Cybernights - Agata Rzeźnik - ebook
NOWOŚĆ

Cybernights ebook

Rzeźnik Agata

0,0

19 osób interesuje się tą książką

Opis

Nostris to miasto barw spowite mrokiem systemu, który podzielił społeczeństwo na trzy kręgi: Alfę, Betę i Gammę. Pierwszy z nich zamieszkują obywatele z wysokim potencjałem, a w ostatnim egzystują wyrzutki bez szans na lepszą przyszłość.

 

Riveka Garcia urodziła się w Gammie, ale System zakwalifikował ją jako mieszkankę Bety i przydzielił zawód śledczej. Jej wygodne życie kończy się, gdy narkotyk na bazie krwi zaczyna terroryzować obywateli Alfy i doprowadzać do samobójstw. Niewygodna sprawa zmusza Rivekę do złamania prawa, zaciągnięcia długu, a nawet doprowadza do śmierci bliskiej jej osoby.

 

By uniknąć konsekwencji, śledcza ucieka do rodzinnego kręgu Gamma, gdzie dogania ją przeszłość, jej drogi krzyżują się z tajną organizacją, a usta stykają się z ustami mężczyzny, którego nienawidzi od pierwszego spotkania.

 

Sprawa narkotyku z Alfy nie daje jednak o sobie zapomnieć, a na szali znajduje się nie tylko życie Riveki, ale również przyszłość całego Nostris.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 294

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tej autorki w Wydawnictwie WasPos

Serce hartowane lodem

Cybernights

Wszystkie pozycje dostępne również w formie e-booka

Copyright © by Agata RzeźnikCopyright © by Wydawnictwo WasPos, 2026All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Kinga Szelest

Korekta: Aneta Krajewska

Projekt okładki: Adam Buzek

Zdjęcie na okładce: Gemini AI

Ilustracje przy nagłówkach: pngtree.com

Ilustracja wewnątrz okładki: © by Conny Schneider on Unsplash

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]

Wydanie I – elektroniczne

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w Internecie

ISBN 978-83-8290-998-2

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

PROLOG

Po pewnym czasie zapach gnijącego mięsa, fekaliów i benzyny wsiąkał w skórę. Mimo to Riveka nie widziała sensu w marnowaniu wody na prysznic, by akurat w ten dzień prezentować się nienagannie. Przecież test dopasowania stanowił formalność dla każdego dzieciaka w Nostris. Po co się szorować, skoro zaraz na nowo miała przesiąknąć znaną jej od lat wonią?

Przyszło jej żyć w mieście, w którym w wieku dziesięciu lat każdy poznawał scenariusz na dalsze życie. Mieszkańcy Gammy nie liczyli jednak na spektakularny wynik testu dopasowania mogący im zapewnić przeniesienie do innego kręgu. Rivekę nawet nie kusiły wizje przyszłości w Becie czy Alfie, gdzie podobno było czyściej i bezpieczniej, ale społeczeństwo zatracało się w wyścigu szczurów.

W ten dzień młodszy brat zaplótł jej warkocze. Oba biły ją po twarzy, gdy biegiem przemierzała uliczki. Czasami nadepnęła na jakiś śmieć, jej i tak brudne buty raz utonęły w kałuży po kwaśnych deszczach, ale najważniejsze, że nadążała za rówieśnikami. Przypominali stado mięsożernych dziesięciolatków wypuszczonych z izolatki. Riveka zapamiętała parę obrazków z komiksu, które przywłaszczyła sobie po starszym bracie. Czuła się niczym główny bohater, choć wcale nie była przywódczynią zdziczałego stada.

Splunęła pod nogi, kiedy do jej nozdrzy dotarł smród czyjegoś ciała. Mężczyzna zalegający na ulicy dynamicznie gestykulował, a Riveka pokazała mu środkowy palec. Może jej krąg był zbiorowiskiem ćpunów, sierot i psycholów, ale gdy miało się głowę na karku, szło sobie tutaj poradzić.

Przed ośrodkiem badawczym zebrało się już sporo innych dziesięciolatków. Niektórzy przyszli z rodzicami czy starszym rodzeństwem, inni, tak jak ona, po prostu chcieli mieć już formalności za sobą i powrócić do podwórkowych zabaw najszybciej, jak się dało.

– Kto będzie korposzczurem?! – wydarł się Nivat, jej kumpel z kamienicy.

– Nikt nie będzie! – odwrzeszczeli mu pozostali, a potem wszyscy splunęli na ziemię.

Riveka podążyła ich śladem. Dzień dopasowania wzbudzał w nich coś, co określiłaby tożsamością kręgową. Nikt nie chciał być korposzczurem ani mieć predyspozycji do jakiegokolwiek zawodu związanego z życiem w Becie lub Alfie. Oni byli z Gammy, i byli z tego dumni.

Kolejne dziecko wyszło z ośrodka w towarzystwie swojego rodzica. Riveka kątem oka obserwowała dwóch badaczy w fartuchach, którzy ją również posadzą na krześle, podadzą jakieś serum, a potem przeskanują mózg i zbadają DNA.

Zaraz stanie się pełnoprawną mieszkanką Gammy.

Kilka minut później Nivat wybiegł z ośrodka, wykrzykując coś niezrozumiałego. Echo jego głosu odbijało się w sercu Riveki, a to zaczęło bić jeszcze szybciej, gdy została wywołana. W końcu nadeszła jej kolej.

Po przekroczeniu progu do nozdrzy dotarła drażniąca woń substancji dezynfekujących. Znała ten zapach z piwnicy sąsiada, bo ten podobnym świństwem odkażał jej rękę przed zszyciem skóry. Rivece pozostała blizna, która pewnie nie pojawiłaby się po zabiegu certyfikowanego medyka.

Ośrodek badawczy rzeczywiście wydawał się najbardziej absurdalną częścią Gammy. Czystość raziła Rivekę po oczach, a otaczająca ją biel najpewniej nie wynikała wyłącznie z kaprysu. Każda substancja, która znalazła się na ścianie lub podłodze, pozostawała widoczna, jakby ośrodek nie mógł sobie pozwolić na zmarnowanie żadnej próbki.

– Och, chodź!

