażdżyca?

Opisane badania stały się przełomowe, ponieważ uświadomiły środowisku medycznemu, że choroba wieńcowa nie zaczyna się w wieku średnim, lecz znacznie wcześniej. Naukowcy nie mają dziś wątpliwości, że rozwój miażdżycy może rozpocząć się już w dzieciństwie i powoli postępować wraz z wiekiem.

Nowotwór rozwija się w bardzo podobny sposób. Zmiany przednowotworowe, czyli mikroogniska komórek o zaburzonym metabolizmie oraz przewlekły stan zapalny, mogą istnieć w organizmie przez długi czas, zanim pojawi się guz możliwy do wykrycia. Co więcej, w ostatnich latach obserwuje się niepokojący wzrost zachorowań na nowotwory u osób młodych: 30- i 40-latków, a nawet jeszcze młodszych. Dotyczy to zwłaszcza raka jelita grubego, tarczycy, piersi, czerniaka, chłoniaków oraz nowotworów jąder.

Na ryc. 1 przedstawiono postępujący z czasem rozwój zmian miażdżycowych w ścianie tętnicy oraz – analogicznie – rozwój zmian nowotworowych na przykładzie raka jelita grubego. Blaszki miażdżycowe nie odkładają się w ciągu tygodni czy miesięcy. Narastają powoli – od dzieciństwa, przez młodość i całe dorosłe życie. Podobnie choroba nowotworowa może rozwijać się latami, pod warunkiem utrzymywania się środowiska sprzyjającego jej rozwojowi.

W obu chorobach zwraca uwagę zjawisko przyrostu komórek, choć o odmiennym charakterze tkankowym. W miażdżycy dochodzi do namnażania komórek mięśni gładkich ściany naczynia i narastania blaszki miażdżycowej, natomiast w nowotworze – do niekontrolowanego namnażania komórek nowotworowych.

RYC. 1. Dynamika rozwoju zmian miażdżycowych i nowotworowych.

Na poziomie biologicznym podobieństwa stają się jeszcze bardziej widoczne. W obu chorobach kluczową rolę odgrywa stres oksydacyjny, czyli stan, w którym dochodzi do nadmiaru wysoce reaktywnych cząsteczek – wolnych rodników. Ich powstawanie nasilają między innymi palenie tytoniu, przewlekły stan zapalny, hiperglikemia, toksyny środowiskowe, takie jak metale ciężkie: kadm, rtęć, ołów, oraz liczne pestycydy, a także dieta bogata w cukry proste i przetworzone tłuszcze.

Organizm jest wyposażony w liczne mechanizmy obronne, które pozwalają neutralizować wolne rodniki i toksyny. Główną rolę odgrywają w nich enzymy detoksykacyjne w wątrobie. Jednak w warunkach przeciążenia spowodowanego przewlekłym stresem oksydacyjnym i nadmiarem toksyn mechanizmy te mogą stać się niewydolne. Toksyny dodatkowo są w stanie blokować enzymy detoksykacyjne oraz wypierać kluczowe mikroelementy, takie jak cynk i selen. W efekcie organizm traci zdolność skutecznego usuwania szkodliwych substancji.

Wolne rodniki uszkadzają struktury komórkowe poprzez ich utlenianie – mogą utleniać cholesterol, uszkadzać materiał genetyczny DNA, mitochondria oraz ściany naczyń krwionośnych. To właśnie utleniony cholesterol LDL odgrywa kluczową rolę w rozwoju miażdżycy.

Z kolei uszkodzenia DNA, powstające pod wpływem wolnych rodników, mogą prowadzić do mutacji genów i zapoczątkowywać proces nowotworowy. Toksyny szczególnie silnie oddziałują na mitochondria – struktury komórkowe odpowiedzialne za produkcję energii. Mogą hamować enzymy łańcucha oddechowego, czyli najważniejszego szlaku wytwarzania energii w komórce. W takiej sytuacji komórka przechodzi na mniej wydajny sposób pozyskiwania energii, czyli fermentację, co jest charakterystyczne dla nowotworów. W miażdżycy natomiast działanie toksyn prowadzi do dysfunkcji śródbłonka, czyli komórek wyścielających wewnętrzną ścianę naczyń krwionośnych, i następowych zaburzeń pracy tychże naczyń.

Coraz wyraźniej widać, że zarówno nowotwory, jak i miażdżyca są chorobami środowiskowymi, wynikającymi z niezgodnego z naturą stylu życia. Połączenie toksyn i niedoborów tworzy warunki sprzyjające rozwojowi chorób przewlekłych. Jeśli zmienimy środowisko – przez sposób żywienia i styl życia obejmujący m.in. okresowe posty – możemy „przeprogramować” organizm w stronę zdrowia.

