49,00 zł
Znakomicie udokumentowana monografia kampanii na Guadalcanal, ukazująca zmagania amerykańskiej 1. Dywizji Piechoty Morskiej z twardym i zdeterminowanym japońskim oporem. Autor skupia się nie tylko na dowódcach, ale przede wszystkim na dramacie zwykłych żołnierzy walczących w bezlitosnych, dżunglowych warunkach.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 410
Wstęp
II WOJNA światowa rozsławiła miejsca, które przed jej wybuchem były znane niewielu osobom. Można wymieniać bez końca nazwy takie jak np. Prochorowka, Carantan, czy budzące kontrowersje po dziś dzień Lenino. Do miejsc tego typu zdecydowanie należy Guadalcanal, tropikalna wyspa położona w Archipelagu Salomona. W czasie pierwszej alianckiej zwycięskiej ofensywy wymierzonej w Cesarstwo Japonii i trwającej od sierpnia 1942 r. do lutego 1943 r., Amerykanie służący w marynarce wojennej, armii oraz Korpusie Piechoty Morskiej na stałe zapisali na kartach wojennej historii nazwę tej wyspy.
Do dziś badacze zastanawiają się, które z wydarzeń z początku wojny na Pacyfiku miało największe znaczenie dla dalszego przebiegu konfliktu. Zwykle rozpatrywane są dwa zdarzenia: bitwa o Midway oraz kampania na Guadalcanal.
Niniejsza praca, poświęcona udziałowi 1. Dywizji Piechoty Morskiej (1. DPM) w drugiej z wymienionych operacji, nie ma na celu ukazania jej strategicznego znaczenia, o czym napisano już wiele. W zamierzeniach autora nie leży także analiza przebiegu starć na wodach okalających wyspę, czy wyliczanie kolejnych zwycięstw powietrznych odniesionych przez lotników obu walczących stron. Walki te stanowią bowiem jedynie tło dla działań naziemnych rozgrywających się w lasach tropikalnych, na koralowych graniach, czy nad brzegami rzek.
Najistotniejszym tematem niniejszej rozprawy są Amerykanie, walczący w okresie kampanii na Guadalcanal w ramach 1. Dywizji Piechoty Morskiej dowodzonej przez gen. Alexandra Archera Vandegrifta. Chciałbym przedstawić jak, mimo wielu przeciwności losu, marines udało się pokonać wroga, który do tej pory znaczył swój pochód przez Azję serią wiktorii. Na sukces ten złożyło się wiele czynników, spośród których należy wymienić odpowiednie przygotowanie uzbrojenia, przygotowanie fizyczne żołnierzy, ich mentalność, czy trafne decyzje podejmowane przez dowództwo. Wypada także podkreślić znaczenie warunków naturalnych Wysp Salomona. Dżungla jest bardzo specyficznym terenem prowadzenia działań wojennych, odbijającym się na kondycji oraz psychice osób w niej walczących.
Wszystkie wymienione aspekty wpływały na funkcjonowanie i sprawność bojową związku taktycznego znanego pod nazwą 1. Dywizji Piechoty Morskiej. Postawiłem sobie za zadanie przedstawić jak najbardziej wierny obraz walk z udziałem podwładnych Vandegrifta, bazując na dostępnych źródłach różnego typu, w tym przede wszystkim na relacjach żołnierzy biorących udział w walkach.
Kampanii na Guadalcanal poświęcono dotychczas kilkadziesiąt monografii oraz niezliczoną ilość artykułów. Na język polski przetłumaczono pracę oficjalnego historyka Marynarki Wojennej USA, Samuela E. Morisona pt. Guadalcanal, wydaną po raz pierwszy w 1949 r[1]. Książkę dotyczącą działań na wyspie i okalających ją wodach napisał także Michał A. Piegzik, najwybitniejszy ze współczesnych polskich badaczy wojny na Pacyfiku, specjalizujący się jednak w przedstawianiu działań japońskiej strony konfliktu[2]. Obaj autorzy skupili się w swych pracach głównie na szczegółowym przebiegu starć nawodnych, traktując działania marines dość powierzchownie. Należy dodać, że książka Piegzika była jego debiutem, a sam autor pisał ją w swych czasach licealnych, dlatego nie ustrzegł się kilku błędów.
Niniejsza rozprawa została podzielona na szesnaście rozdziałów. Pierwszy z nich ma na celu zaprezentowanie oddziaływania I wojny światowej na marines biorących w niej udział oraz na zmiany w Korpusie Piechoty Morskiej, wynikające z nabytych w tym czasie doświadczeń. Następny został poświęcony przyczynom wojny na Pacyfiku, roli do jakiej w tym czasie przygotowywano interesującą nas formację oraz oddziaływaniu na nią globalnych zdarzeń. Należy przy tym zaznaczyć, że uczestnikami wydarzeń opisywanych w dwóch pierwszych rozdziałach byli przyszli wyżsi rangą oficerowie 1. Dywizji Piechoty Morskiej, a zebrane przez nich doświadczenia miały niewątpliwy wpływ na późniejsze działania interesującego nas związku taktycznego, co zresztą udowodnią kolejne strony niniejszej pracy.
Rozdział trzeci opowiada o rozroście Korpusu po przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do II wojny światowej. Przedstawiam w nim motywacje ochotników wstępujących do U.S. Marines, oraz wymogi jakie musieli spełnić wstępując do tej jednostki. Jego dalszą część stanowi opis okresu przygotowawczego, po którego ukończeniu rekruci trafiali do 1. Dywizji Piechoty Morskiej. Kolejny, czwarty rozdział, opisuje struktury, uzbrojenie, wyposażenie i umundurowanie polowe marines w czasie szkolenia i kampanii na Guadalcanal. Oba rozdziały wydają mi się dość ważne, ponieważ nie spotkałem się z analogicznymi informacjami w żadnej z monografii poświęconych działaniom piechoty morskiej w Archipelagu Salomona.
Następny, piąty z rozdziałów, przedstawia strukturę personalną 1. Dywizji Piechoty Morskiej oraz szkolenie, które przechodzili rekruci już w ramach marines. Opisuję także historię elitarnych jednostek, które wzięły udział w walkach o Guadalcanal. W kolejnym starałem się przedstawić sytuację strategiczną, która spowodowała konieczność lądowania na interesującej nas wyspie oraz przygotowanie do tej misji podwładnych gen. Vandegrifta w przededniu kampanii w Archipelagu Salomona.
Ważnym z aspektów opisywanych działań stał się teren, w którym się one toczyły. Dlatego rozdział siódmy został poświęcony warunkom naturalnym Guadalcanal, mieszkańcom wyspy oraz jej wojennej historii. Po uwzględnieniu tych informacji przeszedłem do ordre de bataille 1. Dywizji Piechoty Morskiej.
Pozostała część pracy to szczegółowy opis kolejnych etapów kampanii podkomendnych Vandegrifta. W każdym z rozdziałów oprócz przedstawienia poszczególnych działań, starałem się pokazać wpływ warunków życia codziennego na zdolność bojową marines. Na szczególną uwagę zasługuje rozdział dziesiąty, poświęcony stosunkowi Amerykanów do nieprzyjaciela. Został on umieszczony w tym miejscu pracy, ponieważ do tego momentu ludzie 1. Dywizji Piechoty Morskiej mieli już pierwsze doświadczenia walk za sobą i zdążyli wyrobić sobie zdanie na temat swoich oponentów, które pozostawało niezmienne praktycznie do końca konfliktu. Inną z części pracy, jaką należy wyróżnić, jest rozdział czternasty opowiadający o trzeciej ofensywie na Matanikau. Dzięki okazałej liczbie źródeł stworzonych przez uczestników tego wydarzenia, jesteśmy w stanie pokazać problemy natury technicznej, z którymi Amerykanie borykali się w czasie prowadzenia działań zaczepnych. Nie spotkałem się do tej pory z badaniami poświęconymi aspektom poruszanym w rozdziale dziesiątym oraz czternastym.
Podstawę źródłową niniejszej pracy stanowi pięć tomów końcowego raportu 1. Dywizji Piechoty Morskiej z kampanii na Guadalcanal. Każdy z tomów odpowiada jednej z faz, na które podzielono działania na wyspie[3]. Oprócz głównej części, gdzie wydarzenia zostały opisane z perspektywy całego związku taktycznego dowodzonego przez Vandegrifta, wymienione dokumenty zawierają szereg aneksów takich jak np. aneks 1. Pułku Piechoty Morskiej (1. Pułku Piechoty Morskiej), 5. Pułku Piechoty Morskiej, artylerii, aneks medyczny, traktujący o logistyce, wywiadzie oraz załączoną treść dywizyjnych przekazów radiowych i poszczególnych rozkazów operacyjnych. Należy przy tym zaznaczyć, że poszczególne części tego dokumentu są bardzo nierówne, np. działania 5. Pułku Piechoty Morskiej zostały opisane w miarę szczegółowo, podczas gdy dane na temat 1. Pułku Piechoty Morskiej są bardziej ubogie.