Jeden z badaczy chwycił ją za kołnierz bluzy i pociągnął w stronę kolejnego pomieszczenia. Nim Riveka się obejrzała, siedziała już na fotelu, a do jej skroni doczepiono elektrody. Ugryzła się w język, kiedy poczuła ukłucie na lewym płatku ucha.

Z ekscytacji machała nogami w powietrzu, od czasu do czasu potrącając kobietę szykującą dla niej zastrzyk. Jej gładka skóra wydawała się Rivece niedorzeczna. Zero zadrapań, wyprysków czy blizn. Dziewczynka chciała również dotknąć cybernetycznego oka kobiety; jego jasnoniebieski blask odbijał się od strzykawki.

Dane Riveki wyświetliły się na ekranie obok. Bioczip zdradził jej wiek, imię, nazwisko, datę urodzenia, grupę krwi. Zanim stanie się oficjalną mieszkanką Gammy, musi znieść jeszcze te wszystkie durne procedury i formalności.

– Ilu masz braci, Riveko? – zapytała kobieta.

Dziewczynka westchnęła.

– Teraz jednego.

Badaczka wystawiła dłoń.

– Ile widzisz palców?

– Dwa.

– Imię twojej matki?

– Zerma.

Na ekranie pojawił się komunikat informujący o funkcjonowaniu fal mózgowych.

– Minimalnie podwyższony poziom stresu oraz dobry poziom koncentracji. Zuch dziewczyna z ciebie, Riveko – powiedział mężczyzna. – Podamy ci serum, które pobudzi mózg. Zbadamy wtedy twoje fale mózgowe i wyśledzimy, które obszary wykazują największą reakcję na podaną substancję. W ten sposób znajdziemy twoje mocne strony, jasne?

Riveka przytaknęła, obserwując pulsujące na ekranie wykresy. Kombinacja kolorów przyciągała wzrok i pewnie zafascynowała niejednego dziesięciolatka podczas testu.

– Możesz potem odczuwać mdłości i senność. Zawroty głowy powinny ustąpić po upływie kilku godzin – powiedziała badaczka.

Po wstrzyknięciu serum Riveka zaczęła rytmicznie uderzać palcem o podłokietnik fotela. Nim się zorientowała, dźwięk ucichł, a jej mięśnie się rozluźniły.

Nikt dobrze nie pamiętał, co działo się podczas dopasowania. Riveka słyszała multum wersji jednej historii, ale każda z nich miała ten sam finał. Podobno po chwili wracało się do rzeczywistości, a pierwszą informacją, jaką się słyszało, był wynik testu.

Równie dobrze mogłaby spać, choć w trakcie snu raczej nigdy nie skupiała się aż tak mocno na ciemności wokół siebie. Nie miała już ciała, ale jej świadomość wciąż istniała, może to sama Riveka przybrała postać tej ciemności.

Gdzieś pośrodku niczego dostrzegła kontury komiksów, które czytała dziś rano. Poczuła obecność Ikeniego, lekkie szarpanie za włosy w celu ich zaplecenia na tyle, na ile pozwalała wprawa ośmioletnich dłoni.

– Okej, już po wszystkim.

Riveka podskoczyła na fotelu, choć głos badaczki brzmiał spokojnie, wręcz monotonnie. Wpatrywała się w ekran przed sobą, przyglądając się statystykom, których Riveka nie potrafiła przeanalizować. Jej głowa była ociężała, ledwo potrafiła odróżnić litery od cyfr.

– Podejdź tutaj. – Badaczka machnęła ręką w stronę swojego kolegi.

Mężczyzna poprawił biały fartuch, a potem nachylił się nad ekranem.

Dość długo przyglądał się statystykom w milczeniu. Riveka natomiast chciała powiedzieć cokolwiek, ale trudno jej było skleić proste zdanie. Język stał się sztywny.

– Ano, zdarza się. Rzadko, ale się zdarza – powiedział mężczyzna. – Tutaj w sumie jest to kwestia dwóch procent. – Mężczyzna spojrzał na Rivekę z delikatnym uśmiechem na twarzy. – Zostałaś zakwalifikowana do kręgu Beta.

Stan Riveki zdawał się szybko powracać do normy, lecz wraz z tymi słowami poczuła, jak zapada się w fotelu.

– B-B-Beta… – wydukała.

– Zaraz dojdziesz do siebie. Zostaniesz w ośrodku do czasu, aż zjawią się po ciebie pracownicy departamentu socjalizacji.

Riveka usiłowała poruszyć nogą albo ręką. Przychodziło jej to z trudem, ale odzyskanie sił z każdą kolejną sekundą wydawało się możliwe.

– Niby kwestia dwóch procent, ale spójrz na cechy wrodzone i nabyte – poprosiła badaczka. – Reakcja hipokampa wskazuje na doskonałą pamięć długotrwałą, przyda się przy analizach z danymi przychodzącymi. Zdolność do zachowania spokoju podczas niekomfortowych sytuacji również jest wyższa. Połowa dzieciaków się przecież wyrywa. To obiecująca kombinacja, przynajmniej jak na Gammę – mruknęła kobieta, nie odrywając wzroku od ekranu.

Riveka napięła mięśnie i nim się spostrzegła, wylądowała na ziemi.

– Ach, nie uciekaj. – Mężczyzna doskoczył do niej, by ją podnieść. – Nie wracasz dziś do domu, Riveko. Za pół godziny zostaniesz przeniesiona.

Kolejne słowa dały jej zastrzyk energii, a właściwie motywację do działania. Ugryzła badacza w rękę. Jego krzyk rozniósł się po pokoju, dezorientując kobietę z niebieskim okiem. Riveka chwiejnie podźwignęła się na nogi i mimo zawrotów głowy udało się jej przemierzyć niewielki odcinek.

Wypadła z ośrodka, napotykając spojrzenia innych dzieci oczekujących na swoją kolej. Grupka znajomych czekała na Rivekę kawałek dalej, przykuwając uwagę swoimi doniosłymi okrzykami.

– Riv! – zawołał Nivat.

Chociaż wzrok ciągle się nie wyostrzył, Riveka wiedziała, że kumpel z kamienicy macha właśnie do niej.

– Serum cię tak poturbowało? Co ty odwalasz?

