Czas Snu - Iwona Gajda - ebook

Czas Snu ebook

Iwona Gajda

0,0

Opis

Aborygeni, rdzenni mieszkańcy Australii chcą cofnąć czas na Ziemi o kilka tysięcy lat. Za pomocą rytuałów przenoszą się do „Czasu Snu”. Okazuje się, że mistyczna czasoprzestrzeń wciąga coraz więcej ludzi i Duchów. Aby powstrzymać proces, Neo musi również do niej wejść.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 89

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




RAPORT ZIEMI CZĘŚĆ V

Czas Snu

iwona gajda

Niniejszy utwór stanowi wytwór wyobraźni autora,

a wszelkie podobieństwo do osób żyjących lub zmarłych

i wydarzeń jest całkowicie przypadkowe.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających czy innych, bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.

© Copyright by

BPC GROUP POLAND Sp. z o.o.

Katowice 2021

Opracowanie graficzne/skład: Aleksandra Siwek

Korekta tekstu: Agnieszka Gajda, Szymon Gajda

Redakcja: BPC GROUP POLAND Sp. z o.o.

www.bpc–group.pl

www.bpc–guide.pl

ISBN: 978-83-961438-5-3

RAPORT ZIEMI CZĘŚĆ V

Czas Snu

iwona gajda

7

Australia

eo utknął w martwym punkcie. Takie miał wrażenie obejmu-jąc wzrokiem intensywnie czerwone stepy. Z każdej strony otaczały go niczym suchy, bezkresny ocean. Oparł się o ma-skę samochodu i poczuł niepokój. Z Adelaidewyruszył o piątej rano. Po siedmiu godzinach jazdy zatrzymał auto i już nie odpalił silnika. Magnum opusnowoczesnej technologii zawiodło pośrodku austra-lijskiego Outbacku. Przez dwie godziny próbował je reanimować.

N

Raport Ziemia - Czas Snu

8

Bezskutecznie. Potem wpatrywał się w Stuart Highway, lecz nic nie jechało. Zupełnie tak, jakby wszystkie samocho-dy zniknęły nagle z powierzchni ziemi. Postanowił biec. Rozejrzał się jeszcze wokół i zatrzymał wzrok na małym chrząszczu, który zwinnie przemykał pomiędzy kępami ostrej trawy. Wytężył słuch. Wyłapywał zmysłami szelesty pełzających węży, delikatne kroki pają-ków, czy też skorpionów. Choć ich nie słyszał, ani nie widział, to jed-nak przeszedł go dreszcz. Potrafią tu żyć – przemknęło mu przez myśl. –Podobnie, jak niegdyś Aborygeni, rdzenni mieszkańcy tych ziem. Skoro oni dali radę, to i ja dam – uspokajał się.

Rzucił okiem na Stuart Highway, która jak nić ciągnęła się przed nim bez końca. Zaczął liczyć kilometry. Do tej pory przejechał 800, co ozna-czałoby, że do Coober Pedyjest niedaleko – analizował. Wyjął z bagażni-ka plastikową butelkę z wodą. Powoli pił i przygotowywał się do biegu. Chwilę potem zgiął plastyk w dłoni i już miał ruszyć, gdy nagle usłyszał dziwny hałas. Pogłos podobny był do warkotu ciężarówki i toczących się za nią przyczep.

–To musi być pociąg drogowy – ożywił się. Wkrótce zobaczył potężną machinę. Ciągnęła kilka cystern i ledwie dawała radę wspiąć się na nie-wielkie wzniesienie. Wyszedł na jezdnię i podniósł ręce. Wielka kolu-bryna zaczęła zwalniać, wydając z siebie metaliczne dźwięki.

–Co się stało? – zapytał kierowca, wychylając głowę przez okno.

–Mam problem z autem – krzyknął, podchodząc do ogromnego zderzaka. –Nie mogę go uruchomić.

Przewoźnik wyskoczył z kabiny i podszedł do granatowej Toyoty.

9

Raport Ziemia - Czas Snu

Outback.

Raport Ziemia - Czas Snu

10

Outback - pociągi drogowe.

11

Raport Ziemia - Czas Snu

Australijski Outback.

Raport Ziemia - Czas Snu

12

Kilka razy próbował odpalić silnik, lecz ten ani drgnął.

