Asceza, rozpusta, zbrodnia. Skandale tysiąclecia - Sławomir Koper - ebook

Asceza, rozpusta, zbrodnia. Skandale tysiąclecia ebook

Sławomir Koper

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Tajemnice alkowy, niewyjaśnione zabójstwa. Wielcy celebryci korzystający z uciech życia i wielkie intrygi zmieniające bieg historii. Narodowe mity i wstydliwe sekrety.

  • Storrada, czyli dumna. Piastówna i wikingowie
  • Asceza, rozpusta, zbrodnia. Białe małżeństwa w królewskich rodach
  • Burzliwe losy Rozalii Chodkiewiczówny. Od Czarnobyla do gilotyny
  • Stanisław Moniuszko. Blaski i nędze twórcy polskiej opery narodowej
  • Lwia grzywa i paryskie romanse. Ignacy Jan Paderewski i kobiety
  • Tragedia w Mayerlingu. Samobójstwo austro-węgierskiego następcy tronu i jego kochanki Marii Vetsery
  • Jak umierali carowie. Niewyjaśnione tajemnice rodu Romanowów
  • Jan Kiepura i wszystkie „brunetki, blondynki” największego polskiego tenora
  • Pułkownik Józef Beck pod pantoflem żony
  • Zemsta Sikorskiego. Bute - Wyspa Węży
  • Klementyna Mańkowska. Wojna, miłość i agentura na dwa fronty
  • Kto wymyślił zespół „Mazowsze”. Mira Zimińska, caryca z Karolina
  • Leśniczówka, salceson i zakazane filmy. Wakacje komunistycznej elity

Sławomir Koper drapieżnym piórem po raz kolejny udowadnia, że historia może być pasjonująca i że wciąż może zaskoczyć czytelnika.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 260

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Projekt okładki i stron tytułowych

Fahrenheit 451

 

Ilustracja na okładce

Freepik

 

Retusz zdjęć i przygotowanie do druku

TEKST Projekt

 

Redakcja

Katarzyna Litwinczuk

 

Korekta

Elżbieta Steglińska

Małgorzata Ablewska

 

Dyrektor projektów wydawniczych

Maciej Marchewicz

 

Zdjęcia wewnątrz książki

Wikipedia, Wikimedia Commons, NAC, Polona

 

ISBN 978-83-68123-69-2

 

Copyright © by Sławomir Koper

Copyright © for Fronda PL Sp. z o.o.,

Warszawa 2026

 

Wydawca

Zona Zero Sp. z o.o.

ul. Łopuszańska 32

02-220 Warszawa

tel. 22 836 54 44, 22 877 37 35

faks 22 877 37 34

e-mail: [email protected]

 

Jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI, SI) jest wyraźnie zabronione z wyłączeniem praw autora, współautora oraz wydawcy. Wydawca korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.

 

Przygotowanie wersji elektronicznej

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Od autora

Piastówna i wikingowie

Asceza, rozpusta, zbrodnia

Punkty orientacyjne

Spis treści

Cover

Title Page

Copyright Page

Od autora

Wielokrotnie słyszałem zarzut, że zajmuję się głównie życiem prywatnym ważnych osób z dziejów Polski i doszukuję się wpływu spraw osobistych na ich działalność publiczną. Zawsze jednak będę podkreślał, że jeżeli zmarginalizujemy kwestie prywatne, wiele decyzji artystów czy polityków będzie niezrozumiałych, nigdy też nie odbierzemy właściwie ich dzieł literackich czy plastycznych. Gdy przeciętny historyk napisze, że Józef Cyrankiewicz był premierem PRL-u, będzie to informacja jak najbardziej poważna. Ale gdy ja wspomnę, że był kobieciarzem i alkoholikiem, jestem uważany za skandalistę. A przecież jedno nie wyklucza drugiego i trzeciego, a dzięki informacjom uzyskanym za moim pośrednictwem dana postać staje się bardziej ludzka, bliska i zdecydowanie łatwiej ją zrozumieć.

Niniejsza książka jest zbiorem moich artykułów, które ukazywały się w ciągu ostatnich kilkunastu lat na łamach prasy. Zawiera również materiały nigdzie wcześniej niepublikowane – cierpliwie czekały na swoją kolej. Jak zwykle podjąłem tematy, które najbardziej mnie interesują, a z tego, co wiem, pasjonują także moich czytelników. Ograniczałem się do zagadnień dotyczących historii naszego kraju, ale dwa teksty wymykają się temu schematowi. Pierwszy z nich – Jak umierali carowie. Wyszedłem bowiem z założenia, że skoro członkowie dynastii Romanowów nosili polską koronę, będę całkowicie usprawiedliwiony. Drugi to rozdział poświęcony tragedii w Mayerlingu. Arcyksiążę Rudolf, który popełnił tam samobójstwo, był przecież następcą tronu Austrii, a do naddunajskiej monarchii należała wówczas znaczna część ziem polskich. Habsburgowie nosili zresztą tytuł królów Galicji i Lodomerii, wielkich książąt Krakowa oraz książąt zatorskich i oświęcimskich.

Książka może zaskakiwać, może też chwilami szokować. Ale mam nadzieję, że Czytelnicy przyjmą ją z zainteresowaniem, gdyż poruszam tu bardzo interesujące tematy. Niespecjalnie też przejmuję się faktem, że niektóre z nich uważane są za niewygodne, a część bohaterów – za postacie z brązu. Dzięki temu, że zrzucam ich z piedestału i opowiadam, co naprawdę działo się w ich życiu, wiele wydarzeń historycznych będzie bardziej zrozumiałych, a bohaterowie poszczególnych rozdziałów zyskają rzeczywisty wymiar. I staną się jeszcze bardziej interesujący dla Czytelników.

Sławomir Koper

Piastówna i wikingowie

Historia Polski epoki średniowiecza zawiera wręcz niewyobrażalną liczbę białych plam. Nie tylko nie wiemy, jakie imię naprawdę nosił pierwszy historyczny książę Polan, lecz także podważane bywa przez historyków istnienie wielu członków rodu Piastów.

Znaki zapytania w książęcym rodzie

Problemy z początkami pierwszej polskiej dynastii nie ograniczają się wyłącznie do imienia Mieszka (Mieczysława, Dagoberta?) czy imion i pochodzenia jego przodków. Nie wiemy też, jak nazywał się brat księcia, który poległ w starciu z saskim awanturnikiem Wichmanem i Wieletami w 963 lub 964 roku, ani też czy istniała jego siostra nazywana Adelajdą. Miała wyjść za mąż za księcia Węgier, Gejzę, i urodzić mu syna, przyszłego świętego Kościoła katolickiego, króla Stefana I Wielkiego (obecnie to twierdzenie jest podważane). Jeżeli Mieszko rzeczywiście miał siostrę, to być może wyszła za innego z członków węgierskiej dynastii, ale na pewno nie była matką pierwszego koronowanego władcy tego kraju.

Rzekoma Adelajda stanowi jednak temat poboczny. Natomiast sprawa córki Mieszka I to już kwestia znacznie większego kalibru. Miała bowiem odegrać wielką rolę w dziejach Skandynawii i stać się bohaterką wielu sag przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Sygryda Storråda (Świętosława) i Olaf Tryggvason. Do jego portretu pozował znany polarnik Fridtjof Nansen

Świętosława

Niestety, nie znamy nie tylko daty urodzenia naszej bohaterki, ale nawet jej imienia. Badacze nie są też do końca zgodni, kim była jej matka. Według najczęściej spotykanych teorii córka Mieszka pochodziła z jego związku małżeńskiego z Dobrawą, co by oznaczało, że przyszła na świat między 967 a 972 rokiem i była młodszą siostrą Bolesława Chrobrego. Nie brakuje jednak opinii, że jest to córka Mieszka i jego drugiej żony Ody, co przesuwa datę urodzenia na lata 979-980. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, gdyż syn Świętosławy, Olaf Skötkonung, przyszedł na świat około 980 roku. Wprawdzie w średniowieczu wydawano dziewczynki za mąż bardzo wcześnie, ale tego rodzaju mariaż, a szczególnie macierzyństwo były jednak niemożliwe.