Jednym z najważniejszych aspektów tego procesu jest sposób odżywiania. Dieta uboga w warzywa i owoce oraz bogata w żywność rafinowaną prowadzi do niedoboru anty­oksydantów – roślinnych „wymiataczy” wolnych rodników, oraz do niedoboru mikroelementów, które są niezbędne do prawidłowego działania enzymów odtruwających. W efekcie organizm traci zdolność do skutecznej obrony przed stresem oksydacyjnym, co sprzyja rozwojowi zarówno miażdżycy, jak i nowotworów. Inne czynniki sprzyjające chorobom to nadmierna podaż energii, spożywanie przetworzonej żywności, przewlekły stres, brak aktywności fizycznej oraz niestosowanie fizjologicznych okresów niedoboru pokarmu (postów). Przez tysiące lat właśnie okresowe posty były naturalnym elementem życia człowieka i stanowiły ważny mechanizm regulujący metabolizm oraz procesy naprawcze w komórkach.

To właśnie w tej zdolności powrotu do równowagi zdrowotnej kryje się największy potencjał zdrowienia organizmu. Płynie z tego prosty wniosek. Jeśli nowotwór jest w dużej mierze chorobą zależną od otoczenia, to zmiana tegoż środowiska musi stać się jednym z fundamentów leczenia i profilaktyki. Bez przywrócenia równowagi metabolicznej organizmu walka z rakiem pozostaje zmaganiami z objawem, a nie z przyczyną. Nie oznacza to negowania osiągnięć onkologii – rezygnacji z chirurgii, chemioterapii czy radioterapii wtedy, gdy są konieczne. Podkreśla jednak rolę leczenia wspomagającego, opartego na naturalnym, nieprzetworzonym żywieniu i okresowych postach.

Rafinacja żywności – cichy początek chorób metabolicznych i nowotworowych

Doskonałość naturalnych pokarmów roślinnych

Przez większość historii ludzkości pożywienie było proste, nieprzetworzone i sezonowe. Opierało się głównie na roślinach: warzywach, owocach, ziarnach, nasionach, korzeniach, grzybach i orzechach. Mięso – jeśli było dostępne – stanowiło jedynie dodatek, a nie podstawę diety. Okresowe niedobory pożywienia były zwykłym elementem życia, a nie wyjątkową sytuacją.

Naturalny, nieprzetworzony pokarm roślinny jest dla człowieka pokarmem doskonałym, precyzyjnie dopasowanym do naszych genów, komórek i mechanizmów regulacyjnych. Dostarcza nie tylko energii i składników budulcowych, lecz przede wszystkim enzymów, witamin, mikroelementów, anty­oksydantów, błonnika oraz tysięcy bioaktywnych związków roślinnych. Co najważniejsze, w żywności roślinnej występują one w naturalnej formie i współdziałają ze sobą, dlatego ich działanie jest znacznie skuteczniejsze niż izolowanych suplementów.

Wśród tych naturalnych substancji szczególną rolę odgrywa błonnik. Stanowi on podstawową pożywkę dla mikrobioty jelitowej, która – jak dziś wiemy z badań – jest naszym dodatkowym, niezwykle ważnym „narządem metabolicznym”. Nie tylko wspomaga trawienie, lecz także reguluje odporność, metabolizm, obecność stanów zapalnych, a nawet aktywność genów.

Pokarm jako informacja

Współczesna dietetyka zredukowała jedzenie do liczb: kalorii, gramów białka, tłuszczu i węglowodanów. Tymczasem dla komórki pokarmjest nie kalkulacją, lecz przede wszystkim sygnałem biologicznym, który reguluje aktywność genów, uruchamia procesy obronne i regeneracyjne. Najdoskonalszym przykładem takiego pożywienia są rośliny, które zawierają tysiące bioaktywnych związków. Spośród nich szczególne znaczenie mają polifenole. To właśnie one wykazują niezwykłą zdolność aktywowania tych samych mechanizmów samoregulacji, które uruchamiają się w czasie postu.

Post i roślinne polifenole wpływają na rozliczne procesy zachodzące w organizmie: odtruwanie, czyli detoksykację (szlak NRF2 będący głównym mechanizmem obronnym komórki przed wolnymi rodnikami i toksynami), autofagię (wewnętrzny system „oczyszczania” komórki z uszkodzonych elementów lub patogenów), aktywność sirtuin (enzymów naprawczych chroniących DNA), a także poprawę wrażliwości na insulinę.

Polifenole mają działanie regulacyjne. Chronią komórki zdrowe, przywracając im przewagę nad chorobowo zmienionymi. Dieta oparta na naturalnych pokarmach roślinnych działa zgodnie z fizjologią. Nie wywołuje żadnych skutków ubocznych i nie zmusza organizmu do adaptacji (w przeciwieństwie do np. diet bogatotłuszczowych), ponieważ rośliny są rozpoznawane jako pokarm „własny”, zgodny z biologią organizmu, a nie „obcy”

Jedzenie „oderwane od biologii”

Uświadamiając sobie, jak ogromne znaczenie dla zdrowia mają naturalne pokarmy roślinne, łatwo dostrzec, że jednym z najbardziej destrukcyjnych procesów w historii żywienia człowieka jest przemysłowe przetwarzanie żywności, a szczególnie rafinacja. Na czym ona polega, ilustruje ryc. 2.