Niezwykle przydatne do badania działań ofensywnych okazały się załączniki prezentujące rozkazy operacyjne oraz treść przekazów radiowych. Pierwsze z nich umożliwiły przedstawienie w miarę szczegółowo planu lądowania na Guadalcanal i pobliskich wysepkach oraz kilku natarć skierowanych w Japończyków w drugiej połowie kampanii. Z kolei dzięki przekazom możemy poznać meldunki, prośby i zalecenia, dokładny czas ich nadania oraz adresata i odbiorcę. Niestety w czasie działań defensywnych marines stosowali inne środki przepływu informacji, dlatego nie posiadamy treści wysyłanych przez nich wiadomości.
Wszystkie tomy raportu zostały sporządzone i zaopatrzone w załączniki na początku 1943 r., już po zakończeniu kampanii w czasie, gdy ludzie 1. Dywizji Piechoty Morskiej przebywali w Australii. Niestety w wielu przypadkach nie dysponujemy datami zatwierdzenia danych aneksów, dlatego należy założyć, że ta ich część została sporządzona już po opuszczeniu Guadalcanal. W tym momencie nasuwa się kolejny problem, który przedstawił w swoich wspomnieniach weteran i emerytowany oficer Korpusu, Merill B. Twining – Napisanie raportu wydawało się problemem nie do pokonania, gdyż akta naszej sekcji operacyjnej zostały spalone na Guadalcanal w listopadzie na specjalne polecenie generała. W związku z tym raport musiał opierać się głównie na pamięci[4]. Z tego powodu w wielu przypadkach, a w szczególności w części głównej końcowego raportu, dysponujemy bardzo ogólnikowymi informacjami. Najmniej dokładnie opisano ostatnie dwa miesiące kampanii. Przy okazji, wśród załączników nie ma raportu 7. Pułku Piechoty Morskiej, odgrywającego od końca września wiodącą rolę w strukturach całej dywizji. Dlatego też nie byłem w stanie opisać części wydarzeń z tego okresu z taką samą szczegółowością jak pozostałych.
Następnymi z podstawowych źródeł, jakimi posłużyłem się do napisania niniejszej rozprawy, stały się narracje osobiste uczestników kampanii. Pierwsze z tych zawierających w sobie wiele subiektywizmu dokumentów, pisane przez korespondentów wojennych, ukazały się drukiem już w 1943 r. Książki Richarda Tregaskisa[5] oraz Johna Hersey’a[6] mimo tego, że wydane w czasie konfliktu, nie są relacjami, w których można dopatrywać się dużego oddziaływania wojennej propagandy na treści w nich zawarte. Zważając na krótki okres pomiędzy opisywanymi w nich wydarzeniami, a chwilą ich opublikowania, należy uznać je za jedne z najlepszych świadectw dotyczących kampanii na Guadalcanal.
Również w 1943 r. wydano oficjalną wojskową broszurkę pt. Fighting on Guadalcanal[7] będącą zbiorem wywiadów z uczestnikami walk na interesującej nas wyspie służącymi w 5. Pułku Piechoty Morskiej, 7. Pułku Piechoty Morskiej oraz w armijnym 164. Pułku Piechoty. Informacje tam zawarte służyły członkom innych amerykańskich oddziałów, którym przyszło brać udział w wojnie na Pacyfiku, stąd należy je uznać za rzetelne i prawdziwe.
Oddzielną kategorię narracji osobistych stanowią wspomnienia. W sumie skorzystałem z siedmiu takich relacji prezentujących doświadczenia członków 1. Dywizji Piechoty Morskiej. Dzięki różnym obowiązkom pełnionym przez autorów w czasie kampanii i różnym jednostkom, w których służyli, jesteśmy w stanie uzyskać jej dość przekrojowy obraz. I tak dysponujemy pracą gen. Alexandra Vandegrifta (wspólnie z R. B. Asprey’em)[8] i cytowanego już ppłk. Twininga, dwóch oficerów sztabowych. Wspomnienia napisali również szeregowi Robert Leckie i Sidney Phillips, odpowiednio asystent strzelca KM oraz moździerzysta, obaj z kompanii H. 2. Batalionu 1. Pułku Piechoty Morskiej. Kolejnym piszącym szeregowym z Guadalcanal był William R. White, autor książki pt. The Marine. A Guadalcanal Survivor’s Final Battle (wspólnie z Benem Woffordem), który służył w łączności kompani sztabowej 3. Batalionu 11. Pułku Piechoty Morskiej (artyleria), w sekcji zajmującej się przewodem telefonicznym. Natomiast członkiem elitarnego 1. Batalionu Raidersów był Marlin Groft, który opisał swoje doświadczenia z pomocą Larry’ego Alexandra[9]. Podobnie było w przypadku podoficera Jima McEnery’ego z Kompanii K 3. Batalionu 5. Pułku Piechoty Morskiej, najpierw kaprala i dowódcy drużyny, a później sierżanta ds. łączności. McEnery spisał swoje wspomnienia wraz z Billem Sloanem, historykiem zajmującym się przekazami ustnymi uczestników II wojny światowej[10].
Po piętnastu latach od opisywanych wydarzeń, ukazała się praca Leckiego pt. Helmet for My Pillow[11]. Jest ona najbardziej wiarygodna co do szczegółów. Pozostali autorzy dzielili się swoimi przeżyciami na krótko przed śmiercią, w większości korzystając z pomocy zawodowych historyków, bądź dziennikarzy. Mimo wszystko ich wspomnienia są cenne, a wiele z opisywanych przez nich emocji, jak np. nienawiść do nieprzyjaciela, czy zdarzeń, jak głód, czy choroby dotykające 1. Dywizję Piechoty Morskiej, były na tyle traumatyczne, iż wydaje się, że mogli je doskonale zapamiętać mimo upływu lat. Wyjątkową relację zostawił Martin Clemens, brytyjski Oficer Dystryktu Guadalcanal, który po przybyciu marines dołączył do ich szeregów, oddając w czasie kampanii nieocenione usługi. Spisał on swoje wspomnienia pt. Alone on Gudalcanal. A Coastwatcher’s Story[12], posługując się notatkami sporządzonymi przez siebie w czasie pobytu na wyspie. Relacja Clemensa, czyli co by nie było zawodowego urzędnika kolonialnego, daje dość szczegółowe świadectwo udziału w działaniach Melanezyjczyków zamieszkujących obszar walk.
W niniejszej pracy uwzględniono także oficjalne regulaminy Korpusu Piechoty Morskiej i Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych[13], które stały się nieocenionym źródłem wymogów wobec przyszłych rekrutów, technicznych danych uzbrojenia i innego wyposażenia. Niestety nie byłem w stanie zdobyć analogicznych broszurek prezentujących struktury dywizji U.S. Marines. Z tego powodu musiałem posłużyć się manuskryptem nieopublikowanej pracy emerytowanego oficera Korpusu, J. Savena, w której autor skupiał się na historii organizacji amerykańskich batalionów piechoty[14]. W skład 1. Dywizji Piechoty Morskiej wchodziły oprócz piechoty bataliony saperów, pionierów i amfibii, a ponadto pułk artylerii. Nie byłem jednak w stanie odnaleźć informacji obrazujących ich struktury.
Niezwykle przydatne okazały się fotografie, których w niniejszej pracy zamieszczono 53. Większość z nich pochodzi z kolekcji ppor. Thayera Soule’a (COLL/2266 Archives Branch, Marine Corps History Division) służącego w 1. Dywizji Piechoty Morskiej jako asystent ds. fotografii dywizyjnego oficera wywiadu. Zdjęcia z teczki Soule’a są publicznie dostępne na oficjalnym koncie Archiwów Korpusu Piechoty Morskiej w witrynie internetowej flickr.com[15]. Co ważne, przy każdej z tych fotografii zamieszczono transkrypcje podpisów znajdujących się na ich odwrocie. Pozostałe ikonografie w większości pochodzą z domeny publicznej. Zdecydowałem się również na zamieszczenie skanów dwóch zdjęć z własnej kolekcji.
W pracy uwzględniono także kilka tekstów literackich. Jako najważniejszy z nich jawi się powieść pt. Cienka Czerwona Linia autorstwa Jamesa Jonesa, weterana kampanii na Guadalcanal, służącego w armijnym 164. Pułku Piechoty. Doświadczenia wojenne tego żołnierza stały się kanwą do napisania przez niego trylogii, której drugą część stanowi wymienione dzieło z akcją rozgrywającą się na interesującej nas wyspie.