Portret Swena Widłobrodego pędzla Lorenza Frølicha, zbiory Zamku Frederiksborg w Danii

Krąży również sugestia, że Świętosława była córką Mieszka i jego nałożnicy, ewentualnie – jak to ujął jeden z kronikarzy – pogańskiej żony księcia. Hipotezę tę można jednak odrzucić: gdyby Świętosława przyszła na świat przed przyjęciem chrztu przez ojca, miałaby zbyt wiele lat jak na małżeństwo dynastyczne. Natomiast o nałożnicach w życiu Mieszka po przyjęciu chrztu nic nie wiadomo. Gdyby księżniczka pochodziła z takiego związku, kronikarze z pewnością odnotowaliby ten fakt. Szczególnie biskup Merseburga Thietmar, który nie lubił Polan, chętnie wykazałby niemoralność władców z dynastii Piastów. A był człowiekiem dobrze zorientowanym w polskich sprawach.

Gorzej, że imię naszej bohaterki jest również rekonstrukcją, a właściwie hipotezą. Sagi skandynawskie nazywają ją Storrådą (Dumna), Sygrydą lub Gunhildą, co – według większości badaczy – spowodował fakt, że jej słowiańskiego imienia nikt na Północy nie potrafił wymówić.

Historycy zaproponowali jednak imię Świętosława, gdyż tak nazywała się jej córka z drugiego małżeństwa z królem Danii Swenem Widłobrodym. Było to imię niespotykane w dziejach tamtejszej dynastii, ale pojawiły się też głosy, że wśród nordyckich rodów nie istniał zwyczaj nadawania imion żyjących krewnych. Jednak czy panująca dynastia nie mogła zmienić obyczaju, gdy któryś z jej członków chciał tak uczynić?

Pozostańmy zatem przy imieniu Świętosława, chociaż Gunhilda wydaje się całkiem możliwa. I nie jest prawdą, że Piastowie unikali obco brzmiących imion, bowiem wkrótce młodszy syn Bolesława Chrobrego został nazwany Ottonem. Wprawdzie król zrobił to na cześć niemieckiego cesarza przy okazji zjazdu gnieźnieńskiego, ale urodzonej wcześniej córce również nadał niesłowiańskie imię: Regelinda. I decyzja ta raczej nie wynikała z koligacji rodzinnych, gdyż matką dziewczyny była księżniczka łużycka.

Olaf I Tryggvason, król Norwegii

Sagi i skaldowie

Chociaż Świętosława wspominana jest przez kilku kronikarzy, polskie źródła konsekwentnie o niej milczą. W tej sytuacji dzieje księżniczki można zrekonstruować wyłącznie na podstawie staronordyckich sag niezwykle popularnych na północy Europy w wiekach X-XII. Były to pieśni o władcach, wojnie, miłości i postaciach ze skandynawskiej mitologii prezentowane przez wyspecjalizowanych wykonawców nazywanych skaldami.

Ponieważ ówcześni twórcy i pieśniarze nie znali pisma ani nut, sagi przekazywano ustnie. Każda musiała mieć swojego bohatera – charyzmatyczną postać, której losy zwracały uwagę słuchaczy. Nie zapominano także o bohaterkach, chociaż nie poświęcono im w całości żadnego utworu. Odgrywały jednak ważną rolę, bowiem swoim zachowaniem wpływały na wydarzenia i postępowanie mężczyzn. I właśnie jedną z takich postaci była Świętosława.

Najlepsi skaldowie cieszyli się wręcz nieprawdopodobną popularnością. Pod tym względem można postawić ich na równi ze zwycięzcami turniejów rycerskich w zachodniej Europie albo z prowansalskimi trubadurami. Wędrowali od dworu do dworu, prezentowali swoją sztukę (wymagała także umiejętności aktorskich), a za występy otrzymywali sowite wynagrodzenie. Była to profesja tak wysoko ceniona, że swoich sił jako skald próbował nawet król Norwegii, Harald III Srogi. To ten władca, który symultanicznie z Wilhelmem Zdobywcą najechał Anglię w 1066 roku, ale miał mniej szczęścia niż normański książę. Poniósł bowiem klęskę i poległ w bitwie pod Stamford Bridge z rąk Harolda II Godwinsona. Uważany jest za ostatniego wikinga, a jego wyprawa na Anglię – za koniec epoki najazdów skandynawskich rozbójników.

Do niedawna historycy traktowali sagi z przymrużeniem oka i odmawiali im wartości naukowej. Uważano, że – mimo iż rzeczywiście zawierają pewne fakty historyczne – przeważa w nich fantazja. Z czasem zaczęło się to zmieniać i nawet przebieg kolonizacji Ameryki Północnej (Winlandii) odtworzono na podstawie informacji zawartych w sagach islandzkich – później ich prawdziwość potwierdziły badania archeologiczne. Utwory powstawały bowiem w większości niemal na bieżąco i były dość dokładnie przekazywane przez pokolenia. Dlatego możemy raczej mieć pełne zaufanie do opowieści skaldów na temat Świętosławy.

Królowa Szwecji

Skaldowie nie podawali – niestety – dat, zatem nie wiemy, kiedy córka Mieszka I poślubiła pierwszego króla Szwecji, Eryka Zwycięskiego. Musiało się to odbyć około 980 roku, a małżonek był od niej starszy co najmniej o ćwierć wieku. Związek miał charakter polityczny. Mieszko skierował swoją ekspansję w stronę ujścia Odry, gdzie dominowali wojowniczy wikingowie z potężnego Jomsborga (prawdopodobnie dzisiejszy Wolin) sprzymierzeni z Danią. Z Jomsborczykami miał zresztą Mieszko osobiste porachunki, gdyż posiłkowali wyprawę Wichmana, podczas której zginął brat księcia. Natomiast Eryk był zajadłym wrogiem Danii i jej króla, Swena Widłobrodego, którego zamierzał strącić z tronu. W tej sytuacji sojusz dla obu stron wydawał się jak najbardziej naturalny.

Eryk potrzebował też wsparcia we własnym kraju. Toczył wojny ze swoim bratankiem Styrbjörnem Mocnym popieranym przez Swena Widłobrodego. Spór został rozstrzygnięty w 985 roku, gdy Styrbjörn wylądował na szwedzkim brzegu, spalił swoje okręty, by pokazać, że nie ma odwrotu, i ruszył na Uppsalę. Został jednak pokonany i zginął. Podobno Eryk zawdzięczał triumf bogu Odynowi, któremu w zamian za zwycięstwo przyrzekł, że za dziesięć lat przybędzie do Walhalli (w mitologii nordyckiej miejsce dla wojowników poległych w chwale).

Chociaż Świętosława wychowała się na chrześcijańskim dworze, trafiła do pogańskiego kraju, a jej mąż nie zamierzał przyjąć wiary Chrystusa. Nie czekała jej zatem droga Dobrawy, która stała się forpocztą chrystianizacji księstwa Polan. Ale Świętosławie najwyraźniej nie przeszkadzały pogańskie wierzenia jej nowych pobratymców.

Eryk Zwycięski rzeczywiście zmarł w 995 roku, a tron został przejęty przez syna jego i Świętosławy, Olafa Skötkonunga. To on wprowadził w Szwecji chrześcijaństwo, ale bez pomocy matki. Ta bowiem miała własne plany.