Dotarło do niej, że klęczy. Tym razem nie miała siły się podnieść, nawet jeśli w dużej mierze odzyskała już kontrolę nad własnym ciałem.

Przecież miała być mieszkanką kręgu Gamma. Przecież brat będzie chciał jej rozpleść włosy przed pójściem spać. Musiała wrócić do domu.

Ktoś pochwycił ją pod pachami, a uścisk okazał się na tyle mocny, że Riveka nie przypisałaby go żadnemu badaczowi. Najpewniej wezwano ochronę.

Przecież miała należeć do Gammy.

Nivat już się nie uśmiechał, jego dłoń zastygła w górze, jakby czas się zatrzymał. Zanim Rivekę wciągnięto z powrotem do ośrodka i zamknięto główne drzwi, wspomnienie zdezorientowanych przyjaciół zdążyło wyraźnie zarysować się w jej umyśle.

A potem już tylko wrzeszczała, tym razem nie dla zabawy, ale z rozpaczy.

ROZDZIAŁ 1

15 lat później…

– Nie mógł się zabić tak jakoś… no nie wiem… bez bałaganu?

Rozpryśnięty na ścianie mózg ułożył się we wręcz artystyczny wzór, jakby jego właściciel chciał zostawić żywym ostatnią wiadomość w niepowtarzalnym stylu.

W mieszkaniu okropnie śmierdziało, więc Riveka doceniała, że w weekend skończyło się na dwóch drinkach w klubie. Inaczej zwymiotowałaby od razu po przekroczeniu progu mieszkania niespełnionego artysty.

– No, śmierdzi – przyznał Marcus, poprawiając maskę na twarzy. – Mieszanka dymu papierosowego, krwi i alkoholu. Gael, co ze sprzętem?

Jak na zawołanie pomieszczenie wypełnił rozbłysk światła, a z sąsiedniego pomieszczenia dobiegł znany Rivece odgłos oznaczający analizę danych. Zanosiło się na to, że będzie musiała się dziś wysilić.

– Skanowanie nie wykazało obecności substancji psychocybernetycznych w żadnym stanie skupienia – powiedział Gael, który zaszył się w sąsiednim pokoju. – Dokonam dodatkowych analiz. Rozejrzyjcie się, choć wątpię, że znajdziecie prochy. Nasz kopnięty artysta nie miał żadnych zapasów ulokowanych w swoim zagraconym gniazdku.

Riveka westchnęła. Marzył się jej powrót do ciepłego łóżka, ale przez jednego pieprzonego samobójcę będzie musiała zmusić się do myślenia, kiedy zazwyczaj o tej godzinie przewracała się na drugi bok.

– Czy artyści mają aż tak przejebane? – mruknęła, skupiając się na hologramie wyświetlanym na bransolecie. Przedstawiał on ścieżkę kariery ofiary.

Cyfry i litery przypominały ogromny bałagan. Na samą myśl, że będzie musiała je analizować, ogarniały ją mdłości. Jeżeli już miała zmotywować się do jakiegokolwiek działania, zaczęłaby od wyjrzenia przez okno. Mimo okoliczności budzący się do życia wewnętrzny krąg wciąż przyciągał uwagę swoim urokiem. Alfiaki miały słabość do bieli wieżowców oraz zieleni parków przeplatających się z szarym asfaltem, którego pas ciągnął się do pierwszego muru. Tuż za nim czekał krąg Beta, a w nim mieszkanie Riveki, z łóżkiem oraz ciepłą od jej ciała pościelą. Umysł śledczej wypełniły fantazje, lecz tylko na moment.

– Czy artyści mają przejebane? – podjął Marcus, poprawiając okulary z zaciemnionymi szkłami. – Czasami sobie coś napiszą, czasami namalują lub zaprojektują, ja też na ich miejscu myślałbym wyłącznie o rozwaleniu sobie głowy. My chociaż jak coś robimy, to widzimy początek i koniec.

– Co do broni, której użył… – odezwała się Belen, wychodząc z sąsiedniego pokoju. Nie odrywała wzroku od swojej bransolety, lecz płynnie wyminęła bałagan na podłodze. – To jakiś przestarzały model, nie produkują go od ponad dwustu lat.

Riveka podeszła do najbliższego okna. Delikatnie odsunęła posrebrzaną zasłonę z materiału tak cienkiego, że równie dobrze mógłby się rozerwać pod opuszkami jej palców, i spojrzała na miasto przed sobą. Krąg Alfa wciąż pozostawał cichy, z zewnątrz dochodził tylko odgłos robotów czyszczących ulice, które wkrótce zapełnią się mieszkańcami. Większość z nich ruszy do biur korporacji, warsztatów artystycznych czy siedzib najważniejszych departamentów.

– Drugi pokój jest zagracony przedmiotami z różnych dekad. Artysta musiał być kolekcjonerem antyków – mruknął Gael, lokując się w kącie pokoju z laptopem na kolanach. – Ten model broni nawet nie jest już dostępny na liście departamentu bezpieczeństwa. Te całe rewol… rewolw… Ach! Rewolwery! Na świecie pozostało równo osiemdziesiąt pięć sztuk i prawie wszystkie można oglądać na wystawach w muzeach.

– Niby to prehistoryczny model, a jednak ciągle działał. – Belen parsknęła. – Może kupił go na jakiejś aukcji nie tylko ze względu na zainteresowania, ale również po to, by mieć wyjście awaryjne. Nie szło mu przypadkiem źle w robocie?

– Tu masz rację. Departament kultury i innowacji odrzucił wszystkie jego projekty w ciągu ostatnich dwóch miesięcy.

Riveka nie przysłuchiwała się już dalszej rozmowie, bo posrebrzana zasłona, mieniąca się w promieniach wschodzącego słońca, całkowicie zaabsorbowała jej uwagę. Jako mieszkanka środkowego kręgu niemal skażała drogocenność materiału, nawet poprzez gumowe rękawiczki. Skoro jednak już miała okazję, postanowiła wykorzystać ją jak najlepiej, chociażby dla dobra śledztwa.

Dwukrotnie zacisnęła powieki, a dodatkowe soczewki się uaktywniły. Zamrugała, próbując załagodzić narastające pieczenie gałek ocznych. Widok przed nią nabrał klarowności do tego stopnia, że połyskujący materiał przeobraził się w chropowatą teksturę o wręcz neonowym odcieniu. Oczy zaczęły jej łzawić, lecz zdążyła wychwycić skazę na tkaninie. Brunatna barwa nawet przy użyciu soczewek była ledwie dostrzegalna.