Wszelkie zagadnienia medyczne konsultowałem z osobami legitymującymi się dyplomem lekarza, Dominiką Rymaszewską oraz Sławomirem Gęsiorem. Kwestie związane z warunkami naturalnymi, a zwłaszcza z fauną Guadalcanal, starałem się omówić z lek. wet. Aleksandrą Malutą, ekspertką z dziedziny zwierząt tropikalnych.
Wszelkie stopnie wojskowe są tłumaczone na język polski. Ale niektóre z nich nie mają polskich odpowiedników. Dlatego np. Masetr Gunnery Sergeant został przełożony jako „sierżant szef ogniowy”, nie zaś „chorąży”. Pełna tabela ilustrująca oryginalne nazwy rang w Korpusu Piechoty Morskiej, ich tłumaczenie oraz odpowiedniki w Wojsku Polskim, została zamieszczona na końcu, w Załączniku nr. 1.
Chciałbym również zaznaczyć, że za każdym razem, gdy zastosowany został rzeczownik „żołnierz”, dotyczył on osób służących w Armii Stanów Zjednoczonych lub Cesarskiej Armii Japonii. Ludzie Korpusu Piechoty Morskiej nie uważają się za żołnierzy, a określenie ich tym mianem jest uznawane za obraźliwe, dlatego też w niniejszej pracy zastosowano dla nich tradycyjną nazwę, tj. marines.
Niniejsza rozprawa nie powstałaby bez pomocy wielu życzliwych osób. Przede wszystkim chciałbym podziękować za wsparcie i cierpliwość swoim rodzicom Edycie Malucie-Gęsior i Sławomirowi Gęsiorowi oraz siostrze Natalii Wandachowicz, jak i siostrzenicom Ince i Blance. Wyrazy wdzięczności za fachową pomoc kieruję do prof. Piotra M. Majewskiego, prof. Michała Leśniewskiego, prof. Piotra Szlanty oraz dr. Jana Błachnio. Oddzielne podziękowania należą się dr. Michałowi A. Piegzikowi. Jestem również wdzięczny moim przyjaciołom: Michałowi Rastaszańskiemu oraz Maciejowi Bączkowskiemu-Dowhania, z którymi konsultowałem poszczególne części niniejszej pracy. Podziękowania kieruję też do Piotra Raganowicza-Maciny, Mateusza Jędrzejca, Pawła Tomana oraz pozostałych członków Grupy Rekonstrukcji Historycznej „The Old Breed”. To samo tyczy się Jacka Roszkiewicza, Szymona Antosika, Konrada Rokickiego, Stanisława Witkowskiego, jak i reszty osób zrzeszonych w Studenckim Klubie Międzyepokowych Badań Historycznych, działającym przy Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Chciałbym także podziękować przyjaciołom, którzy trzymali kciuki i dopingowali autora w pracach nad jego dziełem. Kieruje je do Dominiki i Eryka Rymaszewskich, Michała Szczuckiego, Mai Lewandowskiej, Konrada Pardo, Anny Zarzyckiej oraz Angeliki Bytniewskiej. Niniejszą książkę chciałbym zadedykować mojemu mistrzowi i dziadkowi, Ryszardowi Malucie.
KORPUS PIECHOTY MORSKIEJ WOBEC PRZYSZŁEGO KONFLIKTU, 1919-1941
WPROWADZENIE
TRADYCJE KORPUSU Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej sięgają listopada 1775 r., gdy Kongres Kontynentalny wydał akt dotyczący utworzenia dwóch batalionów Continental Marines. Pierwszych ochotników poszukiwano w filadelfijskiej Tun Tavern. Po zakończeniu konfliktu w czasie którego USA wyrwały swą niepodległość z rąk Wielkiej Brytanii, rozwiązano armię, marynarkę oraz Continental Marines. W 1798 r. interesującą nas formację powołano na nowo pod znaną do dziś nazwą Korpusu Piechoty Morskiej (ang. The United States Marine Corps)[16]. Od tego momentu, poprzez cały XIX w. ludzie znajdującego się pod jurysdykcją Marynarki Wojennej US Marine Corps, pilnowali interesów swego państwa przy użyciu bagnetu i karabinu. Służyli jako obsada stanowisk ogniowych na okrętach, albo stanowili garnizony na zagranicznych placówkach. Ci ni to żołnierze, ni to marynarze, zwani byli „policją US Navy”. Od wzgórz Montezumy / po brzegi Trypolisu / Walczyliśmy w bitwach naszego kraju / na lądzie i na morzu[17] – brzmią pierwsze dwie strofy Hymnu Korpusu Piechoty Morskiej, nawiązujące do wojny amerykańsko-meksykańskiej z lat 1846-1848, a także do poskromienia przez członków tej formacji berberyjskich piratów dwadzieścia lat wcześniej. Mężczyźni odziani w charakterystyczne granatowe mundury stawiali czoła Anglikom w 1812 r. Czterdzieści siedem lat później w Harpers Ferry to właśnie marines dowodzeni przez przyszłego słynnego dowódcę Południa, ówczesnego pułkownika Roberta E. Lee, zdławili w zarodku próbę powstania zainicjowaną przez abolicjonistę Johna Browna. Zresztą w czasie bratobójczego konfliktu, który wybuchł w 1861 r., Skonfederowane Stany Ameryki Północnej powołały własną piechotę morską[18].
W okresie pomiędzy pokojem w Appomatox w 1865 r. a przystąpieniem USA do I wojny światowej w 1917 r., różne jednostki niewielkiego wówczas US Marines Corps obsadzały amerykańskie posterunki znajdujące się m.in. w Chinach, Meksyku, Nikaragui, na Dominikanie czy Haiti. W 1898 r. „Skórzane karki”[19] przeprowadziły operację desantową w Zatoce Guantanamo na Kubie, dwa lata później starły się z bokserami z Państwa Środka, walczyły z karaibskimi cacos czy w Veracruz z Meksykanami wiernymi reżymowi Victoriano Huerty. Historyk George B. Clark słusznie nazwał piechotą kolonialną marines z okresu La Belle Epoque[20]. Zresztą możliwości „zobaczenia świata”, które oferował Korpus przyciągały w jego szeregi młodych Amerykanów pragnących przygód. Jedną z takich osób był przyszły weteran I wojny światowej i walk na Haiti, William A. Carter:
Byłem wtedy w dwudziestym roku życia. Energiczny, serdeczny, wysportowany i zadowolony ze swojej pracy w lokalnym warsztacie kolejowym. W tym okresie przypadającym na lato 1916, na głównej ulicy mojego rodzinnego miasta otwarto punkt rekrutacyjny Korpusu Piechoty Morskiej. Wystawiono w nim plakaty prezentujące cudowne miejsca na ziemi i schludnego sierżanta w czasie służby. Obudziło to we mnie uśpione pragnienie ujrzenia czegoś z Bożego świata. Od razu się zaciągnąłem[21].
Cytowany marine po tym, gdy Stany Zjednoczone dołączyły do Wielkiej Wojny w kwietniu 1917 r., kilka miesięcy później znalazł się w Europie, gdzie trwały walki. „Skórzane karki”, czy też „diabelskie psy” – jak według amerykańskiej propagandy mieli nazywać ich Niemcy, zasłynęli tym, że w Lesie Belleau „zatrzymali nieprzyjaciół zmierzających wprost na Paryż”. Poza sławą, wielu przyszłych wyższych oficerów Korpusu zdobyło niezbędną wiedzę na temat najnowszych metod prowadzenia działań zbrojnych.
W wyniku tego samego konfliktu Cesarstwo Japonii uzyskało dawne niemieckie posiadłości na Oceanie Spokojnym. Państwo samurajów już pod koniec XIX w. zaczęło wzbudzać obawy światowych mocarstw posiadających swe interesy na Dalekim Wschodzie. W 1895 r., gdy cesarscy żołnierze święcili tryumf nad Chinami, mocarstwa poczuły się zobowiązane do ukrócenia ekspansjonistycznych zapędów Japończyków. I tak Półwysep Liaodong zagarnięty Państwu Środka przez Kraj Kwitnącej Wiśni, przypadł w udziale carskiej Rosji. To właśnie te tereny stały się później jedną z kości niezgody, które w 1904 r. wpędziły oba państwa w konflikt. Oczywiście ekspansjonistyczne zamiary Japończyków pokazywało także zagarnięcie przez nich Korei w 1911 r. Cztery lata później Cesarstwo wystosowało 21 not skierowanych do rządu chińskiego, stanowiących jawne naruszenie suwerenności Państwa Środka[22].
Agresywne działania Japończyków w Azji nie mogły umknąć uwadze Amerykanów, którzy posiadali swe interesy w Chinach, a także zarządzali Filipinami. Dlatego już w 1907 r. na wypadek wojny z Krajem Kwitnącej Wiśni, oficerowie z Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych utworzyli tzw. Plan Orange, który do chwili japońskiego ataku na Pearl Harbor wciąż ewoluował[23].