–To może być zapowietrzony układ doprowadzania paliwa albo niesz-czelny zawór zwrotny – stwierdził, zaglądając pod maskę. Neo zawiesił wzrok na jego długich, szpakowatych włosach. Spięte w kucyk odkry-wały zmęczoną twarz.

–Ciekawe, ile godzin spędza w trasie? – pomyślał.

Tymczasem kierowca wyprostował się i wytarł dłonie w papierową chu-steczkę.

–Trudno powiedzieć – stwierdził. –Raczej bez lawety się nie obejdzie. Jednak teraz przesuńmy go na bok, bo za chwilę pojadą tędy trzy kolejne pociągi.

–Próbowałem dodzwonić się do serwisu – tłumaczył Neo, przytrzymu-jąc ręką kierownicę – ale sieć komórkowa nie działa.

–Na środku pustyni? – z politowaniem uśmiechnął się Australijczyk. –Raczej trudno tu o zasięg, nawet nawigacja nie działa. My używamy CB–radia – mówił, popychając auto.

Naprężyli mięśnie i przesunęli samochód na pobocze.

–Jak chcesz, wezwę pomoc drogową – zaproponował, wracając do cięża-rówki – albo powiadomię kogoś.

Neo podał mu smartfon z numerem Sary.

–Daleko stąd doCoober Pedy? – zapytał, gdy tamten spisywał numer.

–Około 40 kilometrów.

–A ty, gdzie jedziesz z tymi cysternami? – Neo rzucił wzrokiem na ogromne przyczepy.

–Do Portu Augusta. Przede mną jeszcze ponad 500 kilometrów.

13

Raport Ziemia - Czas Snu

Z tym, że przejechałem już 2 tysiące – uśmiechnął się pod nosem.

–Skąd wyruszyłeś?

–Z Darwinna północy. Jesteś Amerykaninem? – przewoźnik spojrzał na Neo.

–Tak, pierwszy raz w Australii.

–No, to witamy w Down Under– rzucił przez okno na pożegnanie. –Tu wszystko jest inne, nawet mapa świata. Powodzenia – dodał, włą-czając głośno muzykę.

Ogromna machina ruszyła. Najpierw ociężale, a potem coraz szybciej. Pięć cystern z paliwem przetoczyło się obok Neo, pozostawiając za sobą tuman czerwonego pyłu. Usiadł na masce samochodu i zaczął wpatry-wać się w przestrzeń.

***

Srebrnypickup zwolnił i zaparkował tuż obok granatowej Toyoty. Neo zeskoczył na ziemię.

–Długo tu jesteś? – zapytała Sara, przytulając się.

–Trzy godziny.

–Dziękuję – mówiła, nie zdejmując głowy z jego szyi.

–Za co?

–Że zdecydowałeś się na tę podróż.

–Przecież chciałem.

–A co z Nicole? – odsunęła się i oparła o samochód.

–Została z Ying Wu w Patagonii. Pojedzie z nim do Chin, aby uczyć się

Raport Ziemia - Czas Snu

14

Kung Fu.

Sara objęła wzrokiem stepy.

–Wygląda tu, jak na Marsie. Nieprawdaż?

–Ale tam nie ma opali – zażartował. –A swoją drogą, gdzie one są? Żadnego nie widziałem, choć wpatruję się w ziemię od dłuższego czasu.

–Jeszcze 100 lat temu leżały luzem na powierzchni – roześmiała się roz-bawiona. –Wtedy mógłbyś znaleźć. Teraz ukrywają się pod naszymi nogami. Wkrótce zobaczysz mnóstwo dziur, hałd i huczących koparek. Maszyny wyglądają jak ogromne odkurzacze, które wysysają gruz na powierzchnię.

–W Coober Pedy?

–Tam jest ich najwięcej. Podobno 70 procent światowego wydobycia po-chodzi z tego miasteczka. Ale złoża ciągną się na obszarze 5 tysięcy ki-lometrów kwadratowych. Przynajmniej wszyscy tak twierdzą. Mnóstwo ludzi przyjeżdża tu, żeby kopać. Wielkie korporacje planują wydobycia na masową skalę – spojrzała na niego. –Wszyscy chcą mieć kamień, któ-ry zmieni ich życie.

–Kamień? – zapytał głucho i miał wrażenie, że wtapia się w jej oczy.

–Bryłka może kosztować nawet kilka milionów dolarów – odparła, nie spuszczając z niego wzroku.