– Krew wsiąknęła w materiał zasłon – oświadczyła Riveka. – Według analizy rozbryzg sięgnął dwóch metrów, więc krew nie przefrunęłaby kolejnych trzech.

Belen podeszła do zasłon i przyjrzała się ich tkaninie. Riveka wiedziała, że jej pełne usta schowane pod maską właśnie się wydęły. W czerwonych oczach kumpeli z oddziału pojawił się błysk, charakterystyczny dla fanów mediów społecznościowych i najnowszych trendów.

– To ten ekskluzywny materiał z Alfy, który pochłania wszelkie substancje, na przykład brud z opuszków palców. Dzięki niemu zasłony zawsze wyglądają pięknie i podkreślają grę świateł.

– Oby moja żona ich nie wyhaczyła, bo wypłata z tego miesiąca pójdzie się jebać – mruknął Marcus, chwytając kawałek materiału cybernetyczną kończyną. – Wracając… nawet nie mamy pewności, że to krew naszego artysty.

Cybernetyczna kończyna Marcusa przyciągała uwagę wszystkich jego podwładnych, w tym Riveki. Plotki głosiły, że Marcus podczas jednej akcji świadomie poświęcił się aż zanadto. Czasami zastanawiała się, czy rzeczywiście nie byłoby lepiej stracić rękę na służbie, by departament śledczy zainwestował dla niej w nową kończynę. Nie, jednak cybernetyzacja na takim poziomie do niej nie przemawiała. Nie chciała się budzić z zimnym metalem przy policzku. Gładka skóra była o wiele przyjemniejsza, a poza tym nie tylko ona czerpała z niej korzyści. Rahema nie wpuściłaby jej do łóżka z metalowym ustrojstwem wbudowanym w ciało.

Marcus przyłożył nadgarstek do zasłony, rozpoczynając skanowanie. Jasnoniebieski laser przejechał po materiale z każdej strony. Nawet Gael oderwał się od swojego laptopa, oczekując rezultatów badania.

– No i co? – podjęła Riveka.

Wiedziała, że skanowanie potrwa jeszcze kilka sekund, ale chciała udawać zainteresowaną. Marcus nie odpowiadał, a reszta nie dociekała, jakby wynik miał zależeć od panującej ciszy.

– Aha – burknął Marcus.

– Co „aha”? – przedrzeźnił go Gael. – Szefie…

– Pewnie jej nie naładował. – Riveka parsknęła.

Odpowiedziało jej tylko mamrotanie sfrustrowanego Marcusa. Przeważnie odbijał piłeczkę, którą mu rzucała, i śledztwa przebiegały w o wiele zabawniejszej atmosferze. Dziś wyglądało na to, że zanudzi się tutaj przez jakiegoś niespełnionego artystę.

– To jest krew, a jednocześnie nie jest. Tu są ślady cybersubstancji.

– Czyli to typowa krew ćpuna – stwierdziła Belen.

– Właśnie nie, te substancje są… nierozłożone.

Riveka stanęła tuż za Marcusem, by przyjrzeć się wynikom. Może jednak się zaangażuje.

– Och, Riv! Nie uwieszaj się tak na mnie, jest tu dość gorąco.

– Wybacz, staruszku. To śledztwo tak mnie pochłonęło, że chciałam dokładnie przyjrzeć się świeżym danym.

Jak na zawołanie bransoleta Riveki zawibrowała, a bioczip powiadomił ją, że właśnie otrzymała wyniki również bezpośrednio do mózgu. Danych było tak dużo, że ogarnęły ją zawroty głowy. Nie tylko ją, reszta oddziału również się skrzywiła. Dostrzegła strużkę śliny w kąciku ust Gaela.

– Macie – warknął Marcus. – Wykorzystajcie to porządnie. Gael – spojrzał w stronę bioinformatyka – sprawdź, czy krew prowadzi do jakiegoś człowieka. Skan nie potrafił tego wykryć.

– Czyli jednak twoja rąsia jest nienaładowana – mruknęła Riveka, przyglądając się danym wyświetlanym przez bransoletę.

Marcus odburknął coś, że jego kończyna nie może się rozładować, ale ona już skupiła się na analizie. Rzeczywiście, cząsteczki zawierające cybersubstancje nie zostały rozłożone, jakby ktoś zmieszał je z krwią, którą pobrano od jakiegoś pacjenta lub zgarnięto spod zakrwawionego nosa awanturnika. Choć kariera Riveki w departamencie śledczym trwała już osiem lat, jeszcze nigdy nie spotkała się z takim przypadkiem. Nagle odechciało jej się spać.

– Muszę zrobić własne skany – poinformował Gael. – System się zawiesił przez liczbę danych. Chyba będzie trzeba iść z tym kawałkiem tkaniny do laboratorium.

– Chujowy dzień – mruknął pod nosem Marcus. – Ostatnio miałem takie problemy, kiedy wy wszyscy nosiliście jeszcze pieluchy.

– Och, staruszku, nie dołuj się! – podjęła Riveka. – Może przeanalizujemy sobie to, co dotąd mamy?

W pomieszczeniu rozległy się syczenie i odgłos trzepotu błoniastych skrzydeł. Gael uaktywnił dwa żuki, które dopadły zasłonę. Mechaniczne stworzonka za pomocą laserów odcięły niewielki kawałek materiału, a potem jeden z nich ułożył go w przygotowanym przez Gaela pojemniku. Posrebrzany materiał ciągle odbijał promienie wschodzącego słońca i Riveka oddałaby wiele, by móc sobie pozwolić na taki rodzaj domowych dekoracji. Obywatele Alfy mieli naprawdę dobry gust, a przynajmniej gust na miarę stanów ich kont bankowych.

– Osobiście zabiorę to do laboratorium – zaznaczył Gael, a potem spojrzał na Rivekę. – Chcesz coś dodać, Riv?

– Jestem ciekawa, co taka substancja robiła na zasłonach artysty. Mógł ją mieć na palcach, kiedy zasłaniał okna, tyle że na opuszkach ani pod paznokciami denata jej nie znaleźliśmy.