Kolejną odpowiedzią na japońską ekspansję były ograniczenia przyjęte przez cesarstwo w czasie konferencji odbywającej się w Waszyngtonie na przełomie lat 1921/22. Na międzynarodowych obradach przedstawiciele Japonii, USA i paru krajów europejskich z Wielką Brytanią na czele, ustalili, że tonaż okrętów dla trzech wymienionych państw ma przybrać stosunek 3:5:5. Oprócz tego traktat zobowiązywał jego sygnatariuszy do zaprzestania kolejnych podbojów na terenie Chin. Spory miały być rozstrzygane drogą negocjacji. Postanowienia te spotkały się z wielkim niezadowoleniem japońskich środowisk wojskowych[24].
U.S. MARINES JAKO SIŁY DESANTOWE
POTENCJALNY KONFLIKT z Cesarstwem Japonii nie pozostawał niezauważony w szeregach Korpusu Piechoty Morskiej. W tym aspekcie wśród marines przodował podpułkownik Earl H. Ellis. Rozpoczął on swoją karierę wojskową w 1900 r., by rok później otrzymać patent oficerski. Ellis szybko piął się po szczeblach kariery. W latach 1911–1913 studiował w Naval War College w Newport. Następnie służył na Guam oraz w Waszyngtonie. Po wybuchu I wojny światowej znalazł się na froncie zachodnim, gdzie brał udział w planowaniu lipcowej operacji na przełęczy Blanc Mont. Ellis wrócił do Stanów owiany chwałą bohatera, przywożąc ze sobą Krzyż Marynarki Wojennej (ang. Navy Cross) oraz francuski Krzyż Wojenny (fr. Croix de Guerre)[25]. Jednak najważniejszym z osiągnięć tego oficera było opracowanie przez niego U. S. Marine Corps 712 Operation Plan, który 23 lipca 1921 r. zatwierdził swym podpisem komendant Korpusu, gen. John A. Lejeune[26].
Na kartach tego dokumentu Ellis zakładał słusznie, że następnym wielkim konfliktem, w jakim wezmą udział marines, będzie wojna z Japonią. Zaznaczał przy tym, że okupacja przez cesarskie jednostki archipelagów Marshalla, Karolinów oraz Palau, należących wcześniej do Niemiec, umożliwia potencjalnemu nieprzyjacielowi stworzenie sieci baz morskich, które w przypadku konfliktu zagrożą liniom komunikacyjnym na dystansie 2300 mil[27]. Ów oficer był na tyle dalekowzroczny, że przewidział nawet przyszłe wydarzenia, jakie będą przyświecały wybuchowi wojny:
Japonia jest światową potęgą, a jej armia i marynarka będą z pewnością jednymi z najnowocześniejszych jeśli chodzi o szkolenie i wyposażenie. Biorąc pod uwagę naszą konsekwentną politykę nieagresji, prawdopodobnie wywoła ona wojnę; będzie świadczyć to o tym, że w swym mniemaniu, mimo swojej naturalnej defensywnej pozycji, uważa, że ma wystarczające siły wojskowe, aby pokonać naszą flotę[28].
Ellis zakładał również, że do zwycięstwa nad Cesarstwem niezbędne stanie się przeprowadzenie szeregu operacji amfibijnych, w których siłą desantową mającą zdobyć i utrzymać przyczółki na wrogim terytorium, będzie Korpus Piechoty Morskiej. W swym planie przedstawiał poszczególne etapy przyszłych amerykańskich ofensyw, a także prezentował stan wojsk niezbędnych do wykonywania uderzeń na kolejne wyspy, bądź atole. Ellis opisał nawet warunki naturalne, geograficzne, czy kulturowe, z którymi będą musieli zmierzyć się marines w czasie przewidywanych działań[29].
Rola do jakiej potencjalnie przeznaczono Korpus Piechoty Morskiej nie była nowością dla członków tej formacji. O czym już wspominano, do chwili zatwierdzenia przez Lejeune’a planu autorstwa Ellisa, marines zdążyli sprawdzić się już parokrotnie w operacjach desantowych. Te doświadczenia, jak i perspektywa przyszłego konfliktu na Oceanie Spokojnym, uświadomiły amerykańskim wojskowym potrzebę utworzenia jednostki specjalizującej się w tego typu operacjach. Ogromnym zwolennikiem powierzenia marines nowej roli był gen. Lejeune. Jego nieprzeceniony wkład na tej płaszczyźnie podkreślał w swych wspomnieniach m.in. Merrill B. Twining:
Z inicjatywy komendanta Korpusu Piechoty Morskiej Johna A. Lejeune’a w okresie pomiędzy dwoma wojnami światowymi, Korpus Piechoty Morskiej włożył duży wysiłek w stworzenie taktyki, techniki oraz sprzętu, wymaganych do pomyślnego przeprowadzania operacji amfibijnych, jak i wypracowania metod do obrony przeciw nim[30].
Już zimą 1922 r. marines wzięli udział w manewrach Floty Atlantyku (ang. Atlantic Fleet), w czasie których przeprowadzili ćwiczebną operację desantową na Kubie, a następnie bronili zajętych pozycji. W kolejnym roku w podobnych okolicznościach jeden z oddziałów Korpusu przeprowadził lądowanie w Panamie. Z kolei w 1925 r. na Hawajach odbyły się połączone manewry Armii i Marynarki, gdzie piechota morska ponownie trenowała uderzenia na nieprzyjacielskie plaże[31].
Dwa lata później, dzięki tym doświadczeniom, Połączona Komisja Armii i Marynarki (ang. Joint Board of the Army and Navy) zadecydowała, że spośród amerykańskich formacji to właśnie US Marine Corps zostanie oficjalnie przeznaczony do roli forsowanej przez gen. Lejeune’a[32].
W 1927 r. marines wysłano do Nikaragui. W czasie sześcioletniego konfliktu wielu przyszłych wyższych rangą oficerów, którzy będą piastowali dowódcze stanowiska w czasie kampanii na Guadalcanal, zdobywało tam cenne doświadczenie w dziedzinie walk w klimacie tropikalnym[33].
W 1933 r., po zakończeniu działań na terenie karaibskiego państwa, ta część „skórzanych karków”, którą zaangażowano w Nikaragui, wróciła do Stanów, gdzie przechodziła dalsze przemiany jako formacja. W międzyczasie na zasłużoną emeryturę udał się gen. Lejeune. Następni komendanci Korpusu kontynuowali jego politykę. Jeszcze w grudniu 1933 r. stojący na czele U. S. Marines Ben M. Fuller zreorganizował Wschodnie (Quantico) i Zachodnie (San Diego) Siły Ekspedycyjne we Fleet Marine Force (w skrócie F-M-F), a ówczesny sekretarz marynarki, Claude A. Swanson, zatwierdził powołanie tego tworu[34]. Oficjalny rozkaz utworzenia F-M-F zakładał m.in., że:
Fleet Marine Force składają się z jednostek, które są wyznaczone przez majora generała komendanta [Korpusu Piechoty Morskiej – przyp. aut.] i są utrzymywane w takiej sile jaka jest uzasadniona ogólną sytuacją kadrową Korpusu Piechoty Morskiej. [...] Naczelny Dowódca Floty stoi na czele Fleet Marine Force, gdy marines przebywają na jej okrętach lub gdy biorą udział w ćwiczeniach floty na morzu lub na lądzie. Gdy są zaangażowane w inny sposób, dowództwo jest sprawowane zgodnie z instrukcjami komendanta Korpusu Piechoty Morskiej[35].
Oznaczało to, że po raz pierwszy w historii utworzono stałą organizację złożoną z marines, która była częścią Floty Stanów Zjednoczonych. W skład F-M-F weszły dwie brygady mające tworzyć pułk piechoty, batalion lekkiej artylerii, batalion artylerii przeciwlotniczej, grupę lotniczą, kompanię lekkich czołgów oraz odpowiednio wielki komponent wojsk inżynieryjnych i chemicznych. Miejscem stacjonowania 2. Brygady Piechoty Morskiej z 6. Pułkiem Piechoty Morskiej na czele, jak i dowódcy F-M-F, było San Diego, położone na zachodnim wybrzeżu USA. Z kolei 1. BPM, o której sile stanowił 5. Pułk Piechoty Morskiej, umiejscowiona została w Quantico, po atlantyckiej stronie Stanów Zjednoczonych[36].