–Skąd wiedzą, które? – czuł, że znika w jej spojrzeniu.

–Co które?

–Są wartościowe.

–Podobno im bardziej kolorowy i iskrzący kamień, tym jest cenniejszy – mówiła bardzo powoli. –Będziemy kiedyś razem? – szepnęła.

15

Raport Ziemia - Czas Snu

–Nie wiem.

–Boisz się? – nie spuszczała wzroku.

–Jedźmy już – odwrócił głowę, uciekając od odpowiedzi.

Sara usiadła za kierownicą. Przez chwilę jechali w milczeniu. Czasami nie trzeba mówić, aby rozumieć. Tak było i teraz. Oboje się bali. Nie tego, żeby spróbować. Ale tego, że im się nie uda. A potem stracą wszystko. Przyjaźń i rozum.

–I jak pierwsze wrażenia z Australii? – przerwał ciszę, gdy zbliżali się do Coober Pedy.

–Wszystko jeszcze przed nami – odparła wymijająco.

–O co chodzi? – zapytał, wyczuwając unik.

–Mama wynajęła jakiegoś tubylca, aby oprowadzał ją po okolicy.

–Po co?

–Powiedziała, że chce zobaczyć jadowite węże, krokodyle, kangury i dziobaka.

–Myślałem, że boi się takich widoków.

–Ja też jestem zaskoczona. To do niej niepodobne, zawsze piszczała na widok pająków.

–Ciekawe… – zamyślił się. A ojciec, co na to?

–Nie rozumie. Na razie podchodzi do wszystkiego z dystansem.

–Powiedz mi – Neo zaczął drążyć wątek z innej strony – jak wygląda sytuacja z tymi wężami? Dużo ich jest?

–Podobno 170 gatunków, z czego około 100 jest jadowitych, a 20 naj-bardziej jadowitych na świecie – mówiła poważnie, chcąc zobaczyć jego reakcję.

Raport Ziemia - Czas Snu

16

–Słodkie – stwierdził z przekąsem.

–Wiesz, że Nowa Południowa Walia przeżywa teraz horror?

–A co się dzieje?

–Od Brisbanedo Melbourne, łącznie na obszarze około 1000 kilome-trów, szaleją myszy. Miliony. Niszczą wszystko, co znajdą na swojej drodze. Mkną jak szarańcza. Atakują pola, stodoły, silosy zbożowe, sa-mochody. Wtargnęły do szkół, sklepów, domów i szpitali. Gryzą ludzi – wymieniała ciągiem.

–Skąd ich tyle?

–Niektórzy mówią, że to z powodu obfitych zbiorów zbóż. Po kilku la-tach suszy były ulewne deszcze, wszystko rosło, a gryzonie zaczęły się rozmnażać. Ale najgorsze jest to, że one ściągną wkrótce węże. Mówi się o całej armii węży, która lada moment ma się pojawić. Teraz rolnicy uszczelniają drzwi specjalną gumą, a okien w ogóle nie otwierają.

–Dlaczego nie użyją trucizny?

–Stosują bromadiolon, ale ekolodzy alarmują, że zawarty w ciałach my-szy zabije także orły i sowy. Choć muszę powiedzieć, że tutaj dzieje się coś dziwnego – rzuciła na niego okiem.

–Co masz na myśli?

–To kolejna plaga, która nawiedziła Australię w tym roku. W lutym wal-czyli z nietoperzami. Było ich tak dużo, że zasłaniały niebo. Na przy-kład doInghamw Queensland codziennie rano przylatywało ponad 300 tysięcy, podobnie jak do Charters Towers. Gałęzie łamały się pod ich ciężarem, a one zanieczyszczały miasto odchodami. Roznosiły choroby. Kilka osób zmarło, bo zaraziło sięlyssawirusem, który wywołuje wście-

17

Raport Ziemia - Czas Snu

kliznę u nietoperzy. Ludzie bali się wychodzić z domów. Tu się mówi o biblijnych plagachNeo – mówiła Sara, trzymając kierownicę.

–Może nie będzie tak źle – odparł, spoglądając w jej stronę.

–No nie wiem – zamyśliła się.