Olaf Tryggvason

Świętosława – kobieta urodziwa, inteligentna i obdarzona ogromnym temperamentem – nie zamierzała opłakiwać zmarłego męża. Jako królowa miała mocną pozycję polityczną i pokaźny majątek, nic zatem dziwnego, że nie brakowało kandydatów do jej ręki. Wdowa była jednak dość wybredna, a poza tym miała wysokie mniemanie o swoim pochodzeniu i pozycji społecznej. Gdy dwóch zalotników szczególnie uprzykrzało jej życie, zaprosiła ich na ucztę i nie żałowała alkoholu, a gdy zasnęli, kazała podpalić budynek, w którym przebywali. Obaj zginęli, a liczba konkurentów do jej ręki drastycznie zmalała. O to chodziło, gdyż królowa już sobie wybrała kandydata na kolejnego męża. Mowa o jednym z największych awanturników epoki – królu Norwegii, Olafie Tryggvasonie.

Jego życie to gotowy scenariusz filmowy. Był potomkiem pierwszego władcy zjednoczonej Norwegii, Haralda Pięknowłosego (zmarł w 933 roku). Po jego śmierci państwo się jednak rozpadło i Olaf przyszedł na świat jako syn władcy niewielkiego regionu Viken. Był pogrobowcem, ojciec zginął w wojnach z sąsiadami i matka, obawiając się o los syna, wysłała go na Ruś Kijowską, gdzie rządziła dynastia Rurykowiczów pochodząca od skandynawskich zdobywców.

Młody Olaf wychowywał się w Nowogrodzie Wielkim, ale już jako dwunastolatek uznał, że wygodne życie nie jest jego przeznaczeniem. Przyłączył się do skandynawskich piratów grasujących po Morzu Bałtyckim, a z niewiadomych powodów szczególną niechęcią darzył Słowian (zapewne Pomorzan i Połabian). Doszło wreszcie do tego, że zyskał przydomek Vindamyrdir, czyli „zabójca Słowian”.

Szybko zdobył sławę i wraz ze Swenem Widłobrodym dwukrotnie wyprawiał się na Anglię, narzucając Wyspiarzom ogromny trybut. Przy okazji przyjął chrzest, a gdy został wezwany do Norwegii, objął tamtejszy tron i zaczął wprowadzać chrześcijaństwo. Ograniczał też wpływy możnowładców, co nie mogło dobrze się skończyć. Niebawem miał przeciwko sobie niemal cały kraj, a buntownicy uzyskali poparcie niedawnego sojusznika Tryggvasona, Swena Widłobrodego, i syna Świętosławy, Olafa Skötkonunga.

Zemsta kobiety

Podobno Świętosława zakochała się w Tryggvasonie bez pamięci. Trudne dzieciństwo, wygnanie, a potem kariera nieustraszonego awanturnika uczyniły z niego bohatera sag. Storrådzie nie przeszkadzało nawet dość skomplikowane życie uczuciowe ukochanego, który był co najmniej czterokrotnie żonaty. Przy okazji nie można wykluczyć, że jego małżeństwa funkcjonowały równolegle.

Nie wiadomo, co zaszło między Świętosławą a poligamistą Olafem – podobno mieli romans. A potem Norweg odrzucił królową i w dodatku publicznie upokorzył. Czy w grę wchodziło rozbuchane męskie ego, czy też zmiana sytuacji politycznej? Bez względu na wszystko dumna królowa Szwecji nie zamierzała sprawy tak zostawić i zaplanowała zemstę.

Szybko znalazła na to sposób: oddała swoją rękę Swenowi Widłobrodemu, który w zmienionej sytuacji politycznej został wrogiem Tryggvasona (a może nakłoniła go do tego Świętosława?). Po stronie króla Danii opowiedział się też syn Storrådy, Olaf Skötkonung. Na domiar złego w Norwegii wybuchł otwarty bunt i Tryggvason stanął przeciwko znacznie potężniejszej koalicji. Ale prawdziwy wiking nigdy przecież nie umyka przed wrogiem! Zdążył wyprawić się ze swoją flotą na ziemie wieleckie po łupy, a w drodze powrotnej towarzyszyły mu okręty z Jomsborga. Nie wiedział jednak, że Szwedzi i Duńczycy zastawili na niego pułapkę.

Do decydującej bitwy doszło prawdopodobnie pod Svold w najwęższym miejscu cieśniny Øresund na północ od wyspy Ven (Cieśniny Duńskie). Flota szwedzko-duńska była trzykrotnie silniejsza niż siły Tryggvasona, a na domiar złego na początku bitwy sprzymierzeńcy z Jomsborga dołączyli do jego wrogów. W tej sytuacji Tryggvason nie miał żadnych szans – przeciwko jego jedenastu okrętom stanęło aż siedemdziesiąt jednostek przeciwnika. Wprawdzie dysponował znacznie potężniejszymi okrętami, ale zadecydowała przewaga liczebna.

Zresztą król Norwegii popełnił błąd, który kosztował go życie: nie chcąc ustawiać swoich okrętów w klin, by przebić się w kierunku Norwegii, polecił powiązać ze sobą jednostki, by uniknąć abordażu pojedynczych okrętów. Była to fatalna decyzja. Norweskie drakkary stanęły nieruchomo, a przeciwnik atakował z każdej strony. Liny łączące jednostki zostały poprzecinane i kolejno dokonywano abordażu, okręty Tryggvasona z opuszczonymi żaglami i wciągniętymi wiosłami nie mogły się wycofać. Wreszcie zostały zdobyte.

Król Norwegii nie zamierzał wpaść w ręce wrogów. Rzucił się do morza i utonął, co przypieczętowało jego klęskę. Ostatni wyczyn Tryggvasona przeszedł do skandynawskiej tradycji jako królewski skok.

Rozpacz królowej

Nie wiadomo, co czuła Świętosława, gdy dostała informację o śmierci niewiernego kochanka. Bez wątpienia próbowała zachować spokój – była przecież żoną Swena i królową Danii. Zdążyła już urodzić mu dwóch synów i dwie córki, zatem miała dość silną pozycję na duńskim dworze.

Jednak z nieznanych przyczyn życie małżonków nie układało się. Być może królowa nie potrafiła wybaczyć sobie zemsty na Tryggvasonie i jego śmierci? Wreszcie, dwa lata po bitwie pod Svold, król Danii wygnał małżonkę ze swojego dworu. Storråda wróciła do Polski, gdzie miała pozostać aż do śmierci męża. Ten tymczasem zajął się podbojem Anglii – w 1013 roku zdobył Londyn i podporządkował sobie cały kraj. Długo jednak nie nacieszył się sukcesem, gdyż kilka miesięcy później pechowo spadł z konia i zmarł na skutek obrażeń.

Był to sygnał do zmiany losu Świętosławy. Do Polski przybyli jej synowie: Kanut i Harald – prosili, by wróciła z nimi do Danii. Niewiele ją pamiętali, gdyż w chwili wygnania matki byli małymi chłopcami, ale nie zamierzali dopuścić, by królowa Danii tułała się po obcych dworach. Nawet jeżeli był to jej kraj rodzinny. Storråda wyraziła zgodę i popłynęła na Półwysep Jutlandzki.

Nie wiadomo, jak potoczyły się jej dalsze losy i kiedy zmarła. Ostatnia potwierdzona informacja o niej pochodzi z 1016 roku. Świętosława pozostawała już poza wielką polityką i nie tylko kronikarze, lecz także skaldowie przestali się nią interesować.

Potomkowie Swena podzielili się ojcowizną. Harald został królem Danii, a Kanut wyruszył do Anglii, gdzie na wieść o śmierci Widłobrodego doszło do buntu. Towarzyszyły mu oddziały z Norwegii, posiłki przysłał również Bolesław Chrobry. Trzeba przyznać, że nasz pierwszy król miał rozmach – Gniezno, Praga, Kijów. Ale Londyn?