W chwili powołania F-M-F niezbędnym stało się stworzenie odpowiedniej doktryny operacji amfibijnych. Teoretycy Korpusu bacznie prześledzili losy wojsk imperium brytyjskiego, które w kwietniu 1915 r. wylądowały na Półwyspie Gallipoli. Doszli oni przy tym do wniosku, że w czasie przyszłych działań tego typu, marines nie mogą pozwolić sobie na straty porównywalne do wojsk Albionu. Analizowano także przebieg własnych manewrów, starając się przy tym wyeliminować jak największą ilość popełnianych błędów. Opracowanie doktryny działań amfibijnych powierzono Szkole Korpusu Piechoty Morskiej w Quantico, w Wirginii, gdzie powstały dwa małe zespoły złożone z doświadczonych oficerów, jeden dla operacji desantowych i następny dla obrony wysuniętych baz. Ich wstępne założenia były testowane od 1922 do 1941 przez Siły Ekspedycyjne Wschodniego Wybrzeża w czasie manewrów floty na Karaibach, z wyjątkiem tych lat kiedy wspomniana jednostka była angażowana w Nikaragui i Chinach[37]– dodawał Twining. Pierwsza wersja podręcznika pt. The Tentative Manual for Landing Operations została zaakceptowana przez komendanta Korpusu 13 czerwca 1934 r. Po wprowadzeniu odpowiednich poprawek ostateczną wersję tego dokumentu opublikowano trzynaście miesięcy później, tym razem otrzymała ona tytuł Tentative Landing Operations Manual. Ostatecznie przed dołączeniem USA do II wojny światowej, najnowszym, bazującym w dużej mierze na poprzednim i wydanym przez marynarkę 2 maja 1941 r. podręcznikiem, była Fleet Training Publication[38].
W premierowych miesiącach 1935 r. marines z F-M-F wzięli udział w pierwszych manewrach desantowych floty (ang. Fleet Landing Exercises I – skr. Flex I). Miejscem dla tych ćwiczeń, odbywających się w sumie siedem razy dorocznie do 1941 r., były kubańskie Culebra i Vieques. Obie wyspy są tropikalne, a plaże nadają się do lądowania – pisał Holland M. „Howlin’ Mad” Smith, jeden z twórców doktryny desantowej – Jest tam niewiele koralowca, ale oprócz tego warunki są bardzo podobne do tych na Pacyfiku[39].
W teorii przygotowania do ewentualnego konfliktu, a zarazem przysposobienie marines do nowej roli, wyglądały bardzo rzeczowo. W formacji służyli ludzie o odpowiednim wykształceniu i przeszkoleniu oraz doświadczeniu bojowym zdobytym w najróżniejszych frontowych warunkach. Coroczne karaibskie manewry pozwalały im doskonalić technikę desantową, do czego zresztą obligowało komendanta utworzenie F-M-F. Jednak w praktyce ilość członków formacji odbywających zawodową służbę w Stanach lat 30., była w przypadku wybuchu wojny liczbą zdecydowanie niewystarczającą. Z powodu Wielkiego Kryzysu Kongres zmniejszył w 1934 r. stan osobowy Korpusu do niewiele ponad 15 tys. marines. A w przededniu ataku Niemców na Polskę pod rozkazami komendanta pozostawało jedynie 1 380 oficerów oraz 18 052 podoficerów i szeregowych. Z powodu rozmaitych obowiązków pełnionych w tym czasie przez członków formacji, w samym F-M-F służyło zaledwie 4 585 z nich[40]. „Howlin’ Mad” Smith, w tym czasie dowódca 1. Brygady Piechoty Morskiej, wspominał manewry z następnego roku: Całkowite siły desantowe Piechoty Morskiej liczyły około 3 000 ludzi, znacznie mniej niż cała brygada, mimo, że tak się nazwaliśmy. Miałem dwa bataliony piechoty, mały batalion artylerii, małą kompanię inżynieryjną, małą kompanię łączności, małą kompanię zaopatrzeniową i pięć lekkich czołgów, których pancerze były tak cienkie, że jedno walnięcie młotem murarskim mogło je wgnieść[41].
Krach na giełdzie w Wall Street oddziaływał na Korpus w jeszcze inny sposób. Ludzie formacji trenowali lądowania wojsk uderzeniowych, co wkrótce miało się opłacić. Jednak z powodu braku odpowiednich środków nie było szans na przeprowadzenie manewrów w których oprócz pierwszych fal bojowych, na plaże będzie desantowane także całe zaplecze niezbędne do utrzymania zajętej wyspy. Twining wspominał pod tym kątem ćwiczenia z okresu międzywojnia:
Naszym największym mankamentem było zintegrowane szkolenie w zakresie logistyki. Brakowało nam go, ponieważ nie mieliśmy logistyki. Logistyka kosztuje, a my nie mieliśmy pieniędzy. Nikt nigdy nie widział dwudziestu pięciu jednostek ognia[42]albo racji na sześćdziesiąt dni, czy też ważnego dodatkowego sprzętu potrzebnego do walki – buldożerów, ciężarówek, ciągników i sprzętu budowlanego. [...] Zanim wylądowaliśmy na wyspach Salomona 7 sierpnia 1942 r., nikt nigdy nie widział w pełni wyposażonej do walki dywizji [marines – przyp. aut][43].
Kolejnym problemem były nieporozumienia pomiędzy osobami służącymi w Korpusie Piechoty Morskiej, a tymi z Marynarki Wojennej. Pierwsza formacja podlegała drugiej także pod względem finansowym, dlatego wszelkie zapotrzebowania marines zgłaszali do oficera marynarki ds. budżetu (ang. Navy Budget Officer) „Howlin Mad” Smith, który słynął z ciętego języka, wspominał, że gdy prosił o odpowiednie środki na zakup ciężarówek do transportu amunicji, miał usłyszeć, że czemu podobnie do armii, „skórzane karki” nie użyją wozów ciągniętych przez muły. W odpowiedzi oficer miał rzec: W marynarce jest wystarczająco dużo osłów do ciągnięcia, ale skąd weźmiemy wozy[44]?
Inny z wielkich problemów zaprzątających głowy oficerom Korpusu odpowiedzialnym za rozwój taktyki operacji amfibijnych, stanowił brak odpowiednich jednostek nawodnych, przeznaczonych bezpośrednio do desantów. Ogólnie rzecz biorąc, działania ograniczały się do użycia zwykłych okrętowych łodzi motorowych, zupełnie nieprzystosowanych do działania na falach, które na Culebrze sięgają od sześciu do ośmiu stóp[45]- pisał Smith. Rozwiązaniem dla tej bolączki okazał się wynalazek stworzony pod nazwą Eureka przez Andrew Higginsa. Konstruktor zaoferował swój projekt Marynarce już w 1936 r. Jednak pierwsze z „Łodzi Higginsa” – jak powszechnie je nazywano, zostały zakupione na użytek wojskowy dopiero po czterech latach[46]. „Howlin’ Mad” relacjonował dalej:
Andrew Higgins powiedział mi, że opracował tę łódź w 1926 r., z przeznaczeniem do użytku na płytkich wodach rzeki Missisipi i wzdłuż wybrzeża zatoki, gdzie była ona w stanie dobić dziobem do bagnistego brzegu i łatwo zawrócić. My dostaliśmy je dopiero czternaście lat później, ale był to ten sam typ łodzi o płytkim zanurzeniu, ze śrubą napędową umieszczoną we wgłębieniu, dzięki czemu mogła podpłynąć do plaży i wycofać się. Jednak ta konstrukcja miała jeden defekt, który został naprawiony dopiero później. Nie miała ona rampy, która mogłaby zostać opuszczona, pozwalając wojskom znaleźć się prosto na plaży, zamiast skakać z burt[47].
Przebudowana Eureka, po dodaniu rampy, otrzymała wojskową nazwę LCVP (ang. Landing Craft, Vehicle, Personnel). Mogła ona dostarczyć na plażę 36 w pełni wyekwipowanych mężczyzn lub jeepa i 12 ludzi. „Łodzie Higginsa” miały długość 36,3 stóp (11,05 m). Zbudowane z drewna, były napędzane 225-konnym dieslowskim silnikiem Gray Marine 6-71, dzięki któremu osiągały prędkość 12 węzłów. Zbrojono je w dwa karabiny maszynowe Browning 0.30 cala. Załogę LCVP stanowiło trzech członków Straży Wybrzeża Stanów Zjednoczonych (ang. United States Coast Guard, skr. USCG) – dwóch strzelców i sternik[48].
Innym z wynalazków pozwalających przeprowadzić desant z okrętu, w tym wypadku przyjętym na wyposażenie Korpusu, były gąsienicowe pojazdy amfibijne (ang. Amphibian Tractor, skr. Amtrac), które otrzymały wojskową nazwę LVT (ang. Landing Vehicle, Tracked, skr. LVT). Pojazd tego typu, znany pierwotnie jako Alligator, powstał przy podobnych założeniach co Łódź Higginsa. Donald Roebling, inżynier i konstruktor pochodzący z Florydy, stworzył swój wynalazek w 1935 r. Miał on służyć do udzielania pomocy poszkodowanym pośród bagiennego terytorium Okeechobee, nawiedzanego przez niszczycielskie huragany[49].