Z buraka cukrowego usuwa się błonnik i mikroelementy, a efektem tego procesu jest niemal czysty cukier. Z ziarna zbóż, po odrzuceniu otrębów i zarodka, pozostaje biała mąka – bogata w kalorie, ale uboga w życiodajne, prozdrowotne składniki. Z nasion oleistych w wysokiej temperaturze ekstrahuje się tłuszcz. Żywność pozbawiona błonnika powoduje gwałtowne skoki glukozy i insuliny, sprzyja insulinooporności i nasila przewlekły stan zapalny. Jednocześ­nie kaloryczność współczesnych, wysokoprzetworzonych pokarmów osiąga poziom, z którym człowiek nigdy wcześniej nie miał do czynienia. Co więcej, rafinacja żywności nie jest wyłącznie zmianą technologiczną. Modyfikowany jest również biologiczny „język”, którym żywność komunikuje się z komórkami człowieka. Im bardziej pożywienie oddala się od swojej naturalnej struktury, tym bardziej zmienia się sposób, w jaki wpływa na metabolizm, odporność i aktywność (ekspresję) genów. Długotrwałe spożywanie wysokoprzetworzonych tłuszczów może sprzyjać przewlekłemu stanowi zapalnemu, stresowi oksydacyjnemu oraz zaburzeniom sygnalizacji komórkowej, które tworzą środowisko sprzyjające rozwojowi nowotworów i innych chorób metabolicznych.

RYC. 2. Przykłady rafinacji: buraka cukrowego, ziarna zbóż i nasion ­słonecznika.

W procesie rafinacji razem z błonnikiem tracimy też ogromną – od 70% do nawet 90% – część mikroelementów, w tym: chromu, magnezu, manganu, cynku, miedzi, kobaltu i selenu. Korzystają z nich zwierzęta, bo wysłodki buraczane, otręby czy też makuchy trafiają do paszy. Człowiek sam pozbawia się w ten sposób życiodajnego pokarmu. Nie dostrzegając prozdrowotnego znaczenia nieprzetworzonej żywności, jada na co dzień wysokoprzetworzone produkty, ubogie w mikroskładniki odżywcze, a całą ufność pokłada w przyjmowanych suplementach.

Nie bez powodu mówi się, że żywność rafinowana jest martwa. Nie chodzi tylko o to, że została pozbawiona enzymów, lecz o to, że przestała „współpracować” z organizmem i zmusza go do funkcjonowania w stanie ciągłej adaptacji do niedoboru składników odżywczych.A jak wspomniano wcześniej, ludzki organizm jest w stanie zaadaptować się niemal do każdych warunków, jednak robi to kosztem zdrowia.

Niedobór mikroelementów czy witamin nie wywołuje nagłych, silnych objawów. Między innymi z tego powodu zwykle nie bada się poziomu tych składników, dlatego często jesteśmy nieświadomi wagi problemu. Tymczasem tego rodzaju niedobory mogą mieć fatalne skutki, ponieważ są w stanie zapoczątkować przemiany nowotworowe. Nowotwór bowiem, jak wspomniano wcześniej, nie rozwija się wyłącznie z powodu mutacji genów. Rośnie w środowisku prorakowym, które sprzyja powstawaniu tych mutacji i powoduje niemożność ich naprawienia.

Każda reakcja metaboliczna – od produkcji energii w mitochondriach po neutralizację wolnych rodników – wymaga enzymów, a enzymy potrzebują mikroelementów jako aktywatorów. Bez nich tracą aktywność. Przykładowo, enzymy neutralizujące wolne rodniki (np. dysmutaza ponadtlenkowa, katalaza, peroksydaza glutationowa) wymagają cynku, selenu, miedzi i manganu. Niedobór tych mikroelementów prowadzi w efekcie do nagromadzenia wolnych rodników, które mogą uszkadzać mitochondria i materiał genetyczny (skutkiem są mutacje DNA), a przede wszystkim utleniać kardiolipinę – kluczowy lipid błony mitochondrialnej, odpowiedzialny za prawidłowe działanie łańcucha oddechowego. Ten proces może zapoczątkować rozwój nowotworu, zwłaszcza przy zaburzonej apoptozie (programowana śmierć komórki), która jest związana z mitochondriami. Jeżeli uszkodzone komórki nie będą eliminowane, są w stanie przetrwać, co jest niebezpieczne, gdyż mogą ulec mutacji w komórki nowotworowe.