– Sugerujesz, że artysta przyjął ten narkotyk od kogoś, kto również miał z nim styczność, i nieświadomie ubrudził zasłony? Skan nie znalazł próbek DNA innej osoby w żadnym pomieszczeniu, artysta był samotnikiem – mruknęła Belen. – Właśnie, trochę już pracuję w tej branży, ale obecnie trudno mi stwierdzić, czy możemy tę substancję nazwać narkotykiem, czy krwią z dodatkiem narkotyków.

Wzdłuż kręgosłupa Riveki przeszedł dreszcz, nie miała jednak nic przeciwko ekscytacji wymieszanej z niepewnością. Na pytanie Belen nie zamierzała odpowiadać głośno. Pewnie każdy członek ich czteroosobowego oddziału formował w myślach jakąś teorię i być może wszyscy zmierzali ku pytaniu: czy ktoś podał samobójcy tę osobliwą mieszankę w postaci krwi?

– A co z przeciążonym systemem? Dlaczego zawiódł w takim przypadku? – zapytała Belen, poprawiając maskę na twarzy.

– Krwi nie przypisano do żadnego obywatela, co nie? A kto powiedział, że chodzi tu o jednego człowieka? – Riveka oparła się o ścianę, by skryć się przed promieniami słońca.

– Mieszanka krwi wielu osób plus cybersubstancje… – mruknął Marcus, odchylając maskę. Przejechał palcem wzdłuż czarnego wąsa. – Doświadczony narkoman raczej by to przemyślał, a co dopiero artysta, który wydaje się czysty.

Jeszcze raz spojrzał na ścianę, na której ostały się resztki ofiary. Ciało już przetransportowano do laboratorium w Becie i najpewniej wkrótce ich oddział otrzyma wyniki sekcji zwłok.

– Jeśli system zawiódł, musielibyśmy mówić o krwi tysiąca lub więcej osób – kontynuował Marcus.

– Coś w tym jest – zgodził się Gael. – System wykrył tylko jedną osobę, a właściwie stwierdził, że jej krew stanowi pięć procent mieszanki. Pozostałe dziewięćdziesiąt pięć jest zbyt mocno rozcieńczone.

– Któż to? – Belen usiadła tuż obok niego na podłodze. Jej czerwone oczy wręcz skrzyły się z ciekawości.

– Facet nie żyje od szesnastu lat, pochodził z Gammy.

– O proszę, czyli każdy krąg ma część innego, niezależnie, jak wielkim murem się je odgrodzi – mruknęła Riveka. – Kto to? Cyberpsychol, zabójca, pedofil?

Gael nie odpowiedział. Przejechał opuszkami palców po metalowym irokezie, jakby dopiero dziś dokonał takiej modyfikacji.

– Macie takie samo nazwisko, Riv.

Riveka chciała dezaktywować soczewki, by udawać zajętą, ale przecież już się z tym uporała. Trudno było jej przybrać jakąkolwiek pozycję, bo jej ciało mimowolnie się spięło.

– „Garcia” to popularne nazwisko chyba w każdym kręgu Nostris. – Wzruszyła sztywnymi ramionami.

– Quim Garcia, właśnie tak się nazywał.

Riveka lubiła, gdy podczas śledztwa czy spotkania integracyjnego uwaga raz na jakiś czas koncentrowała się na niej. Miała przecież dryg do żartów. Obecnie jednak spojrzenia znajomych z pracy stały się uciążliwe, nawet jeśli nie patrzyli po to, by ją speszyć.

– Gael, prześlij mi te dane – powiedział Marcus. – Zdobyliśmy wystarczająco dużo, więc ty i Belen możecie już iść.

Wywołani pospiesznie zebrali sprzęt, a potem opuścili pomieszczenie. Smród krwi i alkoholu stał się dla Riveki tak uciążliwy, że wyszła na balkon. Martwy artysta raczej nie będzie miał jej tego za złe, a poranne powietrze może zdoła utrzymać ją w rzeczywistości.

Marcus wyszedł tuż za nią.

– Jeśli to faktycznie twój krewny, odsuwam cię od tej sprawy, Riv.

Riveka zacisnęła pięści i spojrzała na niego przez ramię. Oczy ją zapiekły, lecz tym razem nie z powodu aktywowanych soczewek. I uwierzyć, że niedawno prawie dobrze się bawiła.

– Mój brat zmarł, jak miałam dziewięć lat. Dotąd myślałam, że chociaż jego pochówek był godny, nawet jak na warunki w Gammie.

Zaczęła krążyć po balkonie, ale nie przynosiło jej to wytchnienia. Ignorując procedury, zdjęła maskę z twarzy, a Marcus nawet jej nie upomniał.

– To świeża sprawa, Riv, będzie o wiele bardziej skomplikowana niż pozostałe. Nie mogę pozwolić, by ktoś w oddziale kierował się emocjami.

– Przecież ja i on nie jesteśmy już rodziną. – Odwróciła się, by spojrzeć na szefa oddziału. Mięśnie jej twarzy wydawały się odrętwiałe, ale mimo to zdołała się uśmiechnąć. – Od piętnastu lat jestem Riveka Garcia z Bety.

– Dobrze wiesz, że to tak nie działa.

Na ulicy w dole zaczęły pojawiać się pierwsze auta i motory. Alfa budziła się do życia. Riveka skupiła się na odgłosach Nostris, nawet na komunikacie informującym o pogodzie. Nigdy nie lubiła głosu bota, ale teraz w jakiś sposób pomógł jej się pozbierać.

– Skoro odsuwasz mnie od tej sprawy, nic tu po mnie – wymamrotała.

Bicie jej organicznego serca w miarę się ustabilizowało, choć umysł wciąż podsuwał obrazy z przeszłości. Quim wyzionął ducha na własne życzenie przez przedawkowanie, mimo to jego zwłoki nie powinny wpaść w niepowołane ręce. Przecież mieli go spalić, jak każdego innego obywatela. Może Riveka jako dziecko nie była zbytnio zaangażowana w sprawy pogrzebowe – choć kto by tego od niej oczekiwał? Obecnie dałaby się pokroić, by cofnąć się w czasie.

