Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Dla Marty to dzień jak co dzień: spotkanie za spotkaniem, wyniki niedociągnięte, zadania niewykonane. Oprócz tego głowę zajmuje jej organizacja własnego ślubu i spełnianie wymagań wszystkich wokół, bo przecież jest taką dobrą pracownicą/narzeczoną/córeczką/obywatelką. Spędza nadgodziny w biurze i gdy zaczyna rozmawiać z własnym odbiciem, dociera do niej, że traci przez to wszystko rozum – a może nawet coś więcej. Czy cena za sukces nie okazuje się być zbyt wysoka?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 14
Rok wydania: 2024
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
– Martuniu, tego decka to ja potrzebuję ASAP. W piątek mamy calla z klientem, pamiętasz?
Marta wyjrzała znad tekturowej ścianki rozdzielającej stanowiska. Kamila siedziała naprzeciwko niej, a za nią rozpościerał się całkiem przyjemny dla oka widok na miasto. Dostała miejsce przy oknie, szczęściara, i Marta nawet jej tego widoku zazdrościła, ale wiało niemiłosiernie przez szpary, więc może to i lepiej, że siedziała za tą okropnie zieloną jak zgniła trawa ścianką.
– Pamiętam. Po tym callu robię jeszcze webinar z wellbeingu, potem ogarnę decka.
– Dobra, dzięki. Pingnij Marcina, niech przeforwarduje ci templatki.
– Jasne, Kamilko, nie martw się.
Marta usiadła z powrotem na krześle i schowała się za zgniłozieloną ścianką. Nienawidziła tego koloru prawie tak bardzo, jak nienawidziła Kamili. Namalowałaby ją jako trollicę na bagnach, gdyby oczywiście wciąż malowała.
– …stąd obawa, że w tym miesiącu nie wyrobimy targetu. W każdym teamie proszę o pięć nadgodzin tygodniowo od każdego pracownika i odbieranie calli przez team leaderów i controlling, co najmniej godzinę dziennie. We wtorek EOB chcę mieć gotowy raport z zebranych nadgodzin.
Szlag by to jasny trafił, pomyślała Marta. Nie ma mowy, nie wyrobi tych calli w trakcie dnia roboczego, będzie musiała więc spędzić dodatkowe, niepłatne nadgodziny na taskach, które nawet do niej nie należą. Rozmasowała skronie i żuchwę, gdy znany jej już nagły ból przeszył ją od brzucha przez pierś aż do głowy. Marta wyobrażała sobie wtedy szermierza, który wbija rapier w jej ciało. Ona ubrana jest w białą koszulę i czarną spódnicę, szermierz ma czerwony kostium – czerwony niczym deadline w kalendarzu – a jego broń nazywa się „target”. Gdyby wciąż malowała, może zdobyłaby się na stworzenie takiego obrazu…
Dopiero po chwili zorientowała się, że nie słucha dalszego wywodu przełożonego. Wyłączyła się z calla, zanim się z niego wyłączyła.