Wyprawa zakończyła się częściowym sukcesem. Wprawdzie Kanutowi nie powiodło się oblężenie Londynu, lecz zawarł pokój ze swoim przeciwnikiem, Edmundem Żelaznobokim. Kraj podzielono na dwie części: ziemie na południe od Tamizy przypadły Duńczykowi, reszta Anglosasowi. Władcy zawarli też układ o przeżycie i w przypadku bezpotomnej śmierci jednego z nich dziedziczyć miał drugi. Tak też się stało, gdy miesiąc później zmarł Edmund. Prawdopodobnie został zamordowany na polecenie Kanuta, który w ten sposób został jedynym władcą Anglii. A rok później, po śmierci Haralda – także królem Danii. Ukoronowaniem władzy Kanuta było objęcie w 1028 roku tronu Norwegii. Czy doczekała tego Świętosława – nie wiadomo. Nie wiemy również, czy kiedykolwiek zawitała na Wyspy Brytyjskie ani gdzie została pochowana.

Jej młodsza córka i imienniczka wyszła za bliżej nieokreślonego księcia słowiańskiego Wyrtgeorna, być może panującego wśród Obodrzyców lub Wieletów. Natomiast kolejna córka Świętosławy – Estryda Małgorzata – poślubiła jarla Ulfa Torgilssona. Ich syn został królem Danii i zapoczątkował dynastię Estrydsenidów. Jego ród panował aż do 1412 roku, i to nie tylko w Danii, lecz także w Norwegii i Szwecji. Ostatnia przedstawicielka tej dynastii, Małgorzata I, zjednoczyła kraje skandynawskie w ramach unii kalmarskiej.

Asceza, rozpusta, zbrodnia

W średniowieczu przejawom niezwykłego umartwiania w imię wiary towarzyszyły akty bezprzykładnej rozwiązłości, a rycerski etos sąsiadował z barbarzyńskim okrucieństwem. Skrytobójstwo było na porządku dziennym, sacrum mieszało się z profanum, a religijna egzaltacja z paleniem kościołów wraz z wiernymi. Mimo że wieki średnie uchodziły za czas niezwykle religijny, zdarzały się nawet przypadki trucia władców za pomocą komunikantu.

Salomea, królowa Halicza

Zamordowany w listopadzie 1227 roku książę krakowski Leszek Biały pozostawił dwójkę dzieci. Syn i następca Bolesław był jeszcze niemowlęciem, natomiast córka Salomea została poślubiona królewiczowi węgierskiemu, Kolomanowi. Ich małżeństwo stanowiło przejaw współpracy księcia krakowskiego z Węgrami wobec Rusi Halickiej. Po wygaśnięciu miejscowej linii książęcej Koloman i Salomea wspólnie panowaliby w Haliczu, co miało przynieść określone korzyści zarówno władcy znad Balatonu, jak i Leszkowi Białemu. Młoda para udała się wraz z wojskami polsko-węgierskimi na Ruś, gdzie uroczyście objęła władzę w Haliczu.

Sielanka nie trwała długo, bowiem dwa lata później książę Nowogrodu Mścisław zaatakował Halicz. Bez problemu pokonał zwolenników Węgier, a trzynastoletni Koloman Halicki i dziewięcioletnia Salomea zostali uwięzieni. Rusiński książę nie zamierzał krzywdzić dzieci, za którymi stali król Węgier i książę Krakowa. Wynegocjował dla siebie dożywotnią władzę nad Haliczem, po czym miał go zastąpić jeden z królewiczów węgierskich. Zastrzeżono jednak, że nie może to być mąż Salomei (już raz został zdetronizowany). Po osiągnięciu porozumienia Mścisław zwolnił niefortunnych władców Halicza, którzy wyjechali do Budy.

Bolesław V Wstydliwy, rycina autorstwa Aleksandra Lessera

Białe małżeństwo

Małżeństwo Salomei i Kolomana nigdy nie zostało skonsumowane. Taką decyzję podjęła sama księżniczka. Nie wiadomo jednak, kiedy wpadła na ten pomysł ani kiedy poinformowała o tym męża. Wątpliwe, by miało to miejsce w Haliczu, gdyż młoda para nie była jeszcze wówczas w wieku odpowiednim do rozpoczęcia współżycia seksualnego. Co prawda w żywocie Salomei znajdujemy informację, jakoby ślubowała dziewictwo w wieku trzech lat (!), ale podobną rewelację trudno traktować poważnie. Bardziej realne wydaje się przypuszczenie, iż ślubowanie miało miejsce już po powrocie na Węgry, a Koloman przyjął decyzję małżonki bez sprzeciwu. Jako młodszy potomek dynastii nie miał ambicji politycznych, być może też nie przejawiał popędu płciowego. Tym bardziej że nie zachowały się żadne informacje o pozamałżeńskich przygodach byłego króla Halicza.

Nie stracił jednak normalnych męskich odruchów i ostro zaprotestował, gdy Salomea – by podkreślić swoją dziewiczość – zaczęła nosić wdowi strój. Zwłaszcza że dwór węgierski był jednym z najwspanialszych w Europie, pełnym przepychu i elegancji. W gronie wykwintnych dam i dwornych rycerzy szaty Salomei wzbudzały niemałą sensację i były traktowane jako wyjątkowe dziwactwo. W tej sytuacji zirytowany Koloman zażądał, by zrezygnowała z ostentacyjnego obnoszenia się ze swoją czystością. Tłumaczył, że przecież żyje i cieszy się dobrym zdrowiem.

Pewnego dnia Salomea, chcąc zrobić mu przyjemność, założyła modny strój dworski. Gdy Koloman wrócił z łowów, całkowicie zaskoczony metamorfozą żony stracił panowanie nad sobą, chwycił Salomeę w ramiona i pociągnął na łoże. Skrupulatny kronikarz zapisał, iż niebawem jednak się pohamował – i do niczego nie doszło. Córka Leszka Białego nie zamierzała bowiem zmieniać zdania na temat życia seksualnego.

Pobożność Salomei była w tym czasie już powszechnie znana. Podziw wyraził nawet ówczesny papież, Grzegorz IX. W specjalnej bulli pozwolił jej na uczestnictwo w mszy świętej w miejscach objętych interdyktem (Salomea mogła zarządzić odprawienie nabożeństwa na takim terenie), niedługo podobnego zaszczytu dostąpił również Koloman. W tym czasie małżonkowie przebywali już w Kroacji (Chorwacji) połączonej z Węgrami unią personalną, a Koloman zarządzał tym krajem. Można było przypuszczać, że oboje spokojnie dożyją swoich lat nad Adriatykiem, gdy na Węgry spadło nieszczęście. Najazd tatarski, który w Polsce zakończył się bitwą pod Legnicą, dotknął również naddunajskie królestwo. W przegranej potyczce nad rzeką Sajo Koloman został ciężko ranny i wkrótce zmarł.

Klasztor w Skale

Po jego śmierci Salomea opuściła Węgry. Nie wiadomo, co było przyczyną tej decyzji, bowiem zgodnie z obyczajami epoki wdowy pozostawały w kraju męża. Natomiast córka Leszka Białego wróciła w rodzinne strony, których tak naprawdę nie znała. Opuściła Polskę jako kilkuletnia dziewczynka, a teraz osiągnęła już trzydziesty rok życia. W Krakowie władzę sprawował jej młodszy o czternaście lat brat, Bolesław Wstydliwy, który urodził się po jej wyjeździe. Poślubił bratanicę Kolomana, Kingę, ale Salomea nie chciała z nią rywalizować i wstąpiła do zakonu klarysek w Sandomierzu. Wkrótce postanowiła się usamodzielnić i korzystając z pomocy brata, założyła własne zgromadzenie w Zawichoście.