Dla własnej ciekawości w grupie 7 pacjentów z nowotworem (przełyku, jelita grubego, prostaty, piersi i macicy) dokonałam analizy pierwiastkowej włosów. Zaskoczeniem było to, że u wszystkich badanych występowały niedobory: cynku, manganu, kobaltu, chromu i jodu. Niedobory cynku i manganu, o czym była już mowa, upośledzają aktywność enzymów neutralizujących wolne rodniki, zaś braki kobaltu i jodu wiążą się z ryzykiem nowotworzenia. Również niedobór chromu, który ma związek z insulinoopornością, tworzy środowisko sprzyjające nowotworom. U niektórych pacjentów z nowotworami niedobory dotyczyły nawet 20 pierwiastków na 30 badanych. To nie był pojedynczy deficyt, lecz całe środowisko niedoboru.

Organizm zawsze się adaptuje. U jednych taką adaptacją są otyłość i cukrzyca, u innych – miażdżyca i choroba wieńcowa, u części osób – nowotwory, a u innych – choroby zapalne, autoimmunologiczne lub neurodegeneracyjne. Są to różne odpowiedzi biologiczne na te same bodźce środowiskowe, z których jednym z najważniejszych jest dieta oparta na żywności rafinowanej.

Monteiro i współautorzy (Monteiro C.A. et al 2025) wykazali, że nadmierna konsumpcja wysokoprzetworzonej żywności wiąże się ze zwiększonym ryzykiem otyłości, chorób sercowo-naczyniowych oraz nowotworów. Ponadto prowadzi do nadmiaru energii przy jednoczesnym niedoborze błonnika i mikroelementów, co znacznie zaburza metabolizm. Dlatego tak ważny jest powrót do naturalnych pokarmów roślinnych oraz okresowego postu, gdyż wtedy organizm odzyskuje zdolność regeneracji, naprawy i obrony.

Glukoza jako paliwo i hormonalny sygnał wzrostu nowotworu

Istotą współczesnego rozumienia choroby nowotworowej jest stwierdzenie, że rak nie rośnie sam z siebie, lecz rozwija się tam, gdzie środowisko daje mu paliwo i sygnały wzrostu. Coraz wyraźniej dostrzegamy, że guz nie jest skutkiem pojedynczej mutacji genetycznej. To raczej wynik długotrwałych zaburzeń środowiska wewnętrznego organizmu, które sprzyja rozwojowi komórek rakowych i podtrzymuje ich istnienie.

Najważniejszym czynnikiem odpowiadającym za to zaburzenie jest glukoza. Stanowi ona nie tylko źródło energii, lecz także silny sygnał biologiczny. Nadmiar glukozy we krwi „karmi” komórki nowotworowe, które pochłaniają ogromne ilości tego cukru. Glukoza pobudza również trzustkę do wydzielania insuliny, ponieważ rolą tego hormonu jest obniżanie poziomu cukru we krwi. Co ważne, insulina pełni także funkcję hormonu wzrostowego. Wraz z nią aktywowany zostaje insulinopodobny czynnik wzrostu IGF-1 – jeden z najsilniejszych bodźców pobudzających komórki do wzrostu i podziałów (ryc. 3). Można powiedzieć, że w takiej sytuacji organizm nieustannie otrzymuje sygnał: „jest obfitość pokarmu, więc rośnij, dziel się, nie umieraj”. Dociera on jednak nie tylko do zdrowych komórek, ale i do komórek nowotworowych, które z powodu nadmiernego wydzielania insuliny – a pośrednio: spożycia glukozy – są stale pobudzane do wzrostu.

RYC. 3. Nadmiar glukozy podnosi poziom insuliny, która aktywuje ­IGF-1 – jeden z najsilniejszych sygnałów wzrostu guza. Sama glukoza stanowi także łatwo dostępne paliwo dla wielu guzów.

Warto przyjrzeć się temu mechanizmowi bliżej. Gdy spożywamy nadmiar cukru i przetworzonej żywności, a z czasem rozwija się insulinooporność, to poziom insuliny pozostaje przewlekle podwyższony. Wątroba zaczyna wówczas produkować więcej IGF-1, a jednocześnie zmniejsza się liczba białek ograniczających działanie tego czynnika wzrostu. W efekcie rośnie ilość niebezpiecznej jego aktywnej formy. Dla komórek jest to silny sygnał do wzrostu i przetrwania.

Insulina i IGF-1 uruchamiają w komórkach te same szlaki wzrostowe. Najważniejszym z nich jest szlak mTOR – centralny regulator podziałów komórkowych, syntezy białek i hamowania autofagii, czyli naturalnego procesu oczyszczania komórki. Gdy mTOR pozostaje stale aktywny, komórka przechodzi w tryb intensywnego wzrostu, a procesy naprawcze zostają wyciszone. W takim środowisku szczególnie dobrze funkcjonują komórki macierzyste raka. To one są najbardziej odporne na leczenie i zdolne do ponownego odbudowania guza. Odpowiadają za nawroty choroby i tworzenie przerzutów. Są wyjątkowo wrażliwe na sygnały wzrostowe, dlatego wysoka insulina i IGF-1 działają na nie jak biologiczne paliwo.