Wjechali do Coober Pedy. Widok miasteczka nie powalał z nóg. Niskie domy i jakiś sklep zatopione były w kolorycie pustynnego klimatu. Ci-sza i znowu sucha, czerwona gleba. Najwidoczniej wszystko, co żyje i ma wartość, ukryte jest pod ziemią – pomyślał Neo, spoglądając na rury wentylacyjne wystające z pagórków.

–Ciekawe, jak wygląda to podziemne miasto… – zastanawiał się, gdy wjeżdżali

***

Hotelowepokoje przypominały betonowe parkingi wyściełane wykła-dziną, lecz mimo to były przyjemne i dość oryginalne. Brak okien w zu-pełności rekompensowany był przez ciepły wystrój. Surowe ściany i su-fity pomalowano na beżowo lub żółto. Kolorytu przestrzeni dodawały niskie, drewniane boazerie, dobrej jakości meble, obrazy oraz kolorowe poduszki i firanki w drzwiach. Po całodziennej podróży nie potrzebo-wał nic więcej. Wziął kąpiel i natychmiast zasnął. Po trzech godzinach obudził go dzwonek telefonu. Sara z rodzicami zaprosili go na kolację do ukrytej w podziemiach restauracji.

–Pod powierzchnią jest cala infrastruktura – mówił ojciec Sary, podnosząc kieliszek z winem. –Domy, mieszkania, supermarket, bank,

Raport Ziemia - Czas Snu

18

Coober Pedy.

19

Raport Ziemia - Czas Snu

Coober Pedy.

Kamienie Opalu.

Raport Ziemia - Czas Snu

20

Podziemny hotel i kaplica w Coober Pedy.

21

Raport Ziemia - Czas Snu

szpital, poczta, służby ratunkowe – wymieniał. –Żyje tu połowa miesz-kańców miasta.

–To znaczy, ile osób? – zapytał Neo.

–Coober Pedy liczy około 2,5 tysiąca mieszkańców.

–Sami Austalijczycy?

–Skąd. Jest tu 45 narodowości – odparł. –Podobno najliczniejszą grupę stanowią emigranci z południowej i wschodniej Europy, choć faktycznie wielu jest też Australijczyków, których skusiły wysokie zarobki w kopal-niach.

–Kto wpadł na pomysł, aby wybudować miasto pod ziemią? – zapytała Sara.

–Żołnierze powracający z frontu po I Wojnie Światowej – odpowiedział. –Potem pomysł podchwycili górnicy.

Gdy podano jedzenie, atmosfera nagle się popsuła. Ni stąd ni zowąd Kler oznajmiła, że przedłużyła pobyt w mieście o dwie noce.

–Jak to? – oburzyła się Sara. –Przecież miał być tylko dzień. Pojutrze mieliśmy wyruszyć do Uluru, świętej góry Aborygenów, a stamtąd do Alice Springsi do Canberry. Zabraknie nam czasu. Tata musi stawić się na konsylium 15 czerwca – argumentowała.

–Wyjedziemy za trzy dni – powiedziała dosadnie Kler. Widać było, że jest zdesperowana i nie zmieni swojej decyzji.

–Ale dlaczego to zrobiłaś? I to w dodatku bez uzgodnień z nami! – py-tała coraz bardziej zdenerwowana i rozżalona.

–Jarrrahow ma pokazać mi kilka ważnych miejsc Aborygenów. Obiecał, że nakręcę warana wielkiego.

Raport Ziemia - Czas Snu

22

–Co takiego? – Sara otworzyła szeroko oczy.

–To największa jaszczurka Australii. Ma prawie 2 metry długości – tłu-maczyła jej matka.

–I na to potrzeba dwóch dodatkowych dni?

Kler nie skończyła jeść kolacji. Wstała i poszła do swojego pokoju. Chwilę potem podniósł się John.

–Pójdę za nią i zobaczę, co się stało – powiedział.

Kłótnie potrafią wybuchnąć o nic. Wystarczy słowo lub dwa, aby roz-kręcić lawinę złych emocji, którą nie sposób potem zatrzymać. Dlatego John i Neo robili wszystko, aby nie ziścił się czarny scenariusz tej podró-ży. Pobyt w Australii okupiony był mnóstwem zabiegów organizacyj-nych. John był cenionym, międzynarodowym autorytetem w zakresie neurologii i psychiatrii. Na konsylium w Canberrzemiał przedstawić najnowsze wyniki badań dotyczące wpływu pandemii na psychikę czło-wieka. Postanowił połączyć wyjazd służbowy z kilkudniową wycieczką po Australii. Chciał odpocząć. Dlatego też, na wszelkie sposoby pragnął uniknąć kłótni i pierwszy interweniował. Przesłał do Sary sms–a z proś-bą o tolerancyjność. Pisał, że nie rozumie do końca Kler, ale kompro-misy są konieczne. Potem sprawy w swoje ręce wziął Neo. Objął Sarę i poszedł z nią na nocny spacer po Coober Pedy.