Okolica nie sprzyjała jednak życiu kontemplacyjnemu, gdyż tereny te były zagrożone najazdami Litwinów i Jaćwingów. Dlatego Salomea przeniosła zgromadzenie do Skały niedaleko Krakowa, gdzie w pełni rozwinęła swój talent organizacyjny. Klaryski weszły w posiadanie około czterdziestu wsi, a także lokowały na prawie niemieckim dwa miasta. Mimo że Salomea nigdy nie została oficjalną przełożoną zgromadzenia, nie ulega wątpliwości, iż zarządzała klasztorem. Tam też zmarła w listopadzie 1268 roku.

Chociaż królową Halicza uważano za świętą jeszcze za życia, wkrótce po jej śmierci zaczęto podejrzewać, że złamała ślub czystości. Zarzucono jej bowiem zbyt bliską zażyłość ze spowiednikiem – franciszkaninem, bratem Olbrachtem. Interweniowali jednak założyciele zakonu (Święci Franciszek i Klara), którzy ukazali się we śnie jednej z mniszek, gwarantując dziewictwo Salomei.

Z dzisiejszego punktu widzenia cała sprawa może się wydawać absurdalna, ale w średniowieczu wszelkie widzenia senne były rodzajem propagandy – odpowiednio nagłośnione stanowiły substytut prasy, telewizji czy internetu. Dlatego też po oświadczeniu klaryski plotki o dziwnej zażyłości Salomei ze spowiednikiem ucichły, a trzysta lat później królowa Halicza została beatyfikowana.

Jak brat z siostrą

Nie wiadomo, w jakim stopniu poglądy Salomei wpłynęły na przekonania Kingi. Zachowały się jednak informacje, że młoda księżna Krakowa od samego początku reprezentowała sprecyzowane stanowisko na temat pożycia małżeńskiego. Działała jednak stopniowo. Gdy osiągnęła odpowiedni wiek do konsumpcji związku, zwróciła się do małżonka, by najbliższy rok przeżyli w czystości seksualnej. Bolesław bez zastanowienia wyraził zgodę. Po roku Kinga zaproponowała przedłużenie czasu abstynencji na kolejny rok, na co małżonek również przystał bez większych oporów. Gdy jednak osiągnął szesnasty rok życia, ostro zaprotestował. Wpadł w szał i nasłał na małżonkę spowiednika. Duchowny stanął po stronie młodego władcy i namawiał Kingę do konsumpcji małżeństwa, powołując się na przykłady niewiast zasłużonych w dziejach Kościoła. Tłumaczył, że stosunki seksualne z mężem nie wykluczają świątobliwego trybu życia, gdyż nawet bogobojna Jadwiga Śląska doczekała się licznego potomstwa.

Kinga jednak trwała w uporze. Nie reagowała na sugestie duchownego, który proponował „użyźnienie dziewiczości książęcym nasieniem”, aż wreszcie rozwścieczony Bolesław zagroził żonie, że sprowadzi sobie oficjalną nałożnicę. Cała sprawa skończyła się jednak wyłącznie na pogróżkach, gdyż synowi Leszka Białego brakowało jurności i zdecydowania swoich przodków. Trudno bowiem sobie wyobrazić, by żona mogła odmówić współżycia seksualnego Bolesławowi Chrobremu. Niezwłocznie by ją zgwałcił albo odesłał do ojca. A najpewniej zrobiłby jedno i drugie.

Wydaje się, że w XII wieku ród Piastów zaczął przejawiać oznaki degeneracji, coraz częściej zdarzały się bezpotomne związki. Także śmiertelność niemowląt i dzieci w obrębie dynastii była znacznie wyższa niż dwieście lat wcześniej. A przecież w miarę upływu lat powinno być wręcz odwrotnie.

Bolesław Wstydliwy nie potrafił nakłonić żony do posłuszeństwa – nie miał tak mocnej pozycji politycznej jak jego wielcy poprzednicy. Przed laty następca tronu Bolesław Chrobry odesłał bez podania przyczyny dwie kolejne żony, a jedno z małżeństw zerwał po roku, gdy spłodził już syna. Polska była jednak wówczas potężnym państwem, z którym liczył się każdy europejski władca. Natomiast krakowskie książątko Bolesław Wstydliwy nie mógł sobie pozwolić na publiczny skandal. Pretensje do jego ziem zgłaszali inni Piastowicze (Polska była rozbita na kilkanaście księstw), a możnowładcy w zamian za przywileje i koncesje chętnie poparliby innego kandydata do krakowskiego stolca. Bez problemu można było przecież ogłosić księcia rozpustnikiem i zwyrodnialcem i wystawić przeciwko niemu innego członka dynastii. Z kolei sprowadzenie na Wawel oficjalnej nałożnicy naruszyłoby sojusz z Węgrami, na którym opierała się władza Wstydliwego. Księcia raczej nie było też stać na zwrot wielkiego posagu Kingi.

Wydaje się również, iż Bolesław po prostu kochał swoją żonę i to uczucie nigdy nie wygasło. Być może miał nadzieję, że z czasem opór Kingi zniknie i obudzi się w niej instynkt dynastyczny. Na macierzyński raczej już nie liczył.

Rąbek koszuli

Kinga nie poprzestała na rezygnacji z pożycia małżeńskiego, wymyśliła nowy sposób umartwiania. Według niej abstynencja seksualna nie wykluczała spędzania nocy we wspólnym łożu. Podobne praktyki zakrawają wręcz na perwersję, bo chyba trudno o większą torturę dla zakochanego nastolatka. Księżna zarządziła również, że w tej samej komnacie będą nocowały dwie dwórki, by mogły zaświadczyć, iż nie doszło do konsumpcji związku.

Pomysł Kingi mógł się jednak obrócić przeciwko niej. Otóż pewnej nocy księżna krakowska długo nie mogła zasnąć. Przewracała się z boku na bok i w pewnej chwili niechcący dotknęła męża rąbkiem koszuli. Bolesław natychmiast się obudził przekonany, że Kinga zdecydowała się na spełnienie małżeństwa. Szybko jednak wyjaśniła, iż tylko źle zrozumiał sytuację.

Bolesław V Wstydliwy

Obecne w komnacie damy dworu odniosły inne wrażenie i po Wawelu zaczęły krążyć podejrzane opowieści podważające czystość seksualną małżonków. Bolesław oficjalnie zdementował plotki wśród rycerzy ze swojej drużyny, a żeńskiej części dworu nieporozumienie wyjaśniła Kinga. Sprawa ucichła, ale warto ją przeanalizować, gdyż wydaje się co najmniej dziwna.

Czy muśnięcie rąbkiem koszuli rzeczywiście obudziłoby Bolesława? Wprawdzie można podejrzewać, że niezaspokojony seksualnie książę miał wyjątkowo lekki i nerwowy sen albo też nocne fantazje erotyczne. Warto jednak przypomnieć, że mężczyźni w tamtej epoce wiele czasu poświęcali na doskonalenie się w sztuce rycerskiej, co wymagało dużego wysiłku. Bardzo popularną rozrywką były też łowy na grubego zwierza, co traktowano jako zaprawę fizyczną. Dodatkowo dużej sprawności wymagało posługiwanie się orężem. A Bolesław musiał świecić przykładem, zatem zapewne ćwiczył więcej niż inni. Zmęczeni mężczyźni mają z reguły bardzo mocny sen. Co zatem zaszło na Wawelu tamtej nocy w łożu z baldachimem i zasłonami? Dlaczego damy dworu plotkowały?