Jednocześnie komórki nowotworowe intensywnie wykorzystują glukozę jako źródło energii. Zużywają jej wielokrotnie więcej niż komórki zdrowe. Co więcej, preferują jej rozkład w procesie fermentacji, nawet w obecności tlenu. Taki sposób pozyskiwania energii, choć mniej wydajny, pozwala im przetrwać w warunkach niedotlenienia, które panują we wnętrzu rosnącego guza. Powstający przy tym kwas mlekowy zakwasza środowisko nowotworu, osłabia działanie układu odpornościowego i sprzyja dalszemu rozwojowi choroby.

Jednym z najbardziej wyrazistych dowodów na zależność nowotworu od glukozy jest badanie PET (pozytonowa tomografia emisyjna). W trakcie badania pacjentowi podaje się glukozę znakowaną radioaktywnym izotopem. Substancja ta zachowuje się jak zwykły cukier – trafia tam, gdzie komórki zużywają go najwięcej. I właśnie tam, gdzie gromadzi się najwięcej znakowanej glukozy, pojawia się najsilniejsze promieniowanie gamma, co odpowiada często obecności guza. PET pokazuje metaboliczny „głód” nowotworu.

Z klinicznego punktu widzenia szczególnie istotne jest to, że przewlekle podwyższony poziom insuliny może silnie stymulować rozrosty nie tylko nowotworów, ale także procesów włóknienia. Ilustruje to przypadek pacjentki z cukrzycą i zwłóknieniem płuc.

Świadectwo

70-letnia kobieta z wieloletnią cukrzycą i ze zwłóknieniem płuc, obłożnie chora, z trudem łapała powietrze, głośno sapiąc. Jej płuca były zwłókniałe, czyli wypełnione bliznowatą tkanką. Mimo przyjmowania wysokich dawek insuliny stale utrzymywał się u niej bardzo wysoki poziom cukru we krwi. Żywiła się głównie białkiem zwierzęcym (mięso, sery) i już traciła wiarę w wyzdrowienie.

Na szczęście historia ta zakończyła się dobrze. Wystarczyło, że zamiast diety bogatej w białko kobieta zastosowała 6-tygodniowy post warzywno-owocowy. W efekcie udało się stopniowo wycofać z podawania insuliny, poziom cukru szybko obniżył się do normy, duszność ustąpiła, powrócił pełny oddech. Po przejściu kuracji pacjentka zadzwoniła do mnie i z radością oznajmiła, że właśnie wróciła z czterogodzinnego spaceru i czuje się świetnie.

Komentarz

W przypadku wspomnianej pacjentki terapia wysokimi dawkami insuliny była nieskuteczna. Nie obniżała poziomu glukozy we krwi – czego przyczyną był stan insulinooporności – a jednocześnie wysoki poziom insuliny mógł być przyczyną zwłóknienia płuc. Insulina zwiększa poziom silnego stymulatora wzrostu komórek – czynnika IGF-1. Jego poziom może dodatkowo rosnąć z powodu spożywania nadmiaru białka zwierzęcego (dieta bogatobiałkowa). Zarówno insulina, jak i IGF-1 silnie stymulowały wzrost fibroblastów płucnych, które produkują kolagen, co nasilało zwłóknienie.

Gdy nastąpiła przerwa w jedzeniu (post warzywno-owocowy) oraz gdy odstawiono iniekcje z insuliny i białko zwierzęce, obniżył się poziom insuliny i IGF-1, a fibroblasty przestały się mnożyć i produkować kolagen. Post uruchomił autofagię, czyli „samozjadanie” złogów w płucach. W świetle tych obserwacji staje się jasne, że nadmiar insuliny i IGF-1 może stymulować nie tylko rozwój nowotworów, lecz także innych procesów patologicznych, w tym przypadku włóknienie tkanek.

Współczesne badania potwierdzają, że zaburzenia metabolizmu glukozy wiążą się ze zwiększonym ryzykiem wielu nowotworów, między innymi piersi, jelita grubego, trzustki i prostaty (Braun S. et al., 2011). Wykazano także, że pacjenci z cukrzycą, leczeni insuliną, częściej zapadają na choroby nowotworowe (Bing Zhu et al., 2022).

W tym kontekście ograniczenie podaży glukozy przestaje być jedynie zaleceniem dietetycznym, ale staje się ważnym czynnikiem leczenia raka. Taką funkcję może spełniać właśnie post. Podczas postu warzywno-owocowego obniża się poziom glukozy we krwi, co zmniejsza wydzielanie insuliny i prowadzi do spadku stężenia IGF-1 – najsilniejszego sygnału wzrostu komórek. U pacjentów z nowotworami ograniczenie glukozy redukuje również dopływ paliwa do wielu komórek nowotworowych i zmniejsza sygnały stymulujące ich wzrost. W takich warunkach guz może tracić zdolność dalszego rozwoju (ryc. 4).