Przedstawiciele Korpusu dowiedzieli się o Alligatorze dopiero po dwóch latach od jego powstania – dzięki artykułowi zawierającemu fotografie pojazdu, opublikowanemu w „Life Magazine” 4 października 1937 r. Po serii rozmów oraz testów, pierwsze egzemplarze LVT (1) – premierowej wojskowej wersji amfibii Roeblinga, zjechały z taśmy produkcyjnej w lipcu 1941 r. Wymieniony model był wykonany ze stali i poruszał się za pomocą gąsienic. Posiadał 150-konny silnik Hercules i mógł wykonywać gwałtowne skręty znajdując się w wodzie przy pełnej prędkości 6-8 m/s (21,6 – 28,8 km/h). LVT (1) na lądzie osiągał maksymalnie 12 m/s (43,2 km/h). Jego waga wynosiła 17 500 funtów (7937,86 kg), a po pełnym załadowaniu wzrastała do 22 000 funtów (9979 kg)[50].
WOBEC ZBLIŻAJĄCEGO SIĘ KONFLIKTU
W POCZĄTKACH lat 30. na Dalekim Wschodzie wrzało. We wrześniu 1931 r. w wyniku tzw. incydentu mukdeńskiego Japończycy zaatakowali północną część Chin, zdobywając Mandżurię. Zaś latem 1937 r. działania rozpoczęły się na nowo. Za każdym razem bezpośrednimi świadkami japońskiej agresji byli marines, stanowiący obsadę amerykańskich placówek na terenie Państwa Środka. Począwszy od Pekinu, w którym pierwsze „skórzane karki” pojawiły się już w 1898 r., ludzi w mundurach Korpusu można było spotkać jeszcze w Tienstin i Szanghaju. Ostatnie z wymienionych miast stało się celem ataku wojsk Kraju Kwitnącej Wiśni w styczniu 1932 r. W odpowiedzi na rozgorzałe w międzynarodowej aglomeracji wydarzenia, w stan gotowości postawiono 4. Pułk Piechoty Morskiej stacjonujący w amerykańskiej dzielnicy „Paryża Wschodu”. 1 200 ludzi z tego regimentu wsparło dodatkowo 8 oficerów i 326 marines z okrętu USS „Huston”. Japończycy nie zapuścili się jednak do części Szanghaju należącej do Stanów Zjednoczonych. W czerwcu, po prawie pół roku wyczekiwania na ewentualne naruszenie amerykańskiego terytorium, marines otrzymali rozkaz powrotu do pokojowej rutyny[51].
Pięć lat później, po tym gdy na nowo rozgorzała wojna japońsko-chińska, a wojska Nipponu po raz drugi uderzyły na Szanghaj, 4. Pułk Piechoty Morskiej znowu postawiono w stan gotowości. Ogólnie w czasie bitwy o to chińskie miasto liczba marines stanowiących obronę amerykańskiego sektora została podwojona i urosła do 2 536 ludzi. Amerykanie widocznie coraz bardziej obawiali się agresji Nipponu. Wydarzenia potoczyły się jednak podobnie do tych z 1932 r. Po paru miesiącach „skórzane karki” wróciły do stanu pokojowego, a dodatkowe wzmocnienia opuściły Szanghaj[52].
Bezpośrednią styczność z cesarskimi wojskowymi miał płk. Alexander A. Vandegrift, który w 1936 stanął na czele marines oddelegowanych do Pekinu. Stosunki pomiędzy oficerem Korpusu, a gen. Mutaguchi, dowodzącym znajdującymi się w mieście żołnierzami Mikado, układały się nad wyraz pomyślnie. I tak na przykład w początkach 1937 r. w dawnej stolic Chin odbyć się miały międzynarodowe zawody strzeleckie, w których udział brały jednostki różnych narodowości stacjonujące w Pekinie. Japończycy zazwyczaj odmawiali wystawienia swojej drużyny, jednak Vandegrift miał przekonać dowodzącego nimi generała pozwoleniem na przysłanie strzelców z Tienstin. Ku ubolewaniu dowódców reprezentujących inne państwa, cesarscy żołnierze zajęli w konkursie drugie miejsce. Przed nimi uplasowali się oczywiście marines, którzy z zasady posługują się doskonale karabinem[53] (patrz rozdz. 3).
Zresztą kontakt Vandegrifta z przyszłymi adwersarzami pozwolił pułkownikowi na poczynienie odpowiednich obserwacji. Oficer opisał swoje spostrzeżenia w jednym z listów:
Ich poborowi, którzy zostali nie tak dawno zabrani z poletek ryżowych i pól, są osobami o bardzo niskim poziomie umysłowym i w bardzo wielu przypadkach pochodzą z najniższej klasy japońskich wieśniaków[54].
Vandegrift nie był wyjątkiem ze swoją opinią, a podobne zdanie o Cesarskiej Armii Japonii miało w tym czasie wielu amerykańskich wojskowych. W przytaczanym kilkukrotnie U. S. Marine Corps 712H Operation Plan, Ellis, charakteryzując potencjalnego nieprzyjaciela, przedstawił go na kartach oficjalnego dokumentu w słowach, które dziś uznano by za zgoła rasistowskie: Naszą przewagą będą te cechy wspólne ras nordyckich, dzięki którym górujemy nad ludźmi z Orientu: większa personalna inteligencja, lepsza budowa ciała i wytrzymałość[55].
Przekonanie o wyższości Amerykanów i Europejczyków nad Azjatami prowadziło do niedocenienia wroga. Zachodnia opinia publiczna, a także wielu wojskowych i polityków uznawało, że Kraj Kwitnącej Wiśni nigdy nie ośmieli się wyciągnąć ręki po dalekowschodnie posiadłości ich państw. Nie myślę o nich dużo i możecie mi wierzyć, że nie mamy się czego z ich strony obawiać[56] – uspokajał swych ludzi w kwietniu 1941 r. gen. Lionel Bond, ówczesny dowódca brytyjskiego garnizonu w Singapurze.
Napaść III Rzeszy na Polskę oraz przystąpienie Francji i Wielkiej Brytanii do konfliktu, wpłynęły dość szybko na dalszy bieg wydarzeń. Pięć dni po rozpoczęciu walk na Westerplatte, Stany Zjednoczone ogłosiły swą neutralność w „europejskiej wojnie”. Mimo tego, prezydent Franklin Delano Roosevelt wolał dmuchać na zimne i 8 września wprowadził „ograniczony stan wyjątkowy” (ang. limited national emergency). Na mocy tego dokumentu stan personalny Korpusu Piechoty Morskiej liczącego ówcześnie 18 325 marines miał zostać powiększony do 25 tys. osób. Siły te udało się zebrać do lutego następnego roku[57]. „Howlin’ Mad” Smith wspominał ten okres następująco: Wybuch wojny w Europie był niewielkim zaskoczeniem dla waszyngtońskich kręgów wojskowych. Od miesięcy znaki były oczywiste. Jedynym pytaniem siedzącym w mojej głowie było: ile czasu minie zanim Stany Zjednoczone przystąpią do wojny[58]?
Jeszcze w miesiącach poprzedzających niemiecką agresję utworzono 1. i 2. Grupę Lotniczą Piechoty Morskiej (ang. Marine Aircraft Group). Zgodnie z oficjalnymi zaleceniami ze stycznia 1939 r.: lotnictwo Marines w pierwszej kolejności [miało być – przyp. aut.] (...) wyposażone, zorganizowane i trenowane tak, aby wspierać Fleet Marine Force w operacjach desantowych i pomagać wojskom w działaniach w polu[59]. Obie grupy miały przynależeć odpowiednio do 1. oraz 2. Brygady Piechoty Morskiej.
W grudniu 1939 r. podjęto decyzję o skierowaniu na atol Midway „skórzanych karków”, mających stanowić garnizon tych dwóch wysp znajdujących się na Pacyfiku. Marines mieli także obsadzić stanowiska na położonych wśród wód Oceanu Spokojnego Wake, Johnston i Palmyrze[60].
Zdobycie Francji przez Niemców w czerwcu 1940 r., dało Japończykom doskonałą okazję do wprowadzenia swoich wojsk do Indochin Francuskich. Południowa ekspansja Kraju Kwitnącej Wiśni oraz fakt, że we wrześniu to azjatyckie państwo podpisało z III Rzeszą i faszystowskimi Włochami układ wyraźnie skierowany w Amerykę, skutkowały dla niego bardzo daleko posuniętymi międzynarodowymi konsekwencjami. Jeszcze w 1939 r. Stany Zjednoczone z powodu agresji w Chinach nie przedłużyły z Japonią umowy handlowej, zaś między 5 lipca a 30 września 1940 r. wprowadziły embargo na handel z Cesarstwem materiałami takimi jak: silniki lotnicze i ich części oraz przeznaczone do nich paliwo i wyposażenie, smary, wszystkie rodzaje żelaza i złomu stalowego. Następnie na przełomie grudnia i stycznia do tej listy dołączyły rudy i kolejne metale, także w stanie przetworzonym[61].