Jakim cudem krew Quima znalazła się na zasłonie artysty, mieszkańca Alfy – kręgu składającego się wyłącznie z obywateli najlepszej jakości? Co robił tutaj ślad po Quimie z Gammy?

Riveka miała się już tego nie dowiedzieć i ta myśl powoli zaczęła wyżerać ją od środka.

ROZDZIAŁ 2

– W ramach rekompensaty pijesz dziś na mój rachunek.

Propozycja nie brzmiała źle, zwłaszcza gdy po opuszczeniu mieszkania samobójcy Marcus, chcąc dodać Rivece otuchy, poklepał ją po plecach i oświadczył, że dziś ma prawo się nie ograniczać. Tak oto ich czteroosobowy oddział wylądował w jednym z lepszych barów w Becie. Grafitowy parkiet z płynnymi, brokatowymi drobinkami okazał się jednak przereklamowany, choć może tylko w oczach Riveki, ponieważ Belen zaspamiła już swoje media społecznościowe, chwaląc się, w którym barze spędza wieczór integracyjny.

Riveka doceniała wsparcie szefa i jego propozycję, nawet jeśli męczyła się z pierwszym drinkiem już drugą godzinę. Jej wzrok wędrował do niewielkich rys na szklanym stole, a czasem na niebo skażone miejskimi iluminacjami. Już dawno nie widziała go w tym najzwyklejszym, granatowym wydaniu. Na dachu dziesięciopiętrowego budynku mogła wizualizować je sobie do woli, czując na gołym karku chłód nadchodzącej nocy.

– Nie widać gwiazd, więc czego tam wypatrujesz?

Perfumy Belen uderzyły w nozdrza Riveki, kiedy kobieta przysiadła się i objęła ją ramieniem. Rozmazana szminka w kąciku ust najpewniej była pozostałością po przygodzie w łazience.

Riveka wzięła łyk rozwodnionego drinka, by dać sobie czas na odpowiedź.

No właśnie, czego ona tam wypatrywała? Nie doszuka się w zachmurzonym niebie odpowiedzi na pytania krążące wokół substancji z zasłony. Quim. Dlaczego, do cholery, musiało paść na jej starszego brata?

– Jak wysłali nas na wymianę do miasta obok, większość ludzi wyglądała właśnie tak jak Riv – podjął Marcus, który rozsiadł się w skórzanym fotelu naprzeciwko. – Tylko z pozoru wydają się spokojni, tak naprawdę bliżej im do zombie.

Gael gwizdnął, przygaszając papierosa. Światło z reflektora odbiło się od jego metalowego irokeza i na ułamek sekundy oślepiło Rivekę. Swoich włosów w kolorze maliny użyła jako zasłony, przy okazji wdychając zapach migdałowego szamponu.

– W Narmo, co nie? AI1 zniszczyła tamtych ludzi – powiedział Gael.

– Sami się zniszczyli, dzieciaku. Większość ludzi walczy tam o pracę, bo sztuczna inteligencja przejęła prawie każdą dziedzinę życia. Brak zajęcia i celu rekompensują sobie antydepresantami.

– Staruszek się uruchomił – mruknęła Belen.

– Co z tego, że po wejściu do kawiarni od razu mają podane ulubione espresso? System śledzenia AI to jak zaglądanie do kosza z bielizną waszej byłej i analizowanie, czy regularnie ją pierze. Nasze bioczipy przy tym to pikuś.

– Ach, staruszek się zbulwersował, bo w Narmo musiał zgolić brodę, po tym jak skaner uliczny uznał go za zdolnego popełnienia przestępstwa – mruknął pod nosem Gael, choć szło dostrzec, że tak naprawdę powstrzymywał się od wybuchnięcia śmiechem.

Marcus machnął na niego dłonią.

– Słuchaj, Riv.

Lekko uniosła głowę, próbując przywołać na twarz uśmiech.

– Tak, wiem, z moim podejściem obecnie mogłabym tam zamieszkać.

– Nie, może i nie masz dostępu do jednej sprawy, ale wciąż przydasz się w multum kolejnych. Pozbądź się tego poczucia bezsilności i skup się na tym, co jest w twoim zasięgu.

– Chyba że naprawdę się nie zmotywujesz, to wtedy miasta na czele z AI na pewno przygarną kolejnego zombiaka. Nie będziesz musiała myśleć, wstawać rano z łóżka, ale brać antydepresanty trzy razy…

– Dobra, rozumiem – burknęła. – Kiepsko wam dziś idzie pocieszanie.

– Nie wiń ich. – Belen westchnęła, przerzucając ciemne loki za plecy. – Chcemy ci pomóc, nie mamy jednak pojęcia, jak się czujesz. Nikt z nas nie zmieniał kręgu po teście dopasowania, a ty sama nigdy nie opowiadałaś o życiu w Gammie.

Riveka odstawiła szklankę, a ta stuknęła tak mocno, że reszta oddziału nachyliła się w kierunku ławy w poszukiwaniu pęknięcia.

Śledcza zaśmiała się gorzko.

Oficjalnie nic nie łączyło ją z Gammą od piętnastu lat. Czy to nie wystarczająco dużo czasu, by odciąć się od rodziny? Gael, Belen, a nawet Marcus nie mieli pojęcia, jak to jest przechodzić resocjalizację. Pewnie wierzyli w tę całą propagandę, że wybór Systemu rekompensuje wszelkie straty, bo przecież sam oferuje wiele. W jej przypadku bardzo wiele, bo przecież w Gammie nie prowadziłaby tak wygodnego życia.

„Użyteczność twoim kluczem do szczęścia” – coś takiego jej powiedzieli, gdy jako dziesięciolatka trafiła do placówki uczelnianej departamentu socjalizacji. Pierwszy raz widziała też wtedy nauczycieli, kolejnych reprezentantów kręgu Beta, których sylwetki w dwóch pozostałych kręgach można było tylko oglądać poprzez hologramy. Nauczyciele od wczesnych etapów edukacji mogli pomarzyć o możliwości poruszania się między kręgami, jaką dawał zawód śledczych, choć raczej wychodziło im to na dobre. Ci, których hologramy widziała podczas nauki w Gammie, krzywili się nad wyraz, współpracując z podopiecznymi.