Mechanizm ten wygasza szlaki, które podtrzymują żywotność guza, oraz niweluje jego najbardziej oporne frakcje, w tym komórki macierzyste raka. To one w największym stopniu decydują o nawrotach choroby i braku trwałej remisji.

RYC. 4. Mechanizm metaboliczny działania postu.

Nadmiar białka zwierzęcego – drugi filar stymulacji wzrostu nowotworu

W Polsce udział produktów zwierzęcych w diecie nadal jest duży. Według danych GUS za 2024 rok i początek 2025 roku przeciętne miesięczne spożycie na jedną osobę wynosiło 6,3 kg mięsa, 1,1 kg ryb i owoców morza, 0,6 kg serów i twarogów oraz 17 jaj.

Warto wspomnieć, że Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) na podstawie analizy ponad 800 badań sklasyfikowała mięso przetworzone jako czynnik rakotwórczy dla ludzi (grupa 1), a mięso czerwone jako prawdopodobnie rakotwórcze (grupa 2A). Wykazano, że codzienne spożywanie 50 gramów przetworzonego mięsa zwiększa ryzyko raka jelita grubego o 18% (IARC Monographs, 2015). Mimo wielu badań naukowych, niezbicie świadczących o kancerogennych właściwościach nadmiaru mięsa, w Polsce nadal spożywa się jego duże ilości, w dodatku w postaci przetworzonej, jak: wędliny, kiełbasy, parówki, bekon czy hamburgery.

Przełomowe badanie z 2014 r., obejmujące około 6000 osób obserwowanych przez 18 lat, wykazało, że osoby spożywające najwięcej białka zwierzęcego miały istotnie wyższe ryzyko zgonu z powodu nowotworów w porównaniu z osobami o jego niskim spożyciu. Zależność ta wiązała się m.in. z wyższym stężeniem IGF-1 (Levine M.E. et al., 2014). Spożycie białka roślinnego obecnego w roślinach strączkowych, orzechach czy nasionach, przeciwnie, częściej wiązane jest z niższym ryzykiem chorób nowotworowych.

Podobne wnioski wypływały z jednego z największych badań epidemiologicznych w historii, tzw. projektu chińskiego, prowadzonego przez T. Collina Campbella. Analiza zdrowia mieszkańców wielu regionów Chin wykazała wyraźną zależność: tam, gdzie spożycie białka zwierzęcego było niskie, częstość występowania nowotworów była znacząco mniejsza. Wraz ze wzrostem spożycia białka zwierzęcego rosło również stężenie IGF-1 we krwi oraz częstość chorób nowotworowych. Także w modelach eksperymentalnych zwiększenie podaży białka zwierzęcego przyspieszało rozwój nowotworów, a jego ograniczenie hamowało wzrost guza (Campbell T.C., Campbell T.M., 2005).

Campbell podkreślał, że szkodliwość mięsa, zwłaszcza przetworzonego, wynika nie tylko z obecności czynników rakotwórczych (azotany czy związki powstające podczas smażenia i grillowania), lecz przede wszystkim z sygnałów metabolicznych wzrostu, jakie wysyła dieta bogata w białko zwierzęce. A najważniejszym z nich jest IGF-1 – omówiony już wcześniej insulinopodobny czynnik wzrostu.

Czynnik IGF-1 stymuluje podziały komórkowe, a jednocześnie hamuje apoptozę, czyli programowaną śmierć komórek, co sprzyja przeżyciu komórek nowotworowych. Mięso obfituje w leucynę i glutaminę – aminokwasy silnie stymulujące szlak wzrostu mTOR. Szlak ten, jak to zostało wcześniej opisane, sprzyja przeżyciu i wzrostowi najbardziej opornych komórek nowotworowych, czyli komórek macierzystych raka.

Mięso czerwone zawiera również żelazo hemowe, które sprzyja powstawaniu wolnych rodników, zdolnych do uszkadzania materiału genetycznego DNA. Ponadto dieta bogata w mięso i tłuszcze zwierzęce sprzyja insulinooporności, prowadząc do wzrostu poziomu insuliny i IGF-1, a tym samym do utrzymania środowiska sprzyjającego rozwojowi nowotworów. Oprócz tego warto wspomnieć, że tego typu dieta jest uboga w błonnik, co ogranicza produkcję krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych, takich jak maślan – czyli związków o działaniu przeciwnowotworowym.

Na uwagę zasługuje również zjawisko tzw. mikrozapalenia poposiłkowego. Już w pierwszej połowie XX wieku dr Paul Kouchakoff zaobserwował, że po spożyciu posiłków przetworzonych dochodzi do wzrostu liczby leukocytów, co interpretował jako reakcję obronną organizmu (Kouchakoff P., 1930). Współczesne badania potwierdzają, że posiłki bogate w czerwone mięso, przetworzone produkty, cukry proste oraz żywność smażoną i grillowaną prowadzą do przejściowego wzrostu markerów zapalnych. Jeśli taki sposób żywienia utrzymuje się latami, organizm funkcjonuje w stanie przewlekłego zapalenia, które sprzyja mutacjom DNA, tworzeniu naczyń odżywiających guz oraz osłabieniu odporności przeciwnowotworowej.