Czarne chmury zbierające się nad Azją i Europą zmusiły Amerykanów do zwiększenia obronności swojego państwa. W maju 1940 r. flota Stanów Zjednoczonych została przeniesiona na Hawaje z główną bazą w Pearl Harbor. W dniu, w którym Francja i III Rzesza podpisały zawieszenie broni, tj. 13 czerwca, Kongres uchwalił podatek na rzecz obronności państwa. Dzięki temu USA miały uzyskiwać rocznie prawie 1 mld dolarów przeznaczonych na wydatki wojskowe. 5 października Sekretarz Marynarki Wojennej włączył do aktywnej służby wszystkie zorganizowane rezerwowe dywizje oraz eskadry lotnicze. W następnym miesiącu dyrektor Rezerwy Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych oznajmił w oficjalnym liście zakończenie tworzenia oddziałów rezerwy i wcielenie ich członków do regularnych jednostek U. S. Marines. W grudniu „skórzane karki” wzmocniły amerykańskie posterunki na Samoa, zaś w styczniu następnego roku na Midway. Oprócz tego coraz bardziej rozwijała się współpraca amerykańsko-brytyjska. W latach 1940-1941 w roli obserwatorów wysłano na Wyspy pewną liczbę wojskowych z USA. Wśród nich nie zabrakło oczywiście marines, którzy przyglądali się m.in. szkoleniu brytyjskich komandosów. Gospodarze nie zrobili jednak na wszystkich swych gościach spodziewanego wrażenia[62]. Nie byli lepsi od nas; (sądzę – przyp. aut) że każdy batalion marines mógłby wykonać ich robotę[63] – meldował komendantowi Korpusu po swym powrocie ze Szkocji płk. Julian C. Smith.
Dla „skórzanych karków” 1941 r. rozpoczął się od dalszych przygotowań do możliwego konfliktu. 1 lutego 1. i 2. Brygadę Piechoty Morskiej przekształcono w 1. i 2. Dywizję. Wciąż wzmacniano posterunki na wyspach Oceanu Spokojnego i na Karaibach. Rozbudowywano także bazy wojskowe na terenie Stanów Zjednoczonych. Do Korpusu rekrutowano również nowych ludzi, a interesująca nas formacja zgodnie ze stanem z 30 listopada, rozrosła się pod względem personalnym do 65 881 marines[64].
W Stanach przygotowano plan profilaktycznej inwazji na należące do Portugalii Azory. Zamiary te porzucono jednak po tym gdy okazało się, że Niemcy nie mają w planach podboju terenów Półwyspu Iberyjskiego. Pod lupę brano także francuską Martynikę. Z podobnych powodów i za zgodą islandzkiego rządu, w lipcu w porcie w Rejkiawiku wysadzono oddziały 1. Tymczasowej Brygady Piechoty Morskiej (ang. 1st Provisional Marine Brigade), którą utworzono miesiąc wcześniej specjalnie do tego celu. Marines mieli zapobiec potencjalnemu przejęciu wyspy przez wojska III Rzeszy i następnie wybudowaniu na jej terytorium baz, które stałyby się solą w oku dla atlantyckiego połączenia USA i Wielkiej Brytanii[65].
Tymczasem w relacjach Japonii z państwami posiadającymi interesy na Dalekim Wschodzie znowu wrzało. W lipcu 1941 r. Kraj Kwitnącej Wiśni uzyskał zgodę od podległego III Rzeszy rządu Vichy na wprowadzenie wojsk na południowe obszary azjatyckiej posiadłości Francji. Działania w Indochinach skutkowały dla Japonii kolejnymi międzynarodowymi obostrzeniami. Pod koniec miesiąca aktywa Cesarstwa zostały zamrożone kolejno w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, na Filipinach, w Wielkiej Brytanii, Australii, Nowej Zelandii i w Holenderskich Indiach Wschodnich. Ponadto w pierwszym tygodniu sierpnia Ameryka i Albion wprowadziły embargo na sprzedaż ropy Krajowi Kwitnącej Wiśni. Było to o tyle dotkliwe dla Japończyków, że 80% zużywanych przez Cesarstwo produktów naftowych pochodziło właśnie z USA[66].
Sankcje stawiały wojujące siły Mikado w niezwykle trudnym położeniu. Z powodu braku niezbędnych surowców armia i marynarka wkrótce utraciłyby zdolność do wszelkich dalszych podbojów. Oprócz tego Amerykanie nie chcieli zaakceptować japońskich nabytków terytorialnych w Chinach. USA żądały wycofania z podbitych azjatyckich terytoriów wojsk spod sztandaru ze wschodzącym słońcem. Cesarscy decydenci nie mogli zgodzić się na postawione przez Stany Zjednoczone warunki, ponieważ oznaczałoby to, że zawiodła polityka, do której przekonywali cały naród. Ogromne sumy wydane przez Japończyków na krajowe zbrojenia okazałyby się pieniędzmi wyrzuconymi w błoto, a to niechybnie zakończyłoby się odsunięciem frakcji sprawującej rządy od władzy[67].
Przed Krajem Kwitnącej Wiśni stanęła jeszcze inna perspektywa. Surowce można było zdobyć drogą podbojów zajmując roponośne Holenderskie Indie Wschodnie oraz bogate w kauczuk, podległe Brytyjczykom, Malaje. Wojna w Europie gwarantowała to, że Albion na czele z całą potęgą Royal Navy, nie przybędzie z pomocą swym napadniętym koloniom. Największą konkurencję dla Nippon Kaigun w akwenie Pacyfiku stanowiłyby okręty Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, których duża część stacjonowała w tym czasie w Pearl Harbor na Hawajach[68].
Ostateczny schemat podbojów został ustalony 10 listopada 1941 r. na wspólnym spotkaniu dowódcy Połączonej Floty, adm. Isoroku Yamamoto oraz gen. Hisaichi Teruchi, stojącego na czele Armii Południowej. Imponujący plan stworzony przez Japończyków prezentował się następująco:
Równoczesne lądowania sił desantu morskiego na wyspach Luzon i Guam, Półwyspie Malajskim, w Hongkongu i na brytyjskim północnym Borneo. Wszystkie, za wyjątkiem ostatniego, poprzedzone atakami z powietrza.
Atak samolotów z lotniskowców na Flotę Pacyfiku Stanów Zjednoczonych w Pearl Harbor.
Natychmiastowe wykorzystanie początkowych sukcesów poprzez zajęcie Manili, Mindanao, wyspy Wake, Bariery Bismarcka, Bangkoku i Singapuru.
Okupacja Holenderskich Indii Wschodnich i kontynuacja wojny z Chinami[69].
W tym miejscu należy podkreślić, że w razie powodzenia i spełnienia wszystkich tych wytycznych, Japonia zajęłaby cały Daleki Wschód. Najbliższymi terenami należącymi do nieprzyjaciela stałyby się Australia i Nowa Zelandia na południu, Birma i Indie na południowym zachodzie oraz atol Midway na wschodzie. Miejsca te były oddzielone od potencjalnych japońskich zdobyczy wodami Oceanu Spokojnego, a w przypadku Birmy nieprzebytą dżunglą. Z kolei na północnym zachodzie rozciągał się Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich, z którym Kraj Kwitnącej Wiśni zawarł w kwietniu 1941 r. pakt o nieagresji. Zresztą po niemieckim ataku, mającym miejsce dwa miesiące później i biorąc pod uwagę fakt, że w listopadzie siły III Rzeszy podchodziły pod Moskwę, Kraj Rad nie stanowił dla Japonii żadnego zagrożenia.
Najgroźniejszym przeciwnikiem, jak już zaznaczano, była dla Cesarstwa amerykańska Flota Pacyfiku. Dzięki atakowi na jej okręty w Pearl Harbor, Japończycy mieli wyłączyć ją na jakiś czas z działań wojennych. Straty zadane Flocie Pacyfiku miały zaś skutkować niemożnością amerykańskiej interwencji w chwili zajmowania przez wojska Nipponu kolejnych terytoriów. Oprócz tego, zdobywając wyspę Wake, Guam oraz filipiński Luzon, Kraj Kwitnącej Wiśni pozbawiał USA ważnych baz w Azji i na Pacyfiku, z których te mogłyby przypuścić ewentualny kontratak.
25 listopada adm. Yamamoto wydał ostateczny rozkaz skierowany do kontradmirała Chuichi Nagumo, stojącego na czele floty lotniskowców przebywających wtedy wokół Kuryli. Okręty miały wyjść w morze i obrać kurs na Hawaje. Dwa tygodnie później Stany Zjednoczone przystąpiły do II wojny światowej[70].