Święta Kinga, dzieło autorstwa Ferdynanda Olesińskiego

Z perspektywy wieków można odnieść wrażenie, że księżna krakowska miała chwilę słabości. Kronikarze wspominali, iż musiała walczyć z pokusami ciała. Być może przeżyła zawahanie, ale zwalczyła je w sobie. Żal tylko Bolesława, dla którego był to duży zawód.

Średniowiecze to okres niezwykłych przeciwieństw. W czasach, gdy do rangi ideału urosła asceza i panujący książęta wyrzekali się przyjemności seksualnych, niektórzy biskupi uprawiali dziką rozpustę. Żyjący niemal współcześnie z Bolesławem biskup Bazylei, Henryk, pozostawił po sobie dwadzieścioro dzieci. A przecież papiestwo ostro zwalczało wówczas małżeństwa księży, o związkach nieformalnych nawet nie wspominając. Inny rozpustnik w biskupim stroju, Henryk z Leodium (Liège), został złożony z godności za niemoralne prowadzenie. Zupełnie się tym nie przejął i zamordował swojego następcę. Po jego śmierci doliczono się, że spłodził sześćdziesięciu jeden potomków. A syn księcia Leszka Białego nigdy nie współżył z kobietą...

Koniec Piastów małopolskich

Bez względu na to, jak oceniamy pożycie Kingi i Bolesława, ich decyzja była absurdalna z punktu widzenia polityki dynastycznej. Ostatni męski potomek Piastów małopolskich dobrowolnie zdecydował się na bezdzietność, co oznaczało wymarcie jednej z linii rodu panującego nad Wisłą. Wprawdzie w Polsce żyło wystarczająco wielu Piastowiczów, by nie obawiać się o losy dynastii, jednak stosunki między poszczególnymi jej członkami obfitowały w wojny, złamane przyrzeczenia i zbrodnie, tak że trudno tu mówić o sentymentach rodzinnych. Co gorsza, zapowiadała się rywalizacja o schedę po Bolesławie Wstydliwym, gdyż Kraków miał rangę stołecznego miasta i o panowaniu na Wawelu marzyło wielu Piastów.

Bolesław wiedział, że po jego śmierci Małopolska przejdzie w obce ręce. Skoro sam nie doczekał się potomstwa, postanowił przynajmniej wybrać swojego następcę. Wybór miał jednak bardzo ograniczony. Wśród Piastów przeważali wówczas ludzie o ciasnych umysłach, których horyzonty nie sięgały dalej niż granice najbliższego księstwa. Głównymi ich zajęciami były wojny z sąsiadami, zaciąganie pożyczek i wystawne uczty.

W tej sytuacji skierował uwagę na stryjecznego bratanka, księcia Sieradza, Leszka Czarnego. Był młodszy od Bolesława Wstydliwego o piętnaście lat, a jego dotychczasowe poczynania dobrze rokowały. Okazał się dzielnym wodzem, dbał o swoich poddanych, a zachowane dokumenty potwierdzają jego zainteresowanie rozwojem gospodarczym księstwa.

W 1265 roku Bolesław wyznaczył Leszka na swojego następcę i być może oficjalnie adoptował. W tym samym roku książę sieradzki poślubił Gryfinę, córkę bana Kroacji i bratanicę Kingi. Również i ten związek miał pozostać bezdzietny, ale z zupełnie innych powodów. Ideał białego małżeństwa był dla księżnej Gryfiny odległy, ale gdy młoda para przez kilka lat nie doczekała się potomstwa, zaczęto podejrzewać bezpłodność jednego z małżonków. Sześć lat po ślubie wybuchł ogromny skandal. Gryfina publicznie stwierdziła, że nadal pozostaje dziewicą, i zaczęła nosić wianek. W ten sposób ogłosiła, iż Leszek jest impotentem.

Skandal był tym większy, że średniowiecze nie wybaczało podobnych słabości. Na tronie mógł zasiadać władca wykastrowany przez wrogów (Mieszko II, czeski Jaromir), ale nie impotent. Talent do sprawowania władzy przegrywał z brakami fizycznymi.

Z tego powodu Leszek poddał się drastycznej i obrzydliwej kuracji zaordynowanej mu przez dominikanina Mikołaja z Polski (jadł gotowane płazy i gady). Podobno przyniosła pozytywne efekty i książę wreszcie pozbawił żonę dziewictwa. Dzieci jednak nie mieli, a całą sprawę opisałem dokładniej w książce Klątwy, sekrety i skandale. Historia Polski przez dziurkę od klucza.

Z perspektywy czasu można współczuć Bolesławowi Wstydliwemu. Wszystko sprzysięgło się przeciw niemu. Własna żona odmówiła mu współżycia seksualnego, a wybrany następca okazał się impotentem. Przekazanie księstwa przybranemu synowi i jego potomkom okazało się niemożliwe.

Wydaje się niemal pewne, że Bolesław Wstydliwy przez całe życie jednak nie współżył z kobietą, a Kinga pozostała dziewicą. Za znawcę problemu uważał się Władysław Łokietek, przyrodni brat Leszka Czarnego. Po latach tłumaczył, że gdy jako dziecko bawił się w jej komnatach, to – obserwując pewne znaki – przekonał się o dziewiczości księżnej. Nic więcej nie wyjaśnił. A szkoda…

Plotki

Możliwe, że opinia Łokietka była próbą odparcia zarzutów wysuwanych pod adresem Kingi. Po śmierci męża w grudniu 1279 roku wstąpiła do Klasztoru Klarysek w Starym Sączu i niebawem w zgromadzeniu zaczęły krążyć zaskakujące plotki. Opowiadano, że księżna wdała się w romans ze swoim spowiednikiem, bratem Boguchwałem. Najwyraźniej dał temu wiarę przeor franciszkanów, bowiem polecił zakonnikowi, by wrócił do Krakowa na pokutę za brak wstrzemięźliwości i uprawianie rozpusty. Podobno wezwanie przyszło akurat podczas kolejnej spowiedzi Kingi. Plotki nasiliły się tym bardziej, ale księżna nie podejmowała dyskusji, wychodząc z założenia, że tylko zdystansowanie się może wyciszyć sprawę.

Niebawem do klasztoru przybył nowy spowiednik, brat Piotr, i podczas pierwszego spotkania obcesowo zapytał Kingę, dlaczego nie wyznała mu grzechu, jakiego dopuściła się z bratem Boguchwałem. Księżna odparła, że podobne zarzuty są jej obce i tylko Bóg wie, o co sama może się oskarżać. Zakonnik nie dał wiary słowom Kingi, a gdy wdowa po Bolesławie Wstydliwym pozostała w kościele, Piotr przez okienko podglądał modlącą się księżnę. W miarę obserwacji zakonnika ogarniało coraz większe zdumienie, bowiem Kinga wpadła w rodzaj transu i zaczęła z niej emanować światłość. Piotr przeraził się, wybiegł z kościoła i natychmiast pojechał do Krakowa. Tam oponentom księżnej zarzucił grzech, twierdząc, że ośmielili się oskarżać świętą. Relacja brata Piotra ostatecznie zmyła z Kingi posądzenie o romans ze spowiednikiem, ale przyczyniło się do tego również godne i rozważne zachowanie samej zainteresowanej. Tym razem interwencja założycieli zakonu nie była potrzebna.

Wydaje się, że podczas modlitwy czy medytacji księżna wpadała w stan zbliżony do hipnozy. Zachowała się informacja, iż pewnego dnia na ołtarzu przewróciła się świeca, płomień zajął habit Kingi, a ona niczego nie zauważyła i nie czuła. Na szczęście do kościoła weszła jedna z mniszek, która zażegnała niebezpieczeństwo. Kinga doznała oparzeń szyi, ale poprosiła współsiostrę o dyskrecję.