O tym, jak silne jest uzależnienie od tego typu diety, niech świadczy przykład jednego z moich pacjentów, który chorował na nowotwór, a jednocześnie zmagał się z otyłością. Zdecydował się podjąć post warzywno-owocowy, jednak już na początku terapii ujawniło się jego charakterystyczne nastawienie. Mężczyzna nie pytał, kiedy poczuje się lepiej, i nie był ciekawy, jak długo powinien kontynuować kurację. Wciąż za to powracało pytanie, kiedy będzie mógł znów jeść hamburgery, które wcześniej stanowiły stały element jego diety.

Warto tutaj zastanowić się, czym jest hamburger w kontekście choroby nowotworowej. To nie tylko nieskomplikowany, szybki posiłek, lecz połączenie kilku najsilniejszych czynników, które razem tworzą środowisko sprzyjające rozwojowi nowotworu.

Bułka z białej mąki powoduje gwałtowny wzrost poziomu glukozy we krwi, a następnie wyrzut insuliny. Insulina – jak już wiemy – obniża poziom cukru, a jednocześnie zwiększa aktywność IGF-1 – jednego z najsilniejszych sygnałów wzrostu komórkowego, który wpływa również na komórki nowotworowe. Mięso dostarcza aminokwasów, takich jak leucyna i glutamina, bezpośrednio aktywujących szlaki odpowiedzialne za wzrost komórek, w tym mTOR. Tłuszcz zwierzęcy nasila stan zapalny, który stanowi jeden z podstawowych typów środowiska sprzyjających rozwojowi nowotworu. Podczas smażenia mięsa powstają związki, takie jak aminy heterocykliczne, które mogą uszkadzać materiał genetyczny i uruchamiać proces nowotworowy. Jednocześ­nie taki posiłek jest praktycznie pozbawiony błonnika, co oznacza brak ochrony jelita i zwiększone ryzyko rozwoju raka jelita grubego. Jak widać, hamburger nie jest niewinnym fast foodem, lecz poprzez różnorodne procesy tworzy środowisko, w którym komórki nowotworowe otrzymują jednocześnie paliwo, sygnał wzrostu i warunki sprzyjające przeżyciu.

Produkty mleczne a rak

O ile dzięki postępowi edukacji coraz więcej osób zdaje sobie sprawę ze szkodliwości przetworzonego mięsa, o tyle sery często są postrzegane jako pokarm wartościowy – źródło białka, wapnia i energii. Rzadziej dostrzega się ich działanie jako silnego sygnału wzrostu. Sery jednak są skoncentrowanym źródłem białka, głównie kazeiny, które podobnie jak mięso zwiększa poziom IGF-1. Dlatego nadmierne spożywanie nabiału może sprzyjać rozwojowi nowotworu. Ale najciekawsze jest to, że kazeina podczas trawienia tworzy kazomorfinę, która działa na te same receptory opioidowe w mózgu co morfina. Morfina działa o wiele silniej, natomiast kazomorfina może wywoływać uspokojenie i stan relaksu, co potencjalnie też może uzależniać. Dlatego nierzadkie są problemy z odstawieniem nabiału. Produkty mleczne mogą zawierać również hormony naturalnie obecne w mleku, np. krowie estrogeny, które są w stanie wpływać na rozwój nowotworów hormonozależnych, np. piersi czy prostaty. Na związek między rakiem prostaty a spożyciem niektórych produktów mlecznych i stężeniem IGF-1 wskazują dane z badań EPIC – jednych z największych na świecie, analizujących m.in. zależność między dietą a występowaniem chorób przewlekłych (Gonzalez C.A., Riboli E., 2010).

W przypadku ryb obraz jest bardziej złożony. Są one źródłem kwasów omega-3 i w wielu badaniach wykazano, że ich spożycie wiąże się z niższym ryzykiem niektórych nowotworów, a także z niższą śmiertelnością, między innymi w raku prostaty (Pauwels E.K. et al., 2008; Chavarro J.E. et al., 2008).

Podsumowując, nadmiar białka zwierzęcego dostarcza nowotworom nie tylko materiału budulcowego, lecz przede wszystkim silnych sygnałów wzrostowych, które sprzyjają przeżyciu komórek nowotworowych, a zwłaszcza ich najbardziej opornej frakcji, czyli komórek macierzystych raka.