–Widocznie mamie bardzo zależy, aby nakręcić tego warana – mówił łagodnym głosem, choć sam nie do końca potrafił wytłumaczyć postę-powanie Kler. Sara przyjmowała wszystko ze spokojem i niewiele się odzywała. Praktycznie ograniczała się do powtarzania dość utartych

23

Raport Ziemia - Czas Snu

zwrotów typu: pewnie masz rację; rozumiem, że tak trzeba czy teżnie chcę kłótni.To sprawiało, że Neo uwierzył w jej dobre intencje oraz w to, że koniec końców wszystko ułoży się pomyślnie.

Przy wielkiej hałdzie ziemi przycisnął ją mocno do siebie i pocałował we włosy. I nagle wszystko się zmieniło. Sara przestraszonym wzrokiem spojrzała mu w oczy.

–Czy przyglądałeś się Aborygenom? – zapytała głucho.

Na początku nie zrozumiał o co jej chodzi i nie potrafił połączyć pytania z obecną sytuacją. Dopiero po chwili doszło do niego, że nawiązuje do Jarrrahowa, czyli tego tubylca, który ma pokazać Kler warana.

–Kręciło się kilku na lotnisku – odparł. –Nie zauważyłem w nich nic nadzwyczajnego.

–Ale ten jest inny.

–To znaczy?

–On ma w oczach dzikość – szepnęła. –Poza tym maluje ciało. Wygląda, jakby szedł na wojnę lub odprawiał jakieś rytualne obrzędy. Wszędzie chodzi z wyrzeźbionym kawałkiem drewna.

–Może oni tak po prostu mają – uspokajał ją Neo, przywierając policz-kiem do jej skroni. –To w końcu inna rasa.

–Ma też bardzo szeroki nos i wystającą szczękę – mówiła, odsuwając się. –Czy widziałeś kiedyś zęby Aborygena? – zapytała, przeszywając go wzrokiem.

–Nie, nie widziałem – odparł spokojnie, choć w głębi serca poczuł, że coś jest nie tak. Przypomniał sobie twarz Nicole w Argentynie. Wyglą-dała podobnie, gdy mówiła o duchach przeszłości. Czyżby kobiety takie

Raport Ziemia - Czas Snu

24

były… – przeszło mu przez myśl. –Podatne na mistycyzm, jakąś tajem-niczą aurę miejsc?

–Oni nie byli uznawani za ludzi – ciągnęła Sara.

–Jak tonie byli?

–Prawo definiowało ich jako zwierzęta. Dopiero w 1967 roku zostali wykreśleni z Księgi Fauny i Flory. Wtedy uznano, że posiadają własną wolę – mówiła przejęta.

–To niemożliwe.

–Możliwe, Neo. Chodź ze mną. Wiem, gdzie on mieszka. Pokażę ci, jak wygląda.

–Przestań Sara – powstrzymywał ją.

Lecz ona chwyciła jego dłoń i poprowadziła w kierunku parterowego domu, dwie ulice dalej. Tam skryli się za wielkim kontenerem i patrzyli na barak, w którym paliło się światło.

–Tam dzieje się coś niedobrego – szeptała. –Czuję to.

W pewnej chwili drzwi baraku otworzyły się i Aborygen wyszedł na zewnątrz. Neo musiał przyznać, że był inny. Przede wszystkim prawie goły i pomalowany. Niespokojnie poruszał się po podwórzu, co chwilę spoglądając za siebie. W końcu wszedł do domu i zamknął drzwi.

–Co on robi w tym baraku? – zapytała cicho Sara, wystawiając głowę zza kontener.

Nagle zerwała się z miejsca i pobiegła w tamtą stronę. Neo prze-łknął ślinę i poczuł, jak ciarki przechodzą mu po plecach. Przeska-kiwał wzrokiem pomiędzy barakiem a domem Aborygena. Z każdą sekundą denerwował się bardziej i miał wrażenie, że czas ciągnie się

25

Raport Ziemia - Czas Snu

w nieskończoność. Po kilku minutach Sara zdyszana wybiegła na po-dwórze i stanęła obok niego.