Kolejny przekaz świadczy natomiast o kontaktach księżnej ze światem zmarłych. Na Węgrzech doszło do walki o władzę – o tron rywalizowało dwóch bratanków księżnej. Młodszy z nich, Andrzej, poniósł klęskę i zbiegł do Polski. Niestety, nawet tutaj odnaleźli go skrytobójcy – pretendent został porwany, a następnie utopiony w Nidzie. Jego ciało przewieziono do klasztoru w Starym Sączu, a Kinga czuwała przy zwłokach. Trzy zakonnice zeznały później, że podczas modlitw księżnej topielec zaczął dawać znaki życia. Po chwili wdowa po Bolesławie Wstydliwym rozmawiała już z bratankiem, ale dotknęła jego stóp i poleciła spoczywać w spokoju. Zapytana, dlaczego nie pozwoliła wstać Andrzejowi, wyjaśniła, iż spowodowałoby to zbyt wiele nieszczęść.

Wiara we wskrzeszanie zmarłych przez świętych była dość charakterystyczna dla średniowiecza. Wykorzystując dzisiejszą wiedzę historyczną, warto dodać, że przywróconym do życia bratankiem był awanturnik podający się za zmarłego członka dynastii Arpadów. Podobno Kinga wierzyła w jego pochodzenie i pomogła mu wyekwipować oddziały wojskowe, by zdobył władzę nad Balatonem. Pretendent został jednak pokonany, zawrócił do Polski i tutaj zginął. Natomiast Kinga – mimo aury świętości, jaka ją otaczała – nie rozpoznała dynastycznego oszusta.

Księżna przeżyła nie tylko swojego męża, lecz także Leszka Czarnego. Z tym drugim prowadziła nawet ostry spór, a poszło o kwestie finansowe; jeśli chodziło o te sprawy, Kinga mocno stała na ziemi. Klasztor był jednostką ekonomiczną i do prawidłowego funkcjonowania potrzebował solidnych podstaw materialnych. W średniowieczu mogły to zagwarantować jedynie nadania władców. Spór Kingi i Leszka Czarnego dotyczył zapisów majątkowych sporządzonych przez Bolesława Wstydliwego. Leszek miał jednak pecha – poddani nie zapomnieli mu impotencji ani obrzydliwej kuracji, jakiej się poddawał, natomiast jego przeciwniczka już za życia nosiła aureolę świętości i nawet przywróciła życie bratankowi.

Kinga zmarła w lipcu 1292 roku, została kanonizowana siedem wieków później.

Zbrodnia na poznańskim dworze

Leszek Czarny panował w Krakowie przez dziewięć lat. Pod koniec życia wiedział już na pewno, że nie zostawi po sobie potomstwa, i rozpoczął poszukiwania następcy. Nie zwracał uwagi na bliskich krewnych z linii Piastów kujawskich, gdyż żaden z nich nie rokował poważnie. Nadzieję dawali natomiast dalsi krewni, którzy zarządzali bogatymi, rozległymi księstwami. Leszek snuł plany zjednoczenia Polski i na krótko przed jego śmiercią zawiązała się koalicja: doszedł do porozumienia z książętami śląskimi, Henrykiem Probusem z Wrocławia i Henrykiem głogowskim, oraz z Przemysłem, księciem Wielkopolski. Władca Głogowa był lennikiem Probusa, natomiast Przemysł utrzymywał zwierzchnictwo nad Pomorzem Gdańskim i niebawem miał objąć tam pełnię władzy. Książęta dziedziczyliby kolejno po sobie nie tylko Kraków, lecz także swoje księstwa. W związku z tym, że żaden z nich nie spłodził potomstwa, ostatni miał w przyszłości przejąć znaczny obszar Królestwa Polskiego.

Na mocy tego porozumienia wkrótce po śmierci Leszka Czarnego władzę w Krakowie objął książę Henryk Probus. Rozpoczął energiczne zabiegi o koronę, ale trzy lata później zmarł, nie doczekawszy wyników swoich starań. Nie była to śmierć naturalna – niedoszły król Polski został otruty przez własnego lekarza, którego brat zdefraudował znaczne kwoty podczas prowadzenia zleconego mu poselstwa. Aby ukryć kradzież, medyk podał księciu truciznę.

Natomiast Przemysł nie zamierzał akceptować braku następcy. Zwłaszcza że jako jedyny męski potomek wielkopolskiej linii Piastów zjednoczył w swoich rękach największy obszar ziem polskich. W 1282 roku książę Pomorza Gdańskiego Mściwój II (kolejny polski władca niemający dzieci!) uznał go za swojego zwierzchnika i sukcesora. Układy z Leszkiem Czarnym i Henrykiem Probusem gwarantowały Przemysłowi w przyszłości władzę w zjednoczonej Polsce. Plany niweczył jednak brak legalnego dziedzica, mimo że małżeństwo z księżniczką meklemburską Ludgardą trwało już kilka lat.

Przemysł uważał (zapewne niebezpodstawnie), że to właśnie żona jest bezpłodna – i dawał to jej odczuć. Zaczęła się obawiać o własne życie i podobno prosiła męża o odesłanie do klasztoru lub do rodziny za Pomorze Zachodnie. Czasy jednak zmieniły się – Polska nie była już na wpół pogańskim krajem z epoki Chrobrego. Zerwanie małżeństwa niosło ze sobą znaczne komplikacje, nawet jeżeli miało się poparcie strony kościelnej. Przemysł wybrał zatem inne rozwiązanie. W grudniu 1282 roku Ludgarda nagle zmarła. Kronikarze sugerowali, że nie była to śmierć naturalna. Wersję tę potwierdza niezwykle ożywiona działalność Przemysła w zakresie nadań dla Kościoła: ofiarował obfite dary nowemu prymasowi Jakubowi Śwince, założył żeński klasztor i szpital w Poznaniu, a zarząd placówki powierzył joannitom.

Książę osiągnął swój cel i nie spadła na niego klątwa. Tylko wśród ludu zaczęły krążyć pogłoski o morderstwie na książęcym dworze. Jeszcze dwa wieki później można było usłyszeć na wsiach pieśni na ten temat.

Bez męskiego potomka

Dwa lata po śmierci Ludgardy Przemysł poślubił szwedzką królewnę Ryksę. Niebawem nowa księżna poznańska zaszła w ciążę, jednak urodziła córkę (swoją imienniczkę), co stanowiło poważny cios dla dynastycznych planów księcia – według prawa polskiego kobieta nie mogła bowiem dziedziczyć. Pełniła wyłącznie funkcję pasa transmisyjnego, czyli przekazywała uprawnienia na męża lub syna. Książę Wielkopolski miał nadzieję na dalsze potomstwo, ale Ryksa nie cieszyła się dobrym zdrowiem i zmarła dwa lata po narodzinach córki.

Tym razem Przemysł odczekał aż pięć lat z kolejnym ożenkiem. Jego wybranką została księżniczka brandenburska, przedstawicielka rodu od lat wrogiego Piastom wielkopolskim. Taki mariaż polityczny powinien gwarantować bezpieczeństwo księcia wielkopolskiego od zachodu. W tym czasie Przemysł borykał się bowiem z wieloma innymi problemami. Gdy po śmierci Henryka Probusa zajął Kraków, wyparł go stamtąd przeciwnik o wiele groźniejszy niż wszyscy książęta piastowscy razem wzięci. Mowa o królu Czech Wacławie II, który powołał się na dawne układy z Probusem i zajął Małopolskę.

Przemysł ustąpił, lecz nie zamierzał rezygnować. Opuszczając Wawel, wydobył ze skarbca koronę Bolesława Śmiałego i wywiózł ją do Poznania. W czerwcu 1295 roku koronował się na króla Polski, a aktu dokonał Jakub Świnka – prymas, który niegdyś przymknął oko na zabójstwo Ludgardy. Polityka zwyciężyła i żonobójca odnowił Królestwo Polskie.