Post warzywno-owocowy

Post warzywno-owocowy stanowi naturalną przeciwwagę dla środowiska nadmiaru białka zwierzęcego, ponieważ wiąże się ze spożyciem białka pochodzenia nie zwierzęcego, lecz roślinnego, które jest ubogie również w leucynę i glutaminę – materiał budulcowy dla wzrostu raka. W trakcie postu dochodzi do obniżenia poziomu insuliny i IGF-1, zahamowania szlaku wzrostu (mTOR) oraz uruchomienia mechanizmów naprawczych (Zhao R. et al., 2021). Nasila się autofagia, czyli proces usuwania uszkodzonych struktur komórkowych, nie są tworzone naczynia odżywiające guz (Kalaany N.Y. et al., 2009). Jednocześnie dieta oparta na warzywach i owocach nie dostarcza żelaza hemowego, wspiera prawidłową mikrobiotę jelitową i zmniejsza stan zapalny.

Złe tłuszcze, proporcja omega-6/omega-3 i wolne rodniki

(Szczegółowe mechanizmy hormonalne oraz kliniczne konsekwencje zaburzeń proporcji kwasów omega-6 i omega-3, a także rola postu warzywno-owocowego i diety Budwig, zostały omówione w Dodatku klinicznym II na końcu książki).

Spożywanie nadmiaru przetworzonychwęglowodanów, białek zwierzęcych czy tłuszczów nigdy nie służyło zdrowiu. W rozwoju nowotworów fundamentalne znaczenie ma zwłaszcza jakość spożywanych tłuszczów – choć niestety problem ten jest często pomijany.

Zanim człowiek nauczył się tłoczyć oleje, tłuszcz nie istniał w postaci płynnej, oddzielonej od reszty pokarmu. Znajdował się w nasionach, był zamknięty w biologicznej całości. Naturalnymi źródłami tłuszczu były siemię lniane, mak, sezam, konopie, orzechy, pestki dzikich roślin. Spożywano je w całości, czasem rozgniatane, moczone lub mielone, ale nigdy nie pozbywano się tego, co w nich najważniejsze: błonnika, białka, minerałów i substancji ochronnych.

Jeszcze sto lat temu olej był produktem bliskim naturze. Otrzymywano go poprzez proste tłoczenie nasion – powolne wyciskanie oleju z siemienia lnianego, słonecznika czy rzepaku. Taki produkt był mętny, zawierał wiele cennych składników, zachowywał swoją strukturę, delikatność i biologiczną „tożsamość”.

Dziś większość tłuszczów roślinnych powstaje w zupełnie inny sposób, na skutek procesu nazywanego rafinacją. Jest on w gruncie rzeczy głęboką ingerencją w naturę tłuszczu. Aby uzyskać produkt trwały, klarowny, pozbawiony zapachu i odporny na przechowywanie, olej poddaje się wysokiej temperaturze, działaniu rozpuszczalników chemicznych, a następnie wieloetapowemu oczyszczaniu, odbarwianiu i dezodoryzacji, często w temperaturze przekraczającej 200°C.

Jeśli tłuszcze są dodatkowo utwardzane – jak przy produkcji margaryn – powstają izomery trans, czyli związki, z którymi ludzki organizm nigdy wcześniej nie miał kontaktu w takiej ilości. Podczas omawianych procesów zmienia się nie tylko wygląd tłuszczu, ale i jego struktura oraz biologiczne działanie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Przedmowa

Wstęp

CZĘŚĆ I. RAK JAKO CHOROBA ŚRODOWISKOWA

Gdzie naprawdę powstaje nowotwór

Rafinacja żywności – cichy początek chorób metabolicznych i nowotworowych

Glukoza jako paliwo i hormonalny sygnał wzrostu nowotworu

Nadmiar białka zwierzęcego – drugi filar stymulacji wzrostu nowotworu

Złe tłuszcze, proporcja omega-6/omega-3 i wolne rodniki

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

© Wydawnictwo WAM, 2026

© Ewa Dąbrowska, 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka chroniona prawem autorskim. Kopiowanie i rozpowszechnianie fragmentów i całości publikacji bez zgody jej Autorki zabronione.

Opieka redakcyjna: Roman Książek

Redakcja: Zofia Siewak-Sojka, Małgorzata Olszewska

Korekta: Katarzyna Zioła-Zemczak

Projekt okładki: Poziomka Studio Emilia Piechowicz

Zdjęcia: Ewa Dąbrowska (fot. 1, 2, 7, 8, 10–12, 15), Oksana Kuziw (fot. 3 i 4), Caldwell Esselstyn (fot. 5), Teresa Wrzołkowa (fot. 17), archiwum pacjentów (fot. 6 i 13), archiwum szpitalne (fot. 9 i 18)

Skład: Lucyna Sterczewska

ISBN 978-83-277-5126-3 (Wydawnictwo WAM)

ISBN 978-83-973333-6-9 (Instytut Promocji Zdrowia dr Ewy Dąbrowskiej)

WYDAWNICTWO WAM

ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków

tel. 12 62 93 200

e-mail: [email protected]

DZIAŁ HANDLOWY

tel. 12 62 93 254-255

e-mail: [email protected]

KSIĘGARNIA WYSYŁKOWA

tel. 12 62 93 260

www.wydawnictwowam.pl

Opracowanie ebooka: Katarzyna Błaszczyk