–Serce wali mi jak oszalałe – mówiła drżącym głosem, przywierając ple-cami do kontenera.

–Co widziałaś?

–Trzyma tam węże, pająki i jakiegoś smoka.

–Smoka?

–Tak. Zrobiłam zdjęcie. Sara podniosła klapę pokrowca i nacisnęła przycisk w smartfonie, z którego nagle rozbłysło światło. Przestraszona, szybko zamknęła wieczko. Idź tam – powiedziała – i sam zobacz.

Neo drgnął. Nie chciał wchodzić do baraku, zwłaszcza gdy był tam smok.

–Poczekaj – szepnął zakłopotany, po czym przykucnął i zawiązał jeszcze raz buty. Grał na czas licząc, że Aborygen wyjdzie z mieszkania i uda-remni ten nieodpowiedzialny wyczyn. Jednak Sara popchnęła go w stro-nę podwórza. Rozejrzał się więc wokół, szybko wbiegł do baraku, a jesz-cze szybciej stamtąd wrócił.

–Nie ma go tam – wycedził przez zęby. –Klatka pusta, a drzwiczki otwarte.

Odruchowo rozejrzeli się dookoła. Nic nie zauważyli.

–Spieprzajmy stąd! – krzyknął i oboje, niczym strzała, pomknęli w stro-nę hotelu.

Zatrzymali się dopiero w pokoju. Sara zamknęła drzwi, drżącą ręką wy-jęła aparat i wyświetliła zdjęcie.

–Przecież to olbrzym! – krzyknął Neo. –Cały pokryty łuskami.

Raport Ziemia - Czas Snu

26

Ma kilka metrów długości.

–Mówiłam ci, że smok – wbiła wzrok w jego oczy.

–Co to jest?

Zaczęli przeszukiwać internet.

–Waran z Komodo – powiedział po chwili Neo. –Największa żyjąca jaszczurka na Ziemi. Nazywają ją smok, a gatunek ten pojawił się na świecie około 3,8 miliona lat temu.

–Czy jest niebezpieczna? – Sara spojrzała na ekran jego smartfona.

Waran z Komodo.

27

Raport Ziemia - Czas Snu

–Ma gruczoły jadowe pod szczęką, które powodują powolną śmierć – czytał Neo.

–W kontakcie ze śliną lub jadem warana człowiekowi zmniejsza się ciśnienie i krzepnięcie krwi. Ofiara wykrwawia się, traci przytomność bądź umiera z powodu zakażenia ran.

–Co jeszcze piszą? – pytała blada, siadając na krześle.

–Mięsożerca, kanibal, uderza z siłą dwóch ton, nie ma naturalnych wro-gów i potrafi upolować ofiarę 10–krotnie większą od siebie.

Raport Ziemia - Czas Snu

28

–To wszystko?

–Nie. Może rozmnażać się poprzez partenogenezę, czyli dzieworódz-two.

–Czyli nie potrzebuje plemnika?

–Na to wygląda – odparł Neo.

–Co robimy?

–Musimy powstrzymać twoją matkę przed spotkaniem z Aborygenem.

–Ale jak? Ona nie da się przekonać. Wygląda tak, jakby żyła w innym świecie – mówiła Sara, spanikowana.

Marzenia senne na jawie

– to nadzieja.

Arystoteles

Spis treści

Australia _______________________________ 7

Niebezpieczne emocje____________________ 29

Totemiczni potomkowie__________________55

Ścieżki Pieśni__________________________ 75

Zagubieni_____________________________ 93

Atomy Miłości_________________________ 111

Czas Snu _____________________________ 125

Seria książek Raport Ziemi obejmuje również pozycje:

Dostępne na internetowych platformach sprzedaży:

Patron medialny:

www.bpc–group.pl

www.bpc–guide.pl

Aborygeni, rdzenni mieszkańcy Australii chcą cofnąć czas na Ziemi o kilka tysięcy lat. Za pomocą rytuałów przenoszą się do „Czasu Snu”. Okazuje się, że mistyczna czasoprzestrzeń wciąga coraz więcej ludzi i Duchów. Aby powstrzymać proces, Neo musi również do niej wejść.