Przemysł jednak nie uniknął przeznaczenia. Kilka miesięcy po koronacji udał się na zapusty do Rogoźna i tam pod osłoną nocy napadli na niego Brandenburczycy. Ciężko ranny władca został porwany, a gdy okazało się, że nie przetrzyma transportu, zamordowano go. Z zabójstwa najbardziej ucieszył się Wacław II, który bez walki mógł teraz zająć Wielkopolskę i Pomorze Gdańskie.

Przemysł nie miał dzieci z księżniczką brandenburską. W testamencie polecił się pochować w katedrze poznańskiej obok drugiej żony; wydaje się, że była jedyną kobietą, którą naprawdę kochał. Zgodnie z ostatnią wolą króla w czasie nabożeństw na ich grobach miała się palić świeca, a przez cały czas – wieczna lampka. Mała Ryksa, córka odnowiciela królestwa polskiego, wyjechała razem z macochą do Brandenburgii.

Wacław i Ryksa

Jedynym liczącym się władcą na terenie Polski pozostał Wacław II i cztery lata po śmierci Przemysła Jakub Świnka koronował go na króla Polski. Nowy monarcha rychło zainteresował się losami córki poprzednika i polecił sprowadzić Ryksę do Pragi, ogłaszając, że zamierza ją poślubić.

Oblubieniec nie miał jeszcze trzydziestu lat. Był niespecjalnej postury, nie lubił wypraw wojennych, łowów i turniejów, a w zamian zadziwiał gruntownym wykształceniem. Władał w mowie i piśmie kilkoma językami, zaczytywał się w poezji rycerskiej, osobiście napisał kilka poematów miłosnych. Na co dzień mówił po niemiecku, korzystał z niemieckiego modlitewnika i klął wyłącznie w tym języku. Otaczał się Niemcami, a wśród jego kochanek również dominowały przedstawicielki tej nacji.

Małżeństwo z córką Przemysła gwarantowało mu legitymizację świeżo uzyskanej korony. Podobno jednak zwlekał z poślubieniem Ryksy, nie mogąc się rozstać z nałożnicami. Nie wydaje się to do końca prawdą, gdyż w chwili koronacji Wacława na króla Polski Ryksa miała zaledwie dwanaście lat. Co prawda wiek ten uważano za wystarczający do małżeństwa, ale król Czech i Polski już nieraz wcześniej udowodnił, że potrafi postępować w sposób niekonwencjonalny – sam decydował o swoim życiu prywatnym. Zresztą czy potężny władca Polski i Czech walczący dodatkowo o koronę węgierską po wygaśnięciu tamtejszej dynastii liczyłby się z reakcją młodej królewny?

Przecież jeżeli chciałby nadal utrzymywać kochanki, nikt by mu w tym nie przeszkodził – nie obawiał się nawet reakcji Kościoła. Wacław nie był słabym Bolesławem Wstydliwym i nie musiał brać pod uwagę zdania opozycji czy sojuszników.

Ryksa wyrastała na prawdziwą piękność i zapewne Wacław czekał, by królewna dojrzała. Był koneserem damskiej urody, nie interesował go seks z dziewczynką, a tron polski i tak już należał do niego. Ostatecznie poślubił ją w maju 1303 roku, gdy Ryksa miała piętnaście lat. Niebawem urodziła mężowi córkę, a dwa lata po ślubie Wacław zmarł w wieku zaledwie trzydziestu czterech lat. Władzę przejął jego syn z pierwszego małżeństwa, szesnastoletni Wacław III. Nie nacieszył się jednak długo panowaniem, gdyż kilka miesięcy później został skrytobójczo zamordowany.

Wtedy też zaczęła się wielka kariera córki Przemysła. Ród Przemyślidów wygasł i tron czeski stał się obiektem rozgrywek obcych dynastów. Jeden z pretendentów do władzy, Rudolf Habsburg, oświadczył się Ryksie i został przyjęty. Kronikarze wspominali, że Rudolf zachwycił się nastoletnią wdową po Wacławie, ale wraz z jej ręką wzmacniał swoją pozycję w Czechach, a do tego mógł podnieść pretensje do tronu polskiego.

Rudolf został koronowany na króla Czech i Polski, ponownie koronowano też Ryksę. Jednak szczęście znów odwróciło się od córki Przemysła II – tym razem małżeństwo trwało niespełna rok. Podczas walki z przeciwnikami politycznymi Rudolf zachorował i zmarł. Ryksa została wdową po raz drugi, nie mając jeszcze dwudziestu lat.

Ostatnia miłość królowej

Po dwóch latach zamętu tron czeski zdobył Jan Luksemburski żonaty z pasierbicą Ryksy (młodszą od niej o trzy lata). W tej sytuacji córka Przemysła wycofała się do miasta Hradec, które od tamtej pory zaczęto nazywać miastem królowej (Hradec Králové). Miasto to wraz z kilkoma innymi zapisał jej jeszcze Wacław, a późniejsi władcy honorowali legat. Po obu mężach Ryksa dostała bogatą oprawę wdowią, która umożliwiała jej wystawne życie. Nie zamierzała spędzić reszty swych dni w celibacie i niebawem nawiązała romans z możnowładcą morawskim, Henrykiem z Lipy.

Niestety, o małżeństwie nie mogło być mowy. Piastówna, wdowa po dwóch władcach Czech, poślubiając możnowładcę, popełniłaby mezalians. Poza tym stwarzałoby to nową sytuację polityczną, czego Jan Luksemburski nie mógł tolerować.

Ponieważ Henryk z Lipy był wrogiem nowego króla, Luksemburczyk go uwięził. Wówczas Ryksa otwarcie wystąpiła przeciwko władcy. Musiała mieć znaczne poparcie, bowiem Jan Luksemburski potulnie uwolnił więźnia i na pewien czas wyjechał z kraju. Ostatecznie przywrócił kochankowi królowej urząd najwyższego marszałka, a następnie uhonorował go godnością wielkorządcy Moraw. Jednocześnie usunął z dworu własną żonę, antagonistkę Ryksy. Oskarżył ją o spiskowanie przeciwko sobie, co zapewne odbyło się z inspiracji Polki.

Od tej pory stosunki między Janem Luksemburskim a parą kochanków układały się bez zastrzeżeń. Z czasem król wykupił miasta Ryksy, w związku z czym osiadła w Brnie na Morawach, gdzie władzę sprawował jej życiowy partner. Ufundowała tam i bogato uposażyła Klasztor Cysterek. Do nadań Ryksy przyłożył się Jan Luksemburski, sporo dorzucili też Henryk z Lipy i inni możni. Dzięki temu powstała najbogatsza fundacja klasztorna na Morawach, którą zatwierdził papież Jan XXII. To nieco zaskakujące, gdyż Ryksa od lat żyła w związku nieuświęconym małżeństwem. Jej pozycja była jednak tak znacząca, że królowa mogła sobie na wiele pozwolić.

Niestety, każdy romans ma swój kres – w sierpniu 1329 roku Henryk z Lipy zmarł. W czasie pogrzebu Ryksa z płaczem rzuciła się na ciało kochanka wystawione w kościele. Wzbudziło to niemałą sensację, tym bardziej że królowa liczyła już ponad czterdzieści lat i trudno było podejrzewać ją o niezrównoważone zachowanie. Po prostu przeszła załamanie nerwowe po śmierci ukochanego mężczyzny.

Resztę życia spędziła w klasztorze cysterek. Zmarła kilka lat później i zgodnie ze swoją ostatnią wolą spoczęła obok Henryka z Lipy. W testamencie zapisała swoim rodzicom modlitwy za spokój ich dusz.