Otrzepała skórzane spodenki, a potem podniosła się ze swojego miejsca.

– Doceniam waszą marną próbę pocieszenia. Teraz już się zbieram.

– No weź! – krzyknął Gael. – Jeśli nie chcesz patrzeć na pozytywy tej dziwnej sprawy, przecież możemy ci też pomóc zapić stare rany. Są różne rodzaje pocieszenia.

– Nie bierzcie tego do siebie. Mam dziś randkę.

Puściła oczko w stronę Marcusa, zanim otworzył usta, by coś powiedzieć.

Jej pospieszne urwanie się ze spotkania integracyjnego nie znaczyło, że nie wykorzysta propozycji szefa. Jeszcze napije się na jego rachunek.

*

– Jesteś cała spięta, Riv. Na pewno wszystko w porządku?

Mogło być lepiej, ale przynajmniej Riveka nie czuła na sobie zapachu krwi. Wielokrotnie pracowała w bardziej ekstremalnych warunkach, po dzisiejszym śledztwie odczuwała jednak dyskomfort w obrębie całego ciała. Jeszcze przed pójściem do baru odkaziła się dwukrotnie za pomocą syntetyków i pozwoliła sobie na gorącą kąpiel, wykupiwszy pakiet łazienkowy premium na przyszły tydzień. Wykosztowała się, choć chciała również znaleźć większą ulgę w pielęgnacji ciała. Przynajmniej skóra Riveki, o subtelnym, różowym zabarwieniu, stała się gładsza w dotyku. Stosowanie barwników przez dwa miesiące się opłaciło, bo odcień skóry idealnie współgrał z włosami w kolorze soczystej maliny. Na nich i skórze nigdy nie zamierzała oszczędzać, zwłaszcza kiedy inne zabiegi pielęgnacyjne mogła mieć zupełnie za darmo.

Tym razem jednak masaż Rahemy nie dostarczał przyjemności tak jak wcześniej. Pierwszy raz dotyk delikatnych palców wydawał się wręcz upierdliwy, przez co Rivekę ogarnęły drobne wyrzuty sumienia. Przecież niecodziennie mogła gościć w swoim skromnym mieszkaniu w Becie ekspertkę od przyjemności cielesnych, nawet jeśli spotkanie miało charakter prywatny.

– Przynajmniej już nie śmierdzę trupem – skwitowała śledcza, zatapiając twarz w poduszce.

Rahema zsunęła się z jej pośladków i ułożyła tuż obok. Zrobiła to tak subtelnie, że materac nawet nie ugiął się pod jej ciężarem. Riveka spojrzała na partnerkę, której pełne usta układały się w delikatny uśmiech. Światła fioletowych LED-ów padających zza okna dodawały jej czekoladowej skórze połysku.

– Aż tak źle poszło to śledztwo? – zagadnęła Rahema. – Czy może Marcus gwiazdorzył?

Riveka okryła je obie kocem, a potem powróciły do wpatrywania się w gdzieniegdzie oświetlone budynki mieszkalne. Alfa o tej porze pewnie ciągle przypominała dzień, ale Beta do jakiegoś stopnia pozwalała na zatopienie się w nocy, a ta skłaniała też do rozpoczęcia bardziej intymnych tematów.

– Jak często odwiedzałaś Gammę, odkąd przeniesiono cię do Alfy?

Rahema przymknęła oczy.

– Ach, to było siedemnaście lat temu. Zanim zaczęłyśmy się spotykać, wykorzystywałam przepustki, by się tam dostać. – Dała jej pstryczka w nos. – Przecież nie tylko ja tęsknię za klimatem tamtejszych barów.

Riveka odpowiedziała uśmiechem.

Gdy w trakcie jednego śledztwa poznała Rahemę w Gammie, nie sądziła, że ma do czynienia z mieszkanką Alfy, na dodatek kurtyzaną wykształconą w sztuce.

Pełnoprawne Nario były ostatnimi przedstawicielkami społeczeństwa, które Riveka spodziewałaby się spotkać w barze Gammy. Od tego czasu zawsze we dwie wybierały się na potajemne schadzki do ulubionych miejsc.

Rahema wykorzystywała każdą przepustkę, a Riveka nadużywała przywileju śledczej tak często, że co chwila lądowała w gabinecie Marcusa, by nasłuchać się pogróżek, że dalej nie będzie jej krył.

– Dlaczego o to pytasz, Riv?

Słowa Rahemy zagłuszył przelatujący helikopter, choć Riveka wychwyciła ich sens.

– A kiedykolwiek odwiedziłaś kogoś z rodziny? No wiesz, tak po kryjomu, niby przez przypadek znalazłaś się w okolicy.

– Raz, ale już nikt tam nie mieszkał. Departament socjalizacji nigdy też nie zdradził mi, gdzie się przenieśli. Zadajesz dziś dziwne pytania, Riv. U ciebie nie było przypadkiem tak samo?

Riveka sięgnęła po stojącego na szklanym stoliku drinka tylko po to, by kupić sobie czas. W ogóle jej nie smakował, mimo to wzięła teraz dwa porządne łyki. Podrasowany alkohol zadziałał tak szybko, że światła LED-ów wypełniające pomieszczenie przeobraziły się w czystą biel. Specyfiki używane przez Nario wpływały na ciało w sposób, który rzeczywiście fundował wyraziste, trudne do zdefiniowania doświadczenie, a te proszki podobno i tak nie działały zbyt mocno.

– Wybacz. – Westchnęła. – Towarzystwo w barze się upiło. Zaczął się temat polityki i systemów.

Rahema przerzuciła czarne włosy za plecy, a potem podparła policzek na dłoni. Przyglądała się Rivece z wyraźnym zainteresowaniem; może w podobny sposób postępowała z klientami.

– I co? Jakie wnioski odnośnie do polityki i systemów?

– Nikt z mojego oddziału nie doświadczył transferu do innego kręgu. Wolałam się nie rozwodzić.

Rahema się przysunęła.

– Wiem, że zapłaciłyśmy cenę, przyznajmy jednak: nasze życia są o wiele lepszej jakości. Ciągle pamiętam smród zgnilizny unoszący się w rodzinnym mieszkaniu. Przeniesienie nam pomogło i miałyśmy do niego prawo.

Riveka ułożyła się na plecach, po czym ponownie wbiła wzrok w sufit. Kąciki jej ust lekko się uniosły.

– Cóż, tu masz rację. Stabilna fucha mi odpowiada.

Rahema odgarnęła kosmyk włosów z jej twarzy.

– Odpowiada, bo robisz to, co lubisz, i jesteś w tym dobra. System nie jest zły, Riv. Nawet ci z najmniejszym potencjałem dostają pracę w Gammie, czy to w fabrykach, czy jako barmani, którym lubimy zostawić napiwek. To, że niektórzy ją tracą przez uzależnienia czy półświatek, jest inną kwestią.

– Mogliby zachować barmanów w Alfie i Becie. Nie pamiętam, ile razy automat sporządził mi złego drinka – mruknęła Riveka, mrużąc oczy. – Chyba możemy iść już spać, jest pierwsza nad ranem.

O tej porze nie chciała się już wdawać w dyskusję, choć proste boty z wbudowanym algorytmem rzeczywiście wypadały kiepsko w porównaniu z ludzką elastycznością. Oczywiście żaden alfiak, a może i nawet mieszkaniec Bety nie powiedzieliby tego głośno. Pewnie sami prędzej postawiliby na maszynę zdolną do uczenia się preferencji, która przygotowywałaby drinka, zanim klient przekroczyłby próg baru.

– Lubię, gdy masz przede mną tajemnice. Stajesz się wtedy łatwiejsza do odczytania, choć uważam, że obecnie sama nie wiesz, co chodzi ci po głowie. – Rahema uszczypnęła ją w ramię, trzepocząc ciemnymi rzęsami.

– Ach, bolało! Wstrętna Nario z ciebie, nawet jeśli pachniesz czekoladą!

– Skoro masz wybrzydzać, lepiej rzeczywiście zaśnij.

Rahema pomasowała uszczypnięty fragment skóry, a potem zagarnęła prawie cały koc dla siebie. Uchyliła jego fragment w ramach zachęty, więc Riveka położyła się tuż obok.

Gdy oddech Rahemy stał się równomierny, dotarło do niej, że ona sama nie zaśnie. Multum myśli na sekundę pojawiało się w jej głowie i tym razem nie dlatego, że otrzymywała aktualizację danych z pracy poprzez cholerny bioczip.

Riveka jakiś czas obserwowała na ciele Rahemy złote drążenia, które układały się w kształt pnączy. Jako amatorka nigdy nie wykonałaby takiego tatuażu. Kunszt tatuatorów z Alfy stanowił dla niej symbol poziomu nie do osiągnięcia. Wpatrywała się w dzieło sztuki na ciele partnerki dobrą godzinę, sen jednak ciągle nie nadchodził.

Co się stało z Quimem, z jego ciałem?

Riveka, najciszej, jak potrafiła, podniosła się z łóżka. Włożyła płaszcz, wsunęła stopy w najwygodniejsze trampki, a potem opuściła apartament.

„Uważam, że obecnie sama nie wiesz, co chodzi ci po głowie” – słowa zabrzmiały wyraźnie w jej myślach i wbrew pozorom nakierowały też na konkretne działanie.

Riveka wróci z Gammy, nim Rahema się obudzi.

1AI – sztuczna inteligencja.

ROZDZIAŁ 3

Lubiła swoją pracę nie tylko dlatego, że na ogół nie była nudna. Benefitem był status śledczej, który umożliwiał jej płynne przemieszczanie się w obrębie całego Nostris. Ochrona przy murach nie zadawała pytań, po prostu skanowała legitymację wyświetlaną na bransolecie. Przecież Riveka zawsze mogła być w trakcie tajnego dochodzenia.

Po przejechaniu za mur Gammy droga stała się mniej oświetlona. Iluminacje migotały w oddali, a Riveka zdawała sobie sprawę, że trzeba wiedzieć, dokąd się udać, by odkryć niepowtarzalne walory zewnętrznego kręgu. Tylko że tym razem nie towarzyszyła jej Rahema, więc wycieczka po barach, jeśli rzeczywiście będzie mieć miejsce, odbędzie się w zupełnie innym charakterze.

Zaparkowała auto pomiędzy dwoma ceglanymi budynkami, gdzie z oddali miała widok na wyższy budynek, na którego balkonie najpewniej trwała impreza. W Gammie nie istniał podział na dni tygodnia, tutaj każdy żył swoją dobą, w swoim stylu.

Riveka wysiadła z auta. Do jej nozdrzy dotarły zapach moczu oraz intensywna woń, którą określiłaby jako mieszankę metalu i mięty. Najpewniej osoba będąca tuż przed nią wciągała cyberprochy. Nie przejęła się zbytnio facetem, który wyśpiewywał jakąś sprośną rymowankę. Wyszła z zaułka, naciągając kaptur na głowę. Nawet nie wiedziała, co tutaj robi. Myśli zgromadzone w ciągu dnia oraz brak snu skłoniły ją do działania, ale teraz po prostu marnowała czas. Przecież nie wróci do dawnego domu, na to się nie odważy. Nie bez powodu zdecydowała się przyjechać do części Gammy leżącej spory kawałek od znanych jej, wschodnich rejonów.

Od wielu lat myślała jako śledcza. By znaleźć cokolwiek, musiała zmienić tok rozumowania, ponownie stać się częścią tego osobliwego środowiska.

Jej udoskonalony termowizją wzrok nie wychwytywał z ciemności żadnych żywych organizmów. Później nie musiała martwić się o dostęp do światła, bo tego przybywało. Dostrzegła nawet mężczyznę, który krzyknął do niej z balkonu, żeby pokazała cycki. Udawała, że nie słyszy, chociaż tak naprawdę zaabsorbował ją odgłos ścigaczy. Pewnie ktoś urządzał sobie nielegalne wyścigi po wąskich uliczkach, a takie przedsięwzięcia z reguły wymagały od uczestników trzeźwego umysłu. Powinna zacząć właśnie tam.

Bransoleta wyświetliła hologram przedstawiający krąg Gamma. Riveka jeszcze raz wsłuchała się w odgłosy, rozumiejąc, że najlepiej będzie skierować się na północny zachód. Dźwięki silników zdawały się podążać w tamtą stronę.