MAKING MARINES
ZNACZENIE PEARL HARBOR
W NIEDZIELNE popołudnie, 7 grudnia 1941 r., zastępca dowódcy 1. Dywizji Piechoty Morskiej, gen. bryg. Alexander A. Vandegrift, wybrał się wraz ze swoim adiutantem, por. Allanem Sutterem, do ulubionej restauracji. Obaj oficerowie zjedli do połowy zamówione homary, gdy przez radio usłyszeli niespodziewaną informację o ataku japońskich samolotów na Pearl Harbor[71].
Podobnie rzecz miała się w całych Stanach Zjednoczonych. Wieść o uderzeniu wykonanym przez startujące z lotniskowców cesarskie samoloty, niosła się po całym państwie w tempie błyskawicy. Marlin Groft, z Lebanon w Pensylwanii, siedział z kilkorgiem przyjaciół na schodach prowadzących do tylnych drzwi miejscowej restauracji, gdy z budynku wyszedł mężczyzna i poinformował młodych Amerykanów o tym wydarzeniu. Sidney Phillips z Mobile w Alabamie dowiedział się o ataku w podobnych okolicznościach. Siedemnastolatek stał w drogerii Albright & Wood oparty o fontannę, sącząc waniliowy napój, gdy do pomieszczenia wbiegła kobieta krzycząc by włączono radio. Co ciekawe, młodzieniec jako jedyny wiedział gdzie znajduje się Pearl Harbor, ponieważ na Hawajach służył jego wujek[72]. Oczywiście niespodziewana informacja wywołała u Amerykanów szok. Wszystkie twarze były bardzo poważne i nikt nie mówił zbyt dużo[73] – wspominał Phillips.
Jutrzejszego ranka członkowie Kongresu będą w posiadaniu pełnego raportu i będą gotowi do działania. – mówiała w wieczornej audycji NBC pierwsza dama Stanów Zjednoczonych, Eleanora Roosevelt. – W międzyczasie my, ludzie, jesteśmy już przygotowani do działania. Od miesięcy świadomość, że coś takiego może się wydarzyć, wisiała nad naszymi głowami. A jednak nie sposób było w to uwierzyć, nie sposób było żyć codziennością i nagle poczuć, że ważne jest tylko jedno, przygotowanie się do spotkania z wrogiem bez względu na to, gdzie uderzy[74].
W czasie ataku na bazę Floty Pacyfiku życie straciło 2403 obywateli Stanów Zjednoczonych. 109 z nich służyło w Korpusie Piechoty Morskiej. Japończycy zatopili także pięć okrętów liniowych. Zniszczeniu, bądź uszkodzeniu uległo wiele samolotów wojskowych znajdujących się w chwili nalotu na Hawajach[75].
Następnego dnia w Kongresie prezydent USA, Franklin Delano Roosevelt, wygłosił słynne orędzie:
Wczoraj, 7 grudnia 1941, w dniu hańby, Stany Zjednoczone Ameryki zostały niespodziewanie i z premedytacją zaatakowane przez marynarkę i siły powietrzne Cesarstwa Japonii.
Stany Zjednoczone żyły w pokoju z tym narodem i na prośbę Japonii wciąż prowadziły rozmowy z jej rządem i jej cesarzem w celu utrzymania pokoju na Pacyfiku. Rzeczywiście, godzinę po tym jak japońskie eskadry lotnicze rozpoczęły bombardowanie amerykańskiej wyspy Oahu, japoński ambasador w Stanach Zjednoczonych i jego współpracownik dostarczyli naszemu Sekretarzowi Stanu formalną odpowiedź na ostatnią amerykańską wiadomość. I chociaż odpowiedź ta stwierdzała, że kontynuowanie istniejących negocjacji dyplomatycznych wydaje się bezcelowe, nie zawierała żadnej groźby ani aluzji do wojny lub zbrojnego ataku[76].
Szok w jakim 7 grudnia znaleźli się Amerykanie niemal natychmiastowo przerodził się w złość skierowaną na Japończyków. Już następnego dnia nagłówki prasowe informujące o ataku określały mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni pogardliwym mianem „Japońców”[77]. Z powodu niezakończonych do chwili bombardowania rozmów, obywateli cesarstwa uznano za zdradzieckich z natury. Sposób w jaki Stany Zjednoczone dołączyły do konfliktu był przy okazji ogromnym ciosem w dumę i poczucie bezpieczeństwa Amerykanów[78]. Na ulicach dość szybko pojawiły się oficjalne plakaty wzywające do odpłacenia nieprzyjacielowi (Fot. Nr. 5). Vandegrift przedstawił następująco skutki ataku:
Dla nas prawdziwe znaczenie Pearl Harbor tkwiło w psychologicznej transformacji naszych wojsk i rekrutów, którzy wtedy dołączali do nas tysiącami. Od tego czasu nikt nie miał najmniejszych złudzeń, że zostaniemy wysłani, będziemy walczyć i wygramy[79].
Przedstawiona atmosfera panująca w państwie na przełomie 1941 i 1942 r. przekonała wielu mieszkańców USA do wypełnienia swojego patriotycznego obowiązku. Phillips już w dniu ataku uznał z jednym ze swoich przyjaciół, że zaciągną się do wojska[80]. A Groft chciał przykładem swojego ojca, który jako kawalerzysta walczył w wojnie amerykańsko-hiszpańskiej, zgłosić się na ochotnika do tej formacji[81].
REKRUTACJA
JAK WSPOMINANO, pod koniec listopada 1941 r., Korpus Piechoty Morskiej liczył niecałe 67 tys. marines. Już wtedy starano się zwiększyć tę liczbę do 75 tys., zaś 16 grudnia w obliczu wojny, prezydent Roosevelt zdecydował o rozroście formacji do 104 tys. Komendant Korpusu Thomas Holcomb uznał, że zbierze te siły do 1 marca 1942[82].
Ochotników do wojska zwanych „mścicielami Pearl Harbor”[83] nie brakowało. Z kolei sierżanci, kaprale, bądź starsi szeregowi[84], zajmujący się rekrutacją, dokonywali cudów by zwabić młodych Amerykanów w szeregi reprezentowanej przez siebie formacji. I tak w celu wstąpienia do marynarki Sidney Phillips udał się wraz z przyjacielem dzień po ataku do gmachu rządowego w Mobile, gdzie znajdowały się punkty werbunkowe. Już przed samym budynkiem młodzieńcy ujrzeli kolejkę mężczyzn czekających do biura rekrutacyjnego U.S. Navy. Dwójka przyjaciół ruszyła na jej początek, aby sprawdzić co się dzieje. Po wejściu do środka budynku zagaił do nich sierżant z U.S. Marines, który zajmował pokój obok tego należącego do marynarki, pytając, czy chcą zabijać Japońców[85]. Przy okazji młodzieńcy dowiedzieli się, że nie mogą trafić do regularnej US Navy, ponieważ ich rodzice byli małżeństwem[86], co oczywiście było żartem wymierzonym we wspomnianą formację. Na końcu sierżant wręczył Philipsowi i jego przyjacielowi odpowiednie dokumenty, które musieli podpisać rodzice siedemnastolatków i zasugerował, aby wrócili z nimi dzień po świętach.
Z kolei Marlin Groft marzący, jak już wspomniano, o zasileniu szeregów kawalerii, usłyszał od armijnego sierżanta rekrutera następujące słowa: Kawaleria staje się przestarzała, synu, to pozostałość po minionej epoce. [...] Mamy jej tylko jeden aktywny oddział i nie ma za cholerę szans żebyś do niego trafił[87]. Następnie opowiedział on młodzieńcowi o tym jak Polacy, dosiadający koni, zostali praktycznie zmiażdżeni przez niemieckie czołgi. Groftowi nie podobała się ta wizja. Postanowił sprawdzić, co jest za innymi drzwiami. Zastał tam sierżanta z Korpusu Piechoty Morskiej. Młodemu Amerykaninowi od razu niezwykle spodobał się tzw. blue dress (fot. nr. 6) – galowy mundur, który miał na sobie marine. Wprawdzie nie wiedziałem wiele o marines, nigdy nie spotkałem żadnego, ale też nie rozpamiętywałem tego zbyt długo. Mundur mnie przekonał i podpisałem dokumenty[88].
Sierżanci Korpusu zajmujący się rekrutacją byli jak widać mistrzami w swoim fachu, co zresztą zostało nawet uregulowane w przysługującym im podręczniku. Napisana przez samych zainteresowanych, którzy postanowili podzielić się swoimi doświadczeniami i opublikowana w drugiej połowie 1942 r. druga edycja The First Sergeant Handbook, zawierała instrukcje dla podoficerów bardzo podobne do tych, jakie dziś można znaleźć w książkach poświęconych PRowi:
