Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Co, jeśli twoje niepowodzenia nie świadczą o tym, że jesteś słaby, tylko o tym, że właśnie stajesz się kimś silniejszym?
Ta książka powstała dla każdego, kto choć raz poczuł, że:
-inni radzą sobie lepiej
-presja jest nie do udźwignięcia
-jeden błąd może przekreślić wszystko
-wstyd, złość albo poczucie porażki towarzyszą mu niemal codziennie.
Światowej klasy autor, John C. Maxwell, pokazuje, że nawet gdy wszystko idzie nie tak — możesz to wykorzystać na swoją korzyść. W dodatku wcale nie musisz być idealny, żeby zacząć wygrywać.
W środku znajdziesz:
-sposoby na ogarnianie emocji, kiedy życie wali się na głowę,
-historie osób, które miały gorsze momenty, a mimo to ruszyły do przodu
-podpowiedzi, jak wrócić do równowagi po rozczarowaniu czy odrzuceniu
-pomysły na to, jak nabrać do siebie dystansu i nie rezygnować po pierwszym potknięciu.
Nie musisz być najlepszy. Nie musisz udawać twardego. Nie musisz spełniać czyichś oczekiwań.Masz prawo popełniać błędy. Masz prawo się uczyć. Masz prawo zaczynać od nowa.
Ta książka jest po to, by pomóc ci stanąć na nogi za każdym razem, kiedy świat próbuje cię przewrócić.
John C. Maxwell to jeden z najbardziej wpływowych ekspertów przywództwa na świecie, autor wielu międzynarodowych bestsellerów i mentor, którego książki sprzedały się w ponad 24 milionach egzemplarzy. Stworzył i prowadzi organizacje takie jak Maxwell Leadership, John Maxwell Team oraz EQUIP, które wyszkoliły już ponad 5 milionów liderów z 180 krajów. Z jego wiedzy korzystają zarówno największe firmy z listy Fortune 500, jak i instytucje edukacyjne oraz organizacje non profit.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 167
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: Sometimes You Win – Sometimes You Learn for Teens: How to Turn a Loss into a Win
Adapted from Sometimes You Win, Sometimes You Learn by John C. Maxwell, originally published by Center Street in October 2013
Przekład: Bartosz Sałbut
Redakcja: Ilona Kisiel
Korekta: Maria Żółcińska
Skład: Amadeusz Targoński | targonski.pl
Opracowanie e-wydania: Karolina Kaiser |
Projekt okładki: Michał Duława
Ilustracje na okładce: Alones | Shutterstock.com
Copyright © 2015 by John C. Maxwell
All rights reserved
This edition published by arrangement with Little, Brown Books for Young Readers, New York, New York, USA.
Copyright © 2018 for the Polish edition by MT Biznes Ltd.
All rights reserved
Copyright © 2018 for the Polish translation by MT Biznes Ltd.
All rights reserved
Wydanie w nowej szacie graficznej
Warszawa 2026
Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.
Szanujmy cudzą własność i prawo!
Polska Izba Książki
Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl
Wydawca nie ponosi odpowiedzialności za strony internetowe (ani ich zawartość), które nie są własnością wydawcy.
MT Biznes Sp. z o.o.
mtbiznes.pl
ISBN 978-83-8231-804-3 (epub)
ISBN: 978-83-8231-805-0 (mobi)
Dla moich wnuków:
Maddie, Hannah, Johna Portera, Elli i Jamesa.
Już od dawna chciałem napisać książkę, po którą moglibyście sięgnąć, wkraczając w wiek nastoletni.
Teraz w końcu mi się udało.
Idąc w stronę dorosłości, będziecie popełniać błędy. Będziecie się mierzyć z porażkami i niepowodzeniami. Pamiętajcie, że każdemu czasem coś nie wychodzi. Ważne jest to, aby podnosić się częściej, niż się upada, i aby z każdego niepowodzenia wynieść cenną lekcję. Dzięki temu przeszkoda może stać się szansą.
Kocham Was!
Dziadek
Podziękowania
Na moją wdzięczność zasłużyli:
Charlie Wetzel, mój pisarz,
Stephanie Wetzel, moja menedżerka
do spraw mediów społecznościowych,
która brała udział również w pracach nad tą książką,
Linda Eggers, moja główna asystentka.
Miałeś kiedyś poczucie, że nie masz prawa do porażki? Czułeś, że rodzice czy nauczyciele stawiają ci niesamowicie wysokie oczekiwania i za nic mają to, że może nie da się ich spełnić?
Zdarzyło ci się kiedyś przegrać, choć bardzo ci zależało na wygranej? Czy zrobiło ci się kiedyś głupio, bo coś ci nie wyszło? Czy marzyłeś, aby móc cofnąć czas i zacząć wszystko od nowa?
Czy ogarnia cię poczucie beznadziejności, kiedy coś ci nie wyjdzie? Czy wydaje ci się, że już nigdy nie pozbierasz się po tej porażce?
Jeśli na którekolwiek z tych pytań odpowiadasz twierdząco, to ta książka jest właśnie dla ciebie. Skoro musisz się mierzyć z niepowodzeniem – a musisz, bo każdy czasem musi – to może warto zacząć na tym korzystać? Niby jak? Wyciągając wnioski. Zmarnowana szansa nie będzie całkiem zmarnowana, jeśli nauczysz się czegoś dzięki tej porażce.
Oczywiście nie zawsze jest to proste. Na znanym obrazku z komiksu Fistaszki Charlie Brown po meczu baseballu oddala się od Lucy, spuszczając z rezygnacją głowę.
– Znów przegrałem. Dobry Boże!!! – lamentuje. – Mam już dość tego przegrywania. Czego się nie tknę, to przegrywam.
– Spójrz na to inaczej, Charlie – woła za nim Lucy. – Dzięki porażkom uczymy się więcej niż dzięki zwycięstwom.
– To ja w takim razie jestem najmądrzejszym człowiekiem na świecie – odpowiada Charlie.
Lucy niewątpliwie ma rację, ale przecież nie wszyscy uczą się na błędach. Potrzeba wysiłku, aby wyciągnąć wnioski z własnych niepowodzeń. Porażka to szansa, aby dowiedzieć się czegoś nowego. Niestety, wiele osób z tej możliwości nie korzysta i dlatego niepowodzenia tak bardzo je bolą.
Człowiek przygnębiony nie bardzo może się uczyć, ponieważ w takim stanie nauka nikomu nie przychodzi naturalnie. Ciężko się uśmiechać, gdy nie jest się szczęśliwym. Ciężko wykazywać pozytywne nastawienie, gdy przygnębia nas myśl o porażce. Jak przezwyciężyć upokorzenie i spojrzeć ludziom w oczy? Skąd wziąć siłę, aby raz po raz się podnosić po kolejnych niepowodzeniach?
Aby naprawdę zacząć się uczyć, musisz zmienić stosunek do porażek i błędów. Musisz wypracować kilka cech, które pomogą ci odpowiednio na nie reagować. Mam nadzieję, że ta książka ci w tym pomoże – i w ten sposób ci się przyda. Uczenie się na błędach to coś, w czym większość z nas potrzebuje pomocy.
Na stronie obok wyróżniona jest lista cech. Mam nadzieję, że pielęgnowanie ich w sobie i odwoływanie się do nich w codziennym życiu pomoże ci łatwiej podnosić się po niepowodzeniach, uczyć się na błędach i się rozwijać.
Pokora: duch nauki.
Realistyczne podejście do życia: fundament nauki.
Odpowiedzialność: pierwszy krok nauki.
Doskonalenie się: cel nauki.
Nadzieja: motywacja do nauki.
Przyswajanie wiedzy: droga do nauki.
Przeciwności losu: katalizator nauki.
Problemy: okazje do nauki.
Złe doświadczenia: perspektywa nauki.
Zmiana: cena nauki.
Dojrzałość: wartość nauki.
Święty Ignacy Loyola, jeden z najwybitniejszych pedagogów wszech czasów, powiedział kiedyś, że człowiek uczy się tylko wtedy, gdy jest gotów się uczyć. A Emmet Fox, uznany przywódca duchowy działający w XX wieku, powiedział, że przeciwności losu przydarzają się nam zawsze we właściwym czasie – aby wspomóc nas w procesie rozwoju, zmusić do wysiłku i pchnąć do przodu. „Jedyne prawdziwe nieszczęście – stwierdził – jedyna prawdziwa tragedia ma miejsce wtedy, gdy cierpimy, niczego się przy tym nie ucząc”.
Tak jak większości ludzi, tak i tobie zapewne zdarzyło się doświadczyć w życiu niepowodzeń. Czy jesteś gotów wyciągać z nich wnioski? Liczę na to, że razem ze mną zastanowisz się nad możliwością dojrzenia w każdym niepowodzeniu jakiejś nowej okazji – że razem ze mną spróbujesz spojrzeć na porażkę z innej perspektywy. Rozważania zawarte w tej książce mogą pomóc ci już teraz, mogą ci też pomóc, gdy na dobre wkroczysz w dorosłe życie. Każdemu czasem coś nie wychodzi. Trzeba po prostu nauczyć się czerpać z niepowodzeń korzyści na przyszłość.
Mój przyjaciel Robert Schuller zapytał kiedyś: „Czego byś spróbował, gdybyś wiedział, że na pewno ci się uda?”. To świetne, inspirujące pytanie. Większość ludzi, gdy je słyszy, puszcza wodze fantazji i nagle odnajduje w sobie motywację, aby dążyć do swoich celów i jeszcze bardziej ryzykować.
Chciałbym ci zadać inne, równie ważne pytanie: Czego się nauczysz, gdy coś ci się nie uda?
Większość z nas chętnie opowiada o swoich marzeniach, mniej chętnie poruszamy kwestie własnych ograniczeń. Ludzie zwykle nie chcą rozmawiać o swoich błędach i porażkach. Nie próbują się zastanawiać nad tym, co stracili. Myśl o niepowodzeniach wprawia ich w zażenowanie. Na pewno nieraz słyszałeś, jak ktoś – być może twoi rodzice – mówi: „Raz się wygrywa, raz się przegrywa”. W tym stwierdzeniu kryje się przekaz: „Licz na wygraną, ale też licz się z porażką. Cokolwiek się wydarzy, będziesz musiał z tym żyć”.
Co jest złego w tym stwierdzeniu? Otóż zwycięzcy tak nie myślą!
Ludzie sukcesu podchodzą do porażki inaczej. Dla nich to nie jest coś, co się zamiata pod dywan. Oni nie uciekają przed niepowodzeniem. Nigdy nie powiedzą: „Czasem wygrywasz, czasem przegrywasz”. Usłyszysz od nich raczej: „Czasem wygrywasz, czasem się uczysz”. Doskonale rozumieją, że najcenniejsze życiowe lekcje odbiera się przy okazji porażek, trzeba tylko odpowiednio na nie spojrzeć.
Doświadczyłem w życiu wielu sukcesów, ale nieraz doznałem też porażek. Czasem nie miałem wpływu na bieg wydarzeń, ale w wielu przypadkach sam byłem sobie winien – dokonywałem złych wyborów albo popełniałem głupie błędy. Podam może klasyczny przykład sprzed dobrych kilku lat. Pracowałem akurat nad książką 17 niepodważalnych praw pracy w zespole[1]. Mniej więcej na miesiąc przed terminem oddania tekstu miałem jechać w dwutygodniową podróż. „Świetna okazja, żeby skończyć pisanie” – pomyślałem. Rzeczywiście tak było. Do dziś pamiętam, z jaką satysfakcją dopracowywałem tekst w ostatni dzień przed powrotem do domu. Z poczuciem wielkiego zadowolenia i zawodowego spełnienia włożyłem rękopis do teczki i wyruszyłem na lotnisko.
W hali przylotów w Atlancie czekał na mnie mój zięć, Steve. Mieliśmy razem jechać prosto do domu w Highlands w Karolinie Północnej. Po długim locie byłem jednak tak głodny, że wyjeżdżając z miasta, zatrzymaliśmy się, by kupić jedzenie w restauracji meksykańskiej. Potem ruszyliśmy w dalszą drogę.
Steve prowadził, a ja siedziałem na fotelu pasażera. Właśnie miałem zacząć jeść, gdy spadł mi widelec. Schyliłem się, ale nigdzie nie mogłem go znaleźć. „Steve, zatrzymaj się na chwilę” – poprosiłem w końcu. Steve, który zdążył przywyknąć do takich próśb, zjechał na pobocze, żebym mógł kontynuować poszukiwania. Wysiadłem z samochodu i zacząłem macać ręką pod siedzeniem. Bez skutku. Znalazłem widelec dopiero wtedy, gdy przesunąłem teczkę opartą o mój fotel. Świetnie! W końcu będę mógł coś zjeść. Wsiadłem z powrotem i pojechaliśmy dalej.
Mniej więcej 20 minut później, gdy skończyłem jeść, spojrzałem w dół: „Gdzie jest moja teczka?”. Przypomniałem sobie, że w trakcie poszukiwania widelca wyjąłem ją i odstawiłem na ziemię, a potem już nie włożyłem jej z powrotem do samochodu.
Strata teczki już sama w sobie stanowiła dla mnie kłopot. Na domiar złego było to w czasach, gdy książki pisałem ręcznie, długopisem na papierze, a na rękopis przyklejałem cytaty i ilustracje. Kopie zapasowe powstawały dopiero później. Na tym etapie pracy to był jedyny egzemplarz mojej książki – owoc kilkumiesięcznej pracy. A ja go tak po prostu zostawiłem na poboczu!
Zanim sobie uświadomiłem, że nie mam teczki, zdążyliśmy przejechać ponad 30 kilometrów. Natychmiast zawróciliśmy. Jeszcze z samochodu zadzwoniłem do mojej asystentki Lindy, która mieszkała niespełna 10 kilometrów od tego feralnego miejsca. Wiedziałem, że dotrze tam w miarę szybko, zapewne przed nami.
Kilka minut później zadzwonił mój telefon. Na chwilę odzyskałem nadzieję, ale potem spotkało mnie wielkie rozczarowanie. Dowiedziałem się, że teczki już nie ma. Na miejscu zastaliśmy Lindę. Była dokładnie tam, gdzie się wtedy zatrzymaliśmy. Teczki nigdzie nie było. Zrobiło mi się niedobrze. Moja teczka i mój rękopis przepadły!
Potrzebowałem kilku dni, żeby się po tym otrząsnąć. Targały mną przeróżne emocje:
Zażenowanie własną głupotą.
Zastanawiałem się, jak ktoś może być jednocześnie na tyle mądry, żeby napisać książkę, i na tyle głupi, żeby zostawić ją przy drodze.
Lęk.
Nie liczyłem na to, że ta teczka kiedykolwiek się odnajdzie, więc pracowałem godzinami, usiłując odtworzyć z pamięci jak największe fragmenty rękopisu. Po kilku dniach doszedłem do wniosku, że mogę spróbować napisać tę książkę od początku, ale zajmie mi to co najmniej pół roku. Byłem bardzo przygnębiony i nie wierzyłem, że będę w stanie stworzyć tekst równie dobry jak pierwotna wersja.
Frustracja.
Wszystko wskazywało na to, że nie uda mi się dotrzymać terminu uzgodnionego z wydawcą. Zmarnowałem wiele miesięcy pracy. Gdybym tylko zrobił kopię… Ale nie zrobiłem.
Rozpacz.
Nagle zwątpiłem w siebie. „A może nigdy nie uda mi się napisać tej książki od nowa?” – zastanawiałem się.
Zgubiłeś kiedyś ważne zadanie domowe? Być może zawieruszyło ci się wśród notatek albo w plecaku? A może nie zabrałeś go z domu, a twoja mama je wyrzuciła? Jeśli coś takiego ci się przydarzyło, to zapewne dobrze rozumiesz, jak się czułem, gdy straciłem całą książkę. Cóż mogłem zrobić w tej sytuacji?
Ciągle użalałem się nad sobą, ale Linda nie dawała za wygraną. Dzwoniła po okolicznych komisariatach i dopytywała, czy przypadkiem nie znaleziono mojej teczki. Czwartego dnia w końcu jej się poszczęściło. Ktoś przyniósł moją zgubę na policję. Na dodatek z całą zawartością – w tym z rękopisem! Bardzo się ucieszyliśmy. Książka została wydana i wszystko dobrze się skończyło. Do dziś jednak, gdy biorę do ręki egzemplarz tamtego tytułu, wracam myślami do przykrych doświadczeń i wniosków, które na ich podstawie wyciągnąłem.
Tamto doświadczenie nauczyło mnie przede wszystkim, że trzeba koniecznie robić kopie wszystkich kolejnych stron rękopisu. Do dziś piszę wszystko odręcznie, ale co wieczór przesyłam Lindzie faksem gotowe strony. Dzięki temu ona ma kopię zapasową na wypadek, gdybym znowu coś zgubił. Oczywiście mam nadzieję, że nic takiego już nigdy się nie wydarzy.
Najcenniejszy wniosek, jaki wyciągnąłem z całej tej przygody, brzmi: Bądź czujny! Nie ma nic złego w tym, że popełni się błąd, o ile nie pociąga on za sobą zbyt poważnych strat. W Teksasie mówi się: Dopóki masz krowę, możesz rozlać mleko i nic się nie stanie.
Głęboko wierzę, że wszyscy nieustannie jesteśmy zaledwie o krok od popełnienia jakiegoś błędu. Mogłem wtedy stracić tę moją krowę. Nikt z nas nie radzi sobie na tyle dobrze, aby skutecznie zabezpieczać się przed własną głupotą. Czasami w jednej chwili można zaprzepaścić to, nad czym pracowało się przez długi czas.
W życiu jest tak, że czasem się wygrywa. Jako dziecko grywałem w koszykówkę. Zawsze bardzo mi zależało na wygranej. Lubiłem wygrywać, nie znosiłem przegrywać. Krótko po 20. urodzinach pojechałem na spotkanie mojej byłej klasy z liceum. Przy okazji rozegraliśmy mecz przeciwko innym byłym zawodnikom ze szkolnej drużyny. Najwyraźniej każdy z nas chciał udowodnić, że ciągle jeszcze potrafi grać, bo rozgrywka była dość brutalna. Oczywiście też chciałem wygrać, więc grałem agresywnie. Gdy w pewnym momencie przewróciłem jednego z rywali, ten krzyknął do mnie zdenerwowany:
– Uspokój się, to tylko gra!
– To daj mi wygrać – odparłem.
Nie jestem z tego szczególnie dumny, ale to moim zdaniem pokazuje, jak bardzo większość z nas pragnie zwyciężać. Gdy odnosimy sukcesy, nic nas nie boli. Gdy zaczynamy przegrywać, nagle wszystko staje się trudne. Nikt nie powie, że „to tylko gra”, dopóki nie przegrywa.
Zastanów się, jak się czułeś, gdy zdarzyło ci się w życiu przegrać, gdy coś ci się nie udało. Pewnie czułeś się nienajlepiej. W takich chwilach zmagamy się zarówno z chwilowym bólem, jak i z wieloma innymi emocjami. Poniżej omawiam kilka spośród nich:
Pisarz i mówca Les Brown powiedział: „Pozytywne chwile chowamy do kieszeni. Trudne chwile chowamy w sercu”. Moje doświadczenia potwierdzają to spostrzeżenie. Nadal noszę w sercu wspomnienie złych chwil. Ty pewnie też. Przykre doświadczenia poruszają nas bardziej niż pozytywne. Nie wiem jak ty, ale ja w takich chwilach czuję się zapędzony w kozi róg.
Zapisz to!
Pisałeś kiedyś dziennik? Z moich obserwacji wynika, że ludzie sukcesu często to robią – pewnie dlatego, że tworzenie wpisów staje się dla nich okazją do przemyślenia własnych reakcji na różne wydarzenia. Zapisując swoje refleksje i odczucia, zyskuje się jaśniejsze spojrzenie na sytuację. Dzięki temu łatwiej zaplanować następne działania. W ten sposób można się wyrwać z emocjonalnej ślepej uliczki i iść dalej. Zachęcam cię zatem do tego, abyś podczas czytania tej książki prowadził dziennik.
W pierwszym wpisie spróbuj zamieścić swoje przemyślenia dotyczące porażki. Ludzie często ogromnie się jej boją. Jak bardzo ty się boisz? Co czujesz, gdy coś ci nie wyjdzie? Gniew? Smutek? Zniechęcenie? Na ile jest ci się trudno od tego uwolnić, aby przejść do innych spraw?
W dalszej części książki znajdziesz więcej tego typu ćwiczeń. Zachęcam cię do zapisywania w dzienniku przemyśleń związanych z lekturą. Dzięki temu będziesz mógł śledzić swoje postępy i obserwować własny rozwój.
[1] John C. Maxwell, 17 niepodważalnych praw pracy w zespole, Logos Oficyna Wydawnicza, Warszawa 2019.
